Wiele rzeczy w życiu myli! Na zdjęciu jestem szczęśliwa, serio. Było ciepło i miło, napoiłam i wygłaskałam pieska, zjadłam coś pysznego.
Często też krzyżuję ręce i nogi, ale nie jestem wtedy „zamknięta” albo „znudzona”, tylko wyrównuję sobie ciśnienie, bo mam niższe a tak czuję się lepiej 😉
I tak samo cudowne insta życie też jest mylące🤭. Ludzie pokazujący swoje sukcesy nie pokazują upadków i nieudanych działań (nie dziwię się, „propaganda sukcesu” bardzo dobrze sprzedaje!). Insta laski trudniące się prostytucją nie pokazują co muszą robić za te torebki,  buty i podróże.
Szczęśliwe mamy „wszystko jest kwestią organizacji” nie pokazują swojej frustracji gdy dziecko zwymiotuje na ostatnie czyste śpioszki.
Ja sama bardzo dbam o to co pokazuję, a czego nie. Nie chodzi o to, że nie jestem prawdziwa (bo jestem), po prostu moje życie to nie Big brother ;)
Wybieram się do Azji solo, więc nie będę wrzucać stories w czasie rzeczywistym. Nie chcę też siedzieć z nosem w telefonie, wolę sobie na godzinkę usiąść w hotelu i dorobić napisy do relacji. Trochę szukam zatem nowej formuły!
Dajcie znać czyje stories najbardziej lubicie, szukam świeżych inspiracji.
Moje aktualne top 3 to:
1. @szafasztywniary - nie potrzebuje 10 kafelków by powiedzieć „sto lat!”, merytorycznie, ze spokojem
2. @kasia_coztymseksem - Kasie śledzę jeszcze od czasów gdy nie opowiadała na insta o seksie i wiem, że bardzo potrzeba kogoś takiego w Polsce!
3. @evrdtrp - uwielbiam merytoryczne i fajne storiski z podróży❤️
Tych osób jest oczywiście dużo więcej, ale takie aktualne top3 stories w które klikam to właśnie te!
Dajcie znać kogo warto oglądać! Od razu mówię - nie lubię dram, ludzi o agresywnym tonie, filtrów „upiększających” ludzi i widoczki, i „smacznej kawusi”😁 Lubię ludzi konkretnych!
Kto wzbogaca Twoje chwile na insta?

#wakacje #podrozemaleiduze #lato #urlop #blogipodroznicze #blogpodrozniczy #travelpassion #relaks #motywacja #travelstagram #wspomnienia #grecja #korfu #kerkira #greece #girlswhotravel #polishtraveller #girlswhoexplore #collectmoments #mytravels #wearetravelgirls #traveljournal #girlslovetravel

Wiele rzeczy w życiu myli!...

Pytacie, czy nie boję się do Azji sama. Jasne, że się boję! Może nie w tym sensie, że jestem przerażona, ale czuję dreszcz niepokoju. Na bank się któregoś dni rozpłaczę, bo coś mi nie wyjdzie😉 na bank a chwilę później będę się z tego śmiała!
Już na starcie robię to źle, bo zamiast spakować się w plecak (potrafię!) jadę z walizką, bo chcę odwiedzić kilka osób i przywieźć im z Polski rzeczy, za którymi tęsknią i których im brak.
Ja w ogóle mam 2 stany (oba w 100% prawdziwe!). W jednym z nich z łatwością poznaję ludzi, jestem otwarta i znajduję nowe przygody, w drugim moje spojrzenie mówi „Idź stąd”. Czasami zadziwia mnie jak szybko potrafię się pomiędzy nimi przełączać! 
Myślę, że będzie fajnie, bardzo potrzebuję takiego czasu dla mnie! Już jaram się na myśl o tym, że będzie mi się w tym wilgotnym powietrzu doskonale oddychać. Na myśl o pysznym jedzonku i porządnych masażach!
Zrezygnowałam na ten moment z Myanmaru i prawdopobnie będzie to Pekin(na chwilę!)- Bangkok-Koh Chang- Bali i na koniec dwa tygodnie w Wietnamie. Zacznę z dołu, ruszę w górę. Znając mnie - zmienię pewnie plan z 10x ;) I spoko, na tym polega zabawa, nie biorę życia już tak bardzo serio, staram się bardziej z niego korzystać, mniej się spinać. Dlatego teraz wskakuję do wanny pełnej piany, zapalam świeczki i pora na totalny relaks🥰

Wyobraź sobie, że problemu w stylu brak urlopu/kasy/towarzystwa/z kim zostawić psa/ nie znam języka nie istnieją. Jest czarodziej, robi plum i ich nie ma🧙🏻‍♂️. Gdzie w tej sytuacji chcesz pojechać? Co robisz, gdy nic cię nie ogranicza?☺️ Daj znać!
#podróże #podróżemałeiduże #wakacje #lato #azja #travelphotography #travelgirl #girlswhotravel #solotravel #langkawi #malaysia #malezja

Pytacie, czy nie boję się...

