Ta jedna osoba, która zawsze wystroi się bardziej niż wszyscy inni to ja 🙈 ale powód jest prosty! 👗Sukienki zajmują dużo mniej miejsca w walizce i głowie. Dlaczego głowie? Bo redukują liczbę podejmowanych decyzji - nie muszę się zastanawiać jaka góra pasuje do jakieś spódnicy. 
Steve Jobs nosił nieśmiertelne jeansy i golf i w ogóle się nie zastanawiał😅. Ja przyznaję - uwielbiam sukienki a swoje łowcze instynkty zaspokajam w lumpeksach. Od kiedy stać mnie na sukienki, zupełnie nie jarają mnie zwykłe zakupy💁🏻‍♀️.
Za to wciąż jarają mnie podróże! Dzisiaj udało się ogarnąć plan na 10 dni w Gruzji! Kutaisi, Tibilisi, Batumi i Kazbegi. Góry, morze, jedzenie, może opera, może te szalone dziwne łaźnie siarkowe, w których ktoś myje cię mokrą szmatą - will see! 
Znam sporo ciekawostek, ale wyjątkowo nie będę czytać nic o kulturze, żeby się nie uprzedzać. Najpierw zobaczę, potem poczytam, opinię wyrobię sobie po fakcie. Oponę pewnie w trakcie🤣

Luźny wpis o niczym, by wyrzucić myśli z głowy ;) #Budapeszt #Budapest #gellert #gellerthill #monument #reddress #ladyinred #sukienka #100dnibezspodni #podróże #podróżemałeiduże #girlswhotravel #blogerka #aniamaluje #szczerze_pisząc 
Fot: @agnieszkazysk

Ta jedna osoba, która zawsze...

Kiedyś stresowałam się, że to co polecam nie spodoba się komuś, kto skorzystał z mojej rekomendacji. Dzisiaj mam z tym luz. 
Nie podobał mi się Paryż, podobał Lwów. Wiecie dlaczego, wiecie co lubię - to jest ok, że czasem mamy różny gust, upodobania, zachwycają nas różne rzeczy.
Ktoś zwiedzając ruiny będące symbolem walki kultur i cywilizacji wzruszy ramionami i powie „kamienie jak kamienie”, albo zrobi sobie popielniczkę z zabytkowej kolumny.
Kogoś zachwyci przyroda, ktoś inny powie, że drzewa jak drzewa.
Jeden cieszy się na deszcz, bo rosną mu warzywa, drugi płacze, bo chciał się opalać.
Od kiedy myślę o tym w ten sposób, to zrzuciłam z siebie całą presję odpowiedzialności. Całkiem fajnie!
Jestem ciekawa, czy jest jakieś miejsce, które cię totalnie zachwyca, a inni tego zachwytu nie podzielają ;) #podróże #podróżemałeiduże #blogerka #aniamaluje #szczerze_pisząc #wakacje #lato #tunsia #tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays #pranie #sukienka #100dnibezspodni #afryka #tunis

Kiedyś stresowałam się, że to...

Long time no selfie!

Jaki jest sens wstawiać nieaktualne selfie, bo zmieniło się kolor włosów? Chyba żaden, ale mam taki problem, że rzadko umiem cieszyć się obecną chwilą. Moje myśli albo dotyczą czegoś, co było, albo (to częściej!) tego, co nadchodzi. Jakiś deadline, projekt, kolejna podróż. Nieustannie jestem głową w miejscach innych, niż jestem ciałem. Kiedyś bardzo pomagało mi na to bieganie - miałam swój ustalony czas na gonitwę myśli. Chyba pora do tego wrócić! #tuiteraz #szczerze_pisząc #aniamaluje #podróże 
#tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays #blogerka #blogerkapodróżnicza #travelblogger #podróżemałeiduże #kropki #sukienka #selfiaczek #tunisia

Long time no selfie! Jaki...

Rzadkie zdjęcie mnie cieszącej się chwilą i nie reagującej na obiektyw jak na lufę karabinu. Monastyr 2019, koloryzowane.
##tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays #Tunisia #wakacje #monastir #monastyr #lato #kropki #sukienka #100dnibezspodni #aniamaluje #podróże #podróżemałeiduże #blogerka #travelblogger

Rzadkie zdjęcie mnie cieszącej się...

Lecąc do Tunezji miałam jeden plan - uporządkować swoje myśli i całkowicie odpocząć. Bardzo lubię oddzielić się od grupy i pozachwycać się albo pomyśleć. Na tym wyjeździe to bez sensu. Ekipa jest tak fajna, że bardzo przyjemnie jest po prostu ludzi słuchać. Każdy ma do opowiedzenia coś, co w jakiś sposób mnie wzbogaca. Uwielbiam poszerzać swoją bańkę filtrującą i podróże są do tego idealną okazją, ale z tego wyjazdu wracam też z dużą listą książek do przeczytania. #Tunisia #wakcje #podróże #podróżemałeiduże #blogerka #blogerkapodróżnicza #lato #afryka 
#tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays

Lecąc do Tunezji miałam jeden...

