Jak wejdziecie w lokalizację, to zobaczycie jak to POWINNO wyglądać. Cóż, być w jednym z najbardziej zapierających dech w piersiach miejscu i go nie zobaczyć, bo chmury - zdarza się! :D Potem zaczął padać deszcz, więc ja zaczęłam mieć z tego radochę😅
Pytacie, dlaczego tak mało się stresuję! Słuchajcie, ja kiedyś byłam tą osobą, którą ze stresu zawsze bolał brzuch. Przed egzaminem, zawodami, konkursem... dzisiaj stresik czuję tylko przed podróżą (czyli chyba długo nie poczuję🙈) a częściej towarzyszy mi EKSCYTACJA. Większy problem mam z napięciem, ono się silnie odbija na moim ciele. Zazwyczaj szłam je wybiegać, ale ponieważ wróciłam przed obowiązkową kwarantanną, narzuciłam sobie własną i... chodzę po ścianach, bo moje najlepsze sposoby na rozładowanie napięcia są niedostępne🙈Nie cierpię biegać. Ale lubię zgrzana wrócić do mieszkania i mieć ten uśmiech na twarzy, że już wszystko za mną😅

A nie stresuje się, bo nie pozwalam, by rzeczy, które są poza moją kontrolą władały moim umysłem. Poza moją kontrolą jest to, ile potrwa pandemia, ile osób umiera każdego dnia, jak wygląda stan opieki zdrowotnej w Polsce, czy będzie szczepionka albo kiedy będzie i ile potrwają obostrzenia.
Ale mam kontrolę nad najważniejszymi rzeczami: mogę ograniczyć do minimum wyjścia (spacerek do sklepu po jedną rzecz nigdy tak nie kusił, co?😉), poprawnie myć ręce, unikać dotykania buzi, dbać o odporność, być aktywna fizycznie, słuchać komunikatów GiS i dostosować swoją sytuację finansową do zmieniających się warunków (przyciąć wydatki? przebranżowić się? podnieść ceny usług czy obniżyć i iść na ilość?).
Skupiam się nad tym, nad czym mam kontrolę. Zawsze!
Nie wiem czy na egzaminie dostanę trudne pytania, nad tym nie mam kontroli. Ale mam kontrolę nad tym, jak przyswoję materiał.
A u Was jak? Stres? Czarne myśli? Czy spokój na myśl o tym, że cokolwiek przyniesie życie, będzie trzeba się do tego dostosować?
#stres #szczerze_pisząc #emocje #stacalm #stayhome #vietnam #goldenhandsbridge

Jak wejdziecie w lokalizację, to...

Ale mam dzisiaj kiepski dzień! Chyba będę ładną sumkę w plecy. Auć! Bolesna lekcja, by nie robić czegoś „jednym okiem”. Pomyślałam, że podzielę się kilkoma swoimi wpadkami i poproszę Cię o to samo 👉🏻 zatytułowałam oficjalny przelew „pieniądze za las”. Byłam rozkojarzona!
👉🏻 kilka razy wysłałam polecony do samej siebie, jakoś odruchowo wpisuje mi się mój własny adres 🤷🏻‍♀️
👉🏻 wybrałam się na basen i nie spakowałam stroju, zorientowałam się już w szatni
👉🏻 bez portfela to też wyszłam wiele razy
👉🏻 wysłałam klientowi plik o tytule „wersjaostatecznailetychpoprawekjapierdole.pdf”
👉🏻 wyszłam z knajpy i zapomniałam zapłacić. Biegłam przeprosić i uregulować należność ze zwieszonym jęzorem a oni się nawet nie zorientowali! Przeprosiłam chyba z 5x🙈

Teraz Ty, będzie mi raźniej!
Zdjęcie z Bali! Było pięknie, mam nadzieję, że Balijczycy dadzą sobie radę z kryzysem, żyli w dużej mierze z turystyki :( #wpadka #aniamaluje #szczerze_pisząc #wodospad #waterfall #podrozemaleiduze #podróże

Ale mam dzisiaj kiepski dzień!...

