Nie wiem jak szybki musiałby być aparat, aby uchwycić ten uśmiech na mojej twarzy😅 niestety mam domyślny bitch face, co nie znaczy, że odpowiada on temu co dzieje się u mnie w środku ;). Faktem jest jednak, że ludzie zawsze zauważają „ty się uśmiechasz” gdy się uśmiecham, bo jak ten uśmiech długo jest na mojej twarzy, to znaczy, że jest mi dobrze i błogo.
Ale dzisiaj to się śmieję cały dzień🤣 Nie dość, że wszystko mi fajnie wyszło, to jeszcze rozbawiły mnie do łez wasze wiadomości o tym, co dziwnego zrobiłyście podczas PMS🤪. Chodźcie na stories, jest fajnie! (Serio ten uśmiech jest rzadki, nie umiem się tak uśmiechnąć sztucznie, musi być totalnie autentyczny!)
#aniamaluje #szczerze_pisząc #zamioculcas #plantlady #crazyplantlady #pms #blogerka #uśmiech #radocha #frajda

Nie wiem jak szybki musiałby...

Ależ ja miałam od kilku dni podły humor! Niczym kiepski detektyw chwytałam się banalnych tropów, jak osłabienie i rozdrażnienie po chorobie, ciśnienie, pełnia księżyca, zły stan powietrza... Ten stan narastał od kilku dni, a ja miałam takie „wtf, o co ci chodzi dziewczyno?” Wszystko w życiu idzie jak trzeba, niektóre rzeczy nawet lepiej, skąd ten nastrój?
Zrzuciłam wszystko co mi leżało na wątrobie i co mnie gniotło w różnych sytuacjach, ale nie pomogło.
W życiu bym nie wpadła na to, że z opóźnieniem trzepnęła mnie książka i czytanie o szalenie skomplikowanej sytuacji w Myanmarze (Birmie).
Tak już czasami mam, że reaguję z opóźnieniem. 
Czasami zadziwia mnie z jaką lekkością jednego dnia przeżywam frustrację, bo w żaden sposób nie mogę spuścić napięcia, a drugiego mam wyborny humor, uśmiecham się szeroko i zaśmiewam z prymitywnych memów.
Tylko czemu zawsze to uwolnienie przychodzi wtedy, gdy pozwolę sobie na te brzydkie emocje i przestanę z nimi walczyć?
Pewnie z tego samego powodu, dla którego ludziom wychodzi podryw gdy odpuszczą, a nie desperacko próbują bardziej.
Ale mi teraz dobrze po pozbyciu się tego dziwnego ładunku! Uczucie jak zdjęcie niewygodnych butów po całym dniu! Albo jak dobiegnięcie do domu i zrobienie siusiu po godzinie wstrzymywania resztką woli🙃

Super ważna lekcja dla mnie: bardziej poddawać się falom, nie walczyć z nimi, bo się utopię!

#tajlandia #thailand #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #szczerze_pisząc

Ależ ja miałam od kilku...

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1 czy 2? I tak się zawsze kończy z nogami na ścianie🤣, ale taka mała refleksja, którą chcę się podzielić - jestem z siebie dumna! Kiedy bardziej chorowałam, wymyśliłam sobie, że muszę mieć w życiu coś, co da mi niezależność i pozwoli zarabiać nawet wtedy, gdy ja nie będę w stanie pracować. Aż do wczoraj nawalało mnie gardło, więc napakowałam czas spotkaniami towarzyskimi i nawet wciągnęłam serial, bo z pracką mimo chęci to jakoś nie szło. I super czuję się z tym, że:
- MOGŁAM.
Nie żyję bez poduszki finansowej, mogę powiedzieć sobie - Ania, teraz nie pracujesz, zluzuj
- nic nie robiąc* i tak zarabiałam. Moja wydana w 2013 książka, której w ogóle nie promuję bo mi się już nie podoba(!) jak co roku złapała się w styczniowe flow i dała mi hajs. 
I to jest super rzecz, za którą jestem bardzo wdzięczna, bo i tak pozwalam sobie na miesiąc w Azji (podczas którego nikt nie zwolni mnie z płacenia za mieszkanie itp), a tutaj niemiłe niespodzianki nie niszczą mojego komfortu.
Ogromnie mnie to cieszy, bo wiem, że wiele osób „nie może sobie pozwolić na L4” z grypą, bo niższa pensja oznacza kłopoty finansowe a normalnie jest na styk😪O ile w ogóle są ubezpieczonymi szczęśliwcami na etacie!
Cieszę się, że udało mi się od tego uchronić! *przesadziłam z tym „nic nie robiąc” bo believe me or not - pytania do wyzwania i wyzwanie sprawiają, że siedzę na IG 5h dziennie😰 ale robię to za darmo i od siebie, nigdy nie prosiłam o patronite itp, więc still - nie robię w styczniu nic zarobkowo.

