Instagram has returned invalid data.

Żmije, ćwiczenia, sukienki i dziwne miejsca [TYGODNIK]

Wreszcie zasiadłam do podsumowania minionego tygodnia. Tym razem było spokojnie i z nastawieniem na regenerację ;). Ostatnio pisałam Wam, że przeraziła mnie ilość przepracowanych w czerwcu godzin. Czasami dziwiliście się, że wrzucam coś na facebooka o trzeciej w nocy (nad ranem?) , ale spokojnie – sama potraktowałam to jako sygnał alarmowy i nie powtórzę więcej tego błędu. W lipcu staram się realizować tylko to, co konieczne. Mam nadzieję, że małą odmianę widać na zdjęciach 🙂

Przyznam szczerze, że czerwiec całkiem mnie wypompował z energii. Konieczne było wyrównanie długu snu (sporego!), ale zrealizowałam całkiem duży projekt i w sumie… nie żałuję. Mam na myśli to, że przeczołgałabym się przez ten maraton raz jeszcze, nawet gdybym wiedziała jak ciężko będzie. Mam taką głupią cechę, że jak się uprę, do brnę do celu choćby nie wiem co. To są takie krótkie zrywy w moim życiu, gdzie przez miesiąc dwa, totalnie wypruwam sobie flaki by coś zrealizować. Zauważyłam nawet zdjęcie z juwenaliów, na które wpadłam dosłownie na chwilę. Siedzę w różowej kurtce i – tak, dobrze widzicie – odpisuję na maila prowadząc dalej negocjacje. No ale to był maj, czerwiec, dzisiaj mamy lipiec a ja mogę całkiem odpuścić i otwierać szampana ;-).
Ale zamiast tego wolę uciec gdzieś na łono przyrody i ładować akumulatory 😉 Wiem, zdania nie zaczyna się od ale. 
Ale co z tego? 😉

Zwiewna sukienka(klik) i świeże powietrze. Mimo, że mieszkam w małym miasteczku, i tak lubię zmywać się gdzieś dalej, gdzie jest jeszcze ciszej ;-). Zabieram wtedy koc, książkę i koniecznie coś do notowania. Natomiast nigdy nie uwierzę w piękne pikniki rodem z Pinterest. Nie wyobrażam sobie rozstawiania na kocu tych wszystkich szklanych (sic!) słoiczków pucharków do lodów, zajadania się soczystym arbuzem, który się lepi i tak dalej. Czy oni na tych pinterestach nie mają os i szerszeni ? 😀 Owoce wolę zjeść w domu.
Zanim ktoś zapyta o urocze ptaszki do koreczków z melona, podrzucę link do tekstu w którym je opisałam :

JAKIE SĄ MOJE ULUBIONE GADŻETY? 

Pojawiło się tam kilka różnych gadżetów, między innymi klipsy spinające ramiączka od biustonosza. Przyznam, że nieco zdziwiła mnie nerwowa reakcja niektórych na zdjęcie z kawałkiem dekoltu. Po pierwsze dlatego, że większość czyta mój blog już długo i powinna zauważyć, że nie noszę takich dekoltów na co dzień, a po drugie dlatego, że nawet wyraźnie to napisałam ;-). 
Przeraża mnie też body-shaming. To jest chore, że dziewczynki już od małego uczy się, że ich ciało jest złe, grzeszne i koniecznie trzeba je zasłaniać i się go wstydzić. Bądźmy dorosłymi, poważnymi ludźmi i kochajmy swoje ciała!
No właśnie, ciało. Staram się nadrobić zaległości w ruchu fizycznym i dwa razy w tym tygodniu (oprócz innej aktywności), wybrałam się na siłownię plenerową. Ulokowali ją ze 12 km od mojego domu, więc samo dotarcie do niej jest już fajną rozgrzewką ;-)).
Nie jestem zwolenniczką trenowania dla samego trenowania w odniesieniu do mojego życia (u innych? Spoko!). Przy chorobach układu oddechowego działa to jednak trochę inaczej i staram się ćwiczyć tyle, by być sprawna – mieć odpowiednio ruchome stawy, jakieś mięśnie i brak zadyszki. Słowo klucz mojej aktywności fizycznej? Oddech.  Na zdjęciu mam na sobie buty do biegania z lidla i spodnie sportowe z tego samego dyskontu. Piszę o tym, bo od dzisiaj podobne modele znowu są w ofercie, a trwałość jest genialna – buty mają już grubo ponad rok, a nawet ja ich nie zajechałam 😀 Całą ofertę sportową zobaczycie tutaj (klik). Za niemiłosiernie wygnieciony czarny  t-shirt  przepraszam. W pewnym momencie zrobiło się za chłodno na sam sportowy biustonosz, a t-shirt był na dnie plecaka :X 
Wybrałam się też w fajne miejsce schowane w środku lasu ;-). Uwielbiam poziomki! Strój niestosowny, bo wypad nie był planowany – przypomniało mi się, że ktoś kiedyś mówił o mostkach i innych schodkach schowanych w lesie i postanowiłam to sprawdzić 😉
Czasem nie trzeba się daleko ruszać, by poczuć się jak turysta ;-).  Przy okazji polecam straszy tekst : Być turystą u siebie.
Wada tego miejsca? Wieś Rudy (gmina Solec kujawski, kujawsko-pomorskie) oznacza niestety żmije. Na szczęście tym razem nie spotkałam żadnej żywej, ale trzeba patrzeć po czym się chodzi, bo wszędzie są rozjechane żmije, albo fragmenty ich ciał. Brr 😀
Poza siedzeniem w bibliotece i czytaniem badań dotyczących zawodu pedagoga szkolnego, byłam tez jeszcze raz na plenerowej siłowni ;-).

