Dziewczyno, jeśli czekasz jak na szpilkach czy chłopak odpisze- wyłącz te cholerne powiadomienia! Za każdym razem jak słyszysz charakterystyczny dźwięk🔔, uwalnia się kortyzol a ty masz reakcję stresową. A potem i tak jesteś rozczarowana, że to 20% rabatu na sandały, a nie książę z tindera💁🏻‍♀️ PLUM-stres-PLUM-stres-PLUM-stres - zwariować można!
Plus może warto przemyśleć, czy to właściwa relacja? Nie fajniej dostawać niespodziewane wiadomości od których się rumienisz, niż czekać aż ktoś odpisze?
Oczywiście dotyczy to relacji nazwijmy to... romantycznych, nie takich bez zobowiązań!😉 Piszę o tym przy okazji zadania numer 16 w ramach wyzwania. Dopóki nie oddałam tej działki mojemu przyjacielowi i menadżerowi @troyann (takie 2w1 bywa wygodne!), cały czas byłam w trybie stand-by czekając na umowę, ustalenia, akcept, dalsze negocjacje. Piątkowy wieczór, daleka podróż - wieczny podryg na dźwięk powiadomienia, bo może to akurat to, na które czekam... Zawsze na jakieś czekałam!😏
Maciek przekonał mnie w Gruzji, bym się ich pozbyła. Na bieżąco migają mi tylko podczas korzystania z instagrama, co jest wygodne, szczególnie gdy odpowiadam na pytania do wyzwania. Ale uwolniłam się od maila! Lubię kontakt z Wami, ale z umiarem!
Prawie w ogóle nie odpowiadam już na messengerze, jeśli mam do kogoś coś pilnego - dzwonię lub piszę SMS. Wiem, że jeśli ktoś będzie miał coś pilnego do mnie - też wybierze taką formę!
I jasne, pierwszą rzeczą, którą kupię w Bangkoku będzie karta SIM i internet (ostatnio też tak było🙈), ale zrobię to by ogarnąć transport i nocleg, a nie by sprawdzić czy przez moją nieobecność w sieci świat czasem nie spłonął ;) Jeśli nie jesteś gotowa na krok o którym mówię, pomyśl o tych wszystkich razach, gdy czekałaś na kuriera z paczką i specjalnie nie wychodziłaś z domu, a on cię olał i zostawił paczkę w punkcie, albo napisał, że przyjedzie jutro🙄
Dziewczyno! Życie Ci przelatuje przez palce na tym czekaniu!
Napisałam to pod wpływem wiadomości z uczestniczką wyzwania, której smartfon przyrósł do ręki bo wiecznie czeka! ;) zdjęcie zrobiłam 3 lata temu po Azji, kojarzy mi się z wolnością!
#szczerze_pisząc #motywacja #wyzwanie #aniamaluje #powiadomienia #stres

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na...

Nie wiem jak szybki musiałby być aparat, aby uchwycić ten uśmiech na mojej twarzy😅 niestety mam domyślny bitch face, co nie znaczy, że odpowiada on temu co dzieje się u mnie w środku ;). Faktem jest jednak, że ludzie zawsze zauważają „ty się uśmiechasz” gdy się uśmiecham, bo jak ten uśmiech długo jest na mojej twarzy, to znaczy, że jest mi dobrze i błogo.
Ale dzisiaj to się śmieję cały dzień🤣 Nie dość, że wszystko mi fajnie wyszło, to jeszcze rozbawiły mnie do łez wasze wiadomości o tym, co dziwnego zrobiłyście podczas PMS🤪. Chodźcie na stories, jest fajnie! (Serio ten uśmiech jest rzadki, nie umiem się tak uśmiechnąć sztucznie, musi być totalnie autentyczny!)
#aniamaluje #szczerze_pisząc #zamioculcas #plantlady #crazyplantlady #pms #blogerka #uśmiech #radocha #frajda

Nie wiem jak szybki musiałby...

Ależ ja miałam od kilku dni podły humor! Niczym kiepski detektyw chwytałam się banalnych tropów, jak osłabienie i rozdrażnienie po chorobie, ciśnienie, pełnia księżyca, zły stan powietrza... Ten stan narastał od kilku dni, a ja miałam takie „wtf, o co ci chodzi dziewczyno?” Wszystko w życiu idzie jak trzeba, niektóre rzeczy nawet lepiej, skąd ten nastrój?
Zrzuciłam wszystko co mi leżało na wątrobie i co mnie gniotło w różnych sytuacjach, ale nie pomogło.
W życiu bym nie wpadła na to, że z opóźnieniem trzepnęła mnie książka i czytanie o szalenie skomplikowanej sytuacji w Myanmarze (Birmie).
Tak już czasami mam, że reaguję z opóźnieniem. 
Czasami zadziwia mnie z jaką lekkością jednego dnia przeżywam frustrację, bo w żaden sposób nie mogę spuścić napięcia, a drugiego mam wyborny humor, uśmiecham się szeroko i zaśmiewam z prymitywnych memów.
Tylko czemu zawsze to uwolnienie przychodzi wtedy, gdy pozwolę sobie na te brzydkie emocje i przestanę z nimi walczyć?
Pewnie z tego samego powodu, dla którego ludziom wychodzi podryw gdy odpuszczą, a nie desperacko próbują bardziej.
Ale mi teraz dobrze po pozbyciu się tego dziwnego ładunku! Uczucie jak zdjęcie niewygodnych butów po całym dniu! Albo jak dobiegnięcie do domu i zrobienie siusiu po godzinie wstrzymywania resztką woli🙃

Super ważna lekcja dla mnie: bardziej poddawać się falom, nie walczyć z nimi, bo się utopię!

#tajlandia #thailand #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #szczerze_pisząc

Ależ ja miałam od kilku...