Mam taką ulubioną grę, gdzie zadaję ludziom pytania w stylu „wolisz do końca życia jeść tylko sernik, czy tylko burgery?”. Nawet mam jej karcianą wersję (nazwa się „Dylematy” i pytania są w niej czasami na maksa odjechane!) ale i tak wolę zadawać własne😈. Zasady są proste! 👉🏻 odpowiadasz na dowolne pytanie z tego wątku (moje, cudze)
👉🏻 kupujesz sobie w ten sposób prawo, by zadać własne pytanie 
Można uzasadniać, wychodzą z tego super dyskusje!!! Uwielbiam w to grać! I na żywo i przez smsy jak na żywo nie można pogadać.
Więc ja zacznę, a Wy mam nadzieję, będziecie w komentarzach aktywni. Pytanie które wrzucam, pochodzi z gry „Dylematy”:
2 osoby zaproponowały ci namiętny pocałunek. Jedna z nich to 10 w Twojej osobistej skali, ale jest w związku. Druga to singiel, ale w twojej skali „5”. Kogo wybierasz? Napisz, a potem stwórz własny „dylemat”😉 Zawsze trzeba coś wybrać, nawet jak obie opcje są złe 🙃
Odpowiedz i zadaj swoje pytanie.

Możecie odpowiadać sobie nawzajem, będzie zabawnie! To jak, 5 czy 10? 
#gra #zostajewdomu #rozrywka #buivien #buivienstreet #vietnam #saigon #hochiminh #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje

Mam taką ulubioną grę, gdzie...

Idziesz do pracy, bo musisz? Źle, bo masz siedzieć na pupie. Bierzesz bezpłatny urlop, żeby siedzieć na pupie - źle, bo będzie kryzys, a w ogóle to ktoś musi w sklepach sprzedawać.
Wrzucasz związane w wirusem treści - źle, bo wszyscy już mają dość. Wrzucasz treści rozrywkowe - źle, bo jesteś ignorantem. Kupujesz papier dla siebie i rodziny - źle, bo panikujesz i „odbierasz innym”. Kupujesz tyle ile potrzebujesz - źle, bo nie myślisz o przyszłości.

Nie dajmy się zwariować. Jesteśmy różni! Przeżywamy sytuacje na swój sposób. Ktoś, kto lubi siedzieć w domu nie zrozumie kogoś, kto serio chodzi od tego po ścianach. za dzieciaka byłam często chora i 2 tygodnie na dupsku to dla mnie żadna nowość. Przyznam, że czasami wręcz chciałam mieć anginę, żeby oglądać na satelicie bajki na jakimś Rai due czy niemieckim RTL2, oglądać reklamy produktów, których w Polsce nie ma, układać puzzle, czytać książki, wpuszczać psa do łóżka (chora, to mama przymknie oko) i układać domki z kart. Przeszłabym się chętnie, marzę o zakupach w lidlu, żałuję, że nie mam balkonu, ale jakieś wielkie wyrzeczenie to nie jest. Dla kogoś innego może być niemal traumatyczne i nie mam prawa tego oceniać! Jeden będzie tańczył i śpiewał, drugi zwinie się w kulkę i będzie mu smutno.
Dlatego proszę, nie oceniajmy się! Jeśli tylko słuchasz się do zaleceń i oficjalnych komunikatów - nie czuj wyrzutów sumienia, że masz ochotę spać albo leżeć zamiast pisać ebooki i tworzyć genialne biznesy. Albo na odwrót, że w tej sytuacji przyszedł Ci do głowy genialny produkt  i wchodzisz w to jak opętany!
Nie miej wyrzutów sumienia, że czujesz radochę na myśl o gotowaniu, porządkach w szafie i wszystkich rzeczach, na które brakowało ci czasu. Albo na odwrót - że zamawiasz na wynos i marzysz o pracy w której odwiedza cię pan kanapka. Ale nie oceniaj. 
Polecam z  stories @evrdtrp która pokazuje, jak odmienne mamy perspektywy i sytuacje życiowe. To nie są rzeczy czarne albo białe, raczej tak niedookreślone jak moja skora na tym zdjęciu. Opalona, spalona, czy blada? Wszystko po trochu!
Wspieranie, nie ocenianie. Proszę🤗
#staystrong #siedzęwdomu ... bo mam ten przywilej, nie każdy może.
Doceniam! #szczerze_pisząc #aniamaluje

Idziesz do pracy, bo musisz?...

