Kiedyś stresowałam się, że to co polecam nie spodoba się komuś, kto skorzystał z mojej rekomendacji. Dzisiaj mam z tym luz. 
Nie podobał mi się Paryż, podobał Lwów. Wiecie dlaczego, wiecie co lubię - to jest ok, że czasem mamy różny gust, upodobania, zachwycają nas różne rzeczy.
Ktoś zwiedzając ruiny będące symbolem walki kultur i cywilizacji wzruszy ramionami i powie „kamienie jak kamienie”, albo zrobi sobie popielniczkę z zabytkowej kolumny.
Kogoś zachwyci przyroda, ktoś inny powie, że drzewa jak drzewa.
Jeden cieszy się na deszcz, bo rosną mu warzywa, drugi płacze, bo chciał się opalać.
Od kiedy myślę o tym w ten sposób, to zrzuciłam z siebie całą presję odpowiedzialności. Całkiem fajnie!
Jestem ciekawa, czy jest jakieś miejsce, które cię totalnie zachwyca, a inni tego zachwytu nie podzielają ;) #podróże #podróżemałeiduże #blogerka #aniamaluje #szczerze_pisząc #wakacje #lato #tunsia #tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays #pranie #sukienka #100dnibezspodni #afryka #tunis

Kiedyś stresowałam się, że to...

Long time no selfie!

Jaki jest sens wstawiać nieaktualne selfie, bo zmieniło się kolor włosów? Chyba żaden, ale mam taki problem, że rzadko umiem cieszyć się obecną chwilą. Moje myśli albo dotyczą czegoś, co było, albo (to częściej!) tego, co nadchodzi. Jakiś deadline, projekt, kolejna podróż. Nieustannie jestem głową w miejscach innych, niż jestem ciałem. Kiedyś bardzo pomagało mi na to bieganie - miałam swój ustalony czas na gonitwę myśli. Chyba pora do tego wrócić! #tuiteraz #szczerze_pisząc #aniamaluje #podróże 
#tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays #blogerka #blogerkapodróżnicza #travelblogger #podróżemałeiduże #kropki #sukienka #selfiaczek #tunisia

Long time no selfie! Jaki...

Rzadkie zdjęcie mnie cieszącej się chwilą i nie reagującej na obiektyw jak na lufę karabinu. Monastyr 2019, koloryzowane.
##tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays #Tunisia #wakacje #monastir #monastyr #lato #kropki #sukienka #100dnibezspodni #aniamaluje #podróże #podróżemałeiduże #blogerka #travelblogger

Rzadkie zdjęcie mnie cieszącej się...

Lecąc do Tunezji miałam jeden plan - uporządkować swoje myśli i całkowicie odpocząć. Bardzo lubię oddzielić się od grupy i pozachwycać się albo pomyśleć. Na tym wyjeździe to bez sensu. Ekipa jest tak fajna, że bardzo przyjemnie jest po prostu ludzi słuchać. Każdy ma do opowiedzenia coś, co w jakiś sposób mnie wzbogaca. Uwielbiam poszerzać swoją bańkę filtrującą i podróże są do tego idealną okazją, ale z tego wyjazdu wracam też z dużą listą książek do przeczytania. #Tunisia #wakcje #podróże #podróżemałeiduże #blogerka #blogerkapodróżnicza #lato #afryka 
#tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays

Lecąc do Tunezji miałam jeden...

Wrzucam dwa, bo nie wiem które lepsze. Oczywiście kolory domalowałam sobie sama (realne znajdziecie u @ewaszabatin ) ale chyba najbardziej w podróży lubię właśnie przystanąć, wystawić mordkę do słońca, zachwycić się widokiem. Fajnie!
#osiolek #osioł #donkey #tunezja #wakacje #podróże #podróżemałeiduże #blogerka #travelblogger #tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays

Wrzucam dwa, bo nie wiem...

Bardzo podoba mi się ta fotka! Idealnie oddaje klimat Hammametu. Niebieskie drzwi, białe ściany i dużo koteczków. 
#hammamet #podróże #podróżemałeiduże #kotki #koty #catstagram #tunisian_girl #wakacje #tunisia #blogerka #blogerkapodróżnicza #kotełki 
#Tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays 
Fot: @super_kristyne

Bardzo podoba mi się ta...