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1 czy 2? I tak się zawsze kończy z nogami na ścianie🤣, ale taka mała refleksja, którą chcę się podzielić - jestem z siebie dumna! Kiedy bardziej chorowałam, wymyśliłam sobie, że muszę mieć w życiu coś, co da mi niezależność i pozwoli zarabiać nawet wtedy, gdy ja nie będę w stanie pracować. Aż do wczoraj nawalało mnie gardło, więc napakowałam czas spotkaniami towarzyskimi i nawet wciągnęłam serial, bo z pracką mimo chęci to jakoś nie szło. I super czuję się z tym, że:
- MOGŁAM.
Nie żyję bez poduszki finansowej, mogę powiedzieć sobie - Ania, teraz nie pracujesz, zluzuj
- nic nie robiąc* i tak zarabiałam. Moja wydana w 2013 książka, której w ogóle nie promuję bo mi się już nie podoba(!) jak co roku złapała się w styczniowe flow i dała mi hajs. 
I to jest super rzecz, za którą jestem bardzo wdzięczna, bo i tak pozwalam sobie na miesiąc w Azji (podczas którego nikt nie zwolni mnie z płacenia za mieszkanie itp), a tutaj niemiłe niespodzianki nie niszczą mojego komfortu.
Ogromnie mnie to cieszy, bo wiem, że wiele osób „nie może sobie pozwolić na L4” z grypą, bo niższa pensja oznacza kłopoty finansowe a normalnie jest na styk😪O ile w ogóle są ubezpieczonymi szczęśliwcami na etacie!
Cieszę się, że udało mi się od tego uchronić! *przesadziłam z tym „nic nie robiąc” bo believe me or not - pytania do wyzwania i wyzwanie sprawiają, że siedzę na IG 5h dziennie😰 ale robię to za darmo i od siebie, nigdy nie prosiłam o patronite itp, więc still - nie robię w styczniu nic zarobkowo.

Cholernie mnie to cieszy, że mam komfort życia bez strachu i chociaż nie zarabiam bardzo dużo, to mogę sobie pozwolić na luksus chorowania.
I przeraża mnie, że w 2020 chorowanie stało się luksusem. 
Strasznie! 
#aniamaluje #szczerze_pisząc #książka #czytam 
#parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1...

Czy nie możemy próbować być TROSZKĘ lepsi bez tej całej napinki?
Bez zawstydzania nastolatek na utrzymaniu rodziców, że nie mają każdej jednej rzeczy eko i zero waste i w ogóle instagramowa policja approved?
Bez wytykania komuś lotu na chrzciny kuzynki, bo ślad węglowy i straszne zło?
Komuś, kto zaczął przygodę z byciem wege, że robi za mało?
 Nie podoba mi się napinka wyzwalająca poczucie, że jeśli stać cię tylko na malutki kroczek, to jesteś ZŁY I NIEDOBRY. Nie jesteś!
Wrzucając  jakieś linki do swoich starych tekstów (powiedzmy do 2016) często zaznaczam: dzisiaj napisałabym to inaczej. Dlaczego? Bo jestem bardziej empatyczna i rozumiejąca, złagodniałam. Nie lubię rewolucji, wolę łagodną ewolucję i dojrzewanie do zmian. Dlatego chociaż sercem jestem np. za bardziej eko, tańszymi i zdrowszymi (może za rok ukażą się badania, że jednak nie!) kubeczkami menstruacyjnymi, to nie wyobrażam sobie zawstydzania kobiet, dla których ten krok to za dużo. Bo mogę edukować i wyjaśniać, ale jestem za wyborem. I rozumiem gdy jest inny niż mój!
Tak samo jak rozumiem, że ktoś kupi bikini za 50 zł, na aliexpress zamiast takiego samego za 150 w sieciówce, bo ma ogólnie po opłaceniu wszystkiego 400 zł w budżecie i o takim szytym w Polsce w duchu eko to może pomarzyć. 
Chciałabym abyśmy bardziej próbowali się rozumieć, a mniej oceniać i osądzać. Pokaz innym jak żyjesz, zainspiruj do czegoś fajnego, ale nie wywołuj poczucia, że jest gorszym człowiekiem. Po co?
Nie zawsze da się wybrać idealnie, warto pomyśleć, że inni dokonują najlepszych wyborów jakich potrafią.
#noshame #aniamaluje #szczerze_pisząc #piesek #dogsofinstagram #wakacje #lato #toniemojpies #niestety

Czy nie możemy próbować być...

Jakiś czas temu wróciłam do robienia sobie autoportretów. Kiedyś dawało mi to frajdę, potem uznałam za dziecinne i głupie. Dzisiaj uważam, że dziecinne to jest nazywanie rzeczy przynoszących frajdę dziecinnymi🙃

Gdyby nie samowyzwalacz i kilka serii, to pośród kilku całkiem niezamierzonych sexy póz, nie znalazłabym tej! Perełka🤣
Mama całe dzieciństwo mi mówiła: usiądź jak człowiek! 
Dzisiaj to samo mówi mi fizjoterapeuta. A moje nogi plączą się na przedziwne sposoby i na krześle i na tym legowisku, które zrobiłam sobie do czytania😅
Co jest ironiczne, bo mam szeroki parapet o którym zawsze marzyłam, że czytanie z kubkiem gorącej czekolady w oknie... kupiłam nawet piankę tapicerską na ten parapet by było miękko w tyłek i co? W ogóle na nim nie siadam! 
Fun fact: kiedyś potrafiłam założyć sobie nogi za głowę, ale raz nie mogłam się z tego potem rozplątać😅
Czy są tu jakieś osoby dzielące mój problem z nogami? Odezwijcie się, może moja mama zrozumie, że to nie jest moja złośliwość, że przy obiedzie zdarzyło mi się siedzieć po turecku🤦🏻‍♀️ #aniamaluje  #szczerze_pisząc #czytanie #książka #nogi #autoportret #interiordesign #zamioculcas #plants

Jakiś czas temu wróciłam do...