Miałam do wykorzystania kilka punktów na zakupy, więc postanowiłam przekonać się, czym różnią się yoga pants od leginsów 😉 Te na zdjęciu kupiłam tutaj. Rozmiar M ;-).

Oprócz tego to hamak, czytanie, gotowanie – słowem, odzyskiwanie równowagi :).

Na blogu ukazały się teksty :

DLACZEGO NIE LUBIĘ ZWROTU ROZWÓJ OSOBISTY ?

oraz :
Ten drugi szczególnie polecam! 
Inspiracyjnie :
How to be a cat,czyli rysunkowo o kotach. Numer #272 to historia mojego życia. Zawsze. Wszystkie obrazki można zobaczyć tutaj.
Małgosia, niesamowita instruktor jazdy i charyzmatyczna, silna babka stwierdziła, że nie ma w sklepach ubrań, które pasowałyby do jej stylu więc… sama je zaprojektowała i wprowadziła do sprzedaży. Nie dość, że porządna sukienka kosztuje stówkę, to jeszcze jest na wymiar. Odsyłam to tekstu Gosi (klik), a osoby z alergią na bullshit uspokajam – nie ma żadnej zbędnej filozofii i dorabiania ideologii do sukienek, przydługich  historii o godzinach spędzonych na wyborze idealnego materiału i innych o poświęceniu, krwi i łzach. Są za to fajne ubrania i przebojowa autorka. Ach, zapomniałam, są też czapki i nawet dresik ;-).
Londyńska agencja zrobiła przedziwną akcję z kuponami do Lidla. Dziwną dlatego, że kupony podwyższają cenę produktów. Hobbystycznie śledzę ciekawe kampanie reklamowe, ale dawno żadna mnie tak nie zaskoczyła 😉 (klik)
Wreszcie znalazłam idealny odpowiednik analogowego przepiśnika. Apka/strona, która pozwala zapisywać przepisy, tworzyć z nich obrazkowe menu i tak dalej. Bomba! (klik).
Kanye West próbował zmierzyć się z utworem Queen. Teraz musi zmierzyć się z falą krytyki, ale chyba zasłużenie :

Ma nauczkę, żeby więcej tego nie robić ;-). Genialnie zmontowane nagranie! Żeby nie było – nic do niego nie mam, pewnie jest dobry w swoim gatunku muzycznym (wnioskuję po odsłonach, fanom się podoba), ale własnie brak możliwości zrobienia tego tak dobrze jak Freddie sprawia, że raczej nigdy nie wybiorę się na żaden “koncert” grup wykonujących covery Queen itp. Raczej chcę mieć same dobre skojarzenia z tym zespołem 😀

Lubicie eksperymentować w kuchni? Nie wiem jakim cudem zapomniałam o zdjęciu, ale wczoraj na grillu spróbowałam czegoś nowego.

Nie, nie mówię o tej sztampowej kiełbasie i szaszłykach (swoją drogą – wybornych). Spróbowałam czegoś, co zobaczyłam w gazecie :

Nie wybrałam tuńczyka, tylko łososia, ale grillowane pomidorki i… no właśnie, kto zgadnie co to za żółte? 😀 Zdradzę jedynie, że niebo w gębie, sama nie wpadłabym na rzucenie tego na ruszt 😀 Rozwiązanie zagadki tutaj (klik) lub po kliknięciu na zdjęcie ;-). Jest tam cały przepis krok po kroku.

Zainteresował mnie też tekst :
Dziękuję, bo mam za co. Rzadko kiedy młodzi ludzie dziękują , raczej obserwuję wielką niewdzięczność i postawę roszczeniową, więc bardzo mnie ten tekst ucieszył :).

 I ostatnie co mnie zaciekawiło, to pomysłowe zakładki do książek, które tworzą różne historie:

Można je zobaczyć tutaj (klik).

W tym tygodniu to by było na tyle ;-). 

Hej! Komentarze są troszkę niżej i obsługuje je Disquss 🙂

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Jakie są moje ulubione gadżety? Niektóre mogą Cię zaskoczyć :)
Żmije, ćwiczenia, sukienki i dziwne miejsca [TYGODNIK]