Mój detoks od social mediów nadal trwa i dzielnie trzymam się narzuconej sobie maksymalnie godziny dziennie. Streszczając się powiem tylko, że wykorzystuję moment siedzenia na tyłku w Warszawie na spotkania z tymi wszystkimi cudownymi ludźmi, których przez ciągle bycie w rozjazdach nieco zaniedbałam. Podoba mi się to, chociaż dzisiaj naszło mnie na szybkie sklecenie „tygodnika”, więc macie coś do poczytania na blogu.
Zdjęcie w Tunezji zrobiła @ewaszabatin nie mam pojęcia kiedy, ale dobrze pokazuje mój mały problem z telefonem, który stał się przedłużeniem ręki. Kolory podkręciłam presetem Madryt, od @krzysztof_adamek i @instafiltry.pl, tylko zostawiłam po swojemu niebieski.

Pytanie za sto punktów: zerknij w zakładkę „twoja aktywność” na instagramie i napisz ile czasu dziennie spędzasz w tej aplikacji. Jestem ciekawa!
#aniamaluje #szczerze_pisząc #podróże #podróżemałeiduże #wakacje ##tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays #lato #afryka #tunisia

Mój detoks od social mediów...

Uwielbiam to zdjęcie. Książki i wzorzyste rajstopy to najpopularniejsze prezenty jakie dostaję. Prezentem jaki sama chciałabym sobie podarować jest czas⏳ Właśnie zamknęłam ogromny projekt🥳. Powinnam uczcić to kieliszkiem szampana i relaksem, tymczasem  pierwsza myśl brzmiała „o cudownie! wreszcie będę miała czas na pisanie własnego ebooka i tekstów na bloga”. A potem uświadomiłam sobie, że ja zawsze mam nad sobą coś, co POWINNAM napisać. Nie pamietam kiedy miałam od tego wolną głowę. I tak jak cenię sobie szalenie dywersyfikację przychodów i wolność twórczą jaką mi daje, tak potrzebuję też wolności OD tworzenia. Nie da się tego streścić wpisem na IG, ale Fromm swoją genialną „Ucieczką od wolności” poukładał mi kiedyś w głowie. Potrzebuję powiedzieć sobie, że mogę bez konsekwencji dla swojej psychiki być wolna od bloga i instagrama i nie czynić z nich ważnych filarów mojej tożsamości. Ustawiam sobie jeszcze ostrzejszy limit czasowy na instagrama (godzinę dziennie!). Mam ochotę pisać i wrzucać tutaj coś tylko wtedy, gdy będzie mnie na to cisnąć jak na sikanie po siedmiogodzinnej jeździe z Tbilisi do Batumi.Może będę milczeć całymi dniami, może naparzać treściami jak szalona, dowiem się tylko postanawiając, że nie muszę! Pssst! Ograniczyłam na profilu komentowanie tylko dla osób; które mnie obserwują. Kompletnie wyzwoliłam się myśli o tym, że konto powinno rosnąć. Dałam sobie do końca roku czas na wolność także od zarabiania. Jestem ciekawa co będę CHCIAŁA robić czując, że mam ten cudowny komfort, że nie muszę.

#przerwa #aniamaluje #szczerze_pisząc #rajstopy #nogi #książka #kropki

Uwielbiam to zdjęcie. Książki i...

Wrzuciłam wczoraj na stories najbardziej memiczne momenty mojego życia (są w przypiętych!) i bezkonkurencyjnie wygrał gołąb, który leciał na mój tyłek😅. Naszła mnie przy tej okazji pewna myśl, której nie mogę wyrzucić z głowy. Zostanę pewnie zjechana i już słyszę te komentarze pod tytułem „zdefiniuj kobiecość!!!1”, ale nie czuję, abym miała jakiś obowiązek coś tu definiować, tak samo jak nie umiem zdefiniować czym jest chemia między dwójką ludzi i czemu czasami nie ma jej z kimś, kto teoretycznie łapie się we wszystkie nasze kryteria a „to coś” ma ktoś, kto do nich nie pasuje😉
Więc myśl, która mnie dręczy to ta, że poza aktorkami czy piosenkarkami mało widzę kobiet odnoszących sukcesy czy dzierżących władzę, które nie ukrywałyby swojej - no właśnie - kobiecości.
I nie zrozumcie mnie źle, jestem na tym etapie, że czuję się świetnie gdy mam na sobie bluzę ze sponge bobem, ale  co takiego sprawia, że kobiety w polityce ubierają się bardziej jak Angela Merkel czy Beata Szydło niż jak nie wiem, Angelina Jolie?
Może to, że gdy Magdalena Ogórek (nie głosowałam na nią!) kandydowała w wyborach prezydenckich, to nikt nie pytał jej o poglądy,  a media opisywały wyłącznie jej sukienki i sposób układania włosów?
Co takiego sprawia, że mądra kobieta nie może podkreślić strojem swoich pośladków?
Nie, nie uważam jakoby tyłek i cycki były jedynym co mam do zaoferowania (w ogóle co za debilne określenie) więc nie czuję abym musiała to skrywać i „najlepsze zostawić na koniec”, ale drapie mnie to, gryzie i męczy. 
Jakieś spostrzeżenia?

