Zmęczona. Tak się ostatnio czuję. Nawet nie fizycznie, to inny rodzaj zmęczenia. Zmęczenie mnogością decyzji do podjęcia i wyborów do dokonania. Zmęczenie ilością rzeczy, walczących każdego dnia o moją uwagę. 
Kiedyś nie rozumiałam ludzi latających na all inclusive, mówiących fryzjerowi „rób co chcesz” albo wybierających buty w pierwszym sklepie, bez porównania oferty w 10 innych. Dzisiaj rozumiem. 
Każdy czasami potrzebuje odpoczynku umysłowego.

#lavieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #darlingdaily #szczerze_pisząc #discoverunder50k

Zmęczona. Tak się ostatnio czuję....

Szybciej, mocniej, więcej, bardziej. Postaraj się więcej, wstawaj wcześniej, kładź się później.
Nie wiem jak wy, ale ja nie kupuję tego bullshitu. Mam pracę, którą uwielbiam - copywriterka daje mi mnóstwo satysfakcji, lubię poprawiać wyniki i czuć, że moja praca pomaga komuś zwiększyć sprzedaż albo zredukować czas spędzany na odpowiadaniu na pytania klientów, bo zgrabnie naskrobałam wyczerpujący opis. Ale też potrzebuję przerwy. Nie powinniśmy żyć w świecie, w którym pracujących ludzi często nie stać na samodzielne wynajęcia  mieszkania,  albo jedna wizyta u dentysty wpędza ich w długi. Jeden pełny etat powinien zapewniać pieniądze na godne życie.

Pamiętam jak kiedyś chciałam podkręcić kartę graficzną, by pograć w grę.
Pograłam. Chwilę.
Karta się spaliła.

Uczę się pracować mniej. Poleżeć brzuchem do góry. Zabrać książkę do parku. Odpoczywać. 
____
#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Szybciej, mocniej, więcej, bardziej. Postaraj...

Kiedyś nie lubiłam swoich nóg , bo są krzywe. najkrótsze sukienki jakie nosiłam były za kolano. No i głównie wybierałam spodnie.
To było głupie, wyrosłam z tego.
Ale wiele moich koleżanek wciąż jest na tym etapie. Nie założą latem szortów bo mają nogi: za blade, za chude, za grube, z cellulitem na który na pewno wszyscy będą patrzeć, z siniakami, pajączkami albo wuj wie co jeszcze. 
Kobietom zdarza się też odmówić spontanicznego wyjścia na basen czy nad jezioro, bo się nie wydepilowały.

Hmm, chodziłam ostatnio w krótkich sukienkach, chociaż nóg nie goliłam dwa tygodnie. Zazwyczaj co niedzielę sięgam po depilator, ale jakoś jedna mi wyleciała, a w kolejną jak miałam czas na ogarnianie siebie, to zrobiła się trzecia w nocy. Nie chciałam budzić sąsiadów bo depilator chodzi jak kosiarka.
Rok temu zrobiło mi się słabo i zaliczyłam glebę. Najpierw chodziłam z dwoma dorodnymi strupami na kolanach, potem z białymi śladami po nich. I też chodziłam w krótkich sukienkach, walić to. Może ze dwa razy jakiś Janusz skomentował, że chyba był awans w pracy, ale kto rządzi moim życiem, ja, czy strach przed spojrzeniami Januszy?😉 Nieważne jak wyglądają Twoje nogi, masz prawo chodzić w czym tylko chcesz. Czy masz 45 kg czy 145, czy nogi blade czy opalone, gładkie czy owłosione, paznokcie pomalowane czy nie. Nieważne, czy masz siniaki, pajączki, strupa, mnóstwo bąbli od komarów czy cellulit. To Twoje ciało.
Rób z nim co zechcesz! 🤗

#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #wbutachbrilu

Kiedyś nie lubiłam swoich nóg...

