Jak wejdziecie w lokalizację, to zobaczycie jak to POWINNO wyglądać. Cóż, być w jednym z najbardziej zapierających dech w piersiach miejscu i go nie zobaczyć, bo chmury - zdarza się! :D Potem zaczął padać deszcz, więc ja zaczęłam mieć z tego radochę😅
Pytacie, dlaczego tak mało się stresuję! Słuchajcie, ja kiedyś byłam tą osobą, którą ze stresu zawsze bolał brzuch. Przed egzaminem, zawodami, konkursem... dzisiaj stresik czuję tylko przed podróżą (czyli chyba długo nie poczuję🙈) a częściej towarzyszy mi EKSCYTACJA. Większy problem mam z napięciem, ono się silnie odbija na moim ciele. Zazwyczaj szłam je wybiegać, ale ponieważ wróciłam przed obowiązkową kwarantanną, narzuciłam sobie własną i... chodzę po ścianach, bo moje najlepsze sposoby na rozładowanie napięcia są niedostępne🙈Nie cierpię biegać. Ale lubię zgrzana wrócić do mieszkania i mieć ten uśmiech na twarzy, że już wszystko za mną😅

A nie stresuje się, bo nie pozwalam, by rzeczy, które są poza moją kontrolą władały moim umysłem. Poza moją kontrolą jest to, ile potrwa pandemia, ile osób umiera każdego dnia, jak wygląda stan opieki zdrowotnej w Polsce, czy będzie szczepionka albo kiedy będzie i ile potrwają obostrzenia.
Ale mam kontrolę nad najważniejszymi rzeczami: mogę ograniczyć do minimum wyjścia (spacerek do sklepu po jedną rzecz nigdy tak nie kusił, co?😉), poprawnie myć ręce, unikać dotykania buzi, dbać o odporność, być aktywna fizycznie, słuchać komunikatów GiS i dostosować swoją sytuację finansową do zmieniających się warunków (przyciąć wydatki? przebranżowić się? podnieść ceny usług czy obniżyć i iść na ilość?).
Skupiam się nad tym, nad czym mam kontrolę. Zawsze!
Nie wiem czy na egzaminie dostanę trudne pytania, nad tym nie mam kontroli. Ale mam kontrolę nad tym, jak przyswoję materiał.
A u Was jak? Stres? Czarne myśli? Czy spokój na myśl o tym, że cokolwiek przyniesie życie, będzie trzeba się do tego dostosować?
#stres #szczerze_pisząc #emocje #stacalm #stayhome #vietnam #goldenhandsbridge

Jak wejdziecie w lokalizację, to...

Ale mam dzisiaj kiepski dzień! Chyba będę ładną sumkę w plecy. Auć! Bolesna lekcja, by nie robić czegoś „jednym okiem”. Pomyślałam, że podzielę się kilkoma swoimi wpadkami i poproszę Cię o to samo 👉🏻 zatytułowałam oficjalny przelew „pieniądze za las”. Byłam rozkojarzona!
👉🏻 kilka razy wysłałam polecony do samej siebie, jakoś odruchowo wpisuje mi się mój własny adres 🤷🏻‍♀️
👉🏻 wybrałam się na basen i nie spakowałam stroju, zorientowałam się już w szatni
👉🏻 bez portfela to też wyszłam wiele razy
👉🏻 wysłałam klientowi plik o tytule „wersjaostatecznailetychpoprawekjapierdole.pdf”
👉🏻 wyszłam z knajpy i zapomniałam zapłacić. Biegłam przeprosić i uregulować należność ze zwieszonym jęzorem a oni się nawet nie zorientowali! Przeprosiłam chyba z 5x🙈

Teraz Ty, będzie mi raźniej!
Zdjęcie z Bali! Było pięknie, mam nadzieję, że Balijczycy dadzą sobie radę z kryzysem, żyli w dużej mierze z turystyki :( #wpadka #aniamaluje #szczerze_pisząc #wodospad #waterfall #podrozemaleiduze #podróże

Ale mam dzisiaj kiepski dzień!...