Wrzuciłam wczoraj na stories najbardziej...

Jestem dziewczyną leniwą. Chociaż nie, nie migam się od pracy i obowiązków. Jestem po prostu wygodna! Nie dla mnie 10 kroków koreańskiej pielęgnacji, ale niestety przy wrażliwej cerze nie mogę sobie pozwolić na całkowite olanie tematu. Wrażliwa, skora do podrażnień cera szybko się na mnie zemści, jeśli nie poświęcę jej chwili uwagi wieczorem. Jeśli jesteś wrażliwcem jak ja - możesz śmiało zerknąć w drogerii na półkę z linią physio mikrobiom marki tołpa.
Moja cera nie ma ze mną lekko, bo ciągle podróżuję (zmieniam twardość wody i powietrze) a do tego nie śpię tyle ile powinnam. A z tymi kosmetykami się polubiłam, bo działają po prostu tak, jak trzeba! Na stories możecie zobaczyć jak wygląda. 
#tołpa #pielęgnacjatwarzy #physio #oczyszczanie #kosmetyki #uroda #makijaż  #pielęgnacja #blogerka #zakupy #krem #blogkosmetyczny #twarz #polskiekosmetyki #kosmetyczka #blogurodowy #piękno #kosmetyk #dzieńdobry #nawilżenie #aniamaluje 
Post we współpracy z marką @tolpa_mniej_wiecej

Jestem dziewczyną leniwą. Chociaż nie,...

Czy jeśli w Gruzji podoba mi się nie tylko to, że jest pięknie, miło i pysznie, ale też tanio, to znaczy, że akceptuję wyjątkowo niefortunne geopolityczne położenie kraju?🤔🤯
Pierwszy raz ta myśl zastrzeliła mnie gdy odnotowałam w swojej głowie, że z roku na roku mój ukochany Lwów staje się wyraźnie droższy. 
A potem dałam sobie mentalnego plaska w twarz, bo w sumie fajnie, że ludzie się bogacą. Nie chciałabym, aby Polska słynęła wyłącznie z tego, że jest tanio i można się za grosze naj*bać. 
W 2000 roku minimalne wynagrodzenie w Polsce wynosiło 700 zł. Pamiętam jak rodzice wielkim wysiłkiem kupili mi za jednym zamachem dwa pierwsze tomy Pottera. To było super, zawsze na prezenty chciałam tylko książki, ale dopiero z perspektywy gruzińskich cen zaczynam to doceniać.

Gruzja jest niesamowita nie tylko dlatego, że jest tania. Jest niesamowita tak po prostu. Różnorodna, pyszna. Z przebogatą mitologią, kulturą, alfabetem i dumą, która nie pozwala się ugiąć przed wielkim, groźnym sąsiadem. Jasne, Gruzja jest najbliższym nam kulturowo krajem będącym w top15 pod kątem niskiego Consumer Price Index (w uproszczeniu: stosunek zarobków do kosztów życia) i rozumiem, że dla wielu ludzi to będzie kraj taniej najebki, ale dla mnie to była jedna z najciekawszych podróży w życiu. 
Przy okazji; 
Czy znacie jakąś dobrze wydaną wersję gruzińskich mitów? Może być po angielsku :). #georgia #georgia🇬🇪 #georgiatravel #gruzja #podróże #podróżemałeiduże #wakacje #aniapodróżuje

Czy jeśli w Gruzji podoba...

