Ale się cieszę, że mogę pokazać Wam moją ulubioną część świata! Zieloną, barwną, zupełnie inną! Nabieram tutaj potrzebnego mi dystansu i pokory. Jest taka książka profesora Obuchowskiego „Galaktyka potrzeb” i oprócz tych znanych z klasycznej piramidy, opowiada właśnie o potrzebie dystansu. Mam dystans do siebie, do swoich wpadek, do życia. Bez niego bym zwariowała! Ale nigdzie nie nabieram takiego dystansu jak właśnie w Azji. Traktuję tutaj życie tak, że nie mam szczegółowego planu, mówię TAK! wszystkiemu, co do mnie przychodzi i na co moje ciało nie spięło się w obronnym NIE. Dziękuję, że śledzicie moje przygody, wkładam mnóstwo czasu w złożenie relacji, dlatego dziękuję za ich wyświetlanie! ♥️
I jaram się ogromnie, że jest Was już tutaj 50 TYSIĘCY🎈 dziękuję każdemu, kto podsyłał moje stories albo mój profil dalej - czuję radochę, że mogę pokazać Wam to, czego doświadczam i jeszcze większą na myśl, że powoli kończę ebooka ze wskazówkami jak zorganizować sobie do A do Z podróż na własną rękę. Wiem, że wielu z Was wybiera biura podróży bo nie wie jak. Pokażę! 
W końcu jestem pedagożką, moją życiową misją jest stawanie się tym mostem, po którym można przejść dalej, do przodu.
Tak mi kiedyś napisał Nietzsche, tego się trzymam!
Dzięki raz jeszcze, uwielbiam Was🥰
#redress #czerwonasukienka #aniamaluje #travelbloger #solofemaletraveler #bali #wakacje #podróże #podróżemałeiduże #blogerka #indonezja #azja #aniamaluje #szczerze_pisząc

Ale się cieszę, że mogę...

Ta #podróż jest fajna, bo nie wiem jaki będzie mój kolejny krok. Biorę, co daje mi życie. Nie oceniam, obserwuję. Jak zawsze założenia kompletnie rozjechały się z rzeczywistością - przez ten cały czas przeczytałam może ze 20 stron książki! Scenariusze pisane przez życie są ciekawsze. A ja jestem ciekawska. Pytam, dopytuję, wściubiam nos tam, gdzie nie powinnam. Szukam różnych perspektyw. Miałam odpocząć, a każdego dnia zasypiam kamiennym snem z nadmiaru wrażeń! I podoba mi się to bardzo. Jestem w Azji solo, bo chciałam wyjść poza swoją bańkę. Poznać ludzi z innych kultur, prowadzących inny styl życia niż ja, mających fajne pomysły. 
Często w DM-kach pytacie jak to jest, że poznaję tylu ludzi. Gdzie poznać przyjaciółkę, gdzie chłopaka.
Moja wskazówka? Wyjdź z tego domu sama, nie czekaj na towarzystwo. Jak wyjdziesz z koleżanką, to z dużym prawdopodobieństwem pozostaniesz w towarzystwie tej koleżanki. Pozbądź się tego myślenia „poszłabym na jogę, ale nie mam z kim” i idź! 
Ja idę!
#aniamamuje #szczerze_pisząc #podróże #podróżemałeiduże #blogerka #canggu #beach #plaża 
#solotraveler #travelblogger

Ta #podróż jest fajna, bo...

Wielu ludzi w moim wieku nie godzi się na scenariusz studia-kredyt na 30 lat- praca do śmierci i chce od życia czegoś innego. Taki scenariusz też jest bardzo ok, czasami sama bym chciała być w stanie wykonywać prostą pracę, o której nie będę myśleć jak z niej wyjdę! Mój mózg tak nie potrafi, zawsze coś kombinuję! W moim pokoleniu mnóstwo ludzi nie szuka mało uczęszczanych ścieżek. Tworzymy własne. Ja nigdy nie sądziłam, że będę mogła utrzymywać się z bycia Anią. Każdego dnia jestem za to wdzięczna!
To zdjęcie zrobił mi Varin. Blade Runner (kocham! Ale jeszcze bardziej ostre pióro Philipa K. Dicka) odcisnął na nim takie wrażenie, że zajął się fotografią, której motywem są neony. Podkłada lusterko pod obiektyw i bach - gotowe. Zabawa trwa godzinę, kosztuje ok. 150 zł. Ze mną był jeszcze chłopak ze Słowacji. Varin ma ok. 20 bookingów miesięcznie i jest w stanie utrzymać się w Bangkoku z takiego pstrykania. Oznaczam go wam na zdjęciu!
Gdyby można było utrzymywać się ze wszystkiego, za co chciałbyś otrzymywać wynagrodzenie? Ja zawsze chciałam żyć z pisania. Jestem szalenie wdzięczna, że sobie taką możliwość stworzyłam a XXI wiek mi to umożliwił. 
A Ty? Może wystawisz na Airbnb za 200 zł naukę lepienia pierogów dla turystów? Why not! #neonbangkok #neonphotography #aniamaluje #travelgirl #podróże #podróżemałeiduże

Wielu ludzi w moim wieku...

Dla kogoś być może kolejna instagramerka z dupą na wierzchu, dla mnie zdjęcie na pamiątkę zachwytu nad cudownym wodospadem💧Z ekscytacji drżała mi cały czas łydka! Natura potrafi być majestatyczna!🌱
Sama wyspa ma różne oblicza. Na razie doświadczyłam #Bali dla lekko aroganckich młodych ludzi z lepszego (finansowo) świata, bujających się po instagramowych knajpkach. Bali komercyjnego i turystycznego, Bali pełnego przepięknej, dzikiej przyrody, Bali cudownych miejscowych ludzi i Bali mistycznego. Z pewnością perspektyw jest dużo więcej! Staram się patrzeć na świat pod różnymi kątami i zadawać wiele (czasami może ciut zbyt wścibskich) pytań. Ile ja się podczas takich podróży uczę, to o jeju!

A odnośnie pupy w bikini, to nie wrzucając takiego zdjęcia sama bym przyznała, że kobieta w bikini popełnia jakiś grzech, w odróżnieniu od mężczyzn z gołymi klatami. Nie postrzegam tak świata!😉 Pięknego piątku🌸
Fot: @czula.kaminska (mały spoiler tego, co jutro na stories)
#podróże #podróżemałeiduże #blogerka #wodospad #waterfall #bali #travelgirl #travelblogger #aniamaluje #szczerze_pisząc

Dla kogoś być może kolejna...