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na szpilkach czy chłopak odpisze- wyłącz te cholerne powiadomienia! Za każdym razem jak słyszysz charakterystyczny dźwięk🔔, uwalnia się kortyzol a ty masz reakcję stresową. A potem i tak jesteś rozczarowana, że to 20% rabatu na sandały, a nie książę z tindera💁🏻‍♀️ PLUM-stres-PLUM-stres-PLUM-stres - zwariować można!
Plus może warto przemyśleć, czy to właściwa relacja? Nie fajniej dostawać niespodziewane wiadomości od których się rumienisz, niż czekać aż ktoś odpisze?
Oczywiście dotyczy to relacji nazwijmy to... romantycznych, nie takich bez zobowiązań!😉 Piszę o tym przy okazji zadania numer 16 w ramach wyzwania. Dopóki nie oddałam tej działki mojemu przyjacielowi i menadżerowi @troyann (takie 2w1 bywa wygodne!), cały czas byłam w trybie stand-by czekając na umowę, ustalenia, akcept, dalsze negocjacje. Piątkowy wieczór, daleka podróż - wieczny podryg na dźwięk powiadomienia, bo może to akurat to, na które czekam... Zawsze na jakieś czekałam!😏
Maciek przekonał mnie w Gruzji, bym się ich pozbyła. Na bieżąco migają mi tylko podczas korzystania z instagrama, co jest wygodne, szczególnie gdy odpowiadam na pytania do wyzwania. Ale uwolniłam się od maila! Lubię kontakt z Wami, ale z umiarem!
Prawie w ogóle nie odpowiadam już na messengerze, jeśli mam do kogoś coś pilnego - dzwonię lub piszę SMS. Wiem, że jeśli ktoś będzie miał coś pilnego do mnie - też wybierze taką formę!
I jasne, pierwszą rzeczą, którą kupię w Bangkoku będzie karta SIM i internet (ostatnio też tak było🙈), ale zrobię to by ogarnąć transport i nocleg, a nie by sprawdzić czy przez moją nieobecność w sieci świat czasem nie spłonął ;) Jeśli nie jesteś gotowa na krok o którym mówię, pomyśl o tych wszystkich razach, gdy czekałaś na kuriera z paczką i specjalnie nie wychodziłaś z domu, a on cię olał i zostawił paczkę w punkcie, albo napisał, że przyjedzie jutro🙄
Dziewczyno! Życie Ci przelatuje przez palce na tym czekaniu!
Napisałam to pod wpływem wiadomości z uczestniczką wyzwania, której smartfon przyrósł do ręki bo wiecznie czeka! ;) zdjęcie zrobiłam 3 lata temu po Azji, kojarzy mi się z wolnością!
#szczerze_pisząc #motywacja #wyzwanie #aniamaluje #powiadomienia #stres

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na...

Nie wiem jak szybki musiałby być aparat, aby uchwycić ten uśmiech na mojej twarzy😅 niestety mam domyślny bitch face, co nie znaczy, że odpowiada on temu co dzieje się u mnie w środku ;). Faktem jest jednak, że ludzie zawsze zauważają „ty się uśmiechasz” gdy się uśmiecham, bo jak ten uśmiech długo jest na mojej twarzy, to znaczy, że jest mi dobrze i błogo.
Ale dzisiaj to się śmieję cały dzień🤣 Nie dość, że wszystko mi fajnie wyszło, to jeszcze rozbawiły mnie do łez wasze wiadomości o tym, co dziwnego zrobiłyście podczas PMS🤪. Chodźcie na stories, jest fajnie! (Serio ten uśmiech jest rzadki, nie umiem się tak uśmiechnąć sztucznie, musi być totalnie autentyczny!)
#aniamaluje #szczerze_pisząc #zamioculcas #plantlady #crazyplantlady #pms #blogerka #uśmiech #radocha #frajda

Nie wiem jak szybki musiałby...

Ależ ja miałam od kilku dni podły humor! Niczym kiepski detektyw chwytałam się banalnych tropów, jak osłabienie i rozdrażnienie po chorobie, ciśnienie, pełnia księżyca, zły stan powietrza... Ten stan narastał od kilku dni, a ja miałam takie „wtf, o co ci chodzi dziewczyno?” Wszystko w życiu idzie jak trzeba, niektóre rzeczy nawet lepiej, skąd ten nastrój?
Zrzuciłam wszystko co mi leżało na wątrobie i co mnie gniotło w różnych sytuacjach, ale nie pomogło.
W życiu bym nie wpadła na to, że z opóźnieniem trzepnęła mnie książka i czytanie o szalenie skomplikowanej sytuacji w Myanmarze (Birmie).
Tak już czasami mam, że reaguję z opóźnieniem. 
Czasami zadziwia mnie z jaką lekkością jednego dnia przeżywam frustrację, bo w żaden sposób nie mogę spuścić napięcia, a drugiego mam wyborny humor, uśmiecham się szeroko i zaśmiewam z prymitywnych memów.
Tylko czemu zawsze to uwolnienie przychodzi wtedy, gdy pozwolę sobie na te brzydkie emocje i przestanę z nimi walczyć?
Pewnie z tego samego powodu, dla którego ludziom wychodzi podryw gdy odpuszczą, a nie desperacko próbują bardziej.
Ale mi teraz dobrze po pozbyciu się tego dziwnego ładunku! Uczucie jak zdjęcie niewygodnych butów po całym dniu! Albo jak dobiegnięcie do domu i zrobienie siusiu po godzinie wstrzymywania resztką woli🙃

Super ważna lekcja dla mnie: bardziej poddawać się falom, nie walczyć z nimi, bo się utopię!