„Nie jestem w stanie znieść myśli, że ugnę się pod naporem ich spojrzeń i pozwolę się zawstydzić. Bo nie robię nic złego. Posiadanie ciała nie jest niczym złym. To kultura, która mówi kobiecie, że jest grzeszna jest do wymiany. Nie ważne, czy ktoś stwierdzi, że grzeszne są odsłonięte włosy czy sterczące sutki, to nie kobieta jest odpowiedzialna za odczucia, które budzi w mężczyznach. Każdy sam musi nauczyć się panować nad swoimi emocjami.” Na blogu o jeszcze jednym, ale super ważnym powodzie, dla którego chodzę bez stanika. Uświadomiłam sobie ten powód dopiero wczoraj, ale jest turbo, naprawdę turbo ważny.
Chodźcie na bloga, bo warto!
#blogerka #aniamaluje #szczerze_pisząc #bodyshaming #ciałopozytywne #bodypositivity #bezstanika ##tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia #tunis #wakacje #podróże #podróżemałeiduże #blogerka

„Nie jestem w stanie znieść...

Z pieskami w Gruzji jest jak z tym chłopakiem, który wpatruje się w ciebie cały wieczór i chociaż w ogóle ci się nie podoba, z grzeczności odwzajemnisz uśmiech. Albo wymienisz 5 grzecznościowych zdań, nic co wychodziłoby poza small talk, ale będziesz tego żałować przez najbliższe miesiące. Chłopak bowiem znajdzie cię na wszystkich możliwych kanałach social media (chociaż zna tylko twoje imię!) i będzie cię tam nękał aż znajdzie sobie inny cel.
No właśnie. Pieski. Jest ich dużo, brykają sobie wolno, są najedzone i zakolczykowane, ale Gruzja nie ma pieniędzy na schroniska a walka z niekontrolowanym rozrodem jest walką z wiatrakami - pieski mnożą się przecież na „terenach kontrolowanych przez Rosję”. Milutkie, łaszące się, kochane. Ale jak dasz o dwa głaski za dużo albo podzielisz się obiadem, będą za tobą łazić wszędzie i przyprowadzą kolegów.

Oczywiście noszę antybakteryjny żel do rąk i to byłby idealny moment na wplecienie w narrację reklamy, ale niestety nikt mi nie zapłacił. A szkoda!🤪
Anyway - i Gruzja i pieski spoko. Ciężko przestawić się tylko na myślenie, że one nie są bezdomne, a wolne, jak wiewiórki u nas, ale warto brać pod uwagę uwarunkowania kulturowe i ekonomiczne zanim wyda się osąd ;) #Gruzja #Georgia #georgiatravel #georgiatrip #aniamaluje #aniapodróżuje #pies #pieski #twierdza #fortyfikacje #podróże #podróżemałeiduże #dogsofinstagram #wakacje 
Fot: @troyann

Z pieskami w Gruzji jest...

Dawno się tak nie objadłam! Kocham podróże na wschód. Albo inaczej - ja kocham dzikość. Tu jest dziko, tu jest fajnie, tu jest smacznie. Jest mi dobrze. 
Właśnie zjadłam przepyszne jedzenie w knajpie w której taka potężna pani każe ci tonem nieznoszącym sprzeciwu zamówić. Liczy utarg na liczydle. Jedzenie jest obłędne. Zrobiłam sobie dzisiaj wolne od relacji na stories, ale jutro kierunek ➡️ #kazbegi. Już kupiłam rękawiczki, w poniedziałek chodziłam w letniej kiecce, jutro założę zimową kurtkę🙈
Cudowna ta #gruzja ♥️
#georiga #georgiatravel #georgiatrip #tbilisi #kaukaz #termy #łaźnie #podróżemałeiduże #podróże #aniamaluje #aniapodróżuje 
Zdj; @troyann

Dawno się tak nie objadłam!...

Proszę tylko nie osądzać skakania po dachach na obcasach, sama wiem, że to głupie! Ale te kozaki nie są bardzo wysokie a dachy term stabilne. 
#Gruzja jest niesamowita, #tbilisi jak wyjęte z jakiejś bajki. Nowoczesność miesza się z ruinami, z jednej strony wyluzowani hipsterzy w industrialnych przestrzeniach, z drugiej pobożni młodzi ludzie robiący znak krzyża przed każdym kościołem. Mityczna #kolchida zachwyca detalami, kontrastami, różnorodnością i pysznym jedzeniem. 
Ja szanuję też za to, że Gruzini totalnie potrafią w Cross selling i upselling. I wszyscy zawsze zadowoleni.
Fajnie tu, codziennie zachwyca mnie coś innego! 
#georgia #georgiatravel #podróże #podróżemałeiduże #wakacje #aniamaluje #girlswhotravel 
Zdj: @troyann

Proszę tylko nie osądzać skakania...