Wrzucam dwa, bo nie wiem które lepsze. Oczywiście kolory domalowałam sobie sama (realne znajdziecie u @ewaszabatin ) ale chyba najbardziej w podróży lubię właśnie przystanąć, wystawić mordkę do słońca, zachwycić się widokiem. Fajnie!
#osiolek #osioł #donkey #tunezja #wakacje #podróże #podróżemałeiduże #blogerka #travelblogger #tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays

Wrzucam dwa, bo nie wiem...

Bardzo podoba mi się ta fotka! Idealnie oddaje klimat Hammametu. Niebieskie drzwi, białe ściany i dużo koteczków. 
#hammamet #podróże #podróżemałeiduże #kotki #koty #catstagram #tunisian_girl #wakacje #tunisia #blogerka #blogerkapodróżnicza #kotełki 
#Tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays 
Fot: @super_kristyne

Bardzo podoba mi się ta...

Pamiętacie jak śmiałam się z instagramerki, która na każdym zdjęciu dokleja te same chmurki? Karma wrocila 😅
W Odessie wyświetliło mi się pod hashtagiem „Odessa” zdjęcie z neonem „too late to die young”. Pomyślałam, że zajebiste z okazji nadchodzących urodzin, bo nie zdążyłam do klubu 27 i w sumie jest mi bliżej do pani pod trzydziestkę niż dwudziestolatki 😱 jakież było moje rozczarowanie, gdy po długim spacerze zastaliśmy pożegnalną popijawę pracowników, bo koniec sezonu i neonu włączyć się nie da😅 Nie mieli już prądu! Próbowałam neon włączyć sama w programie graficznym, ale nie umiem🙈 przesuń w bok by zobaczyć zdjęcie przed a potem zostaw mi urodzinowe serduszko ♥️🙈 Jedyne o czym w tym momencie marzę to zdrzemnąć się w samolocie. Kierunek #Tunezja!
28 lat, Thorze, kiedy to się stało😱😱😱
#urodziny #28lat #wakacje #aniamaluje #szczerze_pisząc #podróże #podróżemałeiduże #blogerka #discoverunder50k

Pamiętacie jak śmiałam się z...

#podróże to jedna z największych radości mojego życia, ale jednoczenie też powód przez który NIE OGARNIAM.
Wschód słońca nad morzem w Odessie to piękny widok, ale spacer po jesiennym Żoliborzu również zapiera dech w piersiach. No chyba, że to był smog😉
W każdym razie - zrobiłam sobie wczoraj dłuższy spacer, bo nie chciało mi się czekać na tramwaj, a potem to już nie chciało mi się wracać, bo było tak kolorowo i pięknie. Gdyby nie ta decyzja, nie doświadczyłabym piękna jesieni w tym roku. Ledwo rozpakowałam walizkę po Budapeszcie, a tonę w praniu bo zaraz Tunezja. Tu praca, tam trzeba podskoczyć na pocztę, wizyta u lekarza i czas ucieka. Podejrzewam, że po powrocie złotych liści już nie będzie.
Chwile. Piękne chwile, to one się liczą najbardziej. Staram się je doceniać i chwytać.
Nawet dosłownie, bo podnoszę liście i kasztany🙃
Wiem, że nie każdy lubi jesień (ja tylko złotą i słoneczną część) ale wymień w komentarzu ulubioną rzecz związaną z jesienią.
Jesieniaro, do boju :)💪🏻
#jesień #jesieniara #hamak #hammock #odessa #odesa #morning #poranek #herbata #relaks #blogerka #blogerkapodróżnicza #travelblogger #blogger #robe #ukraine #ukraina #aniamaluje #jesień #październik #helloautumn

#podróże to jedna z największych...

Planowałam wylegiwać się w termach i objadać, tymczasem termy okazały się najsłabszym punktem wyjazdu a #Budapeszt jest idealnym miastem na niespieszne jesienne spacery przerywane zachwycaniem się widoczkami. I zbieraniem kasztanów ;). A widoczki są przeróżne i przepiękne! Od panoramy miasta z licznych wzniesień, przez modry Dunaj (cokolwiek ten kolor oznacza😅) po zapierającą dech w piersiach architekturę.
Kuchnia nie do końca moja, znalezienie „placka po węgiersku” to jak szukanie spaghetti bolognese w Bolonii albo dobrych pierogów w Warszawie :D ale za to cała reszta jest absolutnie magiczna.
O właśnie. Magiczny. Taki jest Budapeszt.
Wpadłam na krótko, ale pewnie wrócę!

