To ja, próbująca jednocześnie korzystać z uroków Korfu, kręcić vloga i stories dla Was. Dwa lata temu.
Całe życie próbuję mieć ciastko i zjeść ciastko i udowodnić autorowi wiersza (przesuń palcem w bok, by zobaczyć), że się mylił.
Ale dobrze wiem, że ma rację.
#aniamaluje #grecja #podróżemałeiduże #girlswhotravel #wybory #dezycje #morze #szczerze_pisząc #wspomnienia

To ja, próbująca jednocześnie korzystać...

I tak się żyje powoli na tej wsi. Identyfikuję się z tym człowiekiem najedzonym pitcom z dagraso.
Luz, chillera, utopia #aniamaluje #wieś #wakacje #odpoczynek #jestdobrze

I tak się żyje powoli...

Jestem królową zaprzeczania sobie, bo napisałam tekst o tym jak zrobić coś raz a dobrze zamiast poprawiać w nieskończoność, podając przykłady największych firm świata... a sama nagrywałam prosty film na youtube trzy razy :). Jeśli chcesz poczytać co dziwnego próbowała wyprać moja babcia, obejrzeć dziwne zdjęcia z dzieciństwa i zgarnąć rabat na piękne fotoksiążki @colorland_pl to zapraszam Cię na bloga♥️
#aniamaluje #szczerze_pisząc #colorland #fotoksiążkacolorland #fotoksiążka #podróż #travel #trip #wspomnienia #memories #photomemories #photobook #pasja #passion #holidays #vacation #urlop #Azja #Asia #współpraca 
Materiał przy współpracy z @colorland_pl

Jestem królową zaprzeczania sobie, bo...

Jedno z moich ulubionych zdjęć, zerkam na nie gdy zapomnę się z treningami (ostatnio się zapomniałam). Ale myślę też o tym jak tanie wakacje na Korfu wtedy upolowałam i jak koszmarnie drogo (proporcjonalnie do zarobków) jest w Polsce. Polska jest piękna, sama w końcu na weekend ruszam za miasto i ogromnie doceniam naszą naturę, ale nie mogę się doczekać aż zjem pizzę we Włoszech (kosztuje tyle, co w Warszawie), albo popiję winem chinkali z serem w Gruzji. 
Jesteśmy koszmarnie drogim do życia krajem, to jest nienormalne aby kawa w kawiarni kosztowała godzinę pracy przeciętnego człowieka.
Kocham Polskę jeśli chodzi o naturę, kuchnię, niektóre zwyczaje, ale światopoglądowo czuję się bardziej obywatelką świata niż patriotką. „Rosjanin był, który – nie jego to wina –
Za brata uważał pewnego Gruzina.
Czas drużby był krótki,
Bo ów nie pił wódki,
Rosjanin nie pijał zaś wina.

Napisał na niego gdzie trzeba więc donos
I łzę nad przyjaźnią utoczył wzmocnioną.
W obozie zaś Gruzin
Odsiedział lat tuzin,
Lecz przecież go w końcu zwolniono!

Narody, narody! Po diabła narody
Stojące na drodze do szczęścia i zgody?
Historia nam daje dobitne dowody:
Pragniecie pokoju? – Usuńcie przeszkody –
Narody, narody, narody!” #aniamaluje #szczerze_pisząc #wakacje #korfu #lato #tęsknota #maxi #sukienka #travelgirl #podróżemałeiduże

Jedno z moich ulubionych zdjęć,...

Gdy chciałaś loki a wyglądasz jak baran😅
Uczę się nie mieć wysokich oczekiwań odnośnie miejsc, ludzi, sytuacji i po prostu dać się miło zaskoczyć, ale końcówka sagi „Malowany człowiek” mnie jednak rozczarowała. Autor budował napięcie i skomplikowany świat po to, aby ostateczne starcie było takie meh? Tak nie wolno🙈

Jest taki cudowny cytat Junga, że but pasujący na jedną stopę będzie uwierał inną. I ja go bardzo lubię, bo ilekroć pytam was o jakieś polecenia zawsze trafi się głos „koniecznie XYZ, tu cudo!” I „nie wiem co zadziała, ale byle nie XYZ, W ogóle się nie sprawdziło, straciłam tylko kasę”.
Lubię o tym pamiętać za każdym razem, gdy komuś nie spodoba się coś, co zrobiłam. 
Daj mi znać w komentarzu o swoim najnowszym odkryciu, jakiejś perełce z dowolnej kategorii. Chciałabym powrócić do cyklu „ulubieńcy” (halo, czy to rok 2015?!) i nie wiem czy jest sens. Co fajnego ostatnio odkryłeś?

