Zmęczona. Tak się ostatnio czuję. Nawet nie fizycznie, to inny rodzaj zmęczenia. Zmęczenie mnogością decyzji do podjęcia i wyborów do dokonania. Zmęczenie ilością rzeczy, walczących każdego dnia o moją uwagę. 
Kiedyś nie rozumiałam ludzi latających na all inclusive, mówiących fryzjerowi „rób co chcesz” albo wybierających buty w pierwszym sklepie, bez porównania oferty w 10 innych. Dzisiaj rozumiem. 
Każdy czasami potrzebuje odpoczynku umysłowego.

#lavieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #darlingdaily #szczerze_pisząc #discoverunder50k

Zmęczona. Tak się ostatnio czuję....

Szybciej, mocniej, więcej, bardziej. Postaraj się więcej, wstawaj wcześniej, kładź się później.
Nie wiem jak wy, ale ja nie kupuję tego bullshitu. Mam pracę, którą uwielbiam - copywriterka daje mi mnóstwo satysfakcji, lubię poprawiać wyniki i czuć, że moja praca pomaga komuś zwiększyć sprzedaż albo zredukować czas spędzany na odpowiadaniu na pytania klientów, bo zgrabnie naskrobałam wyczerpujący opis. Ale też potrzebuję przerwy. Nie powinniśmy żyć w świecie, w którym pracujących ludzi często nie stać na samodzielne wynajęcia  mieszkania,  albo jedna wizyta u dentysty wpędza ich w długi. Jeden pełny etat powinien zapewniać pieniądze na godne życie.

Pamiętam jak kiedyś chciałam podkręcić kartę graficzną, by pograć w grę.
Pograłam. Chwilę.
Karta się spaliła.

Uczę się pracować mniej. Poleżeć brzuchem do góry. Zabrać książkę do parku. Odpoczywać. 
____
#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Szybciej, mocniej, więcej, bardziej. Postaraj...

Kiedyś nie lubiłam swoich nóg , bo są krzywe. najkrótsze sukienki jakie nosiłam były za kolano. No i głównie wybierałam spodnie.
To było głupie, wyrosłam z tego.
Ale wiele moich koleżanek wciąż jest na tym etapie. Nie założą latem szortów bo mają nogi: za blade, za chude, za grube, z cellulitem na który na pewno wszyscy będą patrzeć, z siniakami, pajączkami albo wuj wie co jeszcze. 
Kobietom zdarza się też odmówić spontanicznego wyjścia na basen czy nad jezioro, bo się nie wydepilowały.

Hmm, chodziłam ostatnio w krótkich sukienkach, chociaż nóg nie goliłam dwa tygodnie. Zazwyczaj co niedzielę sięgam po depilator, ale jakoś jedna mi wyleciała, a w kolejną jak miałam czas na ogarnianie siebie, to zrobiła się trzecia w nocy. Nie chciałam budzić sąsiadów bo depilator chodzi jak kosiarka.
Rok temu zrobiło mi się słabo i zaliczyłam glebę. Najpierw chodziłam z dwoma dorodnymi strupami na kolanach, potem z białymi śladami po nich. I też chodziłam w krótkich sukienkach, walić to. Może ze dwa razy jakiś Janusz skomentował, że chyba był awans w pracy, ale kto rządzi moim życiem, ja, czy strach przed spojrzeniami Januszy?😉 Nieważne jak wyglądają Twoje nogi, masz prawo chodzić w czym tylko chcesz. Czy masz 45 kg czy 145, czy nogi blade czy opalone, gładkie czy owłosione, paznokcie pomalowane czy nie. Nieważne, czy masz siniaki, pajączki, strupa, mnóstwo bąbli od komarów czy cellulit. To Twoje ciało.
Rób z nim co zechcesz! 🤗

#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #wbutachbrilu

Kiedyś nie lubiłam swoich nóg...

Kocham lato. Sporo rzeczy w nim mnie wkurza - komary i nagrzany beton, bo wycinka drzew pod nowy parking. Ale więcej zachwyca.
Zieleń. Polne kwiatki. Rumianek. Że kwitnie czarny bez, a syrop z bzu to najlepszy dodatek do lemoniady na świecie. Że rosną maki. I dmuchawce aż się proszą o zdmuchnięcie. Można nosić zwiewne sukienki. Najlepszy strój świata, majtki, sukienka, klapki i jesteś gotowa. Że można poczytać książkę w cieniu pod drzewem. Objadać się lodami i mówić, że to dla ochłody. Chodzić do kina plenerowego. Siedzieć nad Wisłą. Zajadać się mizerią. Albo truskawkami. 
Lada moment stanieje fasolka, i będę ją z lubością polewać bułką tartą na maśle. Przy obecnych cenach masła to będzie droższe niż kawałek schabu, ale to dla mnie smak lata. Tak samo jak kalafior.
Za co Ty kochasz lato? Tylko dobre rzeczy!
#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Kocham lato. Sporo rzeczy w...

Widzicie to białe pudełko na zdjęciu? Zrobiłam sobie w Tunezji małą symulację i nie spakowałam kosmetyków. Kupiłam je na lotnisku i wcale nie wydałam na to ogromnej kwoty - ja zapłaciłam taniej niż w sieciowych drogeriach. Dużo taniej za porządny zestaw - róż, maskara, pomada do brwi i rozświetlacz zapłaciłam 113 zł zamiast rynkowej ceny 310. Chodźcie na bloga zobaczyć jak to zrobiłam ;) Rozwiewam tam też  kilka mitów związanych z podróżowaniem, w które zadziwiająco często ludzie wierzą oraz mam dla Was super zniżkę - 20% na zakupy w @aelia_duty_free_polska - idealna okazja by kupić taniej swój ulubiony podkład albo perfumy.

#Tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia #podróże #rabat #zakupy #kosmetyki #podróżemałeiduże #wakacje #sukienka #lato #girlsborntotravel #travelgirl 
Post we współpracy z @aelia_duty_free_polska 
Zdjęcie; @adriandmoch

Widzicie to białe pudełko na...

Moja koleżanka miała koszmarną promotorkę. Nie odpisywała na maile, wyrzucała kawałki pracy, które wcześniej zaakceptowała, olewała swoje seminaria i w ogóle nie była pomocna. Dawała jednak bardzo wyraźne aluzje, że poprzedni rocznik kupił jej w podzięce piękną biżuterię.

