Ej misie moje,tęskniłam! Wyzwanie z detoksem od mediów społecznościowych było mi bardzo potrzebne. Musiałam się zastanowić, na ile jestem tu z przyzwyczajenia, a na ile z własnej, autentycznej chęci. Oczywiście godzina dziennie to utopia, moja średnia to 1h 35 minut. Nie jest usprawiedliwieniem poniedziałkowy live ani Q&A, po prostu - nie ogarniałam w godzinę! A to i tak czas, do którego nie wlicza się przeglądanie insta z fejkowego konta 🤣
Tęskniłam! Zrobiłam właśnie śliwki w boczku na blogowigilię i uciekam nagadać się z ludźmi, bo z niektórymi rzadko jest okazja się spotkać! Ale tęskniłam też za niektórymi stories i czuję, że śledzę tu na IG fajnych ludzi, skoro brakowało mi ich paplania.

Przy okazji! Chłopaku, nie polecam siebie na koleżankę twojej dziewczyny! Mam małą obsesję na punkcie zastanawiania się, czy każda sytuacja w której jestem, jest moim świadomym wyborem. Już 2 razy mi się zdarzyło, że jakaś koleżanka powiedziała „wiesz co Ania? Tak sobie myślałam o tym co mówiłaś, wiesz, o rzeczach, które robimy z przyzwyczajenia albo nawyku i doszłam do wniosku, że muszę się rozstać z Tomkiem”

Baduum-tss🥁

#aniamaluje #szczerze_pisząc #blogowigilia #śliwkiwboczku #grudzień #gotowanie #blogerka

Ej misie moje,tęskniłam! Wyzwanie z...

Jakiś czas temu Basia (@barbgrabowska) musiała się tłumaczyć, że może być jednocześnie feministką i być zauroczona postacią Berlina z La casa de papel. Chwilę później ktoś udostępnił artykuł z pytaniem, „Czy feministka może być uległa w łóżku?” w tytule. 
W książce, którą właśnie czytam jest mnóstwo głosów przerażonych mężczyzn, którzy mają jakieś tam fantazje aby ich partnerka (kobieta!) dokonała na nich penetracji albo chcą być stroną otrzymującą przyjemność podczas rimmingu. No i to rodzi w ich głowie pytanie, czy nie czyni ich to mniej hetero, albo czy mężczyzna hetero w ogóle może mieć takie fantazje.

Czy można być za prawami kobiet i nie lubić Tarantino za to, że brzydko traktował Umę Thurman, ale jednocześnie uważać, że „Pulp fiction” to dobry film? 
Czy można wierzyć ofiarom (prawdziwej lub nie, już się nie dowiemy) pedofilii Jacksona, ale jednocześnie tupać nóżką do jego piosenek?

Miałam w głowie te wszystkie pytania, które widziałam ostatnio w sieci, gdy tłukłam się z myślami, czy napisać ten tekst o tym, co fascynuje mnie w Putinie, czy nie.
I napisałam, bo w moim świecie ludzie są na tyle inteligentni by wiedzieć, że rzeczy nie są czarne lub białe, bo miedzy nimi jest tyle odcieni szarości, że tylko osoby wybierające odcień ściany w salonie zdają sobie sprawę.
Bo wierzę, że żyjemy w świecie, w którym można rozdzielić czyn albo dzieło od człowieka i że działa to w dwie strony, bo dzieło też nie jest żadnym usprawiedliwieniem dla niegodziwości.

Ale myśląc o pytaniach zadawanych Basi, chciałabym tylko poprosić - jeśli nadajecie sobie jakieś etykietki, to proszę uważajcie, by nie stać się ich niewolnikami. 
Nie wiem czemu jako tło do tego wpisu wybrałam zdjęcie z San Marino💁🏻‍♀️ Wiem natomiast, że tekst o tym, co kręci mnie we Vladimirze Putinie jest na blogu. I jest napisany szczerze.

#szczerze_pisząc #sanmarino #zamek #castle #jesieniara #liście #jesień #autumn #etykietki #aniamaluje #podróże #podróżemałeiduże #travelgirl #girlwhotravels

Jakiś czas temu Basia (@barbgrabowska)...