#monstera #aniamaluje #szczerze_pisząc #crazyplantlady #czerwonasukienka #zlumpeksu #zdrugiejszafy #włosy

Gdy chciałaś loki a wyglądasz...

Słuchałam ostatnio podcastu @lelcia (świetna dziewczyna!) o tym, jak zmieniało się jej podejście do treningów. A potem zerknęłam w swój stary tekst z aktualizacją włosową i ucieszyła mnie jedna rzecz - nigdy nie miałam takiego podejścia do swojego ciała jakbym była arkuszem w excelu, że tu centymetr miesięcznie a założony cel to było 1,5 i co teraz.
Boziu🙈 miałam taki szał tylko z mierzeniem przyrostu włosów i z perspektywy czasu uważam to za dość toksyczne. 
Jasne, uwielbiam widzieć postępy, to jest super! Ale nie chcę być skupiona tylko na wynikach, jakby cała ta droga nie miała żadnego sensu. To ona mnie kręci najbardziej! To, że mogę zrobić głębszy skłon, wyżej podnieść nogę, albo przebyć dłuższy dystans i nie sapać to dla mnie fajniejszy efekt niż to, co pokazuje waga. Na litość, ja nawet nie mam wagi!
Kiedyś miesiąc do miesiąca porównywałam wyniki odsłon bloga, zarobki i to ile znaków nastukałam jako copywriterka. Jakże wyzwalający był ten moment, gdy odinstalowałam Google analytics i porzuciłam napinkę! Mam takie poczucie, że najfajniejszych rzeczy w życiu nie da się zmierzyć liczbami. Żadna tabelka nie ma rubryki oddającej moją radochę gdy przeczytam wiadomość, że ktoś pod wpływem mojego bloga rozstał się z toksycznym partnerem albo odważył się zmienić pracę na taką super, ale zawsze teoretycznie poza zasięgiem. Bądźcie dla siebie proszę łagodni i wyrozumiali, nie jesteście bezduszną korporacją gdzie liczy się tylko wynik i realizacja planu kwartalnego😘
#monstera #crazyplantlady #rośliny #trening #wdomu #poćwiczone #aniamaluje #szczerze_pisząc #motywacja

Słuchałam ostatnio podcastu @lelcia (świetna...

Czy masz problem z zapłaceniem uczciwej ceny za jakiś produkt? Często słyszę jako argument za kupowaniem podróbki albo piraceniem, „ale mnie nie stać”.
Pomyślmy odwrotnie - ale za swoją pracę to już chcesz być wynagradzany uczciwie?🤔🙈
Pamiętam jak na studiach zostawało mi 300 zł po zapewnieniu sobie minimum egzystencji. Nie było łatwo, ale nie miałam problemu aby kupować legalnie książki, szybko zainwestowałam w abonament w @czytamzlegimi (nadal jestem psychofanką a to nie jest sponsorowane).
Wiesz dlaczego? Bo sama chcę być uczciwie wynagradzana za swoją pracę. @troyann który ogarnia moje maile nigdy nie dostał przelewu ode mnie po czasie, a najczęściej dostaje przed. Dlaczego? Bo nie cierpię gdy ktoś płaci mi po czasie!

Głęboko wierzę w zasadę „traktuj innych tak, jak chcesz być traktowany”. Nie lubię mieć konfliktu wartości.
W tym tygodniu kupiłam kurs robienia landing page, który wygeneruje konwersje (nie mogę go polecić, wszystko wiedziałam🤭) i @thecolorbundle (kilkaset presetów). Napisz mi w komentarzu w co ostatnio zainwestowałeś dla swojego rozwoju!
 Kurs? Książka? Webinar? Daj znać 🙌🏻
#Saigon #Vietnam #podróże #podróżemałeiduże #wakacje #aniamaluje #szczerze_pisząc #motywacja #rozwój #kropki #colorbundlegiveaway

Czy masz problem z zapłaceniem...