Cholernie mnie to cieszy, że mam komfort życia bez strachu i chociaż nie zarabiam bardzo dużo, to mogę sobie pozwolić na luksus chorowania.
I przeraża mnie, że w 2020 chorowanie stało się luksusem. 
Strasznie! 
#aniamaluje #szczerze_pisząc #książka #czytam 
#parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1...

Czy nie możemy próbować być TROSZKĘ lepsi bez tej całej napinki?
Bez zawstydzania nastolatek na utrzymaniu rodziców, że nie mają każdej jednej rzeczy eko i zero waste i w ogóle instagramowa policja approved?
Bez wytykania komuś lotu na chrzciny kuzynki, bo ślad węglowy i straszne zło?
Komuś, kto zaczął przygodę z byciem wege, że robi za mało?
 Nie podoba mi się napinka wyzwalająca poczucie, że jeśli stać cię tylko na malutki kroczek, to jesteś ZŁY I NIEDOBRY. Nie jesteś!
Wrzucając  jakieś linki do swoich starych tekstów (powiedzmy do 2016) często zaznaczam: dzisiaj napisałabym to inaczej. Dlaczego? Bo jestem bardziej empatyczna i rozumiejąca, złagodniałam. Nie lubię rewolucji, wolę łagodną ewolucję i dojrzewanie do zmian. Dlatego chociaż sercem jestem np. za bardziej eko, tańszymi i zdrowszymi (może za rok ukażą się badania, że jednak nie!) kubeczkami menstruacyjnymi, to nie wyobrażam sobie zawstydzania kobiet, dla których ten krok to za dużo. Bo mogę edukować i wyjaśniać, ale jestem za wyborem. I rozumiem gdy jest inny niż mój!
Tak samo jak rozumiem, że ktoś kupi bikini za 50 zł, na aliexpress zamiast takiego samego za 150 w sieciówce, bo ma ogólnie po opłaceniu wszystkiego 400 zł w budżecie i o takim szytym w Polsce w duchu eko to może pomarzyć. 
Chciałabym abyśmy bardziej próbowali się rozumieć, a mniej oceniać i osądzać. Pokaz innym jak żyjesz, zainspiruj do czegoś fajnego, ale nie wywołuj poczucia, że jest gorszym człowiekiem. Po co?
Nie zawsze da się wybrać idealnie, warto pomyśleć, że inni dokonują najlepszych wyborów jakich potrafią.
#noshame #aniamaluje #szczerze_pisząc #piesek #dogsofinstagram #wakacje #lato #toniemojpies #niestety

Czy nie możemy próbować być...

Jakiś czas temu wróciłam do robienia sobie autoportretów. Kiedyś dawało mi to frajdę, potem uznałam za dziecinne i głupie. Dzisiaj uważam, że dziecinne to jest nazywanie rzeczy przynoszących frajdę dziecinnymi🙃

Gdyby nie samowyzwalacz i kilka serii, to pośród kilku całkiem niezamierzonych sexy póz, nie znalazłabym tej! Perełka🤣
Mama całe dzieciństwo mi mówiła: usiądź jak człowiek! 
Dzisiaj to samo mówi mi fizjoterapeuta. A moje nogi plączą się na przedziwne sposoby i na krześle i na tym legowisku, które zrobiłam sobie do czytania😅
Co jest ironiczne, bo mam szeroki parapet o którym zawsze marzyłam, że czytanie z kubkiem gorącej czekolady w oknie... kupiłam nawet piankę tapicerską na ten parapet by było miękko w tyłek i co? W ogóle na nim nie siadam! 
Fun fact: kiedyś potrafiłam założyć sobie nogi za głowę, ale raz nie mogłam się z tego potem rozplątać😅
Czy są tu jakieś osoby dzielące mój problem z nogami? Odezwijcie się, może moja mama zrozumie, że to nie jest moja złośliwość, że przy obiedzie zdarzyło mi się siedzieć po turecku🤦🏻‍♀️ #aniamaluje  #szczerze_pisząc #czytanie #książka #nogi #autoportret #interiordesign #zamioculcas #plants

Jakiś czas temu wróciłam do...

