Instagram has returned invalid data.

Jestem rasistką i mam kryzys ćwierćwiecza? [TYGODNIK]

Mój “urlop” powoli dobiega końca a ja… ja mam kryzys. Nie wiem co dalej. Co gorsza – wcale nie chcę wiedzieć. Niech się dzieje. 

Pierwszą część tygodnia spędziłam w pięknym Lwowie. O nim będą osobne teksty, bo chociaż tygodniki są długie, to nie są z gumy. Mała migawka jednak nikomu nie zaszkodzi, prawda? 😉
Wszyscy mnie pytają – dlaczego Lwów? A to miasto tak po prostu ot tak przyszło mi do głowy. Z drugiej strony – nie wierzę w przypadki. To się zapewne wydarzyło podświadomie. Zawsze ciekawił mnie wschód, zarówno ten dużo dalszy jak i bliski. Lubię czytać lekkie książki, ale moje serce bezpowrotnie podbiła literatura rosyjska. I chociaż nie mogłam się doczekać aż Anna Karenina w końcu rzuci się pod ten pociąg (przepraszam, tak było!), to Dostojewski, Tołstoj czy Puszkin na stałe rozbudzili we mnie ciekawość wschodu. Póki co – niezrealizowaną.
Zmieniając jedno słowo w “Stairway to heaven” Led Zeppelin:
There’s a feeling I get

When I look to the east


And my spirit is crying for leaving



Zgubiłam się w tym co chciałam napisać, bo nucąc Zeppelinów wkurzałam się na Kareninę ;). 
Wypad do Lwowa uważam za bardzo udany. Mieszkanie w którym spałam ja, Ania i Ania  znajduje się tuż koło Opery, więc wszędzie miałyśmy blisko.
Lwów to bez dwóch zdań piękne miasto!
O tym jak tanio i dobrze zorganizować wypad do Lwowa będzie innym razem (popełniłam kilka błędów), natomiast już dzisiaj mogę polecić mieszkanie, które wynajmuje Oksana – przy dwóch osobach wychodzi 50 pln/os. a spokojnie mogą spać 3. Najważniejsze kryteria jakie miałam w głowie to:
-idealna lokalizacja (żadnych kompromisów)
-Wi-Fi
– elastyczne godziny zameldowania i wymeldowania
Wolę też mieszkać “u ludzi”, szczególnie w takim kraju jak Ukraina. Rejestrując się z mojego linku można uzyskać 85 PLN na pierwszą podróż, o ile całkowity jej koszt przekracza 300 PLN. Ja jestem przekonana że do Lwowa jeszcze wrócę, ale o tym jak było – innym razem :).
Na głowie kwietny ma wianek…
Wracając do tygodnia – po prawie całej nocy na granicy (to jest błąd o którym wspomniałam :D) w końcu dojechałam do Warszawy skąd skierowałam się w stronę domu. Teoretycznie spędziłam w nim jeden dzień by znów ruszyć do…stolicy. A przecież dopiero co byłam we Wrocławiu. Dobre walizki to najlepsza inwestycja ostatnich dni!
 Mam jakiś niezrozumiały dla mnie głód świata, głód życia. Chciałabym wszystko. Jest mi przykro, że nie jestem w stanie skorzystać z każdej rekomendacji np. w sprawie tego gdzie zjeść we Lwowie. Mam takie poczucie, że ktoś się dla mnie postarał, napisał a ja z tego nie skorzystałam. Nieznośne ukłucie, że nie zbawię całego świata, nie odpowiem na każdego maila, nie pomogę każdemu. To rodzi poczucie bezsilności…
Freddie też chciał wszystkiego i tak cudnie śpiewał I want it all i jakoś źle na tym wyszedł. Dzisiaj miałby 70 lat…
Lubię swoje życie. Lubię to, że wiele się dzieje. Lubię zwroty akcji przerażają mnie zobowiązujące na dłużej decyzje, np. stała praca a już chętniej mieszkałabym w przyczepie kempingowej niż przywiązywała sobie kilkutonową kulę do nogi (kredyt). Decyzja o abonamencie na telefon (na całe dwa lata) to najpoważniejsze zobowiązanie jakie mam w chwili obecnej. Chcę wieść życie w którym wszystko mogę, także całkowicie je zmienić w ciągu kilku dni. Chodzi o poczucie, że jeśli będę miała ochotę wyjechać do Chin opiekować się pandami, to będę mogła to zrobić. Nawet nie chodzi o to, że to zrobię – chodzi samo poczucie, że mogę.
Krótka migawka z soboty – z dworca centralnego pojechałyśmy z dziewczynami do Radzymina, zobaczyć jaką fabrykę ma Soraya. Więcej o tym opowiem jak dostanę już zdjęcia, ale proces powstawania kremu jest bardziej skomplikowany niż myślałam!
#AniamalujexSoraya
 Na zdjęciu jak zawsze – jem. Po spotkaniu pojechałam na kawę (a właściwie na deser) a potem do ulubionego warszawskiego hotelu. Powrót do domu tego samego dnia przekracza już moje siły. Czuję się stara. 
Lustro w Sound Garden Hotel jak zawsze sprawdza się rewelacyjnie 🙂
Wykorzystując fakt, że jestem już w Stolicy, chciałam spotkać się z Angeliką  i ruszyć na miasto. Nie z każdym można pogadać o wszystkim, a z Angeliką rozmawia mi się rewelacyjnie. Co nie zmienia faktu, że po wypiciu wina i zjedzeniu pizzy zamiast na imprezę miałam ochotę położyć się spać.
Uczcijmy to minutą ciszy.
Słuchając “Why Georgia” (który to kawałek nie jest nawet moim ulubionym, bo John Mayer ma wiele lepszych) uderzyła mnie trafność słów:

