- Chcesz spróbować?
- Jasne!
Wolę czegoś spróbować z myślą, że najwyżej mi się nie spodoba, niż nie spróbować i żałować. W Malezji nadarzyła się okazja do sadzenia ryżu🌾 fajna przygoda! (Do momentu, aż coś dziwnego przepełzło po mojej stopie😅) A teraz siedzę i czytam wszystko o tym, jak ogarnąć przesiadkę w Chinach! Lecę w lutym do Wietnamu (znaczy loty mam do Bangkoku, ale resztę jakoś ogarnę!) i polowałam na sensowną przesiadkę aby zobaczyć #Pekin ♥️ marzyło mi się Zakazane miasto, ale teraz napaliłam się na Wielki Mur Chiński. Będę mieć 16h (gdzie same formalności wizowe to podobno 2-3h😱) i będę zupełnie sama, ale na samą myśl szczerzę się jak szalona 😁 co może pójść nie tak? Wszystko! Mogę nie dostać wizy, może oszukać mnie kierowca, przechowalnia bagażu może nie być czynna, mogę nie zdążyć na przesiadkę do Bangkoku... YOLO! Przeczytałam już cały internet, ale zapytam też tutaj - czy jest wśród Was ktoś, kto przebiegł przez Pekin podczas tej szalonej przesiadki?
Mam ochotę na trudne ustawienia tej gry i zrobić trasę nie z wynajętym kierowcą, ale pociągami i autobusami. No risk no fun!

W ogóle chciałabym, aby ta podróż była trochę inna i wypchnęła mnie mocniej ze strefy komfortu. Nie będę rezerwować noclegów z wyprzedzeniem, chcę przemieszczać się bardziej jak lokals, nie planować za dużo i dać się ponieść chwili. Będzie fajnie!🙃 #podróże #podróżemałeiduże #wakacje #Azja #Chiny #Malezja #bejing #travelgirl #adventure #discoverunder50k #girlswhotravel #malaysia #china #riceplanting

- Chcesz spróbować? - Jasne!...

Wstałam dzisiaj o 11:05. To oznacza, że sąsiedzi musieli mnie nienawidzić, bo mam zawsze taki ostateczny jak „final Call” na lotnisku budzik ustawiony na 10:30 w razie gdyby nic wcześniej mnie nie obudziło. Wyje jak syrena alarmowa! Nie słyszałam go!

Zawsze śpię jak zabita, gdy odreagowuję emocje. Próbuję od kilku dni pomóc z czymś bliskiej osobie i bardzo wyczerpuje mnie to emocjonalnie. 
Tak samo mocno jak dzisiaj, spałam kiedyś  po urodzinach Agi, mojej dobrej koleżanki. Lubię myśleć, że to wino, ale jestem niemal pewna, że to oglądanie „Leaving Neverland” sprawiło, że dziewczyny nie mogły mnie dobudzić.
(Polecam się na imprezy, oglądanie dokumentu o pedofilii, świetna zabawa tylko ze mną!). Jestem osobą, której ludzie zwierzają się z różnych okropnych rzeczy, które kiedyś ich spotkały na zasadzie „jesteś pierwszą osobą, której o tym mówię”. Czytam wszystko o przemocy wobec dzieci, bo moim największym strachem gdy z nimi pracowałam był strach o to, że kiedyś jakieś dziecko wybierze mnie na jedyną osobę której powie, że jest bite albo dręczone w inny sposób, a ja nie będę potrafiła skutecznie zareagować. Albo postąpię zgodnie z procedurami i w tym czasie stanie się coś najgorszego.

Moim największym strachem w życiu jest to, że nie będę potrafiła pomóc komuś, kogo kocham. Towarzyszy mi to od momentu, gdy jako ośmiolatka obserwowałam umierającego na raka dziadka. Czułam bezsilność i to jest najgorsze uczucie jakie potrafię sobie wyobrazić. 
Jeśli go nie rozumiesz, obejrzyj „Nocturnal animals”, film w którym niemal czułam ból głównego bohatera.

Właśnie przez sen wymyśliłam rozwiązanie sytuacji, która mnie dręczyła. Dawno nie czułam takiej ulgi! Nie umiem jej opisać, pragnę się tym podzielić!