Pamiętacie jak śmiałam się z instagramerki, która na każdym zdjęciu dokleja te same chmurki? Karma wrocila 😅
W Odessie wyświetliło mi się pod hashtagiem „Odessa” zdjęcie z neonem „too late to die young”. Pomyślałam, że zajebiste z okazji nadchodzących urodzin, bo nie zdążyłam do klubu 27 i w sumie jest mi bliżej do pani pod trzydziestkę niż dwudziestolatki 😱 jakież było moje rozczarowanie, gdy po długim spacerze zastaliśmy pożegnalną popijawę pracowników, bo koniec sezonu i neonu włączyć się nie da😅 Nie mieli już prądu! Próbowałam neon włączyć sama w programie graficznym, ale nie umiem🙈 przesuń w bok by zobaczyć zdjęcie przed a potem zostaw mi urodzinowe serduszko ♥️🙈 Jedyne o czym w tym momencie marzę to zdrzemnąć się w samolocie. Kierunek #Tunezja!
28 lat, Thorze, kiedy to się stało😱😱😱
#urodziny #28lat #wakacje #aniamaluje #szczerze_pisząc #podróże #podróżemałeiduże #blogerka #discoverunder50k

Pamiętacie jak śmiałam się z...

#podróże to jedna z największych radości mojego życia, ale jednoczenie też powód przez który NIE OGARNIAM.
Wschód słońca nad morzem w Odessie to piękny widok, ale spacer po jesiennym Żoliborzu również zapiera dech w piersiach. No chyba, że to był smog😉
W każdym razie - zrobiłam sobie wczoraj dłuższy spacer, bo nie chciało mi się czekać na tramwaj, a potem to już nie chciało mi się wracać, bo było tak kolorowo i pięknie. Gdyby nie ta decyzja, nie doświadczyłabym piękna jesieni w tym roku. Ledwo rozpakowałam walizkę po Budapeszcie, a tonę w praniu bo zaraz Tunezja. Tu praca, tam trzeba podskoczyć na pocztę, wizyta u lekarza i czas ucieka. Podejrzewam, że po powrocie złotych liści już nie będzie.
Chwile. Piękne chwile, to one się liczą najbardziej. Staram się je doceniać i chwytać.
Nawet dosłownie, bo podnoszę liście i kasztany🙃
Wiem, że nie każdy lubi jesień (ja tylko złotą i słoneczną część) ale wymień w komentarzu ulubioną rzecz związaną z jesienią.
Jesieniaro, do boju :)💪🏻
#jesień #jesieniara #hamak #hammock #odessa #odesa #morning #poranek #herbata #relaks #blogerka #blogerkapodróżnicza #travelblogger #blogger #robe #ukraine #ukraina #aniamaluje #jesień #październik #helloautumn

#podróże to jedna z największych...

Planowałam wylegiwać się w termach i objadać, tymczasem termy okazały się najsłabszym punktem wyjazdu a #Budapeszt jest idealnym miastem na niespieszne jesienne spacery przerywane zachwycaniem się widoczkami. I zbieraniem kasztanów ;). A widoczki są przeróżne i przepiękne! Od panoramy miasta z licznych wzniesień, przez modry Dunaj (cokolwiek ten kolor oznacza😅) po zapierającą dech w piersiach architekturę.
Kuchnia nie do końca moja, znalezienie „placka po węgiersku” to jak szukanie spaghetti bolognese w Bolonii albo dobrych pierogów w Warszawie :D ale za to cała reszta jest absolutnie magiczna.
O właśnie. Magiczny. Taki jest Budapeszt.
Wpadłam na krótko, ale pewnie wrócę!

Fot: @agnieszkazysk 
#podróże #podróżemałeiduże #blogerka #budgettraveler #budgettravel #travelblogger #girlswhotravel #maxidress #aniapodróżuje #budapest #hungary #budapestgram #węgry #zamek #castle #100dnibezspodni #sukienka

Planowałam wylegiwać się w termach...

Jaką książkę poleciłabyś młodszej sobie? Dla ułatwienia - wyobraź sobie, że masz dorastającą córkę. Co powinna przeczytać? Moje pokolenie miało bravo, do którego czytelnicy pisali listy, a potem ekspert odpowiadał - "nie Tomku, to normalne, że ciekawiło cię jak smakuje twoja sperma, nie zwariowałeś i nie pochorujesz się od tego". Pamiętam jak moja wychowawczyni próbowała przekonać na zebraniu rodziców, by nie pozwalali nam czytać takich  gazet. A czy były złe? Przynamniej wypowiadali się tam eksperci po psychologii albo specjalności z ginekologii czy seksuologii. Dzisiaj teoretycznie dostęp do wiedzy jest większy, ale kto tworzy te informacje? Na ile są wiarygodne? Nie muszę wam tego tłumaczyć, jestem copywriterką, napisałam sporo tekstów o maszynach rolniczych, na których znam się jak na historii Mongolii w XIX wieku.
Chociaż te teksty mają jakąś korektę merytoryczną!

