- Chcesz spróbować?
- Jasne!
Wolę czegoś spróbować z myślą, że najwyżej mi się nie spodoba, niż nie spróbować i żałować. W Malezji nadarzyła się okazja do sadzenia ryżu🌾 fajna przygoda! (Do momentu, aż coś dziwnego przepełzło po mojej stopie😅) A teraz siedzę i czytam wszystko o tym, jak ogarnąć przesiadkę w Chinach! Lecę w lutym do Wietnamu (znaczy loty mam do Bangkoku, ale resztę jakoś ogarnę!) i polowałam na sensowną przesiadkę aby zobaczyć #Pekin ♥️ marzyło mi się Zakazane miasto, ale teraz napaliłam się na Wielki Mur Chiński. Będę mieć 16h (gdzie same formalności wizowe to podobno 2-3h😱) i będę zupełnie sama, ale na samą myśl szczerzę się jak szalona 😁 co może pójść nie tak? Wszystko! Mogę nie dostać wizy, może oszukać mnie kierowca, przechowalnia bagażu może nie być czynna, mogę nie zdążyć na przesiadkę do Bangkoku... YOLO! Przeczytałam już cały internet, ale zapytam też tutaj - czy jest wśród Was ktoś, kto przebiegł przez Pekin podczas tej szalonej przesiadki?
Mam ochotę na trudne ustawienia tej gry i zrobić trasę nie z wynajętym kierowcą, ale pociągami i autobusami. No risk no fun!

W ogóle chciałabym, aby ta podróż była trochę inna i wypchnęła mnie mocniej ze strefy komfortu. Nie będę rezerwować noclegów z wyprzedzeniem, chcę przemieszczać się bardziej jak lokals, nie planować za dużo i dać się ponieść chwili. Będzie fajnie!🙃 #podróże #podróżemałeiduże #wakacje #Azja #Chiny #Malezja #bejing #travelgirl #adventure #discoverunder50k #girlswhotravel #malaysia #china #riceplanting

- Chcesz spróbować? - Jasne!...

Wstałam dzisiaj o 11:05. To oznacza, że sąsiedzi musieli mnie nienawidzić, bo mam zawsze taki ostateczny jak „final Call” na lotnisku budzik ustawiony na 10:30 w razie gdyby nic wcześniej mnie nie obudziło. Wyje jak syrena alarmowa! Nie słyszałam go!

Zawsze śpię jak zabita, gdy odreagowuję emocje. Próbuję od kilku dni pomóc z czymś bliskiej osobie i bardzo wyczerpuje mnie to emocjonalnie. 
Tak samo mocno jak dzisiaj, spałam kiedyś  po urodzinach Agi, mojej dobrej koleżanki. Lubię myśleć, że to wino, ale jestem niemal pewna, że to oglądanie „Leaving Neverland” sprawiło, że dziewczyny nie mogły mnie dobudzić.
(Polecam się na imprezy, oglądanie dokumentu o pedofilii, świetna zabawa tylko ze mną!). Jestem osobą, której ludzie zwierzają się z różnych okropnych rzeczy, które kiedyś ich spotkały na zasadzie „jesteś pierwszą osobą, której o tym mówię”. Czytam wszystko o przemocy wobec dzieci, bo moim największym strachem gdy z nimi pracowałam był strach o to, że kiedyś jakieś dziecko wybierze mnie na jedyną osobę której powie, że jest bite albo dręczone w inny sposób, a ja nie będę potrafiła skutecznie zareagować. Albo postąpię zgodnie z procedurami i w tym czasie stanie się coś najgorszego.

Moim największym strachem w życiu jest to, że nie będę potrafiła pomóc komuś, kogo kocham. Towarzyszy mi to od momentu, gdy jako ośmiolatka obserwowałam umierającego na raka dziadka. Czułam bezsilność i to jest najgorsze uczucie jakie potrafię sobie wyobrazić. 
Jeśli go nie rozumiesz, obejrzyj „Nocturnal animals”, film w którym niemal czułam ból głównego bohatera.

Właśnie przez sen wymyśliłam rozwiązanie sytuacji, która mnie dręczyła. Dawno nie czułam takiej ulgi! Nie umiem jej opisać, pragnę się tym podzielić!

Mam ochotę mówić ludziom wszystkie te miłe rzeczy, które o nich myślę, ale jakoś zawsze zostały niewypowiedzianymi myślami. 
A ciebie zapytam tak bardzo szczerze, nie na tym poziomie, na którym odpowiadamy „pająki”, tylko głębiej - czego najbardziej w życiu się boisz? 
#szczerze_pisząc #myśli #aniamaluje #grudzień #dzieciństwo

Wstałam dzisiaj o 11:05. To...