- Chcesz spróbować?
- Jasne!
Wolę czegoś spróbować z myślą, że najwyżej mi się nie spodoba, niż nie spróbować i żałować. W Malezji nadarzyła się okazja do sadzenia ryżu🌾 fajna przygoda! (Do momentu, aż coś dziwnego przepełzło po mojej stopie😅) A teraz siedzę i czytam wszystko o tym, jak ogarnąć przesiadkę w Chinach! Lecę w lutym do Wietnamu (znaczy loty mam do Bangkoku, ale resztę jakoś ogarnę!) i polowałam na sensowną przesiadkę aby zobaczyć #Pekin ♥️ marzyło mi się Zakazane miasto, ale teraz napaliłam się na Wielki Mur Chiński. Będę mieć 16h (gdzie same formalności wizowe to podobno 2-3h😱) i będę zupełnie sama, ale na samą myśl szczerzę się jak szalona 😁 co może pójść nie tak? Wszystko! Mogę nie dostać wizy, może oszukać mnie kierowca, przechowalnia bagażu może nie być czynna, mogę nie zdążyć na przesiadkę do Bangkoku... YOLO! Przeczytałam już cały internet, ale zapytam też tutaj - czy jest wśród Was ktoś, kto przebiegł przez Pekin podczas tej szalonej przesiadki?
Mam ochotę na trudne ustawienia tej gry i zrobić trasę nie z wynajętym kierowcą, ale pociągami i autobusami. No risk no fun!

W ogóle chciałabym, aby ta podróż była trochę inna i wypchnęła mnie mocniej ze strefy komfortu. Nie będę rezerwować noclegów z wyprzedzeniem, chcę przemieszczać się bardziej jak lokals, nie planować za dużo i dać się ponieść chwili. Będzie fajnie!🙃 #podróże #podróżemałeiduże #wakacje #Azja #Chiny #Malezja #bejing #travelgirl #adventure #discoverunder50k #girlswhotravel #malaysia #china #riceplanting

- Chcesz spróbować? - Jasne!...

Wstałam dzisiaj o 11:05. To oznacza, że sąsiedzi musieli mnie nienawidzić, bo mam zawsze taki ostateczny jak „final Call” na lotnisku budzik ustawiony na 10:30 w razie gdyby nic wcześniej mnie nie obudziło. Wyje jak syrena alarmowa! Nie słyszałam go!

Zawsze śpię jak zabita, gdy odreagowuję emocje. Próbuję od kilku dni pomóc z czymś bliskiej osobie i bardzo wyczerpuje mnie to emocjonalnie. 
Tak samo mocno jak dzisiaj, spałam kiedyś  po urodzinach Agi, mojej dobrej koleżanki. Lubię myśleć, że to wino, ale jestem niemal pewna, że to oglądanie „Leaving Neverland” sprawiło, że dziewczyny nie mogły mnie dobudzić.
(Polecam się na imprezy, oglądanie dokumentu o pedofilii, świetna zabawa tylko ze mną!). Jestem osobą, której ludzie zwierzają się z różnych okropnych rzeczy, które kiedyś ich spotkały na zasadzie „jesteś pierwszą osobą, której o tym mówię”. Czytam wszystko o przemocy wobec dzieci, bo moim największym strachem gdy z nimi pracowałam był strach o to, że kiedyś jakieś dziecko wybierze mnie na jedyną osobę której powie, że jest bite albo dręczone w inny sposób, a ja nie będę potrafiła skutecznie zareagować. Albo postąpię zgodnie z procedurami i w tym czasie stanie się coś najgorszego.

Moim największym strachem w życiu jest to, że nie będę potrafiła pomóc komuś, kogo kocham. Towarzyszy mi to od momentu, gdy jako ośmiolatka obserwowałam umierającego na raka dziadka. Czułam bezsilność i to jest najgorsze uczucie jakie potrafię sobie wyobrazić. 
Jeśli go nie rozumiesz, obejrzyj „Nocturnal animals”, film w którym niemal czułam ból głównego bohatera.

Właśnie przez sen wymyśliłam rozwiązanie sytuacji, która mnie dręczyła. Dawno nie czułam takiej ulgi! Nie umiem jej opisać, pragnę się tym podzielić!

Mam ochotę mówić ludziom wszystkie te miłe rzeczy, które o nich myślę, ale jakoś zawsze zostały niewypowiedzianymi myślami. 
A ciebie zapytam tak bardzo szczerze, nie na tym poziomie, na którym odpowiadamy „pająki”, tylko głębiej - czego najbardziej w życiu się boisz? 
#szczerze_pisząc #myśli #aniamaluje #grudzień #dzieciństwo

Wstałam dzisiaj o 11:05. To...

