Dziewczyno, jeśli czekasz jak na szpilkach czy chłopak odpisze- wyłącz te cholerne powiadomienia! Za każdym razem jak słyszysz charakterystyczny dźwięk🔔, uwalnia się kortyzol a ty masz reakcję stresową. A potem i tak jesteś rozczarowana, że to 20% rabatu na sandały, a nie książę z tindera💁🏻‍♀️ PLUM-stres-PLUM-stres-PLUM-stres - zwariować można!
Plus może warto przemyśleć, czy to właściwa relacja? Nie fajniej dostawać niespodziewane wiadomości od których się rumienisz, niż czekać aż ktoś odpisze?
Oczywiście dotyczy to relacji nazwijmy to... romantycznych, nie takich bez zobowiązań!😉 Piszę o tym przy okazji zadania numer 16 w ramach wyzwania. Dopóki nie oddałam tej działki mojemu przyjacielowi i menadżerowi @troyann (takie 2w1 bywa wygodne!), cały czas byłam w trybie stand-by czekając na umowę, ustalenia, akcept, dalsze negocjacje. Piątkowy wieczór, daleka podróż - wieczny podryg na dźwięk powiadomienia, bo może to akurat to, na które czekam... Zawsze na jakieś czekałam!😏
Maciek przekonał mnie w Gruzji, bym się ich pozbyła. Na bieżąco migają mi tylko podczas korzystania z instagrama, co jest wygodne, szczególnie gdy odpowiadam na pytania do wyzwania. Ale uwolniłam się od maila! Lubię kontakt z Wami, ale z umiarem!
Prawie w ogóle nie odpowiadam już na messengerze, jeśli mam do kogoś coś pilnego - dzwonię lub piszę SMS. Wiem, że jeśli ktoś będzie miał coś pilnego do mnie - też wybierze taką formę!
I jasne, pierwszą rzeczą, którą kupię w Bangkoku będzie karta SIM i internet (ostatnio też tak było🙈), ale zrobię to by ogarnąć transport i nocleg, a nie by sprawdzić czy przez moją nieobecność w sieci świat czasem nie spłonął ;) Jeśli nie jesteś gotowa na krok o którym mówię, pomyśl o tych wszystkich razach, gdy czekałaś na kuriera z paczką i specjalnie nie wychodziłaś z domu, a on cię olał i zostawił paczkę w punkcie, albo napisał, że przyjedzie jutro🙄
Dziewczyno! Życie Ci przelatuje przez palce na tym czekaniu!
Napisałam to pod wpływem wiadomości z uczestniczką wyzwania, której smartfon przyrósł do ręki bo wiecznie czeka! ;) zdjęcie zrobiłam 3 lata temu po Azji, kojarzy mi się z wolnością!
#szczerze_pisząc #motywacja #wyzwanie #aniamaluje #powiadomienia #stres

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na...

Nie wiem jak szybki musiałby być aparat, aby uchwycić ten uśmiech na mojej twarzy😅 niestety mam domyślny bitch face, co nie znaczy, że odpowiada on temu co dzieje się u mnie w środku ;). Faktem jest jednak, że ludzie zawsze zauważają „ty się uśmiechasz” gdy się uśmiecham, bo jak ten uśmiech długo jest na mojej twarzy, to znaczy, że jest mi dobrze i błogo.
Ale dzisiaj to się śmieję cały dzień🤣 Nie dość, że wszystko mi fajnie wyszło, to jeszcze rozbawiły mnie do łez wasze wiadomości o tym, co dziwnego zrobiłyście podczas PMS🤪. Chodźcie na stories, jest fajnie! (Serio ten uśmiech jest rzadki, nie umiem się tak uśmiechnąć sztucznie, musi być totalnie autentyczny!)
#aniamaluje #szczerze_pisząc #zamioculcas #plantlady #crazyplantlady #pms #blogerka #uśmiech #radocha #frajda

Nie wiem jak szybki musiałby...

Ależ ja miałam od kilku dni podły humor! Niczym kiepski detektyw chwytałam się banalnych tropów, jak osłabienie i rozdrażnienie po chorobie, ciśnienie, pełnia księżyca, zły stan powietrza... Ten stan narastał od kilku dni, a ja miałam takie „wtf, o co ci chodzi dziewczyno?” Wszystko w życiu idzie jak trzeba, niektóre rzeczy nawet lepiej, skąd ten nastrój?
Zrzuciłam wszystko co mi leżało na wątrobie i co mnie gniotło w różnych sytuacjach, ale nie pomogło.
W życiu bym nie wpadła na to, że z opóźnieniem trzepnęła mnie książka i czytanie o szalenie skomplikowanej sytuacji w Myanmarze (Birmie).
Tak już czasami mam, że reaguję z opóźnieniem. 
Czasami zadziwia mnie z jaką lekkością jednego dnia przeżywam frustrację, bo w żaden sposób nie mogę spuścić napięcia, a drugiego mam wyborny humor, uśmiecham się szeroko i zaśmiewam z prymitywnych memów.
Tylko czemu zawsze to uwolnienie przychodzi wtedy, gdy pozwolę sobie na te brzydkie emocje i przestanę z nimi walczyć?
Pewnie z tego samego powodu, dla którego ludziom wychodzi podryw gdy odpuszczą, a nie desperacko próbują bardziej.
Ale mi teraz dobrze po pozbyciu się tego dziwnego ładunku! Uczucie jak zdjęcie niewygodnych butów po całym dniu! Albo jak dobiegnięcie do domu i zrobienie siusiu po godzinie wstrzymywania resztką woli🙃

Super ważna lekcja dla mnie: bardziej poddawać się falom, nie walczyć z nimi, bo się utopię!

