Relacje z pola bitwy.

Jestem kobietą walczącą. Nie lubię być bierna, więc bardzo aktywnie staram się podchodzić do tego, jak płynie moje życie. Znalazłam się właśnie na polu bitwy.Krytycznie patrząc na czas zmarnowany na studiach licencjackich (głównie przez moje uziemienie na terenie województwa, gdzie trzymały mnie szpitale) chciałam koniecznie wykorzystać czas magisterki na jak najbardziej aktywne życie. Porozwijałam już ducha walki, silną wolę, osobowość i inne sprawy, ale ciało chciałoby dużo jeszcze zobaczyć, doświadczyć zmysłami każdego pięknego zakątka Polski i nie tylko Polski, nauczyć sie wielu rzeczy, poznawać wielu inspirujących ludzi a… studia są mi trochę kulą u nogi, która ściąga mnie w dół.

Nie zrozumcie mnie źle – bardzo lubię pedagogikę wczesnoszkolną. Ale nie jestem z tych osób, dla których dyplom jest celem. Dla mnie jest on środkiem do osiągnięcia celu, jakim jest praca z dziećmi. Problem w tym, że ten cel już osiągnęłam… I chociaż jest wiele fascynujących zajęć, często decyduję się na zrezygnowanie z wykładu czy wykorzystanie nieobecności po to, aby uczestniczyć w jakimś wartościowym projekcie albo zobaczyć nowe miejsce… W ten właśnie sposób moje studia można określić jednym pięknym słowem – ZALEGŁOŚCI.


Po drugie, przydałoby mi się solidne cięcie jeśli chodzi o włosy. Jeśli nie zwiążę ich w koczek, wyglądają znośnie. Jeśli zwiążę i niezpuszczę w porę, mam pogniecione fale, coś na kształt uszu cocker spaniela. Czyli niezbyt ładnie u człowieka. Chciałam poczekać z tym do momentu, aż moja grzywka do końca nosa urośnie jeszcze trochę i zdecydować się na boba, ale może po prostu zacznę ten filc olejować? 😀 Kolejne pole bitwy 😀


Na zdjęciu u góry widać jak wyglądają moje włosy po koczku który nie został rozpuszcozny w porę. Po prawej – Hania, jedna z uczestniczek warsztatów które w sobotę odbyły się w Poznaniu. Więcej zdjęć i relację zamieszczę niebawem…


a teraz krótka historia o tym, dlaczego nie rozpuściłam koczka 😉 

_____________

Zaczęło się od Katowic – po powrocie w piątek napisałam kolokwium i próbowałam odespać, ale z marnym skutkiem. W dodatku  walczyłam z Internetem, więc ilość zaległych maili i innych spraw jeszcze bardziej się nawarstwiała. Cóż, ponieważ kiepski dzień nie oznacza kiepskiego życia, pozytywnie nastawiłam się na Poznań 😉 

Niestety, jakoś nie mogłam wstać, trochę jak w  piosence:

I tried to get up but I couldn’t find my feet

Ubrałam się, umyłam zęby (koczek) , namalowałam krzywą kreskę na dolnej powiece (z myślą, że poprawię w pociągu :)) i dopijałam heratę, kiedy na kolana wskoczył mi kot. Dopiero, jak wzięłam go na ręce (bardzo to lubi) zauważyłam, że mam ubrudzone spodnie i białą bluzkę. W ciągu kilku sekund musiałam się przebrać i z tego pośpiechu nie spakowałam aparatu. Żeby było zabawniej, wypłaciłam z bankomatu 50 zł i ich nie wyjęłam. Tak się spieszyłam, cud, że nie zapomniałam głowy.


Szczęśliwa, że znalazłam się na stacji przed odjazem pociągu i jeszcze szczęśliwsza, że drzwi są rozsuwane i nie będę się z nimi męczyć, zajęłam miejsce i odetchnęłam ulgą. Pal licho te 5 dych, nauczka na przyszłość. Pociąg dokulał się do Bydgoszczy i w momencie kiedy znalazłam właściwy peron, zauważyłam, że COŚ tu jest nie tak. Pełno uzbrojonej po uszy policji. Pomyślałam, że znowu ktoś nożem zaatakował w Solcu i uciekł do pociagu, ale to było niedorzeczne, bo pociąg który miał przyjechać nie jechał z Solca 😀 Cóż, pierwsza myśl (na poważnie, jak w Solcu coś się dzieje, złodziej/nożownik czy kto tam jeszcze zawsze wsiada do pociągu..;)).


