Szybciej, mocniej, więcej, bardziej. Postaraj się więcej, wstawaj wcześniej, kładź się później.
Nie wiem jak wy, ale ja nie kupuję tego bullshitu. Mam pracę, którą uwielbiam - copywriterka daje mi mnóstwo satysfakcji, lubię poprawiać wyniki i czuć, że moja praca pomaga komuś zwiększyć sprzedaż albo zredukować czas spędzany na odpowiadaniu na pytania klientów, bo zgrabnie naskrobałam wyczerpujący opis. Ale też potrzebuję przerwy. Nie powinniśmy żyć w świecie, w którym pracujących ludzi często nie stać na samodzielne wynajęcia  mieszkania,  albo jedna wizyta u dentysty wpędza ich w długi. Jeden pełny etat powinien zapewniać pieniądze na godne życie.

Pamiętam jak kiedyś chciałam podkręcić kartę graficzną, by pograć w grę.
Pograłam. Chwilę.
Karta się spaliła.

Uczę się pracować mniej. Poleżeć brzuchem do góry. Zabrać książkę do parku. Odpoczywać. 
____
#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Szybciej, mocniej, więcej, bardziej. Postaraj...

Kiedyś nie lubiłam swoich nóg , bo są krzywe. najkrótsze sukienki jakie nosiłam były za kolano. No i głównie wybierałam spodnie.
To było głupie, wyrosłam z tego.
Ale wiele moich koleżanek wciąż jest na tym etapie. Nie założą latem szortów bo mają nogi: za blade, za chude, za grube, z cellulitem na który na pewno wszyscy będą patrzeć, z siniakami, pajączkami albo wuj wie co jeszcze. 
Kobietom zdarza się też odmówić spontanicznego wyjścia na basen czy nad jezioro, bo się nie wydepilowały.

Hmm, chodziłam ostatnio w krótkich sukienkach, chociaż nóg nie goliłam dwa tygodnie. Zazwyczaj co niedzielę sięgam po depilator, ale jakoś jedna mi wyleciała, a w kolejną jak miałam czas na ogarnianie siebie, to zrobiła się trzecia w nocy. Nie chciałam budzić sąsiadów bo depilator chodzi jak kosiarka.
Rok temu zrobiło mi się słabo i zaliczyłam glebę. Najpierw chodziłam z dwoma dorodnymi strupami na kolanach, potem z białymi śladami po nich. I też chodziłam w krótkich sukienkach, walić to. Może ze dwa razy jakiś Janusz skomentował, że chyba był awans w pracy, ale kto rządzi moim życiem, ja, czy strach przed spojrzeniami Januszy?😉 Nieważne jak wyglądają Twoje nogi, masz prawo chodzić w czym tylko chcesz. Czy masz 45 kg czy 145, czy nogi blade czy opalone, gładkie czy owłosione, paznokcie pomalowane czy nie. Nieważne, czy masz siniaki, pajączki, strupa, mnóstwo bąbli od komarów czy cellulit. To Twoje ciało.
Rób z nim co zechcesz! 🤗

#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #wbutachbrilu

Kiedyś nie lubiłam swoich nóg...

Kocham lato. Sporo rzeczy w nim mnie wkurza - komary i nagrzany beton, bo wycinka drzew pod nowy parking. Ale więcej zachwyca.
Zieleń. Polne kwiatki. Rumianek. Że kwitnie czarny bez, a syrop z bzu to najlepszy dodatek do lemoniady na świecie. Że rosną maki. I dmuchawce aż się proszą o zdmuchnięcie. Można nosić zwiewne sukienki. Najlepszy strój świata, majtki, sukienka, klapki i jesteś gotowa. Że można poczytać książkę w cieniu pod drzewem. Objadać się lodami i mówić, że to dla ochłody. Chodzić do kina plenerowego. Siedzieć nad Wisłą. Zajadać się mizerią. Albo truskawkami. 
Lada moment stanieje fasolka, i będę ją z lubością polewać bułką tartą na maśle. Przy obecnych cenach masła to będzie droższe niż kawałek schabu, ale to dla mnie smak lata. Tak samo jak kalafior.
Za co Ty kochasz lato? Tylko dobre rzeczy!
#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Kocham lato. Sporo rzeczy w...