No i jak, miała być realizacja postanowień „od nowego roku” a jakoś kacyk i zmęczenie nie sprzyjają treningowi a ze zdrowym odżywianiem też ciężko?
Startuję z czymś banalnym, bo cóż może być bardziej oklepanego niż wyzwanie styczniowe?🤪Ale na zachętę powiem, że miało wystartować rok temu, ale uznałam, że jest niedopracowane. Dałam je dziesięciu osobom, które przesłały mi swoje uwagi, podzieliły się trudnościami i je ulepszyłam.
UWAGA! To nie jest jedno z tych pięknych wyzwań, gdzie zapisujesz swoje wyniki w ślicznym notesie brokatowymi cienkopisami. Tu trzeba trochę pozasuwać w realu, nie w marzeniach!
Nie chciałam, by było jak te wszystkie rzeczy z pinteresta albo filmiki z pięciominutowymi DIY, które oglądasz, mówisz pod nosem, że fajne (a może nawet zapisujesz w zakładkach!) ale nigdy nie realizujesz🤫
Ono jest po prostu skuteczne.
30 zadań, na które jest 45 dni.
Lżejsze i trudniejsze.
Codziennie na stories! 
Aha, oczywiście wystartowałam z wyzwaniem, ale nie wymyśliłam nazwy, więc przygarnę propozycje 
#wyzwanie #nowyrok #motywacja #aniamaluje #szczerze_pisząc #nogi #nylons #rajstopy #kropki #kropeczki #polkadot #zamioculcas

No i jak, miała być...

Nadchodzi fala podsumowań  od tych, którym wszystko się udało (i fajnie!👏🏻) a przyznam, że nie zrealizowałam żadnego kluczowego celu na 2019🤪
I nie jestem zła! Ani trochę!😲
Miałam jakieś założenia odnośnie tego, co bym chciała osiągnąć.
A potem poczułam, że sama kasa jest dla mnie za małą motywacja i mogę to zrobić, ale nie czuję z tego radochy. 
W 2019 dałam sobie plaska w twarz i zastanowiłam się , czego NAPRAWDĘ CHCĘ. Nie zawsze to były fajne myśli! ✅przestałam uciszać ten głos, który mówił czego pragnę, a który uciszałam, bo nie pasował mi do moich wyobrażeń o mnie samej.
Ale kiedy ich posłuchałam, to o jeju! Zaczęło mi być fajniej w życiu. ✅ Np. niedziele tylko dla mnie (dzisiaj to święto ruchome). Nie zdawałam sobie sprawy jak ja bardzo potrzebuję przestrzeni TYLKO dla siebie! ✅ Jestem asertywna bez poczucia winy i strachu przed tym, że ktoś uzna mnie za niemiłą (nie muszę być miła!)✅ Piszę bloga znowu dla przyjemności, bo choć Wasze propozycje tematów są super, to ja muszę czuć moment i dać myślom dojrzeć, nie jestem wyrobnikiem tworzącym na zawołanie. Nie chcę być!
✅ Przestałam patrzeć  na liczby i zastanowiłam się, czy w ogóle chcę być instagramerką i blogerką. Nie chcę. Chcę być Anią, która ma bloga i instagrama.

To był naprawdę dobry rok, chociaż nie postawię spektakularnych ptaszków na kartce z celami! Jak ja mogłam w ogóle mieć cele, nie wiedząc czego chcę?🙈
To był mój taki gap year, w którym przypadkiem zarobiłam najwiecej w życiu (i większość przehulałam!) ale niczego nie żałuję!

#aniamaluje #szczerze_pisząc #barcelona #parkguell #sukienka #podróże #podróżemałeiduże #catalunya #cele #podsumowanieroku #podsumowanie2019 #motywacja

Nadchodzi fala podsumowań od tych,...

Święta święta i po świętach😅 zawsze chciałam wcisnąć gdzieś to  zdanie🤭
Gdy powiedziałam, że spędzam sylwestra w wannie, zetknęłam się z dwoma typami reakcji:
👉🏻 zapraszam do mnie/do nas, co będziesz sama siedzieć!
👉🏻 też bym tak chciała, ale jakoś nie umiem odmówić i się wykręcić 
Ja akurat z odmawianiem czegoś, czego nie chcę, NIGDY nie miałam problemu. Dziadek mnie nauczył, że mam nie uszczęśliwiać nikogo swoim kosztem i jestem mu za to wdzięczna. 
Inna sprawa, że odmawiałam w tak fatalnym stylu, że o jeju. Dzisiaj nie szukam wymówek, nie mam problemu by zamiast wymyślać pogrzeb ciotki albo zapalenie gardła powiedzieć „dzisiaj mam potrzebę poczytać książkę, ale dzięki za zaproszenie”.
I tyle.
Więc tak zupełnie szczerze, to ja naprawdę nie kumam tych wszystkich tekstów o kulturowej presji by coś robić, bo ja nigdy nie pozwoliłam jej wejść na głowę🙈 Nie  piszcie proszę, że wymaga to ode mnie jakiejś odwagi, bo co to za odwaga, gdy się nie boisz?🤪
Jestem jak ten egipski kapłan, który wiedział czym jest zaćmienie słońca, więc nie padał przestraszony na kolana. Zbyt wiele złych rzeczy na świecie dzieje się z powodu argumentu „bo tradycja”, bym uważała go za argument sensowny (niech obrzezanie dziewczynek tępymi żyletkami będzie przykładem).
Ciekawe jest też to, że wiele osób uważa, że ja będę w Sylwestra smutna i samotna😂 jeju, miałam w życiu kilka fajnych imprez, w tym zabawę na tajskiej plaży, po której wsiadłam w samolot i obudziłam się w Katarze. Ale nic nie przebije sylwestra z zeszłego roku, gdy leżałam w wannie z tak gorącą wodą, że aż parzyło, a po 5 minutach dolałam sobie jeszcze gorętszej. Cały dzień traktowałam się jak księżniczkę i rozkoszowałam się czasem ze sobą. Ale nie tak, że przeglądałam memy i chodziłam w rozciągniętym dresie, tylko jadłam pyszne rzeczy, paliłam pachnące świeczki, nałożyłam maseczkę na twarz i na włosy, delektowałam się książką.
Każdy ma swoją definicję radochy!
#grudzień #december #sukienka #sylwester #2020 #aniamaluje #szczerze_pisząc #presja #motywacja #radość #starezdjecie

Święta święta i po świętach😅...