Może dawno nikt ci tego nie mówił, ale życie to nie konkurs na bycie NAJ⭐️
Jednych napawa dumą, że mają wysprzątane na błysk, inni ściągają pranie z suszarki dopiero, gdy trzeba powiesić kolejne, albo płacą sprzątaczce. To nie tak, że jedna strona jest leniwa a druga „bez ambicji” bo jesteśmy różni, mamy inne priorytety, style życia, oba są tak samo ok!
👉🏻Ktoś lubi gotować, ktoś inny woli dietę pudełkową - i super! 👉🏻Ktoś robi sam remonty, ktoś płaci fachowcom. 👉🏻Ktoś ma warzywa z ogródka, ktoś z marketu.
Możemy mieć różne wizje swojego życia i nie ma żadnego sensu aby się porównywać!
O mojej wartości nie stanowi to, czy ugotuję dwudaniowy obiad z deserem, czy zjem pierogi z paczki - bywa i tak i tak. 
Ani to, czy zrobiłam w tym tygodniu 5 treningów, czy 2. 
Nie musisz się z nikim ścigać☺️
Ale nie musisz też budować swojego poczucia wartości na umniejszaniu innym, bo nie żyją tak jak ty.
Tak, ja też czasami myślę w duchu „ja bym tak nie mogła!” ale nie mówię tego na głos, bo inna widać mogła i ma się z tym dobrze✌🏻
Ważne, żeby mi z moimi wyborami też było dobrze😊 Nie zapominajmy o tym!
#aniamaluje #niezapominajka #szczerze_pisząc #darlingdaily #postitfortheaesthetics #forgetmenot #aestheticlypleasing #kwiaty #maj

Może dawno nikt ci tego...

TikTok made me do it! Zabrałam lustro na spacer i zrobiłam sobie selfie. Tym razem pretekstem nie była nowa fryzura ani sukienka, a nowe ubranko mojego telefonu. Z mocowanym na silny magnes ringiem, który mogę przesuwać gdy mam taką potrzebę (albo zamocować na stałe jeśli wolę). Czad! W ciągu ostatniego roku zepsułam 6 ringów (po czasie puszczał klej) więc jestem ciekawa jak się sprawdzi ten magnetyczny. Wszystko leci mi z rąk, więc ten pierścień ratuje mi zazwyczaj telefon🙈
Z kodem aniamaluje15 macie  15% rabatu na akcesoria @idealofsweden - ja mam case, ring i bezprzewodową ładowarkę, wszystko w tym samym wzorze ✨ Obecnie pojawiła się wiosenna kolekcja oraz firma ruszyła z rabatami 25-70%, które łączą się z moim kodem ;-)
Post we współpracy z marką @idealofsweden 
#tiktokmirrorchallenge #mirrorselfie #mirrorchallenge #portret #aniamaluje #wiosna #maj #maj2020

TikTok made me do it!...

Najbardziej cieszy mnie to, że jestem tak samo szczęśliwa z bukietem majowego bzu w Polsce, co w dalekiej podróży. Tylko w Azji mi się dużo lepiej oddycha! Dostałam na jesień zaproszenie na ślub w Tajlandii, więc z całego serca liczę, że to się uda i będzie dobrze. W zeszłym roku miałam o tej porze tak straszny kryzys, że tylko podróże mnie ratowały. Miło odkryć, że znów dobrze mi ze sobą nawet wtedy, gdy muszę siedzieć na 🍑.
#aniamaluje #podróże #podróżemałeiduże #vietnam #wietnam #most #goldenbridge

Najbardziej cieszy mnie to, że...