Prezenty są miłe, ale bywają kłopotem dla wszystkich stron. Dlatego na moim kanale na Youtube (link w stories) opowiadam o tym, co uważam o prezentach na zakończenie roku w szkole. Czy wypada dać? Co dać? 
A jeśli masz jakąś ciekawą historię związaną z takim prezentem - podziel się w komentarzu.
Ja najbardziej lubiłam te wszystkie koślawo narysowane kwiatki, przytulaski i deklaracje, że jestem najulubieńszą panią😉
#szkoła #zakonczenieroku #zakonczenierokuszkolnego #wakacje #lato #nauczyciel #prezent #aniamaluje #niedziela #dziendobry

Moja koleżanka miała koszmarną promotorkę....

Kocham lato. Nazrywałam sobie kwiatków, kupiłam kilka przepysznych rzeczy. #szparagi i #pomidory (czekoladowe, moje ulubione!) skropione oliwą i przykre boczkiem pieką się właśnie w piekarniku. Z awokado zrobię przepyszne guacamole, które zjem z gruzińskim puri (na zdjęciu w papierowej torbie, do mojego woreczka na pieczywo się nie mieści). Jestem bardzo dumna z tych zakupów, bo dało się #bezplastiku i #zerowaste, chociaż kobiałka prawie mi się rozpadła w drodze ;). Ale jestem też przerażona kierunkiem, w którym zmierzamy. Ja miałam ogromny komfort, że mogłam czasowo pozwolić sobie na zakupy na bazarku. Że miałam też taki bazarek w rozsądnej odległości. Że nie byłam po pracy obładowana własnymi siatami, służbowym laptopem, na którym zabieram pracę do domu i torebką wypchaną pudełkiem w którym noszę lunch i butelką termiczną, więc miałam wolną rękę na kobiałkę. Że mam tyle przestrzeni w głowie, by dowiedzieć się trochę więcej o środowisku i działać, a nie zaprzątam myśli kalkulowaniem z którym rachunkiem bezpieczniej się spóźnić - czy lepiej mieć zaległości za prąd czy za telefon, bo akurat musiałam wydać pilnie na dentystę a nie miałam poduszki finansowej.
Ale i tak zaraz przyjdzie tu ktoś, kto nie pozwoli mi stawiać swoich małych kroczków i palcem wytknie 3 plastry boczku na szparagach albo zakup awokado, bo do jego produkcji zużywa się dużo wody.
Myślę, że z excela jasno wychodzi, że światu bardziej przyda się 100 osób ograniczających złe nawyki o 50%, niż 3 będące w 95% eko, ale osłabiające morale innych gdy tylko wdrożą jakąś mąłą zmianę.
#zakupy #eko #próbuję #szczerze_pisząc #aniamaluje #vintage #jedzenie #czystamicha

Kocham lato. Nazrywałam sobie kwiatków,...

Tu był długi opis, ale za dużo hashtagów i instagram zjadł.
Pisałam, że robiłam dzisiaj porządki - audyt obuwia, bo lubię zanosić zniszczone buty do szewca i patrzeć na ich nowe życie. Odświeżanie letnich ubrań, bo lato zaskoczyło mnie wpadając bez wiosny. Ale w połowie wyszło jak zawsze, zrobiłam straszny bałagan i poszłam czytać książkę. Z polecenia @karolinakovalska „Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek”. Ładne! Połknęłam na jeden raz. Aż żal.

Tu był długi opis, ale...

Pierwszy dzień po podróży to zawsze pranie i inne prace porządkowe, których szczerze nie znoszę, ale są koniecznością. Potrzebne było więc przepyszne ale też szybkie #jedzonko.
Upiekłam małe #pomidorki i fasolkę (ale tylko dlatego,że sprzątałam lodówkę, fajniejsze będą bataty, szparagi). Mix sałat, świeża #burrata i trochę kremu balsamicznego. Proste, pyszne i w sumie jedno z tych dań, które zaspokaja nie tylko głód, ale też inne zmysły. Burrata to moje odkrycie zeszłego roku, nie wiem jak mogłam żyć nie wiedząc o jej istnieniu, chyba będę musiała na nowo odwiedzić wszystkie miejsca we Włoszech, w których dotąd byłam😈 #burratacheese #burratagram #burrataporn #przepis #jedzenie #obiad #pycha #mniam #salatka #sałatka #salad #omnomnom #mniam

Pierwszy dzień po podróży to...

Większość zdjęć w rodzinnych albumach (u mnie) ma mnóstwo prześwietleń albo cieni w złych miejscach, totalnie randomowe pozy, bo ktoś z kiepskim wzrokiem strzelał na oślep. Ciekawe czy za 10-20 lat z podobnym poczuciem obciachu będziemy patrzeć na obecne trendy. Czy instagramowa stylistyka będzie postrzegana w ten sam sposób, co niegdyś meblościanki, które były w każdym domu i stanowiły powód do dumy.
Taka drobna myśl po wczorajszym oglądaniu zdjęć z dzieciństwa w różnych zakątkach internetu. Bardzo fajne to było!
#palmiarniagliwice #palmiarnia #czerwonasukienka #lumpeks #lumpeksowezdobycze #secondhand #palmhouse #jungle #plantlady #roślinki #niedziela #dziendobry #blogerka #podróżemałeiduże #silesia #gliwice #ootd

Większość zdjęć w rodzinnych albumach...

A gdyby został Ci rok życia? (Motywacyjny poniedziałek)

“Gdybym miał rok życia, wyjechałabym w wielką podróż, wziął kredyt którego nigdy nie spłacę i bawiłbym się na całego”. 

Gówno prawda!

Oprócz gdybania co by się stało, gdyby udało się wygrać w lotka, często słyszę gdybanie o tym, co gdybacz by zrobił, gdyby został mu rok życia. I chociaż takie filmy jak “Choć goni nas czas” ogląda się przyjemnie, to ja dobrze wiem, że te rozmowy są czcze i do niczego nie prowadzą.


Siedzę dzisiaj w autobusie i słyszę takiego gdybacza, co to wziąłby kredyt, na dziwki wszystko wydał i bawił się na całego.

Gdybacz nie wie co mówi.