Czasem lubię dodać zwykłe zdjęcie, przełamać przeestetyzowany świat.  Dziś jest ten dzień ;)
Lubię sobie też narzucić jakiś motyw przewodni podróży. W Tunezji chciałam odpocząć, żadnych innych oczekiwań. Gruzję odwiedzam naiwna jak dziecko. Chcę interpretować wszystko jako fajne, piękne i ciekawe, nie szukać złych rzeczy. Poczytać dopiero jak z podróży wrócę. Wtedy skonfrontować z tym, co widziałam.
Chociaż mamy inny sposób patrzenia na świat, szalenie spodobało mi się jak @cam_myy przygotowując się porodu wybrała sobie zasadę, że nie słucha opowieści koleżanek o ich traumach porodowych, że nie czyta złych rzeczy, same dobre relacje. 
Ileż to razy ja się naczytałam o tym jakie coś jest złe i niedobre a potem się okazało, niepotrzebnie się stresowałam i spinałam, bo to było totalnie lajtowe.
Tym razem mam ochotę widzieć wszystko przez różowe okulary. Zdejmę je w Polsce. Uszanujcie proszę mój eksperyment myślowy! „You know, it's funny... when you look at someone through rose-colored glasses, all the red flags just look like flags.”
Kto wie skąd to cytat?! ;) #gruzja #georgia #kutaisi #wakacje #worktion #podróże #podróżemałeiduże #blogerka #aniamaluje #szczerze_pisząc

Czasem lubię dodać zwykłe zdjęcie,...

Historia motywacyjna – Paulina

Do cyklu z historiami motywacyjnymi bardzo chętnie zapraszam wyjątkowe osoby które “się ogarnęły”.  Nie są to dla mnie osoby które zostały mistrzami świata w jakiejś trudnej dziedzinie, ale zwykli, codzienni bohaterowie własnych żyć – osoby, które mimo licznych przeciwności chwyciły mocno życie za rogi i zrobiły z nim coś fajnego. Taka jest historia Pauliny.Przy czym Paulina napisała ją w tak skromny sposób, że muszę ją na końcu podsumować, bo umknie gdzieś cały jej przekaz 😉

Oddaję głos Paulinie :


Hey!

Nazywam się Paulina Hurija, mam 24, męża i dwa kotki. Od paru lat mieszkam w Belgii, wcześniej krótko w Holandii. Pracuję tutaj jako make up artist oraz studiuję fryzjerstwo. Po za tym jestem fit blogerką.

Urodziłam się w Szczytnie, ale po paru latach przeprowadziliśmy się do Poznania. Był to jeden z najlepszych okresów w moim życiu. Chociaż byłam jeszcze dzieckiem, to miałam tam wiele możliwości. Chodziłam na półkolonie, mama zabierała nas do teatru, kina, na różne festyny, koncerty, wydarzenia kulturalne. Potem przeprowadziliśmy się do małego miasteczka, gdzie dorastali moi rodzice. Tutaj nie było już tak kolorowo. Brak jakichkolwiek możliwości rozwoju, a poza tym ludzie, bardzo specyficzni. Każdy wtrącał się w czyjeś życie; każdy plotkował; każdy na to psioczył a robił dokładnie to samo. Ciężko było być kimś nowym, z własnym zdaniem, z własnym stylem, muzyką i zdolnością powiedzenia głośno “nie”. Tacy ludzie byli traktowani w większości jak wyrzutki, choć podejrzewam, że większość ich tak samo nie lubiła, jak i podziwiała za odwagę.

Moje problemy zaczęły się dość szybko, kiedy tylko pojawiły się u mnie piersi, a chłopcy zaczęli zwracać na to uwagę. Pierwszy biustonosz musiałam nosić już wieku 8 lat! Koleżanki bardzo dokuczały mi z tego powodu, mówiły, że robię z siebie dorosłą i chcę tylko zwrócić na siebie uwagę. Dwa lata później po raz pierwszy zaczęłam miesiączkować i coraz bardziej się rozwijać płciowo. Zaczynałam figurą przypominać kobietę, a nie 10 letnią dziewczynkę. Wtedy w oczach innych dziewcząt byłam “gruba”. Zaczęłam mieć coraz więcej kompleksów i coraz bardziej zaczęłam zamykać się w domu.

Wtedy zaczęły się pierwsze problemy z moim odżywianiem. Przestałam jeść kanapki w szkole, żeby tylko nie przytyć! Problem z czasem tylko się pogłębiał. Pod koniec liceum nie jadłam już prawie nic, a dodatkowo zaczynałam ćwiczyć godzinami, żeby tylko spalić piersi, biodra i tyłek. Ważyłam już tylko 53 kg przy wzroście 170 cm.

