Kiedyś stresowałam się, że to co polecam nie spodoba się komuś, kto skorzystał z mojej rekomendacji. Dzisiaj mam z tym luz. 
Nie podobał mi się Paryż, podobał Lwów. Wiecie dlaczego, wiecie co lubię - to jest ok, że czasem mamy różny gust, upodobania, zachwycają nas różne rzeczy.
Ktoś zwiedzając ruiny będące symbolem walki kultur i cywilizacji wzruszy ramionami i powie „kamienie jak kamienie”, albo zrobi sobie popielniczkę z zabytkowej kolumny.
Kogoś zachwyci przyroda, ktoś inny powie, że drzewa jak drzewa.
Jeden cieszy się na deszcz, bo rosną mu warzywa, drugi płacze, bo chciał się opalać.
Od kiedy myślę o tym w ten sposób, to zrzuciłam z siebie całą presję odpowiedzialności. Całkiem fajnie!
Jestem ciekawa, czy jest jakieś miejsce, które cię totalnie zachwyca, a inni tego zachwytu nie podzielają ;) #podróże #podróżemałeiduże #blogerka #aniamaluje #szczerze_pisząc #wakacje #lato #tunsia #tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays #pranie #sukienka #100dnibezspodni #afryka #tunis

Kiedyś stresowałam się, że to...

Long time no selfie!

Jaki jest sens wstawiać nieaktualne selfie, bo zmieniło się kolor włosów? Chyba żaden, ale mam taki problem, że rzadko umiem cieszyć się obecną chwilą. Moje myśli albo dotyczą czegoś, co było, albo (to częściej!) tego, co nadchodzi. Jakiś deadline, projekt, kolejna podróż. Nieustannie jestem głową w miejscach innych, niż jestem ciałem. Kiedyś bardzo pomagało mi na to bieganie - miałam swój ustalony czas na gonitwę myśli. Chyba pora do tego wrócić! #tuiteraz #szczerze_pisząc #aniamaluje #podróże 
#tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays #blogerka #blogerkapodróżnicza #travelblogger #podróżemałeiduże #kropki #sukienka #selfiaczek #tunisia

Long time no selfie! Jaki...

Rzadkie zdjęcie mnie cieszącej się chwilą i nie reagującej na obiektyw jak na lufę karabinu. Monastyr 2019, koloryzowane.
##tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays #Tunisia #wakacje #monastir #monastyr #lato #kropki #sukienka #100dnibezspodni #aniamaluje #podróże #podróżemałeiduże #blogerka #travelblogger

Rzadkie zdjęcie mnie cieszącej się...

Lecąc do Tunezji miałam jeden plan - uporządkować swoje myśli i całkowicie odpocząć. Bardzo lubię oddzielić się od grupy i pozachwycać się albo pomyśleć. Na tym wyjeździe to bez sensu. Ekipa jest tak fajna, że bardzo przyjemnie jest po prostu ludzi słuchać. Każdy ma do opowiedzenia coś, co w jakiś sposób mnie wzbogaca. Uwielbiam poszerzać swoją bańkę filtrującą i podróże są do tego idealną okazją, ale z tego wyjazdu wracam też z dużą listą książek do przeczytania. #Tunisia #wakcje #podróże #podróżemałeiduże #blogerka #blogerkapodróżnicza #lato #afryka 
#tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays

Lecąc do Tunezji miałam jeden...

Wrzucam dwa, bo nie wiem które lepsze. Oczywiście kolory domalowałam sobie sama (realne znajdziecie u @ewaszabatin ) ale chyba najbardziej w podróży lubię właśnie przystanąć, wystawić mordkę do słońca, zachwycić się widokiem. Fajnie!
#osiolek #osioł #donkey #tunezja #wakacje #podróże #podróżemałeiduże #blogerka #travelblogger #tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays

Wrzucam dwa, bo nie wiem...

Bardzo podoba mi się ta fotka! Idealnie oddaje klimat Hammametu. Niebieskie drzwi, białe ściany i dużo koteczków. 
#hammamet #podróże #podróżemałeiduże #kotki #koty #catstagram #tunisian_girl #wakacje #tunisia #blogerka #blogerkapodróżnicza #kotełki 
#Tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays 
Fot: @super_kristyne

Bardzo podoba mi się ta...

