Walentynki, co sądzę o feministkach i dziunie – [tygodnik]

Ale dzisiaj rozrzut tematyczny! Od domowego hummusu, przez dziunie aż po feministki. Gotowi?

Uwielbiam, kiedy dużo się dzieje, ale konsekwentnie trzymam się swoich granic prywatności. Mam teraz trochę wolnego od uczelni i odbieram to jako chwilę na głęboki oddech. Mam nadzieję, że plan w przyszłym semestrze będzie łaskawszy. Na studiach doktoranckich mam tylko jeden dzień zajęć (tych, kiedy ja się uczę), ale dochodzi ten, kiedy prowadzę zajęcia, seminarium, dyżur… i cały tydzień rozwalony 😀 Cóż.
Podzielę się zatem garstką drobnych przemyśleń.
Na blogu napisałam tekst o książkach, które zmieniły moje życie i cieszę się, że odebraliście go dość ciepło. Przyznam, że wcześniej nie znałam takiego słowa jak abibliofobia,  ale dobrze do mnie pasuje. Uwielbiam czytać, natomiast staram się nie konsumować książek z tą samą bezmyślnością z jaką konsumuje się kolejne odcinki serialu o losach jakiejś Esmeraldy i Antonio (jeśli istnieje taki serial, to nie miałam go na myśli, ot uogólnienie).
Jestem wielką fanką czytania, ale czytania dość świadomego. Owszem, raz na jakiś czas lubię przeczytać typowego mózgotrzepa i nie widzę w tym nic złego. Jeśli ktoś wyśmiewa się z czytania Greya, Harlequinów i Coleho to cóż – mam większy problem z tym, który się nabija, niż z tym która czyta w ogóle. Prawdę mówiąc – z tym czytającym problemu nie mam żadnego. Pisałam o tym tekst “szukanie głębi na siłę“. Czytanie jest fajne – po prostu. Jeśli czytam, staram się wyciągać z lektury jak najwięcej. Znam sporo maniaków poradników, szczególnie tych o motywacji, niezależności finansowej, własnym biznesie. Zgadnijcie ilu z nich te biznesy prowadzi 😀
No właśnie. Samo czytanie bez wprowadzania zmian w życie (nawet jako krótkich eksperymentów!) jeszcze nikomu chyba nie pomogło. Pisałam kiedyś o kilku trikach podnoszących skuteczność czytania  (krótko mówiąc – co zrobić, by z lektury wynieść jak najwięcej), mam nadzieję, że dla kogoś te wskazówki będą przydatne :)). 
W moje łapki trafiła też książka-zeszyt ćwiczeń:
Początkowo chciałam puścić ją dalej w świat, ale chyba przerobię sama, bo przy bardziej szczegółowym przekartkowaniu wydaje się intrygująca :D. Muszę wyleczyć się z tego oddawania wszystkiego innym 😀
W sumie, to mam jeszcze jedno ogłoszenie – sama nałogowo czytam książki w usłudze Legimi – mam tam abonament, zupełnie jak za telewizję cyfrową czy telefon (z tą różnicą, że tych innych abonamentów nie posiadam :D) i co miesiąc przedłużam sobie dostęp do bazy wieeeelu tysięcy e-booków. Za cenę jednej książki mogę czytać ile dusza zapragnie, i jeszcze mam w ramach abonamentu czytnik za 1 zł. Brzmi jak bajka, ale każda bajka kiedyś się kończy – jeśli ktoś chce dołączyć po starych stawkach, to są na to ostatnie dni – do usługi przyłączyły się kolejne wydawnictwa, więc cena niebawem wzrośnie. Więcej szczegółów i ostatni gwizdek na zamówienie (klik). 
Mój znajomy powiedział kiedyś w ramach żartu, że gdy widzi dziewczynę w różowych albo turkusowych włosach to wie, że to lesbijka, radykalna feministka albo weganka – jeden wuj. Całą sobą krzyczy – jestem powalona, akceptuj mnie 😀 
To żart (pewnie dla niektórych mało zabawny) ale ilekroć widzę dyskusję w internecie i z jakimś radykalnym argumentem wyjeżdża jakaś niebieskowłosa Karo Lina albo Jo Anna jestem-taka-odważna-ale-nie-podam-na-fejsie-nazwiska, śmieję się pod wąsem. To znaczy śmiałabym się – gdybym go nie usuwała :D.
Oczywiście mam do tego meeega dystans (sama miałam kiedyś fioletowe włosy :D), ale nie umiem się nie zaśmiać :D. Co więc myślę o feministkach?
Głośne hmmmm.