Tak szczerze, to nigdy nie praktykowałam w sercu tej religijnej części świąt, bo najpierw byłam za mała, a potem mój dziecięcy umysł nie mógł uwierzyć w Boga, który pozwala mojemu dziadkowi umierać właśnie na raka.
Jeny, ja to umiem zrujnować atmosferę! 🤭
Więc tak wyszło, że ja się po prostu nigdy nie wkręciłam w religię i to się nie zmieniło. Trochę dziwią mnie te pytania o to, czy obchodzę święta. Robię tak jak zawsze! Lepię pierogi, robię sałatkę jarzynową, one nie mają wyznania😉 nie widzę powodu aby sprawić tego dnia przykrość babci i się z tego całkiem wymiksować. Podobnie jak wierzący ludzie chodzą przecież do lekarza, zamiast się jedynie modlić😊.
Jeśli dla kogoś święta to czas podziałów i rzuconego z pogardą „niewierzący nie powinni mieć wolnego”, to chyba źle zrozumiał coś z nauk Jezusa🤪
W każdym razie, ja mam wolne kiedy sobie wymyślę, bo taki sobie wykombinowałam styl pracy🤣

Dobra, wracając do milszych aspektów! Cieszycie się z małych rzeczy? Ostatnio widziałam filmik jak dziecko cieszyło się z zapakowanego w świąteczny papier banana🍌😅 jeju ja też taka byłam! Mój kochany dziadek dawał mi badziewne figurki albo paczkę żelków, a ja miałam radochę cały dzień. Dawał mi je z taką radością i całą celebracją, tym „zgaduj zgadula, w której ręce złota kula” albo „ence pence w której ręce”, że po prostu mordka sama się śmiała. 
Napisz mi tu proszę jaki prezent sprawił Ci największą radość w dzieciństwie.
Lubię czytać takie rzeczy!♥️
#święta #prezenty #radość #choinka #xmass #dzieciństwo #dziecko #aniamaluje #dziewczynka #dzieci

Tak szczerze, to nigdy nie...

Jaka jest najlepsza dieta dla wszystkich?

Jaka jest najlepsza dieta dla wszystkich ludzi? Bezglutenowa? Wegańska? Paleo?
Odpowiem też na powracające ciągle pytanie “dlaczego jesz gluten?!” 😉

Jem jak smok, a przy tym mam raczej drobną budowę ciała. Do tego często jem “niezdrowo”. Jestem świadoma, że zawsze znajdzie się idiota, który posądzi mnie o bulimię. Przyzwyczaiłam się do tego i nie winię autorów takich wypowiedzi. Los wystarczająco pokarał ich niską inteligencja, zarówno tą określaną przez IQ, jak i emocjonalną (EQ), bo czasami wystarczy zapytać 😉

Dlaczego uważam, że te osoby są idiotami? Bo zawsze jak ktoś mi wyskoczy z taką rewelacją, odsyłam go do tekstu : Moja dieta, czyli dlaczego jem tyle pizzy? . I delikwent zawsze odpowiada, że czytał 😉 A to oznacza, że nie zrozumiał, choć napisane najprościej jak się da.


Za każdym razem gdy zaczynam rozmowę z idiotą przypominam sobie co napisał Dante Alighieri w Boskiej Komedii ” Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy [tu*] wchodzicie”

 Zawsze przypominam to sobie za późno 😉 

__________

*tu – w rozmowę z idiotą ;-).


Tak czy siak – tekst o mojej diecie zdecydowanie wymaga aktualizacji.


Ale zacznę może od sedna, czyli idealnej diety. 

grilled chicken brest with salad and puree + cayenne pepper
grillowana pierś z kurczaka z roszponką i puree + pieprz cayenne

Zapewne czasami odczuwasz mały mind-fuck, bo jednego dnia nagłówki portali bombardują Cię o badaniami o słuszności diety wegańskiej. Ze zdjęć  uśmiechają się kobiety, które przestały chorować i odkryły sekret młodości. Dla równowagi jakiś górnik czy kulturysta pokaże, że to wcale nie dieta dla cienkich bolków i suchoklatesów, bo on jest weganinem i masę mięśniową z dużymi sukcesami buduje. Na kolejnej stronie znajdujesz zachętę do wyzwania – zostań weganinem na 30 dni. 


I wszystko byłoby fajnie, gdybyś miesiąc później, na tym portalu czy w tej samej gazecie nie zobaczył wielkiego nagłówka o tym, że naukowcy odkryli właśnie najzdrowszą dietę na świecie. Dziwnym trafem jest CAŁKOWICIE przeciwstawna do diety sprzed miesiąca, ponieważ autorzy zachęcają do wsuwania wątróbki i żołądków. Argumentują to korzeniami ludzkości. Znowu uśmiecha się szczęśliwa kobieta, która wreszcie po latach walki schudła 30 kg. Ktoś z artykułu obok wyleczył się dzięki tej diecie z trądziku, a zasadność diety potwierdza artykuł napisany przez dietetyka, lub jeszcze lepiej – lekarza. Zazwyczaj firmuje całość swoją twarzą, a odziany jest w biały kitel, na którym radośnie dynda stetoskop.


A Ty patrzysz i myślisz …. what the fuck?! 

Czy to jakaś zbiorowa schizofrenia czy może spisek? Czy Ci naukowcy chociaż raz nie mogą się zgodzić?! Skąd wiesz kogo masz słuchać?


Szczerze wierzę, że nie ma jednej uniwersalnej diety dla każdego człowieka. Żyjemy w bardzo różnych miejscach na świecie i nie wyobrażam sobie, by kazać nagle eskimosowi jeść tylko warzywa… no chyba, że chcemy mieć tego biednego eskimosa na sumieniu.