Mam taką ulubioną grę, gdzie zadaję ludziom pytania w stylu „wolisz do końca życia jeść tylko sernik, czy tylko burgery?”. Nawet mam jej karcianą wersję (nazwa się „Dylematy” i pytania są w niej czasami na maksa odjechane!) ale i tak wolę zadawać własne😈. Zasady są proste! 👉🏻 odpowiadasz na dowolne pytanie z tego wątku (moje, cudze)
👉🏻 kupujesz sobie w ten sposób prawo, by zadać własne pytanie 
Można uzasadniać, wychodzą z tego super dyskusje!!! Uwielbiam w to grać! I na żywo i przez smsy jak na żywo nie można pogadać.
Więc ja zacznę, a Wy mam nadzieję, będziecie w komentarzach aktywni. Pytanie które wrzucam, pochodzi z gry „Dylematy”:
2 osoby zaproponowały ci namiętny pocałunek. Jedna z nich to 10 w Twojej osobistej skali, ale jest w związku. Druga to singiel, ale w twojej skali „5”. Kogo wybierasz? Napisz, a potem stwórz własny „dylemat”😉 Zawsze trzeba coś wybrać, nawet jak obie opcje są złe 🙃
Odpowiedz i zadaj swoje pytanie.

Możecie odpowiadać sobie nawzajem, będzie zabawnie! To jak, 5 czy 10? 
#gra #zostajewdomu #rozrywka #buivien #buivienstreet #vietnam #saigon #hochiminh #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje

Mam taką ulubioną grę, gdzie...

Idziesz do pracy, bo musisz? Źle, bo masz siedzieć na pupie. Bierzesz bezpłatny urlop, żeby siedzieć na pupie - źle, bo będzie kryzys, a w ogóle to ktoś musi w sklepach sprzedawać.
Wrzucasz związane w wirusem treści - źle, bo wszyscy już mają dość. Wrzucasz treści rozrywkowe - źle, bo jesteś ignorantem. Kupujesz papier dla siebie i rodziny - źle, bo panikujesz i „odbierasz innym”. Kupujesz tyle ile potrzebujesz - źle, bo nie myślisz o przyszłości.

Nie dajmy się zwariować. Jesteśmy różni! Przeżywamy sytuacje na swój sposób. Ktoś, kto lubi siedzieć w domu nie zrozumie kogoś, kto serio chodzi od tego po ścianach. za dzieciaka byłam często chora i 2 tygodnie na dupsku to dla mnie żadna nowość. Przyznam, że czasami wręcz chciałam mieć anginę, żeby oglądać na satelicie bajki na jakimś Rai due czy niemieckim RTL2, oglądać reklamy produktów, których w Polsce nie ma, układać puzzle, czytać książki, wpuszczać psa do łóżka (chora, to mama przymknie oko) i układać domki z kart. Przeszłabym się chętnie, marzę o zakupach w lidlu, żałuję, że nie mam balkonu, ale jakieś wielkie wyrzeczenie to nie jest. Dla kogoś innego może być niemal traumatyczne i nie mam prawa tego oceniać! Jeden będzie tańczył i śpiewał, drugi zwinie się w kulkę i będzie mu smutno.
Dlatego proszę, nie oceniajmy się! Jeśli tylko słuchasz się do zaleceń i oficjalnych komunikatów - nie czuj wyrzutów sumienia, że masz ochotę spać albo leżeć zamiast pisać ebooki i tworzyć genialne biznesy. Albo na odwrót, że w tej sytuacji przyszedł Ci do głowy genialny produkt  i wchodzisz w to jak opętany!
Nie miej wyrzutów sumienia, że czujesz radochę na myśl o gotowaniu, porządkach w szafie i wszystkich rzeczach, na które brakowało ci czasu. Albo na odwrót - że zamawiasz na wynos i marzysz o pracy w której odwiedza cię pan kanapka. Ale nie oceniaj. 
Polecam z  stories @evrdtrp która pokazuje, jak odmienne mamy perspektywy i sytuacje życiowe. To nie są rzeczy czarne albo białe, raczej tak niedookreślone jak moja skora na tym zdjęciu. Opalona, spalona, czy blada? Wszystko po trochu!
Wspieranie, nie ocenianie. Proszę🤗
#staystrong #siedzęwdomu ... bo mam ten przywilej, nie każdy może.
Doceniam! #szczerze_pisząc #aniamaluje

Idziesz do pracy, bo musisz?...

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja niestety ciągle! Czasami szybciej działam niż myślę, a refleksja nad głupotą przychodzi po fakcie. Osobiście za jedną z najgłupszych rzeczy na świecie uważam jednak palenie papierosów. Śmierdzą, trują, niszczą zęby i zdrowie - bez wahania zdecydowałam się dorzucić swoje 3 grosze do kampanii przeciwko paleniu!
Dajcie koniecznie znać w komentarzach czy kiedyś paliliście (albo palicie) i czego wam najbardziej w związku z tym żal!
Więcej na : http://stopfejkfriends.pl/ 
Post w tamach kampanii społecznej: #stopfejkfriends i „Papierosy i e-papierosy to fałszywi przyjaciele”

#aniamaluje #szczerze_pisząc

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja...