Pamiętacie jak śmiałam się z instagramerki, która na każdym zdjęciu dokleja te same chmurki? Karma wrocila 😅
W Odessie wyświetliło mi się pod hashtagiem „Odessa” zdjęcie z neonem „too late to die young”. Pomyślałam, że zajebiste z okazji nadchodzących urodzin, bo nie zdążyłam do klubu 27 i w sumie jest mi bliżej do pani pod trzydziestkę niż dwudziestolatki 😱 jakież było moje rozczarowanie, gdy po długim spacerze zastaliśmy pożegnalną popijawę pracowników, bo koniec sezonu i neonu włączyć się nie da😅 Nie mieli już prądu! Próbowałam neon włączyć sama w programie graficznym, ale nie umiem🙈 przesuń w bok by zobaczyć zdjęcie przed a potem zostaw mi urodzinowe serduszko ♥️🙈 Jedyne o czym w tym momencie marzę to zdrzemnąć się w samolocie. Kierunek #Tunezja!
28 lat, Thorze, kiedy to się stało😱😱😱
#urodziny #28lat #wakacje #aniamaluje #szczerze_pisząc #podróże #podróżemałeiduże #blogerka #discoverunder50k

Pamiętacie jak śmiałam się z...

#podróże to jedna z największych radości mojego życia, ale jednoczenie też powód przez który NIE OGARNIAM.
Wschód słońca nad morzem w Odessie to piękny widok, ale spacer po jesiennym Żoliborzu również zapiera dech w piersiach. No chyba, że to był smog😉
W każdym razie - zrobiłam sobie wczoraj dłuższy spacer, bo nie chciało mi się czekać na tramwaj, a potem to już nie chciało mi się wracać, bo było tak kolorowo i pięknie. Gdyby nie ta decyzja, nie doświadczyłabym piękna jesieni w tym roku. Ledwo rozpakowałam walizkę po Budapeszcie, a tonę w praniu bo zaraz Tunezja. Tu praca, tam trzeba podskoczyć na pocztę, wizyta u lekarza i czas ucieka. Podejrzewam, że po powrocie złotych liści już nie będzie.
Chwile. Piękne chwile, to one się liczą najbardziej. Staram się je doceniać i chwytać.
Nawet dosłownie, bo podnoszę liście i kasztany🙃
Wiem, że nie każdy lubi jesień (ja tylko złotą i słoneczną część) ale wymień w komentarzu ulubioną rzecz związaną z jesienią.
Jesieniaro, do boju :)💪🏻
#jesień #jesieniara #hamak #hammock #odessa #odesa #morning #poranek #herbata #relaks #blogerka #blogerkapodróżnicza #travelblogger #blogger #robe #ukraine #ukraina #aniamaluje #jesień #październik #helloautumn

#podróże to jedna z największych...

Planowałam wylegiwać się w termach i objadać, tymczasem termy okazały się najsłabszym punktem wyjazdu a #Budapeszt jest idealnym miastem na niespieszne jesienne spacery przerywane zachwycaniem się widoczkami. I zbieraniem kasztanów ;). A widoczki są przeróżne i przepiękne! Od panoramy miasta z licznych wzniesień, przez modry Dunaj (cokolwiek ten kolor oznacza😅) po zapierającą dech w piersiach architekturę.
Kuchnia nie do końca moja, znalezienie „placka po węgiersku” to jak szukanie spaghetti bolognese w Bolonii albo dobrych pierogów w Warszawie :D ale za to cała reszta jest absolutnie magiczna.
O właśnie. Magiczny. Taki jest Budapeszt.
Wpadłam na krótko, ale pewnie wrócę!

Fot: @agnieszkazysk 
#podróże #podróżemałeiduże #blogerka #budgettraveler #budgettravel #travelblogger #girlswhotravel #maxidress #aniapodróżuje #budapest #hungary #budapestgram #węgry #zamek #castle #100dnibezspodni #sukienka

Planowałam wylegiwać się w termach...