Problem z tymi badaniami jest taki, że są one robione pod gotową tezę. Np. badacz X powie “ha! dieta wegetariańska jest najlepsza i udowodnię to!”. Zbada więc grupę wegetarian jedzących bardzo różnorodnie. Wiecie,  bio, organic i te sprawy.  Marchewki rosnące z dala od cywilizacji, w szczęśliwym ogrodzie po którym boso hasają szczęśliwe rusałki.  Marchewki podlewane oczywiście nie kwaśnym deszczem z paskudnej cywilizacji, a krystalicznymi łzami aniołów.

Zestawi wyniki z grupą kontrolną, czyli statystycznym mieszkańcem polski, który na jedzenie ma powiedzmy – ze 200 zł miesięcznie i je chleb z pasztetową.


Wow, mamy wyniki – dieta wegetaiańska jest najlepsza ze wszystkich!


A przyjdzie drugi badacz i powie “Ha! Dieta wegatariańska jest głupia, udowodnię to!”

I weźmie zbada grupę świadomych konsumentów, którzy naoglądali się programów kulinarnych. Jadają krewetki, przebadaną dziczyznę, wołowinę. Do tego modne hummusy, guacamole i jarmuż. Ogromna różnorodność, wysoka jakość.

Dobierze sobie grupę kontrolną – wegetarianina jedzącego wszystko, poza mięsem. Tani żółty ser, czasami coś eko, ale nierzadko zupkę chińską, byle nie o smaku kurczaka. Pizza wegetariańska też spoko.


Wow, mamy wyniki! Wegetarianie mogą się schować.

————

Tylko czy tak to ma wyglądać? Co chwile bombardują nas nowe diety i nie wiemy kogo słuchać. A może by tak…siebie?

Bo dla przykładu…to co jest niezdrowe dla większości ludzi, np. pizze, maślane rogaliki i naleśniki z nutellą są dla mnie ZDROWE. I to bardzo, bo powinnam wsuwać ile wlezie.




Zanim wytłumaczę, odpal sobie Alanis Morissette.




Serio, odpal! 🙂


Ok.


Jak wiecie…lub nie wiecie…. mam taką śmieszną wadę genetyczną, że mam ogromną nadprodukcję śluzu. Wszystkie badania i znaki na niebie wskazywały na mukowiscydozę. Ale jest taki mały haczyk, że opanowałam serię bardzo skutecznych skurczy i podskoków, dzięki którym nie muszę zakładać “zbroi” do drenażu płuc, bo to lepkie, paskudne coś się odrywa i robię co w mojej mocy, żeby nie zalegało i nie robiło się zbite i nie przyklejało się jak guma do żucia pod krzesłem w sali od matematyki. 

Swoją drogą  – kiedy człowiek próbuje się wsunąć bliżej ławki, zawsze palcem napotka na tę cholernę gumę.. Zawsze 😉


Wracając do sprawy – na całe szczęście podczas “chlorków w pocie” wychodziły mi dzikie wyniki i mdlałam, więc zakazali mi tego badania pismem z  wieloma wykrzyknikami i mądrymi pieczątkami 🙂 Więc większość badań wyrokowała że muko, a genetyczne pokazały figę z makiem. Albo mam nieopisaną mutację (badania genetyczne wykrywają tylko najpopularniejsze) albo – jak twierdzi profesor z UCLA, który niesamowicie mi pomógł – jest to bliźniacza, bardzo podobna choroba. Dzięki kapsaicynie i imbirowi radzę sobie całkiem nieźle. Mam to wielkie szczęście, że nie  muszę płakać przed kamerami żadnego programu telewizyjnego, że jedyny lek który może mi pomóc kosztuje 20 tysięcy $ za opakowanie, rząd go nie refunduje i umrę. Swoją drogą – taki jest koszt jednej sesji terapii kapsaicyną, jednakże można to robić tylko w specjalnej klinice w USA, gdzie pobyt kosztuje też dużo no i…

Kto tu jest skurwielem… rząd, który nie refunduje drogich leków, czy może Ci, którzy tanie substancje sprzedają za miliony monet ? 

Pytanie zostawiam otwarte.


W każdym razie – mam niebywałe szczęście, że chore mam ciało, a umysł pozostał na tyle sprawny, że udało mi się znaleźć rozwiązanie. Wiadomo, proces trwa nadal (nadprodukcja śluzu) i walczę z objawami i tym, żeby nie były uciążliwe, a z przyczyną na razie nie ma za bardzo jak.

Ale…

tak jak u chorych z diagnozą o nazwie MUKOWISCYDOZA…kluczowa jest dieta.

Która jest całkowicie, totalnie inna niż u zdrowych osób.

Np. dzisiaj zrobiłam sobie takie zakupy na tygodniu azjatyckim w lidlu :

Samo “zdrowie” , prawda? Kabanosy z Chilli trafiłam na promocji – 3,49 zł za paczkę. Wzięłam trzy ostatnie. Zazwyczaj płacę za nie więcej, ale kupuję je często i wsuwam je na tony. “Panierkę” czy jak tam nazwać ciasto tempura – kupiłam ze względu na to, że lubię obtaczać w nim warzywa, krewetki, cukinię… Sajgonki za 5 zł z hakiem to super “life-hack”, bo mam sycącą przekąskę w 10 minut. Gotowych krewetek w tempurze nigdy nie jadłam, więc można spróbować, a różne “chińskie” makarony, bo ja jem dużo makaronów.  Kupiłabym też sosy, ale te jeszcze mam dwa pataks i jak zastanowię się nad ulubionymi smakami – wrócę do lidla aby porównać te lidlowskie.

Po co to piszę i pokazuję? Aby pokazać istotę sprawy. Te rzeczy raczej nie kojarzą się ze zdrowiem. Są tłuste i tuczące (pyszne to już swoją drogą ;-).
I taka jest dieta przy muko. Dieta, która jest PODSTAWĄ LECZENIA.
Bardzo często czuję się jak Lindsay z tej czytanki :

At lunch, Lindsay often gets bored with having the same old conversation with her friends:

“You’re so lucky!”

“Yeah, I’d give anything to be able to eat as much as you do and be so skinny!”