Tak jakoś wyszło, że co roku odwiedzam #Włochy i #Lwów🥰 
Dzisiaj omal nie kliknęłam biletów do Bari (po 139 zł w dwie strony👍🏻), bo ogromnie tęsknię za tą pizzą🍕Mamma mia! 6€ za set #pizza+#piwo, 10€ jeśli dochodzi mnóstwo talerzyków z przystawkami. No i jeszcze na koniec shot #limoncello.
I kusiła ta teleportacja, do kraju uśmiechniętych ludzi! Śpiewających podczas pracy, gotujących obłędnie dobrze i mających tak melodyjną mowę, że chcesz każdemu mówić: Ciao!👋🏻 Już widziałam, jak chodzę sobie w lekkiej jesiennej kurtce i sukience maxi po włoskich uliczkach i raz na jakiś czas sięgam po przekąskę za 2€, absolutnie niczego więcej nie potrzebując do szczęścia🥰Kiedyś poparzyłam sobie taką język, tak bardzo nie mogłam się jej doczekać! 
I chociaż „mam ochotę na pizzę, polecę do Włoch” wydaje się tekstem rzucanym raczej przez bogaczy, to zapewniam - wcale tak nie jest! Włoski #citybreak bywa tańszy niż weekend w Polsce.

Tym razem odpuściłam, zapał mi minął w momencie, gdy upiekły mi się pomidory i na nich rozlała mi się pyszna #burrata. Ale może komuś ten pomysł umili grudzień? 
Psst, po wpisaniu w Google „aniamaluje+Bari” wyskoczy fajny plan mojego wyjazdu z 2017 ;)
Psst 2! W przypiętych relacjach kod na stówkę na nocleg via Airbnb ;) ⭐️⭐️⭐️Gdybyś mógł, mogła, teleportować się teraz w dowolne miejsce na całej planecie, które byś wybrał/a? ;) #

#podróże #girlswithgluten #pizza🍕 #pizzalovers #italia #bari #włochy #podróżemałeiduże #girlswhotravel #aniamaluje

Tak jakoś wyszło, że co...

Poznałam ostatnio super sposób na produktywność! Nie pamiętam kiedy z takim zapałem realizowałam swoje zadania😀. @magdalena_komsta zdradziła mi super sposób na motywację - jeśli nie zrobię tego, co sobie założyłam, będę musiała wpłacić jakąś kwotę na organizację będąca światopoglądowo na przeciwnym biegunie co ja. Np. Ordo  Iuris.
Działa jak złoto! Nawet jak mi się nie chceeee to myślę sobie - o nie, muszę to zrobić, nie dam sobie psychicznie rady z myślą, że ich wspieram! 
Dodatkowo kupiłam sobie nagrodę w postaci biletów do Azji. Myśl o cudownym, wilgotnym powietrzu napawa mnie takim optymizmem, że aż chce się pracować!

Także jeśli masz problem z pisaniem magisterki albo czymś w tym stylu - pomyśl o metodzie Magdy, jest doskonale skuteczna!

#podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #travelgirl #czerwonasukienka #szczerze_pisząc #motywacja #reddress #palmy #karaiby #gwadelupa

Poznałam ostatnio super sposób na...

W gimnazjum rodzice nie kupili koledze zeszytu ćwiczeń, więc skserował kilka stron, by odrobić zadanie domowe. Ku mojemu zdziwieniu dostał jedynkę za „nieprzygotowanie do lekcji”. Miał zadanie!!! Nie lubiliśmy się wtedy, chyba pierwszego dnia nazwał mnie kujonem i deską, ale tak wkurzyła mnie postawa nauczycielki, że zaczęłam się z nią wykłócać o to, czy jest normalna i kolegi bronić. Odrobił to durne zadanie! Nie było jego winą, że rodzice nie zapewnili mu podstaw, a chodziłam do klasy z uczniami z okolic mocno „defaworyzowanych”, jak to się ładnie nazywa. Miałam lipę u tej nauczycielki, ale nie żałuję!

Uwielbiam tworzyć materiały o prawach ucznia. Szczególnie w takich małych mieścinach jak moje (nauczyciele są często radnymi!) władza bywa nadużywana. 
Dlatego za każdym razem, gdy pisze do mnie uczeń z prośbą o pomoc w jakiejś sytuacji, czuję się jak na tym zdjęciu z Salerno pod Neapolem!

