Instagram has returned invalid data.

Dzwony, kobiecość, PIT-y i inne sprawy [TYGODNIK 7]

W dzisiejszym, siódmym odcinku tygodnika:
– Dlaczego lubię dzwony
– Kobiecość na całym świecie

– Magia czerwonych paznokci
– Wilno!

– walka z PIT-ami,

– szansa na wygranie bonu na ubrania (ponad 350 zł!)
– szansa na wygranie książki

– mega rabat w księgarni Znak 🙂

Ech, ściemniać nie będę – ten tydzień był dla mnie równie spokojny co poprzedni. Głównie kocyk, gorący rosół i przegrzany mózg. Nos wychylałam z domu rzadko, chociaż starałam się zaliczyć 30 minut spaceru każdego dnia. Z dala od ludzi, coby choróbska nie przenosić :)). Zaliczyłam tylko jedną dłuższą “wyprawę” po wyniki badań.
Człowiek pozbawiony kontaktu z ludźmi trochę głupieje.

Obejrzałam jednak kilka inspirujących filmów, przeczytałam ciekawą książkę i hmm… poświęciłam się rozwojowi “duchowemu”. Mam nadzieję, że gdy zrzucę z siebie ciężar spraw codziennych, napiszę kiedyś o tym tekst. Zawsze mówiłam, że nie widzę dla siebie miejsca w żadnej religii, jednak od pewnego czasu jest coś, co szalenie mnie wciągnęło. Spokojnie – nie zapisałam się do żadnej sekty i nie chodzę do żadnego kościoła 😉 Nie sądzę, aby to kiedyś uległo zmianie, chociaż nie kryję, że jestem czymś bardzo zafascynowana :). Może jak już napiszę do końca magisterkę i się obronię, na spokojnie to opiszę.

PŁASZCZ : KLIK, KAPELUSZ : KLIK, TOREBKA : H&M, DZWONY : VERO MODA, LUMPEKS, BUTY; CENTRO 

Kiedyś napisałam, że bardzo lubię dzwony. Gdy wstawiłam zdjęcie na instagram, była zaskoczona odbiorem – wieściliście powrót dzwonów. Hmm… jestem jedną z tych dziwnych osób, które zatrzymały się w czasie. Dzwony były modne gdy byłam w podstawówce. W gimnazjum zaczęły tracić na sławie… dla mnie czas się zatrzymał i moimi ukochanymi jeansami były dzwony…biodrówki. Noszone do płaskich butów -.-. Bardzo je lubiłam i pewnie nosiłabym nadal, ale niestety podarłam je na tyłku przechodząc przez jakieś ogrodzenie, gdzieś pod koniec liceum. Niepocieszona polowałam na dzwony długo i bezskutecznie, bo wszędzie były tylko rurki i rurki. Żeby była jasność – rurki są spoko, również bardzo je lubię i chętnie noszę. Ale dzwony mają w sobie jakąś…magię?

Obecne na zdjęciach spodnie dorwałam w lumpie, będąc na drugim roku studiów.

Kto czytał tekst o tym, jak trenuję (klik), ten wie że dużo chodzę 😀 Miałam egzamin na Wyżynach i wracałam pieszo pod Tesco… niestety, spóźniłam się na pks. Wściekła jak osa wstąpiłam do nieistniejącego już lumpeksu tuż obok przystanku*. I moim oczom ukazały się one – nowe, ometkowane dzwony. To było jak cud, bo już dawno straciłam nadzieję na to, że uda mi się kupić dzwony – już prędzej spodziewałabym się odkrycia Atlantydy :))

Lżejsza  dwie dyszki zapomniałam, że mam prawie dwie godziny do kolejnego autobusu 😀
*Bydgoskie lumpeksy opisałam w tekście o Bydgoszczy (klik).

Płaszcz i kapelusz kupiłam za własne pieniążki, korzystając z dużej zniżki, jaką dostałam na maila. Piszę o tym tylko dlatego, że czasami macie jakieś mylne wyobrażenia :)). Ciekawostka jest taka, że chiński płaszczyk okazał się najlepiej skrojonym płaszczem jak posiadam, a kapelusz jest dużo lepiej wykonany niż ten czarny, który kiedyś mignął na blogu. Pomyśleć, że to za ten czarny zapłaciłam takie pieniądze, że głowa mnie jeszcze boli (jest marki Viyella) – a potwornie się odkształca i działa jak magnes na wszystkie paproszki.
Ironia losu :)).

O pomoc przy zakupach z Chin poprosiła mnie ostatnio moja znajoma 😉 Długo czekała na obniżkę ceny tej kurtki, a załapała się także na rabacik*. Różowa parka kupiona na Romwe (Klik)

*Rabaty zdobywa się bardzo łatwo i wszystko opisałam w tekście “Jak kupować z Chin“. Warto dobrze przejrzeć stronę, np. na choies zawsze można mieć 20% zniżki (wystarczy znaleźć stronę z error 404 :). Rabaty są też wysyłane na maila.