Fot: @agnieszkazysk 
#podróże #podróżemałeiduże #blogerka #budgettraveler #budgettravel #travelblogger #girlswhotravel #maxidress #aniapodróżuje #budapest #hungary #budapestgram #węgry #zamek #castle #100dnibezspodni #sukienka

Planowałam wylegiwać się w termach...

Jaka jest najlepsza dieta dla wszystkich?

Jaka jest najlepsza dieta dla wszystkich ludzi? Bezglutenowa? Wegańska? Paleo?
Odpowiem też na powracające ciągle pytanie “dlaczego jesz gluten?!” 😉

Jem jak smok, a przy tym mam raczej drobną budowę ciała. Do tego często jem “niezdrowo”. Jestem świadoma, że zawsze znajdzie się idiota, który posądzi mnie o bulimię. Przyzwyczaiłam się do tego i nie winię autorów takich wypowiedzi. Los wystarczająco pokarał ich niską inteligencja, zarówno tą określaną przez IQ, jak i emocjonalną (EQ), bo czasami wystarczy zapytać 😉

Dlaczego uważam, że te osoby są idiotami? Bo zawsze jak ktoś mi wyskoczy z taką rewelacją, odsyłam go do tekstu : Moja dieta, czyli dlaczego jem tyle pizzy? . I delikwent zawsze odpowiada, że czytał 😉 A to oznacza, że nie zrozumiał, choć napisane najprościej jak się da.


Za każdym razem gdy zaczynam rozmowę z idiotą przypominam sobie co napisał Dante Alighieri w Boskiej Komedii ” Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy [tu*] wchodzicie”

 Zawsze przypominam to sobie za późno 😉 

__________

*tu – w rozmowę z idiotą ;-).


Tak czy siak – tekst o mojej diecie zdecydowanie wymaga aktualizacji.


Ale zacznę może od sedna, czyli idealnej diety. 

grilled chicken brest with salad and puree + cayenne pepper
grillowana pierś z kurczaka z roszponką i puree + pieprz cayenne

Zapewne czasami odczuwasz mały mind-fuck, bo jednego dnia nagłówki portali bombardują Cię o badaniami o słuszności diety wegańskiej. Ze zdjęć  uśmiechają się kobiety, które przestały chorować i odkryły sekret młodości. Dla równowagi jakiś górnik czy kulturysta pokaże, że to wcale nie dieta dla cienkich bolków i suchoklatesów, bo on jest weganinem i masę mięśniową z dużymi sukcesami buduje. Na kolejnej stronie znajdujesz zachętę do wyzwania – zostań weganinem na 30 dni. 


I wszystko byłoby fajnie, gdybyś miesiąc później, na tym portalu czy w tej samej gazecie nie zobaczył wielkiego nagłówka o tym, że naukowcy odkryli właśnie najzdrowszą dietę na świecie. Dziwnym trafem jest CAŁKOWICIE przeciwstawna do diety sprzed miesiąca, ponieważ autorzy zachęcają do wsuwania wątróbki i żołądków. Argumentują to korzeniami ludzkości. Znowu uśmiecha się szczęśliwa kobieta, która wreszcie po latach walki schudła 30 kg. Ktoś z artykułu obok wyleczył się dzięki tej diecie z trądziku, a zasadność diety potwierdza artykuł napisany przez dietetyka, lub jeszcze lepiej – lekarza. Zazwyczaj firmuje całość swoją twarzą, a odziany jest w biały kitel, na którym radośnie dynda stetoskop.


A Ty patrzysz i myślisz …. what the fuck?! 

Czy to jakaś zbiorowa schizofrenia czy może spisek? Czy Ci naukowcy chociaż raz nie mogą się zgodzić?! Skąd wiesz kogo masz słuchać?


Szczerze wierzę, że nie ma jednej uniwersalnej diety dla każdego człowieka. Żyjemy w bardzo różnych miejscach na świecie i nie wyobrażam sobie, by kazać nagle eskimosowi jeść tylko warzywa… no chyba, że chcemy mieć tego biednego eskimosa na sumieniu.


Problem z tymi badaniami jest taki, że są one robione pod gotową tezę. Np. badacz X powie “ha! dieta wegetariańska jest najlepsza i udowodnię to!”. Zbada więc grupę wegetarian jedzących bardzo różnorodnie. Wiecie,  bio, organic i te sprawy.  Marchewki rosnące z dala od cywilizacji, w szczęśliwym ogrodzie po którym boso hasają szczęśliwe rusałki.  Marchewki podlewane oczywiście nie kwaśnym deszczem z paskudnej cywilizacji, a krystalicznymi łzami aniołów.