Widzicie to białe pudełko na zdjęciu? Zrobiłam sobie w Tunezji małą symulację i nie spakowałam kosmetyków. Kupiłam je na lotnisku i wcale nie wydałam na to ogromnej kwoty - ja zapłaciłam taniej niż w sieciowych drogeriach. Dużo taniej za porządny zestaw - róż, maskara, pomada do brwi i rozświetlacz zapłaciłam 113 zł zamiast rynkowej ceny 310. Chodźcie na bloga zobaczyć jak to zrobiłam ;) Rozwiewam tam też  kilka mitów związanych z podróżowaniem, w które zadziwiająco często ludzie wierzą oraz mam dla Was super zniżkę - 20% na zakupy w @aelia_duty_free_polska - idealna okazja by kupić taniej swój ulubiony podkład albo perfumy.

#Tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia #podróże #rabat #zakupy #kosmetyki #podróżemałeiduże #wakacje #sukienka #lato #girlsborntotravel #travelgirl 
Post we współpracy z @aelia_duty_free_polska 
Zdjęcie; @adriandmoch

Widzicie to białe pudełko na...

Moja koleżanka miała koszmarną promotorkę. Nie odpisywała na maile, wyrzucała kawałki pracy, które wcześniej zaakceptowała, olewała swoje seminaria i w ogóle nie była pomocna. Dawała jednak bardzo wyraźne aluzje, że poprzedni rocznik kupił jej w podzięce piękną biżuterię.

Prezenty są miłe, ale bywają kłopotem dla wszystkich stron. Dlatego na moim kanale na Youtube (link w stories) opowiadam o tym, co uważam o prezentach na zakończenie roku w szkole. Czy wypada dać? Co dać? 
A jeśli masz jakąś ciekawą historię związaną z takim prezentem - podziel się w komentarzu.
Ja najbardziej lubiłam te wszystkie koślawo narysowane kwiatki, przytulaski i deklaracje, że jestem najulubieńszą panią😉
#szkoła #zakonczenieroku #zakonczenierokuszkolnego #wakacje #lato #nauczyciel #prezent #aniamaluje #niedziela #dziendobry

Moja koleżanka miała koszmarną promotorkę....

Kocham lato. Nazrywałam sobie kwiatków, kupiłam kilka przepysznych rzeczy. #szparagi i #pomidory (czekoladowe, moje ulubione!) skropione oliwą i przykre boczkiem pieką się właśnie w piekarniku. Z awokado zrobię przepyszne guacamole, które zjem z gruzińskim puri (na zdjęciu w papierowej torbie, do mojego woreczka na pieczywo się nie mieści). Jestem bardzo dumna z tych zakupów, bo dało się #bezplastiku i #zerowaste, chociaż kobiałka prawie mi się rozpadła w drodze ;). Ale jestem też przerażona kierunkiem, w którym zmierzamy. Ja miałam ogromny komfort, że mogłam czasowo pozwolić sobie na zakupy na bazarku. Że miałam też taki bazarek w rozsądnej odległości. Że nie byłam po pracy obładowana własnymi siatami, służbowym laptopem, na którym zabieram pracę do domu i torebką wypchaną pudełkiem w którym noszę lunch i butelką termiczną, więc miałam wolną rękę na kobiałkę. Że mam tyle przestrzeni w głowie, by dowiedzieć się trochę więcej o środowisku i działać, a nie zaprzątam myśli kalkulowaniem z którym rachunkiem bezpieczniej się spóźnić - czy lepiej mieć zaległości za prąd czy za telefon, bo akurat musiałam wydać pilnie na dentystę a nie miałam poduszki finansowej.
Ale i tak zaraz przyjdzie tu ktoś, kto nie pozwoli mi stawiać swoich małych kroczków i palcem wytknie 3 plastry boczku na szparagach albo zakup awokado, bo do jego produkcji zużywa się dużo wody.
Myślę, że z excela jasno wychodzi, że światu bardziej przyda się 100 osób ograniczających złe nawyki o 50%, niż 3 będące w 95% eko, ale osłabiające morale innych gdy tylko wdrożą jakąś mąłą zmianę.
#zakupy #eko #próbuję #szczerze_pisząc #aniamaluje #vintage #jedzenie #czystamicha

Kocham lato. Nazrywałam sobie kwiatków,...