Ostatnio ktoś udostępnił na pewnym portalu link do mojego tekstu o naturalnym sposobie na gronkowca. W komentarzu kogoś mocno zadziwił fakt, że dorosła osoba była leczona w szpitalu dziecięcym. 

Wiecie dlaczego nie otwiera się takich poradni dla dorosłych? Bo chore dzieci raczej do tego wieku nie dożywają.
__________________

Rozdział pierwszy : wyparcie.

Sygnały, że to nieuleczalne pojawiają się jako “bąknięcia”.

 Na razie nie ma lekarstwa, 

pożyjemy zobaczymy, 

czekamy na rozwój wydarzeń,

 bla bla bla. 

Nigdy nie towarzyszy temu spojrzenie w oczy. Wzrok wędruje ku karcie lub recepcie na której lekarz co bazgrze.

Pewnego dnia jednak ktoś patrzy mi w te oczy. Taka młoda..tak szkoda.

-Słucham?

-Jeżeli nic się nie zmieni i płuca będą niszczyć się w takim tempie…
5 lat. Bardzo mi przykro. Tak szkoda. 

Bałeś się kiedyś tak mocno, że krzyk nie był w stanie wydostać się  z gardła? Usłyszałeś coś tak głośnego, że na chwilę straciłeś słuch? Wstałeś tak  szybko z krzesła, że  zakręciło Ci się w głowie i widziałeś tylko biel?

W takim momencie czujesz to wszystko jednocześnie. I jeszcze więcej.

Po chwili jesteś wściekły. 

Cały zamieniasz się w chodzącą złość.

Nie jesteś zły.

 Jesteś złem. 

Gdybyś spojrzał w tym momencie na groźnego psa, pewnie uciekłby z piskiem i podkulonym ogonem.

GŁUPIA PIZDA, KURWA CO ONA PIERDOLI, TO NIE MOŻE BYĆ PRAWDA PO CHUJ ONA JEST LEKARKĄ GÓWNO WIE .

KUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUURRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRWAAAAAAAAAAAA MAĆ!

___________________

Rodział drugi : to się dzieje.


Uświadamiasz sobie co jest na rzeczy. Nie wiesz w którym momencie. Gdy ktoś kręci nosem patrząc na prześwietlenie? A może w tym momencie, gdy przebierasz z nogi na nogę w kolejce w markecie i łapiesz się na tym, że mówisz w myślach “szybciej, mam mało czasu!”

a nigdzie się tego dnia nie spieszysz.

________________

Gonitwa myśli, wpadasz ze skrajności w skrajność. Zderzacz hadronów w Twojej głowie.

Co robić? 

Może wykorzystać ten czas na robienie przyjemnych rzeczy?

Zapytaj siebie :

Co było najprzyjemniejszym doświadczeniem w Twoim życiu?

– Wielokrotny orgazm?

– Przytulenie do piersi własnego dziecka?

– Odlot po narkotykach?

– Smak pierogów mamusi? 

– Zrobienie siusiu po całym dniu wstrzymywania moczu?

Jesteś w stanie robić to każdego dnia? Czy urok tych wszystkich rzeczy nie polega czasem na tym, że nie są na zawołanie?

_________

Tymczasem faszerują Cię sterydami. To dokładnie tak, jakbyś podpalił sobie rękę i brał tabletki które sprawią, że nie będziesz czuł bólu, chociaż ogień cały czas będzie siał zniszczenia.

Silne leki powodują też niesamowitą huśtawkę emocji. Zderzacz hadronów razy milion.

Pewnego dnia łapiesz się na tym, że płaczesz na reklamie proszku do prania. Bo Zygmunt Chajzer wyjął z pralki czyste skarpetki. Wzrusza Cię to do łez.

Któregoś dnia pojawia się myśl…a może by tak to skończyć? Jaki jest sens skoro…

I guess we know the score…

 W międzyczasie piszesz maturę, nie rozumiesz problemu koleżanki, która zastanawia się czy zgadać do chłopaka czy nie. Wszystko to takie…marne. Jałowe. Błahe.
Robisz różne rzeczy. Mądre i bardzo głupie. Masz etap gdzie chcesz robić wszystko na co masz ochotę i to robisz, po chwili masz świra na punkcie zdrowego odżywiania i przez kilka dni wstajesz rano o piątej pobiegać.
Po całych czterech dniach robisz znów głupie rzeczy.
Żresz te leki na potęgę. Wyniki są coraz gorsze a dawki coraz większe.

Masz przebłyski, gdzie szukasz sensu. Jakiś chyba jest, prawda? A może go nie ma? Może życie to kiepski żart?
Szukasz ludzi, którzy czują to samo. Babka opowiada w telewizji, że to dzięki Bogu wyszła cało z raka piersi.

Gdzie był Twój zasrany Bóg kiedy zachorowałaś?!!!-  Pytam z wściekłością wyłączając telewizor.
Nienawidzę ich wszystkich. Jej. Jej Boga. Lekarzy. Moich płuc. Nie ma niczego, czego mogłabym się chwycić.

Zaczynam czytać książki. Szukać. Ktoś musi to wiedzieć.
 Religie.
Sekty.
 Mity.
 Legendy.
Przypowieści.
Filozofia.

Vanitas.
Nic więcej.

I wtedy….
Nietzsche.

Tam też i słowo „nadczłowiek” na drodze podjąłem oraz i to, że człowiek jest czymś, co przezwyciężonym być winno,
2234

— że człowiek jest mostem, a nie celem:”

Jedna głupia książka sprawiła, że chwyciłam się tej brzytwy i znalazłam tymczasowy cel zastępczy. Bo brzydki wąsacz napisał, że człowiek jest mostem, po którym będą przechodzić kolejni. Że powinien wieść ku czemuś lepszemu. Doskonalszemu. 

Że powinnam być mostem dla kolejnego pokolenia.

Całkiem odwrotnie niż u debili od eugeniki i nazizmu. 

Całkiem odwrotnie niż w podręcznikach do polskiego.

Szanowni państwo piszący te podręczniki – nie czytaliście chyba Niczego.

Zaczynasz walczyć.

O siebie.

Pewnego dnia ocierasz się o śmierć. I z całą stanowczością stwierdzasz, że chcesz żyć.

Walczysz.

Jesteś walką.