Zestawi wyniki z grupą kontrolną, czyli statystycznym mieszkańcem polski, który na jedzenie ma powiedzmy – ze 200 zł miesięcznie i je chleb z pasztetową.


Wow, mamy wyniki – dieta wegetaiańska jest najlepsza ze wszystkich!


A przyjdzie drugi badacz i powie “Ha! Dieta wegatariańska jest głupia, udowodnię to!”

I weźmie zbada grupę świadomych konsumentów, którzy naoglądali się programów kulinarnych. Jadają krewetki, przebadaną dziczyznę, wołowinę. Do tego modne hummusy, guacamole i jarmuż. Ogromna różnorodność, wysoka jakość.

Dobierze sobie grupę kontrolną – wegetarianina jedzącego wszystko, poza mięsem. Tani żółty ser, czasami coś eko, ale nierzadko zupkę chińską, byle nie o smaku kurczaka. Pizza wegetariańska też spoko.


Wow, mamy wyniki! Wegetarianie mogą się schować.

————

Tylko czy tak to ma wyglądać? Co chwile bombardują nas nowe diety i nie wiemy kogo słuchać. A może by tak…siebie?

Bo dla przykładu…to co jest niezdrowe dla większości ludzi, np. pizze, maślane rogaliki i naleśniki z nutellą są dla mnie ZDROWE. I to bardzo, bo powinnam wsuwać ile wlezie.




Zanim wytłumaczę, odpal sobie Alanis Morissette.




Serio, odpal! 🙂


Ok.


Jak wiecie…lub nie wiecie…. mam taką śmieszną wadę genetyczną, że mam ogromną nadprodukcję śluzu. Wszystkie badania i znaki na niebie wskazywały na mukowiscydozę. Ale jest taki mały haczyk, że opanowałam serię bardzo skutecznych skurczy i podskoków, dzięki którym nie muszę zakładać “zbroi” do drenażu płuc, bo to lepkie, paskudne coś się odrywa i robię co w mojej mocy, żeby nie zalegało i nie robiło się zbite i nie przyklejało się jak guma do żucia pod krzesłem w sali od matematyki. 

Swoją drogą  – kiedy człowiek próbuje się wsunąć bliżej ławki, zawsze palcem napotka na tę cholernę gumę.. Zawsze 😉


Wracając do sprawy – na całe szczęście podczas “chlorków w pocie” wychodziły mi dzikie wyniki i mdlałam, więc zakazali mi tego badania pismem z  wieloma wykrzyknikami i mądrymi pieczątkami 🙂 Więc większość badań wyrokowała że muko, a genetyczne pokazały figę z makiem. Albo mam nieopisaną mutację (badania genetyczne wykrywają tylko najpopularniejsze) albo – jak twierdzi profesor z UCLA, który niesamowicie mi pomógł – jest to bliźniacza, bardzo podobna choroba. Dzięki kapsaicynie i imbirowi radzę sobie całkiem nieźle. Mam to wielkie szczęście, że nie  muszę płakać przed kamerami żadnego programu telewizyjnego, że jedyny lek który może mi pomóc kosztuje 20 tysięcy $ za opakowanie, rząd go nie refunduje i umrę. Swoją drogą – taki jest koszt jednej sesji terapii kapsaicyną, jednakże można to robić tylko w specjalnej klinice w USA, gdzie pobyt kosztuje też dużo no i…

Kto tu jest skurwielem… rząd, który nie refunduje drogich leków, czy może Ci, którzy tanie substancje sprzedają za miliony monet ? 

Pytanie zostawiam otwarte.


W każdym razie – mam niebywałe szczęście, że chore mam ciało, a umysł pozostał na tyle sprawny, że udało mi się znaleźć rozwiązanie. Wiadomo, proces trwa nadal (nadprodukcja śluzu) i walczę z objawami i tym, żeby nie były uciążliwe, a z przyczyną na razie nie ma za bardzo jak.

Ale…

tak jak u chorych z diagnozą o nazwie MUKOWISCYDOZA…kluczowa jest dieta.

Która jest całkowicie, totalnie inna niż u zdrowych osób.

Np. dzisiaj zrobiłam sobie takie zakupy na tygodniu azjatyckim w lidlu :

Samo “zdrowie” , prawda? Kabanosy z Chilli trafiłam na promocji – 3,49 zł za paczkę. Wzięłam trzy ostatnie. Zazwyczaj płacę za nie więcej, ale kupuję je często i wsuwam je na tony. “Panierkę” czy jak tam nazwać ciasto tempura – kupiłam ze względu na to, że lubię obtaczać w nim warzywa, krewetki, cukinię… Sajgonki za 5 zł z hakiem to super “life-hack”, bo mam sycącą przekąskę w 10 minut. Gotowych krewetek w tempurze nigdy nie jadłam, więc można spróbować, a różne “chińskie” makarony, bo ja jem dużo makaronów.  Kupiłabym też sosy, ale te jeszcze mam dwa pataks i jak zastanowię się nad ulubionymi smakami – wrócę do lidla aby porównać te lidlowskie.