#tajlandia #thailand #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #szczerze_pisząc

Ależ ja miałam od kilku...

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1 czy 2? I tak się zawsze kończy z nogami na ścianie🤣, ale taka mała refleksja, którą chcę się podzielić - jestem z siebie dumna! Kiedy bardziej chorowałam, wymyśliłam sobie, że muszę mieć w życiu coś, co da mi niezależność i pozwoli zarabiać nawet wtedy, gdy ja nie będę w stanie pracować. Aż do wczoraj nawalało mnie gardło, więc napakowałam czas spotkaniami towarzyskimi i nawet wciągnęłam serial, bo z pracką mimo chęci to jakoś nie szło. I super czuję się z tym, że:
- MOGŁAM.
Nie żyję bez poduszki finansowej, mogę powiedzieć sobie - Ania, teraz nie pracujesz, zluzuj
- nic nie robiąc* i tak zarabiałam. Moja wydana w 2013 książka, której w ogóle nie promuję bo mi się już nie podoba(!) jak co roku złapała się w styczniowe flow i dała mi hajs. 
I to jest super rzecz, za którą jestem bardzo wdzięczna, bo i tak pozwalam sobie na miesiąc w Azji (podczas którego nikt nie zwolni mnie z płacenia za mieszkanie itp), a tutaj niemiłe niespodzianki nie niszczą mojego komfortu.
Ogromnie mnie to cieszy, bo wiem, że wiele osób „nie może sobie pozwolić na L4” z grypą, bo niższa pensja oznacza kłopoty finansowe a normalnie jest na styk😪O ile w ogóle są ubezpieczonymi szczęśliwcami na etacie!
Cieszę się, że udało mi się od tego uchronić! *przesadziłam z tym „nic nie robiąc” bo believe me or not - pytania do wyzwania i wyzwanie sprawiają, że siedzę na IG 5h dziennie😰 ale robię to za darmo i od siebie, nigdy nie prosiłam o patronite itp, więc still - nie robię w styczniu nic zarobkowo.

Cholernie mnie to cieszy, że mam komfort życia bez strachu i chociaż nie zarabiam bardzo dużo, to mogę sobie pozwolić na luksus chorowania.
I przeraża mnie, że w 2020 chorowanie stało się luksusem. 
Strasznie! 
#aniamaluje #szczerze_pisząc #książka #czytam 
#parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1...

Czy nie możemy próbować być TROSZKĘ lepsi bez tej całej napinki?
Bez zawstydzania nastolatek na utrzymaniu rodziców, że nie mają każdej jednej rzeczy eko i zero waste i w ogóle instagramowa policja approved?
Bez wytykania komuś lotu na chrzciny kuzynki, bo ślad węglowy i straszne zło?
Komuś, kto zaczął przygodę z byciem wege, że robi za mało?
 Nie podoba mi się napinka wyzwalająca poczucie, że jeśli stać cię tylko na malutki kroczek, to jesteś ZŁY I NIEDOBRY. Nie jesteś!
Wrzucając  jakieś linki do swoich starych tekstów (powiedzmy do 2016) często zaznaczam: dzisiaj napisałabym to inaczej. Dlaczego? Bo jestem bardziej empatyczna i rozumiejąca, złagodniałam. Nie lubię rewolucji, wolę łagodną ewolucję i dojrzewanie do zmian. Dlatego chociaż sercem jestem np. za bardziej eko, tańszymi i zdrowszymi (może za rok ukażą się badania, że jednak nie!) kubeczkami menstruacyjnymi, to nie wyobrażam sobie zawstydzania kobiet, dla których ten krok to za dużo. Bo mogę edukować i wyjaśniać, ale jestem za wyborem. I rozumiem gdy jest inny niż mój!
Tak samo jak rozumiem, że ktoś kupi bikini za 50 zł, na aliexpress zamiast takiego samego za 150 w sieciówce, bo ma ogólnie po opłaceniu wszystkiego 400 zł w budżecie i o takim szytym w Polsce w duchu eko to może pomarzyć. 
Chciałabym abyśmy bardziej próbowali się rozumieć, a mniej oceniać i osądzać. Pokaz innym jak żyjesz, zainspiruj do czegoś fajnego, ale nie wywołuj poczucia, że jest gorszym człowiekiem. Po co?
Nie zawsze da się wybrać idealnie, warto pomyśleć, że inni dokonują najlepszych wyborów jakich potrafią.
#noshame #aniamaluje #szczerze_pisząc #piesek #dogsofinstagram #wakacje #lato #toniemojpies #niestety

Czy nie możemy próbować być...

Jakiś czas temu wróciłam do robienia sobie autoportretów. Kiedyś dawało mi to frajdę, potem uznałam za dziecinne i głupie. Dzisiaj uważam, że dziecinne to jest nazywanie rzeczy przynoszących frajdę dziecinnymi🙃

Gdyby nie samowyzwalacz i kilka serii, to pośród kilku całkiem niezamierzonych sexy póz, nie znalazłabym tej! Perełka🤣
Mama całe dzieciństwo mi mówiła: usiądź jak człowiek! 
Dzisiaj to samo mówi mi fizjoterapeuta. A moje nogi plączą się na przedziwne sposoby i na krześle i na tym legowisku, które zrobiłam sobie do czytania😅
Co jest ironiczne, bo mam szeroki parapet o którym zawsze marzyłam, że czytanie z kubkiem gorącej czekolady w oknie... kupiłam nawet piankę tapicerską na ten parapet by było miękko w tyłek i co? W ogóle na nim nie siadam! 
Fun fact: kiedyś potrafiłam założyć sobie nogi za głowę, ale raz nie mogłam się z tego potem rozplątać😅
Czy są tu jakieś osoby dzielące mój problem z nogami? Odezwijcie się, może moja mama zrozumie, że to nie jest moja złośliwość, że przy obiedzie zdarzyło mi się siedzieć po turecku🤦🏻‍♀️ #aniamaluje  #szczerze_pisząc #czytanie #książka #nogi #autoportret #interiordesign #zamioculcas #plants

Jakiś czas temu wróciłam do...