Dzisiaj mija szósty rok. Od roku powinnam być sztywna.

_________________________

Maków Podhalańki, wolontariat.

Chłopak pracujący w domu kultury oprowadza nas po okolicy. Jest tam “Zakład Długoterminowej Opieki Medycznej”. Taka ładna nazwa dla potocznie zwanej “umieralni”, gdzie przenoszą śmiertelnie chorych.

Jest późny wieczór, las, ciemno. Sceneria jak z horroru.  w oknach siedzą smutni ludzie.

Ciekawe o czym myślą….

Może o tym, czego w życiu nie zrobili?

Na co zabrakło im odwagi?

Czy zrobili wystarczająco dużo dobrych rzeczy by zasłużyć na zbawienie?

Zebrali odpowiednią ilość punkcików u swojego Boga?

__________________

Czasami Was nie rozumiem.
Idei osądzania innych.

Bania się tego, co ktoś pomyśli.

Strachu przed posiadaniem własnego zdania.

Podejścia “taki jest świat”.

“Tak być musi.”

Koniec, kropka, wyrok.

Czy brak mi empatii?

Raczej…mam inną perspektywę.

 Nie wymażę swoich doświadczeń.

 Zbudowały mnie.

Ale też wiem, że aby się podnieść,

najpierw trzeba upaść.

A to każdy musi zrobić sam.

Mogą mnie krytykować.

Śmiać się z pisania książki o szczęściu w wieku 22 lat.

Ale za każdym razem, gdy ktoś mi pisze o tym, że dzięki mojemu blogowi ogarnął się i znalazł pracę.

Wyleczył dziecko z gronkowca.

Pozbył się migreny.

Nauczył się robienia pysznych pierożków.

Poznał rozwijającą gierkę logiczną.

Przestał nosić brzydką bieliznę,

za każdym razem gdy dziecko z którym pracuję stwierdzi, że jednak nie jest głupie…

czuję, że jestem tym mostem.

I moje życie ma sens.

________________

Nie trać czas na gdybanie o kredycie finansującym podróże i dziwki. Być może ostatni rok życia spędzisz robiąc kupę do pampersów Seni – jak mój dziadek.

Ale fajnie by było, gdybyś mógł powiedzieć, że Twoje życie miało sens.

A Ty?

Czego się boisz?
Czy robisz w życiu to, co lubisz?

Dlaczego nie masz odwagi?!!!!!!!!!

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂

Follow on Bloglovin
XOXO

204
Dodaj komentarz

avatar
109 Comment threads
95 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
meri kotPaulina PiotrowskaUla NowelAniamalujeAnonimowy Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anonimowy
Gość
Anonimowy

Nie mogłam zasnąć i teraz chyba też nie zasnę. Nie wiem co powiedzieć, więc powiem że dziękuję.
Wzruszający tekst.
Czasami wydajesz mi się jak dobra koleżanka, czasami myślę, że jesteś trochę surowa i ostra jak karabin maszynowy. Nikt kto nie przeżył podobnych rzeczy nie zrozumie nigdy drugiego człowieka.

"Tyle wiemy o sobie,

ile nas sprawdzono. "

Jeszcze raz bardzo dziękuję. Za ten tekst, książkę,bloga i pierożki, które naprawdę są pyszne.

mgdmzr
Gość

Aniu, dziękuję.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Nigdy w życiu nic mnie tak mocno nie poruszyło.
Dziękuję.

mydestination
Gość
mydestination

Również dziękuję.Nie wiem co powiedzieć więcej. Tym tekstem poruszyłaś mnie do głębi uświadamiając, że problemy z którymi się obecnie borykam są niczym. Jesteś Wielka.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Jeszcze wiele osób podziękuje Ci za ten wpis. Możesz tę motywację dodać do swojej listy rzeczy, które zrobiłaś dla innych.

I ja również, żebym nie zapomniała, chociaż to formalność..

Dziękuję.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Dziękuję.

olga gorynska
Gość

Aniu, Twój most zdecydowanie idzie pod prąd. I dlatego Cię lubię :).

Mam nadzieję, że jednak nie usuniesz tekstu rano, dopiero po nim poczułam, że jakoś tak wydajesz się bardziej prawdziwa. Bardzo mnie to poruszyło. A czytam Twojego bloga od dawna!

Czasami jednak niespanie przynosi korzyści w postaci takich perełek. Pozdrawiam, trzymaj się!

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Aniu to bardzo głęboki post i na prawdę porusza coś w człowieku, choćby myślenie….przemyślenia. Szkoda by było gdybyś go usunęła, w każdym razie ja wracam czasem do niektórych Twoich wpisów, bo muszę je "przetrawić" czy dopasować do siebie. Myślę że wielu Twoich czytelników nie chciało by stracić szansy przeczytania go. Każdy potrzebuje raz na jakiś czas by "złapać go za fraki i nim wstrząsać" a Ty to świetnie robisz. Oczywiście zrobisz jak uważasz.Wiem co znaczy mieć chorobę "nieuleczalną".. płakać w chwilach zwątpienia, choć uu mnie nie jest to kwestia życia. Jestem przekonana, ze gdyby nie koncerny farmaceutyczne rządne pieniędzy to… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

przymnij oko na błędy stylistyczne 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

dzięki Aniu.. mocne, dosadne, ale prawdziwe.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Dokładnie, MOCNE! i tak opisane że niemal widziałam wyraźnie obrazy do tego co piszesz, poruszyło mnie to mocno, i chcę wprowadzić jak najwięcej radości do swojego życia, kij z tym, że miałam wypadek ważne, że nie połamało mi kręgów a tylko skręciło i naderwało więzadła i da się to wyleczyć, nie będę się już użalać nad sobą!! Dziękuję kochana!

degra
Gość

Aniu, w myślach zdążyłam przeklnąć kilka razy ten dzień. I tą bezsenną noc. I siebie… Z pełną premedytacją i zimną krwią. Mozolnie buduję swój świat, starannie dobierając kawałek do kawałka, element do elementu, "życie" do ŻYCIA. Przyprawiam nutą miłości, truję goryczą myśli, zagłuszam fałszywą melodią. I czytam. Czytam Ciebie. I jestem pewna, że ten kilka razy przeklnięty dzień, i ta bezsenna noc, i ja były właśnie po to. Dziękuję. Uśmiecham się i proszę Cię o to samo. Każdego dnia, każdej nocy.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Jesteś Stachurą w spódnicy. Czuję, że kiedyś będzie o Tobie bardzo głośno, a teraz napiszę tylko
– dziękuję. Bo nic więcej nie jestem w stanie.
Również nie mogłam zasnąć i terach chyba wiem dlaczego.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Wspaniały tekst. Jesteś niesamowita. Życzę Ci wszystkiego dobrego.