Na tym zdjęciu moja mina mówi „czy mogę już iść?” i nawet powiedziałam to na głos do @czula.kaminska bo obok latał jakiś szerszeń, a ja się panicznie boję🙈
Bo ja wcale nie jest odważna! 
Życie jest przewrotne. Pojechałam solo, żeby sama pobyć ze swoimi myślami - nie spędziłam sama ani jednego dnia! A teraz siedzę na tyłku jak wszyscy i mam to swoje wyciszenie, chociaż czas po wyjeździe miał być turbo intensywny🤪
🌱Fajnie jest być gdzieś z kimś. Dzielić zachwyt, czasami pokazać coś swoimi oczami, czasami rozproszyć poczucie odpowiedzialności by nie ciążyło tylko na jednej osobie, czasami by poczuć się bezpieczniej. 🌱Podróżowanie solo jest inne. Ludzie dzielą z Tobą jakieś fragmenty drogi, ale na Twoich zasadach. Zero kompromisów, dostosowywania się, szukania knajp gdzie będzie coś bez pszenicy albo gaszenia światła bo ktoś chce spać, a ty jeszcze nie. Omijania czegoś, bo komuś za gorąco albo za daleko, za blisko, za brzydko, za ładnie, zawsze coś.
🌱Łatwiej poznaje się ludzi. Ja na nowo uwierzyłam, że w ludziach jest dobro. Spotkałam się z wielką życzliwością, chęcią pomocy, wskazówkami. Ktoś mnie podwiózł, ktoś naprawił laptopa, ktoś pokazał fajne zakątki, ktoś zrobił zdjęcie, ktoś popilnował rzeczy. To było piękne!🥰
🌱Podróżowanie solo nie jest ani lepsze ani gorsze. Jest zupełnie inne. 
Polecam przeżyć chociaż raz w życiu, może jak wszystko się uspokoi? ☀️Ja lubię mieć jakąś nagrodę w perspektywie. Jeśli ogarnę to finansowo to po tej całej pandemii chciałabym wybrać się do Włoch i zjeść nieprzyzwoicie pyszną pizzę. I makaron. I potańczyć. I pośpiewać pijąc nad morzem ich domowe wino z plastikowej butelki.
Tak będzie, musi być! 
Każda burza się kiedyś kończy, w to chcę wierzyć!
Zabawmy się! Wyobraź sobie, że pandemia się skończyła, Twoje finanse i rodzina mają się dobrze.
Pierwsze co robisz „w nagrodę” aby to odreagować to?
Ja totalnie wybieram się na pizzę! #podróże #solo #solotravel #drzewo #szczerze_pisząc #aniamaluje #infinitydress #multiwaydress

Na tym zdjęciu moja mina...

To, co dzisiaj wydaje się dramatem, kiedyś może okazać się cenną lekcją. Pamiętam jak z dnia na dzień straciłam źródło dochodu nie mając planu B. Bolało, ale od tej pory pamiętałam, że „najpierw płacę sobie”. No matter what! Budowałam poduszkę finansową, chociaż było bardzo ciężko. Za drugim razem gdy straciłam głównego klienta też bolało potwornie. Wtedy wyciągnęłam kolejną lekcję i postawiłam na dywersyfikację. Teraz przy okazji wirusa moje źródełka powysychały albo stały się mniejsze, ale jedno, zupełnie pasywne działa nadal i to lepiej niż wcześniej. Książka, którą napisałam w 2013! (Dostępna na legimi).
Kryzysy są ciężkie, ja się cieszę, że dostałam mocno po dupie bardzo młodo. Że przegadałam sobie kilka tematów i np. podjęłam trudną decyzję, że nie stać mnie na pracę w szkole, (wtedy byle ósemka do wyrwania oznacza tarapaty finansowe).
Czasami te bolesne lekcje po czasie okazują się bardzo cenne! 
Mam taką zasadę, że porażkę zawsze zamieniam w „teachable moment”. Wypisuję 10 rzeczy, których nauczyła mnie ta sytuacja i wdrażam wnioski w życie.
Z takim podejściem z wielu problemów wychodzimy silniejsi!
Gdybym nie przerobiła tego problemu 10 lat temu, dzisiaj też z przerażeniem patrzyłabym na topniejący stan konta😰ale czasami żeby było lepiej, przez chwilę musi być trochę gorzej! Dzisiaj widzę, że przez ten kryzys podjęłam decyzje, które zapewniają mi całkiem wygodne życie.
Teraz wydaje się ciężko, ale jeśli wyciągniemy z tego lekcje, to będzie lepiej.
Każdy zna chyba kogoś, kto załamał się po rozpadzie związku a potem poznał partnera pod każdym kątem nieporównywalnie lepszego, prawda?
Wierzę, że tak to się skończy! 
Masz jakąś historię życiowej tragedii, która okazała się potrzebną lekcją i chcesz się nią podzielić?
#aniamaluje #szczerze_pisząc #saigon #hochiminh #kryzys #staystrong

To, co dzisiaj wydaje się...