Uwielbiam to, że nie dają się zbyć. Że pytają o to, co w statucie szkoły.
Czy statut może być niezgodny z prawem oświatowym. Gdzie zgłosić takiego nauczyciela i jak się bronić. 
Nikt nie zwraca się do mnie w wiadomościach z takim szacunkiem jak uczniowie! Podczas gdy dorosłym zdarza się napisać coś w stylu „siema, widzę ze dużo podróżujesz, znajdziesz mi loty i noclegi do 2500 do Tajlandii? odp dzisiaj”, uczniowie piszą „obejrzałam pani filmy, przeczytałam statut szkoły, ale wciąż nie wiem. Byłoby mi bardzo miło, gdyby pani podpowiedziała, ale zrozumiem jeśli nie znajdzie pani czasu”

Eksperci gadają O młodzieży, ale nie Z młodzieżą. Słabe! Ja uwielbiam tych pyskatych, tych walczących o swoje. Widzę w nich cząstkę siebie.
Proszę, nie zgubcie tego! Tego podejścia, że jak nie drzwiami, to oknem. Poczucia sprawczości i woli walki. To jest super cenne i ja Was za to uwielbiam. To są cechy ludzi, którzy sobie w życiu DADZĄ RADĘ! Wiem, że macie przez to przechlapane, ale ja jestem z Was na maksa dumna! Nie jestem w stanie odpowiedzieć na każda wiadomość (dlatego nagrywam filmy dla wielu), ale każda ogromnie mnie cieszy. 
A jak bronicie rodzeństwa czy słabszych kolegów to już w ogóle szacun MAX!!! Błagam, nie zgubcie tego. Bądźcie asertywni♥️
#aniamaluje #szczerze_pisząc #podróże

W gimnazjum rodzice nie kupili...

Gdy Freddie Mercury zapuścił wąsy, fani masowo wysyłali mu maszynki do golenia, bo nie mogli tego zaakceptować. Z całym szacunkiem - kiepscy fani! Jak kogoś kochasz i szanujesz, to pozwalasz mu się rozwijać, zmieniać, być sobą. Całe szczęście, że to nie był typek, który robi coś by się przypodobać innym! Moje automatyczne skojarzenie to biała koszulka „żonobijka”, jeansy i ten wąs. Opcjonalnie - żółta kurtka. Iconic!

Dzisiaj, tylko 28 lat temu umarł Freddie Mercury, ale nie legenda. Powiedzieć, że uwielbiam gościa to mało. Jego portret to jedyny święty obrazek jaki mam w domu. Towarzyszył mi w wielu momentach życia. To „Don’t stop me now” (i’m having such a good time, I’m having a ball) lądowało na moich słuchawkach gdy koleżanki z roku prześcigały się w licytacji jak bardzo która nie umie na egzamin, a ja nie chciałam tego słuchać i przejmować ich nastroju. Podniosłe momenty? „we are the champions”. Sytuacja, w której pomogli mi przyjaciele? „Friends will be friends”. Nawet tak sobie ustaliłam kiedyś playlistę dk biegania, żeby w momencie kryzysu słyszeć walkę podmiotu lirycznego w „Bohemian Rhapsody”. Serio! 
Robiąc kiedyś  to zdjęcie miałam super dzień. Czułam się świetnie, wcześniej wszystko mi fajnie powychodziło, czułam się na maksa odprężona i zrelaksowana i dokładnie pamiętam, że krzątałam się po mieszkaniu nucąc „It’s a kind of magic”.
Dzięki Freddie za wszystko, co wniosłeś do mojego życia!
#freddiemercury #rocznica #aniamaluje #blogerka #relaks #chill #monstera #niedziela #rocznica

Gdy Freddie Mercury zapuścił wąsy,...

Masz piosenkę, która wywołuje na Twoim ciele ciary? Ale takie serio? U mnie to jest „Walking in Memphis” w wykonaniu Cher. Nigdy nie byłam w Memphis, ale słyszę jej głos jak to śpiewa, gdy widzę to randomowe zdjęcie z Sycylii. 
Gdybym miała wybrać ulubiony kobiecy głos - Cher wygrała wszystko. Z męskich do tego stanu doprowadza mnie Freddie Mercury.

Czeka mnie jutro kilka godzin w pociągu, podsyłajcie swoje tytuły piosenek wywołujących dreszcze, bo robię sobie taką „power playlistę” - zamierzam w tym pociągu napisać coś dłuższego i potrzebuję nowych bodźców!

Więc... czyj głos wywołuje w Tobie dreszcze? Poproszę tytuły!
#podróże #podróżemałeiduże #sycylia #sicily #katania #aniapodróżuje #wakacje #blogerka #włochy #italia #italy🇮🇹 #italy

Masz piosenkę, która wywołuje na...