Nie wszystkie zdjęcia muszą być wymuskane ;) 🌸Moja pogadanka na temat „chłopak by mnie nie puścił” wywołała spore zamieszanie! Opisujecie swoje toksyczne relacje z partnerami, którzy „zabraniali” wam przeróżnych rzeczy. Czasami toksyczne byłyście Wy, w ciągłym strachu, że partner zdradzi. Dzisiaj jesteście w innych relacjach i wiecie, że to nie powinno tak działać i wyglądać. I wspaniale! Lepiej przejrzeć na oczy późno, niż wcale!
Szkoda życia na kogoś, kto podcina Ci skrzydła. Jeśli masz coś, przed czym chcesz ostrzec inne dziewczyny - dawaj śmiało! Czasami zaczyna się od „nie podoba mi się jak chodzisz w sukienkach”
Pozdrowienia z #Bali! 
#aniamaluje #szczerze_pisząc #balibowlsandsmoothies #relacje

Nie wszystkie zdjęcia muszą być...

Wyprawa solo jak dotąd:
👉🏻Ani jednego dnia nie spędziłam zupełnie sama! Poznałam mnóstwo ludzi, z innymi polubiłam się bardziej, bo miałam okazję lepiej ich poznać. 👉🏻Popełniłam sporo błędów organizacyjnych. Np. teraz jestem na #Bali i już czuję, że bez skutera będzie ciężko (mam problem z błędnikiem, nie będę ryzykować), ale jestem dobrej myśli.
👉🏻Do tej pory nie udało mi się popracować! Spędziłam na pracy może godzinę, no chyba, że liczyć składanie relacji na insta, to wtedy pracowałam ze 3h dziennie. Byłaby to jednak najmniej płatna praca świata, bo nic nie zarobiłam🤣🙈
👉🏻Jestem zupełnie nieprzygotowana na #Wietnam! Poranki i wieczory są podobno chłodne (16 stopni). Z polskiej perspektywy to się wyda śmieszne, ale ja mam tu 35 stopni i takie właśnie ubrania.
👉🏻Możliwe więc, że zamiast 2 tygodni w Wietnamie zmyję się szybciej na jakąś wyspę w Tajlandii (Ko Chang albo Ko Samui) albo na Koh Rong w Kambodży :) Ogólnie mordka mi się śmieje cały czas, jest fajnie, jest dobrze!
Teraz pora się trochę opalić.
Mam nadzieję, że podobają Wam się moje przygody na stories! Wielu rzeczy i ludzi też nie pokazuję, ale może wykorzystam te historie w jakiś luźniejszy dzień. Dzisiaj np. chciałabym nagrać krótką pogadankę 😁

Uściski z Bali!

Wyprawa solo jak dotąd: 👉🏻Ani...

Wciąż nie mogę uwierzyć, że smakował mi wege boczek🤯
To były bardzo intensywne dni w Bangkoku, pora na kolejną przygodę - co powinnam zrobić na Bali?
Jakieś rekomendacje? Nie mogę prowadzić skutera, mój błędnik nie ogarnia, więc pewnie będzie ciężko, ale nastawiam się pozytywnie do całej przygody😊
Poleżałabym ze dwa dni na plaży z jakąś książką, bo z nadmiaru wrażeń i emocji moja czaszka dymi😁.
Zastanawiam się też, którego dnia dopadnie mnie kryzys tej podróży, ale czas pokaże!
Podrzućcie swoje rekomendacje a ja powalczę z walizką i idę spać 😘
#Bangkok #vege #foodie #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje

Wciąż nie mogę uwierzyć, że...

Jestem wkurzona. Że musimy udawać, że mamy mężów i nosić fejkowe obrączki, aby pozbyć się niechcianych adoratorów. Że samo „nie” nie wystarcza i żaden argument nie ma takiej mocy, jak bycie „przypisaną” do jakiegoś faceta. Jakbyśmy same się nie liczyły jako jednostki ludzkie.
Chciałabym mieć poczucie, że mogę robić swobodnie wszystko to, co mężczyźni.
Moim kolegom nikt nie radzi, by dla bezpieczeństwa wracali po ciemku w towarzystwie kobiety.
Nie zwraca uwagi, że przebijają im przez t-shirt sutki. Nie szukają w podróży hosteli z pokojami tylko dla mężczyzn, podczas gdy „female dormitory” to nie jest pomysł, który wziął się z powietrza, a realnej potrzeby.
Ja nie chcę pieprzonych przywilejów. Chcę mieć poczucie, że jesteśmy takimi samymi jednostkami ludzkimi. Ale jak się naczytałam o Waszych fejkowych obrączkach i pierścionkach, to zrobiło mi się naprawdę przykro łamane na jestem wkurzona.

Kobieto, co robisz dla swojego bezpieczeństwa i spokoju, czego nie robią mężczyźni? Wyjdźmy z priv, napisz tutaj!
#podróże #szczerze_pisząc #aniamaluje #kobieta #wkurw

Jestem wkurzona. Że musimy udawać,...

Śmiesznie tu stoję, ale mam nadzieję, że widzicie - jestem w Azji na maksa szczęśliwa, wszystko mnie cieszy! W tym klimacie oddycha mi się wspaniale (nawet w Bangkoku!) każda drobna rzecz jest przygodą! Mnóstwo nowych bodźców, smaków, tekstur, zapachów. Tym razem zamiast wygodnego mieszkania z dostępem do basenu i siłowni wybrałam hostel i zbieram inne przeżycia. Poznaję ludzi z taką samą zajawką na doświadczanie podróży jak ja. Wymieniam setki uśmiechów dziennie, próbuję mówić „dziękuję” po tajsku, unikać jednorazowego plastiku, zachwycać się myjącym pupę kibelkiem i cieszyć z masażu, po którym chodzę lekkim krokiem. Tak lekkim, że zrobiłam ich dzisiaj 25 tysięcy😊. Kocham #Bangkok, kocham tę część Azji, uwielbiam wieczorem składać dla Was relację z tego wszystkiego, co mnie spotyka. Moim marzeniem jest zachęcić innych do tego samego! Chcę rozwiać Twoje obawy i uprzedzenia, pokazać, że to jest proste i da się na własną rękę bez stresu!
#podróże #podróżemałeiduże #travelgirl #femalesolotraveler #solotravel #bangkok #wakacje #aniamaluje #blogerka #blogerkapodróżnicza #pieszopomieście

Śmiesznie tu stoję, ale mam...

