Zmęczona. Tak się ostatnio czuję. Nawet nie fizycznie, to inny rodzaj zmęczenia. Zmęczenie mnogością decyzji do podjęcia i wyborów do dokonania. Zmęczenie ilością rzeczy, walczących każdego dnia o moją uwagę. 
Kiedyś nie rozumiałam ludzi latających na all inclusive, mówiących fryzjerowi „rób co chcesz” albo wybierających buty w pierwszym sklepie, bez porównania oferty w 10 innych. Dzisiaj rozumiem. 
Każdy czasami potrzebuje odpoczynku umysłowego.

#lavieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #darlingdaily #szczerze_pisząc #discoverunder50k

Zmęczona. Tak się ostatnio czuję....

Szybciej, mocniej, więcej, bardziej. Postaraj się więcej, wstawaj wcześniej, kładź się później.
Nie wiem jak wy, ale ja nie kupuję tego bullshitu. Mam pracę, którą uwielbiam - copywriterka daje mi mnóstwo satysfakcji, lubię poprawiać wyniki i czuć, że moja praca pomaga komuś zwiększyć sprzedaż albo zredukować czas spędzany na odpowiadaniu na pytania klientów, bo zgrabnie naskrobałam wyczerpujący opis. Ale też potrzebuję przerwy. Nie powinniśmy żyć w świecie, w którym pracujących ludzi często nie stać na samodzielne wynajęcia  mieszkania,  albo jedna wizyta u dentysty wpędza ich w długi. Jeden pełny etat powinien zapewniać pieniądze na godne życie.

Pamiętam jak kiedyś chciałam podkręcić kartę graficzną, by pograć w grę.
Pograłam. Chwilę.
Karta się spaliła.

Uczę się pracować mniej. Poleżeć brzuchem do góry. Zabrać książkę do parku. Odpoczywać. 
____
#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Szybciej, mocniej, więcej, bardziej. Postaraj...

Kiedyś nie lubiłam swoich nóg , bo są krzywe. najkrótsze sukienki jakie nosiłam były za kolano. No i głównie wybierałam spodnie.
To było głupie, wyrosłam z tego.
Ale wiele moich koleżanek wciąż jest na tym etapie. Nie założą latem szortów bo mają nogi: za blade, za chude, za grube, z cellulitem na który na pewno wszyscy będą patrzeć, z siniakami, pajączkami albo wuj wie co jeszcze. 
Kobietom zdarza się też odmówić spontanicznego wyjścia na basen czy nad jezioro, bo się nie wydepilowały.

Hmm, chodziłam ostatnio w krótkich sukienkach, chociaż nóg nie goliłam dwa tygodnie. Zazwyczaj co niedzielę sięgam po depilator, ale jakoś jedna mi wyleciała, a w kolejną jak miałam czas na ogarnianie siebie, to zrobiła się trzecia w nocy. Nie chciałam budzić sąsiadów bo depilator chodzi jak kosiarka.
Rok temu zrobiło mi się słabo i zaliczyłam glebę. Najpierw chodziłam z dwoma dorodnymi strupami na kolanach, potem z białymi śladami po nich. I też chodziłam w krótkich sukienkach, walić to. Może ze dwa razy jakiś Janusz skomentował, że chyba był awans w pracy, ale kto rządzi moim życiem, ja, czy strach przed spojrzeniami Januszy?😉 Nieważne jak wyglądają Twoje nogi, masz prawo chodzić w czym tylko chcesz. Czy masz 45 kg czy 145, czy nogi blade czy opalone, gładkie czy owłosione, paznokcie pomalowane czy nie. Nieważne, czy masz siniaki, pajączki, strupa, mnóstwo bąbli od komarów czy cellulit. To Twoje ciało.
Rób z nim co zechcesz! 🤗

#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #wbutachbrilu

Kiedyś nie lubiłam swoich nóg...

Kocham lato. Sporo rzeczy w nim mnie wkurza - komary i nagrzany beton, bo wycinka drzew pod nowy parking. Ale więcej zachwyca.
Zieleń. Polne kwiatki. Rumianek. Że kwitnie czarny bez, a syrop z bzu to najlepszy dodatek do lemoniady na świecie. Że rosną maki. I dmuchawce aż się proszą o zdmuchnięcie. Można nosić zwiewne sukienki. Najlepszy strój świata, majtki, sukienka, klapki i jesteś gotowa. Że można poczytać książkę w cieniu pod drzewem. Objadać się lodami i mówić, że to dla ochłody. Chodzić do kina plenerowego. Siedzieć nad Wisłą. Zajadać się mizerią. Albo truskawkami. 
Lada moment stanieje fasolka, i będę ją z lubością polewać bułką tartą na maśle. Przy obecnych cenach masła to będzie droższe niż kawałek schabu, ale to dla mnie smak lata. Tak samo jak kalafior.
Za co Ty kochasz lato? Tylko dobre rzeczy!
#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Kocham lato. Sporo rzeczy w...