Mam ochotę mówić ludziom wszystkie te miłe rzeczy, które o nich myślę, ale jakoś zawsze zostały niewypowiedzianymi myślami. 
A ciebie zapytam tak bardzo szczerze, nie na tym poziomie, na którym odpowiadamy „pająki”, tylko głębiej - czego najbardziej w życiu się boisz? 
#szczerze_pisząc #myśli #aniamaluje #grudzień #dzieciństwo

Wstałam dzisiaj o 11:05. To...

Tak jakoś wyszło, że co roku odwiedzam #Włochy i #Lwów🥰 
Dzisiaj omal nie kliknęłam biletów do Bari (po 139 zł w dwie strony👍🏻), bo ogromnie tęsknię za tą pizzą🍕Mamma mia! 6€ za set #pizza+#piwo, 10€ jeśli dochodzi mnóstwo talerzyków z przystawkami. No i jeszcze na koniec shot #limoncello.
I kusiła ta teleportacja, do kraju uśmiechniętych ludzi! Śpiewających podczas pracy, gotujących obłędnie dobrze i mających tak melodyjną mowę, że chcesz każdemu mówić: Ciao!👋🏻 Już widziałam, jak chodzę sobie w lekkiej jesiennej kurtce i sukience maxi po włoskich uliczkach i raz na jakiś czas sięgam po przekąskę za 2€, absolutnie niczego więcej nie potrzebując do szczęścia🥰Kiedyś poparzyłam sobie taką język, tak bardzo nie mogłam się jej doczekać! 
I chociaż „mam ochotę na pizzę, polecę do Włoch” wydaje się tekstem rzucanym raczej przez bogaczy, to zapewniam - wcale tak nie jest! Włoski #citybreak bywa tańszy niż weekend w Polsce.

Tym razem odpuściłam, zapał mi minął w momencie, gdy upiekły mi się pomidory i na nich rozlała mi się pyszna #burrata. Ale może komuś ten pomysł umili grudzień? 
Psst, po wpisaniu w Google „aniamaluje+Bari” wyskoczy fajny plan mojego wyjazdu z 2017 ;)
Psst 2! W przypiętych relacjach kod na stówkę na nocleg via Airbnb ;) ⭐️⭐️⭐️Gdybyś mógł, mogła, teleportować się teraz w dowolne miejsce na całej planecie, które byś wybrał/a? ;) #

#podróże #girlswithgluten #pizza🍕 #pizzalovers #italia #bari #włochy #podróżemałeiduże #girlswhotravel #aniamaluje

Tak jakoś wyszło, że co...

Poznałam ostatnio super sposób na produktywność! Nie pamiętam kiedy z takim zapałem realizowałam swoje zadania😀. @magdalena_komsta zdradziła mi super sposób na motywację - jeśli nie zrobię tego, co sobie założyłam, będę musiała wpłacić jakąś kwotę na organizację będąca światopoglądowo na przeciwnym biegunie co ja. Np. Ordo  Iuris.
Działa jak złoto! Nawet jak mi się nie chceeee to myślę sobie - o nie, muszę to zrobić, nie dam sobie psychicznie rady z myślą, że ich wspieram! 
Dodatkowo kupiłam sobie nagrodę w postaci biletów do Azji. Myśl o cudownym, wilgotnym powietrzu napawa mnie takim optymizmem, że aż chce się pracować!

Także jeśli masz problem z pisaniem magisterki albo czymś w tym stylu - pomyśl o metodzie Magdy, jest doskonale skuteczna!

#podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #travelgirl #czerwonasukienka #szczerze_pisząc #motywacja #reddress #palmy #karaiby #gwadelupa

Poznałam ostatnio super sposób na...

W gimnazjum rodzice nie kupili koledze zeszytu ćwiczeń, więc skserował kilka stron, by odrobić zadanie domowe. Ku mojemu zdziwieniu dostał jedynkę za „nieprzygotowanie do lekcji”. Miał zadanie!!! Nie lubiliśmy się wtedy, chyba pierwszego dnia nazwał mnie kujonem i deską, ale tak wkurzyła mnie postawa nauczycielki, że zaczęłam się z nią wykłócać o to, czy jest normalna i kolegi bronić. Odrobił to durne zadanie! Nie było jego winą, że rodzice nie zapewnili mu podstaw, a chodziłam do klasy z uczniami z okolic mocno „defaworyzowanych”, jak to się ładnie nazywa. Miałam lipę u tej nauczycielki, ale nie żałuję!