Kiedyś miałam problem ze znalezieniem towarzystwa do podróżowania - ja pracuję skąd chcę, innych ogranicza urlop. Szybciutko się to zmieniło i teraz nie mam najmniejszego problemu z ogarnięciem towarzystwa. I co zabawne - gdy jest w zasięgu ręki, mam ogromną potrzebę podróży solo. To zupełnie inny vibe, inne przygody, inny rodzaj doświadczenia!
Kiedyś bardzo chciałam wydać książkę z wydawnictwem. Dzisiaj co miesiąc jakieś  mi to proponuje. Wolę sama. I bardzo często gdy podobał mi się jakiś chłopak i okazało się, że z wzajemnością - automatycznie traciłam nim zainteresowanie🙈. To okropny sposób życia, wiecznie chcę tego, czego nie mam, a gdy mam, to już nie chcę😏. Staram się z tym walczyć, ale tez obserwować bacznie z czego wynikają te moje pragnienia.
Wow, dzisiaj zaczyna się moja podróż. Spędzę w niej 35 dni, planuję odwiedzić 3 kraje, w których jeszcze nie byłam i do jednego wrócić. Jak wyjdzie? Czas pokaże. Jedno jest pewne - ja zawsze sobie poradzę i zawsze znajdę sposób by mieć to, czego chcę. Tutaj np. chciałam zjeść śniadanie z widokiem na morze, ale nie było sensownej knajpy więc... przytargałam z @aleksandranajda stół i krzesła z mieszkania. 
Najbliższe 24h spędzę pewnie offline, bo mam cholernie długą przesiadkę, którą zamierzam przeznaczyć na zwiedzanie... sami zgadnijcie jakiego miasta 😉 mam czas aby wykombinować w jaki sposób chcę zamieszczać relacje i jednocześnie zachować bezpieczeństwo nie oznaczając się w czasie rzeczywistym😊 
Trzymajcie za mnie kciuki! #podróże #girlswhotravel #solotravel #solofemaletraveler #aniamaluje #karaiby #podróżemałeiduże

Kiedyś miałam problem ze znalezieniem...

A gdyby został Ci rok życia? (Motywacyjny poniedziałek)

“Gdybym miał rok życia, wyjechałabym w wielką podróż, wziął kredyt którego nigdy nie spłacę i bawiłbym się na całego”. 

Gówno prawda!

Oprócz gdybania co by się stało, gdyby udało się wygrać w lotka, często słyszę gdybanie o tym, co gdybacz by zrobił, gdyby został mu rok życia. I chociaż takie filmy jak “Choć goni nas czas” ogląda się przyjemnie, to ja dobrze wiem, że te rozmowy są czcze i do niczego nie prowadzą.


Siedzę dzisiaj w autobusie i słyszę takiego gdybacza, co to wziąłby kredyt, na dziwki wszystko wydał i bawił się na całego.

Gdybacz nie wie co mówi.

Ostatnio ktoś udostępnił na pewnym portalu link do mojego tekstu o naturalnym sposobie na gronkowca. W komentarzu kogoś mocno zadziwił fakt, że dorosła osoba była leczona w szpitalu dziecięcym. 

Wiecie dlaczego nie otwiera się takich poradni dla dorosłych? Bo chore dzieci raczej do tego wieku nie dożywają.
__________________

Rozdział pierwszy : wyparcie.

Sygnały, że to nieuleczalne pojawiają się jako “bąknięcia”.

 Na razie nie ma lekarstwa, 

pożyjemy zobaczymy, 

czekamy na rozwój wydarzeń,

 bla bla bla. 

Nigdy nie towarzyszy temu spojrzenie w oczy. Wzrok wędruje ku karcie lub recepcie na której lekarz co bazgrze.

Pewnego dnia jednak ktoś patrzy mi w te oczy. Taka młoda..tak szkoda.

-Słucham?

-Jeżeli nic się nie zmieni i płuca będą niszczyć się w takim tempie…
5 lat. Bardzo mi przykro. Tak szkoda. 

Bałeś się kiedyś tak mocno, że krzyk nie był w stanie wydostać się  z gardła? Usłyszałeś coś tak głośnego, że na chwilę straciłeś słuch? Wstałeś tak  szybko z krzesła, że  zakręciło Ci się w głowie i widziałeś tylko biel?

W takim momencie czujesz to wszystko jednocześnie. I jeszcze więcej.

Po chwili jesteś wściekły. 

Cały zamieniasz się w chodzącą złość.

Nie jesteś zły.

 Jesteś złem. 

Gdybyś spojrzał w tym momencie na groźnego psa, pewnie uciekłby z piskiem i podkulonym ogonem.

GŁUPIA PIZDA, KURWA CO ONA PIERDOLI, TO NIE MOŻE BYĆ PRAWDA PO CHUJ ONA JEST LEKARKĄ GÓWNO WIE .

KUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUURRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRWAAAAAAAAAAAA MAĆ!

___________________

Rodział drugi : to się dzieje.


Uświadamiasz sobie co jest na rzeczy. Nie wiesz w którym momencie. Gdy ktoś kręci nosem patrząc na prześwietlenie? A może w tym momencie, gdy przebierasz z nogi na nogę w kolejce w markecie i łapiesz się na tym, że mówisz w myślach “szybciej, mam mało czasu!”

a nigdzie się tego dnia nie spieszysz.

________________

Gonitwa myśli, wpadasz ze skrajności w skrajność. Zderzacz hadronów w Twojej głowie.

Co robić? 

Może wykorzystać ten czas na robienie przyjemnych rzeczy?

Zapytaj siebie :

Co było najprzyjemniejszym doświadczeniem w Twoim życiu?

– Wielokrotny orgazm?

– Przytulenie do piersi własnego dziecka?

– Odlot po narkotykach?

– Smak pierogów mamusi? 

– Zrobienie siusiu po całym dniu wstrzymywania moczu?

Jesteś w stanie robić to każdego dnia? Czy urok tych wszystkich rzeczy nie polega czasem na tym, że nie są na zawołanie?

_________

Tymczasem faszerują Cię sterydami. To dokładnie tak, jakbyś podpalił sobie rękę i brał tabletki które sprawią, że nie będziesz czuł bólu, chociaż ogień cały czas będzie siał zniszczenia.

Silne leki powodują też niesamowitą huśtawkę emocji. Zderzacz hadronów razy milion.

Pewnego dnia łapiesz się na tym, że płaczesz na reklamie proszku do prania. Bo Zygmunt Chajzer wyjął z pralki czyste skarpetki. Wzrusza Cię to do łez.

Któregoś dnia pojawia się myśl…a może by tak to skończyć? Jaki jest sens skoro…

I guess we know the score…

 W międzyczasie piszesz maturę, nie rozumiesz problemu koleżanki, która zastanawia się czy zgadać do chłopaka czy nie. Wszystko to takie…marne. Jałowe. Błahe.
Robisz różne rzeczy. Mądre i bardzo głupie. Masz etap gdzie chcesz robić wszystko na co masz ochotę i to robisz, po chwili masz świra na punkcie zdrowego odżywiania i przez kilka dni wstajesz rano o piątej pobiegać.
Po całych czterech dniach robisz znów głupie rzeczy.
Żresz te leki na potęgę. Wyniki są coraz gorsze a dawki coraz większe.