Widzicie to białe pudełko na zdjęciu? Zrobiłam sobie w Tunezji małą symulację i nie spakowałam kosmetyków. Kupiłam je na lotnisku i wcale nie wydałam na to ogromnej kwoty - ja zapłaciłam taniej niż w sieciowych drogeriach. Dużo taniej za porządny zestaw - róż, maskara, pomada do brwi i rozświetlacz zapłaciłam 113 zł zamiast rynkowej ceny 310. Chodźcie na bloga zobaczyć jak to zrobiłam ;) Rozwiewam tam też  kilka mitów związanych z podróżowaniem, w które zadziwiająco często ludzie wierzą oraz mam dla Was super zniżkę - 20% na zakupy w @aelia_duty_free_polska - idealna okazja by kupić taniej swój ulubiony podkład albo perfumy.

#Tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia #podróże #rabat #zakupy #kosmetyki #podróżemałeiduże #wakacje #sukienka #lato #girlsborntotravel #travelgirl 
Post we współpracy z @aelia_duty_free_polska 
Zdjęcie; @adriandmoch

Widzicie to białe pudełko na...

Moja koleżanka miała koszmarną promotorkę. Nie odpisywała na maile, wyrzucała kawałki pracy, które wcześniej zaakceptowała, olewała swoje seminaria i w ogóle nie była pomocna. Dawała jednak bardzo wyraźne aluzje, że poprzedni rocznik kupił jej w podzięce piękną biżuterię.

Prezenty są miłe, ale bywają kłopotem dla wszystkich stron. Dlatego na moim kanale na Youtube (link w stories) opowiadam o tym, co uważam o prezentach na zakończenie roku w szkole. Czy wypada dać? Co dać? 
A jeśli masz jakąś ciekawą historię związaną z takim prezentem - podziel się w komentarzu.
Ja najbardziej lubiłam te wszystkie koślawo narysowane kwiatki, przytulaski i deklaracje, że jestem najulubieńszą panią😉
#szkoła #zakonczenieroku #zakonczenierokuszkolnego #wakacje #lato #nauczyciel #prezent #aniamaluje #niedziela #dziendobry

Moja koleżanka miała koszmarną promotorkę....

Kocham lato. Nazrywałam sobie kwiatków, kupiłam kilka przepysznych rzeczy. #szparagi i #pomidory (czekoladowe, moje ulubione!) skropione oliwą i przykre boczkiem pieką się właśnie w piekarniku. Z awokado zrobię przepyszne guacamole, które zjem z gruzińskim puri (na zdjęciu w papierowej torbie, do mojego woreczka na pieczywo się nie mieści). Jestem bardzo dumna z tych zakupów, bo dało się #bezplastiku i #zerowaste, chociaż kobiałka prawie mi się rozpadła w drodze ;). Ale jestem też przerażona kierunkiem, w którym zmierzamy. Ja miałam ogromny komfort, że mogłam czasowo pozwolić sobie na zakupy na bazarku. Że miałam też taki bazarek w rozsądnej odległości. Że nie byłam po pracy obładowana własnymi siatami, służbowym laptopem, na którym zabieram pracę do domu i torebką wypchaną pudełkiem w którym noszę lunch i butelką termiczną, więc miałam wolną rękę na kobiałkę. Że mam tyle przestrzeni w głowie, by dowiedzieć się trochę więcej o środowisku i działać, a nie zaprzątam myśli kalkulowaniem z którym rachunkiem bezpieczniej się spóźnić - czy lepiej mieć zaległości za prąd czy za telefon, bo akurat musiałam wydać pilnie na dentystę a nie miałam poduszki finansowej.
Ale i tak zaraz przyjdzie tu ktoś, kto nie pozwoli mi stawiać swoich małych kroczków i palcem wytknie 3 plastry boczku na szparagach albo zakup awokado, bo do jego produkcji zużywa się dużo wody.
Myślę, że z excela jasno wychodzi, że światu bardziej przyda się 100 osób ograniczających złe nawyki o 50%, niż 3 będące w 95% eko, ale osłabiające morale innych gdy tylko wdrożą jakąś mąłą zmianę.
#zakupy #eko #próbuję #szczerze_pisząc #aniamaluje #vintage #jedzenie #czystamicha

Kocham lato. Nazrywałam sobie kwiatków,...