No i jak, miała być realizacja postanowień „od nowego roku” a jakoś kacyk i zmęczenie nie sprzyjają treningowi a ze zdrowym odżywianiem też ciężko?
Startuję z czymś banalnym, bo cóż może być bardziej oklepanego niż wyzwanie styczniowe?🤪Ale na zachętę powiem, że miało wystartować rok temu, ale uznałam, że jest niedopracowane. Dałam je dziesięciu osobom, które przesłały mi swoje uwagi, podzieliły się trudnościami i je ulepszyłam.
UWAGA! To nie jest jedno z tych pięknych wyzwań, gdzie zapisujesz swoje wyniki w ślicznym notesie brokatowymi cienkopisami. Tu trzeba trochę pozasuwać w realu, nie w marzeniach!
Nie chciałam, by było jak te wszystkie rzeczy z pinteresta albo filmiki z pięciominutowymi DIY, które oglądasz, mówisz pod nosem, że fajne (a może nawet zapisujesz w zakładkach!) ale nigdy nie realizujesz🤫
Ono jest po prostu skuteczne.
30 zadań, na które jest 45 dni.
Lżejsze i trudniejsze.
Codziennie na stories! 
Aha, oczywiście wystartowałam z wyzwaniem, ale nie wymyśliłam nazwy, więc przygarnę propozycje 
#wyzwanie #nowyrok #motywacja #aniamaluje #szczerze_pisząc #nogi #nylons #rajstopy #kropki #kropeczki #polkadot #zamioculcas

No i jak, miała być...

Nadchodzi fala podsumowań  od tych, którym wszystko się udało (i fajnie!👏🏻) a przyznam, że nie zrealizowałam żadnego kluczowego celu na 2019🤪
I nie jestem zła! Ani trochę!😲
Miałam jakieś założenia odnośnie tego, co bym chciała osiągnąć.
A potem poczułam, że sama kasa jest dla mnie za małą motywacja i mogę to zrobić, ale nie czuję z tego radochy. 
W 2019 dałam sobie plaska w twarz i zastanowiłam się , czego NAPRAWDĘ CHCĘ. Nie zawsze to były fajne myśli! ✅przestałam uciszać ten głos, który mówił czego pragnę, a który uciszałam, bo nie pasował mi do moich wyobrażeń o mnie samej.
Ale kiedy ich posłuchałam, to o jeju! Zaczęło mi być fajniej w życiu. ✅ Np. niedziele tylko dla mnie (dzisiaj to święto ruchome). Nie zdawałam sobie sprawy jak ja bardzo potrzebuję przestrzeni TYLKO dla siebie! ✅ Jestem asertywna bez poczucia winy i strachu przed tym, że ktoś uzna mnie za niemiłą (nie muszę być miła!)✅ Piszę bloga znowu dla przyjemności, bo choć Wasze propozycje tematów są super, to ja muszę czuć moment i dać myślom dojrzeć, nie jestem wyrobnikiem tworzącym na zawołanie. Nie chcę być!
✅ Przestałam patrzeć  na liczby i zastanowiłam się, czy w ogóle chcę być instagramerką i blogerką. Nie chcę. Chcę być Anią, która ma bloga i instagrama.

To był naprawdę dobry rok, chociaż nie postawię spektakularnych ptaszków na kartce z celami! Jak ja mogłam w ogóle mieć cele, nie wiedząc czego chcę?🙈
To był mój taki gap year, w którym przypadkiem zarobiłam najwiecej w życiu (i większość przehulałam!) ale niczego nie żałuję!

#aniamaluje #szczerze_pisząc #barcelona #parkguell #sukienka #podróże #podróżemałeiduże #catalunya #cele #podsumowanieroku #podsumowanie2019 #motywacja

Nadchodzi fala podsumowań od tych,...