It might be a quarter life crisis
Or just the stirring in my soul

Either way I wonder sometimes
About the outcome
Of a still verdictless life

Am I living it right?


Panie Mayer, chyba mam kryzys ćwierćwiecza. Dzięki za uświadomienie.
Tym samym odkryłam, że się starzeję. Że poduszka odbija się rano na mojej twarzy i że zdarza mi się rano czuć zmęczenie. Cudnie. Przynajmniej odkryłam kolejną zaletę hotelu – idealne wyciszenie. Idealne. 
Człowiek przyspawany do telefonu.
W bonusie łapcie moją najgłupszą minę (zawsze wyszukuję takich perełek na zdjęciach):
Lubię się z siebie pośmiać :).
Kontynuując tygodnik – powiększające podświetlane lustro w łazience ukazało mi boleśnie że nie mam już piętnastu lat (tak, to brzmi idiotycznie w ustach dziewczyny, która ma 25), zjadłam więc pyszne ciasto miodowe i pojechałam.
Przy okazji – raz jeszcze rekomenduję Sound Garden Hotel, bo jest po prostu najlepszy. Podrzucam jednak kilka alternatyw : gdzie spać w Warszawie – fajne hotele :).
A co mogłam po śniadaniu? Przejechać się coś zjeść. Klasycznie wybrałam ubera i dziękuję wszystkim, którzy wpisali za pierwszym razem uberaniamalujeue, dając tym samym zarówno sobie jak i mi darmowy przejazd. Szczegóły tej zniżki tutaj, ja po prostu chcę powiedzieć – dzięki!
W sobotę trafiłam na kierowcę z Ukrainy – Vitalij jest z Kijowa i mogłam porozmawiać z nim o tym kraju i zarobkach. W drugą stronę jechałam z Oleskandrem z Białorusi – to był jego drugi dzień na uberze a trzeci w Polsce. Ucieszyłam się z tego, bo w tej sytuacji stawka za mój przejazd jest dla kogoś więcej warta. 
Daję ten wstęp w konkretnym celu. W XXI wieku nie wiem już czym jest rasizm. Przyznaję – preferuję usługi świadczone przez ludzi z biedniejszych krajów. Na drugim miejscu są usługi świadczone przez Polaków (polskie marki itp.). Jeżeli wszystkie inne kryteria są spełnione – decyduje właśnie to. Ostatnio patrząc w telefon złapałam nieładny grymas. Koleżanka pyta – co się stało?
Więc odpowiadam, że widzę napływ fejkowych kont na swoim instagramie. W odpowiedzi pada pytanie – skąd wiesz, że to fejki?
Mówię, że nie wiem na pewno, ale to same Ahmedy i Muhammady więc raczej oczywiste.
– Nie przesadzasz? A jeśli oni też chcą się obserwować? To trochę rasitowskie.
Zdziwiłam się. Wydawało mi się, że rasizm to pogląd o tym, że jedna rasa jest lepsza od drugiej. A to nie jest mój pogląd.
Chciałam opisać ten dialog na fejsie z prośbą byście weszli na moj instagram, kliknęli w followersów (a szacuję że fejków jest już z 500!) i bezstronnie powiedzieli czy to wygląda na fejki czy nie.
Niestety dwa razy nie udało się tego opublikować, bo wyskakiwał błąd. A inne posty przechodziły.
Czyżby facebook nie pozwalał  w jednym zdaniu napisać Ahmed i rasizm?
Więc może jednak coś z moim myśleniem nie tak?
Islam zdecydowanie nie jest moją religią. Nie rozumiem jak można słuchać co jest moralne a co nie od pedofila. I nie ma co tłumaczyć tego innymi czasami, bo Aisza była dzieckiem. Ale nawet ja dostrzegam tam jakieś wartości dla siebie. Dla przykładu – przemawia do mnie to, co głoszą Sufi (sufityzm), to pokojowy mistycyzm którego założenia są proste i uniwersalne. Suficki poeta Rumi również cieszy się moim szacunkiem, ale salafici…
Nie lubię ich nie z powodu rasizmu czy islamofobii – jak wspomniałam – suficka mądrość ma wiele punktów stycznych z tym co wierzę i podążając za Rudolfem Steinerem zgadzam się, że jest wiele dróg poznania Boga – jak żydowska Kabała, chrześcijański gnostycyzm, afrykański szamanizm, chiński taoizm czy w tym przypadku – islamski sufizm. Salafici mnie przerażają, ale nie z powodu religii (niech każdy sobie wierzy w co chce!) tylko dlatego, że nie szanują wolności innych.

