Co złowiłam w lumpie za 60 groszy, dlaczego jem tyle śledzi i najgorsze ciasto świata… :)

W dzisiejszym tygodniku – o tym, co udało mi się upolować w lumpeksie za 60 groszy, kto z medialnych osób udostępnił publicznie mój tekst oraz o moich dziwnych upodobaniach kulinarnych. Ponadto : czy dziewczyny, które interesują się makijażem są głupie i czy zaszczepiona osoba może zachorować na to, na co ją zaszczepiono. No i czy tysiąc złotych za makijaż to dużo? Ciekawi? 🙂

Miniony tydzień był nieco….szalony.  Jak widać po środkowym zdjęciu – jestem biała jak ściana. Z tego powodu darowałam wam oglądanie mojej twarzy ;-). Nie chcę w żaden sposób narzekać, bo ponoszę konsekwencje wieloletniego zażywania leków i po prostu mam za swoje. Jak mawiają – frycowe trzeba płacić. Więc płacę.

Trochę przygniata mnie uczelnia, trochę własne “demony”. Przemeblowałam w życiu, przemeblowałam na swojej głowie i nawet w domu poprzestawiałam meble. Co jakiś czas nachodzi mnie na gruntowne zmiany, przewartościowanie wartości i przedefiniowanie swoich priorytetów. Właśnie jest taki czas. Teraz, gdy gonią mnie terminy pracy magisterskiej, gdy maile nie przestają mnie zalewać, a mnóstwo dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi potrzebuje akurat mojej pomocy. Kumulacja.

Uwielbiam określenie “efekt keczupu“. Jestem pewna, że dobrze to znasz – ściskasz butelkę keczupu i jak na złość – nie leci. Czujesz, że upragniona, czerwona maź jest w tej butelce, a ona jest uparta i nie chce się wydostać. W końcu ściskasz kolejny raz i… na talerzu ląduje dużo za duża plama keczupu, a drobne kropelki zdobią twoją twarz, sukienkę, przedramiona i całą kuchnię w promieniu pół metra od butelki.

Witaj w moim świecie – właśnie nachlapałam sobie keczupem.

Z innych spraw : życie biegło mi bardzo spokojnie. Cały czas udawałam, że piszę pracę magisterską. Miałam oddać rozdział w środę, termin przeniósł się na środę, która lada moment będzie.

A ja czuję się z tym dokładnie tak :

Temat mojej pracy “jara mnie” od kiedy pamiętam.Wyklarował się jakieś 5 lat temu. Od tego czasu dużo o tym czytam, nawet amatorsko badałam sobie dzieciaki w różnych sytuacjach. Mam badania pilotażowe, wiedzę… Ba! zajmuję się tym wtedy, gdy pracuję z uczniami. Ponieważ po uszy siedzę w praktyce edukacyjnej, potwornie nie chce mi się usiąść na tyłku i spisywać tych wszystkich definicji, używać ważnych słów i masy przypisów. Teoria jest oczywiście ważną podstawą, ale…

Ok, powiem wprost – od kiedy dostałam wraz z koleżanką propozycję studiów doktoranckich, podświadomie sabotuję szansę jaką otrzymałam. Jak nigdy moje zdrowie zaczyna mi przeszkadzać w napisaniu tego cholernego rozdziału  i jestem o krok od złożenia podania o roczny urlop dziekański…albo przeniesienia obrony na jakieś nieokreślone “jutro”. Po prostu boję się, że stanę się wszystkim, czym nie chcę być – utknę gdzieś w teorii i przestanę robić to, co lubię, nakładając na siebie ciężkie kajdany. Z drugiej strony – bardzo dobrze wiem, jakie szanse na zrobienie czegoś fajnego dla edukacji niesie za sobą możliwość kontynuowania studiów na kolejnym stopniu.

Ok, tyle “narzekania”. Chciałam tylko dać znać, że jestem w sytuacji w której nie wiem co zrobić i trochę mnie to rozprasza :))

This indecisions bugging me.



