Instagram has returned invalid data.

Byłam na karate, rozdaję bilety lotnicze i woda w puszce [TYGODNIK]


Za każdym razem gdy piszę tygodnik, mam wrażenie że tym razem jest najnudniejszy na świecie. Prawdę mówiąc – im ciekawszy tydzień tym nudniejszy wpis z tego cyklu. Prawdziwe życie toczy się poza Internetem i gdyby wierzyć powiedzeniu “pic or didn’t happen” – nie robię NIC 😀

Jestem osobą, do której ludzie uderzają po radę, opinię, pocieszenie. Jednocześnie jestem bardzo słabą pocieszycielką, bo prosto z mostu mówię komuś że “hmm, należało ci się”. Oczywiście staram się nie używać toksycznego “trzeba było…” w jakimś raniącym kontekście, ale skutek jest taki, że chwilowo ochładzają się moje stosunki z osobą szukającą rady/pocieszenia/wysłuchania a potem do mnie po to samo wraca, bo docenia szczerość.
W tym tygodniu nasłuchałam się i naczytałam takich rzeczy, że chociaż nie jestem osobą dowartościowującą się w negatywny sposób i cieszącą się z cudzej krzywdy, to poczułam się wdzięczna za to co mam i jakie mam życie Przynajmniej nie jestem jak spalone ciasteczka przykryte warstwą pięknego lukru, które z wierzchu wyglądają idealnie…
Tydzień był trochę krótszy przez wolny poniedziałek, ale ja oprócz siedzenia w książkach i pracy znalazłam czas na zrobienie rzęs  a także…
KARATE!
Napisała do mnie koleżanka, że w sumie są święta i większość osób jest w Solcu. I że widziała na fejsie że w czwartki są otwarte treningi. Więc się zgadaliśmy i większą grupą wpadliśmy, ot tak.
Mało jest rzeczy, które są w stanie wywołać we mnie taką radość, na którą mówi się”joy” a ja nie umiem znaleźć idealnego polskiego słowa by ją określić. Rozmawiam z koleżanką (Ada, pozdrowienia!) i okazało się, że obie mamy podobne refleksje. Kimona znalezione, w sumie nawet wciąż pasują ale jakoś… nie zasługujemy na ich założenie. Jak za starych dobrych czasów umówiłyśmy się “na zakręcie” i ruszyłyśmy w kierunku podstawówki w której mieści się dojo (a raczej sala gimnastyczna będącą dla nas właśnie dojo). Zebraliśmy się większą grupą, przyszedł kto mógł i chcieliśmy zaskoczyć Senseia ale wpadliśmy na niego w drzwiach.
To dla mnie typowe… Piekę ciasto, cała kuchnia zastawiona garnkami, mikserami, wszystko w mące i nagle godzinę wcześniej słyszę klucz w zamku. Nici z niespodzianki :). 
Morał jest taki, że Sensei chyba się wzruszył, ja zapłakałam nad swoją żenującą formą, bo byłam nastawiona na godzinę treningu, ale też cholernie zatęskniłam za porządnym wyciskiem i takim “jak nie możesz nadążyć, to musisz PRZYSPIESZYĆ!!!!” Trenowałam za dzieciaka aż do liceum. Nie byłam na karate siedem lat! Musiałam zrezygnować z powodów zdrowotnych… Nigdy nie byłam w tym dobra. Mimo 10 lat treningów byłam w tym przeciętna. Nigdy nie zapomnę jak na zawodach połączono moją kategorię wagową (do 55kg) z kategorią wyżej, bo było za mało lekkich dziewczyn. Moja przeciwniczka była ode mnie dużo wyższa i jak chciałam kopnąć ją w głowę to tak się zamachnęłam że się wywróciłam 😂. 
Ale kochałam to, że na macie (ok, sali) mogłam wypocić wszystkie swoje złości, słabości, dziwne myśli, egoistyczne pragnienia i puścić gdzieś dalej głupie pomysły. 
Ola (zaskoczyłaś mnie czytaniem tego bloga!😘) jestem Ci bardzo wdzięczna za ten szalony pomysł.
Bo wiecie… ja się staram. Ja biegam. Skaczę po schodach z ciężarkami. To coś porobię, tam coś poćwiczę, ale tylko karate dawało mi taką fajną satysfakcję. 
Zresztą, kto śledzi snapa widział moje emocje 😉
Przed bieganiem i po bieganiu 😀
Zaraz wyjaśnię po co mi ta woda.  Dalej z tygodniem trzeba lecieć.
W sobotę dokonałam realizacji nabycia na drodze przeprowadzenia uskutecznionej transakcji kupna-sprzedaży😅 i weszłam w posiadanie dwóch ślicznych par butów:
Obie pary – Deichmann. Obie bardzo wygodne, niestety paznokieć zgubiony gdzieś w jaskini w Tajlandii skutecznie zmniejszył moje szanse na śmiganie z odkrytymi palcami 🙁
