Przemiana moich włosów – ścięcie ekstremalnych zniszczeń

W końcu nadszedł czas na to, by coś zrobić ze smętnymi piórami, które zwisały z mojej głowy. Dlaczego dopiero teraz, dlaczego w ten sposób? 🙂 

Geneza zniszczeń sięga czerni. Po nałożeniu jej na włosy, entuzjam trwał chwilę. Szarobury odrost (wszystko tak wygląda na tle czerni) zmuszał mnie do częstego farbowania. Podjęłam nawet próbę z kąpielą rozjaśniającą, ale wyszło tragicznie i szybko wróciłam do poprzedniego koloru. Ponieważ dekoloryztatory nie dały rady a ja bardzo nie chciałam męczyć się z czernią… podjęłam decyzję o radykalnym rozjaśnianiu. Myślałam, że jeden, maksymalnie dwa zabiegi całkowicie wystarczą. Skończyło się na kilku oraz….blondzie.

Mimo masakry jaką zafundowałam swoim włosom, nie żałuję ani czerni ani blondu. Wiem, że nie czuję się dobrze w tych kolorach i nie sądzę, aby kusiło mnie do farby przez najbliższy czas. Postanowiłam wrócić do natury.

Niestety – wielokrotnie spalone rozjaśnione włosy, odmawiały przyjęcia jakiegokolwiek pigmentu i spłukiwały się do żółto-rudych ;-).

Miałam do wyboru – przeczekać, albo ściąć się na jeżyka. Wybrałam to pierwsze.
Mimo regularnego podcinania spalonych końców, moje włosy wciąż wyglądały tragicznie. Najgorszy był chyba moment, kiedy połowa była “moja” i niskoporowata, a połowa sucha i spalona. Intensywna pielęgnacja była kompletnie niezauważalna, bo suche końce psuły wszystko.
Dlaczego ich po prostu nie ścięłam?
Fryzjerka stwierdziła, że jak zetnę spalone włosy szybko, to efektu i tak nie będzie, bo zniszczone partie są dość wysoko. Miałabym szopę w stylu pana Kryszaka 😀 Spalone siano na wysokości uszu.? Rzeczywiście słaba opcja.
Chodziłam więc głównie w warkoczu i pokornie zapuszczałam włosy… Co miesiąc, czasem co dwa – systematycznie wycinałam końce, chociaż efektu i tak nie było widać.
Kilka zdjęć dla zobrazowania sytuacji. Ostrzegam, mocny materiał 😀
Żadne ze zdjęć nie jest retuszowane, możecie też zobaczyć, jak choroba wpływa na moją twarz 😉 (Śluz-woda i te sprawy. Twarz to jakby napompowany lub pomarszczony balonik:)).
Dlaczego nie ścięłam tej dłuższej partii? Bo dzięki niej mogłam nosić warkocz, czyli jedyne rozwiązanie jakie wchodziło w grę :).
Ostatnio postanowiłam delikatnie podciąć włosy :

 Użyłam w tym celu poziomicy do włosów (klik) oraz maszynki i ścięłam na prosto. Na zdjęciu niżej bardzo dobrze widać jak bardzo różnił się kolor i struktura spodniej warstwy włosów.

Jeśli dobrze się przypatrzycie, zobaczycie 3 kolory włosów. Czubek to moje naturalne, środkowa partia to włosy, które były rozjaśnianie najmniej (tylko farbą, bez rozjaśniacza) a dół to spalenizna totalna :).
Mimo to, efekt był całkiem widoczny :

(lepsze zdjęcia plus linki do ubrań tutaj )

Ostatnio wnikliwie pomacałam swoje włosy i zdecydowałam się udać do zaufanej fryzjerki na całkowite ścięcie końcówek. Bardzo podobają mi się fryzury typu long bob (kliknięcie na zdjęcie przeniesie do galerii fryzur) :

Niestety włosy nie rosną tak szybko i to, co na wierzchu było krótsze od warstw blisko karku. Jeśli nie chciałam mieć piór, musiałam pójść na kompromis.

 Po wyjściu od fryzjera, włosy prezentowały się tak. Na górę mam położoną farbę estel poziom 6, a na końce poziom 5. Inny był też oksydant. W każdym razie chodziło o to, że końce szybciej oddają kolor i całość zrówna się po kilku myciach. Teraz ze spokojem mogę zapuszczać swoje włosy 😀 Wreszcie!

 Na koniec zdjęcia w różnym świetle :

Kożuszek-narzutka KLIK, torebka TK MAXX, spodnie : KLIK , kozaki : centro, rok temu .
Bez flesza szału nie robią :)). Teraz mam w końcu motywację, by zapuszczać włosy i bardziej o nie dbać. Wcześniej pielęgnacja była kompletnie niezauważalna. Skupiłam się tylko na niskoporowatej, naturalnej części, a dół cierpiał. Był zresztą potrzebny tylko do warkocza 😀

W słońcu czubek jest sporo jaśniejszy i cieplejszy od reszty, ale w normalnym świetle nie widać różnicy.

Trochę ciężko mi się przestawić na taką długość. Mogłam oczywiście postawić na jeszcze krótsze włosy bez cieniowania, ale wtedy nie miałabym szans ich zapuścić – moje włosy są całkiem delikatne i gdyby ocierały się o kołnierz i ramiona, cały czas by się kruszyły. 
Been there, done that 🙂
Ech, długa droga za mną. Za błędy młodości się płaci 😀 Mimo to, nie żałuję ani czerni ani blondu. To tylko włosy!
Teraz mogę brać się za zapuszczanie :).
PS. mam nienormalny apetyt na śledzie. Mogłabym jeść na zmianę  tylko śledzie i żelki. Spróbowałam już chyba całej śledziowej oferty biedronki 😀 Polecam szczególnie te niebieskie koreczki , pycha!

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin
Uściski, Ania

Podziel się

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o