Tak jakoś wyszło, że co roku odwiedzam #Włochy i #Lwów🥰 
Dzisiaj omal nie kliknęłam biletów do Bari (po 139 zł w dwie strony👍🏻), bo ogromnie tęsknię za tą pizzą🍕Mamma mia! 6€ za set #pizza+#piwo, 10€ jeśli dochodzi mnóstwo talerzyków z przystawkami. No i jeszcze na koniec shot #limoncello.
I kusiła ta teleportacja, do kraju uśmiechniętych ludzi! Śpiewających podczas pracy, gotujących obłędnie dobrze i mających tak melodyjną mowę, że chcesz każdemu mówić: Ciao!👋🏻 Już widziałam, jak chodzę sobie w lekkiej jesiennej kurtce i sukience maxi po włoskich uliczkach i raz na jakiś czas sięgam po przekąskę za 2€, absolutnie niczego więcej nie potrzebując do szczęścia🥰Kiedyś poparzyłam sobie taką język, tak bardzo nie mogłam się jej doczekać! 
I chociaż „mam ochotę na pizzę, polecę do Włoch” wydaje się tekstem rzucanym raczej przez bogaczy, to zapewniam - wcale tak nie jest! Włoski #citybreak bywa tańszy niż weekend w Polsce.

Tym razem odpuściłam, zapał mi minął w momencie, gdy upiekły mi się pomidory i na nich rozlała mi się pyszna #burrata. Ale może komuś ten pomysł umili grudzień? 
Psst, po wpisaniu w Google „aniamaluje+Bari” wyskoczy fajny plan mojego wyjazdu z 2017 ;)
Psst 2! W przypiętych relacjach kod na stówkę na nocleg via Airbnb ;) ⭐️⭐️⭐️Gdybyś mógł, mogła, teleportować się teraz w dowolne miejsce na całej planecie, które byś wybrał/a? ;) #

#podróże #girlswithgluten #pizza🍕 #pizzalovers #italia #bari #włochy #podróżemałeiduże #girlswhotravel #aniamaluje

Tak jakoś wyszło, że co...

Poznałam ostatnio super sposób na produktywność! Nie pamiętam kiedy z takim zapałem realizowałam swoje zadania😀. @magdalena_komsta zdradziła mi super sposób na motywację - jeśli nie zrobię tego, co sobie założyłam, będę musiała wpłacić jakąś kwotę na organizację będąca światopoglądowo na przeciwnym biegunie co ja. Np. Ordo  Iuris.
Działa jak złoto! Nawet jak mi się nie chceeee to myślę sobie - o nie, muszę to zrobić, nie dam sobie psychicznie rady z myślą, że ich wspieram! 
Dodatkowo kupiłam sobie nagrodę w postaci biletów do Azji. Myśl o cudownym, wilgotnym powietrzu napawa mnie takim optymizmem, że aż chce się pracować!

Także jeśli masz problem z pisaniem magisterki albo czymś w tym stylu - pomyśl o metodzie Magdy, jest doskonale skuteczna!

#podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #travelgirl #czerwonasukienka #szczerze_pisząc #motywacja #reddress #palmy #karaiby #gwadelupa

Poznałam ostatnio super sposób na...

W gimnazjum rodzice nie kupili koledze zeszytu ćwiczeń, więc skserował kilka stron, by odrobić zadanie domowe. Ku mojemu zdziwieniu dostał jedynkę za „nieprzygotowanie do lekcji”. Miał zadanie!!! Nie lubiliśmy się wtedy, chyba pierwszego dnia nazwał mnie kujonem i deską, ale tak wkurzyła mnie postawa nauczycielki, że zaczęłam się z nią wykłócać o to, czy jest normalna i kolegi bronić. Odrobił to durne zadanie! Nie było jego winą, że rodzice nie zapewnili mu podstaw, a chodziłam do klasy z uczniami z okolic mocno „defaworyzowanych”, jak to się ładnie nazywa. Miałam lipę u tej nauczycielki, ale nie żałuję!

Uwielbiam tworzyć materiały o prawach ucznia. Szczególnie w takich małych mieścinach jak moje (nauczyciele są często radnymi!) władza bywa nadużywana. 
Dlatego za każdym razem, gdy pisze do mnie uczeń z prośbą o pomoc w jakiejś sytuacji, czuję się jak na tym zdjęciu z Salerno pod Neapolem!

Uwielbiam to, że nie dają się zbyć. Że pytają o to, co w statucie szkoły.
Czy statut może być niezgodny z prawem oświatowym. Gdzie zgłosić takiego nauczyciela i jak się bronić. 
Nikt nie zwraca się do mnie w wiadomościach z takim szacunkiem jak uczniowie! Podczas gdy dorosłym zdarza się napisać coś w stylu „siema, widzę ze dużo podróżujesz, znajdziesz mi loty i noclegi do 2500 do Tajlandii? odp dzisiaj”, uczniowie piszą „obejrzałam pani filmy, przeczytałam statut szkoły, ale wciąż nie wiem. Byłoby mi bardzo miło, gdyby pani podpowiedziała, ale zrozumiem jeśli nie znajdzie pani czasu”