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja niestety ciągle! Czasami szybciej działam niż myślę, a refleksja nad głupotą przychodzi po fakcie. Osobiście za jedną z najgłupszych rzeczy na świecie uważam jednak palenie papierosów. Śmierdzą, trują, niszczą zęby i zdrowie - bez wahania zdecydowałam się dorzucić swoje 3 grosze do kampanii przeciwko paleniu!
Dajcie koniecznie znać w komentarzach czy kiedyś paliliście (albo palicie) i czego wam najbardziej w związku z tym żal!
Więcej na : http://stopfejkfriends.pl/ 
Post w tamach kampanii społecznej: #stopfejkfriends i „Papierosy i e-papierosy to fałszywi przyjaciele”

#aniamaluje #szczerze_pisząc

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja...

Na tym zdjęciu moja mina mówi „czy mogę już iść?” i nawet powiedziałam to na głos do @czula.kaminska bo obok latał jakiś szerszeń, a ja się panicznie boję🙈
Bo ja wcale nie jest odważna! 
Życie jest przewrotne. Pojechałam solo, żeby sama pobyć ze swoimi myślami - nie spędziłam sama ani jednego dnia! A teraz siedzę na tyłku jak wszyscy i mam to swoje wyciszenie, chociaż czas po wyjeździe miał być turbo intensywny🤪
🌱Fajnie jest być gdzieś z kimś. Dzielić zachwyt, czasami pokazać coś swoimi oczami, czasami rozproszyć poczucie odpowiedzialności by nie ciążyło tylko na jednej osobie, czasami by poczuć się bezpieczniej. 🌱Podróżowanie solo jest inne. Ludzie dzielą z Tobą jakieś fragmenty drogi, ale na Twoich zasadach. Zero kompromisów, dostosowywania się, szukania knajp gdzie będzie coś bez pszenicy albo gaszenia światła bo ktoś chce spać, a ty jeszcze nie. Omijania czegoś, bo komuś za gorąco albo za daleko, za blisko, za brzydko, za ładnie, zawsze coś.
🌱Łatwiej poznaje się ludzi. Ja na nowo uwierzyłam, że w ludziach jest dobro. Spotkałam się z wielką życzliwością, chęcią pomocy, wskazówkami. Ktoś mnie podwiózł, ktoś naprawił laptopa, ktoś pokazał fajne zakątki, ktoś zrobił zdjęcie, ktoś popilnował rzeczy. To było piękne!🥰
🌱Podróżowanie solo nie jest ani lepsze ani gorsze. Jest zupełnie inne. 
Polecam przeżyć chociaż raz w życiu, może jak wszystko się uspokoi? ☀️Ja lubię mieć jakąś nagrodę w perspektywie. Jeśli ogarnę to finansowo to po tej całej pandemii chciałabym wybrać się do Włoch i zjeść nieprzyzwoicie pyszną pizzę. I makaron. I potańczyć. I pośpiewać pijąc nad morzem ich domowe wino z plastikowej butelki.
Tak będzie, musi być! 
Każda burza się kiedyś kończy, w to chcę wierzyć!
Zabawmy się! Wyobraź sobie, że pandemia się skończyła, Twoje finanse i rodzina mają się dobrze.
Pierwsze co robisz „w nagrodę” aby to odreagować to?
Ja totalnie wybieram się na pizzę! #podróże #solo #solotravel #drzewo #szczerze_pisząc #aniamaluje #infinitydress #multiwaydress

Na tym zdjęciu moja mina...