Jaką książkę poleciłabyś młodszej sobie? Dla ułatwienia - wyobraź sobie, że masz dorastającą córkę. Co powinna przeczytać? Moje pokolenie miało bravo, do którego czytelnicy pisali listy, a potem ekspert odpowiadał - "nie Tomku, to normalne, że ciekawiło cię jak smakuje twoja sperma, nie zwariowałeś i nie pochorujesz się od tego". Pamiętam jak moja wychowawczyni próbowała przekonać na zebraniu rodziców, by nie pozwalali nam czytać takich  gazet. A czy były złe? Przynamniej wypowiadali się tam eksperci po psychologii albo specjalności z ginekologii czy seksuologii. Dzisiaj teoretycznie dostęp do wiedzy jest większy, ale kto tworzy te informacje? Na ile są wiarygodne? Nie muszę wam tego tłumaczyć, jestem copywriterką, napisałam sporo tekstów o maszynach rolniczych, na których znam się jak na historii Mongolii w XIX wieku.
Chociaż te teksty mają jakąś korektę merytoryczną!

Sto razy bardziej wolałabym, aby moja nieistniejąca córka przeczytała merytoryczną książkę o swoim ciele, niż trafiła na stronę, na której szukając informacji o włosach na ciele sprzeda jej krem do wybielania odbytu albo inną niebezpieczną rzecz.

Merytoryczna, zabawna, konkretna - taka jest książka "Obrzydliwa anatomia" Mary Altman. 
Opinia powstała przy współpracy z wydawnictwem kobiecym, ale swojej nieistniejącej córce polecam naprawdę!
Jaka jest najgłupsza rzecz związana z ciałem, w jaką wierzyłaś dorastając?

#obrzydliwaanatomia #maraaltman #cialopozytyw #wystarczajacodobra #aniamaluje #czytam #szczerze_pisząc #bookstagrampl #bookstagram #ksiazki #terazczytam #współpraca #blogerka

Jaką książkę poleciłabyś młodszej sobie?...

Ciasta, upały i życie jak Disco Polo [tygodnik]

Nawet nie wiecie jak się cieszę, że jest tak bardzo ciepło! :). Wreszcie nie tracę energii na ogrzanie swojego ciała i mam nawet bliską normalnej temperaturę (35,2, jupi!).  Czuję się rewelacyjnie i spędzam dni na uroczym lenistwie ;).Zdecydowanie  TEGO było mi trzeba.

Jestem istotą raczej ciepłolubną i w wysokich temperaturach czuję się jak ryba w wodzie. W domu już gorzej, ale spuszczone rolety, otwarte nocą okno i gorąca herbata działają cuda ;-). Trzeźwo przekalkulowałam swoje ostatnie miesiące i doszłam do wniosku, że wolę zarabiać mniej, ale mieć czas na cieszenie się życiem i słońcem. Poprzestawiałam sobie trochę plan dnia i priorytety, wstaję koło piątej, piję szklankę wody (w zależności od kaprysu, z cytryną lub imbirem), siadam przed komputerem i robię co mam do zrobienia. O dziesiątej,a czasem nawet wcześniej 🙂  kończę pracę i wybieram sobie jakąś książkę do poczytania. Czasem idę na spacer, czasami lenię się na hamaku, czasem się z kimś spotykam, czasem planuję małe przemeblowania w moim życiu. Niektóre karty wypadałoby nieco przetasować :). Za dnia ucinam sobie drzemkę w ogrodzie, potem ogarniam ewentualne pilne maile i inne rzeczy, jakieś poprawki i znowu jestem wolna :). Oczywiście nie zawsze idzie tak gładko, ale szczerze? Jest bajecznie! Moje wakacyjne życie jest tak proste i nieskomplikowane, jak linia melodyczna utworów Disco Polo :)).

Szkoda, że zimą moja wydajność jeśli chodzi o energię jest nieco inna 😀
Nie mogę uwierzyć w to, że od pobytu w Grecji minął już tydzień. Aaaa! O ratunek wołają moje włosy, które po miksie słońca, słonej wody i jeszcze na dokładkę – chlorowanej wody w basenie, zaczęły się mocniej buntować. Przed wyjazdem chciałam znowu ciachnąć końcówki, ale od tego pomysłu odwiódł mnie tekst Gapy z włosomaniaczego bloga 😉 Trzeźwo przemyślałam i doszłam do wniosku, że po co narażać na te wszystkie czynniki nowe końcówki, jak mogę dobić stare 😀 Mając z tyłu głowy treści z bloga Natalii, skusiłam się w osiedlowej drogerii na maskę Crema al Latte i też jest całkiem ok, ale… moim hitem okazało się coś całkiem innego :). Marta z bloga urodaiwłosy opisała swój hit jakim jest…mleczko kokosowe. Przypomniałam sobie, że jest wysokokaloryczne, czyli idealne dla mnie więc pobiegłam do sklepu. Część podgrzałam i zjadłam na śniadanie z przepyszną czekoladową granolą, a część wykorzystałam na włosy jak olej. Jestem bardzo zadowolona! Tutaj (klik) macie tekst Marty o metodzie, a tutaj (klik) bardzo dobrą promocję na mleczko ;-). Ja póki co najchętniej chodzę w spiętych włosach, lub w niedbałych (bardzo niedbałych) falach. Od kiedy z powodu zniszczeń po rozjaśnianiu, fryzjerka pocieniowała mi włosy, lepiej czuję się w loczkach lub właśnie falach. Przy tej wilgotności powietrza wystarczy noc w koczku z invisibobble i mam swobodną, letnią fryzurę ;-).

