Niezdara, fajtłapa, ciamajda, łamaga - łatwiej tak powiedzieć niż zastanowić się, dlaczego ktoś taki jest i jak mu pomóc, prawda?
👉🏻 duszą mnie golfy, wysokie stójki, szaliki - jest mi w nich fizycznie niedobrze
👉🏻 zdjęcie stanika to największa ulga na świecie - dopiero od roku przestałam się zmuszać do noszenia
👉🏻 nieustannie obijam się o futryny, drzwi, stoły i szafy
👉🏻 zdarza mi się spaść z krzesła. Tak po prostu
👉🏻 na samą myśl o karuzeli mam ochotę zwymiotować 👉🏻 nienawidzę gdy ktoś mnie dotyka bez pozwolenia
👉🏻 chodzę bez skarpet, bo nie rozumiem sensu skarpet. Skarpety są dla mnie jak obcierający but dla innych 👉🏻 to samo z biżuterią - nie noszę pętli na szyi, więc nie noszę pierścionków
👉🏻 mogę jeść pyszne ciasto albo wyśmienitego kotleta, ale jak natrafię na jakąś grudkę albo „żyłę” - mam fizycznie odruch wymiotny. Nie jestem księżniczką, moje ciało to odrzuca 👉🏻 mogę nie polubić człowieka tylko dlatego, że odbieram uścisk jego ręki jako nieprzyjemny. Istnieją dla mnie ludzie, których nazywam w swojej głowie „obślizgłymi”

Jeśli masz tak jak ja i czujesz się z tego powodu dziwnie - nie obniżaj poczucia swojej własnej wartości z tego powodu. Może tak jak ja - masz po prostu zaburzenia integracji sensorycznej. Twój mózg trochę inaczej odbiera bodźce. Ja mam nadwrażliwość dotykową, są osoby wybitnie nadwrażliwe na światło albo hałas. 
Za to lubią mnie wszystkie pieski i kotki, bo nigdy nie próbuję egoistycznie głaskać ich dla swojej przyjemności na siłę. 
Nie jest też prawdą, że nie lubię dotyku. Lubię. Po prostu nie każdy i nie od każdego.

Obejrzyjcie stories, a ja solidaryzuję się z każdym, któremu rodzice kupili w ramach niespodzianki bilet do wesołego miasteczka (skończyło wie wymiotowaniem), wciskali w golfy, skarpetki, zabraniali chodzić boso albo robili dramę, że ubierasz się dziwnie albo koszulka jest dawno do wyrzucenia.
Dla kogoś z nadwrażliwością dotykową to jak wycie przez megafon wprost do ucha kogoś, komu chce się spać.

Przypinam relacje o zaburzeniach integracji sensorycznej (SI) i polecam poczytać po angielsku pod hasłem „sensory procesing disorder” (SPD). #aniamaluje #szczerze_pisząc #spd #si #dziecko #kot #kotek

Niezdara, fajtłapa, ciamajda, łamaga -...

Na blogu 5 seriali które polecam. Okrutnie żałuję, że odpaliłam trzeci sezon #lacasadepapel 😭 Drugi sezon kończył kompletną historię a trzeci zostawił mnie z zaciekawieniem, co stanie się dalej. Efekt Zeigarnik, powód, dla którego zawsze czekam aż wyjdą wszystkie tomy książki by nie zaprzątać umysłu niedomkniętą sprawą... do dziś nie wybaczyłam Murakamiemu zakończenia roku 1Q84 i scenarzystom LOST nierozwiązanych zagadek :( ciekawi jakie seriale polecam? Sru na bloga 💥 #aniamaluje #seriale #nogi #sushi #pycha #netflix #serial #domzpapieru

Na blogu 5 seriali które...