Święta święta i po świętach😅 zawsze chciałam wcisnąć gdzieś to  zdanie🤭
Gdy powiedziałam, że spędzam sylwestra w wannie, zetknęłam się z dwoma typami reakcji:
👉🏻 zapraszam do mnie/do nas, co będziesz sama siedzieć!
👉🏻 też bym tak chciała, ale jakoś nie umiem odmówić i się wykręcić 
Ja akurat z odmawianiem czegoś, czego nie chcę, NIGDY nie miałam problemu. Dziadek mnie nauczył, że mam nie uszczęśliwiać nikogo swoim kosztem i jestem mu za to wdzięczna. 
Inna sprawa, że odmawiałam w tak fatalnym stylu, że o jeju. Dzisiaj nie szukam wymówek, nie mam problemu by zamiast wymyślać pogrzeb ciotki albo zapalenie gardła powiedzieć „dzisiaj mam potrzebę poczytać książkę, ale dzięki za zaproszenie”.
I tyle.
Więc tak zupełnie szczerze, to ja naprawdę nie kumam tych wszystkich tekstów o kulturowej presji by coś robić, bo ja nigdy nie pozwoliłam jej wejść na głowę🙈 Nie  piszcie proszę, że wymaga to ode mnie jakiejś odwagi, bo co to za odwaga, gdy się nie boisz?🤪
Jestem jak ten egipski kapłan, który wiedział czym jest zaćmienie słońca, więc nie padał przestraszony na kolana. Zbyt wiele złych rzeczy na świecie dzieje się z powodu argumentu „bo tradycja”, bym uważała go za argument sensowny (niech obrzezanie dziewczynek tępymi żyletkami będzie przykładem).
Ciekawe jest też to, że wiele osób uważa, że ja będę w Sylwestra smutna i samotna😂 jeju, miałam w życiu kilka fajnych imprez, w tym zabawę na tajskiej plaży, po której wsiadłam w samolot i obudziłam się w Katarze. Ale nic nie przebije sylwestra z zeszłego roku, gdy leżałam w wannie z tak gorącą wodą, że aż parzyło, a po 5 minutach dolałam sobie jeszcze gorętszej. Cały dzień traktowałam się jak księżniczkę i rozkoszowałam się czasem ze sobą. Ale nie tak, że przeglądałam memy i chodziłam w rozciągniętym dresie, tylko jadłam pyszne rzeczy, paliłam pachnące świeczki, nałożyłam maseczkę na twarz i na włosy, delektowałam się książką.
Każdy ma swoją definicję radochy!
#grudzień #december #sukienka #sylwester #2020 #aniamaluje #szczerze_pisząc #presja #motywacja #radość #starezdjecie

Święta święta i po świętach😅...

Tak szczerze, to nigdy nie praktykowałam w sercu tej religijnej części świąt, bo najpierw byłam za mała, a potem mój dziecięcy umysł nie mógł uwierzyć w Boga, który pozwala mojemu dziadkowi umierać właśnie na raka.
Jeny, ja to umiem zrujnować atmosferę! 🤭
Więc tak wyszło, że ja się po prostu nigdy nie wkręciłam w religię i to się nie zmieniło. Trochę dziwią mnie te pytania o to, czy obchodzę święta. Robię tak jak zawsze! Lepię pierogi, robię sałatkę jarzynową, one nie mają wyznania😉 nie widzę powodu aby sprawić tego dnia przykrość babci i się z tego całkiem wymiksować. Podobnie jak wierzący ludzie chodzą przecież do lekarza, zamiast się jedynie modlić😊.
Jeśli dla kogoś święta to czas podziałów i rzuconego z pogardą „niewierzący nie powinni mieć wolnego”, to chyba źle zrozumiał coś z nauk Jezusa🤪
W każdym razie, ja mam wolne kiedy sobie wymyślę, bo taki sobie wykombinowałam styl pracy🤣

Dobra, wracając do milszych aspektów! Cieszycie się z małych rzeczy? Ostatnio widziałam filmik jak dziecko cieszyło się z zapakowanego w świąteczny papier banana🍌😅 jeju ja też taka byłam! Mój kochany dziadek dawał mi badziewne figurki albo paczkę żelków, a ja miałam radochę cały dzień. Dawał mi je z taką radością i całą celebracją, tym „zgaduj zgadula, w której ręce złota kula” albo „ence pence w której ręce”, że po prostu mordka sama się śmiała. 
Napisz mi tu proszę jaki prezent sprawił Ci największą radość w dzieciństwie.
Lubię czytać takie rzeczy!♥️
#święta #prezenty #radość #choinka #xmass #dzieciństwo #dziecko #aniamaluje #dziewczynka #dzieci

Tak szczerze, to nigdy nie...

– Masz juz chłopaka?
– Kiedy ci się w końcu oświadczy?
– Kiedy ślub?
– Kiedy dziecko? Staracie się?
- Kiedy drugie?