 Szczegóły tego stroju i linki znajdziecie w tekście :

PROSTE TRIKI NA STRES – 3 SPOSOBY, KTÓRE BARDZO LUBIĘ

A szczegóły tego stroju tutaj :

JAK ZŁAPAĆ RÓWNOWAGĘ?

No i właśnie myślę sobie, że powinnam napisać kilka słów o moich zmaganiach z ciałem. Czasami myślę, że bardziej motywuję innych niż siebie :D!
Sukienka : KLIK
Kilka lat temu dodawałam na bloga mniej swoich zdjęć, a teraz mamy lato i na każdym zdjęciu wyraźnie widzę, co mam do poprawki. Sęk w tym, że na to co mam poprawić, niestety mam niewielki wpływ. Generalnie przy mojej mocno kalorycznej diecie ciężko zachować sylwetkę, ale tak jak wszystkich ludzi na świecie dotyczy prawo grawitacji, tak mnie dotyczy zasada – jeśli spożywasz więcej kalorii niż zużywasz, to tyjesz. (I odwrotna, aby schudnąć, musisz zużyć więcej kalorii niż dostarczasz). Drażnią mnie natomiast defekty po wieloletnim zażywaniu leków w postaci sterydów – te nieznośnie garbiące się ramiona i gromadzenie się tłuszczu tylko na brzuchu. Czuję się jak jakiś pieprzony Prometeusz, który choćby nie wiem jak się starał, i tak będzie dziobany w wątrobę. Nie cierpię uczucia niemocy i chociaż zanim moje nadnercza się uspokoją, trochę wody w Gangesie upłynie…postanowiłam postarać się bardziej.
Bo zdałam sobie sprawę, że bez większych protestów przyjęłam status quo! Ja, buntująca się na wszystko, co mi nie pasuje i próbuje mnie ograniczać! Skoro przeciągnęłam już swoje oskrzela na bardziej jasną stronę mocy, przechytrzę wrednego Cushinga. Oj diable, jeszcze w kościele będziesz mi zamiatał! 😀
Noszę w domu coś podobnego do pajączka, walczę ze swoim oddechem próbując robić pompki i mocniej ćwiczę. Ciekawostka jest taka, że zmotywowały mnie blogi!
Marta spędziła ostatnio dużo czasu na przygotowaniu filmu z treningiem, sama zrobiłam wczoraj, a co! – link do filmiku Marty . Drugą taką osobą jest Monika, która stworzyła cykl Wakacyjna akcja motywacyjna i nawet układa specjalne jadłospisy (Monika jest dietetykiem). Ja muszę mieć całkiem inną dietę, ale Monika też walczy z przeciwnościami, więc dlaczego ja…nie mam postarać się BARDZIEJ? Zadałam sobie trzeźwe i proste pytanie : Czy robię wszystko co w mojej mocy? Jebs, prawda jest smutna, ale nie! Uwielbiam to pytanie, bo zawsze jest początkiem mocnych zmian u mnie. Jeśli nie jestem z czegoś w swoim życiu zadowolona, a nie zrobiłam WSZYSTKIEGO by to zmienić to, tak – mocny plaskacz w twarz – mogę mieć pretensje tylko do siebie.
Postanowiłam, że codziennie będę mocniej przesuwać granicę swojej wydolności oddechowej. Choćby o jakiś promil dziennie, ale do przodu. Kupiłam też specjalną wagę pokazującą procent tkanki tłuszczowej i mięśni. Będę obserwować te wskaźniki.
Bo wiecie co, to nie jest tak, że szczęście jest jakąś stałą. Jak się zatrzymasz, to w końcu zostaniesz w tyle. Generalnie jestem zadowolona ze swojego życia i tak – szczęśliwa. Lubię siebie, lubię miejsce w którym jestem. Co nie znaczy, że zamierzam się w nim na zawsze zatrzymać :). Niestety mam tendencję do spoczywania na laurach i tak, niespodzianka, też ciągle muszę nad sobą pracować.
Kopniakiem dla mnie samej był ten wzruszający mail od czytelniczki :