Dzisiaj świętujemy 30 lat od podpisania Konwencji o Prawach Dziecka. UNICEF zaprosił mnie, żebym o tym opowiedziała. To się może wydawać dzisiaj takie oczywiste, że dzieci mają prawa, ale nad ich ustaleniem przywódcy państw debatowali całą dekadę! To dzięki temu dzisiaj żadne dziecko nie może być skazane na dożywocie (bez możliwości zwolnienia wcześniej) ani na karę śmierci. Wcześniej mogło.
Jestem pedagożką, terapeutką, tą od „dzieci z trudnościami”. Jednak najbardziej trudni są w tym wszyscy dorośli. 
Zapominający, że dzieci nie są ich własnością, tylko ludźmi.
Dlatego założyłam kanał, na którym opowiadam uczniom o ich prawach. Jestem przerażona jak  często są łamane i z jaką lekkością dorosłym to przychodzi. Chciałabym żyć w świecie, w którym prawa dzieci są oczywistością i nie mam o czym nagrywać, bo nikt z tym nie dyskutuje.
Zostawiam Wam Korczaka pod rozwagę 👍🏻 „Bo dorosłemu nikt nie powie: ‘Wynoś się’, a dziecku często się tak mówi. Zawsze jak dorosły się krząta, to dziecko się plącze, dorosły żartuje, a dziecko błaznuje, dorosły płacze, a dziecko się maże i beczy, dorosły jest ruchliwy, dziecko wiercipięta, dorosły smutny, a dziecko skrzywione, dorosły roztargniony, dziecko gawron, fujara. Dorosły się zamyślił, dziecko zagapiło. Dorosły robi coś powoli,
a dziecko się guzdrze. Niby żartobliwy język, a przecież niedelikatny. Pędrak, brzdąc, malec, rak – nawet kiedy się nie gniewają, kiedy chcą być dobrzy. Trudno, przyzwyczailiśmy się, ale czasem przykro i gniewa takie lekceważenie.” Trudne pytanie - masz poczucie, że twoje prawa w dzieciństwie były szanowane? Mi dobierano notorycznie prawo do odpoczynku - od „dzwonek jest dla nauczyciela” po zadania na ferie.  #world'schildren'sday #dlakażdegodziecka #dzieńprawdziecka #unicefpolska

Dzisiaj świętujemy 30 lat od...

Dziewczyno, kiedy ostatni raz sobie odpuściłaś? Sama sobie.

Zastanawiałam się czemu podróż do Odessy była najfajniejszą tego roku. Odpaliłam macbooka raz, by nas odprawić. Nie zrobiłam zdjęć z myślą o blogu, nawet nie miałam jakiegoś tam poczucia, że coś muszę zobaczyć. Jednego dnia wykupiliśmy sobie takie wielkie łóżko z baldachimem i dogorywaliśmy na kacu na plaży, bez  poczucia, że szkoda jednego z ledwie czterech dni. Nie szkoda!

Nie jestem wielką fanką alkoholu, ale rzadko mam poczucie, że mogę. Ostatni raz jak byłam na shotach w pijalni wódki z rok temu, to podeszła do mnie czytelniczka, powiedzieć że lubi mojego bloga. Cały następny dzień zastanawiałam się o czym ja wcześniej pijana rozmawiałam. Nie jestem jakąś rozpoznawalną osobą, ale miałam kilka takich sytuacji i nie do końca potrafię przez nie wyluzować🙈
Odessa była cudowna, bo wyluzowałam. bo nie było spiny w związku z niczym. Mieliśmy korzystać z ekscytującego życia nocnego, ale chyba zaszkodziły nam rapany? Spoko, pijąc gorący rumianek śpiewaliśmy utwory Cher huśtając się na hamaku i huśtawce  w mieszkaniu.
Zero spiny!

Teraz zrobiłam wielki krok, bo ograniczyłam instagrama i pozbyłam się poczucia, że muszę odpowiadać na komentarze i wiadomości. Ogromnie dziękuję Wam za zaufanie jakim mnie obdarzacie, ale z problemami osobistymi i rodzinnymi i życiowymi zapraszam na grupę na fejsie albo (to lepiej!) na terapię. Ja po pierwsze nie jestem właściwą osobą, po drugie - nie czuję się spoko będąc obciążana waszymi przykrymi historiami. 
Wcześniej miałam poczucie winy, że powinnam być bardziej empatyczna, ale kurczę - jestem! Chcę zostawić tę część siebie dla przyjaciół i bliskich, bo każda taka wiadomość wysysa energię ze mnie.
Poczułam ulgę, odpuściłam sobie samej, bo jeszcze nikt na moje „nie” się nie obraził. Szanujecie moje granice, jesteście super ♥️
Jestem niemal pewna, że też robisz coś, czego wcale nie musisz i świat się nie zawali jak przestaniesz i sama sobie odpuścisz. Tak, sama sobie!
Padłaś? Poleż, nie poprawiaj korony i nie zasuwaj dalej.
#szczerze_pisząc #aniamaluje #wakacje #odessa #podróże #podróżemałeiduże #throwback

Dziewczyno, kiedy ostatni raz sobie...