Jednak w kontekście fejków na instagramie, nie pomyślałam o tym ani przez sekundę. Gdyby to było imię z innego kręgu kulturowego – pomyślałabym to samo. Napływ ukraińskich followersów jest zrozumiały, używałam hashtagów związanych ze Lwowem. Ale tacy?
Do momentu w którym fejs nie zablokował mi posta, myślałam, że wszystko ze mną okej. Nie czuję się rasistką, ale nie wyobrażam sobie muzułmańskiego męża, podobnie jak chłopaka, który działa w partii RAZEM albo takiego, który nie lubi kotów. To są światopoglądowe rożnice nie do pogodzenia, nie żaden rasizm. W swojej głowie nie stosuję kategorii gorsze-lepsze, tylko raczej inne. 

Czy preferowanie polskich produktów to też już rasizm? Naprawdę się zgubiłam…

Może jestem trochę zmęczona?

Okej, sedno jest takie, że te fejki (moim być może rasitowskim i ksenofobicznym zdaniem) zalewają mi feeda i nie widzę wszystkich pytań od Was w powiadomieniach.

Pytania o spódnicę widziałam dopiero z poziomu komputera, zatem spieszę z oznaczaniem:
– czarna spódnica z niebieskimi wstawkami jest z SH, mam ją kilka lat. Szyta z koła, kupiona za 2 lub 3 PLN (nie pamiętam dokładnie).
– buty mi się rozkleiły więc idą do śmieci
natomiast biały top jest tani i cudny – można go kupić tutaj
– pudrowa spódnica jest świetna, ale rzadko ją noszę. Zajmuje dużo miejsca i się gniecie a ja jestem fanką ubrań łatwych w obsłudze. I chociaż kocham midi, ta wyląduje na wyprzedaży, którą odkładam od dwóch lat 😀 O dziwo – mają ją jeszcze w ofercie o.O (klik).
Szpilki są z choies.com, mam też wersję na niższym obcasie. Ale równie dobrze można dodać pompony do innych butów ;).