Masz przebłyski, gdzie szukasz sensu. Jakiś chyba jest, prawda? A może go nie ma? Może życie to kiepski żart?
Szukasz ludzi, którzy czują to samo. Babka opowiada w telewizji, że to dzięki Bogu wyszła cało z raka piersi.

Gdzie był Twój zasrany Bóg kiedy zachorowałaś?!!!-  Pytam z wściekłością wyłączając telewizor.
Nienawidzę ich wszystkich. Jej. Jej Boga. Lekarzy. Moich płuc. Nie ma niczego, czego mogłabym się chwycić.

Zaczynam czytać książki. Szukać. Ktoś musi to wiedzieć.
 Religie.
Sekty.
 Mity.
 Legendy.
Przypowieści.
Filozofia.

Vanitas.
Nic więcej.

I wtedy….
Nietzsche.

Tam też i słowo „nadczłowiek” na drodze podjąłem oraz i to, że człowiek jest czymś, co przezwyciężonym być winno,
2234

— że człowiek jest mostem, a nie celem:”

Jedna głupia książka sprawiła, że chwyciłam się tej brzytwy i znalazłam tymczasowy cel zastępczy. Bo brzydki wąsacz napisał, że człowiek jest mostem, po którym będą przechodzić kolejni. Że powinien wieść ku czemuś lepszemu. Doskonalszemu. 

Że powinnam być mostem dla kolejnego pokolenia.

Całkiem odwrotnie niż u debili od eugeniki i nazizmu. 

Całkiem odwrotnie niż w podręcznikach do polskiego.

Szanowni państwo piszący te podręczniki – nie czytaliście chyba Niczego.

Zaczynasz walczyć.

O siebie.

Pewnego dnia ocierasz się o śmierć. I z całą stanowczością stwierdzasz, że chcesz żyć.

Walczysz.

Jesteś walką.

Dzisiaj mija szósty rok. Od roku powinnam być sztywna.

_________________________

Maków Podhalańki, wolontariat.

Chłopak pracujący w domu kultury oprowadza nas po okolicy. Jest tam “Zakład Długoterminowej Opieki Medycznej”. Taka ładna nazwa dla potocznie zwanej “umieralni”, gdzie przenoszą śmiertelnie chorych.

Jest późny wieczór, las, ciemno. Sceneria jak z horroru.  w oknach siedzą smutni ludzie.

Ciekawe o czym myślą….

Może o tym, czego w życiu nie zrobili?

Na co zabrakło im odwagi?

Czy zrobili wystarczająco dużo dobrych rzeczy by zasłużyć na zbawienie?

Zebrali odpowiednią ilość punkcików u swojego Boga?

__________________

Czasami Was nie rozumiem.
Idei osądzania innych.

Bania się tego, co ktoś pomyśli.

Strachu przed posiadaniem własnego zdania.

Podejścia “taki jest świat”.

“Tak być musi.”

Koniec, kropka, wyrok.

Czy brak mi empatii?

Raczej…mam inną perspektywę.

 Nie wymażę swoich doświadczeń.

 Zbudowały mnie.

Ale też wiem, że aby się podnieść,

najpierw trzeba upaść.

A to każdy musi zrobić sam.

Mogą mnie krytykować.

Śmiać się z pisania książki o szczęściu w wieku 22 lat.

Ale za każdym razem, gdy ktoś mi pisze o tym, że dzięki mojemu blogowi ogarnął się i znalazł pracę.

Wyleczył dziecko z gronkowca.

Pozbył się migreny.

Nauczył się robienia pysznych pierożków.

Poznał rozwijającą gierkę logiczną.

Przestał nosić brzydką bieliznę,

za każdym razem gdy dziecko z którym pracuję stwierdzi, że jednak nie jest głupie…

czuję, że jestem tym mostem.

I moje życie ma sens.

________________

Nie trać czas na gdybanie o kredycie finansującym podróże i dziwki. Być może ostatni rok życia spędzisz robiąc kupę do pampersów Seni – jak mój dziadek.

Ale fajnie by było, gdybyś mógł powiedzieć, że Twoje życie miało sens.

A Ty?

Czego się boisz?
Czy robisz w życiu to, co lubisz?

Dlaczego nie masz odwagi?!!!!!!!!!

Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂

Follow on Bloglovin
Uściski, Ania

207
Dodaj komentarz

avatar
111 Comment threads
96 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
6 Comment authors
AniamalujepaulinaRobertmeri kotPaulina Piotrowska Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anonimowy
Gość
Anonimowy

Nie mogłam zasnąć i teraz chyba też nie zasnę. Nie wiem co powiedzieć, więc powiem że dziękuję.
Wzruszający tekst.
Czasami wydajesz mi się jak dobra koleżanka, czasami myślę, że jesteś trochę surowa i ostra jak karabin maszynowy. Nikt kto nie przeżył podobnych rzeczy nie zrozumie nigdy drugiego człowieka.

"Tyle wiemy o sobie,

ile nas sprawdzono. "

Jeszcze raz bardzo dziękuję. Za ten tekst, książkę,bloga i pierożki, które naprawdę są pyszne.

mgdmzr
Gość

Aniu, dziękuję.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Nigdy w życiu nic mnie tak mocno nie poruszyło.
Dziękuję.

mydestination
Gość
mydestination

Również dziękuję.Nie wiem co powiedzieć więcej. Tym tekstem poruszyłaś mnie do głębi uświadamiając, że problemy z którymi się obecnie borykam są niczym. Jesteś Wielka.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Jeszcze wiele osób podziękuje Ci za ten wpis. Możesz tę motywację dodać do swojej listy rzeczy, które zrobiłaś dla innych.

I ja również, żebym nie zapomniała, chociaż to formalność..

Dziękuję.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Dziękuję.

olga gorynska
Gość

Aniu, Twój most zdecydowanie idzie pod prąd. I dlatego Cię lubię :).

Mam nadzieję, że jednak nie usuniesz tekstu rano, dopiero po nim poczułam, że jakoś tak wydajesz się bardziej prawdziwa. Bardzo mnie to poruszyło. A czytam Twojego bloga od dawna!

Czasami jednak niespanie przynosi korzyści w postaci takich perełek. Pozdrawiam, trzymaj się!