Kocham lato. Sporo rzeczy w nim mnie wkurza - komary i nagrzany beton, bo wycinka drzew pod nowy parking. Ale więcej zachwyca.
Zieleń. Polne kwiatki. Rumianek. Że kwitnie czarny bez, a syrop z bzu to najlepszy dodatek do lemoniady na świecie. Że rosną maki. I dmuchawce aż się proszą o zdmuchnięcie. Można nosić zwiewne sukienki. Najlepszy strój świata, majtki, sukienka, klapki i jesteś gotowa. Że można poczytać książkę w cieniu pod drzewem. Objadać się lodami i mówić, że to dla ochłody. Chodzić do kina plenerowego. Siedzieć nad Wisłą. Zajadać się mizerią. Albo truskawkami. 
Lada moment stanieje fasolka, i będę ją z lubością polewać bułką tartą na maśle. Przy obecnych cenach masła to będzie droższe niż kawałek schabu, ale to dla mnie smak lata. Tak samo jak kalafior.
Za co Ty kochasz lato? Tylko dobre rzeczy!
#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Kocham lato. Sporo rzeczy w...

Widzicie to białe pudełko na zdjęciu? Zrobiłam sobie w Tunezji małą symulację i nie spakowałam kosmetyków. Kupiłam je na lotnisku i wcale nie wydałam na to ogromnej kwoty - ja zapłaciłam taniej niż w sieciowych drogeriach. Dużo taniej za porządny zestaw - róż, maskara, pomada do brwi i rozświetlacz zapłaciłam 113 zł zamiast rynkowej ceny 310. Chodźcie na bloga zobaczyć jak to zrobiłam ;) Rozwiewam tam też  kilka mitów związanych z podróżowaniem, w które zadziwiająco często ludzie wierzą oraz mam dla Was super zniżkę - 20% na zakupy w @aelia_duty_free_polska - idealna okazja by kupić taniej swój ulubiony podkład albo perfumy.

#Tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia #podróże #rabat #zakupy #kosmetyki #podróżemałeiduże #wakacje #sukienka #lato #girlsborntotravel #travelgirl 
Post we współpracy z @aelia_duty_free_polska 
Zdjęcie; @adriandmoch

Widzicie to białe pudełko na...

Moja koleżanka miała koszmarną promotorkę. Nie odpisywała na maile, wyrzucała kawałki pracy, które wcześniej zaakceptowała, olewała swoje seminaria i w ogóle nie była pomocna. Dawała jednak bardzo wyraźne aluzje, że poprzedni rocznik kupił jej w podzięce piękną biżuterię.

Prezenty są miłe, ale bywają kłopotem dla wszystkich stron. Dlatego na moim kanale na Youtube (link w stories) opowiadam o tym, co uważam o prezentach na zakończenie roku w szkole. Czy wypada dać? Co dać? 
A jeśli masz jakąś ciekawą historię związaną z takim prezentem - podziel się w komentarzu.
Ja najbardziej lubiłam te wszystkie koślawo narysowane kwiatki, przytulaski i deklaracje, że jestem najulubieńszą panią😉
#szkoła #zakonczenieroku #zakonczenierokuszkolnego #wakacje #lato #nauczyciel #prezent #aniamaluje #niedziela #dziendobry

Moja koleżanka miała koszmarną promotorkę....

Kocham lato. Nazrywałam sobie kwiatków, kupiłam kilka przepysznych rzeczy. #szparagi i #pomidory (czekoladowe, moje ulubione!) skropione oliwą i przykre boczkiem pieką się właśnie w piekarniku. Z awokado zrobię przepyszne guacamole, które zjem z gruzińskim puri (na zdjęciu w papierowej torbie, do mojego woreczka na pieczywo się nie mieści). Jestem bardzo dumna z tych zakupów, bo dało się #bezplastiku i #zerowaste, chociaż kobiałka prawie mi się rozpadła w drodze ;). Ale jestem też przerażona kierunkiem, w którym zmierzamy. Ja miałam ogromny komfort, że mogłam czasowo pozwolić sobie na zakupy na bazarku. Że miałam też taki bazarek w rozsądnej odległości. Że nie byłam po pracy obładowana własnymi siatami, służbowym laptopem, na którym zabieram pracę do domu i torebką wypchaną pudełkiem w którym noszę lunch i butelką termiczną, więc miałam wolną rękę na kobiałkę. Że mam tyle przestrzeni w głowie, by dowiedzieć się trochę więcej o środowisku i działać, a nie zaprzątam myśli kalkulowaniem z którym rachunkiem bezpieczniej się spóźnić - czy lepiej mieć zaległości za prąd czy za telefon, bo akurat musiałam wydać pilnie na dentystę a nie miałam poduszki finansowej.
Ale i tak zaraz przyjdzie tu ktoś, kto nie pozwoli mi stawiać swoich małych kroczków i palcem wytknie 3 plastry boczku na szparagach albo zakup awokado, bo do jego produkcji zużywa się dużo wody.
Myślę, że z excela jasno wychodzi, że światu bardziej przyda się 100 osób ograniczających złe nawyki o 50%, niż 3 będące w 95% eko, ale osłabiające morale innych gdy tylko wdrożą jakąś mąłą zmianę.
#zakupy #eko #próbuję #szczerze_pisząc #aniamaluje #vintage #jedzenie #czystamicha