Uwielbiam tworzyć materiały o prawach ucznia. Szczególnie w takich małych mieścinach jak moje (nauczyciele są często radnymi!) władza bywa nadużywana. 
Dlatego za każdym razem, gdy pisze do mnie uczeń z prośbą o pomoc w jakiejś sytuacji, czuję się jak na tym zdjęciu z Salerno pod Neapolem!

Uwielbiam to, że nie dają się zbyć. Że pytają o to, co w statucie szkoły.
Czy statut może być niezgodny z prawem oświatowym. Gdzie zgłosić takiego nauczyciela i jak się bronić. 
Nikt nie zwraca się do mnie w wiadomościach z takim szacunkiem jak uczniowie! Podczas gdy dorosłym zdarza się napisać coś w stylu „siema, widzę ze dużo podróżujesz, znajdziesz mi loty i noclegi do 2500 do Tajlandii? odp dzisiaj”, uczniowie piszą „obejrzałam pani filmy, przeczytałam statut szkoły, ale wciąż nie wiem. Byłoby mi bardzo miło, gdyby pani podpowiedziała, ale zrozumiem jeśli nie znajdzie pani czasu”

Eksperci gadają O młodzieży, ale nie Z młodzieżą. Słabe! Ja uwielbiam tych pyskatych, tych walczących o swoje. Widzę w nich cząstkę siebie.
Proszę, nie zgubcie tego! Tego podejścia, że jak nie drzwiami, to oknem. Poczucia sprawczości i woli walki. To jest super cenne i ja Was za to uwielbiam. To są cechy ludzi, którzy sobie w życiu DADZĄ RADĘ! Wiem, że macie przez to przechlapane, ale ja jestem z Was na maksa dumna! Nie jestem w stanie odpowiedzieć na każda wiadomość (dlatego nagrywam filmy dla wielu), ale każda ogromnie mnie cieszy. 
A jak bronicie rodzeństwa czy słabszych kolegów to już w ogóle szacun MAX!!! Błagam, nie zgubcie tego. Bądźcie asertywni♥️
#aniamaluje #szczerze_pisząc #podróże

W gimnazjum rodzice nie kupili...

Gdy Freddie Mercury zapuścił wąsy, fani masowo wysyłali mu maszynki do golenia, bo nie mogli tego zaakceptować. Z całym szacunkiem - kiepscy fani! Jak kogoś kochasz i szanujesz, to pozwalasz mu się rozwijać, zmieniać, być sobą. Całe szczęście, że to nie był typek, który robi coś by się przypodobać innym! Moje automatyczne skojarzenie to biała koszulka „żonobijka”, jeansy i ten wąs. Opcjonalnie - żółta kurtka. Iconic!

Dzisiaj, tylko 28 lat temu umarł Freddie Mercury, ale nie legenda. Powiedzieć, że uwielbiam gościa to mało. Jego portret to jedyny święty obrazek jaki mam w domu. Towarzyszył mi w wielu momentach życia. To „Don’t stop me now” (i’m having such a good time, I’m having a ball) lądowało na moich słuchawkach gdy koleżanki z roku prześcigały się w licytacji jak bardzo która nie umie na egzamin, a ja nie chciałam tego słuchać i przejmować ich nastroju. Podniosłe momenty? „we are the champions”. Sytuacja, w której pomogli mi przyjaciele? „Friends will be friends”. Nawet tak sobie ustaliłam kiedyś playlistę dk biegania, żeby w momencie kryzysu słyszeć walkę podmiotu lirycznego w „Bohemian Rhapsody”. Serio! 
Robiąc kiedyś  to zdjęcie miałam super dzień. Czułam się świetnie, wcześniej wszystko mi fajnie powychodziło, czułam się na maksa odprężona i zrelaksowana i dokładnie pamiętam, że krzątałam się po mieszkaniu nucąc „It’s a kind of magic”.
Dzięki Freddie za wszystko, co wniosłeś do mojego życia!
#freddiemercury #rocznica #aniamaluje #blogerka #relaks #chill #monstera #niedziela #rocznica

Gdy Freddie Mercury zapuścił wąsy,...

Masz piosenkę, która wywołuje na Twoim ciele ciary? Ale takie serio? U mnie to jest „Walking in Memphis” w wykonaniu Cher. Nigdy nie byłam w Memphis, ale słyszę jej głos jak to śpiewa, gdy widzę to randomowe zdjęcie z Sycylii. 
Gdybym miała wybrać ulubiony kobiecy głos - Cher wygrała wszystko. Z męskich do tego stanu doprowadza mnie Freddie Mercury.