Tu był długi opis, ale za dużo hashtagów i instagram zjadł.
Pisałam, że robiłam dzisiaj porządki - audyt obuwia, bo lubię zanosić zniszczone buty do szewca i patrzeć na ich nowe życie. Odświeżanie letnich ubrań, bo lato zaskoczyło mnie wpadając bez wiosny. Ale w połowie wyszło jak zawsze, zrobiłam straszny bałagan i poszłam czytać książkę. Z polecenia @karolinakovalska „Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek”. Ładne! Połknęłam na jeden raz. Aż żal.

Tu był długi opis, ale...

Pierwszy dzień po podróży to zawsze pranie i inne prace porządkowe, których szczerze nie znoszę, ale są koniecznością. Potrzebne było więc przepyszne ale też szybkie #jedzonko.
Upiekłam małe #pomidorki i fasolkę (ale tylko dlatego,że sprzątałam lodówkę, fajniejsze będą bataty, szparagi). Mix sałat, świeża #burrata i trochę kremu balsamicznego. Proste, pyszne i w sumie jedno z tych dań, które zaspokaja nie tylko głód, ale też inne zmysły. Burrata to moje odkrycie zeszłego roku, nie wiem jak mogłam żyć nie wiedząc o jej istnieniu, chyba będę musiała na nowo odwiedzić wszystkie miejsca we Włoszech, w których dotąd byłam😈 #burratacheese #burratagram #burrataporn #przepis #jedzenie #obiad #pycha #mniam #salatka #sałatka #salad #omnomnom #mniam

Pierwszy dzień po podróży to...

Większość zdjęć w rodzinnych albumach (u mnie) ma mnóstwo prześwietleń albo cieni w złych miejscach, totalnie randomowe pozy, bo ktoś z kiepskim wzrokiem strzelał na oślep. Ciekawe czy za 10-20 lat z podobnym poczuciem obciachu będziemy patrzeć na obecne trendy. Czy instagramowa stylistyka będzie postrzegana w ten sam sposób, co niegdyś meblościanki, które były w każdym domu i stanowiły powód do dumy.
Taka drobna myśl po wczorajszym oglądaniu zdjęć z dzieciństwa w różnych zakątkach internetu. Bardzo fajne to było!
#palmiarniagliwice #palmiarnia #czerwonasukienka #lumpeks #lumpeksowezdobycze #secondhand #palmhouse #jungle #plantlady #roślinki #niedziela #dziendobry #blogerka #podróżemałeiduże #silesia #gliwice #ootd

Większość zdjęć w rodzinnych albumach...

Pizza, ten jedyny ❤ i świńska grypa [tygodnik]

Pierwszy tydzień lutego minął jak z bicza strzelił, a ja ponownie jestem zdziwiona ile się wydarzyło. Będzie trochę o “tym jedynym”, festwialu pizzy, wystawach kotów rasowych i o tym dlaczego ludzie w polsce są dla siebie tacy niemili.