Tu był długi opis, ale za dużo hashtagów i instagram zjadł.
Pisałam, że robiłam dzisiaj porządki - audyt obuwia, bo lubię zanosić zniszczone buty do szewca i patrzeć na ich nowe życie. Odświeżanie letnich ubrań, bo lato zaskoczyło mnie wpadając bez wiosny. Ale w połowie wyszło jak zawsze, zrobiłam straszny bałagan i poszłam czytać książkę. Z polecenia @karolinakovalska „Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek”. Ładne! Połknęłam na jeden raz. Aż żal.

Tu był długi opis, ale...

Pierwszy dzień po podróży to zawsze pranie i inne prace porządkowe, których szczerze nie znoszę, ale są koniecznością. Potrzebne było więc przepyszne ale też szybkie #jedzonko.
Upiekłam małe #pomidorki i fasolkę (ale tylko dlatego,że sprzątałam lodówkę, fajniejsze będą bataty, szparagi). Mix sałat, świeża #burrata i trochę kremu balsamicznego. Proste, pyszne i w sumie jedno z tych dań, które zaspokaja nie tylko głód, ale też inne zmysły. Burrata to moje odkrycie zeszłego roku, nie wiem jak mogłam żyć nie wiedząc o jej istnieniu, chyba będę musiała na nowo odwiedzić wszystkie miejsca we Włoszech, w których dotąd byłam😈 #burratacheese #burratagram #burrataporn #przepis #jedzenie #obiad #pycha #mniam #salatka #sałatka #salad #omnomnom #mniam

Pierwszy dzień po podróży to...

Większość zdjęć w rodzinnych albumach (u mnie) ma mnóstwo prześwietleń albo cieni w złych miejscach, totalnie randomowe pozy, bo ktoś z kiepskim wzrokiem strzelał na oślep. Ciekawe czy za 10-20 lat z podobnym poczuciem obciachu będziemy patrzeć na obecne trendy. Czy instagramowa stylistyka będzie postrzegana w ten sam sposób, co niegdyś meblościanki, które były w każdym domu i stanowiły powód do dumy.
Taka drobna myśl po wczorajszym oglądaniu zdjęć z dzieciństwa w różnych zakątkach internetu. Bardzo fajne to było!
#palmiarniagliwice #palmiarnia #czerwonasukienka #lumpeks #lumpeksowezdobycze #secondhand #palmhouse #jungle #plantlady #roślinki #niedziela #dziendobry #blogerka #podróżemałeiduże #silesia #gliwice #ootd

Większość zdjęć w rodzinnych albumach...

Rzadko jestem na Śląsku, a jeśli jestem to niestety tylko na chwilę, ale urok Nikiszowca działa na mnie za każdym razem jeszcze mocniej. Podobnie jak rolada z kluskami śląskimi i modrą kapustą, ktoś kto to wymyślił jest geniuszem. 
Jedna z najfajniejszych rzeczy w tym kraju to naprawdę zróżnicowana kuchnia regionalna. 
I przy okazji mam pytanie - czy ciasto ucierane to dla was ciasto, czy mówicie „upiekłam placek ze śliwkami”?
Bo dla mnie zdecydowanie są ciasta, i ciasta na które mówię placki.
#Katowice #Nikiszowiec #Śląsk #blogerka #podróżemałeiduże #podróże #zwiedzamy #kato #silesia #sukienka #ootdfashion #ootd #cegła #Polska

Rzadko jestem na Śląsku, a...

