Instagram has returned invalid data.

Pizza, ten jedyny ❤ i świńska grypa [tygodnik]

Pierwszy tydzień lutego minął jak z bicza strzelił, a ja ponownie jestem zdziwiona ile się wydarzyło. Będzie trochę o “tym jedynym”, festwialu pizzy, wystawach kotów rasowych i o tym dlaczego ludzie w polsce są dla siebie tacy niemili.

Najdziwniejszym doświadczeniem tygodnia było uczestnictwo w egzaminie… od tej drugiej strony. Doskonale wiem po co to było i czego miało mnie nauczyć, ale jestem też totalnie zaskoczona jak BARDZO widać kto się nauczył, a kto szuka okazji by ściągnąć. Swoją drogą – zawsze mnie dziwiło- jakie to ironiczne, że potencjalni przyszli nauczyciele, czyli ci, którzy potem ściąganie tępią, sami praktykują takie metody :). A może dziwi mnie to, bo sama niezbyt umiem ściągać?
Wybrałam się też na festiwal pizzy, by wypróbować różne smaki. Zazwyczaj zawsze wybieram taką samą jak zawsze, a festiwal był fajną okazją by przekonać się, że jednak prosciutto e rucola rzeczywiście jest moją ulubioną :). Częściej powinnam rozkładać się z tabletem lub laptopem w kawiarniach albo innych knajpkach, bo czasami zmiana otoczenia jest odświeżająca.
Uświadomiłam sobie, że prawdopodobnie nigdy nie będę miała jednego, spójnego stylu. Raz lubię sukienkę, płaszcz i obcasy, innym razem kurtkę, spodnie i zero makijażu. Przestałam już walczyć ze swoim uniformem i tym, że na uczelnię wolę założyć obszerny biały golf i spodnie a w inne ciuchy przeskoczyć potem ;-).
Cieszę się z tych pierwszych, nieco nieśmiałych podrygów wiosny, bo szarość i ciemność bywa na dłuższą metę przygnębiająca. Postanowiłam sobie, że to ostatnia zima, którą ciągiem spędzam w Polsce. O ile nie wybuchnie jakiś wulkan i klimat nie zmieni się tutaj na tropikalny ;-). Ja rozpaczliwie potrzebuję światła, słońca i ciepła. Wakacje zimą są absolutną koniecznością dla odświeżenia umysłu i zdecydowanie muszę je uwzględnić w planach na 2017. 
Dotarła też moja lampa do hybryd. Zawsze myślałam, że to dużo trudniejsze i wymaga jakiś specjalnych umiejętności, ale nawet ja nie zepsułam tego jakoś bardzo 🙂 O swoich pierwszych wrażeniach napiszę pewnie jak już te hybrydy zdejmę, na razie trzymają się tydzień i nic się z nimi nie dzieje. Na szczęście dolar spadł i teraz lampę można kupić za 20 zł z przesyłką – swoją kupiłam tutaj (klik). I tak jak z zakupów na ali jestem zazwyczaj zadowolona, bo polityka serwisu jest bardzo prokonsumencka, tak co do zakupów poza ali (nie licząc wielokrotnie sprawdzonego shein, romwe i choies) mam… mieszane odczucia.
Ostatnio na mojej “wishliście” wylądowała pewna sukienka. Wspominałam, że koleżanka chciała kupić lampę, wypatrzyła sklep poza ali i miałyśmy zrobić wspólne zamówienie. Ostatecznie skorzystałam z promocji w dwóch tego typu sklepach, w tym w jednym całkowicie na własną rękę, a w drugim zrobiłyśmy zamówienie wspólnie. Nagle okazało się, że jakiegoś produktu nie ma, a rzecz z mojego koszyka nie może być transportowana kurierem, bo narusza regulamin. W tej sytuacji rozdzieliłyśmy zamówienie. O ile moja kurtka dotarła bez zarzutu, o tyle koleżanka…
Cóż. Wysyłka kurierem przy małym zamówieniu nie łapała się na promocję z okazji ogromnego święta, więc zamówienie sukienki straciło sens (była potrzebna na “już”). Zamiast tego koleżanka zamówiła spódniczkę i top. Powinny wyglądać tak (klik). A wyglądają – cóż…
Top jest z najgorszego materiału ever, w dodatku koszmarnie duży i nieforemny. Spódniczka powinna być wiązana, jednak dołączony sznurek był za krótki by przedziać go przez dwie dziurki. 
Po lewej już po tym jak wdziałam inny sznurek, po prawej dodatkowo spięłam tył topu klipsem do papieru.
Dlaczego? Podejrzewam niestety, że Sammydress z którego pochodzi ten komplet (klik), manipuluje komentarzami kupujących, zostawiając tylko te pozytywne. Prawdopodobnie ubrania też są w ten sposób podrasowywane (upiąć coś na manekinie to żaden problem).
Mam mętlik w głowie – sukienka, którą pokazała Adrianna na grupie “Zakupy z Chin” jest wykonana koszmarnie, nie zgadza się rozmiar. Z drugiej strony – moja kurtka i akcesoria do paznokci są bez zarzutu. Wychodzi na to, że sklepy z niższymi cenami bywają bardziej problematyczne i lepiej powstrzymać się od zakupu. Szkoda, że takie wnioski przychodzą dopiero po popełnieniu błędów. Potraktujecie to jako ostrzeżenie 🙁 Na Ali jednak sto razy łatwiej uzyskać full refund w takiej sytuacji, ponieważ sprzedawca nie dostanie pieniędzy od serwisu dopóki nie rozwiąże problemu na korzyść kupującego.
PS. buty też kupiłam (latem) w Chinach, ale w sklepie w którym dokonuję zakupów często (klik). Są bez zarzutu. Odnośnie mniej znanych sklepów – zalecam ostrożność. 
Na moim blogu ukazały się teksty :
to takie małe “koło fortuny”, gdzie losujemy zadanie dla siebie 🙂 Cieszę się, że przypadło większości do gustu, bo przygotowanie takiego prostego gifu to wbrew pozorom sporo pracy ;]
– 