Sprawa wyjasniła się, kiedy pociąg pojawił się na stacji. Kibice. Mecz. Okrzyki.

No tak, to jest wada życia  w odcięciu od wiadomości – nie przewidziałam tej sytuacji. Tak więc całą drogę do Poznania spędziłam w przedziale z kibicami. I było wesoło, choć bardzo męcząco. Przebywanie w jednym pomieszczeniu z ludźmi o głośnym stylu bycia jest dla mnie (szczególnie niewyspanej) dość męczące.

 Tak więc nieszczęsnego koczka nie rozpuściłam , bo starałam się nie machać łokciami, aby towarzyszom podróży wódki z rąk nie wytrącić.


Tutaj mała dygresyjka, bo podróż z kibicami wcale nie musi być koszmarem. Widzę wiele dobrych stron tej sytuacji.

Po pierwsze, polska gościnności jest rzeczywiscie legendarna. Dostałam jabłko, mandarynkę, cukierka i batona, oraz niezliczoną ilość razy proponowano mi wódkę. Dużo wódki. 

Po drugie, kibice są bardzo zintegrowaną ze sobą grupą, solidarną i niejednorodną. Oczywiście za kazdym razem kiedy słyszałam od nich, że kibice to nie zawsze patologia, pojawiała się stacja i wychodzili na korytarz aby wykrzyczeć te swoje przyśpiewki. Efekt kontrastu słów i czynów był przekomiczny, ale generalnie, kibice oddają krew, wspierają chorych, pomagają kolegom w trudnej sytuacji. 

Po trzecie…każdy z kibiców miał bilet na pociąg, którym jechał, chociaż nie sądzę, aby realna była sytuacja w której kibic bez biletu zostałby wyproszony z tego pociągu. Cytując współtowarzyszy podróży – konduktor równy człowiek, nie robi z pizdy jeziora.

Celowo nie używam słowa kibole. Chociaż na podstawie wizerunku, słownictwa i zapachu w przedziale, łatwo wysnuć taki wniosek, to nie wiem czy byli wśród nich tacy, co na mecze chodzą robić burdy.

Przy okazji mam pytanie, bo totalnie nie załapałam o co chodzi. Kibice żalili się, że na mecze chodzą same dziewczyny w stylu “białe trampeczki i co to nie ona”.

What the hell does it mean?!


Podsumowaniem mojej wesołej podróży może spokojnie być metafora z jeziorem – aby nie robić z drobnostek problemów…. (niewyspana, z filcem na głowie, brzydkim makijażem, bez aparatu ruszyłam na przesympatyczne spotkanie z czytelniczkami w Poznaniu. Mam nadzieję, że nabiorę sił i napiszę niebawem więcej.


Teraz jestem w polskimbusie do Wrocławia. Mam wifi, bus jest luźny (może nie jak jezioro, ale jest spoko :)), jest prąd i cisza. W słuchawkach kochany  Queen, na tablecie zaskakująco dobra książka. Więc zamykam lapka i chyba trochę poczytam.

Przy okazji dzięki za wymienianie atrakcji Wrocławia. Mam nadzieję, że znajdę czas aby zobaczyć fajniejsze miejsca, a teraz nawet wiem gdzie zjeść jak zgłodnieję 🙂 Dzięki też za radę o kocich łbach na rynku – przed wyjciem zdążyłam zmienić botki na szpilce na niskie koturny. Cóż, czuję w botkach pewnie nawet na kocich łbach ale może nie warto w obcym mieście ryzykować skręconej kostki 😉


Jeśli będę miała czas się z kimś z Was we Wrocławiu spotkać, albo jeśli będę mieć luźny czas na jakieś większe nieoficjalne spotkanie, dam znać na facebooku – jeśli nie chcesz przegapić, to upewnij się, że masz zaznaczone okienko mówiące o tym, że chcesz dostawać wszystkie moje aktualizacje na tablicę 😉


Dobra, zamykam lapka i przechodzę w tryb offline. 🙂 


Będzie mi miło, jeśli zaobserwujesz mnie na :

 

Follow on Bloglovin

lub polubisz na fejsie 😉

0 0 vote
Article Rating
Uściski, Ania
41 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Skarletka
6 lat temu