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców. To totalnie nie jest czas na te wszystkie wrogie spojrzenia i wytykanie innym co zrobili nie tak! W Tajlandii starsze małażeństwo z Chin pozarażało innych, bo bali się linczu i bali się iść do szpitala. U nas ludzie zatajają, że byli we Włoszech właśnie przez takie komentarze! Z kolei gdy restauratorka z Bangkoku dała znać klientom na fejsie, że ma wirusa, zamyka lokal i prosi osoby, które w nim były o sprawdzenie swojego zdrowia - ludzie pisali, że dziękują za jej odpowiedzialność i poinformowanie. Takie samo podejście ma Tajwan. Pisałam kiedyś, że wiara w „sprawiedliwy świat” sprzyja kulturze wtórnej wiktymizacji ofiar. Bo gdy wszyscy myślimy „jak będę ostrożna to nikt mnie nie zgwałci”, to z automatu cześć winy idzie zawsze na zgwałconą kobietę. „Mnie jakoś takie rzeczy nie spotykają a chodzę tedy 20 lat”🙄. To od naszego podejścia zależy, czy ludzie będą zgłaszać swoje objawy, czy nie. Wirus może przytrafić się każdemu, nawet najbardziej ostrożnemu człowiekowi! To nie jest moment na „to przez tego, to przez tamtego”. To moment na słuchanie się do zaleceń i siedzenie w domu. Ja zdecydowałam się kontynuować relację z Azji z normalnym opóźnieniem (no, może ciut dłuższym, zbieram więcej info o ciemnych stronach Wietnamu😌). Czasy są ciężkie, miejcie u mnie trochę rozrywki i normalności! Pozostańmy silni, bez znaczenia, czy w Polsce czy gdzieś na świecie!♥️ Nie obwiniajmy się nawzajem, nikt nie przyniósł wirusa złośliwie! To i tak by się wydarzyło. Strach jest ok, panika nie. Panika to chaos. Potrzebujemy spokoju i opanowania😊 to nasze reakcje zadecydują o rozwoju wydarzeń.
#podróże #szczerze_pisząc #aniamaluje #wirus #zostajewdomu

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców....

Jedna z moich największych obaw odnośnie podróży solo?
„Ale jak ja pójdę na plażę?!”🤣
Biegam szybko, ale jednak nie chciałabym wyskakiwać z morza aby dogonić  złodzieja, który połasił się na mój telefon.
Tymczasem moje  obawy okazały się zupełnie bezzasadne! Poznałam wielu spoko ludzi, którym postanowiłam zaufać i rzadko bywałam sama. Ale czasami chciałam! I co wtedy? Raz ratownik zaproponował, że wrzuci moje „belongings” do swojej łódki. Raz wrzuciłam telefon, kasę i klucz do woreczka strunowego i zakopałam pod palmą. A kilka razy wyszłam zupełnie bez niczego. Zostawiałam klucz na recepcji i odcinałam się.
Było super! 
Chcę bardziej być niż mieć. Nie wiem jak mogłam kiedyś pozwolić na to, aby strach o durne rzeczy mnie blokował.
Dzisiaj widzę, jak był irracjonalny 🙈 nie mam za wielu zdjęć z plaży, ale było fajnie! Jestem za to na wielu zdjęciach wietnamskich chłopców (na Bali też mi się zdarzyło)🤣 Widzą białą dziewczynę i pytają, czy mogą fotkę. I czy mogą mnie do tej fotki objąć. Przedmiotowe? Szczerze? Ja też robię fotki lokalsom i chociaż sami zachęcają, to w pewien sposób czuję, że pozując do zdjęć spłacam jakiś dług. Chłopcy są zawsze bardzo grzeczni i mili. Nie spotkało mnie tu nic „disrescpectful”. Po fakcie zawsze dziękują, chwilę pogawędzimy. To dla mnie ok, bez względu na to, co opowiedzą kolegom pokazując zdjęcie. W mojej opowieści też każdy pająk jest 3 razy większy, a każdy z nas ma koleżankę, do której idol na koncercie puścił oczko😉