To, co dzisiaj wydaje się dramatem, kiedyś może okazać się cenną lekcją. Pamiętam jak z dnia na dzień straciłam źródło dochodu nie mając planu B. Bolało, ale od tej pory pamiętałam, że „najpierw płacę sobie”. No matter what! Budowałam poduszkę finansową, chociaż było bardzo ciężko. Za drugim razem gdy straciłam głównego klienta też bolało potwornie. Wtedy wyciągnęłam kolejną lekcję i postawiłam na dywersyfikację. Teraz przy okazji wirusa moje źródełka powysychały albo stały się mniejsze, ale jedno, zupełnie pasywne działa nadal i to lepiej niż wcześniej. Książka, którą napisałam w 2013! (Dostępna na legimi).
Kryzysy są ciężkie, ja się cieszę, że dostałam mocno po dupie bardzo młodo. Że przegadałam sobie kilka tematów i np. podjęłam trudną decyzję, że nie stać mnie na pracę w szkole, (wtedy byle ósemka do wyrwania oznacza tarapaty finansowe).
Czasami te bolesne lekcje po czasie okazują się bardzo cenne! 
Mam taką zasadę, że porażkę zawsze zamieniam w „teachable moment”. Wypisuję 10 rzeczy, których nauczyła mnie ta sytuacja i wdrażam wnioski w życie.
Z takim podejściem z wielu problemów wychodzimy silniejsi!
Gdybym nie przerobiła tego problemu 10 lat temu, dzisiaj też z przerażeniem patrzyłabym na topniejący stan konta😰ale czasami żeby było lepiej, przez chwilę musi być trochę gorzej! Dzisiaj widzę, że przez ten kryzys podjęłam decyzje, które zapewniają mi całkiem wygodne życie.
Teraz wydaje się ciężko, ale jeśli wyciągniemy z tego lekcje, to będzie lepiej.
Każdy zna chyba kogoś, kto załamał się po rozpadzie związku a potem poznał partnera pod każdym kątem nieporównywalnie lepszego, prawda?
Wierzę, że tak to się skończy! 
Masz jakąś historię życiowej tragedii, która okazała się potrzebną lekcją i chcesz się nią podzielić?
#aniamaluje #szczerze_pisząc #saigon #hochiminh #kryzys #staystrong

To, co dzisiaj wydaje się...

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców. To totalnie nie jest czas na te wszystkie wrogie spojrzenia i wytykanie innym co zrobili nie tak! W Tajlandii starsze małażeństwo z Chin pozarażało innych, bo bali się linczu i bali się iść do szpitala. U nas ludzie zatajają, że byli we Włoszech właśnie przez takie komentarze! Z kolei gdy restauratorka z Bangkoku dała znać klientom na fejsie, że ma wirusa, zamyka lokal i prosi osoby, które w nim były o sprawdzenie swojego zdrowia - ludzie pisali, że dziękują za jej odpowiedzialność i poinformowanie. Takie samo podejście ma Tajwan. Pisałam kiedyś, że wiara w „sprawiedliwy świat” sprzyja kulturze wtórnej wiktymizacji ofiar. Bo gdy wszyscy myślimy „jak będę ostrożna to nikt mnie nie zgwałci”, to z automatu cześć winy idzie zawsze na zgwałconą kobietę. „Mnie jakoś takie rzeczy nie spotykają a chodzę tedy 20 lat”🙄. To od naszego podejścia zależy, czy ludzie będą zgłaszać swoje objawy, czy nie. Wirus może przytrafić się każdemu, nawet najbardziej ostrożnemu człowiekowi! To nie jest moment na „to przez tego, to przez tamtego”. To moment na słuchanie się do zaleceń i siedzenie w domu. Ja zdecydowałam się kontynuować relację z Azji z normalnym opóźnieniem (no, może ciut dłuższym, zbieram więcej info o ciemnych stronach Wietnamu😌). Czasy są ciężkie, miejcie u mnie trochę rozrywki i normalności! Pozostańmy silni, bez znaczenia, czy w Polsce czy gdzieś na świecie!♥️ Nie obwiniajmy się nawzajem, nikt nie przyniósł wirusa złośliwie! To i tak by się wydarzyło. Strach jest ok, panika nie. Panika to chaos. Potrzebujemy spokoju i opanowania😊 to nasze reakcje zadecydują o rozwoju wydarzeń.
#podróże #szczerze_pisząc #aniamaluje #wirus #zostajewdomu

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców....