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Aniu to bardzo głęboki post i na prawdę porusza coś w człowieku, choćby myślenie….przemyślenia. Szkoda by było gdybyś go usunęła, w każdym razie ja wracam czasem do niektórych Twoich wpisów, bo muszę je "przetrawić" czy dopasować do siebie. Myślę że wielu Twoich czytelników nie chciało by stracić szansy przeczytania go. Każdy potrzebuje raz na jakiś czas by "złapać go za fraki i nim wstrząsać" a Ty to świetnie robisz. Oczywiście zrobisz jak uważasz.Wiem co znaczy mieć chorobę "nieuleczalną".. płakać w chwilach zwątpienia, choć uu mnie nie jest to kwestia życia. Jestem przekonana, ze gdyby nie koncerny farmaceutyczne rządne pieniędzy to… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

przymnij oko na błędy stylistyczne 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

dzięki Aniu.. mocne, dosadne, ale prawdziwe.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Dokładnie, MOCNE! i tak opisane że niemal widziałam wyraźnie obrazy do tego co piszesz, poruszyło mnie to mocno, i chcę wprowadzić jak najwięcej radości do swojego życia, kij z tym, że miałam wypadek ważne, że nie połamało mi kręgów a tylko skręciło i naderwało więzadła i da się to wyleczyć, nie będę się już użalać nad sobą!! Dziękuję kochana!

degra
Gość

Aniu, w myślach zdążyłam przeklnąć kilka razy ten dzień. I tą bezsenną noc. I siebie… Z pełną premedytacją i zimną krwią. Mozolnie buduję swój świat, starannie dobierając kawałek do kawałka, element do elementu, "życie" do ŻYCIA. Przyprawiam nutą miłości, truję goryczą myśli, zagłuszam fałszywą melodią. I czytam. Czytam Ciebie. I jestem pewna, że ten kilka razy przeklnięty dzień, i ta bezsenna noc, i ja były właśnie po to. Dziękuję. Uśmiecham się i proszę Cię o to samo. Każdego dnia, każdej nocy.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Jesteś Stachurą w spódnicy. Czuję, że kiedyś będzie o Tobie bardzo głośno, a teraz napiszę tylko
– dziękuję. Bo nic więcej nie jestem w stanie.
Również nie mogłam zasnąć i terach chyba wiem dlaczego.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Wspaniały tekst. Jesteś niesamowita. Życzę Ci wszystkiego dobrego.

Polowanie na zdrowie
Gość

Twoje przemyślenia są mi bardzo bliskie. Szkoda, że nie możemy prywatnie porozmawiać. W każdym razie uważam, że masz w dużej mierze rację. Nawet całkowicie. A takie gdybanie zdrowych ludzi co by zrobili… myślę, że to jest niezrozumienie problemu i/lub chęć oswojenia się z nim. To jak ktoś ma jeden dzień zły humor, a mówi, że ma depresję, chociaż nie ma pojęcia co to jest, to jak ktoś wyśmiewa homoseksualistów, a gdy okaże się, że ma kogoś takiego z bliskim otoczeniu to zmienia swoje nastawienie, to jak ktoś ma lekki ból głowy, a narzeka jakby umierał na rakowe terminalne bóle. I… Czytaj więcej »

Polowanie na zdrowie
Gość

Dzięki :). Uda się.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Aniu nie usuwaj tego postu. Ja muszę go jeszcze kilka razy przeczytać żeby uwierzyć.

Ania Abakercja
Gość

gdyby mi ktoś powiedział, że został mi rok życia – nie uwierzyłabym. bo skąd on może wiedzieć? skąd on może wiedzieć, czy jutro nie zabije mnie pijany kierowca. albo pożar. albo atak terrorystów. czasami myślę sobie o tym, że nie wiem, ile mi jeszcze czasu zostało. i że nie chcę go marnować np. na kłótnie. dlatego nie kłócę się z ludźmi, na których mi zależy. a to też w dłuższej perspektywie nie jest dobre. miałoby sens, gdyby rzeczywiście ktoś miał zaraz umrzeć. ale i tak przecież lepiej, że nie umiera. jeżeli to cena za moją uległość i ustępowanie to spoko.… Czytaj więcej »

Aleksandra
Gość

Gdyby mi został rok życia pewnie przeżyłabym go tak jak każdy do tej pory. Aniu, znam Twój ból. Jako dziecko zachorowałam na gronkowca. Tygodnie spędzone w różnych szpitalach, godziny modlitw i czekania na cud. Szukanie specjalisty, który pomoże usunąć napady duszności. Moja babcia do tej pory pamięta KAŻDĄ datę mojego pobytu w szpitalu, ile trwała, co było powodem. Rodzice spali w ubraniu, bo przywożąc mnie do domu po kolejnej próbie nie wiedzieli, czy ten dobry stan dotrwa do rana, czy w środku nocy nie będą musieli wieźć kilkunastomiesięcznego dziecka na najbliższe pogotowie. Na szczęście ja tych czasów nie pamiętam. Udało… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

co to za pani doktor i w jakim miescie?

Maria Pereira
Gość

Dziękuję Aniu.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Aniu, dziękuję i proszę Cię bardzo, nie usuwaj tego tekstu… Jestem w trochę innej sytuacji, ale w pewnym sensie moje życie też może się skończyć za kilka lat. Bardzo mi pomogłaś. Dziękuję 🙂

Różowa Klara
Gość

Cieszę się, że ten post tu pozostał i mam nadzieję, że pozostanie. Prawda jest taka, że nigdy nie wiemy, który rok jest naszym ostatnim rokiem, więc warto żyć tak, aby nie żałować rzeczy, które robiliśmy i żałować tego co odkładamiliśmy na jutro.

Mila
Gość

Doskonale napisane, większości osób wydaje się kiedy usłyszą "pozostał pani rok życia" to nagle wszystko przestanie mieć znaczenie i rok przeżyją szczęśliwie, realizując swoje pragnienia, a ostatnie sekundy w ramionach ukochanych… Jakby było tak pięknie to ludzie nie baliby się tego usłyszeć.Mój ojciec też dostał taki wyrok, kiedy miałam 8 lat, powiedzieli mu, że ma maksymalnie 2 lata. Przeżył następnych 9 i to tylko dzięki swojej woli walki, dzięki temu, że się nie poddał i znalazł cel w swoim życiu – kiedy mu to powiedzieli to moja siostra była noworodkiem, a on chciał żyć tak długo, żeby Zuzia mogła go… Czytaj więcej »

Madou
Gość

Napiszę tylko: nie usuwaj.