Czeka mnie jutro kilka godzin w pociągu, podsyłajcie swoje tytuły piosenek wywołujących dreszcze, bo robię sobie taką „power playlistę” - zamierzam w tym pociągu napisać coś dłuższego i potrzebuję nowych bodźców!

Więc... czyj głos wywołuje w Tobie dreszcze? Poproszę tytuły!
#podróże #podróżemałeiduże #sycylia #sicily #katania #aniapodróżuje #wakacje #blogerka #włochy #italia #italy🇮🇹 #italy

Masz piosenkę, która wywołuje na...

Dzisiaj świętujemy 30 lat od podpisania Konwencji o Prawach Dziecka. UNICEF zaprosił mnie, żebym o tym opowiedziała. To się może wydawać dzisiaj takie oczywiste, że dzieci mają prawa, ale nad ich ustaleniem przywódcy państw debatowali całą dekadę! To dzięki temu dzisiaj żadne dziecko nie może być skazane na dożywocie (bez możliwości zwolnienia wcześniej) ani na karę śmierci. Wcześniej mogło.
Jestem pedagożką, terapeutką, tą od „dzieci z trudnościami”. Jednak najbardziej trudni są w tym wszyscy dorośli. 
Zapominający, że dzieci nie są ich własnością, tylko ludźmi.
Dlatego założyłam kanał, na którym opowiadam uczniom o ich prawach. Jestem przerażona jak  często są łamane i z jaką lekkością dorosłym to przychodzi. Chciałabym żyć w świecie, w którym prawa dzieci są oczywistością i nie mam o czym nagrywać, bo nikt z tym nie dyskutuje.
Zostawiam Wam Korczaka pod rozwagę 👍🏻 „Bo dorosłemu nikt nie powie: ‘Wynoś się’, a dziecku często się tak mówi. Zawsze jak dorosły się krząta, to dziecko się plącze, dorosły żartuje, a dziecko błaznuje, dorosły płacze, a dziecko się maże i beczy, dorosły jest ruchliwy, dziecko wiercipięta, dorosły smutny, a dziecko skrzywione, dorosły roztargniony, dziecko gawron, fujara. Dorosły się zamyślił, dziecko zagapiło. Dorosły robi coś powoli,
a dziecko się guzdrze. Niby żartobliwy język, a przecież niedelikatny. Pędrak, brzdąc, malec, rak – nawet kiedy się nie gniewają, kiedy chcą być dobrzy. Trudno, przyzwyczailiśmy się, ale czasem przykro i gniewa takie lekceważenie.” Trudne pytanie - masz poczucie, że twoje prawa w dzieciństwie były szanowane? Mi dobierano notorycznie prawo do odpoczynku - od „dzwonek jest dla nauczyciela” po zadania na ferie.  #world'schildren'sday #dlakażdegodziecka #dzieńprawdziecka #unicefpolska

Dzisiaj świętujemy 30 lat od...

Dziewczyno, kiedy ostatni raz sobie odpuściłaś? Sama sobie.

Zastanawiałam się czemu podróż do Odessy była najfajniejszą tego roku. Odpaliłam macbooka raz, by nas odprawić. Nie zrobiłam zdjęć z myślą o blogu, nawet nie miałam jakiegoś tam poczucia, że coś muszę zobaczyć. Jednego dnia wykupiliśmy sobie takie wielkie łóżko z baldachimem i dogorywaliśmy na kacu na plaży, bez  poczucia, że szkoda jednego z ledwie czterech dni. Nie szkoda!

Nie jestem wielką fanką alkoholu, ale rzadko mam poczucie, że mogę. Ostatni raz jak byłam na shotach w pijalni wódki z rok temu, to podeszła do mnie czytelniczka, powiedzieć że lubi mojego bloga. Cały następny dzień zastanawiałam się o czym ja wcześniej pijana rozmawiałam. Nie jestem jakąś rozpoznawalną osobą, ale miałam kilka takich sytuacji i nie do końca potrafię przez nie wyluzować🙈
Odessa była cudowna, bo wyluzowałam. bo nie było spiny w związku z niczym. Mieliśmy korzystać z ekscytującego życia nocnego, ale chyba zaszkodziły nam rapany? Spoko, pijąc gorący rumianek śpiewaliśmy utwory Cher huśtając się na hamaku i huśtawce  w mieszkaniu.
Zero spiny!