Eksperci gadają O młodzieży, ale nie Z młodzieżą. Słabe! Ja uwielbiam tych pyskatych, tych walczących o swoje. Widzę w nich cząstkę siebie.
Proszę, nie zgubcie tego! Tego podejścia, że jak nie drzwiami, to oknem. Poczucia sprawczości i woli walki. To jest super cenne i ja Was za to uwielbiam. To są cechy ludzi, którzy sobie w życiu DADZĄ RADĘ! Wiem, że macie przez to przechlapane, ale ja jestem z Was na maksa dumna! Nie jestem w stanie odpowiedzieć na każda wiadomość (dlatego nagrywam filmy dla wielu), ale każda ogromnie mnie cieszy. 
A jak bronicie rodzeństwa czy słabszych kolegów to już w ogóle szacun MAX!!! Błagam, nie zgubcie tego. Bądźcie asertywni♥️
#aniamaluje #szczerze_pisząc #podróże

W gimnazjum rodzice nie kupili...

Gdy Freddie Mercury zapuścił wąsy, fani masowo wysyłali mu maszynki do golenia, bo nie mogli tego zaakceptować. Z całym szacunkiem - kiepscy fani! Jak kogoś kochasz i szanujesz, to pozwalasz mu się rozwijać, zmieniać, być sobą. Całe szczęście, że to nie był typek, który robi coś by się przypodobać innym! Moje automatyczne skojarzenie to biała koszulka „żonobijka”, jeansy i ten wąs. Opcjonalnie - żółta kurtka. Iconic!

Dzisiaj, tylko 28 lat temu umarł Freddie Mercury, ale nie legenda. Powiedzieć, że uwielbiam gościa to mało. Jego portret to jedyny święty obrazek jaki mam w domu. Towarzyszył mi w wielu momentach życia. To „Don’t stop me now” (i’m having such a good time, I’m having a ball) lądowało na moich słuchawkach gdy koleżanki z roku prześcigały się w licytacji jak bardzo która nie umie na egzamin, a ja nie chciałam tego słuchać i przejmować ich nastroju. Podniosłe momenty? „we are the champions”. Sytuacja, w której pomogli mi przyjaciele? „Friends will be friends”. Nawet tak sobie ustaliłam kiedyś playlistę dk biegania, żeby w momencie kryzysu słyszeć walkę podmiotu lirycznego w „Bohemian Rhapsody”. Serio! 
Robiąc kiedyś  to zdjęcie miałam super dzień. Czułam się świetnie, wcześniej wszystko mi fajnie powychodziło, czułam się na maksa odprężona i zrelaksowana i dokładnie pamiętam, że krzątałam się po mieszkaniu nucąc „It’s a kind of magic”.
Dzięki Freddie za wszystko, co wniosłeś do mojego życia!
#freddiemercury #rocznica #aniamaluje #blogerka #relaks #chill #monstera #niedziela #rocznica

Gdy Freddie Mercury zapuścił wąsy,...

Masz piosenkę, która wywołuje na Twoim ciele ciary? Ale takie serio? U mnie to jest „Walking in Memphis” w wykonaniu Cher. Nigdy nie byłam w Memphis, ale słyszę jej głos jak to śpiewa, gdy widzę to randomowe zdjęcie z Sycylii. 
Gdybym miała wybrać ulubiony kobiecy głos - Cher wygrała wszystko. Z męskich do tego stanu doprowadza mnie Freddie Mercury.

Czeka mnie jutro kilka godzin w pociągu, podsyłajcie swoje tytuły piosenek wywołujących dreszcze, bo robię sobie taką „power playlistę” - zamierzam w tym pociągu napisać coś dłuższego i potrzebuję nowych bodźców!

Więc... czyj głos wywołuje w Tobie dreszcze? Poproszę tytuły!
#podróże #podróżemałeiduże #sycylia #sicily #katania #aniapodróżuje #wakacje #blogerka #włochy #italia #italy🇮🇹 #italy

Masz piosenkę, która wywołuje na...