#tajlandia #thailand #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #szczerze_pisząc

Ależ ja miałam od kilku...

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1 czy 2? I tak się zawsze kończy z nogami na ścianie🤣, ale taka mała refleksja, którą chcę się podzielić - jestem z siebie dumna! Kiedy bardziej chorowałam, wymyśliłam sobie, że muszę mieć w życiu coś, co da mi niezależność i pozwoli zarabiać nawet wtedy, gdy ja nie będę w stanie pracować. Aż do wczoraj nawalało mnie gardło, więc napakowałam czas spotkaniami towarzyskimi i nawet wciągnęłam serial, bo z pracką mimo chęci to jakoś nie szło. I super czuję się z tym, że:
- MOGŁAM.
Nie żyję bez poduszki finansowej, mogę powiedzieć sobie - Ania, teraz nie pracujesz, zluzuj
- nic nie robiąc* i tak zarabiałam. Moja wydana w 2013 książka, której w ogóle nie promuję bo mi się już nie podoba(!) jak co roku złapała się w styczniowe flow i dała mi hajs. 
I to jest super rzecz, za którą jestem bardzo wdzięczna, bo i tak pozwalam sobie na miesiąc w Azji (podczas którego nikt nie zwolni mnie z płacenia za mieszkanie itp), a tutaj niemiłe niespodzianki nie niszczą mojego komfortu.
Ogromnie mnie to cieszy, bo wiem, że wiele osób „nie może sobie pozwolić na L4” z grypą, bo niższa pensja oznacza kłopoty finansowe a normalnie jest na styk😪O ile w ogóle są ubezpieczonymi szczęśliwcami na etacie!
Cieszę się, że udało mi się od tego uchronić! *przesadziłam z tym „nic nie robiąc” bo believe me or not - pytania do wyzwania i wyzwanie sprawiają, że siedzę na IG 5h dziennie😰 ale robię to za darmo i od siebie, nigdy nie prosiłam o patronite itp, więc still - nie robię w styczniu nic zarobkowo.

Cholernie mnie to cieszy, że mam komfort życia bez strachu i chociaż nie zarabiam bardzo dużo, to mogę sobie pozwolić na luksus chorowania.
I przeraża mnie, że w 2020 chorowanie stało się luksusem. 
Strasznie! 
#aniamaluje #szczerze_pisząc #książka #czytam 
#parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1...

Czy nie możemy próbować być TROSZKĘ lepsi bez tej całej napinki?
Bez zawstydzania nastolatek na utrzymaniu rodziców, że nie mają każdej jednej rzeczy eko i zero waste i w ogóle instagramowa policja approved?
Bez wytykania komuś lotu na chrzciny kuzynki, bo ślad węglowy i straszne zło?
Komuś, kto zaczął przygodę z byciem wege, że robi za mało?
 Nie podoba mi się napinka wyzwalająca poczucie, że jeśli stać cię tylko na malutki kroczek, to jesteś ZŁY I NIEDOBRY. Nie jesteś!
Wrzucając  jakieś linki do swoich starych tekstów (powiedzmy do 2016) często zaznaczam: dzisiaj napisałabym to inaczej. Dlaczego? Bo jestem bardziej empatyczna i rozumiejąca, złagodniałam. Nie lubię rewolucji, wolę łagodną ewolucję i dojrzewanie do zmian. Dlatego chociaż sercem jestem np. za bardziej eko, tańszymi i zdrowszymi (może za rok ukażą się badania, że jednak nie!) kubeczkami menstruacyjnymi, to nie wyobrażam sobie zawstydzania kobiet, dla których ten krok to za dużo. Bo mogę edukować i wyjaśniać, ale jestem za wyborem. I rozumiem gdy jest inny niż mój!
Tak samo jak rozumiem, że ktoś kupi bikini za 50 zł, na aliexpress zamiast takiego samego za 150 w sieciówce, bo ma ogólnie po opłaceniu wszystkiego 400 zł w budżecie i o takim szytym w Polsce w duchu eko to może pomarzyć. 
Chciałabym abyśmy bardziej próbowali się rozumieć, a mniej oceniać i osądzać. Pokaz innym jak żyjesz, zainspiruj do czegoś fajnego, ale nie wywołuj poczucia, że jest gorszym człowiekiem. Po co?
Nie zawsze da się wybrać idealnie, warto pomyśleć, że inni dokonują najlepszych wyborów jakich potrafią.
#noshame #aniamaluje #szczerze_pisząc #piesek #dogsofinstagram #wakacje #lato #toniemojpies #niestety

Czy nie możemy próbować być...

