Zdrowe podejście do pieniędzy…czyli jak nie żyć w nędzy

Tą krótką zapowiadajką chciałam napisać kilka słów o nowym cyklu tekstów na blogu. Czyli o pieniądzach, ale raczej dla młodych. Wiele komentarzy i maili dotyczy waszej burzliwej relacji z pieniędzmi, a raczej ich brakiem. To może warto coś z tym zrobić?

W trzeciej klasie liceum przedsiębiorczości uczyła nas pani, która była kiedyś dyrektorką tej szkoły. Za jej czasów księgowa zaczęła wyprowadzać pieniądze[1], doszła ponoć do 160 tysięcy. Nieźle!  Ta sama nauczycielka termin “spółdzielnia” wytłumaczyła słowami – Np. mleczarska. By po chwili zastanowienia dodać –  Lub mieszkaniowa.

Tak wyglądała moja edukacja formalna w związku z przedsiębiorczością. Ale żebym była sprawiedliwa – w gimnazjum przebrnęłam przez teoretyczną wiedzę o różnicach między spółką akcyjną czy komandytową. Ile osób z mojej gimnazjalnej klasy ma firmę? Nie wiem czy ktokolwiek!
Ja dokształcam się sama, nierzadko w praktyce. Ze zboczeniem godnym idioty, by wszystko robić legalnie, chociaż zawsze mieściłam się wtedy w kwocie wolnej od podatku :)). Póki wykonuję wciąż działalność osobistą dla różnych osób – siedzę na umowach o dzieło lub zlecenie i jest mi z tym bardzo wygodnie. Po prostu strzela mnie w każdej możliwej kości jak widzę niewspółmierne podatki do tego, co państwo nam w zamian oferuje.
Dzięki uprzejmości MikeHoskingBreakfast, prezentuję nieco prześmiewczą powtórkę z ekonomii 😉
To tak troszkę prześmiewczo, ale dobrze wiemy jak jest. Pomysłów było dużo, z realizacją bywało rożnie. Obecnie jesteśmy “szczęśliwi” jako demokracja… chociaż moim zdaniem wciąż panuje oligarchia – bo co to za kraj, gdzie przeciętny Polak żyje na kredyt, albo zacznie na kredyt żyć gdy nagle zachoruje albo zaboli go ząb i będzie musiał zostawić kilka stówek u dentysty? Co to za kraj, gdzie twoja babcia szybciej umrze niż doczeka się kolejki do kardiologa, chociaż całe życie płaciła sumiennie spore składki? 
Bez względu na opcję polityczną, jesteśmy potwornie dojeni :
Ustalmy więc – to nie jest dobry kraj na biznes i wolność finansową. Pracujący za najniższą stawkę godzinową Niemiec, w dwie godziny zarabia tyle, ile Polak z najniższą stawką nie zarobi przez cały dzień. Pięknie.
Myślę, że każdy zwolennik zasiłków i zapomóg zmieniłby zdanie, gdyby po prostu zarabiał godnie. Z godnego wynagrodzenia spokojnie można odłożyć poduszkę finansową amortyzującą w razie zwolnienia z pracy czy nagłej choroby. Zarabiając godnie, nie potrzebujesz zasiłku…
Ustalmy fakt : dla większości jest chu….. ups, miałam nie przeklinać – dla większości jest słabo. Nie zmienimy świata ani tego kraju na pstryk (tym bardziej, gdy ludzie nie chodzą na wybory!), ale słaba sytuacja nie jest usprawiedliwieniem dla bierności – Angelika żyjąca obiektywnie w bardzo słabej sytuacji, zmieniła ją na lepszą, o czym można przeczytać w jej historii (klik). Ja też nie urodziłam się w bogatej rodzinie, ba! nawet teraz nie jestem bogata. Mimo to uważam, że każdy może odmienić swój los. 
Wiele razy przekonałam się, że pieniądze dosłownie leżą na ulicy – chciałabym w tym cyklu podzielić się kilkoma sposobami. Ponieważ mój tekst o tym, jak dorabiałam w liceum (pozdrawiam wszystkich wtórnych analfabetów,którzy twierdzą że pisałam za innych prezentacje maturalne :*), dotyczył głównie internetu i trochę się dezaktualizował – chciałabym napisać o bardziej “stacjonarnych” metodach dorobienia sobie do kieszonkowego, złapania pierwszej pracy i tak dalej. Ponieważ czytam wiele książek, chciałabym też przytaczać historie osób doszły może nie od pucybuta do milionera, ale od zera do bohatera już tak :). To są takie fajne kopniaki, które dodają skrzydeł. 
Bo trochę przerażają mnie znajomi studenci, którzy podczas studiów nie robili nic, żyli za pieniądze rodziców i stypendium… a teraz płacz, że pracy nie ma i trzeba wracać do rodziców. Tego dało się uniknąć, serio 🙁 Nie chcę, byście dzielili ich los. Ja nie licząc tego, że nie dorobiłam się jeszcze własnego mieszkania – żyję obecnie całkiem wygodnie.  Może nie zmieniam modelu telefonu co rok (ani nawet co dwa lata), ale skorzystałam z wielu okazji, które pomogły mi systematycznie wskakiwać o kilka schodków wyżej. No i  reguły wydaję mniej niż zarabiam, nie mam długów, żyję z tego co robię, a robię to, co robić lubię. A nawet zawsze przekazuję 10% na cele charytatywne, dzięki czemu czuję się bogata.
Jeśli zamierzasz wykonywać jeden z następujących zawodów : 
  • zawód córeczka tatusia
  • zawód synek mamusi
  • zawód utrzymanka
Cóż, sprawiłeś mi zawód, ale te teksty Ci się po prostu nie przydadzą i ich nie czytaj. Pozostałych zapraszam na przyszłe tekst i w ramach suplementu, zachęcam do przeczytania starszego, o tytule :
Jeśli ciekawi was  jaki po co  przyglądałam się monetom i banknotom oraz szukałam dodatkowej pracy i… dlaczego uciekałam z wtorkowych lekcji by koczować pod budynkiem  NBP – zapraszam niebawem ;-)). 


[1] Tymczasem zmykam spać, bo napaliłam się na fajny kalendarz ❤ :

Ostatnio miałam pecha do takich rzeczy i zawsze najlepsze wzory znikały w ekspresowym tempie. Może jeszcze ktoś nie śpi i zdąży przytrzymać kciuka, by ten (klik) kalendarz stał się moim? 😀
Uściski, Ania!

Jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem albo zostawisz lajka!:)

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania
Previous
Spacer na szpilkach, wypieki i zachody słońca – tygodnik!
Zdrowe podejście do pieniędzy…czyli jak nie żyć w nędzy