Jedna z moich największych obaw odnośnie podróży solo?
„Ale jak ja pójdę na plażę?!”🤣
Biegam szybko, ale jednak nie chciałabym wyskakiwać z morza aby dogonić  złodzieja, który połasił się na mój telefon.
Tymczasem moje  obawy okazały się zupełnie bezzasadne! Poznałam wielu spoko ludzi, którym postanowiłam zaufać i rzadko bywałam sama. Ale czasami chciałam! I co wtedy? Raz ratownik zaproponował, że wrzuci moje „belongings” do swojej łódki. Raz wrzuciłam telefon, kasę i klucz do woreczka strunowego i zakopałam pod palmą. A kilka razy wyszłam zupełnie bez niczego. Zostawiałam klucz na recepcji i odcinałam się.
Było super! 
Chcę bardziej być niż mieć. Nie wiem jak mogłam kiedyś pozwolić na to, aby strach o durne rzeczy mnie blokował.
Dzisiaj widzę, jak był irracjonalny 🙈 nie mam za wielu zdjęć z plaży, ale było fajnie! Jestem za to na wielu zdjęciach wietnamskich chłopców (na Bali też mi się zdarzyło)🤣 Widzą białą dziewczynę i pytają, czy mogą fotkę. I czy mogą mnie do tej fotki objąć. Przedmiotowe? Szczerze? Ja też robię fotki lokalsom i chociaż sami zachęcają, to w pewien sposób czuję, że pozując do zdjęć spłacam jakiś dług. Chłopcy są zawsze bardzo grzeczni i mili. Nie spotkało mnie tu nic „disrescpectful”. Po fakcie zawsze dziękują, chwilę pogawędzimy. To dla mnie ok, bez względu na to, co opowiedzą kolegom pokazując zdjęcie. W mojej opowieści też każdy pająk jest 3 razy większy, a każdy z nas ma koleżankę, do której idol na koncercie puścił oczko😉

Nigdy w życiu nie uśmiechałam się tyle, co na tym wyjeździe!!! Nie wiem jak mogła mnie blokować myśl o tym, że ktoś mnie okradnie🙈
„Pod łóżka włażą, złodzieja węszą, 
Łbem o nocniki chłodne trącając.
I znowu sprawdzą kieszonki, kwitki, 
Spodnie na tyłkach zacerowane, 
Własność wielebną, święte nabytki, 
Swoje, wyłączne, zapracowane.”
#wietnam #azja #podróże #podróżemałeiduże #vietnam #aniamaluje #szczerze_pisząc #plaża

Jedna z moich największych obaw...

Typowa ja! Nie pamiętam jak na imię miał właściciel piesełka, ale piesek miał na imię Tom i spędziliśmy razem kilka miłych chwil! 
Nie każde zdjęcie z podróży musi być wymuskane! To wywołuje we mnie miłe emocje, bo Tom był kuleczką radości.
Przy okazji - bycie opiekunem (nie lubię słowa „panem”) pieska to +100 do charyzmy i zwiększa szanse podrywu. Albo ułatwia kontakt. Lubię czytać książki w parku i w zeszłym roku kilkadziesiąt (!) razy zdarzyło się, że wbiegł we mnie albo mój koc czyjś piesek, co dało opiekunowi oczywisty pretekst do zagajenia rozmowy bez jakiejś niezręczności. Z trzema z tych osób się koleguję, jednego poznałam ze swoją koleżanką i są parą ;).
Pieski są super!!!
Pytanie do ludzi, którzy mają (albo kiedyś mieli) zwierzaka - jak się wabił? Imię typowo zwierzęce, czy ludzkie?
Ja miałam: kota o imieniu Trampek, owczarka szkockiego collie o imieniu Zija, (Zia) aka Ruda, drugiego psa o imieniu „Mała” (zwana Zazdrośnicą), kota Kiko i kotkę Ninę. Teraz w mojej rodzinie jest kotka Schwarz i piesek Niunio.
Każde imię z innej bajki!
Jak u Was?
#piesek #dogsofinstagram #wakacje #wietnam #vietnam #podróże #podrozemaleiduze #zwierzaki

Typowa ja! Nie pamiętam jak...