Po co to piszę i pokazuję? Aby pokazać istotę sprawy. Te rzeczy raczej nie kojarzą się ze zdrowiem. Są tłuste i tuczące (pyszne to już swoją drogą ;-).
I taka jest dieta przy muko. Dieta, która jest PODSTAWĄ LECZENIA.
Bardzo często czuję się jak Lindsay z tej czytanki :

At lunch, Lindsay often gets bored with having the same old conversation with her friends:

“You’re so lucky!”

“Yeah, I’d give anything to be able to eat as much as you do and be so skinny!”

“Cheeseburgers or mac and cheese every day – that would be great.”

Lindsay is one of about 30,000 people living with cystic fibrosis (CF)in the United States, and she has to eat high-fat, high-calorie foods just to stay healthy. A lot of the time she just doesn’t feel well enough to eat the foods most teens crave. And sometimes, when her schedule’s really hectic, she’d love to just skip a meal like her friends do.


Polecam odwiedzić źródło, bo wszystkie teksty są czytane przez lektora, pisane dla dzieci i podświetlane w trakcie czytania jak karaoke. 😉 Genialne do nauki angielskiego! Masa tekstów o zdrowiu, diecie, sporcie, wszystko pisane prosto i rzetelnie. Jeśli macie młodsze rodzeństwo, niech poszlifują angielski na takich tekstach jak “Mam 14 lat i jeszcze nie miesiączkuję, czy to normalne?”  Dużo lepsze nie pytanie na zapytaj.pl 😉
Ok. Wracając do mnie i do Lindsay, która może jeść codziennie cheesburgery…
To wcale nie jest takie super!
Wcale nie jest tak, że mogę jeść co chcę. Kiedy jem byle-co, jestem wzdęta i napuchnięta jak balon. wyglądam jak rzeźbiona z kartofla. “Żarcie” łączy się ze śluzem w paskudną breję i zalega niestrawione i zalega i zalega…wiem, nie chcecie tego słuchać. I słusznie! Bo to obrzydliwe.
A jednak muszę jeść dużo więcej niż inni. Nie dlatego,że mam szybką przemianę materii – po prostu oddychanie i inne procesy życiowe kosztują mnie więcej. Jestem jak samochód, który dużo więcej pali. Jeśli ktoś chce powiedzieć, że to jest super, bo nie tyję, to niech palnie się w łeb. Nie chciałby być  w mojej skórze i walczyć o oddech.
Zasada jest taka sama dla wszystkich – chudniesz, gdy dostarczasz mniej niż potrzebujesz. Tyjesz, gdy dostarczasz sobie nadwyżki.
Przykładowe zalecenia:
Źródło: http://www.muko.pl/poradnik/zywienie/zywienie-dzieci-z-mukowiscydoza/ , wzbogacone o moje podkreślenia.
Ja muszę zwiększać kaloryczność posiłków. Bardzo:
Przykłady zwiększania kaloryczności posiłków:
  • Miksować mięso z dodatkiem ziół i łączyć z ziemniakami w postaci kuleczek
  • Keczup wymieszany z majonezem i olejem serwować jako dodatek do potraw
  • Dodawać groszek ptysiowy, grzanki z serem do zupy
  • Podsmażać makaron, ryż, ziemniaki do obiadu
  • Do mleka dodawać łyżkę śmietany 36%
  • Do naleśników, placków, ciast dodawać dodatkowe jaja
  • Podawać pieczywo tostowe i kajzerki, które są bardziej kaloryczne niż chleb
  • Uprażone pestki dyni, słonecznika, sezamu zemleć, dodawać do zup, sosów, panierki, deserów
  • Podawać kabanosy, salami, pasztet częściej niż polędwicę drobiową czy szynkę
  • Podawać pastę z awokado (1 awokado, 1 pomidor, sól, ½ ząbka czosnku, 2 łyżeczki oliwy z oliwek, zioła do smaku) – wartość odżywcza całej porcji to 320 kcal i 32 g tłuszczu)
  • Płynne odżywki dodawać do potraw (zup, sosów, deserów, ziemniaków) lub mrozić (podawać jako lody lub pokruszone kostki zalać jogurtem, mlekiem skondensowanym z dodatkiem owoców i podawać jako koktajl)
Chcąc uzyskać dietę wysokokaloryczną i wysokobiałkową, należy zadbać o to, by znalazły się w niej poniższe produkty (przykłady):
Źródła tłuszczów:
  • olej lniany, z pestek winogron, słonecznikowy – 4-5 łyżek na dobę – nie do smażenia
  • oliwa z oliwek – jako dodatek do posiłków i do smażenia
  • tłuste ryby morskie – smażone w postaci kotletów, grillowane, również te z puszki
  • śmietana – do deserów, zup i sosów
  • masło i majonez – dodatkowa ilość do kanapek, tostów
Źródła białka:
  • ryby i drób w każdej postaci
  • wieprzowina i wołowina, np. w formie mielonej
  • pełnotłuste mleko
  • sery żółte i pleśniowe – do kanapek lub panierowane
  • tłusty ser twarogowy – do naleśników, ryżu, makaronu
  • jogurty, kefiry – wybierać probiotyczne i pełnotłuste
Źródła węglowodanów:
  • pieczywo tostowe i kajzerki
  • płatki pszenne
  • ziemniaki, także podsmażane
  • spaghetti z sosami
  • kluski, kasza, ryż do zup
  • warzywa zasmażane (marchew, kukurydza, groszek z puszki)
  • winogrona, banany
  • rośliny strączkowe jako dodatek do sałatek.”
Źródło: http://milupa.pl/mukowiscydoza.php?sourceId=323&parentSysId=56&sysId=41029