Nigdy w życiu nie uśmiechałam się tyle, co na tym wyjeździe!!! Nie wiem jak mogła mnie blokować myśl o tym, że ktoś mnie okradnie🙈
„Pod łóżka włażą, złodzieja węszą, 
Łbem o nocniki chłodne trącając.
I znowu sprawdzą kieszonki, kwitki, 
Spodnie na tyłkach zacerowane, 
Własność wielebną, święte nabytki, 
Swoje, wyłączne, zapracowane.”
#wietnam #azja #podróże #podróżemałeiduże #vietnam #aniamaluje #szczerze_pisząc #plaża

Jedna z moich największych obaw...

Typowa ja! Nie pamiętam jak na imię miał właściciel piesełka, ale piesek miał na imię Tom i spędziliśmy razem kilka miłych chwil! 
Nie każde zdjęcie z podróży musi być wymuskane! To wywołuje we mnie miłe emocje, bo Tom był kuleczką radości.
Przy okazji - bycie opiekunem (nie lubię słowa „panem”) pieska to +100 do charyzmy i zwiększa szanse podrywu. Albo ułatwia kontakt. Lubię czytać książki w parku i w zeszłym roku kilkadziesiąt (!) razy zdarzyło się, że wbiegł we mnie albo mój koc czyjś piesek, co dało opiekunowi oczywisty pretekst do zagajenia rozmowy bez jakiejś niezręczności. Z trzema z tych osób się koleguję, jednego poznałam ze swoją koleżanką i są parą ;).
Pieski są super!!!
Pytanie do ludzi, którzy mają (albo kiedyś mieli) zwierzaka - jak się wabił? Imię typowo zwierzęce, czy ludzkie?
Ja miałam: kota o imieniu Trampek, owczarka szkockiego collie o imieniu Zija, (Zia) aka Ruda, drugiego psa o imieniu „Mała” (zwana Zazdrośnicą), kota Kiko i kotkę Ninę. Teraz w mojej rodzinie jest kotka Schwarz i piesek Niunio.
Każde imię z innej bajki!
Jak u Was?
#piesek #dogsofinstagram #wakacje #wietnam #vietnam #podróże #podrozemaleiduze #zwierzaki

Typowa ja! Nie pamiętam jak...

Co złowiłam w lumpie za 60 groszy, dlaczego jem tyle śledzi i najgorsze ciasto świata… :)

W dzisiejszym tygodniku – o tym, co udało mi się upolować w lumpeksie za 60 groszy, kto z medialnych osób udostępnił publicznie mój tekst oraz o moich dziwnych upodobaniach kulinarnych. Ponadto : czy dziewczyny, które interesują się makijażem są głupie i czy zaszczepiona osoba może zachorować na to, na co ją zaszczepiono. No i czy tysiąc złotych za makijaż to dużo? Ciekawi? 🙂

Miniony tydzień był nieco….szalony.  Jak widać po środkowym zdjęciu – jestem biała jak ściana. Z tego powodu darowałam wam oglądanie mojej twarzy ;-). Nie chcę w żaden sposób narzekać, bo ponoszę konsekwencje wieloletniego zażywania leków i po prostu mam za swoje. Jak mawiają – frycowe trzeba płacić. Więc płacę.

Trochę przygniata mnie uczelnia, trochę własne “demony”. Przemeblowałam w życiu, przemeblowałam na swojej głowie i nawet w domu poprzestawiałam meble. Co jakiś czas nachodzi mnie na gruntowne zmiany, przewartościowanie wartości i przedefiniowanie swoich priorytetów. Właśnie jest taki czas. Teraz, gdy gonią mnie terminy pracy magisterskiej, gdy maile nie przestają mnie zalewać, a mnóstwo dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi potrzebuje akurat mojej pomocy. Kumulacja.

Uwielbiam określenie “efekt keczupu“. Jestem pewna, że dobrze to znasz – ściskasz butelkę keczupu i jak na złość – nie leci. Czujesz, że upragniona, czerwona maź jest w tej butelce, a ona jest uparta i nie chce się wydostać. W końcu ściskasz kolejny raz i… na talerzu ląduje dużo za duża plama keczupu, a drobne kropelki zdobią twoją twarz, sukienkę, przedramiona i całą kuchnię w promieniu pół metra od butelki.

Witaj w moim świecie – właśnie nachlapałam sobie keczupem.