Dzisiaj świętujemy 30 lat od podpisania Konwencji o Prawach Dziecka. UNICEF zaprosił mnie, żebym o tym opowiedziała. To się może wydawać dzisiaj takie oczywiste, że dzieci mają prawa, ale nad ich ustaleniem przywódcy państw debatowali całą dekadę! To dzięki temu dzisiaj żadne dziecko nie może być skazane na dożywocie (bez możliwości zwolnienia wcześniej) ani na karę śmierci. Wcześniej mogło.
Jestem pedagożką, terapeutką, tą od „dzieci z trudnościami”. Jednak najbardziej trudni są w tym wszyscy dorośli. 
Zapominający, że dzieci nie są ich własnością, tylko ludźmi.
Dlatego założyłam kanał, na którym opowiadam uczniom o ich prawach. Jestem przerażona jak  często są łamane i z jaką lekkością dorosłym to przychodzi. Chciałabym żyć w świecie, w którym prawa dzieci są oczywistością i nie mam o czym nagrywać, bo nikt z tym nie dyskutuje.
Zostawiam Wam Korczaka pod rozwagę 👍🏻 „Bo dorosłemu nikt nie powie: ‘Wynoś się’, a dziecku często się tak mówi. Zawsze jak dorosły się krząta, to dziecko się plącze, dorosły żartuje, a dziecko błaznuje, dorosły płacze, a dziecko się maże i beczy, dorosły jest ruchliwy, dziecko wiercipięta, dorosły smutny, a dziecko skrzywione, dorosły roztargniony, dziecko gawron, fujara. Dorosły się zamyślił, dziecko zagapiło. Dorosły robi coś powoli,
a dziecko się guzdrze. Niby żartobliwy język, a przecież niedelikatny. Pędrak, brzdąc, malec, rak – nawet kiedy się nie gniewają, kiedy chcą być dobrzy. Trudno, przyzwyczailiśmy się, ale czasem przykro i gniewa takie lekceważenie.” Trudne pytanie - masz poczucie, że twoje prawa w dzieciństwie były szanowane? Mi dobierano notorycznie prawo do odpoczynku - od „dzwonek jest dla nauczyciela” po zadania na ferie.  #world'schildren'sday #dlakażdegodziecka #dzieńprawdziecka #unicefpolska

Dzisiaj świętujemy 30 lat od...

Dzień dobry, przestaję być niewolnikiem.

Jest takie pojęcie jak “druga granica”. Masz np. dwie kontrolki, pomarańczową i czerwoną. Jak zignorujesz pierwszą, możesz jeszcze wszystko naprawić. Jak zignorujesz drugą to potem już żadne ostrzeżenia nic nie dadzą. Sprawdzono to na pilotach samolotów by lepiej zrozumieć katastrofy lotnicze.

Coś w tym jest. Ktoś się opiera przed automatami, ale da się skusić na jednorękiego bandytę. Przekroczył pierwszą granicę. Ale potem łamie swoje “tylko jeden raz”. I już koniec – będzie karmił maszynę monetami aż zobaczy pustkę w portfelu. A może i wtedy pożyczy pieniądze od kolegi.
 Tak samo jak zepsucie diety po pierwszej czekoladce. A potem całej tabliczce. A później już kij z dietą, i tak będę gruba. Jeden opuszczony trening da się nadrobić. Ale jeśli twoja druga granica to np. pięć dni – po byle wyjeździe czy chorobie wszystko idzie się…
Nie lubię narzekać na swoje zdrowie, zazwyczaj zaciskam zęby i staram się bardziej, chociaż mam już wrażenie że bardziej się nie da. Ale ostatnio było tragicznie, tuż przed Cyprem. W tym wszystkim najbardziej frustruje mnie chyba to, że mam ten stan poniekąd na własne życzenie. Są na świecie piękne miejsca z rewelacyjnym powietrzem. I w tych miejscach moje oskrzela nie wariują. Nie muszę non-stop jeść wysokokalorycznie by zapewnić sobie energię, której i tak nie staracza bo mam 34 stopnie Celsjusza. Co i tak nie jest taką tragedią jak kiedyś.
Scenka rodzajowa, wizyta u lekarza
– Gorączka jest?
– Nie, mam 32 stopnie
– Niemożliwe, z taką temperaturą ludzie umierają, to hipotermia! – rzekł lekarz i przystawił mi na termometr do czoła by udowodnić że się mylę. A potem rzucił tylko
– O kurwa.
I dalej bez komentarza.
Więc robię “wszystko”. Jem imbir, wykonuję ćwiczenia oddechowe, osuszam oskrzela kaszą jaglaną. I potem nagle robi się beznadziejna pogoda, ludzie z biedy* palą w piecach czym popadnie, w powietrzu jest pył, kurz i nie wiem sama co jeszcze. Mimo starań robię się osłabiona od walki z tym shitem i potem byle bakteria mnie atakuje i koniec. Zdycham.
Kupiłam sobie kilka dni “urlopu od choroby” – tani wypad na Cypr. I magia – oskrzela pracują jak trzeba, powietrze wymarzone. Czyste, morskie. Słońce daje mi witaminę D. Odżywam w dwa dni. 
Są kraje w której chorób podobnych do mojej praktycznie nie ma. Nawet jeśli są genetyczne to nikt ich nie zauważa, bo okoliczności przyrody nie dają odczuć żadnych problemów. 
Więc co ja tu do cholery jeszcze robię? Nie wiem.
Moje życie zaczęło jakiś czas temu przypominać bawełniane gacie. Praktyczne, bezpieczne, wygodne i tak beznadziejnie nudne że aż boli. Wszyscy wokół mnie, eskperci z koziej dupy i politycy trąbią o tym, że młodym brak poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji. Nie wiem, ja mam poczucie, że zawsze sobie poradzę. Bo taka jestem. Zawsze sobie radziłam. Bez względu jak beznadziejnie było. 
A obecnie jest stabilnie. Serio. Nie mamy wojny, nie trzeba chować się w podziemiu. Starcza mi pieniędzy, inne sumiennie odkładam. Mam swoje małe, bezpieczne, ciche życie. I… mam go dość.
Na co ja do cholery czekam?
*Na historii w czwartej klasie podstawówki uczą, że pańszczyzna była zła i to był wyzysk chłopów. Jednocześnie jakoś umyka nam, że więcej zapieprzamy na podatki niż pracował na rzecz pana chłop pańszczyźniany.