Polowanie na zdrowie
Gość

Twoje przemyślenia są mi bardzo bliskie. Szkoda, że nie możemy prywatnie porozmawiać. W każdym razie uważam, że masz w dużej mierze rację. Nawet całkowicie. A takie gdybanie zdrowych ludzi co by zrobili… myślę, że to jest niezrozumienie problemu i/lub chęć oswojenia się z nim. To jak ktoś ma jeden dzień zły humor, a mówi, że ma depresję, chociaż nie ma pojęcia co to jest, to jak ktoś wyśmiewa homoseksualistów, a gdy okaże się, że ma kogoś takiego z bliskim otoczeniu to zmienia swoje nastawienie, to jak ktoś ma lekki ból głowy, a narzeka jakby umierał na rakowe terminalne bóle. I… Czytaj więcej »

Polowanie na zdrowie
Gość

Dzięki :). Uda się.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Aniu nie usuwaj tego postu. Ja muszę go jeszcze kilka razy przeczytać żeby uwierzyć.

Ania Abakercja
Gość

gdyby mi ktoś powiedział, że został mi rok życia – nie uwierzyłabym. bo skąd on może wiedzieć? skąd on może wiedzieć, czy jutro nie zabije mnie pijany kierowca. albo pożar. albo atak terrorystów. czasami myślę sobie o tym, że nie wiem, ile mi jeszcze czasu zostało. i że nie chcę go marnować np. na kłótnie. dlatego nie kłócę się z ludźmi, na których mi zależy. a to też w dłuższej perspektywie nie jest dobre. miałoby sens, gdyby rzeczywiście ktoś miał zaraz umrzeć. ale i tak przecież lepiej, że nie umiera. jeżeli to cena za moją uległość i ustępowanie to spoko.… Czytaj więcej »

Aleksandra
Gość

Gdyby mi został rok życia pewnie przeżyłabym go tak jak każdy do tej pory. Aniu, znam Twój ból. Jako dziecko zachorowałam na gronkowca. Tygodnie spędzone w różnych szpitalach, godziny modlitw i czekania na cud. Szukanie specjalisty, który pomoże usunąć napady duszności. Moja babcia do tej pory pamięta KAŻDĄ datę mojego pobytu w szpitalu, ile trwała, co było powodem. Rodzice spali w ubraniu, bo przywożąc mnie do domu po kolejnej próbie nie wiedzieli, czy ten dobry stan dotrwa do rana, czy w środku nocy nie będą musieli wieźć kilkunastomiesięcznego dziecka na najbliższe pogotowie. Na szczęście ja tych czasów nie pamiętam. Udało… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

co to za pani doktor i w jakim miescie?

Maria Pereira
Gość

Dziękuję Aniu.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Aniu, dziękuję i proszę Cię bardzo, nie usuwaj tego tekstu… Jestem w trochę innej sytuacji, ale w pewnym sensie moje życie też może się skończyć za kilka lat. Bardzo mi pomogłaś. Dziękuję 🙂

Różowa Klara
Gość

Cieszę się, że ten post tu pozostał i mam nadzieję, że pozostanie. Prawda jest taka, że nigdy nie wiemy, który rok jest naszym ostatnim rokiem, więc warto żyć tak, aby nie żałować rzeczy, które robiliśmy i żałować tego co odkładamiliśmy na jutro.

Mila
Gość

Doskonale napisane, większości osób wydaje się kiedy usłyszą "pozostał pani rok życia" to nagle wszystko przestanie mieć znaczenie i rok przeżyją szczęśliwie, realizując swoje pragnienia, a ostatnie sekundy w ramionach ukochanych… Jakby było tak pięknie to ludzie nie baliby się tego usłyszeć.Mój ojciec też dostał taki wyrok, kiedy miałam 8 lat, powiedzieli mu, że ma maksymalnie 2 lata. Przeżył następnych 9 i to tylko dzięki swojej woli walki, dzięki temu, że się nie poddał i znalazł cel w swoim życiu – kiedy mu to powiedzieli to moja siostra była noworodkiem, a on chciał żyć tak długo, żeby Zuzia mogła go… Czytaj więcej »

Madou
Gość

Napiszę tylko: nie usuwaj.

Polka w UK
Gość

Nie wiem czy w Pl znany jest Steven Sutton. zmarl w tym roku w wieku nastu lat a zna go cala Anglia. Okazuje sie ze mozna dokonywac wielkich rzeczy w wieku nastu lat, w dodatku zmagajac ze sie amiertela choroba. szacun dla takich jak on. Ja w swojej pracy czesto ocieram sie o smierc innych ludzi.rozne sa postawy tych ludzi: jedni zawstydzaja radoscia zycia i mega optymizmem, inni wiecznie przyjmuja postawe roszczeniowa, jest zlosc, jest obojetnisc, jest bol… Ja pewnie zadawalabym sobie bezsensowne, nic nie znaczace pytanie: "dlaczego jaaaa???" ale wsparlabym je dodaniem, ze sa tacy , ktorzy "maja gorzej".… Czytaj więcej »

Polka w UK
Gość

zapomnialam dodac, ze chore osoby maja tego jednego bonusa, ze maja duzo wieksza swiadomosc wartosci zycia. A przeciez wielokrotnie zdarza sie , ze zupelnie zdrowi ludzie gina/umieraja z dnia na dzien i nigdy nie doswiadczyli tych chwil glebokiej refleksji..