No i jak, miała być realizacja postanowień „od nowego roku” a jakoś kacyk i zmęczenie nie sprzyjają treningowi a ze zdrowym odżywianiem też ciężko?
Startuję z czymś banalnym, bo cóż może być bardziej oklepanego niż wyzwanie styczniowe?🤪Ale na zachętę powiem, że miało wystartować rok temu, ale uznałam, że jest niedopracowane. Dałam je dziesięciu osobom, które przesłały mi swoje uwagi, podzieliły się trudnościami i je ulepszyłam.
UWAGA! To nie jest jedno z tych pięknych wyzwań, gdzie zapisujesz swoje wyniki w ślicznym notesie brokatowymi cienkopisami. Tu trzeba trochę pozasuwać w realu, nie w marzeniach!
Nie chciałam, by było jak te wszystkie rzeczy z pinteresta albo filmiki z pięciominutowymi DIY, które oglądasz, mówisz pod nosem, że fajne (a może nawet zapisujesz w zakładkach!) ale nigdy nie realizujesz🤫
Ono jest po prostu skuteczne.
30 zadań, na które jest 45 dni.
Lżejsze i trudniejsze.
Codziennie na stories! 
Aha, oczywiście wystartowałam z wyzwaniem, ale nie wymyśliłam nazwy, więc przygarnę propozycje 
#wyzwanie #nowyrok #motywacja #aniamaluje #szczerze_pisząc #nogi #nylons #rajstopy #kropki #kropeczki #polkadot #zamioculcas

No i jak, miała być...

Nadchodzi fala podsumowań  od tych, którym wszystko się udało (i fajnie!👏🏻) a przyznam, że nie zrealizowałam żadnego kluczowego celu na 2019🤪
I nie jestem zła! Ani trochę!😲
Miałam jakieś założenia odnośnie tego, co bym chciała osiągnąć.
A potem poczułam, że sama kasa jest dla mnie za małą motywacja i mogę to zrobić, ale nie czuję z tego radochy. 
W 2019 dałam sobie plaska w twarz i zastanowiłam się , czego NAPRAWDĘ CHCĘ. Nie zawsze to były fajne myśli! ✅przestałam uciszać ten głos, który mówił czego pragnę, a który uciszałam, bo nie pasował mi do moich wyobrażeń o mnie samej.
Ale kiedy ich posłuchałam, to o jeju! Zaczęło mi być fajniej w życiu. ✅ Np. niedziele tylko dla mnie (dzisiaj to święto ruchome). Nie zdawałam sobie sprawy jak ja bardzo potrzebuję przestrzeni TYLKO dla siebie! ✅ Jestem asertywna bez poczucia winy i strachu przed tym, że ktoś uzna mnie za niemiłą (nie muszę być miła!)✅ Piszę bloga znowu dla przyjemności, bo choć Wasze propozycje tematów są super, to ja muszę czuć moment i dać myślom dojrzeć, nie jestem wyrobnikiem tworzącym na zawołanie. Nie chcę być!
✅ Przestałam patrzeć  na liczby i zastanowiłam się, czy w ogóle chcę być instagramerką i blogerką. Nie chcę. Chcę być Anią, która ma bloga i instagrama.

To był naprawdę dobry rok, chociaż nie postawię spektakularnych ptaszków na kartce z celami! Jak ja mogłam w ogóle mieć cele, nie wiedząc czego chcę?🙈
To był mój taki gap year, w którym przypadkiem zarobiłam najwiecej w życiu (i większość przehulałam!) ale niczego nie żałuję!

#aniamaluje #szczerze_pisząc #barcelona #parkguell #sukienka #podróże #podróżemałeiduże #catalunya #cele #podsumowanieroku #podsumowanie2019 #motywacja

Nadchodzi fala podsumowań od tych,...

Święta święta i po świętach😅 zawsze chciałam wcisnąć gdzieś to  zdanie🤭
Gdy powiedziałam, że spędzam sylwestra w wannie, zetknęłam się z dwoma typami reakcji:
👉🏻 zapraszam do mnie/do nas, co będziesz sama siedzieć!
👉🏻 też bym tak chciała, ale jakoś nie umiem odmówić i się wykręcić 
Ja akurat z odmawianiem czegoś, czego nie chcę, NIGDY nie miałam problemu. Dziadek mnie nauczył, że mam nie uszczęśliwiać nikogo swoim kosztem i jestem mu za to wdzięczna. 
Inna sprawa, że odmawiałam w tak fatalnym stylu, że o jeju. Dzisiaj nie szukam wymówek, nie mam problemu by zamiast wymyślać pogrzeb ciotki albo zapalenie gardła powiedzieć „dzisiaj mam potrzebę poczytać książkę, ale dzięki za zaproszenie”.
I tyle.
Więc tak zupełnie szczerze, to ja naprawdę nie kumam tych wszystkich tekstów o kulturowej presji by coś robić, bo ja nigdy nie pozwoliłam jej wejść na głowę🙈 Nie  piszcie proszę, że wymaga to ode mnie jakiejś odwagi, bo co to za odwaga, gdy się nie boisz?🤪
Jestem jak ten egipski kapłan, który wiedział czym jest zaćmienie słońca, więc nie padał przestraszony na kolana. Zbyt wiele złych rzeczy na świecie dzieje się z powodu argumentu „bo tradycja”, bym uważała go za argument sensowny (niech obrzezanie dziewczynek tępymi żyletkami będzie przykładem).
Ciekawe jest też to, że wiele osób uważa, że ja będę w Sylwestra smutna i samotna😂 jeju, miałam w życiu kilka fajnych imprez, w tym zabawę na tajskiej plaży, po której wsiadłam w samolot i obudziłam się w Katarze. Ale nic nie przebije sylwestra z zeszłego roku, gdy leżałam w wannie z tak gorącą wodą, że aż parzyło, a po 5 minutach dolałam sobie jeszcze gorętszej. Cały dzień traktowałam się jak księżniczkę i rozkoszowałam się czasem ze sobą. Ale nie tak, że przeglądałam memy i chodziłam w rozciągniętym dresie, tylko jadłam pyszne rzeczy, paliłam pachnące świeczki, nałożyłam maseczkę na twarz i na włosy, delektowałam się książką.
Każdy ma swoją definicję radochy!
#grudzień #december #sukienka #sylwester #2020 #aniamaluje #szczerze_pisząc #presja #motywacja #radość #starezdjecie