Ciasta, upały i życie jak Disco Polo [tygodnik]

Nawet nie wiecie jak się cieszę, że jest tak bardzo ciepło! :). Wreszcie nie tracę energii na ogrzanie swojego ciała i mam nawet bliską normalnej temperaturę (35,2, jupi!).  Czuję się rewelacyjnie i spędzam dni na uroczym lenistwie ;).Zdecydowanie  TEGO było mi trzeba.

Jestem istotą raczej ciepłolubną i w wysokich temperaturach czuję się jak ryba w wodzie. W domu już gorzej, ale spuszczone rolety, otwarte nocą okno i gorąca herbata działają cuda ;-). Trzeźwo przekalkulowałam swoje ostatnie miesiące i doszłam do wniosku, że wolę zarabiać mniej, ale mieć czas na cieszenie się życiem i słońcem. Poprzestawiałam sobie trochę plan dnia i priorytety, wstaję koło piątej, piję szklankę wody (w zależności od kaprysu, z cytryną lub imbirem), siadam przed komputerem i robię co mam do zrobienia. O dziesiątej,a czasem nawet wcześniej 🙂  kończę pracę i wybieram sobie jakąś książkę do poczytania. Czasem idę na spacer, czasami lenię się na hamaku, czasem się z kimś spotykam, czasem planuję małe przemeblowania w moim życiu. Niektóre karty wypadałoby nieco przetasować :). Za dnia ucinam sobie drzemkę w ogrodzie, potem ogarniam ewentualne pilne maile i inne rzeczy, jakieś poprawki i znowu jestem wolna :). Oczywiście nie zawsze idzie tak gładko, ale szczerze? Jest bajecznie! Moje wakacyjne życie jest tak proste i nieskomplikowane, jak linia melodyczna utworów Disco Polo :)).

Szkoda, że zimą moja wydajność jeśli chodzi o energię jest nieco inna 😀
Nie mogę uwierzyć w to, że od pobytu w Grecji minął już tydzień. Aaaa! O ratunek wołają moje włosy, które po miksie słońca, słonej wody i jeszcze na dokładkę – chlorowanej wody w basenie, zaczęły się mocniej buntować. Przed wyjazdem chciałam znowu ciachnąć końcówki, ale od tego pomysłu odwiódł mnie tekst Gapy z włosomaniaczego bloga 😉 Trzeźwo przemyślałam i doszłam do wniosku, że po co narażać na te wszystkie czynniki nowe końcówki, jak mogę dobić stare 😀 Mając z tyłu głowy treści z bloga Natalii, skusiłam się w osiedlowej drogerii na maskę Crema al Latte i też jest całkiem ok, ale… moim hitem okazało się coś całkiem innego :). Marta z bloga urodaiwłosy opisała swój hit jakim jest…mleczko kokosowe. Przypomniałam sobie, że jest wysokokaloryczne, czyli idealne dla mnie więc pobiegłam do sklepu. Część podgrzałam i zjadłam na śniadanie z przepyszną czekoladową granolą, a część wykorzystałam na włosy jak olej. Jestem bardzo zadowolona! Tutaj (klik) macie tekst Marty o metodzie, a tutaj (klik) bardzo dobrą promocję na mleczko ;-). Ja póki co najchętniej chodzę w spiętych włosach, lub w niedbałych (bardzo niedbałych) falach. Od kiedy z powodu zniszczeń po rozjaśnianiu, fryzjerka pocieniowała mi włosy, lepiej czuję się w loczkach lub właśnie falach. Przy tej wilgotności powietrza wystarczy noc w koczku z invisibobble i mam swobodną, letnią fryzurę ;-).

 Szczegóły tego stroju i linki znajdziecie w tekście :

PROSTE TRIKI NA STRES – 3 SPOSOBY, KTÓRE BARDZO LUBIĘ

A szczegóły tego stroju tutaj :

JAK ZŁAPAĆ RÓWNOWAGĘ?