To jest fajne przez tydzień, może dwa. Ale czasami człowiek miałby ochotę zjeść coś lekkiego. Albo nie zjeść nic, bo ma dość. A tu trzeba za przeproszeniem, wpieprzać jak dziki osioł. Gdybym nie zwiększała kaloryczności posiłków, musiałabym non-stop jeść. Byłam już na etapie jedzenia odżywek wysokobiałkowych i kupowania wielkich worków białka serwatkowego (wiem, że to się ostatnio stało modne, kiedyś najbardziej ekonomicznie wychodziło to firmy ostrowia, bez wypowiedzenia “bleeeee” byłam w stanie przełknąć tylko smak owoce leśne ;-)). Podziwiam sportowców, którzy to piją 😉 Nie chciałabym znów się do tego etapu cofnąć. 

Ta “dieta” i problemy ze śluzem powodują szereg niefajnych zjawisk. Np. mam liche włosy, przesuszoną skórę. Nawet wklepując kremy i azjatyckie olejki, które skóra pije jak sucha studnia wodę – w wieku 23 lat mam gołym okiem widoczne zmarchy na czole. Moja siostra mówi, że mam z tych zmarszczek  na czole ikonę w-ifi 😉

 Do tego wszystkiego ogromną tendencję do cellulitu, kruche paznokcie, słabe kości. Wiecznie spierzchnięte usta.
Cóż, taka cena za życie. 
Myślcie, że to fajnie tak ciągle jeść? Zawsze jeść ciężko, tłusto i kalorycznie?
Ja czuję się jak zachłanny Polak po festiwalu pizzy w Pizza Hut. Przez chwilę wydaje się to fajne, a potem każdy wychodzi trzymając brzuch oburącz, jak piłkę lekarską i mówi “nigdy więcej”.
Znalazłam więc sposób w postaci imbiru i kapsaicyny. To mi podkręca apetyt i nie tworzy “kolejek”. Plus masa przypraw.
Dieta bezglutenowa, wegańska czy RAW – tylko jako krótki eksperyment,w celu usunięcia resztek i tylko w lato lub ciepłą wiosnę. Na chwilę! Inaczej cofam się do poprzedniego stanu i cierpię. By nie powiedzieć – umieram. 
Napisałam, że tamten tekst wymaga aktualizacji. Byłam bardzo głupia – 10% niezdrowego… jest taka śmieszna zależność, że im więcej jem samych zdrowych rzeczy, tym mniej mam apetyt na te “czyste”. Problem polega na tym, że samym super zdrowym nie da się zaspokoić zapotrzebowania energetycznego. Musiałabym siedzieć i cały czas jeść.
Paradoksalnie..im więcej jem fast-foodów, tym lepiej dla mojego zdrowia.
(Jeśli posłuchałeś i włączyłeś wcześniej piosenkę, to ten dwuwers odczytała Ci w głowie Alanis Morissette :)).
Jest jeszcze druga strona medalu – nie mogę jeść tylko niezdrowego, patrząc wyłącznie na kaloryczność. Dotyczy mnie to samo zagrożenie co wszystkich ludzi – otyły, ale niedożywiony. Bardzo popularne zjawisko.
Dlatego nie jem parówki czy pasztetowej, a kabanosy. Unikam mimo wszystko produktów mlecznych, bo zaśluzowują mój organizm, ale reszty zaleceń się słucham. W dzieciństwie często siedziałam i płakałam nad talerzem z obiadem, bo miałam serdecznie dość tego jedzenia. Jedyny ratunek, to jeść to, na co się ma apetyt. Jestem jak na nieustającej gastrofazie. 