Historia motywacyjna – Paulina

Do cyklu z historiami motywacyjnymi bardzo chętnie zapraszam wyjątkowe osoby które “się ogarnęły”.  Nie są to dla mnie osoby które zostały mistrzami świata w jakiejś trudnej dziedzinie, ale zwykli, codzienni bohaterowie własnych żyć – osoby, które mimo licznych przeciwności chwyciły mocno życie za rogi i zrobiły z nim coś fajnego. Taka jest historia Pauliny.Przy czym Paulina napisała ją w tak skromny sposób, że muszę ją na końcu podsumować, bo umknie gdzieś cały jej przekaz 😉

Oddaję głos Paulinie :


Hey!

Nazywam się Paulina Hurija, mam 24, męża i dwa kotki. Od paru lat mieszkam w Belgii, wcześniej krótko w Holandii. Pracuję tutaj jako make up artist oraz studiuję fryzjerstwo. Po za tym jestem fit blogerką.

Urodziłam się w Szczytnie, ale po paru latach przeprowadziliśmy się do Poznania. Był to jeden z najlepszych okresów w moim życiu. Chociaż byłam jeszcze dzieckiem, to miałam tam wiele możliwości. Chodziłam na półkolonie, mama zabierała nas do teatru, kina, na różne festyny, koncerty, wydarzenia kulturalne. Potem przeprowadziliśmy się do małego miasteczka, gdzie dorastali moi rodzice. Tutaj nie było już tak kolorowo. Brak jakichkolwiek możliwości rozwoju, a poza tym ludzie, bardzo specyficzni. Każdy wtrącał się w czyjeś życie; każdy plotkował; każdy na to psioczył a robił dokładnie to samo. Ciężko było być kimś nowym, z własnym zdaniem, z własnym stylem, muzyką i zdolnością powiedzenia głośno “nie”. Tacy ludzie byli traktowani w większości jak wyrzutki, choć podejrzewam, że większość ich tak samo nie lubiła, jak i podziwiała za odwagę.

Moje problemy zaczęły się dość szybko, kiedy tylko pojawiły się u mnie piersi, a chłopcy zaczęli zwracać na to uwagę. Pierwszy biustonosz musiałam nosić już wieku 8 lat! Koleżanki bardzo dokuczały mi z tego powodu, mówiły, że robię z siebie dorosłą i chcę tylko zwrócić na siebie uwagę. Dwa lata później po raz pierwszy zaczęłam miesiączkować i coraz bardziej się rozwijać płciowo. Zaczynałam figurą przypominać kobietę, a nie 10 letnią dziewczynkę. Wtedy w oczach innych dziewcząt byłam “gruba”. Zaczęłam mieć coraz więcej kompleksów i coraz bardziej zaczęłam zamykać się w domu.

Wtedy zaczęły się pierwsze problemy z moim odżywianiem. Przestałam jeść kanapki w szkole, żeby tylko nie przytyć! Problem z czasem tylko się pogłębiał. Pod koniec liceum nie jadłam już prawie nic, a dodatkowo zaczynałam ćwiczyć godzinami, żeby tylko spalić piersi, biodra i tyłek. Ważyłam już tylko 53 kg przy wzroście 170 cm.

Po napisaniu ostatniego egzaminu maturalnego od razu wyjechałam do Holandii do narzeczonego. Była to dla mnie droga ucieczki i w końcu poczułam ulgę. Tam nikt nie patrzył na to jak wyglądam, jak się ubieram,jakiej muzyki słucham. Ważne było kim jestem, co mam do powiedzenia i co mam w głowie. Narzeczony bardzo zmartwił się moim wyglądem i postanowił mnie troszkę utuczyć, a ja po wielu latach głodówki, w końcu miałam ochotę coś zjeść. Niestety trochę przedobrzyłam i utyłam do ok. 63-65 kg. Moje ciało było galaretowate i pełne cellulitu. W zasadzie ocknęłam się tuż pod koniec mojego pobytu w Holandii. Krótko potem przeniosłam się do Belgii. 

Przez pierwsze pół roku byłam tam sama. Mogłam kontrolować to co jem, kiedy i jak. Starałam się jeść bardziej racjonalnie. Po raz pierwszy zaczęłam coś na ten temat czytać w internecie. Nie miałam niestety czasu na ćwiczenia. Pracowałam wtedy ok. 12 godzin na dzień. U Polki, chyba więcej dodawać nie muszę. Niedługo potem zostałam zwolniona z dnia na dzień, bo pracy było mniej, a ludzi za dużo.