O tym, że wymyśliłam sobie zabrać @pranamat_polska do Gruzji i zrobić tam piękne zdjęcia w górach - wiecie. Że mimo przygotowania się do wyboru terminu trafiły nam się dwa dni srogiej kaukaskiej zimy i ze zdjęć nici - też wiecie. Czasami tak bywa! Zero stresu. 
Gdy muszę, to potrafię spakować się w podręczny, ale w zasadzie to opcja tych zdjęć sprawiła, że @pranamat_polska zasponsorowało mi bagaż rejestrowany😉. Mata przydała się po przemierzaniu kraju bardzo ciasnymi busikami, po których moje plecy były jeszcze bardziej spięte niż zawsze (tak, to możliwe🤪). Na fizjoterapii jestem co 2-3 tygodnie, na macie mogę leżeć codziennie i staram się to robić. Albo podkładać sobie poduszkę do akupresury pod kark. Wiecie, bo i tak często widać je gdzieś w tle moich stories, po prostu kocham to kolczaste cudo całym sercem i tak - to boli (jakby zaśpiewał Freddie - pain is so close to pleasure), ale ulga potem... nowe plecy. Staram się pamiętać o ruchu i gimnastyce ale jak mam wenę, to potrafię siedzieć przed komputerem od rana do 15-tej i dopiero po zerknięciu na zegarek zorientować się, że wypiłam tylko jedną herbatę, nic nie zjadłam, nie byłam nawet siku, co tu mówić o rozciąganiu😏🙈 Jeśli tak jak ja, nie jesteście idealni i dużo siedzicie - na hasło aniamaluje jest 30% na zestaw mata+poduszka albo 20% na pojedynczy element.
Jutro dowiem się do kiedy! Szczegółowy opis wrażeń ze stosowania tej maty jest na blogu - ja nie umiem już bez niej żyć! Serio, miłość! (Kiedyś nie dodałabym zdjęcia dokumentującego ciążę spożywczą z jaką chodziłam po Gruzji, ale to jedzenie było tego warte!) #zpoleceniaaniamaluje #pranamatpolska #pranamateco #pranamat #mójpranamat #mata #relaks #batumi #gruzja #współpraca #podróże #podróżemałeiduże

O tym, że wymyśliłam sobie...

Jestem rasistką i mam kryzys ćwierćwiecza? [TYGODNIK]

Mój “urlop” powoli dobiega końca a ja… ja mam kryzys. Nie wiem co dalej. Co gorsza – wcale nie chcę wiedzieć. Niech się dzieje. 

Pierwszą część tygodnia spędziłam w pięknym Lwowie. O nim będą osobne teksty, bo chociaż tygodniki są długie, to nie są z gumy. Mała migawka jednak nikomu nie zaszkodzi, prawda? 😉
Wszyscy mnie pytają – dlaczego Lwów? A to miasto tak po prostu ot tak przyszło mi do głowy. Z drugiej strony – nie wierzę w przypadki. To się zapewne wydarzyło podświadomie. Zawsze ciekawił mnie wschód, zarówno ten dużo dalszy jak i bliski. Lubię czytać lekkie książki, ale moje serce bezpowrotnie podbiła literatura rosyjska. I chociaż nie mogłam się doczekać aż Anna Karenina w końcu rzuci się pod ten pociąg (przepraszam, tak było!), to Dostojewski, Tołstoj czy Puszkin na stałe rozbudzili we mnie ciekawość wschodu. Póki co – niezrealizowaną.
Zmieniając jedno słowo w “Stairway to heaven” Led Zeppelin:
There’s a feeling I get