Uczę się opierdalanka bez moralniaka. #Hamaczek to najlepsza rzecz ♥️
Pięknie, słonecznie, nie za gorąco. Czasami fajnie uciec na chwilę z Warszawy.
Przymierzam się do montażu hamaka w mieszkaniu. Ktoś ma? Jakieś wskazówki? Marzy mi się na jesienne wieczory. Albo czasami do spania.
Jak byłam dzieciaczkiem, to dziadek bujał mnie w hamaku całymi dniami. Uwielbiałam tak zasypiać, miedzy dwiema średnio okazałymi wiśniami. 
#szczerze_pisząc #piątek #piąteczek #weekend #relaks #hammock #hamak #lato #summervibes #sukienka #sierpień

Uczę się opierdalanka bez moralniaka....

Jak sobie pomyślę w jakim nastroju byłam ze 3 miesiące temu, to aż nie mogę uwierzyć. Dużo zmian!
💥Np.uczę się odpoczywać bez poczucia winy. Co prawda nie mam pojęcia jak ludzie połykają sezon serialu w jeden dzień, ale hello, ja jestem dziewczyną, która unikała seriali w ogóle,bo konsumują za dużo czasu. To jest dla mnie ogromny postęp! Obejrzenie 3 odcinków jednego dnia to dla mnie wciąż wydarzenie :)
💥Szanuję bardziej swój czas i przestrzeń. Wciąż w mojej naturze leży troszczenie się o innych, ale nie mam wyrzutów sumienia gdy komuś odmawiam przysługi. A jeśli ktoś próbuje we mnie je wywołać, to tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że nie muszę.
💥Przestałam nadmiernie przepraszać za bałagan, staram się trochę ogarnąć z wierzchu, ale jak ktoś do mnie wbija to raczej mnie zna i wie czego się spodziewać. Herbatę dostanie w czystym kubku, ale na podłodze zastanie plamę ze smoothie które blendowałam 5 dni temu. Bardziej lubię nie sprzątać niż mieć posprzątane. Kobieta na którą nigdy nie powiem „babcia” prasowała nawet majtki i skarpetki, więc  ten cały dom ułożony w kosteczkę kojarzy mi się okrutnie źle.
💥Wydaję pieniądze na swoje przyjemności. Np. roślinki. Wiem, że begonia nie jest mi niezbędna ani potrzebna, nie jest to książka ani nic ważnego, ale sprawia mi frajdę
💥częściej piekę ciasta, połowa nie wychodzi😅 ale lubię to robić 💥wyciszam ludzi piszących upierdliwe wiadomości w stylu „czym zastąpić pomidory w pomidorowej”, bo szkoda mi czasu.
💥prawie w ogóle nie jem sklepowych słodyczy i mięsa, ale jak mi się zachce to wsuwam bez wyrzutów sumienia. Ostatnio robiłam schabowe. Rzadko kiedy robię, bo nie lubię hałasować (mój eks sąsiad z rodzinnych stron to wielbiciel nieustannych remontów, #najgorzej) a ja nie chcę nawalać tłuczkiem, ale że za ścianą remont, to bez różnicy że postukam mocno. 💥 Nie wyrzucam sobie, że moje dwa ebooki wciąż w toku i więcej o nich myślę niż je piszę
Myślę, że więcej osób z późnego kapitalizmu i wychowanych w duchu „nudzisz się? Zaraz znajdę ci zajęcie” zmaga się z tym poczuciem, że trzeba być produktywnym aby być wartościowym. 
Nie trzeba
#szczerze_pisząc #aniamaluje #crazyplantlady #urbanjungle #zamioculcas #redlips

Jak sobie pomyślę w jakim...

W byciu dorosłą najfajniejsze jest robienie tych wszystkich rzeczy, których nie było wolno za dzieciaka. Kruszenie w łóżku, spanko w niedzielę do oporu (bez Ania wstawaj, bo jedziemy na zakupy/do kościoła/do babci). Chodzenie boso po domu. Jedzenie nachosów z dipem serowym w wannie, chociaż „w łazience się nie je”. W ogóle długie leżenie w wannie. Jedzenie czasami obiadu na śniadanie, a czasami niejedzenie obiadu wcale, bo się np. nie ma ochoty.