L.U.C – Pukagastrofazy godzina

Nagle poczułem, że siedem lat nie jadłem
Wtem LUC porwały THC apetytu surrealne szkwały zjem
pudło to, żeliwo,mydło i ten segment cały z ketchupem
Piwo, wełnę, zjem beton, banały i skały.
O rety, rety te pełne regały opętały me gały
mały, chudy patyk byłem stałem się karkiem
supermarkety stanowią prywatną spiżarkę.
Mój głód to blaza zaraza masa
kra bagna jak na kiczowatych obrazach.
Mój głód to postrach, to astronomicznie ostra gastrofaza!
Ekstaza stu katastrof
powodująca że zjadam to miasto
z towarami. Jak ciasto
łykam trawę nawet krawężniki z ulicami,
makaron z pastą do butów,
cielęcy tułów
z mielonymi bananami,
zrazy zawijane szlafrokami,
szarlotki faszerowane fasolą i śledzikami,
Kosmetyki Tesco z kołpakami,
pasztetem z winogron,
zjadam ten ogrom,
delektuję się smakami,
nogami dzika w kapciach z pomidorowej margaryny,
filetami z lodowej sałaty czy cytryny
wędzonej z kabaczkami,
pierogami z patyczkami do uszu
dwa kilogramy do drukarki tuszu
wysuszone na grillu z krokietami
nadziewanymi wikliną z grzybami
na deser dopycham się telewizorowymi tortami,
to winem zapijam, zagryzam kompaktami,
aminokwasami trawię prawie każdy rodzaj karmy,
strawię nawet piłę Husqvarny,
sam ustalam swój system molekularny,
tego nie przewidział Darwin,
to wielkie żarcie
gastronatarcie,
170 kilo ważę, brzuch ciągnie mi się po asfalcie.


Puk Puk Pukagastrofazy godzina
Poezja smaków, wykwintna lawina
Puk Puk Pukagastrofazy godzina
Hiperkonsumpcja, człowiek świnia…


Wiem, wiem, wiem, jem, nie czuję skutków
Ja boży produkt w morzu produktów
Jem, jem, jem, nie czuję skutków
Zagubiony moduł w łańcuchu produktów


Słodki, słony, kwaśny, gorzki, glutaminian sodu – smaku więzy
kora smakowa mieści się gdzieś pomiędzy
płatem ciemieniowym a zakrętem zaśrodkowym
może to enzym niedaleko kory SI
unerwiającej język
nie wiem, ale wiem, że pochłonięty jestem przez tą chemię
i potwór we mnie drzemie
wymaczam cię w tym dżemie,
urośnie napięcie,
następnie zjem cię
razem z miską
jestem psychoskirtotymikohedonimaksymalistą
Kocham smaki, zatem wtem zjadam wszystko!
Zjadam wszystko!!!


Puk Puk Pukagastrofazy godzina
Poezja smaków, wykwintna lawina
Puk Puk Pukagastrofazy godzina
Hiperkonsumpcja, człowiek świnia…


Puk Puk Pukagastrofazy godzina
Poezja smaków, wykwintna lawina
Puk Puk Pukagastrofazy godzina
Hiperkonsumpcja, człowiek świnia
Do tego oczywiście dostarczam sobie witamin, minerałów i innych rzeczy. Imbir i kapsaicyna podkręcają metabolizm i zaostrzają apetyt. Dzisiaj kocham gotować i odkrywać nowe smaki, ale…nie unikam gotowców. Bez jedzenia na mieście i wsuwania gotowców (co jest droższe i gorsze jakościowo) musiałabym cały czas stać przy garach.
Zazwyczaj skracam to i zawsze mam wielki garnek zupy (o zdrowotnych zupach niebawem!), ale też wsuwam wszelkie rodzaje makaronów z sosem. Bo robi się to szybko i można ugotować dużo na raz.
Tak, mamy dość dobry okap kuchenny, bo sąsiadka się skarżyła, że czuje w nocy zapach placków ziemniaczanych.
Cóż zrobić, musiałam zjeść. A tylko na placki miałam ochotę, więc usmażyłam sobie o drugiej w nocy 😉