Sto razy bardziej wolałabym, aby moja nieistniejąca córka przeczytała merytoryczną książkę o swoim ciele, niż trafiła na stronę, na której szukając informacji o włosach na ciele sprzeda jej krem do wybielania odbytu albo inną niebezpieczną rzecz.

Merytoryczna, zabawna, konkretna - taka jest książka "Obrzydliwa anatomia" Mary Altman. 
Opinia powstała przy współpracy z wydawnictwem kobiecym, ale swojej nieistniejącej córce polecam naprawdę!
Jaka jest najgłupsza rzecz związana z ciałem, w jaką wierzyłaś dorastając?

#obrzydliwaanatomia #maraaltman #cialopozytyw #wystarczajacodobra #aniamaluje #czytam #szczerze_pisząc #bookstagrampl #bookstagram #ksiazki #terazczytam #współpraca #blogerka

Jaką książkę poleciłabyś młodszej sobie?...

Jestem rasistką i mam kryzys ćwierćwiecza? [TYGODNIK]

Mój “urlop” powoli dobiega końca a ja… ja mam kryzys. Nie wiem co dalej. Co gorsza – wcale nie chcę wiedzieć. Niech się dzieje. 

Pierwszą część tygodnia spędziłam w pięknym Lwowie. O nim będą osobne teksty, bo chociaż tygodniki są długie, to nie są z gumy. Mała migawka jednak nikomu nie zaszkodzi, prawda? 😉
Wszyscy mnie pytają – dlaczego Lwów? A to miasto tak po prostu ot tak przyszło mi do głowy. Z drugiej strony – nie wierzę w przypadki. To się zapewne wydarzyło podświadomie. Zawsze ciekawił mnie wschód, zarówno ten dużo dalszy jak i bliski. Lubię czytać lekkie książki, ale moje serce bezpowrotnie podbiła literatura rosyjska. I chociaż nie mogłam się doczekać aż Anna Karenina w końcu rzuci się pod ten pociąg (przepraszam, tak było!), to Dostojewski, Tołstoj czy Puszkin na stałe rozbudzili we mnie ciekawość wschodu. Póki co – niezrealizowaną.
Zmieniając jedno słowo w “Stairway to heaven” Led Zeppelin:
There’s a feeling I get