Polka w UK
Gość

Nie wiem czy w Pl znany jest Steven Sutton. zmarl w tym roku w wieku nastu lat a zna go cala Anglia. Okazuje sie ze mozna dokonywac wielkich rzeczy w wieku nastu lat, w dodatku zmagajac ze sie amiertela choroba. szacun dla takich jak on. Ja w swojej pracy czesto ocieram sie o smierc innych ludzi.rozne sa postawy tych ludzi: jedni zawstydzaja radoscia zycia i mega optymizmem, inni wiecznie przyjmuja postawe roszczeniowa, jest zlosc, jest obojetnisc, jest bol… Ja pewnie zadawalabym sobie bezsensowne, nic nie znaczace pytanie: "dlaczego jaaaa???" ale wsparlabym je dodaniem, ze sa tacy , ktorzy "maja gorzej".… Czytaj więcej »

Polka w UK
Gość

zapomnialam dodac, ze chore osoby maja tego jednego bonusa, ze maja duzo wieksza swiadomosc wartosci zycia. A przeciez wielokrotnie zdarza sie , ze zupelnie zdrowi ludzie gina/umieraja z dnia na dzien i nigdy nie doswiadczyli tych chwil glebokiej refleksji..

pensjonarka
Gość

cudowny tekst. Dla mnie takim momentem ogarnięcia się z wiru pracoholizmu (i stawiania pracy ponad wszystkim – rodziną, hobby, własnym zdrowiem) było spotkanie ciężko chorego znajomego, który walczy z nowotworem. On mi powiedział: "pomyśl, jakbyś teraz znalazła się w szpitalu, śmiertelnie chora… czego byś żałowała? projektu w pracy, którego nie skończyłaś?" wtedy dostałam czymś w głowę i obudziłam się – szkoda mojego życia na poświęcenie się pracy, na nieudalne związki, na odkładania w nieskończoność założenia rodziny… bo jeszcze awans, bo nowy samochód… trzeba być tu i teraz, życie jest delikatne, zaraz może mnie nie być. Nie mówię, że wyszłam z… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Aniu, dziękuję. Ty naprawdę jesteś mostem, a teraz dzięki Tobie mogę nim być i ja, bo żyję. To Ty byłaś impulsem, który sprawił że rozpoczęłam walkę z depresją.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

A ja właśnie, że wzięłabym kredyt i bawiła się życiem. Piszesz jak było w TWOIM przypadku. A gdy ja się dowiedziałam – po prostu zaczęłam się śmiać. I nie czułam gniewu, a raczej powiedziałam sobie 'no to zobaczymy'… i co? I żyję. A miało być inaczej. Widzisz, Aniu, każdy inaczej odczuwa ten "wyrok". Ja jako ambitna jednostka od razu powiedziałam sobie, ze TA, NA PEWNO, już. I choć na polepszenie wyników badań musiałam czekać z 3 lata… Dałam radę i cieszę się, że tu jestem.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Są choroby i choroby, doświadczyła tego samego co Ania i nie czuję Twojego komentarza. Czemu zatem nie wzięłaś tego kredytu?!
Piszesz to tak bez emocji ze mam wrażenie, ze jesteś trollem. Jeśli rak po prostu sobie zylas,ti chyba nie bylas jakoś poważnie chora….

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Cóż.. do końca życia będę chora 🙂 Gdy od małego zmagasz się z chorobą to zaczyna być częścią Ciebie i inaczej się na to reaguje. A czemu nie wzięłam kredytu? Bo nigdy nie dali mi roku życia, zawsze było to 3-5 lat 😉 I do końca życia muszę być na specjalnej diecie, jeździć co kwartał na kontrolę i… żyć z tym. Ale nie dam się. Po co dawałam sobie tyle czasu z tym radę, żeby się poddać? O nie 😉

Ania Abakercja
Gość

ta wziąć kredyt, a później się okaże, że się pomylili i wcale nie umierasz. i z takim kredytem to później nic tylko popełnić samobójstwo, o ironio 😉 i nie wiadomo, co gorsze.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

I licytowanko na choroby sie zaczelo…… Komentarze po takich wpisach sa zbyt przewidywalne 😉

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ne powstrzymasz attention whore 😀

Anonimowy
Gość
Anonimowy

A mnie zastanawia, czy ludzie, którzy mówią, że wzięliby taki kredyt zdają sobie sprawę, że po ich śmierci ich bliscy tonęliby w długach…

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Według polskiego prawa cywilnego można się zrzec długów.. Jeśli spadek jest niekorzystny można się go zrzec 🙂 Warto znać swoje prawa 🙂 I nie chodzi o licytowanie się… Po prostu ludzie, którzy nigdy tego nie doświadczyli – nie zrozumieją. Ale tak, Aniu, mam podobne wnioski i system wartości mi się przewartościował 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Jestem absolutnie świadoma tego, że można zrzec się spadku, sama to zrobiłam kilka miesięcy temu ale w momencie kiedy ja się zrzekam, dług przechodzi na moją siostrę, po niej na jej dzieci, potem na kuzynki, ciotki itp itp i każde z nich musi się zrzec żeby uniknąć problemów. Teoretycznie jest tak, że dopóki nie wiesz o tym, że odziedziczyłeś coś takiego, to nie można Cię pociągnąć do odpowiedzialności ale wiadomo jak jest… Chodzi mi o to, że zrobienie czegoś takiego zaraz przed śmiercią jest łagodnie mówiąc egoistyczne, podle i bezmyślne.

Klaudia / Life Essence
Gość

Na pewno nie zrozumiem co czuje osoba, która została poinformowana o zbliżającym się końcu, ale nieraz łapię się na takich myślach: co najgorszego może mi się stać? umrę. no i co z tego? skoro umrę robiąc to co chcę to przecież nie takie straszne. I nawet jeśli przyszłoby mi niedługo umrzeć, dowiedzieć się, że niewiele mi już zostało, to nic, jasne, byłby żal, że to już koniec, że przecież tyle jeszcze przede mną, ale nie żałowałabym, że zmarnowałam jakieś okazje, że coś mnie ominęło. I to jest zawsze moją największą motywacją, kiedy mam jakieś wątpliwości, robić to, bo nigdy nie… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Dostać obuchem w łeb . Bezcenne .