#Niedziela #śniadanie #breakfast #breakfastinbed 
#lavieparisienne #frenchfashion #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

W byciu dorosłą najfajniejsze jest...

Dzisiaj czuję się ładnie. Chociaż czyściłam buty na mokro i wciąż są mokre 🤣 to czuję się ładnie. I mam takie małe spostrzeżenie, że rzadko kiedy jesteśmy zadowoleni ze swoich ciał i narzekamy a to na nogi, a to na cycki, cerę, włosy, a zawsze jest ktoś, dla kogo to na co narzekamy jest w głowie w szufladce „goalz”. Ja całe życie narzekałam na nogi, koleżanka na swoje kręcone włosy. I obie się zawsze dziwiłyśmy na każde „ile ja bym dała za takie...”.
Co w sobie lubisz najbardziej?♥️
Wymień jedną rzecz, ale tym razem tylko odnośnie ciała🥰

#lavieparisienne #frenchfashion #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #party #małaczarna #littleblackdress #sukienka

Dzisiaj czuję się ładnie. Chociaż...

My latest #secondhand jewel💎
Na zdjęciu #sukienka - zdobycz z lumpeksu w Łodzi, a ja mam codzienne pytanie - nie kryję, na potrzeby filmu na youtube.
Mówienie do nauczyciela w liceum „profesorze”. Za, przeciw, anegdoty, opinie, luźne przemyślenia.
Scenariusz tego co jutro nagram już mam, ale może zapomniałam o jakimś aspekcie? Leave you thoughts!🤗
#thrifted #lumpeks 
#lavieparisienne #frenchfashion #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #piwonie #peonies #różowaśroda

My latest #secondhand jewel💎 Na...

Pamiętam jak moja koleżanka zbierała się na odwagę by zagadać do chłopaka, który zawsze jeździł tym samym autobusem co ona. Nigdy nie było dobrego momentu, zawsze było - jutro, następnym razem.
No i pewnego dnia przestał jeździć. Tak zupełnie, bez ostrzeżenia. Myślała, że może się rozchorował, albo odwołali mu zajęcia, ale minął tydzień, potem drugi a on nadal nie wsiadał  i tyle go widziała. Nie znała nawet imienia by go jakoś odszukać.
Nie zliczę ile rzeczy ja przegapiłam, bo „zrobię to jutro”. Od zebrania się by iść na pocztę i odebrać list polecony, przed upływem terminu, aż po gorsze rzeczy. 
Za każdym razem gdy organizuję jakiś konkurs, dostaję kilka zgłoszeń po terminie. Dlaczego? Bo też odkładacie wszystko na jutro, zamiast działać TU i TERAZ! 
A jak nie teraz, to kiedy?
Podoba mi się ta filozofia życiowa i dlatego wszędzie noszę ze sobą swojego małego Canona Zoemini S, który drukuje zdjęcia od razu. Teraz, już.
I właśnie teraz możecie wygrać jeden z dwóch takich ślicznych aparatów natychmiastowych, konkurs na profilu @CanonPolska trwa do końca lipca.
If not now, when?
Lub w polskiej wersji - jutro będzie...
Podpowiedź mam na sobie 🧥😜
#LiveAndCreate #ZachowajChwile #CanonZoemini 
___________________________________________________
#konkurs #blogerka #szpilki #rozwojosobisty  #cytaty  #inspiracje #cytatdnia #quote #quoteoftheday  #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #classicstyle #womenwithstyle #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily 
Post we współpracy z marką Canon

Pamiętam jak moja koleżanka zbierała...