Historia motywacyjna – Paulina

Do cyklu z historiami motywacyjnymi bardzo chętnie zapraszam wyjątkowe osoby które “się ogarnęły”.  Nie są to dla mnie osoby które zostały mistrzami świata w jakiejś trudnej dziedzinie, ale zwykli, codzienni bohaterowie własnych żyć – osoby, które mimo licznych przeciwności chwyciły mocno życie za rogi i zrobiły z nim coś fajnego. Taka jest historia Pauliny.Przy czym Paulina napisała ją w tak skromny sposób, że muszę ją na końcu podsumować, bo umknie gdzieś cały jej przekaz 😉

Oddaję głos Paulinie :


Hey!

Nazywam się Paulina Hurija, mam 24, męża i dwa kotki. Od paru lat mieszkam w Belgii, wcześniej krótko w Holandii. Pracuję tutaj jako make up artist oraz studiuję fryzjerstwo. Po za tym jestem fit blogerką.

Urodziłam się w Szczytnie, ale po paru latach przeprowadziliśmy się do Poznania. Był to jeden z najlepszych okresów w moim życiu. Chociaż byłam jeszcze dzieckiem, to miałam tam wiele możliwości. Chodziłam na półkolonie, mama zabierała nas do teatru, kina, na różne festyny, koncerty, wydarzenia kulturalne. Potem przeprowadziliśmy się do małego miasteczka, gdzie dorastali moi rodzice. Tutaj nie było już tak kolorowo. Brak jakichkolwiek możliwości rozwoju, a poza tym ludzie, bardzo specyficzni. Każdy wtrącał się w czyjeś życie; każdy plotkował; każdy na to psioczył a robił dokładnie to samo. Ciężko było być kimś nowym, z własnym zdaniem, z własnym stylem, muzyką i zdolnością powiedzenia głośno “nie”. Tacy ludzie byli traktowani w większości jak wyrzutki, choć podejrzewam, że większość ich tak samo nie lubiła, jak i podziwiała za odwagę.

Moje problemy zaczęły się dość szybko, kiedy tylko pojawiły się u mnie piersi, a chłopcy zaczęli zwracać na to uwagę. Pierwszy biustonosz musiałam nosić już wieku 8 lat! Koleżanki bardzo dokuczały mi z tego powodu, mówiły, że robię z siebie dorosłą i chcę tylko zwrócić na siebie uwagę. Dwa lata później po raz pierwszy zaczęłam miesiączkować i coraz bardziej się rozwijać płciowo. Zaczynałam figurą przypominać kobietę, a nie 10 letnią dziewczynkę. Wtedy w oczach innych dziewcząt byłam “gruba”. Zaczęłam mieć coraz więcej kompleksów i coraz bardziej zaczęłam zamykać się w domu.

Wtedy zaczęły się pierwsze problemy z moim odżywianiem. Przestałam jeść kanapki w szkole, żeby tylko nie przytyć! Problem z czasem tylko się pogłębiał. Pod koniec liceum nie jadłam już prawie nic, a dodatkowo zaczynałam ćwiczyć godzinami, żeby tylko spalić piersi, biodra i tyłek. Ważyłam już tylko 53 kg przy wzroście 170 cm.

Po napisaniu ostatniego egzaminu maturalnego od razu wyjechałam do Holandii do narzeczonego. Była to dla mnie droga ucieczki i w końcu poczułam ulgę. Tam nikt nie patrzył na to jak wyglądam, jak się ubieram,jakiej muzyki słucham. Ważne było kim jestem, co mam do powiedzenia i co mam w głowie. Narzeczony bardzo zmartwił się moim wyglądem i postanowił mnie troszkę utuczyć, a ja po wielu latach głodówki, w końcu miałam ochotę coś zjeść. Niestety trochę przedobrzyłam i utyłam do ok. 63-65 kg. Moje ciało było galaretowate i pełne cellulitu. W zasadzie ocknęłam się tuż pod koniec mojego pobytu w Holandii. Krótko potem przeniosłam się do Belgii. 

Przez pierwsze pół roku byłam tam sama. Mogłam kontrolować to co jem, kiedy i jak. Starałam się jeść bardziej racjonalnie. Po raz pierwszy zaczęłam coś na ten temat czytać w internecie. Nie miałam niestety czasu na ćwiczenia. Pracowałam wtedy ok. 12 godzin na dzień. U Polki, chyba więcej dodawać nie muszę. Niedługo potem zostałam zwolniona z dnia na dzień, bo pracy było mniej, a ludzi za dużo.