Święta święta i po świętach😅...

Tak szczerze, to nigdy nie praktykowałam w sercu tej religijnej części świąt, bo najpierw byłam za mała, a potem mój dziecięcy umysł nie mógł uwierzyć w Boga, który pozwala mojemu dziadkowi umierać właśnie na raka.
Jeny, ja to umiem zrujnować atmosferę! 🤭
Więc tak wyszło, że ja się po prostu nigdy nie wkręciłam w religię i to się nie zmieniło. Trochę dziwią mnie te pytania o to, czy obchodzę święta. Robię tak jak zawsze! Lepię pierogi, robię sałatkę jarzynową, one nie mają wyznania😉 nie widzę powodu aby sprawić tego dnia przykrość babci i się z tego całkiem wymiksować. Podobnie jak wierzący ludzie chodzą przecież do lekarza, zamiast się jedynie modlić😊.
Jeśli dla kogoś święta to czas podziałów i rzuconego z pogardą „niewierzący nie powinni mieć wolnego”, to chyba źle zrozumiał coś z nauk Jezusa🤪
W każdym razie, ja mam wolne kiedy sobie wymyślę, bo taki sobie wykombinowałam styl pracy🤣

Dobra, wracając do milszych aspektów! Cieszycie się z małych rzeczy? Ostatnio widziałam filmik jak dziecko cieszyło się z zapakowanego w świąteczny papier banana🍌😅 jeju ja też taka byłam! Mój kochany dziadek dawał mi badziewne figurki albo paczkę żelków, a ja miałam radochę cały dzień. Dawał mi je z taką radością i całą celebracją, tym „zgaduj zgadula, w której ręce złota kula” albo „ence pence w której ręce”, że po prostu mordka sama się śmiała. 
Napisz mi tu proszę jaki prezent sprawił Ci największą radość w dzieciństwie.
Lubię czytać takie rzeczy!♥️
#święta #prezenty #radość #choinka #xmass #dzieciństwo #dziecko #aniamaluje #dziewczynka #dzieci

Tak szczerze, to nigdy nie...

Brak zgrania

   Opowiem Wam o pewnej przykrej sprawie, która rzuciła cień na mój pobyt nad Morzem. Może to sprawi, że ktoś następnym razem pomyśli

Sprawa jest już wyjaśniona, ale spowodowała duży zgrzyt. Jak wiecie – a przynajmniej – jak Ci, którzy śledzą mnie na Instagramie wiedzą –  jestem tutaj na wakacyjnym wolontariacie. Wraz z innymi wolontariuszami prowadzimy zajęcia, a potem mamy czas całkowicie do naszej dyspozycji. Jest sześć osób i jeden klucz. Jeden. Do środy radziliśmy sobie z tym fantastycznie. Niestety później nie było tak fajnie.
Podzieliliśmy się na dwie trzyoosobowe grupki. Ja z koleżankami wybraliśmy się w jedną stronę, druga ekipa w przeciwną. Wychodzili z pokoju dużo później niż my, więc to oni byli szczęśliwymi posiadaczami spornego klucza. Gdzieś w połowie naszej pieszej wyprawy do sąsiedniego kurortu zadzwonił telefon, że wychodzą się przejść i dostarczą nam klucz o 20:00.
Ok, pomyślałyśmy, że zaraz pora wracać, aby ogarnąć się na tą 20:00, założyć coś z dłuższym rękawem i może jakieś spodnie. No i iść gdzieś dalej 🙂 10 minut przed ustaloną godziną koleżanka dzwoni w sprawie  klucza – hej, gdzie jesteście, bo my już prawie na miejscu. Odpowiedź nas zamurowała – za 15 minut będziemy schodzić z plaży. Plaży, w kurorcie oddalonym o kilka grubych kilometrów. Ale jechali samochodem więc tylko mówimy ok, to szybko się ogarnijcie, bo jest zimno i czekamy.  Niegrzeczny był fakt, że nikt nie zadzwonił wcześniej i nie uprzedził o spóźnieniu, ale przynajmniej wiedziałyśmy, że nie ma sensu pędzić. Ogarnięcie się i dojechanie samochodem powinno zająć maksymalnie 15 minut, więc poślizg ostatecznie nie byłby taki duży. Poszłyśmy więc dłuższą trasą.
Po części dlatego, żeby nie stać i nie przebierać z zimna nogami pod miejscem noclegowym, po części dlatego, że szukałyśmy miejsca z toaletą. Robiło się zimniej i zimniej. Miejsce w którym przebywamy nie jest jakimś wielkim kurortem, a małą wioską z plażą i dostępem do morza. Kawiarni, kawiarenek i innych knajp czynnych wieczorem raczej brak. No chyba, że przy plaży, do której musiałybyśmy wracać jakieś 4-5 km. Słabo.
Jest zimno i robi się coraz mniej przyjemnie. Knajpki z toaletą brak, mamy ciężkie torby i w końcu ok 20:30 to my decydujemy się zadzwonić z pytaniem, gdzie oni do cholery są. A jeszcze do biedronki weszliśmy.
Szok. Biedronka w sąsiedniej miejscowości. Całodobowa biedronka nad morzem. Kolejki jak PRL-u. A my marzniemy bez klucza, bo wychodziłyśmy jak było cieplutko, a teraz miło nie jest.
Skończyło się na wybłaganiu babeczki z jakiegoś hotelu, aby udostępniła nam toaletę służbową – koleżanka porządnie przeziębiła sobie z tego wszystkiego pęcherz. Na szczęście pani była bardzo uprzejma i jak usłyszała skróconą historię, wpuściła nas w ostatniej chwili. Dwie sekundy później pęcherz koleżanki przestałby słuchać.
Głodne, złe, przemarznięte i podziębione znalazłyśmy się w miejscu zakwaterowania dopiero o 21:25.
Nie wiedzieliśmy, że będziecie punktualnie. 

