Płynny czas, idealne buty i typowy weltschmerz [TYGODNIK]

Miałam ostatnio dość ciężki czas. Czułam się nieco przytłoczona wieloma sprawami, ale nie pozwoliłam temu nade mną zwyciężyć i już jest ok. Powoli wracam do świata bardziej żywych. Powoli, bo od piątku męczy mnie potworny katar, który skonsumował już 8 rolek różowego papieru. Czuję nieco wypompowana, ale to tylko fizycznie.

Tym razem udało mi się znaleźć kilka wartościowych linków w sieci.

Jednakże końcówka listopada upłynęła mi pod hasłem “zimno”. Nie wszyscy wiedzą, ale nieco inaczej odczuwam temperatury. Np. miałam w domu cieplutko, a czułam się jakbym miała kości z lodu. To taki rodzaj zimna, który czuję “od środka”, niezbyt fajne. Szukałam więc wszelkich możliwych sposobów by się dogrzać. Imbir, papryka – wiadoma sprawa, a od zewnątrz? Czapka, komin, gruby sweter, kozaki za kolano, rękawiczki – opatuliłam się jak na -20 😀
Marznącym tak jak ja, być może przydadzą się dwa moje drobne odkrycia:
– buty z platformą
Lepiej chronią przed zimnem, bo bardziej izolują stopę od zimna które ciągnie od chodnika. Padał deszcz i miałam ostatnio kalosze (i rajstopy+skarpety frotte) a czułam to zimno wyjątkowo dotkliwie. Ten sam zestaw ale z butami na platformie przy chłodniejszym dniu – stopy ocalone :). Zamiast platformy może być też po prostu gruba podeszwa, ale ja zdecydowanie preferuję porządny “traktorek” 😉
– Rajstopy, najgrubsze jak się da
To odkrycie dla mieszkających w Bydgoszczy, ale spontanicznie (szukając drewnianych klocków) zauważyłam w chińskim sklepie na gdańskiej rajstopy 310 den. Pomyślałam, że to jakaś ściema, ale za 15 zł można zaryzykować 😉
Polecam serdecznie, to najcieplejsze rajstopy jakie kiedykolwiek miałam. Wadą jest jeden rozmiar, ale dopasowują się do ciała. Podejrzewam, że powyżej 170 cm mogą być problematyczne – ja mam tyle wzrostu i są “na styk”.
Mimo to – polecam bardzo mocno, bo szukałam czegoś takiego kilka lat. Zwykłych, czarnych grubych rajstop, które nie wyglądają jak z wełny i nie robią z nóg kołków ;).
Na blogu było nieco bardziej ponuro niż zazwyczaj :)). Na szczęście czarne chmury już mnie opuściły. Wypisałam sobie lekcje wyniesione z moich ostatnich błędów i zamiast użalać się nad różnymi nieprzyjemnościami, wdrażam plan naprawczy.
Na blogu ukazały się teksty:

Modne krótkie fryzury 2015/2016

Monika dokonała selekcji i wybrała najlepsze 🙂

Jak walczyć z gniewem?