Jakiś czas temu wróciłam do robienia sobie autoportretów. Kiedyś dawało mi to frajdę, potem uznałam za dziecinne i głupie. Dzisiaj uważam, że dziecinne to jest nazywanie rzeczy przynoszących frajdę dziecinnymi🙃

Gdyby nie samowyzwalacz i kilka serii, to pośród kilku całkiem niezamierzonych sexy póz, nie znalazłabym tej! Perełka🤣
Mama całe dzieciństwo mi mówiła: usiądź jak człowiek! 
Dzisiaj to samo mówi mi fizjoterapeuta. A moje nogi plączą się na przedziwne sposoby i na krześle i na tym legowisku, które zrobiłam sobie do czytania😅
Co jest ironiczne, bo mam szeroki parapet o którym zawsze marzyłam, że czytanie z kubkiem gorącej czekolady w oknie... kupiłam nawet piankę tapicerską na ten parapet by było miękko w tyłek i co? W ogóle na nim nie siadam! 
Fun fact: kiedyś potrafiłam założyć sobie nogi za głowę, ale raz nie mogłam się z tego potem rozplątać😅
Czy są tu jakieś osoby dzielące mój problem z nogami? Odezwijcie się, może moja mama zrozumie, że to nie jest moja złośliwość, że przy obiedzie zdarzyło mi się siedzieć po turecku🤦🏻‍♀️ #aniamaluje  #szczerze_pisząc #czytanie #książka #nogi #autoportret #interiordesign #zamioculcas #plants

Jakiś czas temu wróciłam do...

No i jak, miała być realizacja postanowień „od nowego roku” a jakoś kacyk i zmęczenie nie sprzyjają treningowi a ze zdrowym odżywianiem też ciężko?
Startuję z czymś banalnym, bo cóż może być bardziej oklepanego niż wyzwanie styczniowe?🤪Ale na zachętę powiem, że miało wystartować rok temu, ale uznałam, że jest niedopracowane. Dałam je dziesięciu osobom, które przesłały mi swoje uwagi, podzieliły się trudnościami i je ulepszyłam.
UWAGA! To nie jest jedno z tych pięknych wyzwań, gdzie zapisujesz swoje wyniki w ślicznym notesie brokatowymi cienkopisami. Tu trzeba trochę pozasuwać w realu, nie w marzeniach!
Nie chciałam, by było jak te wszystkie rzeczy z pinteresta albo filmiki z pięciominutowymi DIY, które oglądasz, mówisz pod nosem, że fajne (a może nawet zapisujesz w zakładkach!) ale nigdy nie realizujesz🤫
Ono jest po prostu skuteczne.
30 zadań, na które jest 45 dni.
Lżejsze i trudniejsze.
Codziennie na stories! 
Aha, oczywiście wystartowałam z wyzwaniem, ale nie wymyśliłam nazwy, więc przygarnę propozycje 
#wyzwanie #nowyrok #motywacja #aniamaluje #szczerze_pisząc #nogi #nylons #rajstopy #kropki #kropeczki #polkadot #zamioculcas

No i jak, miała być...

Nadchodzi fala podsumowań  od tych, którym wszystko się udało (i fajnie!👏🏻) a przyznam, że nie zrealizowałam żadnego kluczowego celu na 2019🤪
I nie jestem zła! Ani trochę!😲
Miałam jakieś założenia odnośnie tego, co bym chciała osiągnąć.
A potem poczułam, że sama kasa jest dla mnie za małą motywacja i mogę to zrobić, ale nie czuję z tego radochy. 
W 2019 dałam sobie plaska w twarz i zastanowiłam się , czego NAPRAWDĘ CHCĘ. Nie zawsze to były fajne myśli! ✅przestałam uciszać ten głos, który mówił czego pragnę, a który uciszałam, bo nie pasował mi do moich wyobrażeń o mnie samej.
Ale kiedy ich posłuchałam, to o jeju! Zaczęło mi być fajniej w życiu. ✅ Np. niedziele tylko dla mnie (dzisiaj to święto ruchome). Nie zdawałam sobie sprawy jak ja bardzo potrzebuję przestrzeni TYLKO dla siebie! ✅ Jestem asertywna bez poczucia winy i strachu przed tym, że ktoś uzna mnie za niemiłą (nie muszę być miła!)✅ Piszę bloga znowu dla przyjemności, bo choć Wasze propozycje tematów są super, to ja muszę czuć moment i dać myślom dojrzeć, nie jestem wyrobnikiem tworzącym na zawołanie. Nie chcę być!
✅ Przestałam patrzeć  na liczby i zastanowiłam się, czy w ogóle chcę być instagramerką i blogerką. Nie chcę. Chcę być Anią, która ma bloga i instagrama.

To był naprawdę dobry rok, chociaż nie postawię spektakularnych ptaszków na kartce z celami! Jak ja mogłam w ogóle mieć cele, nie wiedząc czego chcę?🙈
To był mój taki gap year, w którym przypadkiem zarobiłam najwiecej w życiu (i większość przehulałam!) ale niczego nie żałuję!