When I look to the east


And my spirit is crying for leaving



Zgubiłam się w tym co chciałam napisać, bo nucąc Zeppelinów wkurzałam się na Kareninę ;). 
Wypad do Lwowa uważam za bardzo udany. Mieszkanie w którym spałam ja, Ania i Ania  znajduje się tuż koło Opery, więc wszędzie miałyśmy blisko.
Lwów to bez dwóch zdań piękne miasto!
O tym jak tanio i dobrze zorganizować wypad do Lwowa będzie innym razem (popełniłam kilka błędów), natomiast już dzisiaj mogę polecić mieszkanie, które wynajmuje Oksana – przy dwóch osobach wychodzi 50 pln/os. a spokojnie mogą spać 3. Najważniejsze kryteria jakie miałam w głowie to:
-idealna lokalizacja (żadnych kompromisów)
-Wi-Fi
– elastyczne godziny zameldowania i wymeldowania
Wolę też mieszkać “u ludzi”, szczególnie w takim kraju jak Ukraina. Rejestrując się z mojego linku można uzyskać 85 PLN na pierwszą podróż, o ile całkowity jej koszt przekracza 300 PLN. Ja jestem przekonana że do Lwowa jeszcze wrócę, ale o tym jak było – innym razem :).
Na głowie kwietny ma wianek…
Wracając do tygodnia – po prawie całej nocy na granicy (to jest błąd o którym wspomniałam :D) w końcu dojechałam do Warszawy skąd skierowałam się w stronę domu. Teoretycznie spędziłam w nim jeden dzień by znów ruszyć do…stolicy. A przecież dopiero co byłam we Wrocławiu. Dobre walizki to najlepsza inwestycja ostatnich dni!
 Mam jakiś niezrozumiały dla mnie głód świata, głód życia. Chciałabym wszystko. Jest mi przykro, że nie jestem w stanie skorzystać z każdej rekomendacji np. w sprawie tego gdzie zjeść we Lwowie. Mam takie poczucie, że ktoś się dla mnie postarał, napisał a ja z tego nie skorzystałam. Nieznośne ukłucie, że nie zbawię całego świata, nie odpowiem na każdego maila, nie pomogę każdemu. To rodzi poczucie bezsilności…
Freddie też chciał wszystkiego i tak cudnie śpiewał I want it all i jakoś źle na tym wyszedł. Dzisiaj miałby 70 lat…
Lubię swoje życie. Lubię to, że wiele się dzieje. Lubię zwroty akcji przerażają mnie zobowiązujące na dłużej decyzje, np. stała praca a już chętniej mieszkałabym w przyczepie kempingowej niż przywiązywała sobie kilkutonową kulę do nogi (kredyt). Decyzja o abonamencie na telefon (na całe dwa lata) to najpoważniejsze zobowiązanie jakie mam w chwili obecnej. Chcę wieść życie w którym wszystko mogę, także całkowicie je zmienić w ciągu kilku dni. Chodzi o poczucie, że jeśli będę miała ochotę wyjechać do Chin opiekować się pandami, to będę mogła to zrobić. Nawet nie chodzi o to, że to zrobię – chodzi samo poczucie, że mogę.
Krótka migawka z soboty – z dworca centralnego pojechałyśmy z dziewczynami do Radzymina, zobaczyć jaką fabrykę ma Soraya. Więcej o tym opowiem jak dostanę już zdjęcia, ale proces powstawania kremu jest bardziej skomplikowany niż myślałam!
#AniamalujexSoraya
 Na zdjęciu jak zawsze – jem. Po spotkaniu pojechałam na kawę (a właściwie na deser) a potem do ulubionego warszawskiego hotelu. Powrót do domu tego samego dnia przekracza już moje siły. Czuję się stara. 
Lustro w Sound Garden Hotel jak zawsze sprawdza się rewelacyjnie 🙂
Wykorzystując fakt, że jestem już w Stolicy, chciałam spotkać się z Angeliką  i ruszyć na miasto. Nie z każdym można pogadać o wszystkim, a z Angeliką rozmawia mi się rewelacyjnie. Co nie zmienia faktu, że po wypiciu wina i zjedzeniu pizzy zamiast na imprezę miałam ochotę położyć się spać.
Uczcijmy to minutą ciszy.
Słuchając “Why Georgia” (który to kawałek nie jest nawet moim ulubionym, bo John Mayer ma wiele lepszych) uderzyła mnie trafność słów:

It might be a quarter life crisis
Or just the stirring in my soul

Either way I wonder sometimes
About the outcome
Of a still verdictless life

Am I living it right?