Kocham lato. Nazrywałam sobie kwiatków,...

Tu był długi opis, ale za dużo hashtagów i instagram zjadł.
Pisałam, że robiłam dzisiaj porządki - audyt obuwia, bo lubię zanosić zniszczone buty do szewca i patrzeć na ich nowe życie. Odświeżanie letnich ubrań, bo lato zaskoczyło mnie wpadając bez wiosny. Ale w połowie wyszło jak zawsze, zrobiłam straszny bałagan i poszłam czytać książkę. Z polecenia @karolinakovalska „Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek”. Ładne! Połknęłam na jeden raz. Aż żal.

Tu był długi opis, ale...

Pierwszy dzień po podróży to zawsze pranie i inne prace porządkowe, których szczerze nie znoszę, ale są koniecznością. Potrzebne było więc przepyszne ale też szybkie #jedzonko.
Upiekłam małe #pomidorki i fasolkę (ale tylko dlatego,że sprzątałam lodówkę, fajniejsze będą bataty, szparagi). Mix sałat, świeża #burrata i trochę kremu balsamicznego. Proste, pyszne i w sumie jedno z tych dań, które zaspokaja nie tylko głód, ale też inne zmysły. Burrata to moje odkrycie zeszłego roku, nie wiem jak mogłam żyć nie wiedząc o jej istnieniu, chyba będę musiała na nowo odwiedzić wszystkie miejsca we Włoszech, w których dotąd byłam😈 #burratacheese #burratagram #burrataporn #przepis #jedzenie #obiad #pycha #mniam #salatka #sałatka #salad #omnomnom #mniam

Pierwszy dzień po podróży to...

Większość zdjęć w rodzinnych albumach (u mnie) ma mnóstwo prześwietleń albo cieni w złych miejscach, totalnie randomowe pozy, bo ktoś z kiepskim wzrokiem strzelał na oślep. Ciekawe czy za 10-20 lat z podobnym poczuciem obciachu będziemy patrzeć na obecne trendy. Czy instagramowa stylistyka będzie postrzegana w ten sam sposób, co niegdyś meblościanki, które były w każdym domu i stanowiły powód do dumy.
Taka drobna myśl po wczorajszym oglądaniu zdjęć z dzieciństwa w różnych zakątkach internetu. Bardzo fajne to było!
#palmiarniagliwice #palmiarnia #czerwonasukienka #lumpeks #lumpeksowezdobycze #secondhand #palmhouse #jungle #plantlady #roślinki #niedziela #dziendobry #blogerka #podróżemałeiduże #silesia #gliwice #ootd

Większość zdjęć w rodzinnych albumach...

Historia motywacyjna – Paulina

Do cyklu z historiami motywacyjnymi bardzo chętnie zapraszam wyjątkowe osoby które “się ogarnęły”.  Nie są to dla mnie osoby które zostały mistrzami świata w jakiejś trudnej dziedzinie, ale zwykli, codzienni bohaterowie własnych żyć – osoby, które mimo licznych przeciwności chwyciły mocno życie za rogi i zrobiły z nim coś fajnego. Taka jest historia Pauliny.Przy czym Paulina napisała ją w tak skromny sposób, że muszę ją na końcu podsumować, bo umknie gdzieś cały jej przekaz 😉

Oddaję głos Paulinie :


Hey!