Piszę o tym dlatego, ponieważ w Chinach jest długie wolne od pracy, z powodu chińskiego Nowego Roku. Z tego powodu, zamówienia są realizowane dopiero w marcu. Chyba wszystkie sklepy przygotowały z tego tytułu jakieś rekompensaty, np. gratisowy bon na 10$ czy inne niespodzianki.

Ja z powodu tego święta mam dla Was konkurs, gdzie można wygrać bon na całe 100$.  Daje to prawie 360 złotych na ciuszki. Idealna okazja aby przekonać się jak to jest z tą jakością :)).
Link do konkursu – klik  :).

Mój tydzień upływał głównie na porządkowaniu PIT-ów. To jest najgorsze w pracy freelancera – każde zlecenie na coś innego i od innej osoby czy firmy :)).  W gąszczu papierków można się pogubić. Jestem tak paranoiczna jeśli chodzi o podatki, że chociaż wszystko sprawdzam 10 razy, ostatecznie i tak potulnie maszeruję do pani, która pracuje w Urzędzie Skarbowym a po godzinach jest doradcą podatkowym. Mam 100% pewności, że jest ze wszystkim na bieżąco i wolę zapłacić za dobre ogarnięcie mojego zeznania podatkowego, niż mieć durne wrażenie, że czegoś zapomniałam. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że moje wyliczenia jeszcze ani razu nie były błędne. Cóż, cena poczucia bezpieczeństwa :)). Piszę o tym, ponieważ Skarletka napisała ostatnio świetny tekst o stresie podczas jazdy na gapę (klik). Polecam!

 Cienie widoczne na zdjęciu dostałam gratis do zamówienia (klik).  Są mocno brokatowe i chyba nie umiem się nimi posługiwać ;)) A zamówienie robiłam dla siebie i koleżanek, jeszcze przy okazji styczniowych wyprzedaży 🙂 Dla mnie był pierwszy prawdziwy krem BB jaki kupiłam :

Idealny dla śnieżki, świetnie wygładza i pięknie wygląda. Niestety kosztuje prawie cztery dyszki. (klik). Pierwszy raz dobrze czuję się z jakimś mazidłem na ryjku. Po kilku sekundach stapia się z moim kolorem skóry, mam nawet wrażenie, że ją pielęgnuje. Mega wydajny i pięknie opakowany.
Czytelnicy mojego bloga mają -10% na cały asortyment tego sklepu, po wpisaniu kodu NPH10.


sweet potato,sweet potatoes, fries

Jeśli chodzi o żarełko, to moim hitem są pieczone frytki ze słodkich ziemniaków. Bataty są obłędne! Kupiłam je w biedronce. Swoją drogą – kilka lat temu kupienie soczewicy czy kaszy jaglanej było w małym miasteczku (ok, piszę tylko o swoim) niemożliwe. Dzisiaj mogę kupować co tylko sobie zamarzę. To jest super, bo ja lubię ciszę i spokój małych miasteczek. Nie lubię korków, nerwówki i wielkich sklepów. Jutro na tygodniu amerykańskim (klik) kupię ulubione masło orzechowe (chrupiącą wersję). W lidlu Ameryka, w biedrze Portugalia.

Kocham jeść, ale smutny fakt o mnie jest taki, że… czasami się cykam. Np. przepis na kalmary (klik) jest bardzo kuszący, ale kalmary wyglądają tak..gumiasto, że sama nie wiem. Wolę takie rzeczy próbować w domu – nigdy nie zamawiam ich w restauracjach, bo nie będę w stanie odróżnić czy danie mi nie smakuje, czy jest zepsute/nieświeże 😀 Zwyczajnie nie wiem czego się spodziewać.
Więc pytam na poważnie – dobry przepis na kalmary – ktokolwiek widział, ktokolwiek wie – szukam sprawdzonych receptur ;-).

Kuchnia…tutaj dochodzimy do kolejnego punktu mojego długiego tygodnika.

Koleżanka Martyna (klik), trafiła tanie bilety do Wilna. Myślę sobie – no, kończę studia, pozwiedzałabym coś jeszcze po studencku, póki jestem studentką 😀 Wilno zwiedzimy ekspresowo, bo czeka nas tam tylko jeden nocleg. Plan ma jednak jeden słaby punkt – z Wilna wrócimy busem do Warszawy tuż przed północą, a powroty do siebie mamy dopiero wczesnym rankiem. Co można robić w Warszawie do rana, w niedzielę? Jakieś całodobowe miejsca gdzie szybko dojedzie się z Młocin? Dla dziewczyn z plecakami i maleńkim budżetem? 😀 
Plus ważne pytanie ode mnie – co warto zjeść w Wilnie? I gdzie? (Mnie zawsze interesuje głównie jedzenie 😛 ).

