Jaki kalendarz jest najlepszy? Obecny kalendarz i przegląd tych od 2008 roku :)

Hej! Nie spodziewałam się tylu pytań o mój nowy kalendarz 😀 W związku z licznymi prośbami pokażę wnętrze kalendarza z biedronki oraz tych, z których korzystałam kiedyś. A były to kalendarze z różnych półek cenowych, od tych z gazet po multiplaner czy filofax. Spróbuję też odpowiedzieć na pytanie, jaki kalendarz jest najlepszy dla studenta,ucznia, człowieka pracującego ;-). Gotowi?

Temat kalendarza przez blog przewijał się wiele razy. Korzystam z tego wynalazku od gimnazjum i przez ten czas zmieniały się moje oczekiwania wobec niego, oraz sposób w jaki go prowadzę. Lojalnie uprzedzam – mam paskudny charakter pisma i nie bez powodu na liście moich rzeczy “to do” jest nauka pisania jakimś ładniejszym fontem 😀 Obecenie w moim repertuarze są dwa – jak kura pazurem oraz “elementarz dwa” stosowany w pracy z dziećmi :).
Wypróbowałam wiele metod pracy z kalendarzem, testowałam też metodę “Bullet calendar” (Dzięki Asia!) oraz zachwycałam się pięknymi planerami z instagrama. Oglądałam filmiki typu “my filofax setup”, z których wylewały się kolorowe taśmy washi tape i piękne zakładki.
Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Kiara 👑 (@paperprincess) 23 Sie, 2015 o 9:05 PDT

Zwymiotowałam tęczą, a potem przestałam się czarować i zrozumiałam, że nie jestem tego typu dziewczyną. Ok, lubię ładne rzeczy, nawet przykładam się do swojego zeszytu inspiracji. Nie chce, by inspirowała mnie bylejakość – starannie wklejam zdjęcia i wycinki, staram się pisać równiutko, dodawać naklejki. Ale do kalendarza datę kolokwium zapisuję w dwóch sekundach przerwy między próbą nadążenia za poprzednim wywodem wykładowcy a podyktowaniem listy lektur i raczej nie mam czas wyszukiwać specjalnej eleganckiej naklejki i kolorowego mazaczka. Nie mówiąc o washi tape.

Mimo to, aż do wiosny miałam sprecyzowane określenia co do idealnego kalendarza/planera :

-a5 lu b5
– na spirali
– z kieszenią/kopertą na luźne kartki
– lekki
– z wymiennymi wkładami
– bez błyszczących kartek
– bez zbędnych stron
– z możliwością dopięcia własnych

I wiecie co? Bardzo się myliłam!

Oto moje stare kalendarze + obecny. Niektóre wyglądają strasznie, bo leżały w piwnicy 🙂

Najstarszy zachowany, rozdawany w szkole. W tamtym czasie zapiski były dość osobiste, więc uwieczniłam jedyne puste strony 😀

Korzystałam z niego bardzo często – zapisywałam sprawdziany, ale też daty urodzin i imienin znajomych, wyjścia, każdy deadline nowego artykułu, terminy prac zaliczeniowych do studium reportażu. Jej, jak to było dawno temu! Kalendarz zawierał masę teoretycznych informacji u Unii Europejskiej 😛
Poniżej koszmarek.

To był kalendarz kupiony z desperacji (jak wiele innych wcześniej lub później). Długo szukałam ideału, nie udawało się go znaleźć i kupowałam cokolwiek. Oto “poważny” kalendarz bodajże “Superdziewczyna”? Kosztował pewnie ok. 15 zł i okleiłam go… nie pamiętam czym – zachowały się kartki do których była przyklejona właściwa okładka 😀 Ten kalendarz zawierał masę zbędnych i głupawych stron oraz kolorów, ale korzystałam z niego codziennie.

Potem był jeszcze taki z innej gazety, ale chyba się nie zachował. Zdjęcie możecie zobaczyć tutaj (klik).
I nastała era multiplanera.

Propozycję testowania multiplanera dostałam gdzieś na początku prowadzenia tego bloga. Stare naiwne czasy -.-. Najpierw towarzyszył mi entuzjam i ekscytacja. Za współpracę nie wzięłam ani grosza, ale na końcu był link afiliacyjny – jeśli ktoś kupi taki planer pod wpływem mojego bloga, miałam dostać prowizję. I rzeczywiście, kilka osób się skusiło. Gdy chciałam wypłacić sobie pieniążki, dowiedziałam się, że program partnerski nie działał i jakieś bla bla bla, że mogę sobie w zamian zamiast pieniędzy wybrać nowy unikalny planer bla bla bla.
Byłam młoda i naiwna, nie skumałam, że ktoś mnie wydoił 😀 Ostatecznie dużą czarną wersję a4  eksploatowałam często. W tamtym czasie miałam torebkę przypominającą aktówkę, a na studiach notowałam w notatniku a4. Duży planer nie stanowił problemu. Jednak rewolucyjne zakładki u góry były niewygodne, a miejsca na zwykłe dni małe.
Nie chcąc się kłócić i mając ważniejsze sprawy na głowie, zamiast prowizji wzięłam kolejny planer, tym razem mniejszy.

Korzystałam z niego krótko i stwierdziłam, ze jest niewygodny, po czym przesiadłam się na jakiś mały kalendarzyk i google calendar, z którego nadal dziś korzystam 🙂
Był jeszcze filofax upolowany na allegro – niezbyt ładny model etui (taki na ipada, czerwony) i całkiem nowiutki, aktualny wkład. Tyle pisków na youtube, tyle zachwytów na insta…a mnie on rozczarował.