When I look to the east


And my spirit is crying for leaving



Zgubiłam się w tym co chciałam napisać, bo nucąc Zeppelinów wkurzałam się na Kareninę ;). 
Wypad do Lwowa uważam za bardzo udany. Mieszkanie w którym spałam ja, Ania i Ania  znajduje się tuż koło Opery, więc wszędzie miałyśmy blisko.
Lwów to bez dwóch zdań piękne miasto!
O tym jak tanio i dobrze zorganizować wypad do Lwowa będzie innym razem (popełniłam kilka błędów), natomiast już dzisiaj mogę polecić mieszkanie, które wynajmuje Oksana – przy dwóch osobach wychodzi 50 pln/os. a spokojnie mogą spać 3. Najważniejsze kryteria jakie miałam w głowie to:
-idealna lokalizacja (żadnych kompromisów)
-Wi-Fi
– elastyczne godziny zameldowania i wymeldowania
Wolę też mieszkać “u ludzi”, szczególnie w takim kraju jak Ukraina. Rejestrując się z mojego linku można uzyskać 85 PLN na pierwszą podróż, o ile całkowity jej koszt przekracza 300 PLN. Ja jestem przekonana że do Lwowa jeszcze wrócę, ale o tym jak było – innym razem :).
Na głowie kwietny ma wianek…
Wracając do tygodnia – po prawie całej nocy na granicy (to jest błąd o którym wspomniałam :D) w końcu dojechałam do Warszawy skąd skierowałam się w stronę domu. Teoretycznie spędziłam w nim jeden dzień by znów ruszyć do…stolicy. A przecież dopiero co byłam we Wrocławiu. Dobre walizki to najlepsza inwestycja ostatnich dni!
 Mam jakiś niezrozumiały dla mnie głód świata, głód życia. Chciałabym wszystko. Jest mi przykro, że nie jestem w stanie skorzystać z każdej rekomendacji np. w sprawie tego gdzie zjeść we Lwowie. Mam takie poczucie, że ktoś się dla mnie postarał, napisał a ja z tego nie skorzystałam. Nieznośne ukłucie, że nie zbawię całego świata, nie odpowiem na każdego maila, nie pomogę każdemu. To rodzi poczucie bezsilności…
Freddie też chciał wszystkiego i tak cudnie śpiewał I want it all i jakoś źle na tym wyszedł. Dzisiaj miałby 70 lat…
Lubię swoje życie. Lubię to, że wiele się dzieje. Lubię zwroty akcji przerażają mnie zobowiązujące na dłużej decyzje, np. stała praca a już chętniej mieszkałabym w przyczepie kempingowej niż przywiązywała sobie kilkutonową kulę do nogi (kredyt). Decyzja o abonamencie na telefon (na całe dwa lata) to najpoważniejsze zobowiązanie jakie mam w chwili obecnej. Chcę wieść życie w którym wszystko mogę, także całkowicie je zmienić w ciągu kilku dni. Chodzi o poczucie, że jeśli będę miała ochotę wyjechać do Chin opiekować się pandami, to będę mogła to zrobić. Nawet nie chodzi o to, że to zrobię – chodzi samo poczucie, że mogę.
Krótka migawka z soboty – z dworca centralnego pojechałyśmy z dziewczynami do Radzymina, zobaczyć jaką fabrykę ma Soraya. Więcej o tym opowiem jak dostanę już zdjęcia, ale proces powstawania kremu jest bardziej skomplikowany niż myślałam!
#AniamalujexSoraya
 Na zdjęciu jak zawsze – jem. Po spotkaniu pojechałam na kawę (a właściwie na deser) a potem do ulubionego warszawskiego hotelu. Powrót do domu tego samego dnia przekracza już moje siły. Czuję się stara. 
Lustro w Sound Garden Hotel jak zawsze sprawdza się rewelacyjnie 🙂
Wykorzystując fakt, że jestem już w Stolicy, chciałam spotkać się z Angeliką  i ruszyć na miasto. Nie z każdym można pogadać o wszystkim, a z Angeliką rozmawia mi się rewelacyjnie. Co nie zmienia faktu, że po wypiciu wina i zjedzeniu pizzy zamiast na imprezę miałam ochotę położyć się spać.
Uczcijmy to minutą ciszy.
Słuchając “Why Georgia” (który to kawałek nie jest nawet moim ulubionym, bo John Mayer ma wiele lepszych) uderzyła mnie trafność słów:

It might be a quarter life crisis
Or just the stirring in my soul

Either way I wonder sometimes
About the outcome
Of a still verdictless life

Am I living it right?