Ok, koniec muzycznych przerywników ;)). 

Generalnie jest całkiem ok. Tylko dużo keczupu :). No i wiadomo – kobiety są nieco bardziej podatne na hormony, a moje się właśnie normują po rozregulowaniu. Piszę o tym wszystkim tylko dlatego, że czasami piszecie “ale ty jesteś pozytywna, też tak chcę!”. Zupełnie jakby mnie nie dotyczył typowy problem – otwieram lodówkę, jestem głodna…wszystko lubię a na głos klnę, że nie ma nic do jedzenia. A dotyczy, czasem dotyczy :).

Jeśli przy lodówce…mam nienormalną chęć na śledzie. Ciągle! Śledzie i żelki. 

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Ania Kęska (@aniamaluje) 1 Kwi, 2015 o 8:03 PDT

Zdążyłam przetestować wszystkie śledzie z lidla i z biedry. Obecnie ulubione są te niebieskie (klik). Szczęśliwie dla mnie – trwa na nie promocja 😛

Jak wiecie z mojego insta – byłam też w biedronce po przepiśnik. Wszystkie były w folii, więc odpuściłam. Potem były odpakowane, też obejrzałam i wciąż nie zdecydowałam 😀 Wciąż biję się z myślami, czy przepiśnik za taką kasę (klik), czy lepiej ładny wypasiony zeszyt i własne przekładki. Lub segregator, przepisy w foliowych koszulkach i tak dalej – aby można było z niego swobodnie korzystać w kuchni. Są pięknie wydane i kuszą, ale ze mną to już różnie bywa.

Obiecałam też przepis na to cudo :

ale się nie wyrobiłam. Chyba niebawem stworzę po prostu tekst o moich propozycjach śniadań i pozbieram ze swojej  głowy wszystkie przepisy na smaczne, szybkie i proste.
Ostatnio nie mam na to jakoś weny.

Polecaliście mi dla przykładu – banofee – pyszne ciasto bez pieczenia.
oto saga o nim :

Miałam ochotę na jakieś dobre ciacho, w piekarniku robiły się zwijane, więc pieczenie nie wchodziło w grę. Odkopałam na fejsie wasze komentarze z przepisami. Banofee wyglądało obiecująco. Słodkie, z bananami – będzie pyszne – pomyślałam.

Kupiłam herbatniki  i kostkę masła. Masę kajmakową i śmietanę. Miała być 36%, ale przed świętami wszyscy wpadli na pomysł robienia deserów, więc w całym mieście udało mi się kupić tylko 30% UHT w kartoniku. Słuchajcie dalej – będzie śmiesznie 😀 

Zmieliłam herbatniki na piasek, dodałam masło. Wykładam grzecznie dno formy i bardzo szybko zorientowałam się, że w przepisie podano 150 gram, czyli dużo za mało. Więc trochę już poirytowana biegnę bez kurtki do sklepu za rogiem, bo jakieś kruche ciastka. Nie ma, są krakersy, ale to słone, więc odpada. Cóż, pobiegłam dalej, do marketu. Kupiłam ciastka i wróciłam do robienia ciasta. Zmieliłam, wyłożyłam dno (roztargniona zapomniałam o bokach formy:)). Gdy spód chłodził się w lodówce, wzięłam się za ubijanie zimnej śmietany. W chłodnej misce jak Bóg przykazał. Nigdy w życiu nie zepsułam śmietany. Nigdy. Tym razem śmietanka odmówiła współpracy – gdy zorientowałam się, że dalsze ubijanie skończy się spaleniem miksera lub ubiciem masła… wyłączyłam mikser i wylałam nieszczęsną śmietanę. W domu była torebka śnieżki, więc przygotowałam śnieżkę (a zła już byłam jak osa!).
Z lodówki wyjęłam formę ze schłodzonym spodem. Wyglądał ładnie, więc wyłożyłam na niego masę kajmakową – jak w przepisie. Użyłam dokładnie tej (klik). Pokroiłam banany w plasterki i też ładnie ułożyłam. Na to śnieżka, a ciasto do lodówki. 