Teraz zrobiłam wielki krok, bo ograniczyłam instagrama i pozbyłam się poczucia, że muszę odpowiadać na komentarze i wiadomości. Ogromnie dziękuję Wam za zaufanie jakim mnie obdarzacie, ale z problemami osobistymi i rodzinnymi i życiowymi zapraszam na grupę na fejsie albo (to lepiej!) na terapię. Ja po pierwsze nie jestem właściwą osobą, po drugie - nie czuję się spoko będąc obciążana waszymi przykrymi historiami. 
Wcześniej miałam poczucie winy, że powinnam być bardziej empatyczna, ale kurczę - jestem! Chcę zostawić tę część siebie dla przyjaciół i bliskich, bo każda taka wiadomość wysysa energię ze mnie.
Poczułam ulgę, odpuściłam sobie samej, bo jeszcze nikt na moje „nie” się nie obraził. Szanujecie moje granice, jesteście super ♥️
Jestem niemal pewna, że też robisz coś, czego wcale nie musisz i świat się nie zawali jak przestaniesz i sama sobie odpuścisz. Tak, sama sobie!
Padłaś? Poleż, nie poprawiaj korony i nie zasuwaj dalej.
#szczerze_pisząc #aniamaluje #wakacje #odessa #podróże #podróżemałeiduże #throwback

Dziewczyno, kiedy ostatni raz sobie...

O tym, że wymyśliłam sobie zabrać @pranamat_polska do Gruzji i zrobić tam piękne zdjęcia w górach - wiecie. Że mimo przygotowania się do wyboru terminu trafiły nam się dwa dni srogiej kaukaskiej zimy i ze zdjęć nici - też wiecie. Czasami tak bywa! Zero stresu. 
Gdy muszę, to potrafię spakować się w podręczny, ale w zasadzie to opcja tych zdjęć sprawiła, że @pranamat_polska zasponsorowało mi bagaż rejestrowany😉. Mata przydała się po przemierzaniu kraju bardzo ciasnymi busikami, po których moje plecy były jeszcze bardziej spięte niż zawsze (tak, to możliwe🤪). Na fizjoterapii jestem co 2-3 tygodnie, na macie mogę leżeć codziennie i staram się to robić. Albo podkładać sobie poduszkę do akupresury pod kark. Wiecie, bo i tak często widać je gdzieś w tle moich stories, po prostu kocham to kolczaste cudo całym sercem i tak - to boli (jakby zaśpiewał Freddie - pain is so close to pleasure), ale ulga potem... nowe plecy. Staram się pamiętać o ruchu i gimnastyce ale jak mam wenę, to potrafię siedzieć przed komputerem od rana do 15-tej i dopiero po zerknięciu na zegarek zorientować się, że wypiłam tylko jedną herbatę, nic nie zjadłam, nie byłam nawet siku, co tu mówić o rozciąganiu😏🙈 Jeśli tak jak ja, nie jesteście idealni i dużo siedzicie - na hasło aniamaluje jest 30% na zestaw mata+poduszka albo 20% na pojedynczy element.
Jutro dowiem się do kiedy! Szczegółowy opis wrażeń ze stosowania tej maty jest na blogu - ja nie umiem już bez niej żyć! Serio, miłość! (Kiedyś nie dodałabym zdjęcia dokumentującego ciążę spożywczą z jaką chodziłam po Gruzji, ale to jedzenie było tego warte!) #zpoleceniaaniamaluje #pranamatpolska #pranamateco #pranamat #mójpranamat #mata #relaks #batumi #gruzja #współpraca #podróże #podróżemałeiduże

O tym, że wymyśliłam sobie...

Walentynki, co sądzę o feministkach i dziunie – [tygodnik]

Ale dzisiaj rozrzut tematyczny! Od domowego hummusu, przez dziunie aż po feministki. Gotowi?