Uwielbiam ludzi, ale czasami potrzebuję chwili zupełnie dla siebie. Kiedyś miałam z tym straszny problem, myślałam, że zawsze potrzebuję POWODU. Wiecie, czegoś takiego, co będzie godną wymówką gdy ktoś będzie chciał do mnie wpaść albo gdzieś mnie wyciągnąć. Miałam poczucie, że odmowa z niewystarczająco godnego powodu to coś niemiłego. Na szczęście mi przeszło. Wprowadzenie zasady, że #niedziela jest dniem dla mnie i o mnie  było jedną z fajniejszych rzeczy, na jakie kiedykolwiek wpadłam.
W moim życiu jest dużo różnych ludzi i to jest super, ale też trochę potrzebuję takiego dystansu i krótkiego odpoczynku od wszystkich. Takiego uczucia jak powrót z wyjazdu, gdy wchodzisz do mieszkania i nagle uświadamiasz sobie jak dobrze jest usiąść na własnym kibelku i jak dobrze jest spać we własnym łóżku. Bez tych wyjazdów jakoś to tak nie cieszy.
#crazyplantlady #szczerze_pisząc #wakacje #gwadelupa #karaiby #podróże #podróżemałeiduże #guadeloupe #asertywność #meday #sunday #sundayz #sundayfundays #collar #kolnierzyk #sukienka #roślinki #dżungla #aniamaluje

Uwielbiam ludzi, ale czasami potrzebuję...

Moje dzisiejsze zakupy z #halamirowska - 2x #mango🥭 po złotówce - 2 zł, 4 #banany 🍌2 zł, #szpinak 🥬 (pęczek?)- 1,40 zł, 2 x #papryka z koszyka 3 zł/kg  i #ogórek 🥒- razem 2,50 z. Razem 7,90 zł. Ale byłam wybredna. Marysia z @makemyplace potrafi za 10 zł kupić mnóstwo dobroci. Zasada? Na zupę nadadzą się bardzo dojrzałe pomidory, a jeśli awokado po złotówce będzie tak dojrzałe, że nada się tylko 3/4, to wciąż jest nieprzyzwoicie tanie awokado, które by się zmarnowało. Polak marnuje statystycznie 235 kg jedzenia rocznie😢
Jak można prosto ograniczyć marnowanie jedzenia?
👉🏻 planuj posiłki, zrób sobie raz w tyg. dzień gotowania z resztek. Zupa? Zapiekanka makaronowa, a może omlet? 👉🏻 kupuj tylko tyle ile zjesz, a jak nie dasz rady - podziel się z sąsiadką albo zanieś do jadłodzielni
👉🏻 korzystanie z jadłodzielni to żaden wstyd! Jeśli czegoś potrzebujesz - weź, to jedzenie normalnie by się zmarnowało
👉🏻kupuj samotne banany, bo ludzie wolą jak jest kiść i się marnują 🍌
👉🏻 z lekko suchego chleba wychodzą super zapiekanki albo grzanki, a suche bułki można wysuszyć na bułkę tartą
👉🏻 istnieją na fejsie grupy dot. freeganizmu (sama jestem na warszawskiej) gdzie ludzie ogłaszają, gdy mają do rozdania np. jedzenie z wesela. Warto korzystać w obie strony🤗
Gdy mówiłam o wolnostojących lodówkach w ramach jadłodzielni, kilka osób pisało, że w czasach studenckich bardzo by się to przydało, ale trochę wstyd...
Otóż jadłodzielnie są często wolnostojące, samoobsługowe i 24/7 👉🏻brać to żaden wstyd, wstyd to jedzenie marnować.
Jeśli jesteś studentem albo masz mało hajsu, polecam zakupy na Hali Mirowskiej (albo targu) przed zamknięciem można zgarnąć obtłuczone jabłka czy pomidory za darmola. Albo uśmiech.
Dzisiaj widziałam skrzynkę darmowych mocno dojrzałych bananów, w sam raz na chlebek bananowy.
Owoce na smoothie nie muszą być super jędrne, pieczone warzywa albo zupa też nie wymagają najświeższych.
🥰możecie pisać  w komentarzach swoje sposoby na to, by nie marnować jedzenia ;)
#kupujeniemarnuje #kupuję #warzywa #owoce #lesswaste #zerowastepolska #zerowaste #groceries #grocery #healthyfood #freeganism #veggies #omnomnom #pycha #jedzonko

Moje dzisiejsze zakupy z #halamirowska...