Trochę się wtedy załamałam, ale rozwoziłam swoje CV wszędzie, gdzie mnie chcieli i nie chcieli. Pojawiłam się w każdym sklepie, fabryce itp., co tylko znalazłam. Po dwóch tygodniach zadzwonił telefon i dostałam pracę! Jako pomoc domowa. Wiem,to nic zaszczytnego, ale w tym momencie bez większej znajomości języka, to jedyne co mogłam robić. Języka nauczyłam się sama, słuchając ludzi, czytając, próbując rozmawiać. Pracy nie zmieniałam, bo cały czas miałam wrażenie, że mój język nie jest na wystarczającym poziomie.

Pod koniec 2009 roku założyłam bloga. Początkowo miał być to taki mój pamiętnik, potem zaczęłam pisać o kosmetykach i krótko po tym prezentować swoje pierwsze makijaże. Z czasem założyłam też swój kanał na YT. Z początku nie szło mi zbyt dobrze, potem było coraz lepiej, aż nawet miałam stałych czytelników i kilka fanek moich makijażu. Problem polegał na tym, że nigdy nie umiałam oddać efektu na zdjęciu, do dziś tego nie umiem, choć próbowałam na różne sposoby. Równocześnie oglądałam i czytałam inne dziewczyny.

Jakoś w 2011 roku pojawił się wielki bum na ćwiczenia E.Chodakowskiej. Pamiętam jak Panna Joanna (kanał YT), polecała te ćwiczenia i było po niej widać, że rzeczywiście schudła. Ja też postanowiłam spróbować swoich sił. Chodakowska dosyć szybko mi się znudziła i przerzuciłam się na Cassey Ho, z kanalu Blogilates. Niedługo potem przeszukałam wzdłuż i wszerz internet na temat zdrowego odżywiania, które leczy organizm. Czułam się wtedy coraz słabiej i miałam coraz mniej sił. Choroba dawała pierwsze znaki, ale o tym za moment. Znalazłam weganizm i czułam, że dla mnie to strzał w dziesiątkę. Z dnia na dzień zostałam weganką i zaczęłam czuć się nieco lepiej.

Dalej pracowałam na tym samym stanowisku, ale zaczęłam wymieniać klientów na starszych ludzi. Wtedy czułam, że jestem naprawdę tym ludziom potrzebna. Mniej dbałam o domy, a bardziej chodziłam do aptek, lekarzy, urzędów. Czasem byłam tylko po to, żeby z taką starsza osobą porozmawiać, pomóc przy zakupach czy gotowaniu. 

Któregoś dnia poszłam na zastępstwo do innego domu. Rozmawiając z klientką, dowiedziałam się, że jest fryzjerką- kosmetyczką i za parę miesięcy otwiera swój salon. Wspomniałam o tym, że moim hobby jest makijaż, prowadzę swojego bloga i kanał na YT. Bernadette stwierdziła, że musi koniecznie to zobaczyć. Pokazałam jej i była zachwycona. Umówiłyśmy się na rozmowę kwalifikacyjną. Polegała na wykonaniu kilku makijaży, na modelkach różnego pochodzenia. Udało się! Dostałam pracę. Gdyby nie blog i rozwijanie własnej pasji, nigdy by mi się to nie udało. Spełniłam moje największe marzenia i mogłam w połowie rzucić poprzedni zawód. W połowie, bo salon otwarty jest od czwartku do soboty, ale niedługo zmieniamy lokalizację i mamy nadzieję, że zapotrzebowanie będzie coraz większe.

W maju 2013 roku zaczęłam czuć się coraz gorzej, wszystko zaczęło się od paru zemdleń i zawrotów głowy. Z początku myślałam, że jestem przemęczona, więc wzięłam trochę wolnego. Problem zaczął się nasilać. Nie byłam w stanie przejść z kanapy do łazienki, byłam tak osłabiona. Chudłam z dnia na dzień po ok. 0,5 kg. W głowie kręciło mi się już w sekundzie od przebudzenia. Moje mięśnie nie miały w ogóle siły, nie byłam w stanie utrzymać rąk w górze, żeby umyć sobie włosy. Ból głowy też nie ułatwiał jakiegokolwiek funkcjonowania.