Są pytania, których się po prostu nie zadaje🤫... w tym momencie słyszę głośny śmiech wszystkich moich znajomych, którym zadałam najbardziej niedyskretne pytania na świecie, ale proszę Was, przypomnijcie sobie - zanim ustaliliśmy, że jesteśmy ok z tym levelem szczerości, zapytałam „czy mogę ci zadać BARDZO osobiste pytanie?”.
No, to wyjaśnione🙈🤣
Osobiście bliskie jest mi zdanie - „nikt nie jest w stanie zranić cię, bez twojej zgody”. Jak zapytasz singielki z wyboru o to, kiedy w końcu sobie kogoś znajdzie, to jej nie dotknie, w odróżnieniu od dziewczyny, która rozpaczliwie szuka od  lat „tego jedynego”.
Nigdy nie wiemy, co przeżywa kobieta, którą pytasz „to jak, kiedy planujecie dziecko?”. Mogła niedawno poronić albo starać się bezskutecznie od kilku lat i sprawisz jej tym niepotrzebną przykrość. 
NAWET JA😂 wiem, że pewnych pytań nie zadaje się ludziom, z którymi nie jesteśmy bardzo blisko. I chciałabym, abyście zapamiętali. Ale też warto nauczyć się trochę asertywności! Nie mam problemu z rozmawianiem szczerze o pieniądzach, wyborach, traumach z dzieciństwa  z ludźmi, z którymi jestem bliżej, ale też nie mam problemu z powiedzeniem „wybacz, nie odpowiem ci na to pytanie”, „podpisałam srogie NDA, nie mogę powiedzieć”, „to moja osobista sprawa”.
Moja czytelniczka z kolei na pytanie „kiedy w końcu dziecko, wszystkie twoje koleżanki już mają” zapytała starej ciotki „kiedy w końcu twój pogrzeb? wszystkie twojego koleżanki już po”.
No tak też można, ale po co🤪
Trzymajcie się!

#lavieparisienne #frenchfashion #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #aniamaluje #szczerze_pisząc #święta

– Masz juz chłopaka? –...

Jaki kalendarz jest najlepszy? Obecny kalendarz i przegląd tych od 2008 roku :)

Hej! Nie spodziewałam się tylu pytań o mój nowy kalendarz 😀 W związku z licznymi prośbami pokażę wnętrze kalendarza z biedronki oraz tych, z których korzystałam kiedyś. A były to kalendarze z różnych półek cenowych, od tych z gazet po multiplaner czy filofax. Spróbuję też odpowiedzieć na pytanie, jaki kalendarz jest najlepszy dla studenta,ucznia, człowieka pracującego ;-). Gotowi?

Temat kalendarza przez blog przewijał się wiele razy. Korzystam z tego wynalazku od gimnazjum i przez ten czas zmieniały się moje oczekiwania wobec niego, oraz sposób w jaki go prowadzę. Lojalnie uprzedzam – mam paskudny charakter pisma i nie bez powodu na liście moich rzeczy “to do” jest nauka pisania jakimś ładniejszym fontem 😀 Obecenie w moim repertuarze są dwa – jak kura pazurem oraz “elementarz dwa” stosowany w pracy z dziećmi :).
Wypróbowałam wiele metod pracy z kalendarzem, testowałam też metodę “Bullet calendar” (Dzięki Asia!) oraz zachwycałam się pięknymi planerami z instagrama. Oglądałam filmiki typu “my filofax setup”, z których wylewały się kolorowe taśmy washi tape i piękne zakładki.
Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Kiara 👑 (@paperprincess) 23 Sie, 2015 o 9:05 PDT

Zwymiotowałam tęczą, a potem przestałam się czarować i zrozumiałam, że nie jestem tego typu dziewczyną. Ok, lubię ładne rzeczy, nawet przykładam się do swojego zeszytu inspiracji. Nie chce, by inspirowała mnie bylejakość – starannie wklejam zdjęcia i wycinki, staram się pisać równiutko, dodawać naklejki. Ale do kalendarza datę kolokwium zapisuję w dwóch sekundach przerwy między próbą nadążenia za poprzednim wywodem wykładowcy a podyktowaniem listy lektur i raczej nie mam czas wyszukiwać specjalnej eleganckiej naklejki i kolorowego mazaczka. Nie mówiąc o washi tape.

