Ściga mnie dzika świnia i Urząd Skarbowy… [TYGODNIK]

autor Posted on 10 wizyt
Tydzień zaczęłam z mocnym przytupem – nim ochłonęłam po włoskiej przygodzie, przyszła szara polska rzeczywistość. Zarówno pod kątem pogody jak i tak całościowo. Czasami myślę sobie, że moje życie to piękny sen. A potem coś z tego snu mnie wybudza. Zazwyczaj są to oskrzela, ale tym razem – Urząd Skarbowy.

W naszym prawie jest tak, że od odebrania listu masz siedem dni na wyjaśnienie sprawy. Tylko powiedzcie szczerze – szczególnie Ci, którzy często są poza domem – ile to razy pozwalacie innym, zaufanym osobom na podpisywanie waszych przesyłek i listów? Ja bardzo często – jestem w domu na tyle rzadko, że nie widzę innej możliwości. Niestety poczta na moim małym zadupiu jest czynna do osiemnastej, co mnie kompletnie nie urządza.
Nic tak nie otrzeźwia jak list ze Skarbówki, wierzcie mi na słowo :). Wyjaśnienie tej sprawy zajęło mi trochę czasu i wybiło mnie  z rytmu – nie zrobiłam nic złego, jedna firma popełniła błąd w formularzu PIT ale…
wspominałam kiedyś, że nie lubię przechodzić przez bramki w empiku gdy mam książkę z biblioteki w torebce? Bo w takiej sytuacji książka piszczy i chociaż nie zrobiłam nic złego, mam takie głupie uczucie z tym wszystkim związane. Dokładnie tak było w tej sytuacji. Czuję się jak bohater Procesu Kafki.
Z całą dokumentacją poszłam do doradcy podatkowego, bo potrzebowałam uspokojenia od fachowca. Uspokoiłam się momentalnie i poczuciem że jest ok ruszyłam w kierunku domu. A potem drogę przebiegła mi świnia z głośnym chrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrum. 
Stan przedzawałowy.
Po dłuższym czasie odważyłam się iść tam ponownie by sprawdzić czy miałam halucynacje, czy te świnie naprawdę tam są. Niczego nie byłam już pewna 😀
Na szczęście były.

To brzmi kuriozalnie, ale ale byłam dość roztrzęsiona.

Tak samo jak w Urzędzie Skarbowym wszystko ok. Poza moją świadomością, że płacę za wysokie podatki za które potem baluje patologia.
Niby bzdura, ale rozwala tydzień jak niezbyt zachęcająca pogoda.
Chciałam dla przykładu zrobić zdjęcie herbaty, ciastka i czytnika by oddać czym był mój dzień. Nie wyszło 😀
Tak samo jak mój plan mentalnych wakacji – chciałam mieć chill a chyba nie umiem odpoczywać bo energię skierowałam w kierunku bloga poświęcając mu jakieś 8h dziennie. Prawie jak z makijażem no makeup –  nie widać wysiłku który za tym stoi. Muszę przystopować!
Na blogu był przepis na najlepszą lemoniadę – za dyszkę można kupić fajne butelki lub dzbanki z wkładami chłodzącymi, więc melduję o tej promocji oraz o fajnym przepisie na kostki lodu z ziołami, który też przetestowałam. 
Rozpoczęłam też cykl wpisów o tym jak zyskać więcej czytelników na blogu – ankietę wypełniło już ponad 500 osób! O tym jak ja “się wybiłam” przeczytacie tutaj
No i perełka – wraca cykl “moja historia”, gdzie zapraszam wyjątkowe osoby to podzielenia się ich opowieściami. Tym razem Dorota, która postawiła WSZYSTKO na jedną kartę – polecam z całego serducha!
A tak ogólnie to u mnie dzieje się sporo, ale nie wszystko jest na bloga. Kilka skrawków pokazałam/powiedziałam wykorzystując w tym celu snapchat (aniamaluje).  W tym tygodniu skupiam się bardziej na sobie, chociaż czacha dymi mi od blogowych pomysłów. Niektóre trzeba donosić jak jajka w grze Pokemon Go ;).
Przeproteinowałam ostatnio włosy 😀
Ale ogólnie czuję się spoko:)
Ok,  pora na linki tygodnia. Z góry uprzedzam, że nie miałam jeszcze okazji wnikliwie przejrzeć blogów uczestników projektu “bądź duży” – pięćset osób trochę mnie zaskoczyło, ale zobaczymy ile wytrwa 😉
Porcja obiecanych frytek:
– Obłędnie piękne talerze, łyżeczki i ogólnie – cała zastawa – nie radzę klikać, bo można się zachować, także – nie klikaj 🙂
– Czy warto być prymusem – historia czerwonego paska – halo, czy są na sali jacyś rodzice? Warto przeczytać!
Casting do talent-show od kulis – okiem Klaudii, która była i opisała
Uff, niestety tym razem porcja frytek linków jest mała, ale za to macie takie prawdziwe a nie z mrożonki.
Jedyne dobre co jadłam ostatnio z mrożonki, to te kotleciki. Coś pomiędzy dorszem a ziemniakiem 😀 Znaczy się – trochę placek ziemniaczany, trochę rybny kotlet:
Nie są drogie, ale to niestey nie jest stała oferta – za kilka dni się kończy. W smaku ok, nawet lepsze niż rybka w niejednym barze.
A teraz widzę że zlamiłam i dałam na tytułowym zdjęcie, które ma wjechać dopiero przy okazji tekstu rozwojowego….
No to mały przedsmak 🙂
Sukienka (klik).

Na koniec chciałam podzielić się snapami od Was. Część screenów zapisałam w złym miejscu i przepadło 🙁 Nie jestem w stanie odpisywać na maile, ale staram się czytać i oglądać Wasze snapy (poza tymi video). Sprawiają mi przeogromną przyjemność i wciąż nie mogę się nadziwić jak przedziwną społeczność mam skupioną wokół bloga – komentarze to tylko niewielki procent feedbacku który od Was dostaję. Że nie wspomnę o sytuacjach kiedy ktoś mówi mi cześć! A na moje pytanie – przepraszam, skąd się znamy? Odpowiada eeee czytam twojego bloga, odruchowo mi się powiedziało 😀 To jest boskie! To jest takie… no że słów brak. Poniżej kilka snapów z ostatnich dni które wciąż motywują mnie do blogowania 🙂

Czas przeznaczany na oglądanie i czytanie snapów już dawno przestałam liczyć w minutach. Jasne, z każdego punktu widzenia to jest działanie nielogiczne, bo mogłabym w tym czasie np. pisać nowe teksty ale… lubię Was. Tak jakoś po ludzku.
Jeśli mnie nie śledzicie to mój snapchat: aniamaluje

Buziaki!
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 


Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Podziel się

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o