pensjonarka
Gość

cudowny tekst. Dla mnie takim momentem ogarnięcia się z wiru pracoholizmu (i stawiania pracy ponad wszystkim – rodziną, hobby, własnym zdrowiem) było spotkanie ciężko chorego znajomego, który walczy z nowotworem. On mi powiedział: "pomyśl, jakbyś teraz znalazła się w szpitalu, śmiertelnie chora… czego byś żałowała? projektu w pracy, którego nie skończyłaś?" wtedy dostałam czymś w głowę i obudziłam się – szkoda mojego życia na poświęcenie się pracy, na nieudalne związki, na odkładania w nieskończoność założenia rodziny… bo jeszcze awans, bo nowy samochód… trzeba być tu i teraz, życie jest delikatne, zaraz może mnie nie być. Nie mówię, że wyszłam z… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Aniu, dziękuję. Ty naprawdę jesteś mostem, a teraz dzięki Tobie mogę nim być i ja, bo żyję. To Ty byłaś impulsem, który sprawił że rozpoczęłam walkę z depresją.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

A ja właśnie, że wzięłabym kredyt i bawiła się życiem. Piszesz jak było w TWOIM przypadku. A gdy ja się dowiedziałam – po prostu zaczęłam się śmiać. I nie czułam gniewu, a raczej powiedziałam sobie 'no to zobaczymy'… i co? I żyję. A miało być inaczej. Widzisz, Aniu, każdy inaczej odczuwa ten "wyrok". Ja jako ambitna jednostka od razu powiedziałam sobie, ze TA, NA PEWNO, już. I choć na polepszenie wyników badań musiałam czekać z 3 lata… Dałam radę i cieszę się, że tu jestem.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Są choroby i choroby, doświadczyła tego samego co Ania i nie czuję Twojego komentarza. Czemu zatem nie wzięłaś tego kredytu?!
Piszesz to tak bez emocji ze mam wrażenie, ze jesteś trollem. Jeśli rak po prostu sobie zylas,ti chyba nie bylas jakoś poważnie chora….

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Cóż.. do końca życia będę chora 🙂 Gdy od małego zmagasz się z chorobą to zaczyna być częścią Ciebie i inaczej się na to reaguje. A czemu nie wzięłam kredytu? Bo nigdy nie dali mi roku życia, zawsze było to 3-5 lat 😉 I do końca życia muszę być na specjalnej diecie, jeździć co kwartał na kontrolę i… żyć z tym. Ale nie dam się. Po co dawałam sobie tyle czasu z tym radę, żeby się poddać? O nie 😉

Ania Abakercja
Gość

ta wziąć kredyt, a później się okaże, że się pomylili i wcale nie umierasz. i z takim kredytem to później nic tylko popełnić samobójstwo, o ironio 😉 i nie wiadomo, co gorsze.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

I licytowanko na choroby sie zaczelo…… Komentarze po takich wpisach sa zbyt przewidywalne 😉

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ne powstrzymasz attention whore 😀

Anonimowy
Gość
Anonimowy

A mnie zastanawia, czy ludzie, którzy mówią, że wzięliby taki kredyt zdają sobie sprawę, że po ich śmierci ich bliscy tonęliby w długach…

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Według polskiego prawa cywilnego można się zrzec długów.. Jeśli spadek jest niekorzystny można się go zrzec 🙂 Warto znać swoje prawa 🙂 I nie chodzi o licytowanie się… Po prostu ludzie, którzy nigdy tego nie doświadczyli – nie zrozumieją. Ale tak, Aniu, mam podobne wnioski i system wartości mi się przewartościował 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Jestem absolutnie świadoma tego, że można zrzec się spadku, sama to zrobiłam kilka miesięcy temu ale w momencie kiedy ja się zrzekam, dług przechodzi na moją siostrę, po niej na jej dzieci, potem na kuzynki, ciotki itp itp i każde z nich musi się zrzec żeby uniknąć problemów. Teoretycznie jest tak, że dopóki nie wiesz o tym, że odziedziczyłeś coś takiego, to nie można Cię pociągnąć do odpowiedzialności ale wiadomo jak jest… Chodzi mi o to, że zrobienie czegoś takiego zaraz przed śmiercią jest łagodnie mówiąc egoistyczne, podle i bezmyślne.

Klaudia / Life Essence
Gość

Na pewno nie zrozumiem co czuje osoba, która została poinformowana o zbliżającym się końcu, ale nieraz łapię się na takich myślach: co najgorszego może mi się stać? umrę. no i co z tego? skoro umrę robiąc to co chcę to przecież nie takie straszne. I nawet jeśli przyszłoby mi niedługo umrzeć, dowiedzieć się, że niewiele mi już zostało, to nic, jasne, byłby żal, że to już koniec, że przecież tyle jeszcze przede mną, ale nie żałowałabym, że zmarnowałam jakieś okazje, że coś mnie ominęło. I to jest zawsze moją największą motywacją, kiedy mam jakieś wątpliwości, robić to, bo nigdy nie… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Dostać obuchem w łeb . Bezcenne .

Veronika
Gość

Bardzo motywujący wpis. Życzę każdemu, aby odnalazł sens swojego życia i po latach potrafił powiedzieć, że robił to, co robić chciał. Bądźmy odważni. I ja też. 🙂 Dziękuję

Carrie
Gość

Łzy stanęły mi w oczach z każdym kolejnym zdaniem, coraz mocniejszym, coraz bardziej kłującym, ale takim prawdziwym.. Człowiek jest mostem człowiek jest mostem, po którym będą przechodzić kolejni. Powinien wieść ku czemuś lepszemu. Doskonalszemu zapamiętuję to. To Ty Aniu stałaś się dla mnie takim mostem, bo uczysz mnie, że nie warto siedzieć cicho, gdy się z czymś nie zgadzam, bo dzięki Tobie walczę z cholerną nieśmiałością, bo dzięki Tobie uczę się robić to, co chce, nie rozmyślając nad tym co ktoś o mnie pomyśli. Dzięki Tobie dopiero teraz nauczyłam się wyciągać ze studiów więcej i inwestować w przeżycia. Czy to… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Aniu, jeżeli twoim celem było stac się mostem to powiem Ci, że zadanie wykonane. Zdecydowanie stałaś się moim mostem. Pomogłaś w ciężkim momencie i już nigdy nie będę taką samą osobą jak kiedyś – na całe szczęście! Nic tylko Ci po ludzku podziękowac! 🙂