Trochę się wtedy załamałam, ale rozwoziłam swoje CV wszędzie, gdzie mnie chcieli i nie chcieli. Pojawiłam się w każdym sklepie, fabryce itp., co tylko znalazłam. Po dwóch tygodniach zadzwonił telefon i dostałam pracę! Jako pomoc domowa. Wiem,to nic zaszczytnego, ale w tym momencie bez większej znajomości języka, to jedyne co mogłam robić. Języka nauczyłam się sama, słuchając ludzi, czytając, próbując rozmawiać. Pracy nie zmieniałam, bo cały czas miałam wrażenie, że mój język nie jest na wystarczającym poziomie.

Pod koniec 2009 roku założyłam bloga. Początkowo miał być to taki mój pamiętnik, potem zaczęłam pisać o kosmetykach i krótko po tym prezentować swoje pierwsze makijaże. Z czasem założyłam też swój kanał na YT. Z początku nie szło mi zbyt dobrze, potem było coraz lepiej, aż nawet miałam stałych czytelników i kilka fanek moich makijażu. Problem polegał na tym, że nigdy nie umiałam oddać efektu na zdjęciu, do dziś tego nie umiem, choć próbowałam na różne sposoby. Równocześnie oglądałam i czytałam inne dziewczyny.

Jakoś w 2011 roku pojawił się wielki bum na ćwiczenia E.Chodakowskiej. Pamiętam jak Panna Joanna (kanał YT), polecała te ćwiczenia i było po niej widać, że rzeczywiście schudła. Ja też postanowiłam spróbować swoich sił. Chodakowska dosyć szybko mi się znudziła i przerzuciłam się na Cassey Ho, z kanalu Blogilates. Niedługo potem przeszukałam wzdłuż i wszerz internet na temat zdrowego odżywiania, które leczy organizm. Czułam się wtedy coraz słabiej i miałam coraz mniej sił. Choroba dawała pierwsze znaki, ale o tym za moment. Znalazłam weganizm i czułam, że dla mnie to strzał w dziesiątkę. Z dnia na dzień zostałam weganką i zaczęłam czuć się nieco lepiej.

Dalej pracowałam na tym samym stanowisku, ale zaczęłam wymieniać klientów na starszych ludzi. Wtedy czułam, że jestem naprawdę tym ludziom potrzebna. Mniej dbałam o domy, a bardziej chodziłam do aptek, lekarzy, urzędów. Czasem byłam tylko po to, żeby z taką starsza osobą porozmawiać, pomóc przy zakupach czy gotowaniu. 

Któregoś dnia poszłam na zastępstwo do innego domu. Rozmawiając z klientką, dowiedziałam się, że jest fryzjerką- kosmetyczką i za parę miesięcy otwiera swój salon. Wspomniałam o tym, że moim hobby jest makijaż, prowadzę swojego bloga i kanał na YT. Bernadette stwierdziła, że musi koniecznie to zobaczyć. Pokazałam jej i była zachwycona. Umówiłyśmy się na rozmowę kwalifikacyjną. Polegała na wykonaniu kilku makijaży, na modelkach różnego pochodzenia. Udało się! Dostałam pracę. Gdyby nie blog i rozwijanie własnej pasji, nigdy by mi się to nie udało. Spełniłam moje największe marzenia i mogłam w połowie rzucić poprzedni zawód. W połowie, bo salon otwarty jest od czwartku do soboty, ale niedługo zmieniamy lokalizację i mamy nadzieję, że zapotrzebowanie będzie coraz większe.

W maju 2013 roku zaczęłam czuć się coraz gorzej, wszystko zaczęło się od paru zemdleń i zawrotów głowy. Z początku myślałam, że jestem przemęczona, więc wzięłam trochę wolnego. Problem zaczął się nasilać. Nie byłam w stanie przejść z kanapy do łazienki, byłam tak osłabiona. Chudłam z dnia na dzień po ok. 0,5 kg. W głowie kręciło mi się już w sekundzie od przebudzenia. Moje mięśnie nie miały w ogóle siły, nie byłam w stanie utrzymać rąk w górze, żeby umyć sobie włosy. Ból głowy też nie ułatwiał jakiegokolwiek funkcjonowania.