Ciężko wrzucić mi je do jednego worka – istnieje na przykład frakcja uważająca związki heteroseksualne za formę ucisku, która uważa że jedyne wyzwalające związki lesbijskie. Jak wrzucić je do tego samego worka co kobiety walczące kiedyś o prawa wyborcze? Nie wiem czy zawdzięczam coś feministkom. Nikt nie wie. Zdaje się, że u nas w Polsce stosowne dokumenty podpisał swego czasu Piłsudski. A jeśli to wszystko było potrzebne tylko po to, by opodatkować drugą część społeczeństwa? Przekonać kobiety że praca na kasie albo w zakładach drobiarskich jest dla nich wyzwalająca? :). 
Mówię to z uśmiechem i pewną przekorą (nie bądźmy tacy serio!), ale kurczę – dzisiaj słowo feministka kojarzy mi się po prostu źle. Gdy Beyonce nazwała się feministką, przetoczyła się wielka debata czy ma prawo, skoro tak epatuje swoją seksualnością.
Facepalm to za mało.
Czy nie chodziło czasem o to, by epatowała sobie czym chce? Czy feministka do jasnej Anielki musi być gruba, brzydka i nie myć włosów? 
Prawa człowieka – spoko, do głosowania, nauki, samostanowienia o sobie – bardzo proszę. Kobieta jest człowiekiem i skoro nawet kościół w końcu to zaakceptował, to po co drążyć temat? Należą jej się te same prawa, bezdyskusyjnie.  Jeśli miałabym zatrudnić opiekunkę do dziecka to – guess what – zatrudniłabym kobietę. Nie dlatego, że dyskryminuję którąś płeć – zrobiłabym to, bo mogę. Podobnie jak do wymurowania domu wybrałabym pewnie męski zespół pracowników. Oczywiście nie podoba mi się fakt, że na tym samym stanowisku kobieta zarabia często mniej niż mężczyzna, ale w sumie jest tu tyle zmiennych, że nie wiadomo czy wynika to z płci.
Słowo feministka mocno zmieniło znaczenie. Gdzie były feministki gdy lewica (rząd SLD) zlikwidował fundusz alimentacyjny? Kłóciły się o słowo “ministra”? Doceniam to, o co kobiety walczyły kiedyś. Te, które dzisiaj skupiają się na wyrażaniu swojej nienawiści wobec mężczyzn – cóż…
Nie zrozumcie mnie źle – zgadzam się z tym, że kobieta powinna mieć np. prawo do głosowania. Niestety przez falę nienawiści płynącą z ust bab nienawidzących mężczyzn, ci drudzy są skołowani. Widziałam niedawno zakłopotanie na twarzy młodego chłopaka, który chciał ustąpić miejsca w tramwaju kobiecie – wycedziła przez zęby “łaski bez!”. Nie miała turkusowych włosów, ale grzywkę długości dwóch, może trzech centymetrów.  Może coś jest na rzeczy… Umiem skręcić sobie meble z ikei, ale jeśli ktoś będzie mnie chciał wyręczyć, nie potraktuję tego jako formę ucisku i okazania wyższości nade mną – wprost przeciwnie! Podobnie jak umiem otworzyć sobie sama drzwi. Ale jeśli jakiś mężczyzna je przede mną otwiera, to nie patrzę na niego z pogardą, tylko dziękuję uśmiechem i jest mi miło. Nawet, jeśli zrobił to tylko po to, by móc pogapić się na mój tyłek.
Uwielbiam ten filmik 🙂 Koniecznie obejrzyjcie. 
A teraz zanim ktoś popisze się brakiem umiejętności czytania ze zrozumieniem. Prawa człowieka? Ok. Czy doceniam, że mogę się uczyć, pracować, nie pytać nikogo o zgodę przed wyjściem z domu i mogę pokazywać kostki? Tak, doceniam. Czy czuję się uciskana przez mężczyzn, albo przez to, że biologicznie mogę być w ciąży albo mam okres? Nie czuję. Nie chciałabym mieć problemów z prostatą. Ukrywać wzwodu na widok matki kolegi  na wycieczce szkolnej do aquaparku w wieku lat trzynastu. Tak samo jak nie chciałabym “rodzić” kamieni nerkowych.
Lubię być kobietą i nie nienawidzę mężczyzn. Amen.
Co z kwestii zawartych w tytule? Zostały jeszcze “dziunie” i walentynki 😀
Dziennikarka zrobiła eksperyment i na tydzień wcieliła się w “dziunię”, by sprawdzić jak to jest.