(function(d, s, id) { var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0]; if (d.getElementById(id)) return; js = d.createElement(s); js.id = id; js.src = “//connect.facebook.net/pl_PL/sdk.js#xfbml=1&version=v2.3”; fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);}(document, ‘script’, ‘facebook-jssdk’));

Mam wyrzuty sumienia, że tak rzadko mam czas na odpisywanie na Wasze maile… A to dlatego, że wszystkie je czytam, co…
Posted by Aniamaluje on 6 sierpnia 2015

Mail bardzo mnie wzruszył i sprowokował do zadania sobie kilku ważnych pytań. Na szczęście zaakceptowałam już to, że wzloty i upadki są w życiu naturalne :).

Spędziłam też ostatnio trochę czasu w kuchni :

kurczak po chińsku

w linku znajdziecie przepis na potrawkę po chińsku z ryżem i kurczakiem

blueberry cake

W linku znajdziecie przepisy na oba ciasta – różnią się tylko dekoracją 🙂

Wiecie, że nie znudziły mi się jeszcze truskawki? ;D
Staram się też zawsze próbować nowych smaków. Moje zapotrzebowanie energetyczne powoduje, że albo musiałabym zostać etatową kucharką i nie robić nic poza tym, albo ciągle stołować się w restauracjach 😀 Dlatego zawsze staram się mieć w domu jakieś awaryjne gotowce, lub chociaż półprodukty. Tym razem skusiłam się na :

Mieszanka do woka bardzo fajna, noodle…cóż, chyba powinnam wrócić do blondu, bo ich nie zalewa się wrzątkiem, a przygotowuje wyłącznie w mikrofali. Nie mam mikrofali 😀 Nie dane było mi się przekonać. A zupa dyniowo-kokosowa to niestety nie mój smak. Wszystkie te produkty pochodzą z tygodnia azjatyckiego (klik), który jest moim ulubionym. Cóż, przynajmniej uzupełniłam zapasy pewniaków, np. makaronów albo sosów, które ostatecznie raz na jakiś czas też lubię zjeść ze słoika :).

Swoboda i luz lata sprawiła, że zakochałam się we wszelkich haftach i ubraniach wyglądających jakoś tak…swojsko. Sukienka pochodzi z Romwe (klik) i jest moją letnią alternatywą dla zimowego, domowego dresu ;-). Dużo ładniejszych ubrań z podobnym wzorem znalazłam tutaj klik… i to jest coś, co niedawno mi we mnie przeszkadzało, a dzisiaj bardzo to lubię – różnorodność. Raz lubię być Anią w ołówkowej spódnicy z kropki, raz we fruwajce z nieobszytym dołem, a raz lubię chodzić w długich, kwiatowych maxi z wiankiem na głowie… zresztą – rzućcie okiem na mój instagram : https://instagram.com/aniamaluje/ – wszystko widać jak na dłoni :).

Tak odbiegając od tematu…. czy w dzieciństwie czuliście zawsze wrześniową ekscytację? Te wszystkie zakupy, planowanie zawartości piórnika, wybór najładniejszego zeszytu? Ja uwielbiam “nowe początki” i szukam okazji do zmian w swoim życiu – przejrzenia planów i małej ich aktualizacji. Co nie znaczy, że wciąż nie lubię chodzić po sklepach w poszukiwaniu ładnych zeszytów i długopisów 😀 Jeśli macie ochotę, zerknijcie na mój zeszłoroczny tekst o szkolnej wyprawce (z perspektywy pedagoga) oraz tej studenckiej, z perspektywy studentki: https://www.aniamaluje.com/2014/08/szkolna-i-studencka-wyprawka-co-kupic.html

Miałam koleżankę, która początek nowego roku zawsze próbowała traktować jako okazję do premiery nowej wersji siebie. Np. uznała, że od września będzie nosić częściej sukienki, albo dokona innej zmiany. Patrząc na popularność zagarnicznych filmików typu back to school, nie sposób nie zauważyć, że to całkiem popularne. Sklepy też ścigają się w ofertach tego typu :).
Jedna wyjątkowo mnie …. zaintrygowała? Nie wiem, czy to dobre słowo 😀