W ciągu dnia pracujemy dłużej niż rzymscy niewolnicy, a wydaje się nam, że żyjemy w wolnym społeczeństwie – A. Fornés

 Nasz system podatkowy jest jednym z najgorszych jakie istnieją. Wypełniasz te PIT-y, spowiadasz się z każdej zarobionej złotówki a większośc tych pieniędzy idzie na utrzymanie Urzędów Skarbowych. Czy to nie absurd? W moim mieście wczoraj zginęła kobieta (samochód ją uderzył). Nowy dworzec PKP świeci się jak choinka, świetłka świąteczne na każdym kroku a kawałek dalej dzieciaki wracają ze szkoły po ciemku. Emeryci chodzą do kościoła z latarkami. Nasze ciężko zarobione pieniądze idą na jakieś wdowy smoleńskie. Współczuję. Ale na przyszłość polecam ubezpieczenie na życie. Amen!
Jestem wściekła, bo tutaj wszystko stoi na głowie. Państwo chwali się “pomocą” i programami wsparcia, a tak naprawdę w jego interesie jest istnienie ludzi biednych. Zawsze było, nie ważne jaka władza. 

Kto żyje ze zwalczania wroga, zainteresowany jest tym, aby wróg jak najdłużej istniał. Friedrich  Nietzsche