#aniamaluje #szczerze_pisząc #barcelona #parkguell #sukienka #podróże #podróżemałeiduże #catalunya #cele #podsumowanieroku #podsumowanie2019 #motywacja

Nadchodzi fala podsumowań od tych,...

Dlaczego nie chcę żyć w trybie: tak, tak, dalej, dalej

Steve Jobs podobno codziennie rano pytał się przed lustrem Czy jeśli dziś byłby ostatni dzień twojego życia, to byłbyś szczęśliwy robiąc to, co robisz teraz? Gdy kilka dni z rzędu odpowiedź brzmiała nie, wtedy wiedział, że musi coś zmienić. Więc zadałam sobie to pytanie i moja odpowiedź brzmiała… nie.

Ostatnio nie mam na nic czasu. Pojęcie work-life balance, czyli po naszemu równowaga między życiem a pracą to jakaś totalna abstrakcja. Mam wrażenie, że w styczniu cały czas pracuję i to w dodatku jak jakiś urzędnik wypełniający druczki. Nie żebym była jakaś nadgorliwa – gdy coś nie jest konieczne to olewam sprawę no ale nie wszystko da się olać.
Zdarza mi się  zimą (lub w listopadzie) coś, czego bardzo nie lubię. Studenci znają ten stan z sesji egzaminacyjnej, gdzie w krótkim czasie kumuluje się mnóstwo pracy. Nadmiar obowiązków to z kolei zmęczenie. Zmęczenie i brak czasu to chodzenie na skróty, np. zamiast pożywnego i pysznego rosołu robi się zupę z mrożonych warzyw, z groszkiem ptysiowym zamiast makaronu. Bo szybciej. Albo lepiej – pizzę. Na myśl o włączeniu blendera boli mnie głowa (bo hałas) a ja jestem niewyspana.
Robię wszystko na automacie, bez zastanowienia na co po co i dlaczego. Byle dalej, byle do przodu, ale bez jakiejkolwiek refleksji co tam z przodu jest i czy w ogóle chcę tam iść, czy idę bo jest tam udeptana ścieżka albo popycha mnie tłum zmierzający w tą samą stronę.
Gdy instaluję jakiś program na komputerze i ta instalacja jest potwornie długa, to gdzieś po trzecim komunikacie nie patrzę na co się zgadzam i klikam bez czytania tak, tak, dalej, dalej. I właśnie sobie uświadomiłam, że to samo zdarzyło mi się teraz z moim życiem, a ta instalacja i robienie wszystkiego bez refleksji skończy się wiosną. Bo w końcu patrząc przez okno powtarzam sobie pod nosem “byle do wiosny”.
Film zamieszczony przez użytkownika Moomin (@moominofficial) 11 Sty, 2016 o 10:14 PST

Nie do końca jest to moja zła wola (przy takiej pogodzie i wirujących wszędzie zarazkach czuję się zwyczajnie słabo), ale prawda jest taka, że mogłabym się bardziej postarać.
Bo stan kiedy pozwalam drobnostkom aby mnie wkurzały, nie jest zbyt fajny.
Dla przykładu – złapałam się na tym, że poniżej jakieś temperatury wisi mi jak wyglądam, bo mam ochotę założyć wielki golf, skarpetki frotte, rajstopy 300den i na to jakieś spodnie lub cokolwiek, opatulić się szalem, mocno nasunąć czapkę. Worki pod oczami mam gdzieś,  nakładam jedynie grubą warstwę kremu chroniącego od wiatru i pomadkę ochronną. Czuję się jak taki wielki bezbarwny muminek. Paznokci nie malowałam od dwóch tygodniu, na myśl o zapachu lakieru (nawet delikatnego) boli mnie w płucach i chce mi się kaszleć. Bez lakieru czuję się taka…niezadbana.
Ok, spróbuję coś z tym dniem zrobić. Otwieram rodzynki w czekoladzie – pyszne. Ale nie zjadłam całej paczki, więc resztę zamykam jakąś idiotyczną klamerką i mnie to wkurza. Nie wiem czemu, ale wkurza mnie małe opakowanie z wielką klamerką. Jakby nie było większych problemów na świecie, jakby ta głupia klamerka była ważna. Ale mnie wkurza.
Wkurza mnie chodnik, posypany czymś idiotycznym co zamieniło śnieg w taką szarą zbryloną wodę. W dodatku pod spodem jest lód i ta obleśna maź na wierzchu tworzy niebezpieczną kombinację. Nie jest bardzo zimno, ale nie da się założyć żadnych ładnych butów, bo to będzie ich ostatni spacer. Wybieram płaskie, krótkie kalosze. Potem po całym dniu bolą mnie pięty, bo jak wiecie – przy mojej budowie kolan za dużo ciężaru ląduje własnie na piętach.
Dalej – robię sobie obiad, więc chcę szybko związać włosy. Jak na złość – nie mam pod ręką żadnej gumki, więc nawijam je na taką szpilkę do włosów. Znaczy – długopis. Czuję się jeszcze bardziej jak jakaś zapuszczona kura domowa. Dzwoni telefon – szukam go w torebce i szukam, znajduję gumki do włosów (których wcześniej znaleźć nie mogłam), jakieś paragony, torbę na zakupy notes, długopis, ale gdzie ten cholerny telefon?! Znowu się denerwuję. Zrobiłabym sobie jakieś pyszne smoothie, ale o tej porze roku nie ma za bardzo sensownych owoców, bo urodziłam się akurat w kraju o beznadziejnym położeniu.
Mówię ok – spróbuję coś zmienić, nie mogę się tak wkurzać. Pracując odpalam sobie w tle youtube, może podszlifuję angielski. Trafia mi się filmik Mimi Ikonn, która opowiada o tym, że pracując w domu ubierała się w dresy czy inne super wygodne i super brzydkie rzeczy, to czuła się jakoś gorzej, aż wprowadziła w życie zasadę “always dress your best”. Myślę – ok, to może być to i szybko wyciągam pierwszą z brzegu sukienkę. Wkurzam się, że wisi mi w talii, a mniejszy rozmiar nie wchodził w grę, bo nie zmieszczę bioder i biustu. Potem jeszcze drukarka żąda aktualizacji oprogramowania (akurat wtedy, gdy chcę wydrukować coś na już!) i typowy “wkurw” i złoszczenie się nie wiadomo o co gotowe.
 Po wieczornym prysznicu robi mi się nieprzyjemnie na widok włosów w odpływie. Fuj, nie znoszę tego momentu, kiedy trzeba wyjąć je z sitka. Mimo, że to moje włosy, ale no – co tu dużo mówić – fuj!
Niby nic się nie stało – nikt nie umarł, nic mi jakoś specjalnie mocno nie dolega (poza osłabieniem i zmęczeniem) a że zima w Polsce jest kijowa to mogłam przewidzieć dawno temu.