Panie Mayer, chyba mam kryzys ćwierćwiecza. Dzięki za uświadomienie.
Tym samym odkryłam, że się starzeję. Że poduszka odbija się rano na mojej twarzy i że zdarza mi się rano czuć zmęczenie. Cudnie. Przynajmniej odkryłam kolejną zaletę hotelu – idealne wyciszenie. Idealne. 
Człowiek przyspawany do telefonu.
W bonusie łapcie moją najgłupszą minę (zawsze wyszukuję takich perełek na zdjęciach):
Lubię się z siebie pośmiać :).
Kontynuując tygodnik – powiększające podświetlane lustro w łazience ukazało mi boleśnie że nie mam już piętnastu lat (tak, to brzmi idiotycznie w ustach dziewczyny, która ma 25), zjadłam więc pyszne ciasto miodowe i pojechałam.
Przy okazji – raz jeszcze rekomenduję Sound Garden Hotel, bo jest po prostu najlepszy. Podrzucam jednak kilka alternatyw : gdzie spać w Warszawie – fajne hotele :).
A co mogłam po śniadaniu? Przejechać się coś zjeść. Klasycznie wybrałam ubera i dziękuję wszystkim, którzy wpisali za pierwszym razem uberaniamalujeue, dając tym samym zarówno sobie jak i mi darmowy przejazd. Szczegóły tej zniżki tutaj, ja po prostu chcę powiedzieć – dzięki!
W sobotę trafiłam na kierowcę z Ukrainy – Vitalij jest z Kijowa i mogłam porozmawiać z nim o tym kraju i zarobkach. W drugą stronę jechałam z Oleskandrem z Białorusi – to był jego drugi dzień na uberze a trzeci w Polsce. Ucieszyłam się z tego, bo w tej sytuacji stawka za mój przejazd jest dla kogoś więcej warta. 
Daję ten wstęp w konkretnym celu. W XXI wieku nie wiem już czym jest rasizm. Przyznaję – preferuję usługi świadczone przez ludzi z biedniejszych krajów. Na drugim miejscu są usługi świadczone przez Polaków (polskie marki itp.). Jeżeli wszystkie inne kryteria są spełnione – decyduje właśnie to. Ostatnio patrząc w telefon złapałam nieładny grymas. Koleżanka pyta – co się stało?
Więc odpowiadam, że widzę napływ fejkowych kont na swoim instagramie. W odpowiedzi pada pytanie – skąd wiesz, że to fejki?
Mówię, że nie wiem na pewno, ale to same Ahmedy i Muhammady więc raczej oczywiste.
– Nie przesadzasz? A jeśli oni też chcą się obserwować? To trochę rasitowskie.
Zdziwiłam się. Wydawało mi się, że rasizm to pogląd o tym, że jedna rasa jest lepsza od drugiej. A to nie jest mój pogląd.
Chciałam opisać ten dialog na fejsie z prośbą byście weszli na moj instagram, kliknęli w followersów (a szacuję że fejków jest już z 500!) i bezstronnie powiedzieli czy to wygląda na fejki czy nie.
Niestety dwa razy nie udało się tego opublikować, bo wyskakiwał błąd. A inne posty przechodziły.
Czyżby facebook nie pozwalał  w jednym zdaniu napisać Ahmed i rasizm?
Więc może jednak coś z moim myśleniem nie tak?
Islam zdecydowanie nie jest moją religią. Nie rozumiem jak można słuchać co jest moralne a co nie od pedofila. I nie ma co tłumaczyć tego innymi czasami, bo Aisza była dzieckiem. Ale nawet ja dostrzegam tam jakieś wartości dla siebie. Dla przykładu – przemawia do mnie to, co głoszą Sufi (sufityzm), to pokojowy mistycyzm którego założenia są proste i uniwersalne. Suficki poeta Rumi również cieszy się moim szacunkiem, ale salafici…
Nie lubię ich nie z powodu rasizmu czy islamofobii – jak wspomniałam – suficka mądrość ma wiele punktów stycznych z tym co wierzę i podążając za Rudolfem Steinerem zgadzam się, że jest wiele dróg poznania Boga – jak żydowska Kabała, chrześcijański gnostycyzm, afrykański szamanizm, chiński taoizm czy w tym przypadku – islamski sufizm. Salafici mnie przerażają, ale nie z powodu religii (niech każdy sobie wierzy w co chce!) tylko dlatego, że nie szanują wolności innych.

Jednak w kontekście fejków na instagramie, nie pomyślałam o tym ani przez sekundę. Gdyby to było imię z innego kręgu kulturowego – pomyślałabym to samo. Napływ ukraińskich followersów jest zrozumiały, używałam hashtagów związanych ze Lwowem. Ale tacy?
Do momentu w którym fejs nie zablokował mi posta, myślałam, że wszystko ze mną okej. Nie czuję się rasistką, ale nie wyobrażam sobie muzułmańskiego męża, podobnie jak chłopaka, który działa w partii RAZEM albo takiego, który nie lubi kotów. To są światopoglądowe rożnice nie do pogodzenia, nie żaden rasizm. W swojej głowie nie stosuję kategorii gorsze-lepsze, tylko raczej inne. 

Czy preferowanie polskich produktów to też już rasizm? Naprawdę się zgubiłam…

Może jestem trochę zmęczona?

Okej, sedno jest takie, że te fejki (moim być może rasitowskim i ksenofobicznym zdaniem) zalewają mi feeda i nie widzę wszystkich pytań od Was w powiadomieniach.

Pytania o spódnicę widziałam dopiero z poziomu komputera, zatem spieszę z oznaczaniem:
– czarna spódnica z niebieskimi wstawkami jest z SH, mam ją kilka lat. Szyta z koła, kupiona za 2 lub 3 PLN (nie pamiętam dokładnie).
– buty mi się rozkleiły więc idą do śmieci
natomiast biały top jest tani i cudny – można go kupić tutaj
– pudrowa spódnica jest świetna, ale rzadko ją noszę. Zajmuje dużo miejsca i się gniecie a ja jestem fanką ubrań łatwych w obsłudze. I chociaż kocham midi, ta wyląduje na wyprzedaży, którą odkładam od dwóch lat 😀 O dziwo – mają ją jeszcze w ofercie o.O (klik).
Szpilki są z choies.com, mam też wersję na niższym obcasie. Ale równie dobrze można dodać pompony do innych butów ;).