Gdyby Kowalski zarabiający 1500 złotych dostał do ręki 3 tysiące, to nie nie wrzucałby do pieca śmieci ani nie potrzebowałby 500+. Bo on ich nie dostaje – on jest z nich najpierw w majestacie prawa odkradany. A jeśli już mamy Kowalskiego za idiotę który się nie ubezpieczy, to dajmy mu obowiązek lokowania na swoją emerytuę. Ale dajmu mu prawo decydować gdzie chce ubezpieczyć się jeśli chodzi o zdrowie, emeryturę oraz do jakiej szkoły chce posłać dziecko. Bo taki Kowalski płaci składki a jak go boli ząb to nagle nie ma miejsc i najbliższe za dwa miesiące. Więc i tak płaci prywatnie, nie daj Boże biorąc wcześniej jakąś chwilówkę, bo 200 zł na dentystę to naprawdę dużo pieniędzy. Wspaniały interes, doprawdy.
Myślę o takich ludziach, którzy zgromadzili ze 400 tysięcy zł składek emerytalnych i umierają zanim tej emerytury dożyją. 400 tysięcy to dwie kawalerki, które można wynajmować innym i godnie z tego żyć. A po śmierci zostawić dzieciom lub wnukom. Dać im lepszy start.
Patrzę na swoją listę 100 celów. Gdy ją tworzyłam to było jak science-fiction czy inne fantasy. A dzisiaj punkty o których nawet nie śniłam się zrealizowały. Ot, wpisałam na zasadzie “a co tam, to tylko lista”. Tylko że od jakiegoś czasu stoję w miejscu.
Bo jest stabilnie. Bo nie jestem w bagnie z którego chce się szybko wyjść. Nie czuję żadnego oddechu niepewności na plecach. Nie robię więc żadnego poważnego kroku na przód. Nie ryzykuję. I tak sobie się zatrzymałam.
Czekam sobie w zawieszeniu. Na co? Sama nie wiem. Że te moje marzenia się kiedyś spełnią? Przecież nie same. Spoczęłam na laurach. Zobaczyłam to dopiero robiąc sobie dłuższy urlop. Nie wykorzystałam go jak chciałam. Byłam zmęczona codziennością.
W wieku 25 lat.
Nie chcę spędzić ponad połowy każdego roku pracując na rzecz państwa, które ma mnie gdzieś i które zmarnuje i sprzeniewierzy te pieniądze, dając np. jakiejś (przełykam głośno ślinę) babie która pozwala swojemu partnerowi zakatować czteroletnie dziecko i nazywając sponsorowanie patoli pomocą. Sponsoruje się nygusów i leni, a ciężko pracujący ludzie ledwo wiążą koniec z końcem. Niepracująca alkoholiczka na zasiłkach jest traktowana przez państwo lepiej niż ciężko pracująca kobieta. 
Ludzie wpadają w tą samą pułapkę co ja. Pułapkę bezpieczeństwa i bierności. Nie wykorzystują swoich talentów i możliwości, nie próbują, nie starają się. Bo przecież zaraz ktoś im da! Przecież jest pewnie i stabilnie.
Mnie do kolejnego kroku zmotywowała dopiero niestabilność zdrowia. Lato mnie rozleniwiło, uspokoiło, dało poczucie że jestem zdrowa, a przynajmniej – jak zdrowa mogę żyć. Przyszła jesień. Złudzenia rozwiał wiatr.
I bardzo, bardzo dobrze. Potrzebowałam kopa w dupę by zacząć myśleć o pewnych poważnych krokach i wypracowaniu sobie bardziej pasywnych źródeł przychodu. Przepraszam bardzo – nie zamierzam być niewolnikiem. Patrzeć jak moje życie mija, żyć jedynie w weekendy i święta a resztę czasu sprzedawać innym pracując na nich. Żyć wieczorami, bo najlepsze godziny sprzedają innym. Nie kupuję etosu pracy, cierpiętnictwa i moralności niewolniczej. To nie mój świat. Wypisuję się.
Jestem tą osobą, która właśnie przekroczyła drugą czerwoną linię. Po raz pierwszy w swoim dorosłym życiu naruszyłam swoje oszczędności. Zbierane sumiennie latami. Jestem tą osobą, która nawet nie mając czasu będzie układała puzzle dwa tysiące elementów po jednym każdego dnia. Dla przykładu – od liceum mam małą stronę internetową (w zasadzie bloga postawionego na darmowym portalu) która zarabia dziennie złotówkę. Rozwiązuje pewien mały, niszowy problem. Poza zamontowaniem na niej reklam i sprawdzaniem czy działa (raz na miesiąc), nie robię przy niej nic. Ale po kilku latach złotówka dziennie to dwa tysiące. Dwa tysiące to wakacje. Problem ludzi polega na tym, że są niecierpliwi. Chcą tu, teraz, natychmiast, nie podejmują wysiłku jeśli coś zaprocentuje kiedyś. Gdy pisałam teksty zapleczowe po złotówce za jeden (!) to nikt nie chciał się ze mną zamienić. Ale po obecnych stawkach już by chcieli. 
Kocham swoją pracę. Ale jej przekleństwo polega na tym, że nie mogę jej oddelegować komuś innemu. Ludzie mi płacą nie za to co robię, tylko bardziej za to, że to ja to zrobię.
Pora na kolejne kroki. Małe i większe. 
Ostatnio dusząc się i cierpiąc okrutnie przypomniałam sobie o zdarzeniu które miało miejsce kilka lat temu. Myślałam, że przez noc po prostu się uduszę i będzie koniec. W jakimś przebyłysku świadomości zapisałam na kartce najważniejsze rzeczy. Hasło do bloga i hasło do konta bankowego. Dwa dni później, gdy doszłam do siebie spojrzałam na kartkę i zrobiłam jedno wielkie wewnętrzne WTF.
Że niby to są najważniejsze dla mnie rzeczy?
I teraz niedawno pomyślałam o tym samym, ale w innym kontekście. Po co mi kisić te oszczędności, jeśli jutra może nie być? Jeśli życie jest tak kruche? Kiedy mam realizować swoje marzenia? Jak będę stara i zbyt zmęczona życiem?
Więc gdy Ola (http://aleksandranajda.com/) zaprosiła mnie do Tajlandii – po prostu wyjęłam pieniądze z oszczędnościówki i kupiłam bilet.
Przekroczyłam pierwszą linię.
A potem wyjęłam sobie swoje skrypty z pytaniami.
I zapytałam samą siebie, bardzo szczerze o kilka kluczowych spraw.
Ten rok to będzie #YOLO. Nie namawiam nikogo, ale samą siebie tak. Po prostu ruszam swoje oszczędności i sponsoruję sobie rok idealnego życia. Oczywiście nadal pracuję, ale pewnie mniej. Wczoraj kupiłam obiektyw, równowartość miesięcznej pensji mojej mamy🙈. Jeszcze niedawno czułabym się winna, albo wiecie – jakaś taka nieswoja. Przecież jestem rozsądną dziewczyną. Ciułam pieniążki sumiennie i spokojnie. I to mnie przeraża. 
Nie wiem kiedy dałam się wkręcić w bajkę o niewolnikach i stać się jednym z nich. Mentalnie.