Nie mogę jednak powiedzieć, że nie jem zdrowo. Bardzo dużo szejków i smoothie, ale głównie na bazie sycącego banana. Zdjęć na insta im nie robię, bo są brzydkie – jak to z ciemne bananowe smoothie 😀
Zresztą, przykładowe jedzonko możecie zobaczyć sobie na moim instagramie:
.ig-b- { display: inline-block; }
.ig-b- img { visibility: hidden; }
.ig-b-:hover { background-position: 0 -60px; } .ig-b-:active { background-position: 0 -120px; }
.ig-b-v-24 { width: 137px; height: 24px; background: url(//badges.instagram.com/static/images/ig-badge-view-sprite-24.png) no-repeat 0 0; }
@media only screen and (-webkit-min-device-pixel-ratio: 2), only screen and (min–moz-device-pixel-ratio: 2), only screen and (-o-min-device-pixel-ratio: 2 / 1), only screen and (min-device-pixel-ratio: 2), only screen and (min-resolution: 192dpi), only screen and (min-resolution: 2dppx) {
.ig-b-v-24 { background-image: url(//badges.instagram.com/static/images/ig-badge-view-sprite-24@2x.png); background-size: 160px 178px; } }
Instagram
Podsumowując : dla mnie zdrowo oznacza całkiem coś innego, niż dla innych ludzi. Każdy z nas jest trochę inny ma inne potrzeby. W życiu nie zamierzam nikogo nawracać na swoją dietę, bo to mogłoby się źle skończyć.
I cholernie, ale to cholernie wkurzają mnie mądrale od “powinnaś nie jeść glutenu!”.
Jesteście upierdliwi jak telemarketerzy firmy Philipiak, zapraszający mnie prezentacje garnków i pościeli. Im częściej zachęcacie, tym bardziej tracę cierpliwość.

Jest taka fajna zasada – nie mów innym jak żyć – pokaż jak żyjesz.
Gdy koleżanka robiła sobie pyszne smoothie, sama zapytałam o kilka receptur i zainwestowałam w fajniejszy blender. To zawsze tak działa.
Nie nawracaj innych na wegetarianizm, bo ich wkurzysz. Zrób pyszną wege-szamę pachnącą tak, że wszystkim ślinka pocieknie, a sami będą wołać o przepis. Kto wie, może małymi kroczkami…

;-))

Ja jem : kalorycznie, ostro, rozgrzewająco. Ty możesz jeść inaczej. Nie ma jednej drogi 😉 Sprawdź jaka dieta Ci służy i tej się trzymaj. A w razie wątpliwości, skonsultuj się z dietetykiem lub lekarzem.

No, to teraz wiem gdzie przekierowywać bezglutenowych terrorystów ;-)!

PS. czy gotowe dania z tygodnia azjatyckiego są smaczne? Ktoś kupował potrawkę z ryżem i  kurczakiem i podzieli się wrażeniami? Zawsze zrażam się bo wszyscy dają do gotowców tekturowego kurczaka ;/

PS. 2!

Jak wiecie, trwa konkurs Blog Roku.
Ja nie strartowałam, bo nie widzę w nim miejsca dla siebie ani celu. Na Wasze prośby zgłosiłam tekst do konkursu na tekst roku, ale ta kategoria nie ma sensu, patrząc na zgłoszone teksty…
Dlatego jeśli ktoś chce wysłać charytatywny SMS a przy okazji – oddać głos na kogoś fajnego, to napiszę na kogo i dlaczego zagłosowałam

BlondHairacare i Italiana  – obie poznałam, obie są bardzo szczerymi osobami. Obie też nie mają powodu, aby pisać blogi – Natalia ogarnęła swoje włosy i doprowadziła je do fajnego stanu, Italiana uratowała cerę. A jednak nie pokasowały blogów i prowadzą je nadal – bo pomagają innym. Jeśli kiedyś sprzedały wam za darmo jakąś informację, która była przełomowa – może to jest fajny moment, by w ten sposób powiedzieć dziękuję?

– Martapisze  – Marty nie poznałam, bo coś się nie zgrało. Ale lubię jej blog! Był czas, że mnie wkurzała (nie wiem czemu, po prostu. Ja też pewnie niektórych wkurzam), ale bardzo lubię to, co teraz składa się na ten blog. A wejście do finału jest chyba Marty marzeniem więc… 😉

Dagonfly  – Dagmarę też poznałam. Jest psychologiem, napisała książkę, która bardzo mnie wzruszyła i prowadzi bardzo fajny blog. Na którym nigdy nie komentuję, sama nie wiem czemu. Więc poczułam, że warto oddać głos ;-).

Żadna z dziewczyn nie wie , że o nich wspomniałam.
Taka mała niespodzianka, może ktoś kliknie, pozna bloga i puści SMS, którego cel jest charytatywny. 😉

Jeśli masz coś zapamiętać z tego tekstu – niech to będzie informacja, że nie ma jednej uniwersalnej diety. Nie ma najlepszej diety dla wszystkich. Koniec. kropka peel.

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂 A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem 🙂

Follow on Bloglovin
Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Zmagania z sesją, kreatywne bazgroły, koszmar miłośnika książek i inne ciekawe linki [ TYGODNIK 5 ]
Jaka jest najlepsza dieta dla wszystkich?