STOP!
Przecież to ja pozwoliłam tym głupotom mnie irytować. Nie zrobiłam nic, aby pozmieniać to, co doprowadza mnie do takiego szału. A skoro nie podjęłam żadnego działania (oglądanie filmików “motywacyjnych” to nie działanie!) to nie mam prawa narzekać. We własnym życiu stałam się tym beznadziejnym obywatelem, który nie chodzi na wybory bo to i tak nic nie zmieni, a potem wkurza się że ktoś wprowadza ustawy nie po jego myśli.

Więc po pierwsze – na czas pracy w domu ubrałam się w coś, co poprawia mi humor. Jestem maniaczką kropek, bo są wesołe i wywołują u mnie uśmiech. Sukienkę kupiłam za całe 39 zł tutaj (klik). Gdyby drugą potrzebowała jakaś koleżanka, byłoby na nią -55%. Gdyby to było moje pierwsze zamówienie, miałabym -60%. Po raz pierwszy zobaczyłam ją u Marty z codzienniefit (klik). Niestety nie wyglądam w niej tak dobrze jak Marta, ale fakt że kupiła ją za 45 zł wyzwolił u mnie instynkt łowcy :)). I zakładając tą sukienkę mnie olśniło.
Chińczycy są w stanie rozwiązać 95% moich problemów “z dupy”.

Ale od początku.
Zastanowiłam się, co mogę zmienić. Krok pierwszy – nie robię ostatnio tego, co daje mi satysfakcję. Siedzę w umowach, papierkach, podpisach. Czy mogę coś z tym zrobić? Delegowanie tego obowiązku odpada, bo są to często dokumenty poufne, a ja staram się dochowywać tajemnic i mam na tym punkcie świra. Czy te papierki sprawiają mi radość? No niezbyt, ale są częścią fajnych rzeczy które robię, więc trzeba je znieść jak tę chwilę bólu u dentysty, bo efektem jest brak bólu potem. No ale nie chcę siedzieć w papierach cały czas… Rozmaitych wniosków też nikt za mnie nie napisze, ale wymyśliłam jak delegować chociaż część zadań – można wysyłać na pocztę kogoś innego, np. jakiegoś dzieciaka który sobie chętnie dorobi do kieszonkowego a i tak chodzi podobną drogą do szkoły (poczta jest w moim mieście w pobliżu gimnazjum). Problem solved.
Z firmą dla której raz na jakiś czas piszę różne teksty na strony, ulotki itp, umówiłam się na umowę o dzieło za kilka tekstów albo na dłuższy okres czasu (np. kompleksowa obsługa czegoś tam od stycznia do czerwca), by mieć mniej świstków do ogarniania. Dopinamy to.
Jest lepiej.