Najdziwniejszym doświadczeniem tygodnia było uczestnictwo w egzaminie… od tej drugiej strony. Doskonale wiem po co to było i czego miało mnie nauczyć, ale jestem też totalnie zaskoczona jak BARDZO widać kto się nauczył, a kto szuka okazji by ściągnąć. Swoją drogą – zawsze mnie dziwiło- jakie to ironiczne, że potencjalni przyszli nauczyciele, czyli ci, którzy potem ściąganie tępią, sami praktykują takie metody :). A może dziwi mnie to, bo sama niezbyt umiem ściągać?
Wybrałam się też na festiwal pizzy, by wypróbować różne smaki. Zazwyczaj zawsze wybieram taką samą jak zawsze, a festiwal był fajną okazją by przekonać się, że jednak prosciutto e rucola rzeczywiście jest moją ulubioną :). Częściej powinnam rozkładać się z tabletem lub laptopem w kawiarniach albo innych knajpkach, bo czasami zmiana otoczenia jest odświeżająca.
Uświadomiłam sobie, że prawdopodobnie nigdy nie będę miała jednego, spójnego stylu. Raz lubię sukienkę, płaszcz i obcasy, innym razem kurtkę, spodnie i zero makijażu. Przestałam już walczyć ze swoim uniformem i tym, że na uczelnię wolę założyć obszerny biały golf i spodnie a w inne ciuchy przeskoczyć potem ;-).
Cieszę się z tych pierwszych, nieco nieśmiałych podrygów wiosny, bo szarość i ciemność bywa na dłuższą metę przygnębiająca. Postanowiłam sobie, że to ostatnia zima, którą ciągiem spędzam w Polsce. O ile nie wybuchnie jakiś wulkan i klimat nie zmieni się tutaj na tropikalny ;-). Ja rozpaczliwie potrzebuję światła, słońca i ciepła. Wakacje zimą są absolutną koniecznością dla odświeżenia umysłu i zdecydowanie muszę je uwzględnić w planach na 2017. 
Dotarła też moja lampa do hybryd. Zawsze myślałam, że to dużo trudniejsze i wymaga jakiś specjalnych umiejętności, ale nawet ja nie zepsułam tego jakoś bardzo 🙂 O swoich pierwszych wrażeniach napiszę pewnie jak już te hybrydy zdejmę, na razie trzymają się tydzień i nic się z nimi nie dzieje. Na szczęście dolar spadł i teraz lampę można kupić za 20 zł z przesyłką – swoją kupiłam tutaj (klik). I tak jak z zakupów na ali jestem zazwyczaj zadowolona, bo polityka serwisu jest bardzo prokonsumencka, tak co do zakupów poza ali (nie licząc wielokrotnie sprawdzonego shein, romwe i choies) mam… mieszane odczucia.
Ostatnio na mojej “wishliście” wylądowała pewna sukienka. Wspominałam, że koleżanka chciała kupić lampę, wypatrzyła sklep poza ali i miałyśmy zrobić wspólne zamówienie. Ostatecznie skorzystałam z promocji w dwóch tego typu sklepach, w tym w jednym całkowicie na własną rękę, a w drugim zrobiłyśmy zamówienie wspólnie. Nagle okazało się, że jakiegoś produktu nie ma, a rzecz z mojego koszyka nie może być transportowana kurierem, bo narusza regulamin. W tej sytuacji rozdzieliłyśmy zamówienie. O ile moja kurtka dotarła bez zarzutu, o tyle koleżanka…
Cóż. Wysyłka kurierem przy małym zamówieniu nie łapała się na promocję z okazji ogromnego święta, więc zamówienie sukienki straciło sens (była potrzebna na “już”). Zamiast tego koleżanka zamówiła spódniczkę i top. Powinny wyglądać tak (klik). A wyglądają – cóż…
Top jest z najgorszego materiału ever, w dodatku koszmarnie duży i nieforemny. Spódniczka powinna być wiązana, jednak dołączony sznurek był za krótki by przedziać go przez dwie dziurki. 
Po lewej już po tym jak wdziałam inny sznurek, po prawej dodatkowo spięłam tył topu klipsem do papieru.
Dlaczego? Podejrzewam niestety, że Sammydress z którego pochodzi ten komplet (klik), manipuluje komentarzami kupujących, zostawiając tylko te pozytywne. Prawdopodobnie ubrania też są w ten sposób podrasowywane (upiąć coś na manekinie to żaden problem).
Mam mętlik w głowie – sukienka, którą pokazała Adrianna na grupie “Zakupy z Chin” jest wykonana koszmarnie, nie zgadza się rozmiar. Z drugiej strony – moja kurtka i akcesoria do paznokci są bez zarzutu. Wychodzi na to, że sklepy z niższymi cenami bywają bardziej problematyczne i lepiej powstrzymać się od zakupu. Szkoda, że takie wnioski przychodzą dopiero po popełnieniu błędów. Potraktujecie to jako ostrzeżenie 🙁 Na Ali jednak sto razy łatwiej uzyskać full refund w takiej sytuacji, ponieważ sprzedawca nie dostanie pieniędzy od serwisu dopóki nie rozwiąże problemu na korzyść kupującego.
PS. buty też kupiłam (latem) w Chinach, ale w sklepie w którym dokonuję zakupów często (klik). Są bez zarzutu. Odnośnie mniej znanych sklepów – zalecam ostrożność. 
Na moim blogu ukazały się teksty :
to takie małe “koło fortuny”, gdzie losujemy zadanie dla siebie 🙂 Cieszę się, że przypadło większości do gustu, bo przygotowanie takiego prostego gifu to wbrew pozorom sporo pracy ;]
– 