Ania! 🙂 A ja jak zobaczyłam Twoje zdjęcie pomyślałam sobie: ależ ładnie i naturalnie układają jej się włosy! 🙂

paranoJa
6 lat temu
Reply to  Skarletka

Właśnie to samo chciałam napisać, że bardzo ładnie te włosy wyglądają, więc moim zdaniem na luzie można rozpuszczać koczka za późno. Co do studiów – mam podobnie, przy czym moje nie są nawet żadnym środkiem do celu. Kończę licencjat i się z nimi żegnam. A kibic kibicowi nierówny. Kiedyś jechałam ze znajomym zespołem z jednego koncertu na drugi i oceniając, że mamy jeszcze sporo czasu zatrzymaliśmy się w przydrożnym zajeździe na kawę i obiad, ale nie dane nam było zjeść w spokoju, bowiem w asyście policji podjechały dwa czy trzy autokary wypełnione – to będie dobre słowo – kibolami. Nieczęsto… Czytaj więcej »

Karalajn
6 lat temu

Natomiast mi nasuwa sie tylko jedna myśl – Aniu zwoooooooolnij 😉
Pozdrawiam

illonky
6 lat temu

Znam kilka osób mocno kibicujących i faktycznie, każdy za drugiego skoczyłby w ogień, jakoś to tak u nich już jest 😉 Nie zmienia to faktu,że jak jest w Lublinie mecz motoru, staram się omijać szerokim łukiem okolice stadionu, może nie dostałabym w głowę, ale losu kusić nie chcę (raz wybrałam się autobusem, akurat mecz się skończył i autobus musiał stać, żeby młodzież wyszumiała się i przeszła, kierowca otworzył drzwi, obok których siedziałam i niedaleko mojej głowy rzucono w autobus cegłą. Wyciągnęłam lekcję na przyszłość). Widzę, że faktycznie gonisz strasznie, ale czasem warto siąść i po prostu odetchnąć, czego Ci życzę… Czytaj więcej »

Lucyna M
6 lat temu

Moim zdaniem ładnie wyglądasz w tych włosach. Ale masz ciekawe przygody. W jednym przedziale z kibicami, to musiało być coś:-D

megirosa
6 lat temu

Pieniądze można odzyskać, wystarczy napisać reklamację 🙂 co do kibiców ja niestety nie odebrałabym tego jako gościnność, jestem typem, który lubi mieć spokój w podróży i bardzo drażnią mnie takie rzeczy :/ do tego picie alkoholu w miejscach publicznych mnie nie bawi, no ale cóż, co kto lubi.

niteczka
niteczka
6 lat temu
Reply to  megirosa

pieniążki można odzyskać o ile nikt nie zdążył ich zabrać, wtedy niestety nie ma szans…

megirosa
6 lat temu
Reply to  megirosa

Wydaje mi się, że bankomaty raczej szybko wciągają je z powrotem (zawsze mnie to stresuje swoją drogą xD)

Joanna
6 lat temu
Reply to  megirosa

Z reguły bankomaty wciągają pieniądze z powrotem po 30 sekundach.

Estimea
6 lat temu
Reply to  megirosa

Aniu, wygladasz swietnie wiec podrozowanie w rozypce Ci sluzy ;-)…co do pieniedzy to tak jak pisza dziewczyny trzeba wyjasnic w odddziale z ktorego wyplacalas, sprawdza wszystko i pieniadze odzyskasz. Kiedys rozsmieszyla mnie kolezanka, ktora wyplacila pieniadze, najpierw wyjechala karta, niestety upuscila ja po wyjeciu i ukucnela by podniesc, jak sie z tym uporala, podniosla wzrok i zobaczyla jak jej pieniadze wjezdzaja z powrotem do bankomatu…pozniej bardzo smiesznie mi to opisala wiec obsmialam sie jak norka, ale sprawa sie wyjasnila i pieniadze odzyskala. Poznan to moje rodzinne miasto ale uwielbiam Krakow i Wroclaw, zazdroszcze wyprawy do Wroclawia, bylam tam sluzbowo we… Czytaj więcej »

Anonimowy
Anonimowy
6 lat temu
Reply to  megirosa

I te nieodebrane banknoty wracają na konto czy jak?

Daisy K
6 lat temu

Masz śliczne włosy, co chcesz od nich. 🙂 Z kibiców znam męża mojej koleżanki, ale nie mogę o nim nic złego powiedzieć. 🙂 Odpocznij kochana bo silnik zatrzesz. ;)) Pozdrawiam. 🙂

Anonimowy
Anonimowy
6 lat temu

Faktycznie, troszkę koszmarek na głowie, ale co tam 🙂 Ja mam ten problem, że studiuję na Politechnice w Gdańsku i mam masakryczny plan z milionem okienek.. oczywiście kocham swój kierunek, ale te okienka to koszmar, przez to muszę odpuszczac masę fajnych akcji. Uroki kierunków technicznych – trzeba być na zajęciach, bo jesli zaległości się nawarstwią to się człowiek nie zepnie potemm 🙂 Pozdrawiam!