Trochę mnie ostatnio atakował, więc podzieliłam się sposobami jakie stosuję
Moja mała spowiedź, która była mi bardzo potrzebna i pomogła się trochę oczyścić 🙂 Dziękuję szczególnie za komentarze,które na nowo oświetliły mi wybrany wcześniej kierunek.
Jak tylko skończy się masa pracy na uczelni (o ile to możliwe :)), wezmę się za przejrzystą zakładkę dotyczącą kontaktu, gadżet do podrzucania propozycji tematów i inne podobne 🙂 Na razie dosłownie tonę w książkach… lub czasopismach. Jutro (mam nadzieję) ostatnie wielogodzinne posiedzenie w czytelni czasopism na jakiś czas.
Ah, zapomniałam – była tez instrukcja na prosty kalendarz adwentowy DIY (klik).
Co zainspirowało mnie w tym tygodniu?
Wyglądam jak sierotka Marysia po wypluciu własnych płuc,ale chciałam pokazać, że to nie spada z ramion. Mowa o czymś pomiędzy szalem a swetrem (klik). Wygodne i pozwala się zamotać. Nie cierpię wynalazku o nazwie “bolerko”, więc zazwyczaj można mnie spotkać jesienią z szalem narzuconym na ramiona. Przetestowałam powyższe szare “coś” świetnie sprawdza się w połączeniu z elegancką spódnicą. Wystarczy ładnie zamotać i gotowe. Tylko lepiej, że nie wystawały wam z pod spodu 2 pary termicznych koszulek, jak w moim przypadku ;-).
Przy okazji mam ważną uwagę techniczną – ostatnio napisała do mnie dziewczyna, która kupiła taki sam płaszcz jak pokazałam na zdjęciu. Pytała o moje wymiary i rozmiar, bo jej dziwnie leżał. Okazało się, że rozmiar miała ten sam, tylko kupiła go w innym sklepie. Ja nacięłam się w ten sposób tylko 3 razy, a kupuję ubrania głównie przez internet (nie cierpię zakupów). Raz kupiłam kurtkę, która inaczej wyglądała na zdjęciu – dostałam zwrot pieniędzy na bonie, bez odsyłania kurtki. Drugi raz kupiłam za krótką sukienkę, bo nie spojrzałam na wymiary :)), a za trzecim razem to była czerwona sukienka z haftem na przejrzystym przodzie i… była potworna 😀 Pokazałam też wtedy zdjęcie  (klik). Tu również otrzymałam zwrot i przeprosiny. Zmierzam tylko do tego, że czasami taka sama rzecz w jednym sklepie, nie jest taką samą w drugim, bo jedynie odszyto ją na obraz i podobieństwo 🙂 Zawsze warto czytać komentarze!  I przeklikać zdjęcia do końca – pierwsze działa jak miniaturka na allegro i niestety nie zawsze ma wiele wspólnego z “real photo”… idealny przykład zobaczycie tutaj (klik) – piękna matowa kurtka i… srebrny koszmar, to dość duża rozbieżność :).
Znalazłam przypadkiem buty, których poszukiwałam od…. zarania dziejów? 😀 Cieliste, matowe (!) szpilki nude, nie za wysokie, delikatne i wygodne. Zawsze było tak, że nie można było mieć wszystkiego jednocześnie, więc miałam lakierowane, które już solidnie “zjechałam” i czeka je odejście z tego świata. Gdy trafiałam na idealne, to były niewygodne, albo kiwały się już w sklepie, bo były totalnie źle wyważone. Przez specyficzne podbicie muszę szukać butów raczej wąskich. O ile kozaki czy botki nie są tak problematyczne, to czółenka musza być zawsze szczupłe. Już dawno straciłam nadzieję, tymczasem mając 10 minut do autobusu, wskoczyłam na moment do lumpesku na Curie-Skłodowskiej (koło Balatonu) i trafiłam ideał za… 15 zł w stanie nowym, z naklejkami.
Mam więc szczęśliwy tydzień, o trafiłam i buty i rajstopy, których poszukiwałam od lat.
Udało mi się też kupić paprykę wędzoną (dzięki za podpowiedzi). Sama zrobiłam chipsy z jarmużu i… nigdy więcej. Bleee 😀 Zdecydowanie wolę jarmuż miksować w zielonych smoothie.
Zaczęłam też od nowa buszować po sieci w poszukiwaniu kreatywnych i inspirujących reklam oraz opakowań. Urzekły mnie proste i pomysłowe butelki soków, a niespodziewanie otrzymałam prezent w postaci kosmetyków, które również mają bardzo minimalistyczny design (co w sumie oddaje ich skład, bez zbędnych dodatków) :
Jestem ciekawa jak się sprawdzą :).
Jeśli chodzi o inne odkrycia:
Gruby kot o imieniu Zarathustra (jak jeden z pierwszych monoteistycznych bogów :)), doklejony do znanych obrazów. Całość obejrzycie tutaj (klik). Ja jestem oczarowana 🙂
Classical Art Memes na facebooku  (klik) – czyli obrazy klasyczne z doklejonymi opisami. Popłakałam się ze śmiechu już kilka razy, coś niesamowitego 🙂
Asia ze Styledigger (klik) podesłała mi świetny i inspirujący link o tym, jak elegancko ignorować maile i stworzyć fajny autoresponder (klik). Genialna rzecz do odgapienia ;-).
Na koniec – niesamowicie grube sploty, które mnie całkowicie oczarowały (klik).
I metmorfoza (efekty odchudzania) na blogu Chwila dla podniebienia (klik). Może da komuś nadzieję?
Ja uciekam przeczytać kolejny raz tekst, bo jutro mam zajęcia ze studentami ;-).




Bądź na bieżąco! 

  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 


Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania
Previous
Jak zrobić prosty kalendarz adwentowy DIY?
Płynny czas, idealne buty i typowy weltschmerz [TYGODNIK]