Veronika
Gość

Bardzo motywujący wpis. Życzę każdemu, aby odnalazł sens swojego życia i po latach potrafił powiedzieć, że robił to, co robić chciał. Bądźmy odważni. I ja też. 🙂 Dziękuję

Carrie
Gość

Łzy stanęły mi w oczach z każdym kolejnym zdaniem, coraz mocniejszym, coraz bardziej kłującym, ale takim prawdziwym.. Człowiek jest mostem człowiek jest mostem, po którym będą przechodzić kolejni. Powinien wieść ku czemuś lepszemu. Doskonalszemu zapamiętuję to. To Ty Aniu stałaś się dla mnie takim mostem, bo uczysz mnie, że nie warto siedzieć cicho, gdy się z czymś nie zgadzam, bo dzięki Tobie walczę z cholerną nieśmiałością, bo dzięki Tobie uczę się robić to, co chce, nie rozmyślając nad tym co ktoś o mnie pomyśli. Dzięki Tobie dopiero teraz nauczyłam się wyciągać ze studiów więcej i inwestować w przeżycia. Czy to… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Aniu, jeżeli twoim celem było stac się mostem to powiem Ci, że zadanie wykonane. Zdecydowanie stałaś się moim mostem. Pomogłaś w ciężkim momencie i już nigdy nie będę taką samą osobą jak kiedyś – na całe szczęście! Nic tylko Ci po ludzku podziękowac! 🙂

Egoskupiona
Gość

Nie tylko mnie zamurowało, i to porządnie. Nie wiem, jak to robisz, ale zawsze trafiasz tematem wtedy, gdy tego potrzebuję. (tak, wiem, że to stwierdzenie mocno egoistyczne, nastawione tylko na mnie). Podziwiam Twoją odwagę napisania tego wszystkiego i mam nadzieję, że nie usuniesz posta. Dziękuję 🙂

BEATA REDZIMSKA
Gość

Poruszajacy tekst i bardzo motywujaca puenta. Aniu ja strasznie boje sie ze ktos mi powie, ze zostalo mi tyle i tyle czasu. Chyba wole tego nie wiedziec, ale z drugiej strony jak sie wie, to moze dopiero wtedy zaczyna sie na prawde cenic zycie? Pozdrawiam serdecznie Genialna puenta Beata

The music of me
Gość

Ja jestem właśnie na etapie poszukiwania sensu tego wszystkiego, wątpliwości i ogólnie jakiejś egzystencjalnej pustki czy jakkolwiek to nazwać. Cieszę się, że napisałaś tego posta bo dzięki Tobie rozjaśniło mi się w głowie. Mam w zwyczaju dużo analizować, co doprowadza mnie do obłędu. Muszę poważnie odpowiedzieć sobie na te ostatnie pytania.
Dziękuję za ten post.
Poza tym naprawdę Cię podziwiam.

Zakrecony Kot
Gość

polecam Ci książkę Chata i Bóg nigdy nie mruga

almondcake
Gość

O rany… świetny tekst.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Wiedziałam, że w dzień śmierci Freddiego opublikujesz coś tak mocnego, o wielkim znaczeniu dla każdego Moja wojowniczka przez ostatnie tygodnie była słaba, ze skutkami zatrucia pokarmowego podłamana, z zaniżoną samooceną – nie będę się rozpisywać z moją historią, bo to nieważne, istotne jest to, że każdy może znaleźć dla siebie drogę wyjścia, że problem dla którego znajduje się rozwiązanie wcale nie był problemem – tylko trudnością, wyzwaniem, że są ludzie, którzy czekają na takie historie, na przejawy radości, dzielić się nią i jednocześnie mnożyć. Budować własną więź z życiem. Dzięki temu sami napełniają się mocą i mogą ją przekazywac dalej,… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Pierwszy raz coś u Ciebie napiszę, choć czytam już od dawna…
Nie pamiętam kiedy ostatni raz coś mnie tak poruszyło. Zapewniłaś mi temat do długich rozmyślań.
Czytając ten tekst miałam ciarki.
Nie jestem w stanie teraz napisać niczego sensownego, więc napiszę po prostu krótko, że jesteś osobą godną naśladowania i bardzo dziękuję Ci za to, że prowadzisz bloga.
Pozdrawiam.
D.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

10 minut temu zadzwoniłam umówić się na pierwsze w moim życiu USG piersi, bo jestem jeszcze młoda, mam 23 lata, ale moja babcia przeszła mastektomię.Jestem w grupie zwiększonego ryzyka o czym idealnie udawało mi się zapominać. A takiej młodej osoby nie kieruje się na te badania, po co. Spotkałam się ze znajomym, człowiekiem którego darzę ogromnym szacunkiem i kiedy dowiedział się, że nigdy się nie badałam to opierdzielił mnie z góry do dołu, że kogo jak kogo ale mnie nie podejrzewałby o taką nieodpowiedzialność, że jest w szoku i wymógł na mnie obietnicę, że do świąt zrobię badania. Byłam zła,… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

A tam spojrzenia 🙂 zdrowie najważniejsze. Ja chodze na USG piersi od 19roku zycia ..tez mam teraz 23 i patrze na to z perspektywy ze jestem duman i odpowiedzialna ze o siebie dbam. Nie obchodzą mnie spojrzenia ale spokojny sen 🙂 pozdrawiam!

Anonimowy
Gość
Anonimowy

też mam 23 lata i robiłam już usg bo ginekolog mnie zmusza 🙂 mówią, że naciąga na pieniądze, ale jest na tyle dobrym fachowcem, że jej ufam 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

a ja mam 26 lat i dopiero w tym wieku zrobiłam sobie to USG. I tylko dlatego, że miałam bolesny obrzęk jednek piersi, ginekolog stwierdził, że mnie przewiało i dał antybiotyk (wzięłam te antybiotytyki tylko i wyłącznie dlatego, że naprawdę baaardzo bolało, a ja przy byle bólu leków nie biorę, a tym bardziej antybiotyków), a pod koniec wizyty, zupełnie od niechcenia zlecił mi USG, tak na wszelki wypadek…. I co? I okazało się że mam kilka guzków 🙁 Na szczęście nie są groźne (zrobiono mi biopsję), ale kontrolę muszę robić przynajmniej co pół roku no i ta świadomość, że mam… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

USG robi się własnie u młodych kobiet, mammografia po 50. Jest to proste badanie, a pozwala wiele wykryć na wczesnym etapie, cytologia i usg piersi co roku to niewiele wysiłku w stosunku do tego co można zyskać. Dziewczyny badajcie się!

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Już po! Było baaaardzo w porządku i na szczęście doktor nic niepokojącego nie znalazł! Pierwsze koty za płoty! Będę powtarzać!

alex
Gość

Aniu, dziękuję Ci 🙂
Ten post coś we mnie poruszył i mam nadzieję, że to nie będzie chwilowe.