Anonimowy
Anonimowy
6 lat temu

Haha, przy 'konduktor równy człowiek, nie robi z pizdy jeziora' ryknęłam śmiechem 😀 Musiało być wesoło!
Jagoda

Anonimowy
Anonimowy
6 lat temu
Reply to  Anonimowy

A ja przy "może po prostu zacznę ten filc olejować? ", ale tę zgrabną metaforę też sobie zanotowałam w pamięci 😀

Anonimowy
Anonimowy
6 lat temu

Szalona kobieta 😉 skad ty masz w sobie tyle sily, zeby mimo przeciwności tak brniesz do przodu i walczysz? 😀

patii12
6 lat temu

Moje włosy są podobne do Twoich, ale szkoda mi ich ścinać 🙁

Zapraszam do obserwowania : zymna.blogspot.com

Ania Abakercja
6 lat temu

to ja mam pecha bo jak jadę z kibicami to zawsze jest to prostackie i wulgarne bydło. nie to, że mam coś przeciwko ogólnie. mam tylko coś przeciwko jechania jednym autobusem z 200 kibicami.

Estimea
6 lat temu
Reply to  Ania Abakercja

hehe, 200 pewnie do autobusu nie wejdzie! to podobne do podrozowania z wychodzacymi do rezerwy 😉 mialam kiedys watpliwa przyjemnosc jechania pociagiem "widmem" bo pourywali co sie dalo, zalonki, polki, wszystko! wrazenie niezatarte

happiness
6 lat temu

Lubię kibiców, mimo wszystko bardzo zgrani ludzie. Kiedyś miałam przyjemność jechać na mecz z ponad dwudziestoma kibicami, naprawdę ciekawe doświadczenie, tak, wydzierali się na wszystkie możliwe sposoby, śpiewali, skakali w autobusie, ale i tak było fajnie :D. Innym razem jechałam autobusem i po kilku przystankach zorientowałam się, że zapomniałam skasować biletu, a powodem był wypchany kibicami autobus, ale stwierdziłam, że żaden normalny, szanujący się kanar nie wejdzie do takiego autobusu.

MeSzka
6 lat temu

Marudzicie towarzyszu 😉 A na poważnie to masz naprawdę fajne włosy, wyglądają bardzo naturalnie i wcale nie jak uszy spaniela. Byś zobaczyła mnie w komunijnych lokach to byś od razu zmieniła zdanie ;p No i nawiązując do jednego z Twoich niedawnych wpisów – nie przesadzaj z perfekcjonizmem! Dobrze jest pozwolić sobie na odejście od ideału [chociaż w tym przypadku, powtórzę się, masz świetne włosy]. Poza tym mam pytanie – to już TEN kolor włosów? Bo bardzo Ci w nim ładnie.
Zazdroszczę przygód, tych pozytywnych oczywiście.
Wygranej walki! 🙂

Zuza
Zuza
6 lat temu

Jeżeli chodzi o kasę w bankomacie – pomyśl jaką radość sprawiłaś komuś, kto te pieniądze znalazł 🙂

Szi
Szi
6 lat temu

It's mean panienki nie zainteresowane meczem ale chcące "się pokazać" 🙂 W jakim celu nie mam pojęcia, może matrymonialnym, może dla dowartościowania się zainteresowaniem jakie wzbudza dziewczyna na meczu. Sama kiedyś trafiłam dosyć przypadkowo ( ważna dla mnie osoba wróciła na chwilę do Polski i bardzo chciała iść na pewien mecz) na mecz podwyższonego ryzyka…w sukience. Nie zapomnę swojej miny kiedy cały stadion ryknął " ściągamy koszulki" i wszystkie oczy skierowały się na mnie hahahah:D Aniu, 2 maja jadę podbijać Wrocław. Planuję tam studiować, więc jadę nastroić się pozytywnie przed maturami. Nie wybierasz się tam może w tym samym czasie?:)… Czytaj więcej »

Karina
6 lat temu

podziwiam Cię za tyle energii, chęci i siły, by iść w kierunku, jaki sobie postawiłaś : )

a włosy fajne, naturalne, długaśne, jestem bardzo na tak!