Jaki kalendarz jest najlepszy? Obecny kalendarz i przegląd tych od 2008 roku :)

Hej! Nie spodziewałam się tylu pytań o mój nowy kalendarz 😀 W związku z licznymi prośbami pokażę wnętrze kalendarza z biedronki oraz tych, z których korzystałam kiedyś. A były to kalendarze z różnych półek cenowych, od tych z gazet po multiplaner czy filofax. Spróbuję też odpowiedzieć na pytanie, jaki kalendarz jest najlepszy dla studenta,ucznia, człowieka pracującego ;-). Gotowi?

Temat kalendarza przez blog przewijał się wiele razy. Korzystam z tego wynalazku od gimnazjum i przez ten czas zmieniały się moje oczekiwania wobec niego, oraz sposób w jaki go prowadzę. Lojalnie uprzedzam – mam paskudny charakter pisma i nie bez powodu na liście moich rzeczy “to do” jest nauka pisania jakimś ładniejszym fontem 😀 Obecenie w moim repertuarze są dwa – jak kura pazurem oraz “elementarz dwa” stosowany w pracy z dziećmi :).
Wypróbowałam wiele metod pracy z kalendarzem, testowałam też metodę “Bullet calendar” (Dzięki Asia!) oraz zachwycałam się pięknymi planerami z instagrama. Oglądałam filmiki typu “my filofax setup”, z których wylewały się kolorowe taśmy washi tape i piękne zakładki.
Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Kiara 👑 (@paperprincess) 23 Sie, 2015 o 9:05 PDT

Zwymiotowałam tęczą, a potem przestałam się czarować i zrozumiałam, że nie jestem tego typu dziewczyną. Ok, lubię ładne rzeczy, nawet przykładam się do swojego zeszytu inspiracji. Nie chce, by inspirowała mnie bylejakość – starannie wklejam zdjęcia i wycinki, staram się pisać równiutko, dodawać naklejki. Ale do kalendarza datę kolokwium zapisuję w dwóch sekundach przerwy między próbą nadążenia za poprzednim wywodem wykładowcy a podyktowaniem listy lektur i raczej nie mam czas wyszukiwać specjalnej eleganckiej naklejki i kolorowego mazaczka. Nie mówiąc o washi tape.

Mimo to, aż do wiosny miałam sprecyzowane określenia co do idealnego kalendarza/planera :

-a5 lu b5
– na spirali
– z kieszenią/kopertą na luźne kartki
– lekki
– z wymiennymi wkładami
– bez błyszczących kartek
– bez zbędnych stron
– z możliwością dopięcia własnych

I wiecie co? Bardzo się myliłam!

Oto moje stare kalendarze + obecny. Niektóre wyglądają strasznie, bo leżały w piwnicy 🙂

Najstarszy zachowany, rozdawany w szkole. W tamtym czasie zapiski były dość osobiste, więc uwieczniłam jedyne puste strony 😀

Korzystałam z niego bardzo często – zapisywałam sprawdziany, ale też daty urodzin i imienin znajomych, wyjścia, każdy deadline nowego artykułu, terminy prac zaliczeniowych do studium reportażu. Jej, jak to było dawno temu! Kalendarz zawierał masę teoretycznych informacji u Unii Europejskiej 😛
Poniżej koszmarek.