Słowa, które psują relacje [lepiej przestać je wypowiadać] 

tekst z dość przewrotnym tytułem, ale bardzo dla mnie ważny. Zawsze znajdą się ludzie, którzy lepiej wiedzą jak masz żyć… czasami warto się zastanowić, czy sami nie jesteśmy takim wrzodem na tyłku dla innych.
Ostatni to luźny tekst, w którym pokazałam moje ulubione gadżety. Selekcja materiału  trwała pół roku ;-))

Moje ulubione gadżety [2]

Śledzicie może różne aferki w social media? Jestem zdegustowana tym, co wydarzyło się na profilu parówek. Zorganizowano konkurs rysunkowy dla dzieci – trzeba było narysować “Berlinki” na wakacjach. Konkurs na profilu dla fanów parówek wykorzystali wege-terroryści. Nazywając mordercami wszystkich, którzy myślą inaczej niż oni.
I jestem zażenowana. Mam wśród znajomych wielu wegetarian, a nawet wegan. To bardzo otwarci, fajni ludzie (inaczej nie byliby moimi znajomymi :)). Zaglądam nawet czasem na wegańskie blogi*, bo lubię poznawać nowe smaki. Z przyczyn zdrowotnych muszę jeść jednak mięso. Gdybym nie musiała… pewnie też bym jadła. Bo lubię.

(function(d, s, id) { var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0]; if (d.getElementById(id)) return; js = d.createElement(s); js.id = id; js.src = “//connect.facebook.net/pl_PL/sdk.js#xfbml=1&version=v2.3”; fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);}(document, ‘script’, ‘facebook-jssdk’));

Rzadko jem mięso, robię to głównie z powodów zdrowotnych. Cysteina w rosole (gotowanym na drobiu) działa na mnie dużo…
Posted by Aniamaluje on 5 luty 2016

Nie wchodzę do wegańskich knajp by powiedzieć weganom jak moim zdaniem wiele tracą nie jedząc mięsa. To jest światopogląd, rzecz własnej filozofii i nic mi do wyborów innych ludzi. Moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność innego człowieka. Dla mnie tak samo nie w porządku jest krytykowanie kulinarnych wyborów wegan przez mięsożerców, jak wege-terroryzm. Ten drugi przynosi odwrotny skutek. Wiem z czego powstaje mięso. Jest to mój wybór, że je jem. Nie zamierzam się z tego tłumaczyć. Przestańmy może atakować wybory innych ludzi, na świecie zrobi się milej. Bez zaglądania innym do łóżka, talerza i portfela. Żyj i daj żyć innym! 🙂.
*te blogi to np. Mortycja, która robi zestawienia różnych przepisów, co bardzo ułatwia mi pracę, Lady Chwila, która pokazuje fajne wegańskie foodbooki i znana wszystkim Jadłonomia, dzięki której czasami jem pasztet jaglany. Atakowanie przynosi odwrotny skutek (dosłownie zapragnęłam parówek, chociaż nie jadam takich rzeczy). Promowanie pozytywnych idei działa bardzo zachęcająco. Gdyby ktoś nie poczęstował mnie kiedyś hummusem, jadłabym przecież więcej mięsa ;-).

Pojawiła się też niespodziewana okazja by zobaczyć wystawę kotów. Nie da się ukryć – fanką Bydgoszczy nie jestem. Fanką galerii handlowych również. Więc zamiast do kina na Pitbull – Nowe porządki (który podobno był świetny) odbiłam kawałek dalej obejrzeć koty 😀 
Nie chcę za każdym razem linkować do wszystkich ubrań, tym bardziej jeśli mam wrażenie, że większość pojawiła się już na blogu wiele razy ;]. Wydaje mi się, że jedynie ta czerwona sukienka (klik) na blogu jest po raz pierwszy :). Jeśli coś pominęłam – dajcie znać!
W kwestii wystawy kotów… Well, well, well, jak mawiał dr Neo Cortex z mojej ulubionej gry dzieciństwa. Koty są fajne. Wystawy  już nie. Zestresowane zwierzęta i dzieciaki wtykające palce przez klatki, by je wkurzyć. Hell no.