Miało po kilku godzinach stężeć.

Niestety, rozpłynęło się 😀

Pomijając fakt, ze zapomniałam o wylepieniu masą brzegów ciasta 😀 …Masa zamiast stężeć, postanowiła popływać.

Dusząc się ze śmiechu (#chujowapanidomu level #over9000) nałożyłam sobie na ładny talerzyk i udekorowałam listkiem melisy…dzięki czemu wyglądało to jeszcze żałośniej :

Smak był jednak zadziwiająco dobry, jak przełożyło się całość do pucharków i jadło jak deser – wyglądało to przyzwoicie.

Nie zmienia to jednak faktu, że siostra w odpowiedzi na moje kuchenne arcydzieło…podesłała mi link do strony z przepisami.

Nie wiem, czy chciała mi pokazać gdzie zmierzam prostą drogą…czy może raczej mnie pocieszyć.

Oto link do dziwnej strony z przepisami. Moim hitem jest mortadelnik na zimno. Serio, nawet na śledzie straciłam apetyt ;-).

Co jeszcze w tym tygodniu?

Mega fajny mail:

(function(d, s, id) { var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0]; if (d.getElementById(id)) return; js = d.createElement(s); js.id = id; js.src = “//connect.facebook.net/pl_PL/sdk.js#xfbml=1&version=v2.3”; fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);}(document, ‘script’, ‘facebook-jssdk’));

Najpiękniejsze co autor może przeczytać 
Posted by Aniamaluje on 2 kwietnia 2015

Bardzo poprawił mi humor.

Ulubiony lakier do paznokci ostatnich dni :

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Ania Kęska (@aniamaluje) 3 Kwi, 2015 o 1:20 PDT

I dziwne zdarzenie…

Kompletnie nie wiem co o tym myśleć. Tomasz Kammel napisał apel do pudelka, by przestali pisać o nim nieprawdę. Przy okazji mój tekst został zalinkowany przez obie strony barykady. Błagam, nie piszcie, że mi gratulujecie – wcale nie czuję powodu do dumy, bo jednak “magiel” zajmuje się podobną złośliwością i niesie podobne skutki. Mimo to – fajnie, że tekst trafił w skupisko osób, które lubią czytać o cudzych potknięciach – pojawiło się kilka sygnałów, że ktoś przemyślał sprawę i porzuci czytanie tego typu portali.

A kto nie czytał mojego tekstu , linkuję niżej:

https://www.aniamaluje.com/2014/07/10-powodow-aby-nie-czytac-dupelka.html

Zabawny fakt : wcale nie przyniosło mi to wszystko wielu odsłon :).

Napisałam, że upolowałam coś w lumpie za 60 groszy 😀 Jestem z tego powodu bardzo zadowolona, bo mój plan “odnaleźć swój styl”, zakładał minimalny koszt. Z tego powodu : poluję na kupony, buszuję po lumpach, biorę udział w konkursach i czasem współpracuję z jakąś firmą. Próbuję różnych rzeczy w różnych stylach. Wszystkie ubrania podlinkowałam i przedstawię ja po kolei. Pod jednym z linków ukryło się hasło “lumpeks” 😀
Ok, pora na zgaduj-zgadulę. Najpierw zdjęcie zbiorcze:

Nowe nabytki to wszystko oprócz paska i butów. Proszę obstawić w myślach i…
jedziemy 🙂

Biały miękki sweterek, bardzo przyjemny, prosty i klasyczny. Będzie dla siostry, bo ja już mam białe sweterki ;-). Szorty są dokładnie takie, jak lubię – krótkie, ale nie za krótkie, elastyczne, jasne i dobrze się łączą z tunikami :).