Panie Mayer, chyba mam kryzys ćwierćwiecza. Dzięki za uświadomienie.
Tym samym odkryłam, że się starzeję. Że poduszka odbija się rano na mojej twarzy i że zdarza mi się rano czuć zmęczenie. Cudnie. Przynajmniej odkryłam kolejną zaletę hotelu – idealne wyciszenie. Idealne. 
Człowiek przyspawany do telefonu.
W bonusie łapcie moją najgłupszą minę (zawsze wyszukuję takich perełek na zdjęciach):
Lubię się z siebie pośmiać :).
Kontynuując tygodnik – powiększające podświetlane lustro w łazience ukazało mi boleśnie że nie mam już piętnastu lat (tak, to brzmi idiotycznie w ustach dziewczyny, która ma 25), zjadłam więc pyszne ciasto miodowe i pojechałam.
Przy okazji – raz jeszcze rekomenduję Sound Garden Hotel, bo jest po prostu najlepszy. Podrzucam jednak kilka alternatyw : gdzie spać w Warszawie – fajne hotele :).
A co mogłam po śniadaniu? Przejechać się coś zjeść. Klasycznie wybrałam ubera i dziękuję wszystkim, którzy wpisali za pierwszym razem uberaniamalujeue, dając tym samym zarówno sobie jak i mi darmowy przejazd. Szczegóły tej zniżki tutaj, ja po prostu chcę powiedzieć – dzięki!
W sobotę trafiłam na kierowcę z Ukrainy – Vitalij jest z Kijowa i mogłam porozmawiać z nim o tym kraju i zarobkach. W drugą stronę jechałam z Oleskandrem z Białorusi – to był jego drugi dzień na uberze a trzeci w Polsce. Ucieszyłam się z tego, bo w tej sytuacji stawka za mój przejazd jest dla kogoś więcej warta. 
Daję ten wstęp w konkretnym celu. W XXI wieku nie wiem już czym jest rasizm. Przyznaję – preferuję usługi świadczone przez ludzi z biedniejszych krajów. Na drugim miejscu są usługi świadczone przez Polaków (polskie marki itp.). Jeżeli wszystkie inne kryteria są spełnione – decyduje właśnie to. Ostatnio patrząc w telefon złapałam nieładny grymas. Koleżanka pyta – co się stało?
Więc odpowiadam, że widzę napływ fejkowych kont na swoim instagramie. W odpowiedzi pada pytanie – skąd wiesz, że to fejki?
Mówię, że nie wiem na pewno, ale to same Ahmedy i Muhammady więc raczej oczywiste.
– Nie przesadzasz? A jeśli oni też chcą się obserwować? To trochę rasitowskie.
Zdziwiłam się. Wydawało mi się, że rasizm to pogląd o tym, że jedna rasa jest lepsza od drugiej. A to nie jest mój pogląd.
Chciałam opisać ten dialog na fejsie z prośbą byście weszli na moj instagram, kliknęli w followersów (a szacuję że fejków jest już z 500!) i bezstronnie powiedzieli czy to wygląda na fejki czy nie.
Niestety dwa razy nie udało się tego opublikować, bo wyskakiwał błąd. A inne posty przechodziły.
Czyżby facebook nie pozwalał  w jednym zdaniu napisać Ahmed i rasizm?
Więc może jednak coś z moim myśleniem nie tak?
Islam zdecydowanie nie jest moją religią. Nie rozumiem jak można słuchać co jest moralne a co nie od pedofila. I nie ma co tłumaczyć tego innymi czasami, bo Aisza była dzieckiem. Ale nawet ja dostrzegam tam jakieś wartości dla siebie. Dla przykładu – przemawia do mnie to, co głoszą Sufi (sufityzm), to pokojowy mistycyzm którego założenia są proste i uniwersalne. Suficki poeta Rumi również cieszy się moim szacunkiem, ale salafici…
Nie lubię ich nie z powodu rasizmu czy islamofobii – jak wspomniałam – suficka mądrość ma wiele punktów stycznych z tym co wierzę i podążając za Rudolfem Steinerem zgadzam się, że jest wiele dróg poznania Boga – jak żydowska Kabała, chrześcijański gnostycyzm, afrykański szamanizm, chiński taoizm czy w tym przypadku – islamski sufizm. Salafici mnie przerażają, ale nie z powodu religii (niech każdy sobie wierzy w co chce!) tylko dlatego, że nie szanują wolności innych.

Jednak w kontekście fejków na instagramie, nie pomyślałam o tym ani przez sekundę. Gdyby to było imię z innego kręgu kulturowego – pomyślałabym to samo. Napływ ukraińskich followersów jest zrozumiały, używałam hashtagów związanych ze Lwowem. Ale tacy?
Do momentu w którym fejs nie zablokował mi posta, myślałam, że wszystko ze mną okej. Nie czuję się rasistką, ale nie wyobrażam sobie muzułmańskiego męża, podobnie jak chłopaka, który działa w partii RAZEM albo takiego, który nie lubi kotów. To są światopoglądowe rożnice nie do pogodzenia, nie żaden rasizm. W swojej głowie nie stosuję kategorii gorsze-lepsze, tylko raczej inne. 

Czy preferowanie polskich produktów to też już rasizm? Naprawdę się zgubiłam…

Może jestem trochę zmęczona?

Okej, sedno jest takie, że te fejki (moim być może rasitowskim i ksenofobicznym zdaniem) zalewają mi feeda i nie widzę wszystkich pytań od Was w powiadomieniach.