Hmmm, troszkę nie wyszło. Nie jestem jedną z tych kobiet, które przed wyjściem z domu upewniają się, że mają nienagannie pomalowane paznokcie, godzinę układają włosy, wykonują bardzo staranny makijaż. Jestem inna, ale nie zazdroszczę im, przez co nie muszę rzucać pod nosem insynuacji, że skoro miała czas się tak “wypindrzyć”, to pewnie zaniedbuje dzieci, albo projekt w pracy, a pracę to ma przez łóżko. 
Prawdę mówiąc – znam dziewczyny, dla których ogarnianie urody jest naturalne jak dla innych mycie zębów. Ostatecznie dzisiaj istnieje manicure hybrydowy, keratynowe prostowanie włosów, depilacja laserem i rzęsy 1:1 – dbanie u urodę nie musi zajmować dużo czasu.
A dziennikarka – cóż, moim zdaniem do “dziuni” nawet się nie zbliżyła, ale pomysł był ciekawy. Zmarnowany potencjał, ale warto zerknąć (klik).
Lubię metamorfozy, znalazłam w tym tygodniu dwa teksty o przemianach. Chciałoby się powiedzieć – zmień wygląd – zmienisz swoje życie.
Kończąc tytułowe kwestie. Zrobiłam swój pierwszy hummus!
No dobrze, nazwijmy to prostą, dwuskładnikową pastą kanapkową. Tak czy siak – pyszna!
Teksty, które w tym tygodniu polecam:
  • Lady Gugu opowiada jak nauczyła czteroletnią córkę mówić po angielsku, nie wydając nawet złotówki (klik). Kolejny artykuł udowadniający, że nożem można też posmarować chleb
  • Pamiętacie panikę o opadtkowaniu Aliexpress, Amazona, Ebay itp? Nie ma czym się bać, artykuł o tym, że to NIE koniec Aliexpress przeczytacie (tutaj)
  • Marta z bloga Lusterko przygotowała ranking blogerek kosmetycznych. Linkuję nie dlatego, że mam przyjemność się w nim znaleźć, ale uważam że tak tytaniczna praca zasługuje na wyróżnienie (klik). Może znajdziesz tam fajny blog dla siebie?
  • Ula o minusach pracy freelancera (klik)
  • Bardzo ważny tekst – kobiety, których nie szanujemy  – jeśli macie przeczytać jeden z tego zestawienia, niech to będzie właśnie ten 🙂
  • D jak deficyt, D jak depresja, D jak długi rachunek w aptece? Czy słoneczko wystarczy by nie mieć niedoboru i jak to w końcu jest z tą witaminą D? Prawdopodobnie najlepszy tekst o witaminie D w Internecie (klik)
Ja na blogu napisałam jeszcze o swoim ulubionym sposobie na aplikowanie wcierek do włosów.
Mam też ważne ogłoszenie – fajnie jest inwestować w swoje umiejętności, a galopujące bezrobocie powinno do tego mocniej motywować. Pojawia się naprawdę wyjątkowa okazja nauki programowania dla kobiet – dwa dni świetnego szkolenia, brak opłat, malownicza Gdynia, wyżywienie w pakiecie – grzech nie spróbować. Jedyne co potrzebne, to własny laptop i podstawowa wiedza o obsłudze komputera. Wielkie wow! Zgłoszenia przyjmowane są do 25 lutego tutaj. Podejrzewam, że konkurencja będzie spora, więc gdybym miała wolny ten weekend, napisałabym coś ekstra w zgłoszeniu, tak wiecie – od serca. Warto się postarać, bo okazja genialna!
Pytacie też o to, jak noszą mi się hybrydy. No dość dobrze, ale szybko się znudziłam kolorem (Mardi Gras od semilac), więc użyłam naklejek wodnych:
Zanim poeksperymentuję z azjatyckimi markami, chciałabym stacjonarnie kupić jakiś odcień nude. Podoba mi się bardzo frappe Semilaca, ale nie jestem przywiązana do konkretnej marki. Jeśli nosisz hybrydy i możesz mi polecić konkretny odcień – będzie mi bardzo miło, bo chciałabym zmienić kolor w ciągu najbliższych kilku dni 😀
Ah, przegapiłam walentynki. Mój “strój dnia”:
Sukienka – klik
Na temat samych walentynek napisałam kiedyś osobny tekst, cytowany później setki razy na różnych stronach z cytatami, z moim ulubionym dopiskiem : źródło:internet 
Tekst można przeczytać tutaj (klik). Natomiast mnie osobiście najbardziej  rozbawiła riposta Natalii z Jest Rudo do niejakiego Macieja – przeczytacie tutaj .
Miłego dnia!
Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

XOXO

Podziel się

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o