Zaczęło się latanie od lekarza do lekarza. Cztery miesiące nikt nie wiedział co mi jest. W końcu przyczynę znalazł neurolog, to bardzo rzadka przypadłość, mój mózg nie pracuje tak jak powinien. Dostałam tabletki. Przytyłam po nich bardzo szybko. Niestety ich dodatkowym efektem ubocznym są zaburzenia miesiączkowania, a w efekcie brak płodności. Nie mogę brać ich non-stop. Biorę tyko wtedy kiedy zaczyna się pogarszać przez okres tygodnia, wtedy wszystko wraca “do normy”. Mimo wszystko nadal muszę się walczyć ze sobą, żeby rano wstać i nie zasnąć w połowie dnia. Nie mam tyle siły co normalny, zdrowy człowiek. Odczuwam ciągłe zmęczenie i męczę się bardzo szybko. Stale czuję się wykończona.

We wrześniu wróciłam do żywych. Musiałam zmienić sposób odżywiania, nie mogłam zostać na wegańskiej diecie, nad czym bardzo rozpaczałam. Wprowadziłam jedynie nabiał (poza mlekiem) i ryby. Wróciłam też do ćwiczeń. Tym razem bardziej poważnie, ale i z dużą dozą zdrowego rozsądku. Ustaliłam, że będę ćwiczyć 3 do 5 razy w tygodniu, w zależności od tego jak się będę czuła na siłach. Zaczęłam od skakanki, bo chciałam spalić “potabletkowy” tłuszczyk. Skakałam interwałowo, a kiedy zawartość tkanki tłuszczowej spadła dołożyłam ćwiczenia modelujące. Głównie były to programy Cassey.

Krótko po ujarzmieniu choroby, zaczęłam studiować fryzjerstwo- dzięki nowej pracy odkryłam kolejną pasję. Obecnie kończę pierwszy rok, ale przede mną jeszcze dwa. Wiem, że dzięki temu jeszcze bardziej rozwijam siebie i swoje szanse. Wreszcie też uwierzyłam w swoje zdolności językowe, bo studiuję po holendersku. Czasem aż sama się sobie dziwię, że niemal wszystko rozumiem. Bardzo się obawiałam, że będę musiała przerwać naukę, bo nie podołam pod tym względem.

Apetyt rośnie w miarę jedzenia i czytałam coraz więcej fachowej lektury. Szybko zrozumiałam, że zwykłe cardio nie jest dla mnie, a powinnam zabrać się za ćwiczenia z obciążeniem i muszę ćwiczyć całe ciało, a nie skupiać się tylko na dolnych partiach. Zaczęłam sama układać swoje treningi. W grudniu kupiłam kettlebell, wcześniej pierwsze różowe ciężarki i obciążniki na kostki. Ćwiczyłam z ciężarem własnego ciała; po raz pierwszy wzięłam się za pompki, początkowo przy ścianie, potem na kolanach, aż wreszcie przyszedł czas na męskie. W styczniu kupiłam pierwszy hantel 15 kg i zaczęłam ćwiczyć na bardzo poważnie, pomimo codziennej walki z chorobą. Znalazłam soją drogę.

Mam coraz większe plany na przyszłość, chcę ukończyć fryzjerstwo. Od przyszłego roku, chcę rozpocząć kurs na własną działalność gospodarczą. Chciałbym też skończyć coś związanego z dietetyką i zostać trenerem personalnym. Po za tym kiedyś chcę mieć swój własny salon fryzjersko-kosmetyczny. Chcę zrealizować chociaż 80% tych planów. Wierzę, że mi się uda.