Myślę dalej, co bym chciała zmienić. Wiadomo, pogoda – jest jaka jest, tego nie odczaruję, ale mogę spróbować ją polubić. Przynajmniej spróbować! Pewnie, że wolałabym czuć się tak:

I w ładnym stroju (klik) opalać się w słońcu. Więc w przyszłym roku powinnam sobie przewidzieć na zimę jakieś krótkie wakacje w ciepłym miejscu i tak pewnie zrobię. W tym niestety mam już pełny kalendarz.
Ale przestudiowałam po kolei wszystko, co mnie denerwowało, te małe drobnostki wkurzające jak użądlenie komara. Niby nie boli, niby nic groźnego, ale ma się ochotę wybić ze złości wszystkie komary na świecie (skoro wasz Jehowa jest doskonały, to po co stworzył komary? rzuciłam kiedyś wyjątkowo upierdliwym Świadkom Jehowy by zbić ich z tropu :)). Nie jestem dumna z tej dziecinnej zagrywki :).

1. Strój – no tak, zimą bywa słabo, ale przecież sama wiem, że grube rajstopy i spódnica to cieplejsze rozwiązanie niż rajstopy+spodnie. A że butów szkoda, to tylko moja głupota, bo w końcu to buty są dla mnie czy ja jestem dla butów? No właśnie.
Bolące pięty po noszeniu kaloszy? Kupiłam przecież masażer. A są specjalne chłodzące skarpetki na pięty. Oczom nie wierzę, ale są:

Żelowe skarpetki na pięty (klik). Jeśli ich czyszczenie będzie tak proste jak myślę, to już wiem co mi się przyda.

W tym miejscu moje szczere gratulacje dla 85- letniej Chinki Tu Youyou która otrzymała właśnie Nobla z medycyny. Dawno temu ludzie szukali leku na malarię. To co wymyślono działało, ale potem się choroba uodporniła i ludzie umierali w męczarniach. Więc nie wdając się w wyjątkowo nieprzyjazne tło historyczne i polityczne, Chinka zamiast wymyślać koło na nowo, zaczęła wertować stare, ludowe przepisy (Chińczycy w odróżnieniu od chrześcijańskich europejczyków nie palili czarownic na stosie, tak samo jak “ksiąg zakazanych”). Wertując i sprawdzając natknęła się na starożytny (sic!) przepis. Wypróbowała recepturę, zbadała skuteczność i tym samym opracowała skuteczny lek. Nie wiem czy bardziej podziwiam odwagę pani Tu Youyou (która między innymi przetestowała ten lek sama na sobie) czy ogromną mądrość tradycyjnej medycyny chińskiej (w końcu smutne jest dla naszej “cywilizowanej” medycyny, że starożytni wymyślili skuteczny lek na malarię, a ci współcześni  nie dali rady).
No ale przecież medycyna tradycyjna to zło i zabobon, a sterydy z milionem skutków ubocznych są takie super.

Wracając do tematu, wypiłam zamiast smoothie wodę z imbirem, a na listę zakupów wrzuciłam sobie gotowe smoothie z tygodnia xxl (mango, jabłko, banan) i mrożone owoce  (leśne i maliny) (klik). Narzekanie na brak sensownych owoców okazało się irracjonalne.
Paznokcie? Ok, niepomalowanych nie lubię, ale wdychanie oparów mnie trochę przeraża. Właśnie dlatego paznokcie maluję głównie od wiosny do jesieni – na balkonie. Więc skoro dostałam kiedyś w prezencie lakier, top i bazę do hybryd, to może warto dokupić brakujący sprzęt i zacząć robić sobie te hybrydy, ograniczając problem do dwóch “malowań” w miesiącu?

Okazało się, że lampę-mostek można kupić już za ok. 20 zł (klik), a ostatnim brakującym składnikiem są waciki bezpyłowe, które bez problemu kupię po drodze na uczelnię.
Co jeszcze mnie wkurzało, a mogę to zmienić?
Otwarte opakowania. Przyprawy, które wietrzeją, niedojedzone rodzynki, landrynki, które chciałabym wrzucić do torebki, ale nie cierpię dźwięku obijania się cukierków o metalową puszkę i inne takie. Początkowo myślałam o przesypywaniu tych rzeczy do woreczków z klipsem, ale nawet ikea nie ma takich malutkich. Może woreczki strunowe? Aż natknęłam się na na miniaturowe urządzenie do zgrzewania folii na nowo. Za mniej niż dwa dolary (klik).
Co mnie jeszcze denerwowało? Bałagan w torebce. Wieczny. Tu jest prosto, bo organizer do torebki można kupić chyba nawet w drogeriach natura (kiedyś były), ale ja dorzuciłam sobie do koszyka w sklepie, do którego znalazłam kiedyś kupon zniżkowy:
Za dwa dolary. A nawet nieco mniej. (klik)
Na aktualizacje drukarki i innych programów, rozwiązania niestety nie znalazłam. Smuteczek. Milion razy kazałam mojemu windowsowi spadać na drzewo z tymi propozycjami aktualizacji do 8.1, ale to uparte nie słucha. Cóż, nie wszystko da się zrobić. Ale np. z sukienkami luźnymi w talii można.
O tak:
Sukienka z wiązaniem (klik)
Zasugeruję coś takiego krawcowej następnym razem, zamiast zaszewek, które wszystko psują. No i może zamiast narzekać, nauczyłabym się w końcu szyć i przerabiać ubrania sama? Z dwojga złego wolę zwężać sobie ubrania niż nie mieć talii i czuć się jak kartofel. 
Związywanie włosów na czubku głowy – ok, gumkę mogę zawsze nosić jak bransoletkę. No ale zawsze mnie potem boli skóra głowy, gdy za długo taki koczek noszę. Gumka się odgniata, więc opcja upięcia włosów za pomocą długopisu czy pałeczki jest najwygodniejsza. Trzyma mocno jak diabli, włosy nie są mocno ściśnięte,  a metoda pozwala utrzymać nawet długie włosy (gdy miałam, to przetestowałam). Mowa o tej metodzie:
Wygląda zbyt prosto by mogło działać, ale działa niesamowicie. Jest tylko jeden mały problem. Z długopisem albo ołówkiem we włosach wyglądam jak kretynka.
Do upinania górnych pasm spodobało mi się coś takiego (klik). Większy wybór ładnych drewnianych i metalowych szpikulców jest jednak na ali, i w wolnej chwili pobuszuję tam mocniej ;-).