Rosia483
Gość

O jak ja Cię czasami "nie lubię".. Siada sobie z rana człowiek z kubkiem herbaty czy kawy, no w porywach z kanapką w ręce – chce się zrelaksować przy lekturze ulubionych blogów – a tu taki wpis..
A makowską "umieralnię" mam nieszczęście znać od kuchni, że tak powiem.. Leżał tam brat mojej mamy.
W każdym bądź razie, dołączam do grona osób, dziękujących Ci za ten dający kopa tekst 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

w każdym razie 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Dzięki! Ja też jestem nieuleczalnie chora i chyba potrzebowałam przeczytać ten tekst. Bardzo. Jesteś wielka, uwielbiam Twojego bloga. Pisz, nie przestawaj 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

a ja napisze o czymś czego na pewno nikt nie ruszy:

"Zrobienie siusiu po całym dniu wstrzymywania moczu"
tak! to jak grill po całym dniu pływaniu w jeziorze, jak cierpkie dzikie borówki na szczycie góry, jak czysta pościel po męczącym dniu i jak kubek herbaty z sokiem po jeździe na łyżwach. Uwielbiam właśnie takie chwile, wlaśnie wtedy czuje sie naprawde szczesliwa. Dla mnie szczęście nie jest stanem pernametnym, pojawia się właśnie przy takich z pozoru prozaicznych sprawach.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Idealnie to ujęłyście:)

Agnieszka Rumińska
Gość

Zaszłaś niesamowicie daleko. Zrobiłaś nieskończenie wiele.I kiedy czyta się ten tekst, masa emocji, myśli będących odniesieniem do własnych historii przewala się przez głowę. To, przez co przeszłaś godne jest podziwu. W głowie nie pojawia się myśl o współczuciu (pewnie nie było to Twoim celem), ale o podziwie i..zawstydzeniu. Lupę kierujemy na swoje życie i czujemy się zawstydzeni. Piszę w liczbie mnogiej, bo pewnie nie tylko ja się tak poczułam. Ale tym, co w tekście napawa mnie nieskończonym smutkiem jest fragment o umieralni. Człowiek zastanawia się, jaki miałby wtedy wyraz twarzy. Pogodny. Spojony. Pogodzony z losem – marzenie. A co jeśli… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Aniu lekarze się mylą z tą oceną długości życia w chorobie, sama znam chłopca niepełnosprawnego już pełnoletniego, który dawno nie powinien już żyć wg diagnozy lekarzy. Może wspaniała opieka rodziców czyni cuda. Poza tym wszystko jest "po coś" pewnie Twoja choroba też, skoro jak piszesz dużo dobrego z niej wynikło. "Każde cierpienie ma sens…. ", choć niełatwo je przyjąć

M
Gość
M

jak już ktoś napisał – dzięki temu postowi stałaś się bardziej autentyczna. i wiesz co? ze sceptycznego podejścia do Twoich rad zaczynam coraz bardziej w nie wierzyć. i mówię tu zarówno o odebraniu postu o bieliźnie dość dosłownie jak i o wielu przemyśleniach o wartości życia. jesteś tym mostem, uwierz. budujesz swoich czytelników i (również jak już ktoś napisał) – będzie o Tobie głośno! trzymaj tak dalej! :*

Anonimowy
Gość
Anonimowy

W tym roku zaczęłam studia na inżynierskim kierunku na politechnice. Poszłam tam bo wszyscy oczekiwali tego ode mnie. Że skoro potrafię ogarnąć matmę i fizykę i matura poszła mi dobrze to MUSZĘ tam iść. Zdobyć wykształcenie, zaczepić się w jakiejś firmie i zbijać kokosy. Co z tego, że mnie wcale nie kręci projektowanie rur. Ja wolałabym iśc do zaocznej szkoły na kosmetologie, a w tygodniu pracować w jakimś sklepie. Byłabym szcześliwsza bo robiłabym to co kocham i co jest moją pasją. Jak powiedziałam o tym pomyśle rodzicom to mnie wyśmiali. Przyznaję, nie mam odwagi zmienić swojego życia i zaczęcia robić… Czytaj więcej »

judiwerb
Gość

Wiesz co ? Mialam taki sam problem. Czy isc na studia inżynierskie bo tak trzeba czy isc na studium kosmetyczne i do pracy. Wszyscy mówili o studiach. A ja właśnie myslalam dużo o moim życiu, tym co lubie. O tym czy dam ludziom sobą rządzić. To w końcu moje życie. Nikt za mnie go nie przeżyje. I poszlam na to studium. A w tygodniu pracuje w sklepie połączonym z kwiaciarnia. Jestem szczęśliwa że wybralam tak a nie inaczej. Jak słyszę o zajęciach na inżynierii, kolokwiach z chemii, matematyki. To jestem szczęśliwa ze wybralam rak a nie inaczej. Uwielbiam moja prace… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

moja znajoma rzuciła matematykę po drugim roku i poszła do studium masażu. i jest bardzo zadowolona. a nie dałoby sie polaczyc kosmetologii z polibuda?

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Droga anonimowa przyszla inzynierko – kieruj sie glosem serca i nievpatrz na rodzicow, bo gdy oni juz umra ty nadal bedziesz zyla z gorzkim smakiem na ustach, ze nie przezylas zycia tak jak chcialas. Ja tez dostalam sie na cudowne studia, ktorymi wszyscy byli zachwyceni. Wszyscy tylko nie ja, wiec zdecydowalam ze na nie nie pojde, to strata czasu i mojego zycia+ moze jakis czlowiek z pasja serio chcial studiowac ten kierunek wiec zwolinlam swoje miejsce, moze kogos anonimowego uszczesliwilam w ten sposob bo dostal sie na rok dzieki mojej swiadomej rezygnacji – karma ot. 😉 a ja wyjechalam, mialo… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

i tak poryczałam sie po przeczytaniu.mocny.prawdziwy.potrzebny.anka duzo ci zawdzieczam.dziekuje naprawde.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ania, ja ********! Ja Ciebie tak kocham. Mam dzisiaj dołka, jestem do niczego, w nowej klasie nie czuję tego czegoś. Ale teraz….mam siłę!!

Anita
Gość

Mocny tekst, naprawdę fajnie, że go napisałaś. I mam nadzieję, że nie skasujesz, bo daje do myślenia. Może mój problem jest mniejszy, ale też zdrowotny. Mam problemy z krzywym kręgosłupem, do tego odkąd zaczęłam studia bardzo mi się obniżyła odporność, od 4 semetru zaczęłam ciągle chorować na anginę ropną + czasem przeziębienie. Miałam swoje wzloty i upadki, w jakieś wakacje zadbałam o zdrowie, kręgosłup itp – opisałam to szerzej na moim blogu. Ale kiedy dostałam pracę w zawodzie jednocześnie dalej studiując i po raz 3. w tym roku rozchorowałam się na nieszczęsną anginę uznałam, że nie ma co czekać na… Czytaj więcej »

viva la vida
Gość

świetny tekst 😉
ostatnio zrobiłam małą(wielką) rewolucję w swoim życiu i jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa 😉
pozdrawiam

Previous
Zimowa lista życzeń…moja i siostry :)
A gdyby został Ci rok życia? (Motywacyjny poniedziałek)