Po napisaniu ostatniego egzaminu maturalnego od razu wyjechałam do Holandii do narzeczonego. Była to dla mnie droga ucieczki i w końcu poczułam ulgę. Tam nikt nie patrzył na to jak wyglądam, jak się ubieram,jakiej muzyki słucham. Ważne było kim jestem, co mam do powiedzenia i co mam w głowie. Narzeczony bardzo zmartwił się moim wyglądem i postanowił mnie troszkę utuczyć, a ja po wielu latach głodówki, w końcu miałam ochotę coś zjeść. Niestety trochę przedobrzyłam i utyłam do ok. 63-65 kg. Moje ciało było galaretowate i pełne cellulitu. W zasadzie ocknęłam się tuż pod koniec mojego pobytu w Holandii. Krótko potem przeniosłam się do Belgii. 

Przez pierwsze pół roku byłam tam sama. Mogłam kontrolować to co jem, kiedy i jak. Starałam się jeść bardziej racjonalnie. Po raz pierwszy zaczęłam coś na ten temat czytać w internecie. Nie miałam niestety czasu na ćwiczenia. Pracowałam wtedy ok. 12 godzin na dzień. U Polki, chyba więcej dodawać nie muszę. Niedługo potem zostałam zwolniona z dnia na dzień, bo pracy było mniej, a ludzi za dużo.

Trochę się wtedy załamałam, ale rozwoziłam swoje CV wszędzie, gdzie mnie chcieli i nie chcieli. Pojawiłam się w każdym sklepie, fabryce itp., co tylko znalazłam. Po dwóch tygodniach zadzwonił telefon i dostałam pracę! Jako pomoc domowa. Wiem,to nic zaszczytnego, ale w tym momencie bez większej znajomości języka, to jedyne co mogłam robić. Języka nauczyłam się sama, słuchając ludzi, czytając, próbując rozmawiać. Pracy nie zmieniałam, bo cały czas miałam wrażenie, że mój język nie jest na wystarczającym poziomie.

Pod koniec 2009 roku założyłam bloga. Początkowo miał być to taki mój pamiętnik, potem zaczęłam pisać o kosmetykach i krótko po tym prezentować swoje pierwsze makijaże. Z czasem założyłam też swój kanał na YT. Z początku nie szło mi zbyt dobrze, potem było coraz lepiej, aż nawet miałam stałych czytelników i kilka fanek moich makijażu. Problem polegał na tym, że nigdy nie umiałam oddać efektu na zdjęciu, do dziś tego nie umiem, choć próbowałam na różne sposoby. Równocześnie oglądałam i czytałam inne dziewczyny.

Jakoś w 2011 roku pojawił się wielki bum na ćwiczenia E.Chodakowskiej. Pamiętam jak Panna Joanna (kanał YT), polecała te ćwiczenia i było po niej widać, że rzeczywiście schudła. Ja też postanowiłam spróbować swoich sił. Chodakowska dosyć szybko mi się znudziła i przerzuciłam się na Cassey Ho, z kanalu Blogilates. Niedługo potem przeszukałam wzdłuż i wszerz internet na temat zdrowego odżywiania, które leczy organizm. Czułam się wtedy coraz słabiej i miałam coraz mniej sił. Choroba dawała pierwsze znaki, ale o tym za moment. Znalazłam weganizm i czułam, że dla mnie to strzał w dziesiątkę. Z dnia na dzień zostałam weganką i zaczęłam czuć się nieco lepiej.

Dalej pracowałam na tym samym stanowisku, ale zaczęłam wymieniać klientów na starszych ludzi. Wtedy czułam, że jestem naprawdę tym ludziom potrzebna. Mniej dbałam o domy, a bardziej chodziłam do aptek, lekarzy, urzędów. Czasem byłam tylko po to, żeby z taką starsza osobą porozmawiać, pomóc przy zakupach czy gotowaniu. 