Uwielbiam, kiedy dużo się dzieje, ale konsekwentnie trzymam się swoich granic prywatności. Mam teraz trochę wolnego od uczelni i odbieram to jako chwilę na głęboki oddech. Mam nadzieję, że plan w przyszłym semestrze będzie łaskawszy. Na studiach doktoranckich mam tylko jeden dzień zajęć (tych, kiedy ja się uczę), ale dochodzi ten, kiedy prowadzę zajęcia, seminarium, dyżur… i cały tydzień rozwalony 😀 Cóż.
Podzielę się zatem garstką drobnych przemyśleń.
Na blogu napisałam tekst o książkach, które zmieniły moje życie i cieszę się, że odebraliście go dość ciepło. Przyznam, że wcześniej nie znałam takiego słowa jak abibliofobia,  ale dobrze do mnie pasuje. Uwielbiam czytać, natomiast staram się nie konsumować książek z tą samą bezmyślnością z jaką konsumuje się kolejne odcinki serialu o losach jakiejś Esmeraldy i Antonio (jeśli istnieje taki serial, to nie miałam go na myśli, ot uogólnienie).
Jestem wielką fanką czytania, ale czytania dość świadomego. Owszem, raz na jakiś czas lubię przeczytać typowego mózgotrzepa i nie widzę w tym nic złego. Jeśli ktoś wyśmiewa się z czytania Greya, Harlequinów i Coleho to cóż – mam większy problem z tym, który się nabija, niż z tym która czyta w ogóle. Prawdę mówiąc – z tym czytającym problemu nie mam żadnego. Pisałam o tym tekst “szukanie głębi na siłę“. Czytanie jest fajne – po prostu. Jeśli czytam, staram się wyciągać z lektury jak najwięcej. Znam sporo maniaków poradników, szczególnie tych o motywacji, niezależności finansowej, własnym biznesie. Zgadnijcie ilu z nich te biznesy prowadzi 😀
No właśnie. Samo czytanie bez wprowadzania zmian w życie (nawet jako krótkich eksperymentów!) jeszcze nikomu chyba nie pomogło. Pisałam kiedyś o kilku trikach podnoszących skuteczność czytania  (krótko mówiąc – co zrobić, by z lektury wynieść jak najwięcej), mam nadzieję, że dla kogoś te wskazówki będą przydatne :)). 
W moje łapki trafiła też książka-zeszyt ćwiczeń:
Początkowo chciałam puścić ją dalej w świat, ale chyba przerobię sama, bo przy bardziej szczegółowym przekartkowaniu wydaje się intrygująca :D. Muszę wyleczyć się z tego oddawania wszystkiego innym 😀
W sumie, to mam jeszcze jedno ogłoszenie – sama nałogowo czytam książki w usłudze Legimi – mam tam abonament, zupełnie jak za telewizję cyfrową czy telefon (z tą różnicą, że tych innych abonamentów nie posiadam :D) i co miesiąc przedłużam sobie dostęp do bazy wieeeelu tysięcy e-booków. Za cenę jednej książki mogę czytać ile dusza zapragnie, i jeszcze mam w ramach abonamentu czytnik za 1 zł. Brzmi jak bajka, ale każda bajka kiedyś się kończy – jeśli ktoś chce dołączyć po starych stawkach, to są na to ostatnie dni – do usługi przyłączyły się kolejne wydawnictwa, więc cena niebawem wzrośnie. Więcej szczegółów i ostatni gwizdek na zamówienie (klik). 
Mój znajomy powiedział kiedyś w ramach żartu, że gdy widzi dziewczynę w różowych albo turkusowych włosach to wie, że to lesbijka, radykalna feministka albo weganka – jeden wuj. Całą sobą krzyczy – jestem powalona, akceptuj mnie 😀 
To żart (pewnie dla niektórych mało zabawny) ale ilekroć widzę dyskusję w internecie i z jakimś radykalnym argumentem wyjeżdża jakaś niebieskowłosa Karo Lina albo Jo Anna jestem-taka-odważna-ale-nie-podam-na-fejsie-nazwiska, śmieję się pod wąsem. To znaczy śmiałabym się – gdybym go nie usuwała :D.
Oczywiście mam do tego meeega dystans (sama miałam kiedyś fioletowe włosy :D), ale nie umiem się nie zaśmiać :D. Co więc myślę o feministkach?
Głośne hmmmm.