To są prawie jedyne moje zapiski w filofaxie. Serio. Śliski papier, dziwny rozmiar kartek i jakiś taki… nie mój. Zbyt dorosły czy co? 😀 
Na pewnym etapie stwierdziłam, że mam za dużo zajęć w kalendarzu i dla własnej higieny umysłowej przeniosę się do mniejszego. Znowu nie znalazłam idealnego i kupiłam w kiosku jakiś zwykły :). Dokleiłam do niego stronę z cytatem z queen, miałam doczyścić klejące miejsce po cenie…ale zapomniałam i nie zrobiłam tego już nigdy 😀
Obecnie : Naoglądałam się tych pięknych planerów na instagramie i miałam wyrzuty sumienia – ludzie są tacy zorganizowani! Tak pięknie prowadzą te kalendarze, a ja tak…brzydko. A potem zagłębiam się i widzę, że w tych pięknych instagramowych kalendarzach widnieją takie pozycje jak “kąpiel”, “modlitwa” i lista zakupów. Kurczę, czy ludzie nie pamiętają już o braniu kąpieli bez pisania o tym w kalendarzu?
Listy zakupów i notatki organizuję sobie w moim ukochanym google keep. Zajęcia z dziećmi w google calendar, którego arkusz udostępniałam rodzicom moich uczniów. Dzięki temu rozmowy były bardziej konkretne, bo było wiadomo kiedy mam czas na zajęcia terapeutyczne :). Raczej wiedziałam, że zazwyczaj te zajęcia odbywały się popołudniami :). Zatem w kalendarzu zawsze lądowały rzeczy związane ze studiami, plus wolontariat, wizyty u lekarza, dentysty, badania krwi  i tego typu rzeczy. Kąpieli nie muszę zapisywać, by o niej pamiętać 😀
W tym roku sama siebie zaskoczyłam i postanowiłam kontynuować studia (a jeszcze w styczniu chciałam je rzucić!). Zorientowałam się, że znowu potrzebuję kalendarza na rok szkolny/akademicki. Przy całodziennym załatwianiu spraw w najbliższym mi większym mieście (brr :D) przebiegłam szybko przez działy z kalendarzami w mijanych sklepach. Nic mnie nie zainteresowało, więc napaliłam się na ten z biedronkowej gazetki.
Kupiłam i nie żałuję 🙂
Każdy dzień ma swoją stronę (ok, weekendy bardziej upchane), ma gumkę, sztywną okładkę i fajny rozmiar. Na pierwszy rzut oka wydał mi się ciężki, ale zanim przesiadłam się na czytnik, i tak miałam w torebce zawsze jakąś książkę. Minusem jest kilka zbędnych stron (po co mi mapa?), a plusem ładny design, brak kredowego papieru i dużo miejsca. W zasadzie kalendarz jest idealnym wyważeniem między kalendarzem “dorosłym” a nieco “dziecinnym”.
Wszystkie parametry typu cena, format, rodzaj papieru itp. znajdziecie w gazetce tutaj (klik) lub bezpośrednio klikając na zdjęcie niżej :
Kupowałam dzisiaj rano, był spory wybór – w mojej stosunkowo małej biedronce stały 4 kartony tych kalendarzy, dostępny był każdy wzór. Podobał mi się też ten w paski, zygzaki i ludowe wzory :). Wszystkie mają takie same wnętrza 🙂
 Wyrosłam już z myślenia, że drogi kalendarz zorganizuje mi życie. Każdy ma inne potrzeby i oczekiwania wobec kalendarza , ale odpowiadając na pytanie tytułowe – najlepszy kalendarz to taki, z którego korzystasz 🙂

PS! Przypominam informację z tygodnika : Szablon pozwala mi też na zarządzanie treścią tak, by była opublikowana, ale widoczna jedynie dla subskrybentów. Osoby które zaglądają “na główną” nie będą miały do tych treści dostępu, bo chciałabym niektóre teksty zadedykować stałym bywalcom. Jeśli chcesz do nich dołączyć, puknij ikonkę “follow me on  bloglovin” która jest niżej :  (trwa to 2 sekundy)

Follow on Bloglovin

Z tym tekstem miałam dylemat – ponieważ jest on napisany na wyraźne prośby czytelników (nie wiedziałam, że aż tyle osób interesuje mój kalendarz!) chciałam puścić go poza oficjalnym kanałem i tylko dla stałych czytelników. Ale informacja o zmianie wisi tu zbyt krótko i pojawił się na głównej. Docelowo chciałabym na głównej mieć tylko “reprezentacyjne” treści ;-).

Uściski!

Ach, jutro dołożę wszelkich starań, aby ukazał się tekst o książkach, czytniku itp!. 🙂

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Podziel się

autor
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Kinga
Gość

Te kalendarze z biedronki są bardzo ładne. Sama zastanawiałam się nad kupnem, ale stwierdziłam, że jednak potrzebuję czegoś mniejszego i lżejszego, tym bardziej, że w kalendarzu zapisuję tylko daty kartkówek i sprawdzianów

Darios
Gość

Bardzo ciekawy wpis. 😉 A kalendarz z biedronki uwielbiam. W tym roku to już mój trzeci. Lekko zmieniony w porównaniu do poprzednich. 😉