Moje codzienne wcielenie jest mocno przeciętne. Nie jestem typem dobrze ubranej osoby. Kiedyś bardzo chciałam znaleźć swój styl, dzisiaj widzę że moim stylem jest brak stylu. I chociaż zazwyczaj muszę mieć chociaż niski obcas to od dawna mam gdzieś że skracam sobie czymś sylwetkę, tylko zakładam to, na co mam ochotę.
Tutaj np. moje mocno już sfatygowane spodnie z lumpeksu za 10 zł. Kupiłam je pod rondem Jagiellonów, są bardzo wygodne ale nigdy nie mogę wyswobodzić z nich pięty pod koniec dnia (wąskie nogawki :D). Rolują się, ale wciąż je kocham. Botki są z deichmanna, mam też czarne. 
W końcu udało mi się nabyć dobre bazowe t-shirty. Na pewno kolejny będzie czarny. Mam biały, różowy i błękitny z bonprix. Obiecałam Wam dać znać jak jakość, więc oto moja szczera opinia.
T-shirty są świetnej jakości. 95% bawełna, 5% elastan – jestem zadowolona i będę kupować różne warianty.  Ceny też zachęcają.
Jeśli chodzi o powyższą narzutkę, figurującą w kategorii płaszcze  też lubię, ale na zdjęciu wyglądała lepiej. 
Za to jestem bardzo zadowolona ze spódnicy midi z mocno podkreśloną talią. Do tej pory na ich nabycie pozwalały mi tylko zakupy od chińskich “przyjaciół” 
Ta jest fajna, bo ma pasek. Ja mam wąską talię i lubię ją podkreślać a zazwyczaj jestem skazana na spódnice z gumką. 
Link do niej znajdziecie w tekście “mój codzienny makijaż“. I powiem Wam, że jestem w szoku. Ten wpis w niecałe 24h miał 10 tysięcy przeczytań, tymczasem tekst nad którymi spędzam po kilka godzin czytają się dużo słabiej. Ale bez obaw, liczby to tylko liczby – nadal mam zamiar pisać to, co mam ochotę, niekoniecznie zaś to, co najlepiej się klika 🙂
Zdjęcie jest z warsztatów – w teorii miałam zgłębiać tajniki kaligrafii i florystyki ze Styletter i Her Eyes Studio w Warszawie. Do kaligrafii mam dwie lewe ręce, bukietu nie skomponowałam bo nie lubię rzucać się “kto pierwszy ten lepszy” i zostały dla mnie trzy biedne kwiatki, będące niczym w porównaniu do bajecznych bukietów dziewczyn 😉
Spędziłam miło czas, spotkałam znajome twarze. Kiedyś nie lubiłam eventów – teraz po prostu wybieram fajne albo sprawdzam na co mnie zapraszają w dni w które muszę pojechać do Warszawy. Innym razem są dla mnie pretekstem by spotkać się z innymi, albo popróbować nowych smaków, bo zazwyczaj jest dobry catering.
Dziękuję Hani za skomponowanie z moich trzech kwiatków czegoś sensownego!
W sumie to z rzeczy którymi chciałabym się publicznie podzielić – to tyle.
Blogowo – działo się sporo!
i najfajniejsze – moje pomysły na Majówkę – czytając zgłoszenia miałam wrażenie, że poznaję Was lepiej – cieszę się, że to nie ja wybierałam zwycięzcę – jest nim autor wyróżnionego komentarza.
Ale spokojnie – nie łamcie się! Mam drugi konkurs na pocieszenie. Można wygrać aż 500 zł na bilety lotnicze!
Tym razem partnerem konkursu jest producent wody AKVO
Pani Marta z AKVO odezwała się do mnie 11 listopada. Pierwsze o czym pomyślałam – wariatka! Ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Sama pracuję o dziwnych porach, szczególnie wtedy gdy inni mają wolne (ale w zamian zdarza mi się gdzieś wyjeżdżać w środku tygodnia). Pomyślałam, że trzeba mocno wierzyć w produkt by zajmować się marketingiem w święto narodowe 😉
Odpisałam dopiero po dwóch tygodniach. Byłam na Cyprze, nie mogłam kupić tej wody na spróbowanie bo nigdzie jej nie było aż znalazłam a automacie na uczelni. Zdarzyło mi się kiedyś ustalić szczegóły promocji produktu, który okazał się beznadziejny i musiałam komuś popsuć kampanię mówiąc eeee przykro mi, ale nie zareklamuję tego. Teraz jestem bardziej ostrożna. Mam jednak szczęście do ludzi – pani Marta nie miała obiekcji co do zrobienia dla Was konkursu.
AKVO to woda. Smakowa, ale bez cukru, z witaminami  ( C, B3, B6, B7, B12) w innowacynej puszcze PET. No i przede wszystkim – to produkt polski.