Co do włosów w sitku, to rozwiązaniem miał być jantar i powrót do picia soku z pokrzywy, po który wybiorę się jutro. Na osłabienie i brak energii też powinien coś zdziałać. I wtedy przypadkiem, szukając ładnych foremek na muffinki, objawiło mi się to:(klik)

I wtedy zrozumiałam, że mądrość Chińczyków jest nieskończona.
Okazało się, że wszystkie moje problemy były totalnie niepotrzebne, bo można im łatwo zaradzić. No i to wkurzanie się o nic – przecież to ja decyduję, czy pozwalam drobnostkom doprowadzać mnie do szewskiej pasji, czy nie. Zatem wciąż nie mogąc doczekać się wiosny, spróbuję uśmiechnąć się do zimy.
Ach i jeszcze jedno – wszystkie te rzeczy spokojnie można kupić też na aliexpress – to żaden problem. Dostaję ostatnio dużo pytań o takie zakupy. Kiedyś zamieściłam krótką instrukcję “Jak kupować z Chin” i jeśli jest taka potrzeba – mogę zrobić aktualizację i opisać różnice między kupowaniem ze sklepów (romwe, shein, choies, sammydress, dresslink,bornprettystore, buyincoins), aplikacjami których zdecydowanie NIE polecam (np. wish) a aliexpress. Tylko dajcie znać czy chcecie, bo to sporo pracy :)).
Np. na sammydress płacimy za przesyłkę której cena jest zależna od wagi (stąd niższe niż na ali ceny), ale to i tak nie wychodzi wiele (poza butami czy torebkami).
W ich walentynkowej ofercie (klik), można upolować np. taką piękną sukienkę:
którą zamawiałam dla koleżanki (ma oceny na pięć gwiazdek). Ofertę walentynkową można znaleźć tutaj (klik). Tylko uprzedzam – przeglądając bajeczne sukienki nie zjeżdżajcie wzrokiem na sekcję męskich prezentów, bo są tam obleśne  męskie majtki. Główna różnica między sklepami a ali jest taka, że na ali jest wielu sprzedawców i mogą nie wysłać towaru (wtedy serwis bez problemu zwraca kwotę). Jest to jednak bezsensowne mrożenie pieniędzy. W sklepach nie ma takiego problemu, jednak bez kuponów ceny są często trochę wyższe (w zamian np. zobowiązują się zwrócić ewentualne opłaty celne).  Darmową przesyłkę ma np. bornprettystore (makijaż, zdobienie paznokci) i tam z moim kodem NPH10 jest dodatkowe 10% rabatu. Nierejestrowane przesyłki potrafią za to iść nawet dwa miesiące :).
Nie jest też prawdą, że dostaję ubrania i inne rzeczy w ramach barteru – wtedy musiałabym mieć banerki na blogu, a to mi się nie podoba. Owszem, dostaję wiele takich propozycji ale z nich nie korzystam (nie twierdzę, że korzystanie to coś złego).   Korzystam za to z modelu afiliacyjnego, czyli gdy ktoś kupi coś z mojego linka polecającego, otrzymuję z takiej transakcji jakiś procent 🙂 Zawarłam taką informację w regulaminie bloga, ale raz na jakiś czas warto przypomnieć. Zamiast pieniędzy wybrałam model gdzie dostaję punkty, które obniżają ceny produktów. Np. jeśli 10000 punktów to 10$ a chcę kupić sukienkę za 15, to dopłacam punktami i płacę za nią 5. Jeśli kupujecie coś w jakimkolwiek sklepie, sprawdźcie w stopce czy ma program afiliacyjny. Jeśli natomiast ktoś nie chce dać mi “zarobić”, wystarczy usunąć pliki cookies (ciasteczka) przed zakupem:).
Ja tymczasem zadałam sobie kilka ważnych pytań by otrząsnąć się z trybu “tak, tak, dalej, dalej” :). 

Bądź na bieżąco! 

  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Tydzień w papierach, szok u dentysty i dzieła sztuki bez glutenu [tygodnik]
Dlaczego nie chcę żyć w  trybie: tak, tak, dalej, dalej