Biała bluzka o którą ciągle pytacie to sukienka – wstawka z koronki jest dość duża, więc ja noszę do niej miękki cielisty biustonosz. Całą możecie zobaczyć w tekście o tym, jakie jest moje podejście do picia mleka.

Okej, mam nadzieję, że wszystkie pytania mam już z głowy!

Wylądowałam z Anią w WITALY, na pysznej włoskiej pizzy. Tak, prawdziwie włoskiej. W sercu Warszawy też może być pysznie i w dobrej cenie. Przemiła obsługa, uczciwe ceny, świeże składniki. Dopiero co narzekałam, że nie znam w stolicy miejsc ze smacznym jedzeniem i ciągle wracam kulinarnie rozczarowana – to drugie miejsce na kulinarnej mapie Warszawy do którego na pewno będę wracać. A w tym tygodniu znowu czeka mnie krótki wyjazd :).

Mnie WITALY kompletnie oczarowało :).

Praktycznie tak zakończył się mój tydzień. No, jeszcze były lody i pociąg powrotny do domu.

Co działo się na blogu? Przez wyjazdy mniej niż bym chciała. Prosto z Wrocławia jechałam do Lwowa, a po Lwowie tylko jeden dzień spędziłam u siebie. Z jednej strony chciałam być na bieżąco – z drugiej – szkoda mi było olewać Lwowa. Mimo to między tygodnikami typowo pojawiły się dwa teksty:

Siedem moich pierwszych prac – napisałam od czego zaczynałam moją karierę, a było to 2,50 PLN na godzinę z których to pieniędzy bardzo się cieszyłam. Ten tag to pierwszy od dawna, który bardzo mi się podobał. Moje dwa ulubione wpisy innych blogerów pod tym hasłem to wpis Marty z Martapisze  oraz Malwiny z Bakusiowo 

Drugie co się pojawiło to przepis na DIY suchy szampon 

Mam nadzieję, że teraz trochę nadgonię. Niestety zrealizowałam dzisiaj tylko 60% planowanych zadań. A przypomnę, że na 3 miesiące zawiesiłam aktywność zawodową. Czasami czuję się tym wszystkim trochę zmęczona i przytłoczona.

Przeczytane w tym tygodniu:

Lampę UV/LED otrzymuje osoba o nicku Skar.tepka – urzekł mnie opis, bardzo w duchu mojego bloga. Decyzja była jednak szalenie trudna, dlatego akcję kontynuuję przez kolejny miesiąc – nagrodą będzie tym razem jakiś kosmetyk. Istniejące zdjęcia wciąż biorą udział w akcji, więc wystarczy wrzucić na instagramie coś z hashtagiem #zpoleceniaaniamaluje

24 najlepszych nauczycieli – cudowni!

Zmęczenie życiem codziennym – fascynująca rozprawa doktorska czytana w pociągu

Moje ulubione ciasto francuskie w promocji

–  Makijażowa metamorfoza dojrzałej kobiety

Powód dla którego wolałabym jednolite emoji

I to niestety tyle. Postaram się w tym tygodniu naskrobać coś o Lwowie. Muszę do tego nabrać trochę dystansu.

Na koniec kilka snapów, także od Was. Jeśli przeczytacie te tekstowe, zrozumiecie dlaczego nawet w podróży muszę mieć internet. Kontakt z Wami jest dla mnie niesamowicie ważny.

Dla jednych to tylko blogasek i nie mam o to pretensji. Przyzwyczaiłam się, że gdy wrzucam zdjęcia w nowej sukience, z automatu oczekuje się ode mnie bycia idiotką. Ja lubię pisać szczerze co leży mi na wątrobie (zachowując przy tym swoją granicę prywatności), ale traktuję to bardzo poważnie. Chyba nie muszę dodawać, że czytając to co na ostatnim kolażu – po prostu się poryczałam. W lwowskim muzeum apteki, w sali z wypchaną sową.

Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Siedem pierwszych prac
Jestem rasistką i mam kryzys ćwierćwiecza? [TYGODNIK]