To był moment, kiedy wszystko we mnie zawrzało. Nie dość, że ktoś SAM proponuje godzinę, to jeszcze nie potrafi się na nią stawić, uprzedzić telefonicznie o poślizgu i wybiera się do biedronki wiedząc, że inni czekają i są uzależnieni od klucza. A na koniec okazuje się, że to nasza wina, bo przesadzamy  i nikt nie wiedział, że będziemy na czas.
To jest dziecinada level over 9000.

Sprawa jest już wyjaśniona, ostatecznie zostałyśmy przeproszone, ale hej, tak się nie robi. Nie piszę tego za niczyimi plecami, bo mój blog nie jest tajemnicą, ale może ktoś zastanowi się w przyszłości?
Kiedy sam wyznasz godzinę spotkania, traktuj ją jak świętość. Kiedy masz jakiś problem, np. Twój pociąg stanął i nie wiesz co się dzieje – uprzedź o tym drugą stronę. Może jeszcze nie wyszła z domu i spokojnie dopije herbatę? Nie ma nic gorszego niż stać i czekać na kogoś, nie wiedząc co się stało. I wreszcie – kiedy wiesz, że ktoś na Ciebie czeka z Twojej winy, nie wchodź jeszcze na długie zakupy do sklepu! Zrobisz je później. Na koniec kultura nakazuje przeprosić za spóźnienie.
Nie chciałabym, aby w komentarzach rozpętała się jakaś nagonka, nie jestem osobą pamiętliwą, ale może dzięki temu następnym razem ktoś się dwa razy zastanowi?  A może ktoś z Was miał taką niemiłą przygodę i wie jak radzić sobie w takich sytuacjach? My jesteśmy zakwaterowani w szkole i nie mogłyśmy posiedzieć sobie w recepcji ani zdobyć zapasowego klucza… 🙂


Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na “głównej”) –

 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin 🙂

Follow on Bloglovin

Uściski, Ania

57
Dodaj komentarz

avatar
35 Comment threads
22 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
::MaGic Lov::Artinowy ŚwiatBarbaraMartaAniamaluje Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
almondcake
Gość

A, zawsze mnie taka postawa denerwowała, może dlatego, że ja jestem chorobliwie punktualna i zawsze jest mi głupio kiedy nie mogę zdążyć z czymś na czas. Jak wiem, że ktoś się spóźnia, umawiam się z nim na godzinę wcześniej, żeby ten ktoś przyszedł o właściwej godzinie, która mi pasuje 😀

Ania Abakercja
Gość

rozwaliło mnie "Nie wiedzieliśmy, że będziecie punktualnie"

nie wiem, jak długo tak byliście, ale gdyby to było dłużej niż 3-4 dni pewnie machnęłabym ręką na te kilka złotych i dorobiła sobie klucz (no chyba, że takiego punktu w tej małej miejscowości nie byłoby). swoją drogą jeden klucz na 6 dorosłych osób to średnio komfortowe wyjście.

Itysia
Gość

życzę powodzenia w dorabianiu kluczy do szkoły… Do hotelu może też dorabiać jak się większą grupą jedzie? 🙂

Wreddu
Gość

Dadajmy jeszcze do tego teksty "jak już wszystko będzie wiedzieć, co i jak to napisze", a tu wiadomości ni widu ni słychu… A ty czekaj jak ostatni idiota.

Oludzie
Gość

Ja kilka razy jadąc na korepetycje pocałowałam klamkę. Albo jak przyjechałam przez pół Bydgoszczy i miałam już wysiadać, dostałam telefon, że jednak zajęcia odwołuje, bo rehabilitacja się przedłużyła.
Najlepsza była sytuacja, kiedy to wstałam o 4.30 na 5.30 na PKS żeby być po 9 w Bydzi i o 10 dowiedzieć się, że korki o 12 odwołane, bo dziewczyna zapomniała, że ma wizytę u lekarza.. Nie chodzi mi, że takie rzeczy nie mogą się zdarzać, ale to wszystko było związane z jedną i tą samą osobą. Przepraszanie przepraszaniem, ale to ma sens, jeśli jest postanowienie poprawy 😛

Itysia
Gość

Chociaż szła do lekarza a nie tak po prostu "bo nie", jak u mnie 🙁

Kangarooo
Gość

najbardziej lubię " już idę" – kiedy siedzi jeszcze w domu, albo "już wychodzę" – kiedy akurat maluje usta. 😉