Słowa, które psują relacje [lepiej przestać je wypowiadać] 

tekst z dość przewrotnym tytułem, ale bardzo dla mnie ważny. Zawsze znajdą się ludzie, którzy lepiej wiedzą jak masz żyć… czasami warto się zastanowić, czy sami nie jesteśmy takim wrzodem na tyłku dla innych.
Ostatni to luźny tekst, w którym pokazałam moje ulubione gadżety. Selekcja materiału  trwała pół roku ;-))

Moje ulubione gadżety [2]

Śledzicie może różne aferki w social media? Jestem zdegustowana tym, co wydarzyło się na profilu parówek. Zorganizowano konkurs rysunkowy dla dzieci – trzeba było narysować “Berlinki” na wakacjach. Konkurs na profilu dla fanów parówek wykorzystali wege-terroryści. Nazywając mordercami wszystkich, którzy myślą inaczej niż oni.
I jestem zażenowana. Mam wśród znajomych wielu wegetarian, a nawet wegan. To bardzo otwarci, fajni ludzie (inaczej nie byliby moimi znajomymi :)). Zaglądam nawet czasem na wegańskie blogi*, bo lubię poznawać nowe smaki. Z przyczyn zdrowotnych muszę jeść jednak mięso. Gdybym nie musiała… pewnie też bym jadła. Bo lubię.

(function(d, s, id) { var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0]; if (d.getElementById(id)) return; js = d.createElement(s); js.id = id; js.src = “//connect.facebook.net/pl_PL/sdk.js#xfbml=1&version=v2.3”; fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);}(document, ‘script’, ‘facebook-jssdk’));

Rzadko jem mięso, robię to głównie z powodów zdrowotnych. Cysteina w rosole (gotowanym na drobiu) działa na mnie dużo…
Posted by Aniamaluje on 5 luty 2016

Nie wchodzę do wegańskich knajp by powiedzieć weganom jak moim zdaniem wiele tracą nie jedząc mięsa. To jest światopogląd, rzecz własnej filozofii i nic mi do wyborów innych ludzi. Moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność innego człowieka. Dla mnie tak samo nie w porządku jest krytykowanie kulinarnych wyborów wegan przez mięsożerców, jak wege-terroryzm. Ten drugi przynosi odwrotny skutek. Wiem z czego powstaje mięso. Jest to mój wybór, że je jem. Nie zamierzam się z tego tłumaczyć. Przestańmy może atakować wybory innych ludzi, na świecie zrobi się milej. Bez zaglądania innym do łóżka, talerza i portfela. Żyj i daj żyć innym! 🙂.
*te blogi to np. Mortycja, która robi zestawienia różnych przepisów, co bardzo ułatwia mi pracę, Lady Chwila, która pokazuje fajne wegańskie foodbooki i znana wszystkim Jadłonomia, dzięki której czasami jem pasztet jaglany. Atakowanie przynosi odwrotny skutek (dosłownie zapragnęłam parówek, chociaż nie jadam takich rzeczy). Promowanie pozytywnych idei działa bardzo zachęcająco. Gdyby ktoś nie poczęstował mnie kiedyś hummusem, jadłabym przecież więcej mięsa ;-).

Pojawiła się też niespodziewana okazja by zobaczyć wystawę kotów. Nie da się ukryć – fanką Bydgoszczy nie jestem. Fanką galerii handlowych również. Więc zamiast do kina na Pitbull – Nowe porządki (który podobno był świetny) odbiłam kawałek dalej obejrzeć koty 😀 
Nie chcę za każdym razem linkować do wszystkich ubrań, tym bardziej jeśli mam wrażenie, że większość pojawiła się już na blogu wiele razy ;]. Wydaje mi się, że jedynie ta czerwona sukienka (klik) na blogu jest po raz pierwszy :). Jeśli coś pominęłam – dajcie znać!
W kwestii wystawy kotów… Well, well, well, jak mawiał dr Neo Cortex z mojej ulubionej gry dzieciństwa. Koty są fajne. Wystawy  już nie. Zestresowane zwierzęta i dzieciaki wtykające palce przez klatki, by je wkurzyć. Hell no.

Nie zrozumcie mnie źle – w końcu sama o wystawę zahaczyłam. Myślałam tylko, że to wygląda inaczej. Na wystawie były może ze dwa koty, które czuły się w takim miejscu jak ryby w wodzie.