Alicja
Alicja
6 lat temu

Aniu, ogarnij sobie spin piny, takie wsuwki które wyglądają jak DNA trochę. Są na allegro i czasem w jakiś sklepach z pierdołami typu Glitter czy Claire's. Na koka stykną ci dwie. Moje włosy trzymane w koku też dziwacznie się wyginały i nie nadawały się już do rozpuszczenia, spuszone i jakoś właśnie dziwnie sfilcowane na końcach od gumki – teraz spinam je w koka, wkręcam piny a kiedy docieram na uczelnie po półtoragodzinnej podróży i go rozpuszczam – mam super loki/fale jakie nie zrobiłyby mi się żadnymi papilotami. Odlot.

FashandRoll
6 lat temu

Też myślę o bobie, może takim dłuższym, bo przez te cholerne koczki moje włosy są mega zniszczone.
Nawet, kiedy założę sobie, że danego dnia będę miała rozpuszczone włosy, już po godzinie szukam gumki żeby związać je w kok.
Może ten bob będzie jakimś rozwiązaniem. 😉

tlusta_papuzka
6 lat temu

Fajnie, że trafiłaś na nieszkodliwych kibiców – prawdopodobnie zauroczyła ich Twoja aura 😉

A co czytasz na tablecie? Podziel się 🙂

Bell
6 lat temu

A ja właśnie takie życie lubię najbardziej – w ciągłym biegu, kiedy każda minuta jest zaplanowana. Wtedy jestem najszczęśliwsza. To dziwne, ale nie potrafię odpoczywać, tak po prostu usiąść i leniuchować. Odpoczywanie mnie męczy 🙂
Do Wrocławia daleko, choć naprawdę kocham to miasto i marzę o tym, by kiedyś tam zamieszkać. Ale jeśli będziesz ponownie w Katowicach – bardzo chętnie się z Tobą spotkam 🙂

bognyprogram
6 lat temu

Co do białych trampeczków, to myślę, że chodziło im o to, że laski są zbyt ąę przyhipsterzone, a powinny być równe jak z piosenki firmy, o tej: https://www.youtube.com/watch?v=cjQhBB356BU
Właściwie to nie polecam słuchania, ale żeby zrozumieć mózg prawilnego chłopaka – bez Firmy się nie obejdzie:D

Bell
6 lat temu
Reply to  Aniamaluje

Najtrudniejszą podróżą w moim życiu było spędzenie 6 h w koszmarnie zatłoczonym pksie, gdzie jedynym miejscem jakie zostało było to koło bezdomnego, starszego gościa, który rozsiewał wokół ciekawe zapachy (jakaś mieszanina wódki, moczu i po prostu brudu). Najgorsze były momenty kiedy autobus przyspieszał i zapach roznosił się ze zdwojoną siłą. Od tamtego czasu jestem tak strasznie przewrażliwiona, że jak tylko zobaczę w autobusie kogoś kto wygląda ,,podejrzanie" od razu uciekam na drugi koniec

Histeryczna
6 lat temu

Bardzo ładnie wyglądasz na tym zdjęciu 🙂 Chciałabym mieć takie gęste włosy.

Ze studiami mam w tym momencie tak samo. Wynika to głównie z tego, że na magisterce nie ma interesujących zajęć! Są jedynie jakieś "dodatki", które trzeba zrobić, bo ustawa, bo cośtam… Mam więc zaledwie kilka zajęć, ale rozłożonych na cały tydzień w taki sposób, że psują mi cały możliwy plan działania. Do tego są niepobudzające :/

Anonimowy
Anonimowy
6 lat temu

Ścinaj boba! A jakże. Takiego dłuższego, być może włosy mają swoją długość graniczną, do której układają się dobrze. Po obcięciu kilku cm stają się lżejsze, pełniejsze,a co dopiero gdyby obciąć więcej. Wtedy i pogniecione fale jakoś lepiej się prezentują, messy look wygląda bardzo naturalnie i patrząc w lustro już nie chcesz odgryźć sobie ręki ;] I tak zawsze odrosną. To takie bezproblemowe fryzury dla zabieganych 🙂I zacznij "olejować ten filc" 😉 jedź z tym koksem, a one się odwdzięczą miękkością i blaskiem. Niektórym włosom wystarcza nawet do pół godziny, jak moim, więc czasu wiele to nie zabiera, a pozostaje poczucie… Czytaj więcej »

Previous
KATOWICE – co tam robiłam i inne bzdety
Relacje z pola bitwy.

41
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x