“Cheeseburgers or mac and cheese every day – that would be great.”

Lindsay is one of about 30,000 people living with cystic fibrosis (CF)in the United States, and she has to eat high-fat, high-calorie foods just to stay healthy. A lot of the time she just doesn’t feel well enough to eat the foods most teens crave. And sometimes, when her schedule’s really hectic, she’d love to just skip a meal like her friends do.


Polecam odwiedzić źródło, bo wszystkie teksty są czytane przez lektora, pisane dla dzieci i podświetlane w trakcie czytania jak karaoke. 😉 Genialne do nauki angielskiego! Masa tekstów o zdrowiu, diecie, sporcie, wszystko pisane prosto i rzetelnie. Jeśli macie młodsze rodzeństwo, niech poszlifują angielski na takich tekstach jak “Mam 14 lat i jeszcze nie miesiączkuję, czy to normalne?”  Dużo lepsze nie pytanie na zapytaj.pl 😉
Ok. Wracając do mnie i do Lindsay, która może jeść codziennie cheesburgery…
To wcale nie jest takie super!
Wcale nie jest tak, że mogę jeść co chcę. Kiedy jem byle-co, jestem wzdęta i napuchnięta jak balon. wyglądam jak rzeźbiona z kartofla. “Żarcie” łączy się ze śluzem w paskudną breję i zalega niestrawione i zalega i zalega…wiem, nie chcecie tego słuchać. I słusznie! Bo to obrzydliwe.
A jednak muszę jeść dużo więcej niż inni. Nie dlatego,że mam szybką przemianę materii – po prostu oddychanie i inne procesy życiowe kosztują mnie więcej. Jestem jak samochód, który dużo więcej pali. Jeśli ktoś chce powiedzieć, że to jest super, bo nie tyję, to niech palnie się w łeb. Nie chciałby być  w mojej skórze i walczyć o oddech.
Zasada jest taka sama dla wszystkich – chudniesz, gdy dostarczasz mniej niż potrzebujesz. Tyjesz, gdy dostarczasz sobie nadwyżki.
Przykładowe zalecenia:
Źródło: http://www.muko.pl/poradnik/zywienie/zywienie-dzieci-z-mukowiscydoza/ , wzbogacone o moje podkreślenia.
Ja muszę zwiększać kaloryczność posiłków. Bardzo:
Przykłady zwiększania kaloryczności posiłków:
  • Miksować mięso z dodatkiem ziół i łączyć z ziemniakami w postaci kuleczek
  • Keczup wymieszany z majonezem i olejem serwować jako dodatek do potraw
  • Dodawać groszek ptysiowy, grzanki z serem do zupy
  • Podsmażać makaron, ryż, ziemniaki do obiadu
  • Do mleka dodawać łyżkę śmietany 36%
  • Do naleśników, placków, ciast dodawać dodatkowe jaja
  • Podawać pieczywo tostowe i kajzerki, które są bardziej kaloryczne niż chleb
  • Uprażone pestki dyni, słonecznika, sezamu zemleć, dodawać do zup, sosów, panierki, deserów
  • Podawać kabanosy, salami, pasztet częściej niż polędwicę drobiową czy szynkę
  • Podawać pastę z awokado (1 awokado, 1 pomidor, sól, ½ ząbka czosnku, 2 łyżeczki oliwy z oliwek, zioła do smaku) – wartość odżywcza całej porcji to 320 kcal i 32 g tłuszczu)
  • Płynne odżywki dodawać do potraw (zup, sosów, deserów, ziemniaków) lub mrozić (podawać jako lody lub pokruszone kostki zalać jogurtem, mlekiem skondensowanym z dodatkiem owoców i podawać jako koktajl)
Chcąc uzyskać dietę wysokokaloryczną i wysokobiałkową, należy zadbać o to, by znalazły się w niej poniższe produkty (przykłady):
Źródła tłuszczów:
  • olej lniany, z pestek winogron, słonecznikowy – 4-5 łyżek na dobę – nie do smażenia
  • oliwa z oliwek – jako dodatek do posiłków i do smażenia
  • tłuste ryby morskie – smażone w postaci kotletów, grillowane, również te z puszki
  • śmietana – do deserów, zup i sosów
  • masło i majonez – dodatkowa ilość do kanapek, tostów
Źródła białka:
  • ryby i drób w każdej postaci
  • wieprzowina i wołowina, np. w formie mielonej
  • pełnotłuste mleko
  • sery żółte i pleśniowe – do kanapek lub panierowane
  • tłusty ser twarogowy – do naleśników, ryżu, makaronu
  • jogurty, kefiry – wybierać probiotyczne i pełnotłuste
Źródła węglowodanów:
  • pieczywo tostowe i kajzerki
  • płatki pszenne
  • ziemniaki, także podsmażane
  • spaghetti z sosami
  • kluski, kasza, ryż do zup
  • warzywa zasmażane (marchew, kukurydza, groszek z puszki)
  • winogrona, banany
  • rośliny strączkowe jako dodatek do sałatek.”
Źródło: http://milupa.pl/mukowiscydoza.php?sourceId=323&parentSysId=56&sysId=41029

To jest fajne przez tydzień, może dwa. Ale czasami człowiek miałby ochotę zjeść coś lekkiego. Albo nie zjeść nic, bo ma dość. A tu trzeba za przeproszeniem, wpieprzać jak dziki osioł. Gdybym nie zwiększała kaloryczności posiłków, musiałabym non-stop jeść. Byłam już na etapie jedzenia odżywek wysokobiałkowych i kupowania wielkich worków białka serwatkowego (wiem, że to się ostatnio stało modne, kiedyś najbardziej ekonomicznie wychodziło to firmy ostrowia, bez wypowiedzenia “bleeeee” byłam w stanie przełknąć tylko smak owoce leśne ;-)). Podziwiam sportowców, którzy to piją 😉 Nie chciałabym znów się do tego etapu cofnąć. 