Swoją drogą – co to za rasa, ktoś może wie?

Kiedyś byłam też na pokazie psów obronnych. Byłam wtedy w wieku przedszkolnym, a na wystawę nie mogliśmy z rodzicami trafić. Zapytaliśmy o drogę pierwszego napotkanego człowieka, który stwierdził że zrobiliśmy sobie spacer w przeciwnym kierunku i chętnie nas na wystawę podrzuci, bo sam się na nią wybiera. Jechał tam z psem, championem, wielokrotnie nagradzanym rottweilerem. Siedziałam w samochodzie koło tego psa, który dyszał mi na szyję i czułam, że to fantastyczna przygoda. Pies, medalista – to prawie jak moja bohaterka z dzieciństwa, Lassie, prawda?
Sam pokaz był ciekawy. Psy pokazywały różne sztuczki – łącznie z gryzieniem ubranego w jakieś pianki pozoranta. Do czasu, aż rozległ się huk – wystrzał z pistoletu, co miało być największym sprawdzianem dla psów. Zgadnijcie który zwiał z pokazu w krzaki.
Yep, dokładnie ten, którego godzinę wcześniej traktowałam jak dzielnego psiego bohatera 😀

Kto chciałby cofać się w czasie, jak Hermiona? 😀

Uwielbiam bawić się wisiorkami (niektórzy kręcą włosy na palcu, ja obracam wisiorkami :D) – mimo starań, nie udało mi się uchwycić tego jakie fajne to ustrojstwo jest. Time-turner, zmieniacz czasu,  jak z serii książek o czarodziejach. Lubię gdy dynda na mojej szyi 🙂 kupiony tutaj (klik).

Ponieważ (ku mojemu zdumieniu!) naprawdę są jeszcze ludzie, którzy myślą, że blogerki mają wszystko za darmo, oświadczam, że ten oto biustonosz (jak wszystko inne w tym tekście) kupiłam sama, za swoje.

Dlaczego go zamieszczam? Od zawsze narzekam, że posiadanie małego obwodu pod biustem to utrapienie – nawet specjalistyczne marki mają takie biustonosze tylko na zamówienie. Kupno czegoś z obwodem 60-65 to koszmar. Tak, byłam w ESOTIQ. Tak, byłam u braffiterki. Tak, wychodziłam niezadowolona za każdym razem.

 Ostatnio kupiłam w specjalistycznym sklepie biustonosz, który był dobry tylko zapięty na najciaśniejszą haftkę, co było bez sensu. W dodatku miał tę cholerną gąbkę w środku. Na co komu gąbki w stanikach? Myślałam, że misja – kupić zwykły, cielisty, podstawowy biustonosz, bez gąbek, kokardek i koronek, skazana jest na niepowodzenie.
Kupienie 60-tki stacjonarnie (z miseczką większą niż D) jest po prostu niemożliwe. Kupienie cielistego biustonosza pod sukienkę, bez gąbek – także. Ostatnio miałam szczęście i trochę przytyłam. W Zielonych Arkadach pojawił się sklep Dalia. Wpadłam, obejrzałam i bez problemu kupiłam co chciałam. Co prawda 65 (przytyłam) ale 60-tki też stacjonarnie były. Można? Można.
Od razu założyłam kartę stałego klienta. Kilka osób w komentarzach narzekało na to samo co ja, że bez sensu jest to całe stanikowe uświadamianie, skoro i tak trzeba brać za duży 65. Zatem polecam Dalię :). Do tej pory taki komfort dawały mi tylko biustonosze Curvy Kate, ale minusem był potwornie sztywny mostek. No i znalazłam ideał. Ten jedyny, znaleziony. Wreszcie! ❤ I to jak zawsze – wtedy, gdy straciłam już nadzieję.

A w tym zestawie czułam się ostatnio najfajniej :)).

Teraz klasycznie – linki tygodnia, czyli znaleziska z sieci:

Swoją drogą – jako przewlekle chora, ale nie zarażająca,  mam dość specyficzny kaszel (zwany pieszczotliwie “straszeniem diabła”, ze względu na jego hum – intensywność). Czasami muszę się porządnie wykaszleć. Moment w którym to robię w miejscu publicznym a spiker stacji radiowej opowiada o przypadkach świńskiej grypy w województwie – bezcenne 😀 
Dobrej nocy! 
Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

XOXO

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Moje ulubione gadżety [2]
Pizza, ten jedyny ❤ i świńska grypa [tygodnik]