Z innych spraw : życie biegło mi bardzo spokojnie. Cały czas udawałam, że piszę pracę magisterską. Miałam oddać rozdział w środę, termin przeniósł się na środę, która lada moment będzie.

A ja czuję się z tym dokładnie tak :

Temat mojej pracy “jara mnie” od kiedy pamiętam.Wyklarował się jakieś 5 lat temu. Od tego czasu dużo o tym czytam, nawet amatorsko badałam sobie dzieciaki w różnych sytuacjach. Mam badania pilotażowe, wiedzę… Ba! zajmuję się tym wtedy, gdy pracuję z uczniami. Ponieważ po uszy siedzę w praktyce edukacyjnej, potwornie nie chce mi się usiąść na tyłku i spisywać tych wszystkich definicji, używać ważnych słów i masy przypisów. Teoria jest oczywiście ważną podstawą, ale…

Ok, powiem wprost – od kiedy dostałam wraz z koleżanką propozycję studiów doktoranckich, podświadomie sabotuję szansę jaką otrzymałam. Jak nigdy moje zdrowie zaczyna mi przeszkadzać w napisaniu tego cholernego rozdziału  i jestem o krok od złożenia podania o roczny urlop dziekański…albo przeniesienia obrony na jakieś nieokreślone “jutro”. Po prostu boję się, że stanę się wszystkim, czym nie chcę być – utknę gdzieś w teorii i przestanę robić to, co lubię, nakładając na siebie ciężkie kajdany. Z drugiej strony – bardzo dobrze wiem, jakie szanse na zrobienie czegoś fajnego dla edukacji niesie za sobą możliwość kontynuowania studiów na kolejnym stopniu.

Ok, tyle “narzekania”. Chciałam tylko dać znać, że jestem w sytuacji w której nie wiem co zrobić i trochę mnie to rozprasza :))

This indecisions bugging me.



Ok, koniec muzycznych przerywników ;)). 

Generalnie jest całkiem ok. Tylko dużo keczupu :). No i wiadomo – kobiety są nieco bardziej podatne na hormony, a moje się właśnie normują po rozregulowaniu. Piszę o tym wszystkim tylko dlatego, że czasami piszecie “ale ty jesteś pozytywna, też tak chcę!”. Zupełnie jakby mnie nie dotyczył typowy problem – otwieram lodówkę, jestem głodna…wszystko lubię a na głos klnę, że nie ma nic do jedzenia. A dotyczy, czasem dotyczy :).

Jeśli przy lodówce…mam nienormalną chęć na śledzie. Ciągle! Śledzie i żelki. 

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Ania Kęska (@aniamaluje) 1 Kwi, 2015 o 8:03 PDT

Zdążyłam przetestować wszystkie śledzie z lidla i z biedry. Obecnie ulubione są te niebieskie (klik). Szczęśliwie dla mnie – trwa na nie promocja 😛

Jak wiecie z mojego insta – byłam też w biedronce po przepiśnik. Wszystkie były w folii, więc odpuściłam. Potem były odpakowane, też obejrzałam i wciąż nie zdecydowałam 😀 Wciąż biję się z myślami, czy przepiśnik za taką kasę (klik), czy lepiej ładny wypasiony zeszyt i własne przekładki. Lub segregator, przepisy w foliowych koszulkach i tak dalej – aby można było z niego swobodnie korzystać w kuchni. Są pięknie wydane i kuszą, ale ze mną to już różnie bywa.

Obiecałam też przepis na to cudo :

ale się nie wyrobiłam. Chyba niebawem stworzę po prostu tekst o moich propozycjach śniadań i pozbieram ze swojej  głowy wszystkie przepisy na smaczne, szybkie i proste.
Ostatnio nie mam na to jakoś weny.

Polecaliście mi dla przykładu – banofee – pyszne ciasto bez pieczenia.
oto saga o nim :

Miałam ochotę na jakieś dobre ciacho, w piekarniku robiły się zwijane, więc pieczenie nie wchodziło w grę. Odkopałam na fejsie wasze komentarze z przepisami. Banofee wyglądało obiecująco. Słodkie, z bananami – będzie pyszne – pomyślałam.