Ta “dieta” i problemy ze śluzem powodują szereg niefajnych zjawisk. Np. mam liche włosy, przesuszoną skórę. Nawet wklepując kremy i azjatyckie olejki, które skóra pije jak sucha studnia wodę – w wieku 23 lat mam gołym okiem widoczne zmarchy na czole. Moja siostra mówi, że mam z tych zmarszczek  na czole ikonę w-ifi 😉

 Do tego wszystkiego ogromną tendencję do cellulitu, kruche paznokcie, słabe kości. Wiecznie spierzchnięte usta.
Cóż, taka cena za życie. 
Myślcie, że to fajnie tak ciągle jeść? Zawsze jeść ciężko, tłusto i kalorycznie?
Ja czuję się jak zachłanny Polak po festiwalu pizzy w Pizza Hut. Przez chwilę wydaje się to fajne, a potem każdy wychodzi trzymając brzuch oburącz, jak piłkę lekarską i mówi “nigdy więcej”.
Znalazłam więc sposób w postaci imbiru i kapsaicyny. To mi podkręca apetyt i nie tworzy “kolejek”. Plus masa przypraw.
Dieta bezglutenowa, wegańska czy RAW – tylko jako krótki eksperyment,w celu usunięcia resztek i tylko w lato lub ciepłą wiosnę. Na chwilę! Inaczej cofam się do poprzedniego stanu i cierpię. By nie powiedzieć – umieram. 
Napisałam, że tamten tekst wymaga aktualizacji. Byłam bardzo głupia – 10% niezdrowego… jest taka śmieszna zależność, że im więcej jem samych zdrowych rzeczy, tym mniej mam apetyt na te “czyste”. Problem polega na tym, że samym super zdrowym nie da się zaspokoić zapotrzebowania energetycznego. Musiałabym siedzieć i cały czas jeść.
Paradoksalnie..im więcej jem fast-foodów, tym lepiej dla mojego zdrowia.
(Jeśli posłuchałeś i włączyłeś wcześniej piosenkę, to ten dwuwers odczytała Ci w głowie Alanis Morissette :)).
Jest jeszcze druga strona medalu – nie mogę jeść tylko niezdrowego, patrząc wyłącznie na kaloryczność. Dotyczy mnie to samo zagrożenie co wszystkich ludzi – otyły, ale niedożywiony. Bardzo popularne zjawisko.
Dlatego nie jem parówki czy pasztetowej, a kabanosy. Unikam mimo wszystko produktów mlecznych, bo zaśluzowują mój organizm, ale reszty zaleceń się słucham. W dzieciństwie często siedziałam i płakałam nad talerzem z obiadem, bo miałam serdecznie dość tego jedzenia. Jedyny ratunek, to jeść to, na co się ma apetyt. Jestem jak na nieustającej gastrofazie. 

L.U.C – Pukagastrofazy godzina

Nagle poczułem, że siedem lat nie jadłem
Wtem LUC porwały THC apetytu surrealne szkwały zjem
pudło to, żeliwo,mydło i ten segment cały z ketchupem
Piwo, wełnę, zjem beton, banały i skały.
O rety, rety te pełne regały opętały me gały
mały, chudy patyk byłem stałem się karkiem
supermarkety stanowią prywatną spiżarkę.
Mój głód to blaza zaraza masa
kra bagna jak na kiczowatych obrazach.
Mój głód to postrach, to astronomicznie ostra gastrofaza!
Ekstaza stu katastrof
powodująca że zjadam to miasto
z towarami. Jak ciasto
łykam trawę nawet krawężniki z ulicami,
makaron z pastą do butów,
cielęcy tułów
z mielonymi bananami,
zrazy zawijane szlafrokami,
szarlotki faszerowane fasolą i śledzikami,
Kosmetyki Tesco z kołpakami,
pasztetem z winogron,
zjadam ten ogrom,
delektuję się smakami,
nogami dzika w kapciach z pomidorowej margaryny,
filetami z lodowej sałaty czy cytryny
wędzonej z kabaczkami,
pierogami z patyczkami do uszu
dwa kilogramy do drukarki tuszu
wysuszone na grillu z krokietami
nadziewanymi wikliną z grzybami
na deser dopycham się telewizorowymi tortami,
to winem zapijam, zagryzam kompaktami,
aminokwasami trawię prawie każdy rodzaj karmy,
strawię nawet piłę Husqvarny,
sam ustalam swój system molekularny,
tego nie przewidział Darwin,
to wielkie żarcie
gastronatarcie,
170 kilo ważę, brzuch ciągnie mi się po asfalcie.


Puk Puk Pukagastrofazy godzina
Poezja smaków, wykwintna lawina
Puk Puk Pukagastrofazy godzina
Hiperkonsumpcja, człowiek świnia…


Wiem, wiem, wiem, jem, nie czuję skutków
Ja boży produkt w morzu produktów
Jem, jem, jem, nie czuję skutków
Zagubiony moduł w łańcuchu produktów


Słodki, słony, kwaśny, gorzki, glutaminian sodu – smaku więzy
kora smakowa mieści się gdzieś pomiędzy
płatem ciemieniowym a zakrętem zaśrodkowym
może to enzym niedaleko kory SI
unerwiającej język
nie wiem, ale wiem, że pochłonięty jestem przez tą chemię
i potwór we mnie drzemie
wymaczam cię w tym dżemie,
urośnie napięcie,
następnie zjem cię
razem z miską
jestem psychoskirtotymikohedonimaksymalistą
Kocham smaki, zatem wtem zjadam wszystko!
Zjadam wszystko!!!