Nazywam się Paulina Hurija, mam 24, męża i dwa kotki. Od paru lat mieszkam w Belgii, wcześniej krótko w Holandii. Pracuję tutaj jako make up artist oraz studiuję fryzjerstwo. Po za tym jestem fit blogerką.

Urodziłam się w Szczytnie, ale po paru latach przeprowadziliśmy się do Poznania. Był to jeden z najlepszych okresów w moim życiu. Chociaż byłam jeszcze dzieckiem, to miałam tam wiele możliwości. Chodziłam na półkolonie, mama zabierała nas do teatru, kina, na różne festyny, koncerty, wydarzenia kulturalne. Potem przeprowadziliśmy się do małego miasteczka, gdzie dorastali moi rodzice. Tutaj nie było już tak kolorowo. Brak jakichkolwiek możliwości rozwoju, a poza tym ludzie, bardzo specyficzni. Każdy wtrącał się w czyjeś życie; każdy plotkował; każdy na to psioczył a robił dokładnie to samo. Ciężko było być kimś nowym, z własnym zdaniem, z własnym stylem, muzyką i zdolnością powiedzenia głośno “nie”. Tacy ludzie byli traktowani w większości jak wyrzutki, choć podejrzewam, że większość ich tak samo nie lubiła, jak i podziwiała za odwagę.

Moje problemy zaczęły się dość szybko, kiedy tylko pojawiły się u mnie piersi, a chłopcy zaczęli zwracać na to uwagę. Pierwszy biustonosz musiałam nosić już wieku 8 lat! Koleżanki bardzo dokuczały mi z tego powodu, mówiły, że robię z siebie dorosłą i chcę tylko zwrócić na siebie uwagę. Dwa lata później po raz pierwszy zaczęłam miesiączkować i coraz bardziej się rozwijać płciowo. Zaczynałam figurą przypominać kobietę, a nie 10 letnią dziewczynkę. Wtedy w oczach innych dziewcząt byłam “gruba”. Zaczęłam mieć coraz więcej kompleksów i coraz bardziej zaczęłam zamykać się w domu.

Wtedy zaczęły się pierwsze problemy z moim odżywianiem. Przestałam jeść kanapki w szkole, żeby tylko nie przytyć! Problem z czasem tylko się pogłębiał. Pod koniec liceum nie jadłam już prawie nic, a dodatkowo zaczynałam ćwiczyć godzinami, żeby tylko spalić piersi, biodra i tyłek. Ważyłam już tylko 53 kg przy wzroście 170 cm.

Po napisaniu ostatniego egzaminu maturalnego od razu wyjechałam do Holandii do narzeczonego. Była to dla mnie droga ucieczki i w końcu poczułam ulgę. Tam nikt nie patrzył na to jak wyglądam, jak się ubieram,jakiej muzyki słucham. Ważne było kim jestem, co mam do powiedzenia i co mam w głowie. Narzeczony bardzo zmartwił się moim wyglądem i postanowił mnie troszkę utuczyć, a ja po wielu latach głodówki, w końcu miałam ochotę coś zjeść. Niestety trochę przedobrzyłam i utyłam do ok. 63-65 kg. Moje ciało było galaretowate i pełne cellulitu. W zasadzie ocknęłam się tuż pod koniec mojego pobytu w Holandii. Krótko potem przeniosłam się do Belgii. 

Przez pierwsze pół roku byłam tam sama. Mogłam kontrolować to co jem, kiedy i jak. Starałam się jeść bardziej racjonalnie. Po raz pierwszy zaczęłam coś na ten temat czytać w internecie. Nie miałam niestety czasu na ćwiczenia. Pracowałam wtedy ok. 12 godzin na dzień. U Polki, chyba więcej dodawać nie muszę. Niedługo potem zostałam zwolniona z dnia na dzień, bo pracy było mniej, a ludzi za dużo.