Pytania o spódnicę widziałam dopiero z poziomu komputera, zatem spieszę z oznaczaniem:
– czarna spódnica z niebieskimi wstawkami jest z SH, mam ją kilka lat. Szyta z koła, kupiona za 2 lub 3 PLN (nie pamiętam dokładnie).
– buty mi się rozkleiły więc idą do śmieci
natomiast biały top jest tani i cudny – można go kupić tutaj
– pudrowa spódnica jest świetna, ale rzadko ją noszę. Zajmuje dużo miejsca i się gniecie a ja jestem fanką ubrań łatwych w obsłudze. I chociaż kocham midi, ta wyląduje na wyprzedaży, którą odkładam od dwóch lat 😀 O dziwo – mają ją jeszcze w ofercie o.O (klik).
Szpilki są z choies.com, mam też wersję na niższym obcasie. Ale równie dobrze można dodać pompony do innych butów ;).

Biała bluzka o którą ciągle pytacie to sukienka – wstawka z koronki jest dość duża, więc ja noszę do niej miękki cielisty biustonosz. Całą możecie zobaczyć w tekście o tym, jakie jest moje podejście do picia mleka.

Okej, mam nadzieję, że wszystkie pytania mam już z głowy!

Wylądowałam z Anią w WITALY, na pysznej włoskiej pizzy. Tak, prawdziwie włoskiej. W sercu Warszawy też może być pysznie i w dobrej cenie. Przemiła obsługa, uczciwe ceny, świeże składniki. Dopiero co narzekałam, że nie znam w stolicy miejsc ze smacznym jedzeniem i ciągle wracam kulinarnie rozczarowana – to drugie miejsce na kulinarnej mapie Warszawy do którego na pewno będę wracać. A w tym tygodniu znowu czeka mnie krótki wyjazd :).

Mnie WITALY kompletnie oczarowało :).

Praktycznie tak zakończył się mój tydzień. No, jeszcze były lody i pociąg powrotny do domu.

Co działo się na blogu? Przez wyjazdy mniej niż bym chciała. Prosto z Wrocławia jechałam do Lwowa, a po Lwowie tylko jeden dzień spędziłam u siebie. Z jednej strony chciałam być na bieżąco – z drugiej – szkoda mi było olewać Lwowa. Mimo to między tygodnikami typowo pojawiły się dwa teksty:

Siedem moich pierwszych prac – napisałam od czego zaczynałam moją karierę, a było to 2,50 PLN na godzinę z których to pieniędzy bardzo się cieszyłam. Ten tag to pierwszy od dawna, który bardzo mi się podobał. Moje dwa ulubione wpisy innych blogerów pod tym hasłem to wpis Marty z Martapisze  oraz Malwiny z Bakusiowo 

Drugie co się pojawiło to przepis na DIY suchy szampon 

Mam nadzieję, że teraz trochę nadgonię. Niestety zrealizowałam dzisiaj tylko 60% planowanych zadań. A przypomnę, że na 3 miesiące zawiesiłam aktywność zawodową. Czasami czuję się tym wszystkim trochę zmęczona i przytłoczona.

Przeczytane w tym tygodniu:

Lampę UV/LED otrzymuje osoba o nicku Skar.tepka – urzekł mnie opis, bardzo w duchu mojego bloga. Decyzja była jednak szalenie trudna, dlatego akcję kontynuuję przez kolejny miesiąc – nagrodą będzie tym razem jakiś kosmetyk. Istniejące zdjęcia wciąż biorą udział w akcji, więc wystarczy wrzucić na instagramie coś z hashtagiem #zpoleceniaaniamaluje

24 najlepszych nauczycieli – cudowni!

Zmęczenie życiem codziennym – fascynująca rozprawa doktorska czytana w pociągu

Moje ulubione ciasto francuskie w promocji

–  Makijażowa metamorfoza dojrzałej kobiety

Powód dla którego wolałabym jednolite emoji

I to niestety tyle. Postaram się w tym tygodniu naskrobać coś o Lwowie. Muszę do tego nabrać trochę dystansu.

Na koniec kilka snapów, także od Was. Jeśli przeczytacie te tekstowe, zrozumiecie dlaczego nawet w podróży muszę mieć internet. Kontakt z Wami jest dla mnie niesamowicie ważny.

Dla jednych to tylko blogasek i nie mam o to pretensji. Przyzwyczaiłam się, że gdy wrzucam zdjęcia w nowej sukience, z automatu oczekuje się ode mnie bycia idiotką. Ja lubię pisać szczerze co leży mi na wątrobie (zachowując przy tym swoją granicę prywatności), ale traktuję to bardzo poważnie. Chyba nie muszę dodawać, że czytając to co na ostatnim kolażu – po prostu się poryczałam. W lwowskim muzeum apteki, w sali z wypchaną sową.

Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Siedem pierwszych prac
Jestem rasistką i mam kryzys ćwierćwiecza? [TYGODNIK]