To był kalendarz kupiony z desperacji (jak wiele innych wcześniej lub później). Długo szukałam ideału, nie udawało się go znaleźć i kupowałam cokolwiek. Oto “poważny” kalendarz bodajże “Superdziewczyna”? Kosztował pewnie ok. 15 zł i okleiłam go… nie pamiętam czym – zachowały się kartki do których była przyklejona właściwa okładka 😀 Ten kalendarz zawierał masę zbędnych i głupawych stron oraz kolorów, ale korzystałam z niego codziennie.

Potem był jeszcze taki z innej gazety, ale chyba się nie zachował. Zdjęcie możecie zobaczyć tutaj (klik).
I nastała era multiplanera.

Propozycję testowania multiplanera dostałam gdzieś na początku prowadzenia tego bloga. Stare naiwne czasy -.-. Najpierw towarzyszył mi entuzjam i ekscytacja. Za współpracę nie wzięłam ani grosza, ale na końcu był link afiliacyjny – jeśli ktoś kupi taki planer pod wpływem mojego bloga, miałam dostać prowizję. I rzeczywiście, kilka osób się skusiło. Gdy chciałam wypłacić sobie pieniążki, dowiedziałam się, że program partnerski nie działał i jakieś bla bla bla, że mogę sobie w zamian zamiast pieniędzy wybrać nowy unikalny planer bla bla bla.
Byłam młoda i naiwna, nie skumałam, że ktoś mnie wydoił 😀 Ostatecznie dużą czarną wersję a4  eksploatowałam często. W tamtym czasie miałam torebkę przypominającą aktówkę, a na studiach notowałam w notatniku a4. Duży planer nie stanowił problemu. Jednak rewolucyjne zakładki u góry były niewygodne, a miejsca na zwykłe dni małe.
Nie chcąc się kłócić i mając ważniejsze sprawy na głowie, zamiast prowizji wzięłam kolejny planer, tym razem mniejszy.

Korzystałam z niego krótko i stwierdziłam, ze jest niewygodny, po czym przesiadłam się na jakiś mały kalendarzyk i google calendar, z którego nadal dziś korzystam 🙂
Był jeszcze filofax upolowany na allegro – niezbyt ładny model etui (taki na ipada, czerwony) i całkiem nowiutki, aktualny wkład. Tyle pisków na youtube, tyle zachwytów na insta…a mnie on rozczarował.