Trochę się wtedy załamałam, ale rozwoziłam swoje CV wszędzie, gdzie mnie chcieli i nie chcieli. Pojawiłam się w każdym sklepie, fabryce itp., co tylko znalazłam. Po dwóch tygodniach zadzwonił telefon i dostałam pracę! Jako pomoc domowa. Wiem,to nic zaszczytnego, ale w tym momencie bez większej znajomości języka, to jedyne co mogłam robić. Języka nauczyłam się sama, słuchając ludzi, czytając, próbując rozmawiać. Pracy nie zmieniałam, bo cały czas miałam wrażenie, że mój język nie jest na wystarczającym poziomie.

Pod koniec 2009 roku założyłam bloga. Początkowo miał być to taki mój pamiętnik, potem zaczęłam pisać o kosmetykach i krótko po tym prezentować swoje pierwsze makijaże. Z czasem założyłam też swój kanał na YT. Z początku nie szło mi zbyt dobrze, potem było coraz lepiej, aż nawet miałam stałych czytelników i kilka fanek moich makijażu. Problem polegał na tym, że nigdy nie umiałam oddać efektu na zdjęciu, do dziś tego nie umiem, choć próbowałam na różne sposoby. Równocześnie oglądałam i czytałam inne dziewczyny.

Jakoś w 2011 roku pojawił się wielki bum na ćwiczenia E.Chodakowskiej. Pamiętam jak Panna Joanna (kanał YT), polecała te ćwiczenia i było po niej widać, że rzeczywiście schudła. Ja też postanowiłam spróbować swoich sił. Chodakowska dosyć szybko mi się znudziła i przerzuciłam się na Cassey Ho, z kanalu Blogilates. Niedługo potem przeszukałam wzdłuż i wszerz internet na temat zdrowego odżywiania, które leczy organizm. Czułam się wtedy coraz słabiej i miałam coraz mniej sił. Choroba dawała pierwsze znaki, ale o tym za moment. Znalazłam weganizm i czułam, że dla mnie to strzał w dziesiątkę. Z dnia na dzień zostałam weganką i zaczęłam czuć się nieco lepiej.

Dalej pracowałam na tym samym stanowisku, ale zaczęłam wymieniać klientów na starszych ludzi. Wtedy czułam, że jestem naprawdę tym ludziom potrzebna. Mniej dbałam o domy, a bardziej chodziłam do aptek, lekarzy, urzędów. Czasem byłam tylko po to, żeby z taką starsza osobą porozmawiać, pomóc przy zakupach czy gotowaniu. 

Któregoś dnia poszłam na zastępstwo do innego domu. Rozmawiając z klientką, dowiedziałam się, że jest fryzjerką- kosmetyczką i za parę miesięcy otwiera swój salon. Wspomniałam o tym, że moim hobby jest makijaż, prowadzę swojego bloga i kanał na YT. Bernadette stwierdziła, że musi koniecznie to zobaczyć. Pokazałam jej i była zachwycona. Umówiłyśmy się na rozmowę kwalifikacyjną. Polegała na wykonaniu kilku makijaży, na modelkach różnego pochodzenia. Udało się! Dostałam pracę. Gdyby nie blog i rozwijanie własnej pasji, nigdy by mi się to nie udało. Spełniłam moje największe marzenia i mogłam w połowie rzucić poprzedni zawód. W połowie, bo salon otwarty jest od czwartku do soboty, ale niedługo zmieniamy lokalizację i mamy nadzieję, że zapotrzebowanie będzie coraz większe.

W maju 2013 roku zaczęłam czuć się coraz gorzej, wszystko zaczęło się od paru zemdleń i zawrotów głowy. Z początku myślałam, że jestem przemęczona, więc wzięłam trochę wolnego. Problem zaczął się nasilać. Nie byłam w stanie przejść z kanapy do łazienki, byłam tak osłabiona. Chudłam z dnia na dzień po ok. 0,5 kg. W głowie kręciło mi się już w sekundzie od przebudzenia. Moje mięśnie nie miały w ogóle siły, nie byłam w stanie utrzymać rąk w górze, żeby umyć sobie włosy. Ból głowy też nie ułatwiał jakiegokolwiek funkcjonowania.