Lekka szyfonowa bluzeczka – ma dekolt w kopertę, ale chciałam świecić cyckami. Będzie często noszona :).

Czarna, klasyczna sukienka – jest gruba, mięsista i dość mocno zabudowana. Z paskiem dobrze leży zarówno na mojej siostrze, jak i na mnie (przynajmniej w mojej ocenie:))

Lekka sukienka-mgiełka. Wybaczcie zwisający pasek , wszystkie zdjęcia powstały w jakieś 5 minut :). Takie niechlujstwo jest niestety mocno w moim stylu i wciąż nad nim pracuję. Zauważyłam po fakcie. Sukienka jest lekka i leży całkiem ok, tylko zdjęcie jakoś tak od dołu wyszło  mnie pogrubia :).

Jestem ciekawa, czy ktoś zgadł co jest z lumpka.

Pora na podlinkowanie ciuszków – pod jednym linkiem ukryło się hasło “lumpeks” :).

Buty : 9 zł (klik) , sweterek (klik), szorty (klik) szyfonowa bluzeczka (klik), czarna sukienka (klik), fioletowa sukienka-mgiełka (klik)

Kto odgadł? 🙂

Ok, zagadki zagadkami, teraz pora na cotygodniowy przegląd internetu :

W tym tygodniu ukazały się teksty:

PRZEMIANA MOICH WŁOSÓW – ŚCIĘCIE EKSTREMALNYCH ZNISZCZEŃ

ponadto, ze swoich starszych tekstów, polecam :
W internecie zaciekawiły mnie :
Żart marki Redbull (na prima aprillis)

(function(d, s, id) { var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0]; if (d.getElementById(id)) return; js = d.createElement(s); js.id = id; js.src = “//connect.facebook.net/pl_PL/sdk.js#xfbml=1&version=v2.3”; fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);}(document, ‘script’, ‘facebook-jssdk’));

Najlepszy żart na Prima Aprilis :O
Posted by Aniamaluje on 1 kwietnia 2015

Krótki film animowany będący owocem współpracy Disneya i Salvadora Dali :

Szczególnie polecam, ale lepiej kliknąć wtedy, gdy ma się nastrój, bo jest…specyficzny.

na instagramie wpadł mi w oko pewien profil wizażystki – przez kilka lat, jeszcze gdy się uczyła zawodu – wstawała wcześnie rano by malować za darmo panny młode. Z czasem zaczęła opuszczać zajęcia, by malować koleżanki. Dzisiaj uczy wizażu jako wykładowca, a za makijaż kasuje 15 tysięcy rubli (ok. tysiąca PLN). A umiejętności ma naprawdę spore:

Polecam przescrollować. A jak już zbierzesz szczękę z podłogi, zapraszam na fajny tekst innej blogerki –
Czy dziewczyny zainteresowane makijażem są głupsze? (klik).

 Bardzo interesujący, warto przeczytać. Nigdy nie kryłam, że większość polecanych tekstów to teksty osób, które czytają też tego bloga. Poza listą na bloglovin, rzadko mam czas na przeglądanie innych blogów. Często za to sprawdzam kim jest osoba, która napisała interesujący komentarz – nierzadko ma własnego bloga i coś wpada mi w oko :). Jednak nigdy wtedy, gdy chamsko linkuje do siebie w komentarzu.

Piękny był też przepis na tortillę z kurczakiem (klik)

Wyzwanie rozwojowe u Agnes (klik)

45 ciekawych zdjęć na okładkę fejsa (klik)

Tekst dziewczyny, która zaszczepiła się na świnkę, a potem…zachorowała na nią i miała poświnkowe zapalenie trzustki (jako powikłanie).  (klik)

na koniec zapraszam na mój instagram : 

https://instagram.com/aniamaluje/


I obiecuję, że kolejny tekst będzie o zdrowiu.

Uściski! 🙂


Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin

Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

Uściski, Ania

Podziel się

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o