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ja za to miałem kiedyś inna sytuację.Miałem koleżankę, obiecałem, że pomogę jej się przygotować do kolokwium poprawkowego. Trzeba dodać – jej kolokwium ( ja już dawno temu zaliczyłem ten przedmiot). Byliśmy umówieni na 13.Jadę przez pół miasta; jestem punktualnie. Na miejscu, dzwonię, by mnie wpuściła. I szok, niedowierzanie.Koleżanka jeszcze nie wstała. Nie wpuści mnie do środka, bo jest półnaga, musi wziąć prysznic, ogarnąć włosy etc (mimo, że było już popołudnie). "Załóż byle co i wpuść mnie do środka""Nie, poczekaj chwilę"Czekałem chyba z godzinę. Międzyczasie odwiedziłem Biedronkę, przeszedłem się po okolicy. Wreszcie koleżanka zadzwoniłam, że mogę łaskawie przyjść. Oczywiście, nie widziała… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Chyba zawróciłabym do domu. Toż to kpina.
Ehh, ale łatwo mówić – gdy sama na studiach także pozwalałam niektórym wchodzić sobie na łeb. Takich ludzi jest pełno – leniuchów, którzy nie dość, że są niesłowni to jeszcze za grosz u nich instynktu samozachowawczego.

Kiniaczek
Gość

Ja jak się z kimś umawiam to wolę być nawet 30 min wcześniej, niż to aby druga osoba miałaby na mnie czekać. Wiem jakie to irytujące na kogoś czekać więc staram się tego unikać 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

30 minut to chyba lekka przesada i w pewnych sytuacjach może spowodować skrępowanie.
Chociaż… to wszystko zależy od kontekstu 😉

Miśka Grabowska
Gość

O mój Boże… prawie 1,5 godziny poślizgu? Nieźle… A i tak czytając to twierdzę, że utrzymałaś nerwy na wodzy… Nie wiem, co ja bym zrobiła, ale masz rację. Gdy ktoś SAM ustala godzinę, raczej wypadałby się jej trzymać i powiadomić o względnych spóźnieniach…;/
Pozdrawiam ;*

Miśka
misiayou97.blogspot.com/

P.S.: Zapraszam na konkurs. Prosty konkurs, w których najprawdopodobniej już dziś poznamy zwycięzcę. Gdy tylko stuknie mi 100 000 wejść 😀

Anonimowy
Gość
Anonimowy

A ja napiszę z punktu widzenia i osoby spóźnialskiej i tej co nieraz na kogoś czekała 😛 Znając swoją tendencję do spóźniania wyznaczam np. godzinę spotkania na 20 jednocześnie ogarniając się na tą wcześniejszą, np. docelowo 1930 😛 dziwne, ale u mnie działa. No i nie mogłabym znieść że ktoś przeze mnie ma kłopoty więc tu chyba jednak chodzi o totalny brak odpowiedzialności – sama wolę do kogoś dryndnąć i powiedzieć że się spóźnię – właśnie w nadziei że albo ktoś jeszcze jest w domu albo może sobie np. zaplanować na ten czas jakieś swoje sprawy jeśli już dotarł. Oczywiście… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Też jestem okropnie spóźnialska, ale na Twój sposób jeszcze nigdy nie wpadłam. Będę stosować 🙂

joule
Gość

Bardzo nie lubię spóźniania! Staram się tego unikać jak ognia. Dla mnie spóźnianie bez uprzedzenia/przeproszenia to postawa olewcza, wyrażająca typowo brak szacunku wobec mnie i mojego czasu. Może też czasem przesadzam, ale cóż poradzić – tak to odbieram.

Patrycja Malinowska
Gość

Jak ja nie lubię nie punktualności. Dla mnie to jest znieważanie drugiego człowieka grrr….

Anonimowy
Gość
Anonimowy

przykro mi, paskudna sprawa, ludzie jakos tak nie mają wyczucia

szczurnięta
Gość

Ja niestety jestem straszną spóźniarą, jeśli chodzi o spotkania towarzyskie. Jeśli wiem, że jest coś ważnego, to zazwyczaj jestem przed czasem. Z koleżankami umawiam się po prostu tak, że puszczam sygnał jak wychodzę i wtedy można się lepiej zgrać.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ja nie potrafiłabym znieść myśli, że przez moje zachowanie narażam kogoś na niedogodności. Zrobiłabym wszystko ,aby zminimalizować "straty" podjechać jak najszybciej, wysyłałabym smsa z informacją co 5 minut, aby druga strona wiedziała co się dzieje. Nie wiem, dla mnie to naturalne i zupełnie oczywiste :).
Ale

Karolina Franieczek
Gość

To najbardziej znienawidzona przeze mnie sytuacja. Ktoś się ze mną umawia, podaje godzinę, ja się ogarniam, zwijam jak w ukropie, żeby być o określonej porze (zawsze jestem kilka minut przed czasem – chociażby po to, żeby się zorientować np. w nowym miejscu) i w większości przypadków kwitnę i czekam. A najgorsze jest to, że z tych wszystkich razów praktycznie nigdy nie usłyszałam choćby zwykłego przepraszam. :/

Magda Lena
Gość

Mam wrażenie, że wiele osób nie szanuje cudzego czasu… zwłaszcza w dobie komórek można zawsze kogoś zawiadomić o spóźnieniu. Przykre i irytujące, ja bym się mocno wkurzyła i pewnie nie przebierała w słowach ;P