Zaczęło się latanie od lekarza do lekarza. Cztery miesiące nikt nie wiedział co mi jest. W końcu przyczynę znalazł neurolog, to bardzo rzadka przypadłość, mój mózg nie pracuje tak jak powinien. Dostałam tabletki. Przytyłam po nich bardzo szybko. Niestety ich dodatkowym efektem ubocznym są zaburzenia miesiączkowania, a w efekcie brak płodności. Nie mogę brać ich non-stop. Biorę tyko wtedy kiedy zaczyna się pogarszać przez okres tygodnia, wtedy wszystko wraca “do normy”. Mimo wszystko nadal muszę się walczyć ze sobą, żeby rano wstać i nie zasnąć w połowie dnia. Nie mam tyle siły co normalny, zdrowy człowiek. Odczuwam ciągłe zmęczenie i męczę się bardzo szybko. Stale czuję się wykończona.

We wrześniu wróciłam do żywych. Musiałam zmienić sposób odżywiania, nie mogłam zostać na wegańskiej diecie, nad czym bardzo rozpaczałam. Wprowadziłam jedynie nabiał (poza mlekiem) i ryby. Wróciłam też do ćwiczeń. Tym razem bardziej poważnie, ale i z dużą dozą zdrowego rozsądku. Ustaliłam, że będę ćwiczyć 3 do 5 razy w tygodniu, w zależności od tego jak się będę czuła na siłach. Zaczęłam od skakanki, bo chciałam spalić “potabletkowy” tłuszczyk. Skakałam interwałowo, a kiedy zawartość tkanki tłuszczowej spadła dołożyłam ćwiczenia modelujące. Głównie były to programy Cassey.

Krótko po ujarzmieniu choroby, zaczęłam studiować fryzjerstwo- dzięki nowej pracy odkryłam kolejną pasję. Obecnie kończę pierwszy rok, ale przede mną jeszcze dwa. Wiem, że dzięki temu jeszcze bardziej rozwijam siebie i swoje szanse. Wreszcie też uwierzyłam w swoje zdolności językowe, bo studiuję po holendersku. Czasem aż sama się sobie dziwię, że niemal wszystko rozumiem. Bardzo się obawiałam, że będę musiała przerwać naukę, bo nie podołam pod tym względem.

Apetyt rośnie w miarę jedzenia i czytałam coraz więcej fachowej lektury. Szybko zrozumiałam, że zwykłe cardio nie jest dla mnie, a powinnam zabrać się za ćwiczenia z obciążeniem i muszę ćwiczyć całe ciało, a nie skupiać się tylko na dolnych partiach. Zaczęłam sama układać swoje treningi. W grudniu kupiłam kettlebell, wcześniej pierwsze różowe ciężarki i obciążniki na kostki. Ćwiczyłam z ciężarem własnego ciała; po raz pierwszy wzięłam się za pompki, początkowo przy ścianie, potem na kolanach, aż wreszcie przyszedł czas na męskie. W styczniu kupiłam pierwszy hantel 15 kg i zaczęłam ćwiczyć na bardzo poważnie, pomimo codziennej walki z chorobą. Znalazłam soją drogę.

Mam coraz większe plany na przyszłość, chcę ukończyć fryzjerstwo. Od przyszłego roku, chcę rozpocząć kurs na własną działalność gospodarczą. Chciałbym też skończyć coś związanego z dietetyką i zostać trenerem personalnym. Po za tym kiedyś chcę mieć swój własny salon fryzjersko-kosmetyczny. Chcę zrealizować chociaż 80% tych planów. Wierzę, że mi się uda.