Któregoś dnia poszłam na zastępstwo do innego domu. Rozmawiając z klientką, dowiedziałam się, że jest fryzjerką- kosmetyczką i za parę miesięcy otwiera swój salon. Wspomniałam o tym, że moim hobby jest makijaż, prowadzę swojego bloga i kanał na YT. Bernadette stwierdziła, że musi koniecznie to zobaczyć. Pokazałam jej i była zachwycona. Umówiłyśmy się na rozmowę kwalifikacyjną. Polegała na wykonaniu kilku makijaży, na modelkach różnego pochodzenia. Udało się! Dostałam pracę. Gdyby nie blog i rozwijanie własnej pasji, nigdy by mi się to nie udało. Spełniłam moje największe marzenia i mogłam w połowie rzucić poprzedni zawód. W połowie, bo salon otwarty jest od czwartku do soboty, ale niedługo zmieniamy lokalizację i mamy nadzieję, że zapotrzebowanie będzie coraz większe.

W maju 2013 roku zaczęłam czuć się coraz gorzej, wszystko zaczęło się od paru zemdleń i zawrotów głowy. Z początku myślałam, że jestem przemęczona, więc wzięłam trochę wolnego. Problem zaczął się nasilać. Nie byłam w stanie przejść z kanapy do łazienki, byłam tak osłabiona. Chudłam z dnia na dzień po ok. 0,5 kg. W głowie kręciło mi się już w sekundzie od przebudzenia. Moje mięśnie nie miały w ogóle siły, nie byłam w stanie utrzymać rąk w górze, żeby umyć sobie włosy. Ból głowy też nie ułatwiał jakiegokolwiek funkcjonowania.

Zaczęło się latanie od lekarza do lekarza. Cztery miesiące nikt nie wiedział co mi jest. W końcu przyczynę znalazł neurolog, to bardzo rzadka przypadłość, mój mózg nie pracuje tak jak powinien. Dostałam tabletki. Przytyłam po nich bardzo szybko. Niestety ich dodatkowym efektem ubocznym są zaburzenia miesiączkowania, a w efekcie brak płodności. Nie mogę brać ich non-stop. Biorę tyko wtedy kiedy zaczyna się pogarszać przez okres tygodnia, wtedy wszystko wraca “do normy”. Mimo wszystko nadal muszę się walczyć ze sobą, żeby rano wstać i nie zasnąć w połowie dnia. Nie mam tyle siły co normalny, zdrowy człowiek. Odczuwam ciągłe zmęczenie i męczę się bardzo szybko. Stale czuję się wykończona.

We wrześniu wróciłam do żywych. Musiałam zmienić sposób odżywiania, nie mogłam zostać na wegańskiej diecie, nad czym bardzo rozpaczałam. Wprowadziłam jedynie nabiał (poza mlekiem) i ryby. Wróciłam też do ćwiczeń. Tym razem bardziej poważnie, ale i z dużą dozą zdrowego rozsądku. Ustaliłam, że będę ćwiczyć 3 do 5 razy w tygodniu, w zależności od tego jak się będę czuła na siłach. Zaczęłam od skakanki, bo chciałam spalić “potabletkowy” tłuszczyk. Skakałam interwałowo, a kiedy zawartość tkanki tłuszczowej spadła dołożyłam ćwiczenia modelujące. Głównie były to programy Cassey.

Krótko po ujarzmieniu choroby, zaczęłam studiować fryzjerstwo- dzięki nowej pracy odkryłam kolejną pasję. Obecnie kończę pierwszy rok, ale przede mną jeszcze dwa. Wiem, że dzięki temu jeszcze bardziej rozwijam siebie i swoje szanse. Wreszcie też uwierzyłam w swoje zdolności językowe, bo studiuję po holendersku. Czasem aż sama się sobie dziwię, że niemal wszystko rozumiem. Bardzo się obawiałam, że będę musiała przerwać naukę, bo nie podołam pod tym względem.

Apetyt rośnie w miarę jedzenia i czytałam coraz więcej fachowej lektury. Szybko zrozumiałam, że zwykłe cardio nie jest dla mnie, a powinnam zabrać się za ćwiczenia z obciążeniem i muszę ćwiczyć całe ciało, a nie skupiać się tylko na dolnych partiach. Zaczęłam sama układać swoje treningi. W grudniu kupiłam kettlebell, wcześniej pierwsze różowe ciężarki i obciążniki na kostki. Ćwiczyłam z ciężarem własnego ciała; po raz pierwszy wzięłam się za pompki, początkowo przy ścianie, potem na kolanach, aż wreszcie przyszedł czas na męskie. W styczniu kupiłam pierwszy hantel 15 kg i zaczęłam ćwiczyć na bardzo poważnie, pomimo codziennej walki z chorobą. Znalazłam soją drogę.