Na blogu ukazała się też recenzja bardzo ciekawej książki. Czerwoną Królową można wygrać w konkursie, który organizuję razem z Wydawnictwem Otwartym. Są tak mili, że zorganizowali specjalnie dla Was ogromną zniżkę na cały asortyment księgarni znak.com.pl – książki, planszówki – wszystko z rabatem 35% 😉 Konkurs i zniżkę znajdziecie tutaj (klik). Gorąco zachecam, bo książka super!

Zaliczyłam też niezbyt udany eksperyment z malowaniem paznokci. Z tęsknoty za latem, chciałam wykreować sobie na paznokciach coś, co przypomni mi ulubione lody na patyku – Zapp. Pigmentacja moich lakierów okazała się jednak za słaba… 🙁
Potulnie wróciłam więc do czerwieni :

Lakier widoczny na zdjęciu to Virtual Fashion Mania, kolor 189 Paso doble. Pierścionek dostałam w ramach współpracy (klik). Poza książką jest to jedyna w tym tekście rzecz otrzymana w ramach współpracy ;-).
Przyznam, że czerwień jest jakaś zaczarowana. Czerwone paznokcie, szminka, sukienka czy wreszcie – czerwone szpilki – jest w tym zaklęta jakaś magia 🙂 Niestety, czerwonych szpilek idealnych wciąż w mojej szafie brak. Nigdy nie mogę trafić na idealny odcień czerwieni ;(.

Kupiłam też w końcu zestaw ciężarków. Zdecydowałam się na te z Lidla. Były od kilku dobrych dni przecenione na 39.99 za zestaw. Skoro kupiłam je wczoraj, to jutro pewnie obniżą je jeszcze o dyszkę. Zawsze tak mam 😀 Jestem z nich bardzo zadowolona. Nie turlają się po podłodze, są ciche i nie śmierdzą gumą. Dziękuję wszystkim za wskazówki i pomoc w dokonaniu wyboru :).

Na blogu ukazały się też teksty :

DLACZEGO NIE WARTO PATRZEĆ NA KONWENANSE? (klik)

oraz

JAK ZA POMOCĄ PROSTEGO ĆWICZENIA PODNIEŚĆ SWOJE SAMOPOCZUCIE, SAMOOCENĘ I…IQ? [ROZWOJOWNIK] (klik)

i

ZUPY DLA ZDROWIA – PRZEPISY, CUDOWNE SKŁADNIKI I ORIENTACYJNE CENY 😉 (klik)

Za to w Internecie zaciekawiły mnie następujące rzeczy :
Tekst Szarej Wiewiórki – każdy kompleks mógłby być atutem (klik)

Marta pisze i odpowiada : czy szczęśliwi ludzie płaczą?  (klik
Bardzo fajny tekst. Obowiązkowy dla wszystkich ludzi traktujących świat płasko i zero-jedynkowo. Nie wiem czy to jakieś pokolenie skrzywdzone przez telenowele z płaskimi bohaterami, ale takie postrzeganie świata mnie przeraża…
Pięknie cieniowane włosy (klik).
Projekt fotografa z Rumunii, który fotografował kobiety na całym świecie, żeby pokazać różne kanony piękna (klik). Mnie zachwyca różnorodnośc i błysk w oku, a internauci piszczą, że to tylko zachodni ideał piękna.  Pewnie , Ruminia, Finlandia, Etiopia , Uzbekistan… sam zachód, rzeczywiście. Ale nic mnie nie zdziwi po tym, jak pewien Brytyjczyk czuł się obrażony na linie lotnicze, że nie zmieścił się w fotelu i poproszono go o kupienie biletu także na drugie miejsce, bo zajmował oba – a ważył 250 kg na własne życzenie (nie był chory, tylko spasiony!). Ja nie widzę dyskryminacji, płacisz za tyle miejsc ile zajmujesz. Proste :).
Szkolne lunche na całym świecie (klik) – mówiłam, że lubię jedzonko? 😀 
Piosenka, która mi się nuci :

Kwiaty zamiast poroża na ścianie. Jestem na tak! (klik)

Koty śpiące na psach (klik)

Zdalnie sterowany mop 😀 (klik)

I w sumie – na dzisiaj to wszystko. Bardzo dużo wątków, ale zbierały się z całego tygodnia. Nie zapomnijcie wystartować w obu konkursach! Czas się kończy, a można odświeżyć garderobę na wiosnę i wpuścić świeżą krew do biblioteczki :).

Więcej zdjęć na instagramie! (klik). No i warto stuknąć w guzik niżej i obserwować mnie przez bloglovin. Facebook tnie zasięgi i już nie wystarcza, aby być na bieżąco:) 

Follow on Bloglovin
Uściski, Ania

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Previous
Zupy dla zdrowia – przepisy, cudowne składniki i orientacyjne ceny ;-)
Dzwony, kobiecość, PIT-y i inne sprawy [TYGODNIK 7]