Egoskupiona
Gość

Nie tylko mnie zamurowało, i to porządnie. Nie wiem, jak to robisz, ale zawsze trafiasz tematem wtedy, gdy tego potrzebuję. (tak, wiem, że to stwierdzenie mocno egoistyczne, nastawione tylko na mnie). Podziwiam Twoją odwagę napisania tego wszystkiego i mam nadzieję, że nie usuniesz posta. Dziękuję 🙂

BEATA REDZIMSKA
Gość

Poruszajacy tekst i bardzo motywujaca puenta. Aniu ja strasznie boje sie ze ktos mi powie, ze zostalo mi tyle i tyle czasu. Chyba wole tego nie wiedziec, ale z drugiej strony jak sie wie, to moze dopiero wtedy zaczyna sie na prawde cenic zycie? Pozdrawiam serdecznie Genialna puenta Beata

The music of me
Gość

Ja jestem właśnie na etapie poszukiwania sensu tego wszystkiego, wątpliwości i ogólnie jakiejś egzystencjalnej pustki czy jakkolwiek to nazwać. Cieszę się, że napisałaś tego posta bo dzięki Tobie rozjaśniło mi się w głowie. Mam w zwyczaju dużo analizować, co doprowadza mnie do obłędu. Muszę poważnie odpowiedzieć sobie na te ostatnie pytania.
Dziękuję za ten post.
Poza tym naprawdę Cię podziwiam.

Zakrecony Kot
Gość

polecam Ci książkę Chata i Bóg nigdy nie mruga

almondcake
Gość

O rany… świetny tekst.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Wiedziałam, że w dzień śmierci Freddiego opublikujesz coś tak mocnego, o wielkim znaczeniu dla każdego Moja wojowniczka przez ostatnie tygodnie była słaba, ze skutkami zatrucia pokarmowego podłamana, z zaniżoną samooceną – nie będę się rozpisywać z moją historią, bo to nieważne, istotne jest to, że każdy może znaleźć dla siebie drogę wyjścia, że problem dla którego znajduje się rozwiązanie wcale nie był problemem – tylko trudnością, wyzwaniem, że są ludzie, którzy czekają na takie historie, na przejawy radości, dzielić się nią i jednocześnie mnożyć. Budować własną więź z życiem. Dzięki temu sami napełniają się mocą i mogą ją przekazywac dalej,… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Pierwszy raz coś u Ciebie napiszę, choć czytam już od dawna…
Nie pamiętam kiedy ostatni raz coś mnie tak poruszyło. Zapewniłaś mi temat do długich rozmyślań.
Czytając ten tekst miałam ciarki.
Nie jestem w stanie teraz napisać niczego sensownego, więc napiszę po prostu krótko, że jesteś osobą godną naśladowania i bardzo dziękuję Ci za to, że prowadzisz bloga.
Pozdrawiam.
D.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

10 minut temu zadzwoniłam umówić się na pierwsze w moim życiu USG piersi, bo jestem jeszcze młoda, mam 23 lata, ale moja babcia przeszła mastektomię.Jestem w grupie zwiększonego ryzyka o czym idealnie udawało mi się zapominać. A takiej młodej osoby nie kieruje się na te badania, po co. Spotkałam się ze znajomym, człowiekiem którego darzę ogromnym szacunkiem i kiedy dowiedział się, że nigdy się nie badałam to opierdzielił mnie z góry do dołu, że kogo jak kogo ale mnie nie podejrzewałby o taką nieodpowiedzialność, że jest w szoku i wymógł na mnie obietnicę, że do świąt zrobię badania. Byłam zła,… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

A tam spojrzenia 🙂 zdrowie najważniejsze. Ja chodze na USG piersi od 19roku zycia ..tez mam teraz 23 i patrze na to z perspektywy ze jestem duman i odpowiedzialna ze o siebie dbam. Nie obchodzą mnie spojrzenia ale spokojny sen 🙂 pozdrawiam!

Anonimowy
Gość
Anonimowy

też mam 23 lata i robiłam już usg bo ginekolog mnie zmusza 🙂 mówią, że naciąga na pieniądze, ale jest na tyle dobrym fachowcem, że jej ufam 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

a ja mam 26 lat i dopiero w tym wieku zrobiłam sobie to USG. I tylko dlatego, że miałam bolesny obrzęk jednek piersi, ginekolog stwierdził, że mnie przewiało i dał antybiotyk (wzięłam te antybiotytyki tylko i wyłącznie dlatego, że naprawdę baaardzo bolało, a ja przy byle bólu leków nie biorę, a tym bardziej antybiotyków), a pod koniec wizyty, zupełnie od niechcenia zlecił mi USG, tak na wszelki wypadek…. I co? I okazało się że mam kilka guzków 🙁 Na szczęście nie są groźne (zrobiono mi biopsję), ale kontrolę muszę robić przynajmniej co pół roku no i ta świadomość, że mam… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

USG robi się własnie u młodych kobiet, mammografia po 50. Jest to proste badanie, a pozwala wiele wykryć na wczesnym etapie, cytologia i usg piersi co roku to niewiele wysiłku w stosunku do tego co można zyskać. Dziewczyny badajcie się!

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Już po! Było baaaardzo w porządku i na szczęście doktor nic niepokojącego nie znalazł! Pierwsze koty za płoty! Będę powtarzać!

alex
Gość

Aniu, dziękuję Ci 🙂
Ten post coś we mnie poruszył i mam nadzieję, że to nie będzie chwilowe.

Rosia483
Gość

O jak ja Cię czasami "nie lubię".. Siada sobie z rana człowiek z kubkiem herbaty czy kawy, no w porywach z kanapką w ręce – chce się zrelaksować przy lekturze ulubionych blogów – a tu taki wpis..
A makowską "umieralnię" mam nieszczęście znać od kuchni, że tak powiem.. Leżał tam brat mojej mamy.
W każdym bądź razie, dołączam do grona osób, dziękujących Ci za ten dający kopa tekst 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

w każdym razie 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Dzięki! Ja też jestem nieuleczalnie chora i chyba potrzebowałam przeczytać ten tekst. Bardzo. Jesteś wielka, uwielbiam Twojego bloga. Pisz, nie przestawaj 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

a ja napisze o czymś czego na pewno nikt nie ruszy:

"Zrobienie siusiu po całym dniu wstrzymywania moczu"
tak! to jak grill po całym dniu pływaniu w jeziorze, jak cierpkie dzikie borówki na szczycie góry, jak czysta pościel po męczącym dniu i jak kubek herbaty z sokiem po jeździe na łyżwach. Uwielbiam właśnie takie chwile, wlaśnie wtedy czuje sie naprawde szczesliwa. Dla mnie szczęście nie jest stanem pernametnym, pojawia się właśnie przy takich z pozoru prozaicznych sprawach.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Idealnie to ujęłyście:)

Agnieszka Rumińska
Gość

Zaszłaś niesamowicie daleko. Zrobiłaś nieskończenie wiele.I kiedy czyta się ten tekst, masa emocji, myśli będących odniesieniem do własnych historii przewala się przez głowę. To, przez co przeszłaś godne jest podziwu. W głowie nie pojawia się myśl o współczuciu (pewnie nie było to Twoim celem), ale o podziwie i..zawstydzeniu. Lupę kierujemy na swoje życie i czujemy się zawstydzeni. Piszę w liczbie mnogiej, bo pewnie nie tylko ja się tak poczułam. Ale tym, co w tekście napawa mnie nieskończonym smutkiem jest fragment o umieralni. Człowiek zastanawia się, jaki miałby wtedy wyraz twarzy. Pogodny. Spojony. Pogodzony z losem – marzenie. A co jeśli… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Aniu lekarze się mylą z tą oceną długości życia w chorobie, sama znam chłopca niepełnosprawnego już pełnoletniego, który dawno nie powinien już żyć wg diagnozy lekarzy. Może wspaniała opieka rodziców czyni cuda. Poza tym wszystko jest "po coś" pewnie Twoja choroba też, skoro jak piszesz dużo dobrego z niej wynikło. "Każde cierpienie ma sens…. ", choć niełatwo je przyjąć

M
Gość
M

jak już ktoś napisał – dzięki temu postowi stałaś się bardziej autentyczna. i wiesz co? ze sceptycznego podejścia do Twoich rad zaczynam coraz bardziej w nie wierzyć. i mówię tu zarówno o odebraniu postu o bieliźnie dość dosłownie jak i o wielu przemyśleniach o wartości życia. jesteś tym mostem, uwierz. budujesz swoich czytelników i (również jak już ktoś napisał) – będzie o Tobie głośno! trzymaj tak dalej! :*

Anonimowy
Gość
Anonimowy

W tym roku zaczęłam studia na inżynierskim kierunku na politechnice. Poszłam tam bo wszyscy oczekiwali tego ode mnie. Że skoro potrafię ogarnąć matmę i fizykę i matura poszła mi dobrze to MUSZĘ tam iść. Zdobyć wykształcenie, zaczepić się w jakiejś firmie i zbijać kokosy. Co z tego, że mnie wcale nie kręci projektowanie rur. Ja wolałabym iśc do zaocznej szkoły na kosmetologie, a w tygodniu pracować w jakimś sklepie. Byłabym szcześliwsza bo robiłabym to co kocham i co jest moją pasją. Jak powiedziałam o tym pomyśle rodzicom to mnie wyśmiali. Przyznaję, nie mam odwagi zmienić swojego życia i zaczęcia robić… Czytaj więcej »

judiwerb
Gość

Wiesz co ? Mialam taki sam problem. Czy isc na studia inżynierskie bo tak trzeba czy isc na studium kosmetyczne i do pracy. Wszyscy mówili o studiach. A ja właśnie myslalam dużo o moim życiu, tym co lubie. O tym czy dam ludziom sobą rządzić. To w końcu moje życie. Nikt za mnie go nie przeżyje. I poszlam na to studium. A w tygodniu pracuje w sklepie połączonym z kwiaciarnia. Jestem szczęśliwa że wybralam tak a nie inaczej. Jak słyszę o zajęciach na inżynierii, kolokwiach z chemii, matematyki. To jestem szczęśliwa ze wybralam rak a nie inaczej. Uwielbiam moja prace… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

moja znajoma rzuciła matematykę po drugim roku i poszła do studium masażu. i jest bardzo zadowolona. a nie dałoby sie polaczyc kosmetologii z polibuda?

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Droga anonimowa przyszla inzynierko – kieruj sie glosem serca i nievpatrz na rodzicow, bo gdy oni juz umra ty nadal bedziesz zyla z gorzkim smakiem na ustach, ze nie przezylas zycia tak jak chcialas. Ja tez dostalam sie na cudowne studia, ktorymi wszyscy byli zachwyceni. Wszyscy tylko nie ja, wiec zdecydowalam ze na nie nie pojde, to strata czasu i mojego zycia+ moze jakis czlowiek z pasja serio chcial studiowac ten kierunek wiec zwolinlam swoje miejsce, moze kogos anonimowego uszczesliwilam w ten sposob bo dostal sie na rok dzieki mojej swiadomej rezygnacji – karma ot. 😉 a ja wyjechalam, mialo… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

i tak poryczałam sie po przeczytaniu.mocny.prawdziwy.potrzebny.anka duzo ci zawdzieczam.dziekuje naprawde.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ania, ja ********! Ja Ciebie tak kocham. Mam dzisiaj dołka, jestem do niczego, w nowej klasie nie czuję tego czegoś. Ale teraz….mam siłę!!

Anita
Gość

Mocny tekst, naprawdę fajnie, że go napisałaś. I mam nadzieję, że nie skasujesz, bo daje do myślenia. Może mój problem jest mniejszy, ale też zdrowotny. Mam problemy z krzywym kręgosłupem, do tego odkąd zaczęłam studia bardzo mi się obniżyła odporność, od 4 semetru zaczęłam ciągle chorować na anginę ropną + czasem przeziębienie. Miałam swoje wzloty i upadki, w jakieś wakacje zadbałam o zdrowie, kręgosłup itp – opisałam to szerzej na moim blogu. Ale kiedy dostałam pracę w zawodzie jednocześnie dalej studiując i po raz 3. w tym roku rozchorowałam się na nieszczęsną anginę uznałam, że nie ma co czekać na… Czytaj więcej »

viva la vida
Gość

świetny tekst 😉
ostatnio zrobiłam małą(wielką) rewolucję w swoim życiu i jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa 😉
pozdrawiam

Previous
Zimowa lista życzeń…moja i siostry :)
A gdyby został Ci rok życia? (Motywacyjny poniedziałek)