Jestem historią Pauliny oczarowana. Mimo trudnego startu i prześladowań w dzieciństwie, nie wyrosła na zakompleksioną marionetkę. Problem szydzenia z osób, które szybciej dojrzewają jest niestety ogromny. W moim rodzinnymi miasteczku była dziewczyna  z południowego kraju która fizycznie zaczęła dojrzewać bardzo, bardzo szybko, a przez to, że język polski nie był jej ojczystym, chodziła “dwie klasy niżej” więc będąc w klasie z ośmiolatkami zmagała się z całkiem innymi problemami. Nie przypominam sobie, aby szkoła robiła coś, aby temu zapobiec (a znałam tę klasę bardzo dobrze).  Jest to tez problem uczniów z wodogłowiem…
To, co urzekło mnie w historii Pauliny to fakt, że jest bardzo, bardzo silną osobą. Pokonała barierę językową, postawiła na swoje, realizuje swoje ambitne cele. 
Zainteresowanych śledzeniem jej poczynań odsyłam na blog bohaterki tej historii. Znacie ją z tekstu o wyzwaniu z pracą nad pośladkami 🙂
_________
A dla tych, których tego typu teksty nie motywują, krótka informacja – wczoraj wieczorem ukazał się tekst “Nie musisz być mistrzem świata“. Ponieważ obecny artykuł dodaje się automatycznie,  nie widziałam jeszcze Waszych komentarzy. Proszę o chwilę cierpliwości. :))

Będzie mi miło, jeśli zaobserwujesz mnie na :

 

Follow on Bloglovin

lub polubisz na fejsie 😉

Uściski, Ania
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anonimowy
Gość
Anonimowy

niby zwykła, ale bardzo szczególna historia, takie właśnie motywują mnie najbardziej 🙂

Szara Wiewiórka
Gość

Historia nieco podobna do mojej, pod pewnymi względami, choć ja wciąż jeszcze nie mogę nazwać mojej motywacyjną, jeszcze się gubię, jeszcze szukam siebie, swojej drogi, więc tym bardziej podziwiam Paulinę. Podziwiam, że wyjechała sama do obcego kraju nie znając języka. Ja miałam dużo łatwiej, a ona radzi sobie dużo lepiej. Podziwiam, że poradziła sobie z prześladowaniem. Oby tak dalej, w kierunku marzeń 🙂

bloo.
Gość

Bloga Pauliny odfkryłam kilka miesięcy temu, właśnie w związku z jej cudownymi pośladkami 🙂 bardzo podziwiam za tę metamorfozę i siłę do działania 🙂

Ann J.
Gość

Hurija jest przemiłą osobą. Jak widać też i waleczną. Cieszę się, że coraz więcej kobiet walczy z kompleksami, z samymi sobą. Coraz więcej ludzi ćwiczy, zdrowo się odżywa. Oby tylko to się rozprzestrzeniło coraz dalej. My kobiety nie musimy być słabą płcią! 🙂

BlingAlley
Gość

Podziwiam wolę walki Pauliny. Nie wiem czy ja bym tak potrafiła.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Jako małe dziecko byłam molestowana. Rozumiem, że skoro nie daję sobie rady z tym co przeszłam w dzieciństwie i do dziś czuję się gorsza od innych to wyrosłam na zakompleksioną marionetką? Proszę Cię, uważaj na swoje słowa. Czyta Cię sporo osób z bardzo różnymi problemami.

Kasia Gdańsk
Gość

Anonimowy, byłaś u psychologa?

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Nie przesadzasz trochę? Jak ktos wyzej napisal, w Twojej sytuacji potrzebna jest terapia, przykro mi z powodu Twojej sytuacji ale przeginasz z tym komentarzem, gdybym za kazdym razem miala myskec, czy idac nie depcze mrowki, czy kupujac ostatni chleb n apolce nie wykupuje.go starej babulince to zwariowalabym i wymaganie tego od.ani jest nierealne. Artykul dot. czegos innego…. nie zycze Ci źle, ale pomysl o terapii

Agnieszka Rumińska
Gość

Proszę o więcej delikatności… Najpewniej Dziewczyna odebrała wypowiedź Ani w taki sposób, że Ania uważa, że jak ktoś już był w dzieciństwie prześladowany, to ma spore szanse na pozostanie "zakompleksioną marionetką"… Po prostu odebrała to za bardzo "do siebie" i tyle…

Kasia Gdańsk
Gość

ja też miałam problem z dzieciństwem i strasznie się z tym męczyłam, dopiero terapia daje skutki ( bynajmniej u mnie). Trzymam kciuki za Ciebie Anonimowy :)):**

mitek
Gość

więcej takich historii, proszę.