Mimo to, aż do wiosny miałam sprecyzowane określenia co do idealnego kalendarza/planera :

-a5 lu b5
– na spirali
– z kieszenią/kopertą na luźne kartki
– lekki
– z wymiennymi wkładami
– bez błyszczących kartek
– bez zbędnych stron
– z możliwością dopięcia własnych

I wiecie co? Bardzo się myliłam!

Oto moje stare kalendarze + obecny. Niektóre wyglądają strasznie, bo leżały w piwnicy 🙂

Najstarszy zachowany, rozdawany w szkole. W tamtym czasie zapiski były dość osobiste, więc uwieczniłam jedyne puste strony 😀

Korzystałam z niego bardzo często – zapisywałam sprawdziany, ale też daty urodzin i imienin znajomych, wyjścia, każdy deadline nowego artykułu, terminy prac zaliczeniowych do studium reportażu. Jej, jak to było dawno temu! Kalendarz zawierał masę teoretycznych informacji u Unii Europejskiej 😛
Poniżej koszmarek.

To był kalendarz kupiony z desperacji (jak wiele innych wcześniej lub później). Długo szukałam ideału, nie udawało się go znaleźć i kupowałam cokolwiek. Oto “poważny” kalendarz bodajże “Superdziewczyna”? Kosztował pewnie ok. 15 zł i okleiłam go… nie pamiętam czym – zachowały się kartki do których była przyklejona właściwa okładka 😀 Ten kalendarz zawierał masę zbędnych i głupawych stron oraz kolorów, ale korzystałam z niego codziennie.

Potem był jeszcze taki z innej gazety, ale chyba się nie zachował. Zdjęcie możecie zobaczyć tutaj (klik).
I nastała era multiplanera.

Propozycję testowania multiplanera dostałam gdzieś na początku prowadzenia tego bloga. Stare naiwne czasy -.-. Najpierw towarzyszył mi entuzjam i ekscytacja. Za współpracę nie wzięłam ani grosza, ale na końcu był link afiliacyjny – jeśli ktoś kupi taki planer pod wpływem mojego bloga, miałam dostać prowizję. I rzeczywiście, kilka osób się skusiło. Gdy chciałam wypłacić sobie pieniążki, dowiedziałam się, że program partnerski nie działał i jakieś bla bla bla, że mogę sobie w zamian zamiast pieniędzy wybrać nowy unikalny planer bla bla bla.
Byłam młoda i naiwna, nie skumałam, że ktoś mnie wydoił 😀 Ostatecznie dużą czarną wersję a4  eksploatowałam często. W tamtym czasie miałam torebkę przypominającą aktówkę, a na studiach notowałam w notatniku a4. Duży planer nie stanowił problemu. Jednak rewolucyjne zakładki u góry były niewygodne, a miejsca na zwykłe dni małe.
Nie chcąc się kłócić i mając ważniejsze sprawy na głowie, zamiast prowizji wzięłam kolejny planer, tym razem mniejszy.

Korzystałam z niego krótko i stwierdziłam, ze jest niewygodny, po czym przesiadłam się na jakiś mały kalendarzyk i google calendar, z którego nadal dziś korzystam 🙂
Był jeszcze filofax upolowany na allegro – niezbyt ładny model etui (taki na ipada, czerwony) i całkiem nowiutki, aktualny wkład. Tyle pisków na youtube, tyle zachwytów na insta…a mnie on rozczarował.