Jestem historią Pauliny oczarowana. Mimo trudnego startu i prześladowań w dzieciństwie, nie wyrosła na zakompleksioną marionetkę. Problem szydzenia z osób, które szybciej dojrzewają jest niestety ogromny. W moim rodzinnymi miasteczku była dziewczyna  z południowego kraju która fizycznie zaczęła dojrzewać bardzo, bardzo szybko, a przez to, że język polski nie był jej ojczystym, chodziła “dwie klasy niżej” więc będąc w klasie z ośmiolatkami zmagała się z całkiem innymi problemami. Nie przypominam sobie, aby szkoła robiła coś, aby temu zapobiec (a znałam tę klasę bardzo dobrze).  Jest to tez problem uczniów z wodogłowiem…
To, co urzekło mnie w historii Pauliny to fakt, że jest bardzo, bardzo silną osobą. Pokonała barierę językową, postawiła na swoje, realizuje swoje ambitne cele. 
Zainteresowanych śledzeniem jej poczynań odsyłam na blog bohaterki tej historii. Znacie ją z tekstu o wyzwaniu z pracą nad pośladkami 🙂
_________
A dla tych, których tego typu teksty nie motywują, krótka informacja – wczoraj wieczorem ukazał się tekst “Nie musisz być mistrzem świata“. Ponieważ obecny artykuł dodaje się automatycznie,  nie widziałam jeszcze Waszych komentarzy. Proszę o chwilę cierpliwości. :))

Będzie mi miło, jeśli zaobserwujesz mnie na :

 

Follow on Bloglovin

lub polubisz na fejsie 😉

XOXO

32
Dodaj komentarz

avatar
17 Comment threads
15 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
Iwona PardaaniamalujePeggy brown AniamalujeMagda Dom Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anonimowy
Gość
Anonimowy

niby zwykła, ale bardzo szczególna historia, takie właśnie motywują mnie najbardziej 🙂

Szara Wiewiórka
Gość

Historia nieco podobna do mojej, pod pewnymi względami, choć ja wciąż jeszcze nie mogę nazwać mojej motywacyjną, jeszcze się gubię, jeszcze szukam siebie, swojej drogi, więc tym bardziej podziwiam Paulinę. Podziwiam, że wyjechała sama do obcego kraju nie znając języka. Ja miałam dużo łatwiej, a ona radzi sobie dużo lepiej. Podziwiam, że poradziła sobie z prześladowaniem. Oby tak dalej, w kierunku marzeń 🙂

bloo.
Gość

Bloga Pauliny odfkryłam kilka miesięcy temu, właśnie w związku z jej cudownymi pośladkami 🙂 bardzo podziwiam za tę metamorfozę i siłę do działania 🙂

Ann J.
Gość

Hurija jest przemiłą osobą. Jak widać też i waleczną. Cieszę się, że coraz więcej kobiet walczy z kompleksami, z samymi sobą. Coraz więcej ludzi ćwiczy, zdrowo się odżywa. Oby tylko to się rozprzestrzeniło coraz dalej. My kobiety nie musimy być słabą płcią! 🙂

BlingAlley
Gość

Podziwiam wolę walki Pauliny. Nie wiem czy ja bym tak potrafiła.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Jako małe dziecko byłam molestowana. Rozumiem, że skoro nie daję sobie rady z tym co przeszłam w dzieciństwie i do dziś czuję się gorsza od innych to wyrosłam na zakompleksioną marionetką? Proszę Cię, uważaj na swoje słowa. Czyta Cię sporo osób z bardzo różnymi problemami.

Kasia Gdańsk
Gość

Anonimowy, byłaś u psychologa?

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Nie przesadzasz trochę? Jak ktos wyzej napisal, w Twojej sytuacji potrzebna jest terapia, przykro mi z powodu Twojej sytuacji ale przeginasz z tym komentarzem, gdybym za kazdym razem miala myskec, czy idac nie depcze mrowki, czy kupujac ostatni chleb n apolce nie wykupuje.go starej babulince to zwariowalabym i wymaganie tego od.ani jest nierealne. Artykul dot. czegos innego…. nie zycze Ci źle, ale pomysl o terapii

Agnieszka Rumińska
Gość

Proszę o więcej delikatności… Najpewniej Dziewczyna odebrała wypowiedź Ani w taki sposób, że Ania uważa, że jak ktoś już był w dzieciństwie prześladowany, to ma spore szanse na pozostanie "zakompleksioną marionetką"… Po prostu odebrała to za bardzo "do siebie" i tyle…

Kasia Gdańsk
Gość

ja też miałam problem z dzieciństwem i strasznie się z tym męczyłam, dopiero terapia daje skutki ( bynajmniej u mnie). Trzymam kciuki za Ciebie Anonimowy :)):**

mitek
Gość

więcej takich historii, proszę.