Biała bluzka o którą ciągle pytacie to sukienka – wstawka z koronki jest dość duża, więc ja noszę do niej miękki cielisty biustonosz. Całą możecie zobaczyć w tekście o tym, jakie jest moje podejście do picia mleka.

Okej, mam nadzieję, że wszystkie pytania mam już z głowy!

Wylądowałam z Anią w WITALY, na pysznej włoskiej pizzy. Tak, prawdziwie włoskiej. W sercu Warszawy też może być pysznie i w dobrej cenie. Przemiła obsługa, uczciwe ceny, świeże składniki. Dopiero co narzekałam, że nie znam w stolicy miejsc ze smacznym jedzeniem i ciągle wracam kulinarnie rozczarowana – to drugie miejsce na kulinarnej mapie Warszawy do którego na pewno będę wracać. A w tym tygodniu znowu czeka mnie krótki wyjazd :).

Mnie WITALY kompletnie oczarowało :).

Praktycznie tak zakończył się mój tydzień. No, jeszcze były lody i pociąg powrotny do domu.

Co działo się na blogu? Przez wyjazdy mniej niż bym chciała. Prosto z Wrocławia jechałam do Lwowa, a po Lwowie tylko jeden dzień spędziłam u siebie. Z jednej strony chciałam być na bieżąco – z drugiej – szkoda mi było olewać Lwowa. Mimo to między tygodnikami typowo pojawiły się dwa teksty:

Siedem moich pierwszych prac – napisałam od czego zaczynałam moją karierę, a było to 2,50 PLN na godzinę z których to pieniędzy bardzo się cieszyłam. Ten tag to pierwszy od dawna, który bardzo mi się podobał. Moje dwa ulubione wpisy innych blogerów pod tym hasłem to wpis Marty z Martapisze  oraz Malwiny z Bakusiowo 

Drugie co się pojawiło to przepis na DIY suchy szampon 

Mam nadzieję, że teraz trochę nadgonię. Niestety zrealizowałam dzisiaj tylko 60% planowanych zadań. A przypomnę, że na 3 miesiące zawiesiłam aktywność zawodową. Czasami czuję się tym wszystkim trochę zmęczona i przytłoczona.

Przeczytane w tym tygodniu:

Lampę UV/LED otrzymuje osoba o nicku Skar.tepka – urzekł mnie opis, bardzo w duchu mojego bloga. Decyzja była jednak szalenie trudna, dlatego akcję kontynuuję przez kolejny miesiąc – nagrodą będzie tym razem jakiś kosmetyk. Istniejące zdjęcia wciąż biorą udział w akcji, więc wystarczy wrzucić na instagramie coś z hashtagiem #zpoleceniaaniamaluje

24 najlepszych nauczycieli – cudowni!

Zmęczenie życiem codziennym – fascynująca rozprawa doktorska czytana w pociągu

Moje ulubione ciasto francuskie w promocji

–  Makijażowa metamorfoza dojrzałej kobiety

Powód dla którego wolałabym jednolite emoji

I to niestety tyle. Postaram się w tym tygodniu naskrobać coś o Lwowie. Muszę do tego nabrać trochę dystansu.

Na koniec kilka snapów, także od Was. Jeśli przeczytacie te tekstowe, zrozumiecie dlaczego nawet w podróży muszę mieć internet. Kontakt z Wami jest dla mnie niesamowicie ważny.

Dla jednych to tylko blogasek i nie mam o to pretensji. Przyzwyczaiłam się, że gdy wrzucam zdjęcia w nowej sukience, z automatu oczekuje się ode mnie bycia idiotką. Ja lubię pisać szczerze co leży mi na wątrobie (zachowując przy tym swoją granicę prywatności), ale traktuję to bardzo poważnie. Chyba nie muszę dodawać, że czytając to co na ostatnim kolażu – po prostu się poryczałam. W lwowskim muzeum apteki, w sali z wypchaną sową.

Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Siedem pierwszych prac
Jestem rasistką i mam kryzys ćwierćwiecza? [TYGODNIK]