Puk Puk Pukagastrofazy godzina
Poezja smaków, wykwintna lawina
Puk Puk Pukagastrofazy godzina
Hiperkonsumpcja, człowiek świnia…


Puk Puk Pukagastrofazy godzina
Poezja smaków, wykwintna lawina
Puk Puk Pukagastrofazy godzina
Hiperkonsumpcja, człowiek świnia
Do tego oczywiście dostarczam sobie witamin, minerałów i innych rzeczy. Imbir i kapsaicyna podkręcają metabolizm i zaostrzają apetyt. Dzisiaj kocham gotować i odkrywać nowe smaki, ale…nie unikam gotowców. Bez jedzenia na mieście i wsuwania gotowców (co jest droższe i gorsze jakościowo) musiałabym cały czas stać przy garach.
Zazwyczaj skracam to i zawsze mam wielki garnek zupy (o zdrowotnych zupach niebawem!), ale też wsuwam wszelkie rodzaje makaronów z sosem. Bo robi się to szybko i można ugotować dużo na raz.
Tak, mamy dość dobry okap kuchenny, bo sąsiadka się skarżyła, że czuje w nocy zapach placków ziemniaczanych.
Cóż zrobić, musiałam zjeść. A tylko na placki miałam ochotę, więc usmażyłam sobie o drugiej w nocy 😉

Nie mogę jednak powiedzieć, że nie jem zdrowo. Bardzo dużo szejków i smoothie, ale głównie na bazie sycącego banana. Zdjęć na insta im nie robię, bo są brzydkie – jak to z ciemne bananowe smoothie 😀
Zresztą, przykładowe jedzonko możecie zobaczyć sobie na moim instagramie:
.ig-b- { display: inline-block; }
.ig-b- img { visibility: hidden; }
.ig-b-:hover { background-position: 0 -60px; } .ig-b-:active { background-position: 0 -120px; }
.ig-b-v-24 { width: 137px; height: 24px; background: url(//badges.instagram.com/static/images/ig-badge-view-sprite-24.png) no-repeat 0 0; }
@media only screen and (-webkit-min-device-pixel-ratio: 2), only screen and (min–moz-device-pixel-ratio: 2), only screen and (-o-min-device-pixel-ratio: 2 / 1), only screen and (min-device-pixel-ratio: 2), only screen and (min-resolution: 192dpi), only screen and (min-resolution: 2dppx) {
.ig-b-v-24 { background-image: url(//badges.instagram.com/static/images/ig-badge-view-sprite-24@2x.png); background-size: 160px 178px; } }
Instagram
Podsumowując : dla mnie zdrowo oznacza całkiem coś innego, niż dla innych ludzi. Każdy z nas jest trochę inny ma inne potrzeby. W życiu nie zamierzam nikogo nawracać na swoją dietę, bo to mogłoby się źle skończyć.
I cholernie, ale to cholernie wkurzają mnie mądrale od “powinnaś nie jeść glutenu!”.
Jesteście upierdliwi jak telemarketerzy firmy Philipiak, zapraszający mnie prezentacje garnków i pościeli. Im częściej zachęcacie, tym bardziej tracę cierpliwość.

Jest taka fajna zasada – nie mów innym jak żyć – pokaż jak żyjesz.
Gdy koleżanka robiła sobie pyszne smoothie, sama zapytałam o kilka receptur i zainwestowałam w fajniejszy blender. To zawsze tak działa.
Nie nawracaj innych na wegetarianizm, bo ich wkurzysz. Zrób pyszną wege-szamę pachnącą tak, że wszystkim ślinka pocieknie, a sami będą wołać o przepis. Kto wie, może małymi kroczkami…

;-))

Ja jem : kalorycznie, ostro, rozgrzewająco. Ty możesz jeść inaczej. Nie ma jednej drogi 😉 Sprawdź jaka dieta Ci służy i tej się trzymaj. A w razie wątpliwości, skonsultuj się z dietetykiem lub lekarzem.

No, to teraz wiem gdzie przekierowywać bezglutenowych terrorystów ;-)!

PS. czy gotowe dania z tygodnia azjatyckiego są smaczne? Ktoś kupował potrawkę z ryżem i  kurczakiem i podzieli się wrażeniami? Zawsze zrażam się bo wszyscy dają do gotowców tekturowego kurczaka ;/

PS. 2!

Jak wiecie, trwa konkurs Blog Roku.
Ja nie strartowałam, bo nie widzę w nim miejsca dla siebie ani celu. Na Wasze prośby zgłosiłam tekst do konkursu na tekst roku, ale ta kategoria nie ma sensu, patrząc na zgłoszone teksty…
Dlatego jeśli ktoś chce wysłać charytatywny SMS a przy okazji – oddać głos na kogoś fajnego, to napiszę na kogo i dlaczego zagłosowałam

BlondHairacare i Italiana  – obie poznałam, obie są bardzo szczerymi osobami. Obie też nie mają powodu, aby pisać blogi – Natalia ogarnęła swoje włosy i doprowadziła je do fajnego stanu, Italiana uratowała cerę. A jednak nie pokasowały blogów i prowadzą je nadal – bo pomagają innym. Jeśli kiedyś sprzedały wam za darmo jakąś informację, która była przełomowa – może to jest fajny moment, by w ten sposób powiedzieć dziękuję?

– Martapisze  – Marty nie poznałam, bo coś się nie zgrało. Ale lubię jej blog! Był czas, że mnie wkurzała (nie wiem czemu, po prostu. Ja też pewnie niektórych wkurzam), ale bardzo lubię to, co teraz składa się na ten blog. A wejście do finału jest chyba Marty marzeniem więc… 😉

Dagonfly  – Dagmarę też poznałam. Jest psychologiem, napisała książkę, która bardzo mnie wzruszyła i prowadzi bardzo fajny blog. Na którym nigdy nie komentuję, sama nie wiem czemu. Więc poczułam, że warto oddać głos ;-).

Żadna z dziewczyn nie wie , że o nich wspomniałam.
Taka mała niespodzianka, może ktoś kliknie, pozna bloga i puści SMS, którego cel jest charytatywny. 😉

Jeśli masz coś zapamiętać z tego tekstu – niech to będzie informacja, że nie ma jednej uniwersalnej diety. Nie ma najlepszej diety dla wszystkich. Koniec. kropka peel.

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin
Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Zmagania z sesją, kreatywne bazgroły, koszmar miłośnika książek i inne ciekawe linki [ TYGODNIK 5 ]
Jaka jest najlepsza dieta dla wszystkich?