Kupiłam herbatniki  i kostkę masła. Masę kajmakową i śmietanę. Miała być 36%, ale przed świętami wszyscy wpadli na pomysł robienia deserów, więc w całym mieście udało mi się kupić tylko 30% UHT w kartoniku. Słuchajcie dalej – będzie śmiesznie 😀 

Zmieliłam herbatniki na piasek, dodałam masło. Wykładam grzecznie dno formy i bardzo szybko zorientowałam się, że w przepisie podano 150 gram, czyli dużo za mało. Więc trochę już poirytowana biegnę bez kurtki do sklepu za rogiem, bo jakieś kruche ciastka. Nie ma, są krakersy, ale to słone, więc odpada. Cóż, pobiegłam dalej, do marketu. Kupiłam ciastka i wróciłam do robienia ciasta. Zmieliłam, wyłożyłam dno (roztargniona zapomniałam o bokach formy:)). Gdy spód chłodził się w lodówce, wzięłam się za ubijanie zimnej śmietany. W chłodnej misce jak Bóg przykazał. Nigdy w życiu nie zepsułam śmietany. Nigdy. Tym razem śmietanka odmówiła współpracy – gdy zorientowałam się, że dalsze ubijanie skończy się spaleniem miksera lub ubiciem masła… wyłączyłam mikser i wylałam nieszczęsną śmietanę. W domu była torebka śnieżki, więc przygotowałam śnieżkę (a zła już byłam jak osa!).
Z lodówki wyjęłam formę ze schłodzonym spodem. Wyglądał ładnie, więc wyłożyłam na niego masę kajmakową – jak w przepisie. Użyłam dokładnie tej (klik). Pokroiłam banany w plasterki i też ładnie ułożyłam. Na to śnieżka, a ciasto do lodówki. 

Miało po kilku godzinach stężeć.

Niestety, rozpłynęło się 😀

Pomijając fakt, ze zapomniałam o wylepieniu masą brzegów ciasta 😀 …Masa zamiast stężeć, postanowiła popływać.

Dusząc się ze śmiechu (#chujowapanidomu level #over9000) nałożyłam sobie na ładny talerzyk i udekorowałam listkiem melisy…dzięki czemu wyglądało to jeszcze żałośniej :

Smak był jednak zadziwiająco dobry, jak przełożyło się całość do pucharków i jadło jak deser – wyglądało to przyzwoicie.

Nie zmienia to jednak faktu, że siostra w odpowiedzi na moje kuchenne arcydzieło…podesłała mi link do strony z przepisami.

Nie wiem, czy chciała mi pokazać gdzie zmierzam prostą drogą…czy może raczej mnie pocieszyć.

Oto link do dziwnej strony z przepisami. Moim hitem jest mortadelnik na zimno. Serio, nawet na śledzie straciłam apetyt ;-).

Co jeszcze w tym tygodniu?

Mega fajny mail:

(function(d, s, id) { var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0]; if (d.getElementById(id)) return; js = d.createElement(s); js.id = id; js.src = “//connect.facebook.net/pl_PL/sdk.js#xfbml=1&version=v2.3”; fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);}(document, ‘script’, ‘facebook-jssdk’));

Najpiękniejsze co autor może przeczytać 
Posted by Aniamaluje on 2 kwietnia 2015

Bardzo poprawił mi humor.

Ulubiony lakier do paznokci ostatnich dni :

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Ania Kęska (@aniamaluje) 3 Kwi, 2015 o 1:20 PDT

I dziwne zdarzenie…

Kompletnie nie wiem co o tym myśleć. Tomasz Kammel napisał apel do pudelka, by przestali pisać o nim nieprawdę. Przy okazji mój tekst został zalinkowany przez obie strony barykady. Błagam, nie piszcie, że mi gratulujecie – wcale nie czuję powodu do dumy, bo jednak “magiel” zajmuje się podobną złośliwością i niesie podobne skutki. Mimo to – fajnie, że tekst trafił w skupisko osób, które lubią czytać o cudzych potknięciach – pojawiło się kilka sygnałów, że ktoś przemyślał sprawę i porzuci czytanie tego typu portali.

A kto nie czytał mojego tekstu , linkuję niżej:

https://www.aniamaluje.com/2014/07/10-powodow-aby-nie-czytac-dupelka.html

Zabawny fakt : wcale nie przyniosło mi to wszystko wielu odsłon :).

Napisałam, że upolowałam coś w lumpie za 60 groszy 😀 Jestem z tego powodu bardzo zadowolona, bo mój plan “odnaleźć swój styl”, zakładał minimalny koszt. Z tego powodu : poluję na kupony, buszuję po lumpach, biorę udział w konkursach i czasem współpracuję z jakąś firmą. Próbuję różnych rzeczy w różnych stylach. Wszystkie ubrania podlinkowałam i przedstawię ja po kolei. Pod jednym z linków ukryło się hasło “lumpeks” 😀
Ok, pora na zgaduj-zgadulę. Najpierw zdjęcie zbiorcze:

Nowe nabytki to wszystko oprócz paska i butów. Proszę obstawić w myślach i…
jedziemy 🙂

Biały miękki sweterek, bardzo przyjemny, prosty i klasyczny. Będzie dla siostry, bo ja już mam białe sweterki ;-). Szorty są dokładnie takie, jak lubię – krótkie, ale nie za krótkie, elastyczne, jasne i dobrze się łączą z tunikami :).