Mam coraz większe plany na przyszłość, chcę ukończyć fryzjerstwo. Od przyszłego roku, chcę rozpocząć kurs na własną działalność gospodarczą. Chciałbym też skończyć coś związanego z dietetyką i zostać trenerem personalnym. Po za tym kiedyś chcę mieć swój własny salon fryzjersko-kosmetyczny. Chcę zrealizować chociaż 80% tych planów. Wierzę, że mi się uda.

Jestem historią Pauliny oczarowana. Mimo trudnego startu i prześladowań w dzieciństwie, nie wyrosła na zakompleksioną marionetkę. Problem szydzenia z osób, które szybciej dojrzewają jest niestety ogromny. W moim rodzinnymi miasteczku była dziewczyna  z południowego kraju która fizycznie zaczęła dojrzewać bardzo, bardzo szybko, a przez to, że język polski nie był jej ojczystym, chodziła “dwie klasy niżej” więc będąc w klasie z ośmiolatkami zmagała się z całkiem innymi problemami. Nie przypominam sobie, aby szkoła robiła coś, aby temu zapobiec (a znałam tę klasę bardzo dobrze).  Jest to tez problem uczniów z wodogłowiem…
To, co urzekło mnie w historii Pauliny to fakt, że jest bardzo, bardzo silną osobą. Pokonała barierę językową, postawiła na swoje, realizuje swoje ambitne cele. 
Zainteresowanych śledzeniem jej poczynań odsyłam na blog bohaterki tej historii. Znacie ją z tekstu o wyzwaniu z pracą nad pośladkami 🙂
_________
A dla tych, których tego typu teksty nie motywują, krótka informacja – wczoraj wieczorem ukazał się tekst “Nie musisz być mistrzem świata“. Ponieważ obecny artykuł dodaje się automatycznie,  nie widziałam jeszcze Waszych komentarzy. Proszę o chwilę cierpliwości. :))

Będzie mi miło, jeśli zaobserwujesz mnie na :

 

Follow on Bloglovin

lub polubisz na fejsie 😉

Uściski, Ania

32
Dodaj komentarz

avatar
17 Comment threads
15 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
Iwona PardaaniamalujePeggy brown AniamalujeMagda Dom Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anonimowy
Gość
Anonimowy

niby zwykła, ale bardzo szczególna historia, takie właśnie motywują mnie najbardziej 🙂

Szara Wiewiórka
Gość

Historia nieco podobna do mojej, pod pewnymi względami, choć ja wciąż jeszcze nie mogę nazwać mojej motywacyjną, jeszcze się gubię, jeszcze szukam siebie, swojej drogi, więc tym bardziej podziwiam Paulinę. Podziwiam, że wyjechała sama do obcego kraju nie znając języka. Ja miałam dużo łatwiej, a ona radzi sobie dużo lepiej. Podziwiam, że poradziła sobie z prześladowaniem. Oby tak dalej, w kierunku marzeń 🙂

bloo.
Gość

Bloga Pauliny odfkryłam kilka miesięcy temu, właśnie w związku z jej cudownymi pośladkami 🙂 bardzo podziwiam za tę metamorfozę i siłę do działania 🙂

Ann J.
Gość

Hurija jest przemiłą osobą. Jak widać też i waleczną. Cieszę się, że coraz więcej kobiet walczy z kompleksami, z samymi sobą. Coraz więcej ludzi ćwiczy, zdrowo się odżywa. Oby tylko to się rozprzestrzeniło coraz dalej. My kobiety nie musimy być słabą płcią! 🙂

BlingAlley
Gość

Podziwiam wolę walki Pauliny. Nie wiem czy ja bym tak potrafiła.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Jako małe dziecko byłam molestowana. Rozumiem, że skoro nie daję sobie rady z tym co przeszłam w dzieciństwie i do dziś czuję się gorsza od innych to wyrosłam na zakompleksioną marionetką? Proszę Cię, uważaj na swoje słowa. Czyta Cię sporo osób z bardzo różnymi problemami.

Kasia Gdańsk
Gość

Anonimowy, byłaś u psychologa?