Klikając w obrazek lub w ten link (klik) przeniesiecie się na stronę ze zbiorem ubrań pasujących na powrót do szkoły. Przeglądając ubrania mam wrażenie, że raczej do szkoły z teledysków Britney Spears 😀 A tak na poważnie, to jak poklika się w te kółeczka u góry, to jest kilka bardzo ładnych rzeczy, np. urocze plecaki :

(klik
więc powiedzmy, że wybaczam te gołe brzuchy w zestawieniu ubrań do szkoły 😀

 Jeśli chodzi o błogie lenistwo, to ponieważ planowałam remont (ale mi się odwidziało:)), mój książkowy dobytek spoczywa w pudłach owiniętych folią stretchową i czytałam to, co gdzieś się zawieruszyło. Padło na bardzo lekkie książki Emily Giffin – dokończyłam rozpoczętą w Grecji “Coś pożyczonego“, a potem poszłam za ciosem i przeczytałam też “Coś niebieskiego“, by skończyć na “Pewnego dnia“.  To lekkie, typowo babskie książki, które mimo wszystko – przyjemnie się czyta. Niektóre tytuły są w promocji na empik.com (klik), inne są na promocji w Matrasie (klik), a najlepiej będzie pożyczyć je po prostu z biblioteki.
Ja nie mogę się doczekać, aż kurier przyniesie mój czytnik! 😀 Jestem podekscytowana jak dzieci czekające na prezent od świętego Mikołaja, chociaż czytnik sprawiłam sobie sama :)).

Tak piszę i piszę ten długi tekst i sama nie wiem, czy o czymś czasem nie zapomniałam. Tak! Wyniki konkursu z książką o jelitach ;-). Wybór był MEGA TRUDNY – poprosiłam o pomoc dwie koleżanki i udało nam się dojść do porozumienia.
Książki wygrywają :

Bee, magdalena skwara, weronika (komentarz o aniołach), Cukierek Cukierkowycz, Dorota (o korzeniach).


Nie mogłam się powstrzymać by nie przyznać nagrody także Dyni – nagród w konkursie było tylko pięć, ale powiedz tylko słowo, a dostaniesz  mój egzemplarz ;-). Zwycięzców proszę o nadesłanie adresów do przesyłki za pośrednictwem mojej skrzynki napiszani(małpa)gmail.com z adresów e-mail, z których rejstrowaliście się w systemie disquss :). Proszę o zrobienie tego do środy!

Linki, linki!

Na moim blogu :

PROSTE TRIKI NA STRES – 3 SPOSOBY, KTÓRE BARDZO LUBIĘ

W necie :
Niebałaganka i jej piękny DIY słoik ze słomką (klik)
Bardzo fajne łóżka 😀 (klik)
Pokazywałam kiedyś podobne z Totoru, ale to też jest super :).
Nie mniej fajny, bardzo pomysłowy  blender (klik), w sam raz do robienia pysznych i szybkich smoothie  (przy okazji odsyłam do tekstu : jak zrobić smoothie)
LifeManagerka i jej tekst o tym, czy warto założyć działalność gospodarczą (klik) – wiem, że kiedyś będę musiała, ale na razie sama zostaję na umowach o dzieło czy zlecenie. Patrząc na to ile emerytury ZUS wyliczył mojej mamie, nie mam obaw i wolę odkładać sobie te pieniążki sama ;-).
Ja mam problem z namalowanie prostej kreski na powiece, a Tal Peleg maluje na nich arcydzieła… znaczy ok, nie maluje obrazów na miarę mojego ulubionego Salvadora D, ale kurczę, szczęka opada! Zerknijcie na jej profil na instagramie (klik)
I last but not least… , bardzo ciekawy artykuł o nerwicy natręctw (klik) – jeśli myślisz o sobie jako o perfekcjoniście, zastanów się, czy to nie jest czasem głębszy problem ;-).
No, to byłoby na tyle ;-). 
Buziaki!

PS. Czy ten tekst nie jest za długi? Dajcie znać!

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Proste triki na stres – 3 sposoby, które bardzo lubię
Ciasta, upały i życie jak Disco Polo [tygodnik]