Nie zrozumcie mnie źle – w końcu sama o wystawę zahaczyłam. Myślałam tylko, że to wygląda inaczej. Na wystawie były może ze dwa koty, które czuły się w takim miejscu jak ryby w wodzie.

Swoją drogą – co to za rasa, ktoś może wie?

Kiedyś byłam też na pokazie psów obronnych. Byłam wtedy w wieku przedszkolnym, a na wystawę nie mogliśmy z rodzicami trafić. Zapytaliśmy o drogę pierwszego napotkanego człowieka, który stwierdził że zrobiliśmy sobie spacer w przeciwnym kierunku i chętnie nas na wystawę podrzuci, bo sam się na nią wybiera. Jechał tam z psem, championem, wielokrotnie nagradzanym rottweilerem. Siedziałam w samochodzie koło tego psa, który dyszał mi na szyję i czułam, że to fantastyczna przygoda. Pies, medalista – to prawie jak moja bohaterka z dzieciństwa, Lassie, prawda?
Sam pokaz był ciekawy. Psy pokazywały różne sztuczki – łącznie z gryzieniem ubranego w jakieś pianki pozoranta. Do czasu, aż rozległ się huk – wystrzał z pistoletu, co miało być największym sprawdzianem dla psów. Zgadnijcie który zwiał z pokazu w krzaki.
Yep, dokładnie ten, którego godzinę wcześniej traktowałam jak dzielnego psiego bohatera 😀

Kto chciałby cofać się w czasie, jak Hermiona? 😀

Uwielbiam bawić się wisiorkami (niektórzy kręcą włosy na palcu, ja obracam wisiorkami :D) – mimo starań, nie udało mi się uchwycić tego jakie fajne to ustrojstwo jest. Time-turner, zmieniacz czasu,  jak z serii książek o czarodziejach. Lubię gdy dynda na mojej szyi 🙂 kupiony tutaj (klik).

Ponieważ (ku mojemu zdumieniu!) naprawdę są jeszcze ludzie, którzy myślą, że blogerki mają wszystko za darmo, oświadczam, że ten oto biustonosz (jak wszystko inne w tym tekście) kupiłam sama, za swoje.

Dlaczego go zamieszczam? Od zawsze narzekam, że posiadanie małego obwodu pod biustem to utrapienie – nawet specjalistyczne marki mają takie biustonosze tylko na zamówienie. Kupno czegoś z obwodem 60-65 to koszmar. Tak, byłam w ESOTIQ. Tak, byłam u braffiterki. Tak, wychodziłam niezadowolona za każdym razem.

 Ostatnio kupiłam w specjalistycznym sklepie biustonosz, który był dobry tylko zapięty na najciaśniejszą haftkę, co było bez sensu. W dodatku miał tę cholerną gąbkę w środku. Na co komu gąbki w stanikach? Myślałam, że misja – kupić zwykły, cielisty, podstawowy biustonosz, bez gąbek, kokardek i koronek, skazana jest na niepowodzenie.
Kupienie 60-tki stacjonarnie (z miseczką większą niż D) jest po prostu niemożliwe. Kupienie cielistego biustonosza pod sukienkę, bez gąbek – także. Ostatnio miałam szczęście i trochę przytyłam. W Zielonych Arkadach pojawił się sklep Dalia. Wpadłam, obejrzałam i bez problemu kupiłam co chciałam. Co prawda 65 (przytyłam) ale 60-tki też stacjonarnie były. Można? Można.
Od razu założyłam kartę stałego klienta. Kilka osób w komentarzach narzekało na to samo co ja, że bez sensu jest to całe stanikowe uświadamianie, skoro i tak trzeba brać za duży 65. Zatem polecam Dalię :). Do tej pory taki komfort dawały mi tylko biustonosze Curvy Kate, ale minusem był potwornie sztywny mostek. No i znalazłam ideał. Ten jedyny, znaleziony. Wreszcie! ❤ I to jak zawsze – wtedy, gdy straciłam już nadzieję.

A w tym zestawie czułam się ostatnio najfajniej :)).

Teraz klasycznie – linki tygodnia, czyli znaleziska z sieci:

Swoją drogą – jako przewlekle chora, ale nie zarażająca,  mam dość specyficzny kaszel (zwany pieszczotliwie “straszeniem diabła”, ze względu na jego hum – intensywność). Czasami muszę się porządnie wykaszleć. Moment w którym to robię w miejscu publicznym a spiker stacji radiowej opowiada o przypadkach świńskiej grypy w województwie – bezcenne 😀 
Dobrej nocy! 
Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Moje ulubione gadżety [2]
Pizza, ten jedyny ❤ i świńska grypa [tygodnik]