Ciężko wrzucić mi je do jednego worka – istnieje na przykład frakcja uważająca związki heteroseksualne za formę ucisku, która uważa że jedyne wyzwalające związki lesbijskie. Jak wrzucić je do tego samego worka co kobiety walczące kiedyś o prawa wyborcze? Nie wiem czy zawdzięczam coś feministkom. Nikt nie wie. Zdaje się, że u nas w Polsce stosowne dokumenty podpisał swego czasu Piłsudski. A jeśli to wszystko było potrzebne tylko po to, by opodatkować drugą część społeczeństwa? Przekonać kobiety że praca na kasie albo w zakładach drobiarskich jest dla nich wyzwalająca? :). 
Mówię to z uśmiechem i pewną przekorą (nie bądźmy tacy serio!), ale kurczę – dzisiaj słowo feministka kojarzy mi się po prostu źle. Gdy Beyonce nazwała się feministką, przetoczyła się wielka debata czy ma prawo, skoro tak epatuje swoją seksualnością.
Facepalm to za mało.
Czy nie chodziło czasem o to, by epatowała sobie czym chce? Czy feministka do jasnej Anielki musi być gruba, brzydka i nie myć włosów? 
Prawa człowieka – spoko, do głosowania, nauki, samostanowienia o sobie – bardzo proszę. Kobieta jest człowiekiem i skoro nawet kościół w końcu to zaakceptował, to po co drążyć temat? Należą jej się te same prawa, bezdyskusyjnie.  Jeśli miałabym zatrudnić opiekunkę do dziecka to – guess what – zatrudniłabym kobietę. Nie dlatego, że dyskryminuję którąś płeć – zrobiłabym to, bo mogę. Podobnie jak do wymurowania domu wybrałabym pewnie męski zespół pracowników. Oczywiście nie podoba mi się fakt, że na tym samym stanowisku kobieta zarabia często mniej niż mężczyzna, ale w sumie jest tu tyle zmiennych, że nie wiadomo czy wynika to z płci.
Słowo feministka mocno zmieniło znaczenie. Gdzie były feministki gdy lewica (rząd SLD) zlikwidował fundusz alimentacyjny? Kłóciły się o słowo “ministra”? Doceniam to, o co kobiety walczyły kiedyś. Te, które dzisiaj skupiają się na wyrażaniu swojej nienawiści wobec mężczyzn – cóż…
Nie zrozumcie mnie źle – zgadzam się z tym, że kobieta powinna mieć np. prawo do głosowania. Niestety przez falę nienawiści płynącą z ust bab nienawidzących mężczyzn, ci drudzy są skołowani. Widziałam niedawno zakłopotanie na twarzy młodego chłopaka, który chciał ustąpić miejsca w tramwaju kobiecie – wycedziła przez zęby “łaski bez!”. Nie miała turkusowych włosów, ale grzywkę długości dwóch, może trzech centymetrów.  Może coś jest na rzeczy… Umiem skręcić sobie meble z ikei, ale jeśli ktoś będzie mnie chciał wyręczyć, nie potraktuję tego jako formę ucisku i okazania wyższości nade mną – wprost przeciwnie! Podobnie jak umiem otworzyć sobie sama drzwi. Ale jeśli jakiś mężczyzna je przede mną otwiera, to nie patrzę na niego z pogardą, tylko dziękuję uśmiechem i jest mi miło. Nawet, jeśli zrobił to tylko po to, by móc pogapić się na mój tyłek.
Uwielbiam ten filmik 🙂 Koniecznie obejrzyjcie. 
A teraz zanim ktoś popisze się brakiem umiejętności czytania ze zrozumieniem. Prawa człowieka? Ok. Czy doceniam, że mogę się uczyć, pracować, nie pytać nikogo o zgodę przed wyjściem z domu i mogę pokazywać kostki? Tak, doceniam. Czy czuję się uciskana przez mężczyzn, albo przez to, że biologicznie mogę być w ciąży albo mam okres? Nie czuję. Nie chciałabym mieć problemów z prostatą. Ukrywać wzwodu na widok matki kolegi  na wycieczce szkolnej do aquaparku w wieku lat trzynastu. Tak samo jak nie chciałabym “rodzić” kamieni nerkowych.
Lubię być kobietą i nie nienawidzę mężczyzn. Amen.
Co z kwestii zawartych w tytule? Zostały jeszcze “dziunie” i walentynki 😀
Dziennikarka zrobiła eksperyment i na tydzień wcieliła się w “dziunię”, by sprawdzić jak to jest.
Hmmm, troszkę nie wyszło. Nie jestem jedną z tych kobiet, które przed wyjściem z domu upewniają się, że mają nienagannie pomalowane paznokcie, godzinę układają włosy, wykonują bardzo staranny makijaż. Jestem inna, ale nie zazdroszczę im, przez co nie muszę rzucać pod nosem insynuacji, że skoro miała czas się tak “wypindrzyć”, to pewnie zaniedbuje dzieci, albo projekt w pracy, a pracę to ma przez łóżko. 