No i właśnie myślę sobie, że powinnam napisać kilka słów o moich zmaganiach z ciałem. Czasami myślę, że bardziej motywuję innych niż siebie :D!
Sukienka : KLIK
Kilka lat temu dodawałam na bloga mniej swoich zdjęć, a teraz mamy lato i na każdym zdjęciu wyraźnie widzę, co mam do poprawki. Sęk w tym, że na to co mam poprawić, niestety mam niewielki wpływ. Generalnie przy mojej mocno kalorycznej diecie ciężko zachować sylwetkę, ale tak jak wszystkich ludzi na świecie dotyczy prawo grawitacji, tak mnie dotyczy zasada – jeśli spożywasz więcej kalorii niż zużywasz, to tyjesz. (I odwrotna, aby schudnąć, musisz zużyć więcej kalorii niż dostarczasz). Drażnią mnie natomiast defekty po wieloletnim zażywaniu leków w postaci sterydów – te nieznośnie garbiące się ramiona i gromadzenie się tłuszczu tylko na brzuchu. Czuję się jak jakiś pieprzony Prometeusz, który choćby nie wiem jak się starał, i tak będzie dziobany w wątrobę. Nie cierpię uczucia niemocy i chociaż zanim moje nadnercza się uspokoją, trochę wody w Gangesie upłynie…postanowiłam postarać się bardziej.
Bo zdałam sobie sprawę, że bez większych protestów przyjęłam status quo! Ja, buntująca się na wszystko, co mi nie pasuje i próbuje mnie ograniczać! Skoro przeciągnęłam już swoje oskrzela na bardziej jasną stronę mocy, przechytrzę wrednego Cushinga. Oj diable, jeszcze w kościele będziesz mi zamiatał! 😀
Noszę w domu coś podobnego do pajączka, walczę ze swoim oddechem próbując robić pompki i mocniej ćwiczę. Ciekawostka jest taka, że zmotywowały mnie blogi!
Marta spędziła ostatnio dużo czasu na przygotowaniu filmu z treningiem, sama zrobiłam wczoraj, a co! – link do filmiku Marty . Drugą taką osobą jest Monika, która stworzyła cykl Wakacyjna akcja motywacyjna i nawet układa specjalne jadłospisy (Monika jest dietetykiem). Ja muszę mieć całkiem inną dietę, ale Monika też walczy z przeciwnościami, więc dlaczego ja…nie mam postarać się BARDZIEJ? Zadałam sobie trzeźwe i proste pytanie : Czy robię wszystko co w mojej mocy? Jebs, prawda jest smutna, ale nie! Uwielbiam to pytanie, bo zawsze jest początkiem mocnych zmian u mnie. Jeśli nie jestem z czegoś w swoim życiu zadowolona, a nie zrobiłam WSZYSTKIEGO by to zmienić to, tak – mocny plaskacz w twarz – mogę mieć pretensje tylko do siebie.
Postanowiłam, że codziennie będę mocniej przesuwać granicę swojej wydolności oddechowej. Choćby o jakiś promil dziennie, ale do przodu. Kupiłam też specjalną wagę pokazującą procent tkanki tłuszczowej i mięśni. Będę obserwować te wskaźniki.
Bo wiecie co, to nie jest tak, że szczęście jest jakąś stałą. Jak się zatrzymasz, to w końcu zostaniesz w tyle. Generalnie jestem zadowolona ze swojego życia i tak – szczęśliwa. Lubię siebie, lubię miejsce w którym jestem. Co nie znaczy, że zamierzam się w nim na zawsze zatrzymać :). Niestety mam tendencję do spoczywania na laurach i tak, niespodzianka, też ciągle muszę nad sobą pracować.
Kopniakiem dla mnie samej był ten wzruszający mail od czytelniczki :

(function(d, s, id) { var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0]; if (d.getElementById(id)) return; js = d.createElement(s); js.id = id; js.src = “//connect.facebook.net/pl_PL/sdk.js#xfbml=1&version=v2.3”; fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);}(document, ‘script’, ‘facebook-jssdk’));

Mam wyrzuty sumienia, że tak rzadko mam czas na odpisywanie na Wasze maile… A to dlatego, że wszystkie je czytam, co…
Posted by Aniamaluje on 6 sierpnia 2015

Mail bardzo mnie wzruszył i sprowokował do zadania sobie kilku ważnych pytań. Na szczęście zaakceptowałam już to, że wzloty i upadki są w życiu naturalne :).