To są prawie jedyne moje zapiski w filofaxie. Serio. Śliski papier, dziwny rozmiar kartek i jakiś taki… nie mój. Zbyt dorosły czy co? 😀 
Na pewnym etapie stwierdziłam, że mam za dużo zajęć w kalendarzu i dla własnej higieny umysłowej przeniosę się do mniejszego. Znowu nie znalazłam idealnego i kupiłam w kiosku jakiś zwykły :). Dokleiłam do niego stronę z cytatem z queen, miałam doczyścić klejące miejsce po cenie…ale zapomniałam i nie zrobiłam tego już nigdy 😀
Obecnie : Naoglądałam się tych pięknych planerów na instagramie i miałam wyrzuty sumienia – ludzie są tacy zorganizowani! Tak pięknie prowadzą te kalendarze, a ja tak…brzydko. A potem zagłębiam się i widzę, że w tych pięknych instagramowych kalendarzach widnieją takie pozycje jak “kąpiel”, “modlitwa” i lista zakupów. Kurczę, czy ludzie nie pamiętają już o braniu kąpieli bez pisania o tym w kalendarzu?
Listy zakupów i notatki organizuję sobie w moim ukochanym google keep. Zajęcia z dziećmi w google calendar, którego arkusz udostępniałam rodzicom moich uczniów. Dzięki temu rozmowy były bardziej konkretne, bo było wiadomo kiedy mam czas na zajęcia terapeutyczne :). Raczej wiedziałam, że zazwyczaj te zajęcia odbywały się popołudniami :). Zatem w kalendarzu zawsze lądowały rzeczy związane ze studiami, plus wolontariat, wizyty u lekarza, dentysty, badania krwi  i tego typu rzeczy. Kąpieli nie muszę zapisywać, by o niej pamiętać 😀
W tym roku sama siebie zaskoczyłam i postanowiłam kontynuować studia (a jeszcze w styczniu chciałam je rzucić!). Zorientowałam się, że znowu potrzebuję kalendarza na rok szkolny/akademicki. Przy całodziennym załatwianiu spraw w najbliższym mi większym mieście (brr :D) przebiegłam szybko przez działy z kalendarzami w mijanych sklepach. Nic mnie nie zainteresowało, więc napaliłam się na ten z biedronkowej gazetki.
Kupiłam i nie żałuję 🙂
Każdy dzień ma swoją stronę (ok, weekendy bardziej upchane), ma gumkę, sztywną okładkę i fajny rozmiar. Na pierwszy rzut oka wydał mi się ciężki, ale zanim przesiadłam się na czytnik, i tak miałam w torebce zawsze jakąś książkę. Minusem jest kilka zbędnych stron (po co mi mapa?), a plusem ładny design, brak kredowego papieru i dużo miejsca. W zasadzie kalendarz jest idealnym wyważeniem między kalendarzem “dorosłym” a nieco “dziecinnym”.
Wszystkie parametry typu cena, format, rodzaj papieru itp. znajdziecie w gazetce tutaj (klik) lub bezpośrednio klikając na zdjęcie niżej :
Kupowałam dzisiaj rano, był spory wybór – w mojej stosunkowo małej biedronce stały 4 kartony tych kalendarzy, dostępny był każdy wzór. Podobał mi się też ten w paski, zygzaki i ludowe wzory :). Wszystkie mają takie same wnętrza 🙂
 Wyrosłam już z myślenia, że drogi kalendarz zorganizuje mi życie. Każdy ma inne potrzeby i oczekiwania wobec kalendarza , ale odpowiadając na pytanie tytułowe – najlepszy kalendarz to taki, z którego korzystasz 🙂

PS! Przypominam informację z tygodnika : Szablon pozwala mi też na zarządzanie treścią tak, by była opublikowana, ale widoczna jedynie dla subskrybentów. Osoby które zaglądają “na główną” nie będą miały do tych treści dostępu, bo chciałabym niektóre teksty zadedykować stałym bywalcom. Jeśli chcesz do nich dołączyć, puknij ikonkę “follow me on  bloglovin” która jest niżej :  (trwa to 2 sekundy)

Follow on Bloglovin

Z tym tekstem miałam dylemat – ponieważ jest on napisany na wyraźne prośby czytelników (nie wiedziałam, że aż tyle osób interesuje mój kalendarz!) chciałam puścić go poza oficjalnym kanałem i tylko dla stałych czytelników. Ale informacja o zmianie wisi tu zbyt krótko i pojawił się na głównej. Docelowo chciałabym na głównej mieć tylko “reprezentacyjne” treści ;-).

Uściski!

Ach, jutro dołożę wszelkich starań, aby ukazał się tekst o książkach, czytniku itp!. 🙂

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

2
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Kinga
Gość

Te kalendarze z biedronki są bardzo ładne. Sama zastanawiałam się nad kupnem, ale stwierdziłam, że jednak potrzebuję czegoś mniejszego i lżejszego, tym bardziej, że w kalendarzu zapisuję tylko daty kartkówek i sprawdzianów

Darios
Gość

Bardzo ciekawy wpis. 😉 A kalendarz z biedronki uwielbiam. W tym roku to już mój trzeci. Lekko zmieniony w porównaniu do poprzednich. 😉

Previous
Zdrowe podejście do pieniędzy…czyli jak nie żyć w nędzy
Jaki kalendarz jest najlepszy? Obecny kalendarz i przegląd tych od 2008 roku :)