Jeśli mam być szczera – pierwsza myśl była kpiarska. Że woda w puszce? Dzisiaj widzę, że to produkt dla takich osób jak ja, które noszą pół litra wody w torebce i sączą przez cały dzień. I jeszcze im zostaje.
Nigdy nie chce mi się pić. Chyba że herbatę, ale to inny rodzaj pragnienia :). A jak otworzę puszkę to już muszę wychylić do końca. Tutaj puszka sprawdza się idealnie, bo muszę wychylić całość i nie ma zmiłuj. Woda jest smaczna, najbardziej podpasowała mi wersja cytrynowa. 
Sprawdza się rewelacyjnie po treningu, gdzie od razu wychylam całą puszkę.
Ponieważ nagrody są super:
3 zestawy po 12 puszek AKVO
i nagroda główna
500 zł na bilety lotnicze w esky.pl
konkurs musi być trochę trudniejszy 😉
Napisz w komentarzu gdzie zabrałbyś wodę AKVO i dlaczego :). Możesz użyć wyobraźni, absurdu, groteski, pisać wierszem – jedyne czego oczekuję to wypowiedź w komentarzu do końca niedzieli 30.04.2017 do 23:59.
Obawiam się, że to produkt którego trzeba spróbować aby się przekonać – ja jestem zachwycona, bo woda nie smakuje chemiczną cytryną tylko zawiera NFS – w 100% naturalny ekstrakt owocowy pozyskiwany bez jakichkolwiek chemicznych modyfikacji. Czuję się dumna, że to produkt z Polski. Bardzo chętnie promowałabym tylko polskie produkty, gdyby zawsze były najlepsze na rynku, także pod względem stosunku ceny do jakości. Rzadko się udaje taki produkt znaleźć. 
Jest dużo więcej wątków, które chciałam poruszyć ale robi się późno, więc podrzucam linki tygodnia.
Lubię ludzi biorących życie w swoje ręce. Kiedyś w komentarzach na innym blogu ktoś napisał, że mój tygodnik jest beznadziejny, bo ciągle promuję tych samych ludzi i nie daję szansy nowym.
Pomyślałam tylko – a dałaś się zauważyć? Pisząc u mnie komentarze, podrzucając mi link? Nie. No to cierp głupia, bo sama jesteś sobie winna.
Ale napisałam do tej dziewczyny wiadomość z pytaniem, czemu siedzi cicho jak mysz pod miotłą a potem wylewa frustracje i doszłyśmy do porozumienia. Społeczeństwo uczy nas jakiejś idiotycznej skromności i tego “ktoś cię sam zauważy”. Pff, nie. Serio – nie. Nawet najlepsze produkty potrzebują reklamy. Mój blog co chwilę zdobywa czytelników, bo polecacie go sobie nawzajem. Koleżanka koleżance, matka córce. Jestem Wam za to bardzo wdzięczna!
Reklama pozwala dać się zauważyć, reszta już należy do Ciebie. To jak w powiedzeniu – możesz kupić psa, ale nie merdanie ogonem :).
Oto Ci, którzy poprosili:
– Projekt drugie oko – o tym,by pokazać się bez makijażu. Moje zdanie w temacie znacie – pisałam o tym w tekście “kosmetyk – przyjaciel czy wróg kobiety?”
Justyna zbiera na rehabilitację 80-letniej babci. 80-letnie babcie nie klikają się jak małe dzieci i urocze kotki z wydłubanym oczkiem. Ale zasługują na godne życie!
I link od Izy z linku wyżej – dodatkowa praca da zaangażowanych społecznie! 
Reszta to moje wykopaliska z sieci:
Pytacie o kafelki, a to po prostu boska mata z Westwing  – ja osobiście kocham ten sklep – teraz będą boskie maty do jogi – niepowtarzalne, fajne wzory. Uwielbiam Westwing właśnie za wyjątkowe produkty.
Jacek Kłosiński – czy grozi Ci bieda?
Przygoda chłopaka, który chciał być insta-sławny

I drugi filmik – jak jest we Lwowie

Chcesz być zauważony? Dodawaj do swoich wpisów na blogu hashtag #aniamaluje i bądź obecny na bloglovin – subskrybuje ten tag i będę widziała wszyskto 😉 




Napisz w komentarzu gdzie zabrałbyś wodę AKVO i dlaczego :). Możesz użyć wyobraźni, absurdu, groteski, pisać wierszem – jedyne czego oczekuję to wypowiedź w komentarzu do końca niedzieli 30.04.2017 do 23:59.



UWAGA! z przyczyn technicznych przedłużam konkurs do 3..05.2017 🙂




Bądź na bieżąco! 

  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Mój codzienny makijaż – 10 kosmetyków
Byłam na karate, rozdaję bilety lotnicze i woda w puszce [TYGODNIK]