Prawdę mówiąc – znam dziewczyny, dla których ogarnianie urody jest naturalne jak dla innych mycie zębów. Ostatecznie dzisiaj istnieje manicure hybrydowy, keratynowe prostowanie włosów, depilacja laserem i rzęsy 1:1 – dbanie u urodę nie musi zajmować dużo czasu.
A dziennikarka – cóż, moim zdaniem do “dziuni” nawet się nie zbliżyła, ale pomysł był ciekawy. Zmarnowany potencjał, ale warto zerknąć (klik).
Lubię metamorfozy, znalazłam w tym tygodniu dwa teksty o przemianach. Chciałoby się powiedzieć – zmień wygląd – zmienisz swoje życie.
Kończąc tytułowe kwestie. Zrobiłam swój pierwszy hummus!
No dobrze, nazwijmy to prostą, dwuskładnikową pastą kanapkową. Tak czy siak – pyszna!
Teksty, które w tym tygodniu polecam:
  • Lady Gugu opowiada jak nauczyła czteroletnią córkę mówić po angielsku, nie wydając nawet złotówki (klik). Kolejny artykuł udowadniający, że nożem można też posmarować chleb
  • Pamiętacie panikę o opadtkowaniu Aliexpress, Amazona, Ebay itp? Nie ma czym się bać, artykuł o tym, że to NIE koniec Aliexpress przeczytacie (tutaj)
  • Marta z bloga Lusterko przygotowała ranking blogerek kosmetycznych. Linkuję nie dlatego, że mam przyjemność się w nim znaleźć, ale uważam że tak tytaniczna praca zasługuje na wyróżnienie (klik). Może znajdziesz tam fajny blog dla siebie?
  • Ula o minusach pracy freelancera (klik)
  • Bardzo ważny tekst – kobiety, których nie szanujemy  – jeśli macie przeczytać jeden z tego zestawienia, niech to będzie właśnie ten 🙂
  • D jak deficyt, D jak depresja, D jak długi rachunek w aptece? Czy słoneczko wystarczy by nie mieć niedoboru i jak to w końcu jest z tą witaminą D? Prawdopodobnie najlepszy tekst o witaminie D w Internecie (klik)
Ja na blogu napisałam jeszcze o swoim ulubionym sposobie na aplikowanie wcierek do włosów.
Mam też ważne ogłoszenie – fajnie jest inwestować w swoje umiejętności, a galopujące bezrobocie powinno do tego mocniej motywować. Pojawia się naprawdę wyjątkowa okazja nauki programowania dla kobiet – dwa dni świetnego szkolenia, brak opłat, malownicza Gdynia, wyżywienie w pakiecie – grzech nie spróbować. Jedyne co potrzebne, to własny laptop i podstawowa wiedza o obsłudze komputera. Wielkie wow! Zgłoszenia przyjmowane są do 25 lutego tutaj. Podejrzewam, że konkurencja będzie spora, więc gdybym miała wolny ten weekend, napisałabym coś ekstra w zgłoszeniu, tak wiecie – od serca. Warto się postarać, bo okazja genialna!
Pytacie też o to, jak noszą mi się hybrydy. No dość dobrze, ale szybko się znudziłam kolorem (Mardi Gras od semilac), więc użyłam naklejek wodnych:
Zanim poeksperymentuję z azjatyckimi markami, chciałabym stacjonarnie kupić jakiś odcień nude. Podoba mi się bardzo frappe Semilaca, ale nie jestem przywiązana do konkretnej marki. Jeśli nosisz hybrydy i możesz mi polecić konkretny odcień – będzie mi bardzo miło, bo chciałabym zmienić kolor w ciągu najbliższych kilku dni 😀
Ah, przegapiłam walentynki. Mój “strój dnia”:
Sukienka – klik
Na temat samych walentynek napisałam kiedyś osobny tekst, cytowany później setki razy na różnych stronach z cytatami, z moim ulubionym dopiskiem : źródło:internet 
Tekst można przeczytać tutaj (klik). Natomiast mnie osobiście najbardziej  rozbawiła riposta Natalii z Jest Rudo do niejakiego Macieja – przeczytacie tutaj .
Miłego dnia!
Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Jak stosować wcierki do włosów? – Najlepszy sposób
Walentynki, co sądzę o feministkach i dziunie – [tygodnik]