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ja nie mogę się doprosić mojej opiekunki praktyk o wypisanie dokumentów. Bylam tam już 3 razy, z czego 2 terminy ustaliła ona sama- i nic! Ani be ani me bo ona nie zdążyła. Co z tego że ja marnuję swój czas i pieniądze na dojazd, do tego czuje się jak idiotka. Teraz czekam na telefon od niej, miała dzwonic wczoraj- chyba nie muszę mówić że tego nie zrobiła? Co najśmieszniejsze to właścicielka biura tłumaczeń, można by pomysleć że dotrzymywanie terminów ma we krwi…

bubejzi
Gość

Nienawidzę jak ludzie sie spóźniają, nawet kilkanaście minut.Gdybym miała czekać tyle samo co Ty, do tego w takich warunkach to bym wielka awanturę zrobiła, chociaż jestem bardzo spokojną osobą. Moim zdaniem świadczy to o braku kultury danej osoby i szacunku. Niestety choć bym nie wiem jak sobie tłumaczyła to zawsze będę zirytowana jak ktoś sie spóźnia. 😉

Płaszczoobrosła
Gość

I takie nieodpowiedzialne osoby zajmują się dziećmi?

Ja ogólnie też nie cierpię, jak ktoś ma się spóźnić, czy nie dotrzymać słowa a nawet nie poinformuje…

Anna / Kosmetykoholizm
Gość

Staram się być punktualna, ale bywa, że nie dam rady. Zawsze wtedy uprzedzam o tym fakcie.
Strasznie mnie wkurza taka bezmyślna niepunktualność

gorzkakokoszka
Gość

Sytuacja irytująca, ale koleżanka nie mogła wysiusiać się w krzaczkach?

megirosa
Gość

Ja osobiście sobie tego nie wyobrażam 🙂 przypomina mi się taks sytuacja z dzieciństwa, jak byłam na wycieczce w czasach podstawówki, opiekunki zamiast zrobić postój na jakiejś stacji benzynowej to zatrzymały autokar pod jakimś lasem i kazały dzieciom tam sikać o_O mnie to nie pasowało i musiałam dalej trzymać xD nie wiem skąd w ogóle taki pomysł, pewnie za darmo i szybciej, no ale kurczę, w xxi wieku chyba mamy prawo sikać w cywilizowanych warunkach? 😀 sory za komentarz nie na temat

gorzkakokoszka
Gość

Wiadomo,że sikanie w ludzkich warunkach jest lepsze 🙂 Ale czasem są takie sytuacje kryzysowe jak ta. Ja np. mam tak, że mam częsta potrzebę zalatawiania takich potrezb i nie wytrzymałabym jakbym taka droge miała czekac do toalety.

Itysia
Gość

Racja, trzeba było zdjąć majtki przy ludziach ewentualnie iść po kleszcza w trawę. Nie od dziś wiadomo, że lepiej mieć kleszcza w pupie niż poczekać na sposobność. A ci z syndromem wstydliwego pęcherza powinni wyginąć w ramach selekcji naturalnej 😉

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Chyba nieco dramatyzujecie. Lepiej jednak lujnąć w krzaki, niźli potem męczyć się z przeziębionym pęcherzem.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Nie chcialabys z przez odbił bym pęcherzem iść w krzaki, wierz mi… Moim zdaniem opcja z publicznym kibelkiem spoko

gorzkakokoszka
Gość

Ok, każdy by zrobił jak uważa, to intymna sprawa, tylko stwierdziłam fakt 😉 Ja bym sie posikała w majtki, więc wolałabym wybrać opcję z krzakami 😉 Koniec tematu, bo o czym innym byl post. W każdym bądź razie ja bardzo nie lubię spóźnień, sama spóźniam się rzadko, właściwie nigdy, a jeżeli mam się spóźnić to uprzedzam o tym drugą osobę jak najwcześniej się da, po to, żeby mogła sama na spokojnie się wyszykować, nie wychodzić za wcześnie itd. Nie lubię nie szanowania czyjegoś czasu.

Alex T
Gość

Jak ktoś stawia mnie w podobnej sytuacji zawsze myślę sobie, że musi mieć niezły tupet i dość wysokie mniemanie o swojej osobie – bo jak można z pełną świadomością, że ktoś na ciebie czeka ot tak go olać i pojawić się późnej? wiadomo, że nie można generalizować ale dla mnie osoba, która każe na siebie czekać jest po prostu skrajnie egocentryczna (+ natychmiastowe odbicie piłeczki "ale cośtam" też świadczy o osobie, że nawet do głowy nie przyjdzie, iż mogli zrobić coś nie tak – pierwsza reakcja agresywna obrona zamiast wysłuchania drugiej osoby i chociaż krótkiej refleksji)

Justinee
Gość
Justinee

Nie lubię tego. Dla mnie to jest lekceważące i oznacza brak szacunku, na co się nie godzę. Owszem umawiamy się, spóźniamy się(to jestem w stanie tolerować, choć z uprzedzeniem), ale nie robimy wariata, mówiąc, że jesteśmy tu i tu a tak w ogóle to skoczyliśmy do Biedry i nie wiedzieliśmy, że jesteście takie punktualne. To nie jest trudne spóźnisz się uprzedź, zadzwoń, napisz. Sama jestem punktualna irytuje mnie takie zachowanie. Tak się nie robi, ale dobrze, że już wszystko wyjaśnione. 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Nienawidzę spóźnialstwa . Dlatego ,że mam przykre doświadczenia związane z takim zachowaniem.Miałam koleżankę która nagminnie się spóźniała , notorycznie .Chociaż to ja byłam ta dojeżdżająca (mieszkałam za miastem) to zawsze starałam się być na czas ,a nie raz jak przyjechałam to pocałowałam klamkę i czekałam na koleżankę 10 min- 1 godz ( nie mieliśmy jeszcze wtedy telefonów kom. bo to było około 14 lat temu i nie każdego było na niego stać 🙂 ). Ta koleżanka bardzo rzadko do mnie przyjeżdżała bo to stanowiło dla niej barierę prawie nie do przeskoczenia więc to ja byłam skazana na stanie pod klatką… Czytaj więcej »