Spędziłam też ostatnio trochę czasu w kuchni :

kurczak po chińsku

w linku znajdziecie przepis na potrawkę po chińsku z ryżem i kurczakiem

blueberry cake

W linku znajdziecie przepisy na oba ciasta – różnią się tylko dekoracją 🙂

Wiecie, że nie znudziły mi się jeszcze truskawki? ;D
Staram się też zawsze próbować nowych smaków. Moje zapotrzebowanie energetyczne powoduje, że albo musiałabym zostać etatową kucharką i nie robić nic poza tym, albo ciągle stołować się w restauracjach 😀 Dlatego zawsze staram się mieć w domu jakieś awaryjne gotowce, lub chociaż półprodukty. Tym razem skusiłam się na :

Mieszanka do woka bardzo fajna, noodle…cóż, chyba powinnam wrócić do blondu, bo ich nie zalewa się wrzątkiem, a przygotowuje wyłącznie w mikrofali. Nie mam mikrofali 😀 Nie dane było mi się przekonać. A zupa dyniowo-kokosowa to niestety nie mój smak. Wszystkie te produkty pochodzą z tygodnia azjatyckiego (klik), który jest moim ulubionym. Cóż, przynajmniej uzupełniłam zapasy pewniaków, np. makaronów albo sosów, które ostatecznie raz na jakiś czas też lubię zjeść ze słoika :).

Swoboda i luz lata sprawiła, że zakochałam się we wszelkich haftach i ubraniach wyglądających jakoś tak…swojsko. Sukienka pochodzi z Romwe (klik) i jest moją letnią alternatywą dla zimowego, domowego dresu ;-). Dużo ładniejszych ubrań z podobnym wzorem znalazłam tutaj klik… i to jest coś, co niedawno mi we mnie przeszkadzało, a dzisiaj bardzo to lubię – różnorodność. Raz lubię być Anią w ołówkowej spódnicy z kropki, raz we fruwajce z nieobszytym dołem, a raz lubię chodzić w długich, kwiatowych maxi z wiankiem na głowie… zresztą – rzućcie okiem na mój instagram : https://instagram.com/aniamaluje/ – wszystko widać jak na dłoni :).

Tak odbiegając od tematu…. czy w dzieciństwie czuliście zawsze wrześniową ekscytację? Te wszystkie zakupy, planowanie zawartości piórnika, wybór najładniejszego zeszytu? Ja uwielbiam “nowe początki” i szukam okazji do zmian w swoim życiu – przejrzenia planów i małej ich aktualizacji. Co nie znaczy, że wciąż nie lubię chodzić po sklepach w poszukiwaniu ładnych zeszytów i długopisów 😀 Jeśli macie ochotę, zerknijcie na mój zeszłoroczny tekst o szkolnej wyprawce (z perspektywy pedagoga) oraz tej studenckiej, z perspektywy studentki: https://www.aniamaluje.com/2014/08/szkolna-i-studencka-wyprawka-co-kupic.html

Miałam koleżankę, która początek nowego roku zawsze próbowała traktować jako okazję do premiery nowej wersji siebie. Np. uznała, że od września będzie nosić częściej sukienki, albo dokona innej zmiany. Patrząc na popularność zagarnicznych filmików typu back to school, nie sposób nie zauważyć, że to całkiem popularne. Sklepy też ścigają się w ofertach tego typu :).
Jedna wyjątkowo mnie …. zaintrygowała? Nie wiem, czy to dobre słowo 😀