But inside in the dark I’m aching to be free.

Wolę poświęcać swój czas na rzeczy ważne. Np. podróże. Podróże są ważne. Świat jest piękny, barwny, czeka aż będę go podziwiać. Nie zamierzam dać się wpędzić w poczucie winy z powodu głodu na świecie, podczas gdy biomasa owadów pozwala na nakarmienie wszystkich ludzi. Zresztą chętnie spróbuję pająka czy innego świerszcza. Po prostu nie chcę pozwolić na to, by moje życie minęło bez mojego udziału. Lub z występami gościnnymi w weekendy.
To chyba mój wniosek na najbliższy rok. Dream big. Be brave.
To irracjonalne, ale bardzo tego potrzebuję. Bardzo.
Korzystając z tego, że przez moją prywatę i dzikie pomysły i tak skradłam Ci trochę czasu, podzielę się wynikami akcji #zpoleceniaaniamaluje
Zawsze czuję takie ukłucie, że wiele osób będzie czuło rozczarowanie. Dlatego wysłałam hashtag i swoje typy do piątki znajomych w ogóle nie znających się na blogowaniu – chciałam podjąć decyzję sercem, ale też rozsądkiem. Dlatego przyznałam też 4 dodatkowe nagrody (drobiazgi) na mój koszt.
Zestaw kosmetyków o wartości 600 zł wygrywa kamate13 – nawet nie chodzi o zakupy a ostatnie zdanie i rysunek. Kupuję to.

A nagrody pocieszajki:

Dziękuję za udział. To dla mnie bardzo cenne widzieć, że mój blog wpływa na Wasze codziennie decyzje. Dlatego podjęłam też jedną ważną w swoim życiu. Mój kochany dziadek zawsze odczuwał radość z dawania jej innym. Często dostaję przesyłki PR (lub jakiś press pack). Jednocześnie sztywno trzymam się zasady 10% na cele charytatywne. Zdecydowałam się przesunąć pewną część tej kwoty na wysyłki drobnych upominków dla Was. Ostatnio była na fejsie mała zgaduj-zgadula z ekspresową nagrodą. Dostaję głównie książki i kosmetyki, chętnie będe puszczać dalej. Chcecie? 
Jeśli narobicie mi ładnie odsłon i zgłoszeń w obecnym konkursie (do wygrania zapas kociej karmy) , to na dniach wystartuje konkurs z bonem do Westwing o wartości 300 zł. Ostatnio się Wam podobało :).  Ale jeśli nie lubicie konkursów tak jak mi się wydaje, to też dajcie znać. Może niepotrzebnie się staram a Wam to wisi. Dajcie znać!
Mam na imię Ania, mam 25 lat. Biorę życie w swoje ręce.
Psst! Bluzka ze zdjęcia kupiona tutaj. Zdjęcia są beznadziejne, ale miałam wybór – albo piszę z takimi, albo nie piszę wcale. Niestety źle wybrałam i w godzinach z dobrym światłem pracuję. Ech 😛
Za kilka dni Tajlandia. Co dalej? Nie wiem. Może kupię komputer o jakim zawsze marzyłam, a wydawał mi się za drogi. Może buty. Może nic, może poczuję wolność i wymyślę coś fajnego. Nie wiem. Wiem, że dam sobie radę. Zawsze daję.
Niewolnicy wszędzie i zawsze będą niewolnikami  – daj im skrzydła u ramion, a zamiatać pójdą ulice skrzydłami. Cyprian Kamil Norwid.


Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 


Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Bartłomiej Baranowski
Gość

Wiesz, co? Miałem trochę podobnie. Po wielu latach (no dobra. Może przeginam. Chodzi o jakieś trzy latka) biedy, znalazłem dobrą pracę i ponownie wróciłem do swojego hobby. Po prawie dwóch latach takiego względnego spokoju, jakiś czas temu miałem zupełnie podobne przemyślenie. Wydawanie pieniędzy to nie moja bajka (w moim męskim świecie, po prostu niczego nie potrzebuję oprócz zdrowia, spokoju i błękitnego nieba). Ale pomogło mi parę odcinków serialu Przystanek Alaska (naprawdę polecam). I odkryłem, że żeby być zadowolonym faktycznie potrzebne są jakieś plany i marzenia. Nawet te, które w pierwszej chwili wydają się być totalnie niemożliwe do realizacji. Bo tak… Czytaj więcej »

Previous
Gdy jesteś tą trzecią…+ KONKURS
Dzień dobry, przestaję być niewolnikiem.