Lekka szyfonowa bluzeczka – ma dekolt w kopertę, ale chciałam świecić cyckami. Będzie często noszona :).

Czarna, klasyczna sukienka – jest gruba, mięsista i dość mocno zabudowana. Z paskiem dobrze leży zarówno na mojej siostrze, jak i na mnie (przynajmniej w mojej ocenie:))

Lekka sukienka-mgiełka. Wybaczcie zwisający pasek , wszystkie zdjęcia powstały w jakieś 5 minut :). Takie niechlujstwo jest niestety mocno w moim stylu i wciąż nad nim pracuję. Zauważyłam po fakcie. Sukienka jest lekka i leży całkiem ok, tylko zdjęcie jakoś tak od dołu wyszło  mnie pogrubia :).

Jestem ciekawa, czy ktoś zgadł co jest z lumpka.

Pora na podlinkowanie ciuszków – pod jednym linkiem ukryło się hasło “lumpeks” :).

Buty : 9 zł (klik) , sweterek (klik), szorty (klik) szyfonowa bluzeczka (klik), czarna sukienka (klik), fioletowa sukienka-mgiełka (klik)

Kto odgadł? 🙂

Ok, zagadki zagadkami, teraz pora na cotygodniowy przegląd internetu :

W tym tygodniu ukazały się teksty:

PRZEMIANA MOICH WŁOSÓW – ŚCIĘCIE EKSTREMALNYCH ZNISZCZEŃ

ponadto, ze swoich starszych tekstów, polecam :
W internecie zaciekawiły mnie :
Żart marki Redbull (na prima aprillis)

(function(d, s, id) { var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0]; if (d.getElementById(id)) return; js = d.createElement(s); js.id = id; js.src = “//connect.facebook.net/pl_PL/sdk.js#xfbml=1&version=v2.3”; fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);}(document, ‘script’, ‘facebook-jssdk’));

Najlepszy żart na Prima Aprilis :O
Posted by Aniamaluje on 1 kwietnia 2015

Krótki film animowany będący owocem współpracy Disneya i Salvadora Dali :

Szczególnie polecam, ale lepiej kliknąć wtedy, gdy ma się nastrój, bo jest…specyficzny.

na instagramie wpadł mi w oko pewien profil wizażystki – przez kilka lat, jeszcze gdy się uczyła zawodu – wstawała wcześnie rano by malować za darmo panny młode. Z czasem zaczęła opuszczać zajęcia, by malować koleżanki. Dzisiaj uczy wizażu jako wykładowca, a za makijaż kasuje 15 tysięcy rubli (ok. tysiąca PLN). A umiejętności ma naprawdę spore:

Polecam przescrollować. A jak już zbierzesz szczękę z podłogi, zapraszam na fajny tekst innej blogerki –
Czy dziewczyny zainteresowane makijażem są głupsze? (klik).

 Bardzo interesujący, warto przeczytać. Nigdy nie kryłam, że większość polecanych tekstów to teksty osób, które czytają też tego bloga. Poza listą na bloglovin, rzadko mam czas na przeglądanie innych blogów. Często za to sprawdzam kim jest osoba, która napisała interesujący komentarz – nierzadko ma własnego bloga i coś wpada mi w oko :). Jednak nigdy wtedy, gdy chamsko linkuje do siebie w komentarzu.

Piękny był też przepis na tortillę z kurczakiem (klik)

Wyzwanie rozwojowe u Agnes (klik)

45 ciekawych zdjęć na okładkę fejsa (klik)

Tekst dziewczyny, która zaszczepiła się na świnkę, a potem…zachorowała na nią i miała poświnkowe zapalenie trzustki (jako powikłanie).  (klik)

na koniec zapraszam na mój instagram : 

https://instagram.com/aniamaluje/


I obiecuję, że kolejny tekst będzie o zdrowiu.

Uściski! 🙂


Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Nie czytaj tego – to ważny tekst o zasadach
Co złowiłam w lumpie za 60 groszy, dlaczego jem tyle śledzi i najgorsze ciasto świata… :)