Klikając w obrazek lub w ten link (klik) przeniesiecie się na stronę ze zbiorem ubrań pasujących na powrót do szkoły. Przeglądając ubrania mam wrażenie, że raczej do szkoły z teledysków Britney Spears 😀 A tak na poważnie, to jak poklika się w te kółeczka u góry, to jest kilka bardzo ładnych rzeczy, np. urocze plecaki :

(klik
więc powiedzmy, że wybaczam te gołe brzuchy w zestawieniu ubrań do szkoły 😀

 Jeśli chodzi o błogie lenistwo, to ponieważ planowałam remont (ale mi się odwidziało:)), mój książkowy dobytek spoczywa w pudłach owiniętych folią stretchową i czytałam to, co gdzieś się zawieruszyło. Padło na bardzo lekkie książki Emily Giffin – dokończyłam rozpoczętą w Grecji “Coś pożyczonego“, a potem poszłam za ciosem i przeczytałam też “Coś niebieskiego“, by skończyć na “Pewnego dnia“.  To lekkie, typowo babskie książki, które mimo wszystko – przyjemnie się czyta. Niektóre tytuły są w promocji na empik.com (klik), inne są na promocji w Matrasie (klik), a najlepiej będzie pożyczyć je po prostu z biblioteki.
Ja nie mogę się doczekać, aż kurier przyniesie mój czytnik! 😀 Jestem podekscytowana jak dzieci czekające na prezent od świętego Mikołaja, chociaż czytnik sprawiłam sobie sama :)).

Tak piszę i piszę ten długi tekst i sama nie wiem, czy o czymś czasem nie zapomniałam. Tak! Wyniki konkursu z książką o jelitach ;-). Wybór był MEGA TRUDNY – poprosiłam o pomoc dwie koleżanki i udało nam się dojść do porozumienia.
Książki wygrywają :

Bee, magdalena skwara, weronika (komentarz o aniołach), Cukierek Cukierkowycz, Dorota (o korzeniach).


Nie mogłam się powstrzymać by nie przyznać nagrody także Dyni – nagród w konkursie było tylko pięć, ale powiedz tylko słowo, a dostaniesz  mój egzemplarz ;-). Zwycięzców proszę o nadesłanie adresów do przesyłki za pośrednictwem mojej skrzynki napiszani(małpa)gmail.com z adresów e-mail, z których rejstrowaliście się w systemie disquss :). Proszę o zrobienie tego do środy!

Linki, linki!

Na moim blogu :

PROSTE TRIKI NA STRES – 3 SPOSOBY, KTÓRE BARDZO LUBIĘ

W necie :
Niebałaganka i jej piękny DIY słoik ze słomką (klik)
Bardzo fajne łóżka 😀 (klik)
Pokazywałam kiedyś podobne z Totoru, ale to też jest super :).
Nie mniej fajny, bardzo pomysłowy  blender (klik), w sam raz do robienia pysznych i szybkich smoothie  (przy okazji odsyłam do tekstu : jak zrobić smoothie)
LifeManagerka i jej tekst o tym, czy warto założyć działalność gospodarczą (klik) – wiem, że kiedyś będę musiała, ale na razie sama zostaję na umowach o dzieło czy zlecenie. Patrząc na to ile emerytury ZUS wyliczył mojej mamie, nie mam obaw i wolę odkładać sobie te pieniążki sama ;-).
Ja mam problem z namalowanie prostej kreski na powiece, a Tal Peleg maluje na nich arcydzieła… znaczy ok, nie maluje obrazów na miarę mojego ulubionego Salvadora D, ale kurczę, szczęka opada! Zerknijcie na jej profil na instagramie (klik)
I last but not least… , bardzo ciekawy artykuł o nerwicy natręctw (klik) – jeśli myślisz o sobie jako o perfekcjoniście, zastanów się, czy to nie jest czasem głębszy problem ;-).
No, to byłoby na tyle ;-). 
Buziaki!

PS. Czy ten tekst nie jest za długi? Dajcie znać!

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

XOXO
Previous
Proste triki na stres – 3 sposoby, które bardzo lubię
Ciasta, upały i życie jak Disco Polo [tygodnik]