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Nie przesadzasz trochę? Jak ktos wyzej napisal, w Twojej sytuacji potrzebna jest terapia, przykro mi z powodu Twojej sytuacji ale przeginasz z tym komentarzem, gdybym za kazdym razem miala myskec, czy idac nie depcze mrowki, czy kupujac ostatni chleb n apolce nie wykupuje.go starej babulince to zwariowalabym i wymaganie tego od.ani jest nierealne. Artykul dot. czegos innego…. nie zycze Ci źle, ale pomysl o terapii

Agnieszka Rumińska
Gość

Proszę o więcej delikatności… Najpewniej Dziewczyna odebrała wypowiedź Ani w taki sposób, że Ania uważa, że jak ktoś już był w dzieciństwie prześladowany, to ma spore szanse na pozostanie "zakompleksioną marionetką"… Po prostu odebrała to za bardzo "do siebie" i tyle…

Kasia Gdańsk
Gość

ja też miałam problem z dzieciństwem i strasznie się z tym męczyłam, dopiero terapia daje skutki ( bynajmniej u mnie). Trzymam kciuki za Ciebie Anonimowy :)):**

mitek
Gość

więcej takich historii, proszę.

Portreciarnia Julki
Gość

Też pochodzę ze Szczytna. I moja historia (mam 16 lat) zaczyna się tak samo jak Twoja. :))) walczę i schudłam już prawie 15 kg. Podziwiam Cię, bo wiem, co to znaczy "wyróżniać się gabarytami". Pozdrawiam.

illonky
Gość

od jakiegoś czasu obserwuję bohaterkę i jestem Nią zachwycona, korzystam głównie z jej porad odnośnie ćwiczeń 😉

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Niesamowita historia! Prawie jak z filmu. Wielki szacun dla autorki jest niesamowita.

2PlanetFromSun
Gość

Fantastyczne samozaparcie. Wielki podziw dla Pauliny. Ciekawi mnie jedna rzecz: co takiego złego było w diecie wegańskiej, że musiała z niej zrezygnować lub czego w niej brakowało? Pozdrawiam i dla Pauliny dużo sukcesów i powodzenia 🙂

Paulina Hurija
Gość

Nie tyle zła, co po prostu przy mojej wadzie genetycznej mi nie służy. Zwyczajnie nie ma co ryzykować.

Seldirima
Gość

Wszystko spoks. Ale… 63-65 przy 170cm to dużo? WTF? Chyba, że chodzi wyłącznie o stan ciała, tj. za dużo tłuszczu w stosunku do mięśni…

Paulina Hurija
Gość

Dokładnie tak. Obecnie ważę, 61kg, ale sylwetka jest teraz cudowna! 😉

little_angie
Gość

Do kogo mam się zwrócić, jeśli nie mogę odnaleźć w sobie takiej siły? Psycholog, coach, psychiatra? A może jeszcze ktoś inny?

little_angie
Gość

A to nie jest tak, że osoba bliska będzie zawsze stronnicza i subiektywna, podczas gdy profesjonalista musi i będzie (bardziej?) obiektywny?

little_angie
Gość

Ok, dziękuję 🙂

Ula P.
Gość

Cudowna historia, bardzo budująca. Paulina musi być niezwykle silną osobą, jeśli dala radę przezwyciężyć swoje demony (szkoła w Polsce, spadek wagi), za co ogromnie ją podziwiam. Mało komu to się udaje (niestety). I co do cholery, dzieje się z ludźmi w Polsce?? Myślałam, ze coś zmieni się po 10 latach (wyjechałam 10 lat temu do Francji), a widzę, ze w tym kraju dalej jest tak samo!

Magda Dom
Gość

Kurczę, jednej rzeczy nie ogarniam. Paulina ma fajne ciało dzięki ćwiczeniom. Ja mam baaardzo podobno figurę (tylko brzuch odrobinę mniej umięśniony), a nie ćwiczę praktycznie w ogóle, naprawdę, większość czasu spędzam przy kompie, jedyne, co robię dla ciała, to chodzę na wf w szkole, sporadycznie i nieregularnie jogginguję, no i dbam o to, by w miarę racjonalnie się odżywiać (gotować samemu, zamiast spożywać wysoko przetworzoną żywność, jeść owoce i warzywa, jak mam okazję), ale też nie jakoś rygorystycznie – praktycznie co najmniej raz na miesiąc zdarza mi się czy to fast food, czy np. chipsy do filmu z chłopakiem etc.,… Czytaj więcej »

Iwona Parda
Gość
Iwona Parda

szkoda, ze ta dziewczyna usunęła bloga 🙁

Peggy brown
Gość
Peggy brown

Dziewczyna poczuła się tak zmotywowana , że podawała się za doradcę laktacyjne, wielokrotnie podważając diagnozy lekarskie 🙁 dobrze, że już nie kłamie w sieci.

aniamaluje
Gość

Jestem przestraszona cała sprawa 😱

Previous
Nie musisz być mistrzem świata!
Historia motywacyjna – Paulina