To są prawie jedyne moje zapiski w filofaxie. Serio. Śliski papier, dziwny rozmiar kartek i jakiś taki… nie mój. Zbyt dorosły czy co? 😀 
Na pewnym etapie stwierdziłam, że mam za dużo zajęć w kalendarzu i dla własnej higieny umysłowej przeniosę się do mniejszego. Znowu nie znalazłam idealnego i kupiłam w kiosku jakiś zwykły :). Dokleiłam do niego stronę z cytatem z queen, miałam doczyścić klejące miejsce po cenie…ale zapomniałam i nie zrobiłam tego już nigdy 😀
Obecnie : Naoglądałam się tych pięknych planerów na instagramie i miałam wyrzuty sumienia – ludzie są tacy zorganizowani! Tak pięknie prowadzą te kalendarze, a ja tak…brzydko. A potem zagłębiam się i widzę, że w tych pięknych instagramowych kalendarzach widnieją takie pozycje jak “kąpiel”, “modlitwa” i lista zakupów. Kurczę, czy ludzie nie pamiętają już o braniu kąpieli bez pisania o tym w kalendarzu?
Listy zakupów i notatki organizuję sobie w moim ukochanym google keep. Zajęcia z dziećmi w google calendar, którego arkusz udostępniałam rodzicom moich uczniów. Dzięki temu rozmowy były bardziej konkretne, bo było wiadomo kiedy mam czas na zajęcia terapeutyczne :). Raczej wiedziałam, że zazwyczaj te zajęcia odbywały się popołudniami :). Zatem w kalendarzu zawsze lądowały rzeczy związane ze studiami, plus wolontariat, wizyty u lekarza, dentysty, badania krwi  i tego typu rzeczy. Kąpieli nie muszę zapisywać, by o niej pamiętać 😀
W tym roku sama siebie zaskoczyłam i postanowiłam kontynuować studia (a jeszcze w styczniu chciałam je rzucić!). Zorientowałam się, że znowu potrzebuję kalendarza na rok szkolny/akademicki. Przy całodziennym załatwianiu spraw w najbliższym mi większym mieście (brr :D) przebiegłam szybko przez działy z kalendarzami w mijanych sklepach. Nic mnie nie zainteresowało, więc napaliłam się na ten z biedronkowej gazetki.
Kupiłam i nie żałuję 🙂
Każdy dzień ma swoją stronę (ok, weekendy bardziej upchane), ma gumkę, sztywną okładkę i fajny rozmiar. Na pierwszy rzut oka wydał mi się ciężki, ale zanim przesiadłam się na czytnik, i tak miałam w torebce zawsze jakąś książkę. Minusem jest kilka zbędnych stron (po co mi mapa?), a plusem ładny design, brak kredowego papieru i dużo miejsca. W zasadzie kalendarz jest idealnym wyważeniem między kalendarzem “dorosłym” a nieco “dziecinnym”.
Wszystkie parametry typu cena, format, rodzaj papieru itp. znajdziecie w gazetce tutaj (klik) lub bezpośrednio klikając na zdjęcie niżej :
Kupowałam dzisiaj rano, był spory wybór – w mojej stosunkowo małej biedronce stały 4 kartony tych kalendarzy, dostępny był każdy wzór. Podobał mi się też ten w paski, zygzaki i ludowe wzory :). Wszystkie mają takie same wnętrza 🙂
 Wyrosłam już z myślenia, że drogi kalendarz zorganizuje mi życie. Każdy ma inne potrzeby i oczekiwania wobec kalendarza , ale odpowiadając na pytanie tytułowe – najlepszy kalendarz to taki, z którego korzystasz 🙂

PS! Przypominam informację z tygodnika : Szablon pozwala mi też na zarządzanie treścią tak, by była opublikowana, ale widoczna jedynie dla subskrybentów. Osoby które zaglądają “na główną” nie będą miały do tych treści dostępu, bo chciałabym niektóre teksty zadedykować stałym bywalcom. Jeśli chcesz do nich dołączyć, puknij ikonkę “follow me on  bloglovin” która jest niżej :  (trwa to 2 sekundy)

Follow on Bloglovin

Z tym tekstem miałam dylemat – ponieważ jest on napisany na wyraźne prośby czytelników (nie wiedziałam, że aż tyle osób interesuje mój kalendarz!) chciałam puścić go poza oficjalnym kanałem i tylko dla stałych czytelników. Ale informacja o zmianie wisi tu zbyt krótko i pojawił się na głównej. Docelowo chciałabym na głównej mieć tylko “reprezentacyjne” treści ;-).

Uściski!

Ach, jutro dołożę wszelkich starań, aby ukazał się tekst o książkach, czytniku itp!. 🙂

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

2
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Kinga
Gość

Te kalendarze z biedronki są bardzo ładne. Sama zastanawiałam się nad kupnem, ale stwierdziłam, że jednak potrzebuję czegoś mniejszego i lżejszego, tym bardziej, że w kalendarzu zapisuję tylko daty kartkówek i sprawdzianów

Darios
Gość

Bardzo ciekawy wpis. 😉 A kalendarz z biedronki uwielbiam. W tym roku to już mój trzeci. Lekko zmieniony w porównaniu do poprzednich. 😉

Previous
Zdrowe podejście do pieniędzy…czyli jak nie żyć w nędzy
Jaki kalendarz jest najlepszy? Obecny kalendarz i przegląd tych od 2008 roku :)