Itysia
Gość

Podoba mi się zakończenie historii 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Całkowicie się z Tobą zgadzam Aniu. Ja sama STRASZNIE nie lubię takich sytuacji, kiedy ludzie się tak zachowują. Mam wrażenie,że za nic mają mój czas i go po prostu marnują. Denerwuje mnie ciągłe czekanie za kimś, albo spóźnianie się. Ja sama wychodzę zawsze wcześniej i jestem na czas a ta druga osoba sobie to "oleje". Grrrrrr aż mną zawrzało 😀 /mo

Tekla
Gość

Nieodpowiedzialność ludzi i brak wyobraźni przerażają mnie czasami.
Chciałabym zobaczyć Twoją minę Aniu, jak oni już przyjechali 😀
pozdrawiam 🙂
Tekla

gosshaa
Gość

Nic tak nie wkurza jak to, że ktoś traktuje rzuconą przez siebie obietnicę (obojętnie czy dotyczy to klucza czy życia i śmierci) lekko i zupełnie nie przykłada się żeby ją spełnić albo chociaż poinforomować o zmianie sytuacji. Spotkało mnie to w innym kontekście ale można wybuchnąć wobec takiego lekceważenia. A często wystarczy krótki sms 😉

illonky
Gość

Ja ostatnio zostałam wystawiona przez znajomą, umówiłyśmy się na 5 września na kosztowny całkiem wyjazd, a ona zadzwoniła wczoraj, że jednak nie da rady, przy czym to ona nakręcała mnie na niego dość mocno, ja miałam być powiedzmy "do towarzystwa". Owszem, uprzedziła mnie, ale niesmak mam (bo to kolejny raz, kiedy odmawia spotkania). Umawiając się z kimś staję na głowie, żeby dopiąć terminów, gdy wiem,że się spóźnię zawsze, ale to zawsze dzwonię przynajmniej godzinę wcześniej – zanim ktoś wyjdzie z domu i mówię sory,coś mi wypadło, ale będę na pewno. Też wyznaję zasadę pierwszeńśtwa – jak umawiam się z X… Czytaj więcej »

Magdalena Dudka
Gość

Oj jak ja dobrze znam takie sytuacje… Dodatkowo moja koleżanka z pokoju, która zabierała zawsze klucz specjalnie wracała późno, żebyśmy z drugą koleżanką musiały czekać, a później się spieszyć, bo dzieciaki już czekały na popołudniowe zajęcia. Na szczęście załatwiłyśmy sobie zapasowy klucz. I naszym przypadku były to tylko 3 osoby w pokoju, więc wydawać by się mogło, że nie będzie problemów.

Niestety na takie osoby chyba nie ma sposobu innego jak zapasowy klucz, lub zabieranie tego jednego, który macie.

ania notuje
Gość

Mnie też takie spóźnienia strasznie drażnią. Szczególnie kiedy przychodzę punktualnie by później czekać do 30-40 min na wszystkich spóźnialskich.

Sorbet
Gość

Mój brat ma strasznie nieczasowego kolegę. Po którejś z kolei sytuacji, gdy czekał na jegomościa dwie godziny, wpienił się i skwitował: do jasnej kur…y! w średniowieczu ludzie umawiali się na bitwę, w południe pod wielkim dębem i byli na czas, a dziś, w dobie komputerów, smartfonów, komórek i innego badziewia ten debil nie może mi napisać sms, że się spóźni!

Sorbet
Gość

W sumie to spóźnialstwo czyjeś odczytuję jako: mój czas jest cenniejszy niż twój. Moje bezrobotne znajome czasem się z tym spotykają. No bo skoro nic nie robią, tylko siedzą w domu to ich koleżanki mogą wpadać nie zapowiedziane i spóźniać się ile wlezie. To jest tak jak pokazanie fakolca.

Marta
Gość
Marta

Aniu, uważasz, że zarabianie 2tys zł (stała pensja na etacie) to obciach?

Marta
Gość
Marta

Przeczytałam na blogu (a właściwie w komentarzu do mojego komentarza) osoby, której historię motywacyjną umieszczałaś kiedyś u siebie, właśnie takie zdanie. Po poznaniu historii jej życia, podziwiałam jej determinację w dążeniu do lepszych warunków życia, a tu taka opinia. Zawiodłam się, bo myślałam, że osoby, które wiedzą jak ciężko czasem się żyje, doceniają to, co osiągnęły i nie będą krytykowały tych, którzy mają nieco gorzej.

Barbara
Gość

Marto, wstydem jest lenistwo i niedocenianie siebie. Uczciwa praca i dawanie z siebie wszystkiego to powód do domy, tylko i wyłącznie. Głowa do góry, ceń siebie. Życzę wszystkiego najlepszego i serdecznie pozdrawiam!

Barbara
Gość

Nóż się w kieszeni otwiera. Dla mnie bycie niepunktualnym jest oznaką braku szacunku i zazwyczaj, jeśli ktoś raz się spóźni, po raz drugi już się z tą osobą nie spotkam. Współczuję spotkania z chamstwem i niedojrzałością na poziomie hard.

Artinowy Świat
Gość

Cieszę się, że to napisałaś. Niestety wiele osób nie dostrzega nic złego w takim zachowaniu jka osób wyżej ;x

::MaGic Lov::
Gość

Fanie sie czyta Twoje historie 😉 Obserwuję 🙂
Ogólnie to współczuje że tyle musiałyście czekac nie lubie takich ludzi co ciągle się spóźniają i nie widzą w tym żadnego problemu ;/

Previous
Prywatność blogera
Brak zgrania