Portreciarnia Julki
Gość

Też pochodzę ze Szczytna. I moja historia (mam 16 lat) zaczyna się tak samo jak Twoja. :))) walczę i schudłam już prawie 15 kg. Podziwiam Cię, bo wiem, co to znaczy "wyróżniać się gabarytami". Pozdrawiam.

illonky
Gość

od jakiegoś czasu obserwuję bohaterkę i jestem Nią zachwycona, korzystam głównie z jej porad odnośnie ćwiczeń 😉

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Niesamowita historia! Prawie jak z filmu. Wielki szacun dla autorki jest niesamowita.

2PlanetFromSun
Gość

Fantastyczne samozaparcie. Wielki podziw dla Pauliny. Ciekawi mnie jedna rzecz: co takiego złego było w diecie wegańskiej, że musiała z niej zrezygnować lub czego w niej brakowało? Pozdrawiam i dla Pauliny dużo sukcesów i powodzenia 🙂

Paulina Hurija
Gość

Nie tyle zła, co po prostu przy mojej wadzie genetycznej mi nie służy. Zwyczajnie nie ma co ryzykować.

Seldirima
Gość

Wszystko spoks. Ale… 63-65 przy 170cm to dużo? WTF? Chyba, że chodzi wyłącznie o stan ciała, tj. za dużo tłuszczu w stosunku do mięśni…

Paulina Hurija
Gość

Dokładnie tak. Obecnie ważę, 61kg, ale sylwetka jest teraz cudowna! 😉

little_angie
Gość

Do kogo mam się zwrócić, jeśli nie mogę odnaleźć w sobie takiej siły? Psycholog, coach, psychiatra? A może jeszcze ktoś inny?

little_angie
Gość

A to nie jest tak, że osoba bliska będzie zawsze stronnicza i subiektywna, podczas gdy profesjonalista musi i będzie (bardziej?) obiektywny?

little_angie
Gość

Ok, dziękuję 🙂

Ula P.
Gość

Cudowna historia, bardzo budująca. Paulina musi być niezwykle silną osobą, jeśli dala radę przezwyciężyć swoje demony (szkoła w Polsce, spadek wagi), za co ogromnie ją podziwiam. Mało komu to się udaje (niestety). I co do cholery, dzieje się z ludźmi w Polsce?? Myślałam, ze coś zmieni się po 10 latach (wyjechałam 10 lat temu do Francji), a widzę, ze w tym kraju dalej jest tak samo!

Magda Dom
Gość

Kurczę, jednej rzeczy nie ogarniam. Paulina ma fajne ciało dzięki ćwiczeniom. Ja mam baaardzo podobno figurę (tylko brzuch odrobinę mniej umięśniony), a nie ćwiczę praktycznie w ogóle, naprawdę, większość czasu spędzam przy kompie, jedyne, co robię dla ciała, to chodzę na wf w szkole, sporadycznie i nieregularnie jogginguję, no i dbam o to, by w miarę racjonalnie się odżywiać (gotować samemu, zamiast spożywać wysoko przetworzoną żywność, jeść owoce i warzywa, jak mam okazję), ale też nie jakoś rygorystycznie – praktycznie co najmniej raz na miesiąc zdarza mi się czy to fast food, czy np. chipsy do filmu z chłopakiem etc.,… Czytaj więcej »

Iwona Parda
Gość
Iwona Parda

szkoda, ze ta dziewczyna usunęła bloga 🙁

Peggy brown
Gość
Peggy brown

Dziewczyna poczuła się tak zmotywowana , że podawała się za doradcę laktacyjne, wielokrotnie podważając diagnozy lekarskie 🙁 dobrze, że już nie kłamie w sieci.

aniamaluje
Gość

Jestem przestraszona cała sprawa 😱

Previous
Nie musisz być mistrzem świata!
Historia motywacyjna – Paulina