Portreciarnia Julki
Gość

Też pochodzę ze Szczytna. I moja historia (mam 16 lat) zaczyna się tak samo jak Twoja. :))) walczę i schudłam już prawie 15 kg. Podziwiam Cię, bo wiem, co to znaczy "wyróżniać się gabarytami". Pozdrawiam.

illonky
Gość

od jakiegoś czasu obserwuję bohaterkę i jestem Nią zachwycona, korzystam głównie z jej porad odnośnie ćwiczeń 😉

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Niesamowita historia! Prawie jak z filmu. Wielki szacun dla autorki jest niesamowita.

2PlanetFromSun
Gość

Fantastyczne samozaparcie. Wielki podziw dla Pauliny. Ciekawi mnie jedna rzecz: co takiego złego było w diecie wegańskiej, że musiała z niej zrezygnować lub czego w niej brakowało? Pozdrawiam i dla Pauliny dużo sukcesów i powodzenia 🙂

Paulina Hurija
Gość

Nie tyle zła, co po prostu przy mojej wadzie genetycznej mi nie służy. Zwyczajnie nie ma co ryzykować.

Seldirima
Gość

Wszystko spoks. Ale… 63-65 przy 170cm to dużo? WTF? Chyba, że chodzi wyłącznie o stan ciała, tj. za dużo tłuszczu w stosunku do mięśni…

Paulina Hurija
Gość

Dokładnie tak. Obecnie ważę, 61kg, ale sylwetka jest teraz cudowna! 😉

little_angie
Gość

Do kogo mam się zwrócić, jeśli nie mogę odnaleźć w sobie takiej siły? Psycholog, coach, psychiatra? A może jeszcze ktoś inny?

little_angie
Gość

A to nie jest tak, że osoba bliska będzie zawsze stronnicza i subiektywna, podczas gdy profesjonalista musi i będzie (bardziej?) obiektywny?

little_angie
Gość

Ok, dziękuję 🙂

Ula P.
Gość

Cudowna historia, bardzo budująca. Paulina musi być niezwykle silną osobą, jeśli dala radę przezwyciężyć swoje demony (szkoła w Polsce, spadek wagi), za co ogromnie ją podziwiam. Mało komu to się udaje (niestety). I co do cholery, dzieje się z ludźmi w Polsce?? Myślałam, ze coś zmieni się po 10 latach (wyjechałam 10 lat temu do Francji), a widzę, ze w tym kraju dalej jest tak samo!

Magda Dom
Gość

Kurczę, jednej rzeczy nie ogarniam. Paulina ma fajne ciało dzięki ćwiczeniom. Ja mam baaardzo podobno figurę (tylko brzuch odrobinę mniej umięśniony), a nie ćwiczę praktycznie w ogóle, naprawdę, większość czasu spędzam przy kompie, jedyne, co robię dla ciała, to chodzę na wf w szkole, sporadycznie i nieregularnie jogginguję, no i dbam o to, by w miarę racjonalnie się odżywiać (gotować samemu, zamiast spożywać wysoko przetworzoną żywność, jeść owoce i warzywa, jak mam okazję), ale też nie jakoś rygorystycznie – praktycznie co najmniej raz na miesiąc zdarza mi się czy to fast food, czy np. chipsy do filmu z chłopakiem etc.,… Czytaj więcej »

Iwona Parda
Gość
Iwona Parda

szkoda, ze ta dziewczyna usunęła bloga 🙁

Peggy brown
Gość
Peggy brown

Dziewczyna poczuła się tak zmotywowana , że podawała się za doradcę laktacyjne, wielokrotnie podważając diagnozy lekarskie 🙁 dobrze, że już nie kłamie w sieci.

aniamaluje
Gość

Jestem przestraszona cała sprawa 😱

Previous
Nie musisz być mistrzem świata!
Historia motywacyjna – Paulina