Zaczęło się latanie od lekarza do lekarza. Cztery miesiące nikt nie wiedział co mi jest. W końcu przyczynę znalazł neurolog, to bardzo rzadka przypadłość, mój mózg nie pracuje tak jak powinien. Dostałam tabletki. Przytyłam po nich bardzo szybko. Niestety ich dodatkowym efektem ubocznym są zaburzenia miesiączkowania, a w efekcie brak płodności. Nie mogę brać ich non-stop. Biorę tyko wtedy kiedy zaczyna się pogarszać przez okres tygodnia, wtedy wszystko wraca “do normy”. Mimo wszystko nadal muszę się walczyć ze sobą, żeby rano wstać i nie zasnąć w połowie dnia. Nie mam tyle siły co normalny, zdrowy człowiek. Odczuwam ciągłe zmęczenie i męczę się bardzo szybko. Stale czuję się wykończona.

We wrześniu wróciłam do żywych. Musiałam zmienić sposób odżywiania, nie mogłam zostać na wegańskiej diecie, nad czym bardzo rozpaczałam. Wprowadziłam jedynie nabiał (poza mlekiem) i ryby. Wróciłam też do ćwiczeń. Tym razem bardziej poważnie, ale i z dużą dozą zdrowego rozsądku. Ustaliłam, że będę ćwiczyć 3 do 5 razy w tygodniu, w zależności od tego jak się będę czuła na siłach. Zaczęłam od skakanki, bo chciałam spalić “potabletkowy” tłuszczyk. Skakałam interwałowo, a kiedy zawartość tkanki tłuszczowej spadła dołożyłam ćwiczenia modelujące. Głównie były to programy Cassey.

Krótko po ujarzmieniu choroby, zaczęłam studiować fryzjerstwo- dzięki nowej pracy odkryłam kolejną pasję. Obecnie kończę pierwszy rok, ale przede mną jeszcze dwa. Wiem, że dzięki temu jeszcze bardziej rozwijam siebie i swoje szanse. Wreszcie też uwierzyłam w swoje zdolności językowe, bo studiuję po holendersku. Czasem aż sama się sobie dziwię, że niemal wszystko rozumiem. Bardzo się obawiałam, że będę musiała przerwać naukę, bo nie podołam pod tym względem.

Apetyt rośnie w miarę jedzenia i czytałam coraz więcej fachowej lektury. Szybko zrozumiałam, że zwykłe cardio nie jest dla mnie, a powinnam zabrać się za ćwiczenia z obciążeniem i muszę ćwiczyć całe ciało, a nie skupiać się tylko na dolnych partiach. Zaczęłam sama układać swoje treningi. W grudniu kupiłam kettlebell, wcześniej pierwsze różowe ciężarki i obciążniki na kostki. Ćwiczyłam z ciężarem własnego ciała; po raz pierwszy wzięłam się za pompki, początkowo przy ścianie, potem na kolanach, aż wreszcie przyszedł czas na męskie. W styczniu kupiłam pierwszy hantel 15 kg i zaczęłam ćwiczyć na bardzo poważnie, pomimo codziennej walki z chorobą. Znalazłam soją drogę.

Mam coraz większe plany na przyszłość, chcę ukończyć fryzjerstwo. Od przyszłego roku, chcę rozpocząć kurs na własną działalność gospodarczą. Chciałbym też skończyć coś związanego z dietetyką i zostać trenerem personalnym. Po za tym kiedyś chcę mieć swój własny salon fryzjersko-kosmetyczny. Chcę zrealizować chociaż 80% tych planów. Wierzę, że mi się uda.

Jestem historią Pauliny oczarowana. Mimo trudnego startu i prześladowań w dzieciństwie, nie wyrosła na zakompleksioną marionetkę. Problem szydzenia z osób, które szybciej dojrzewają jest niestety ogromny. W moim rodzinnymi miasteczku była dziewczyna  z południowego kraju która fizycznie zaczęła dojrzewać bardzo, bardzo szybko, a przez to, że język polski nie był jej ojczystym, chodziła “dwie klasy niżej” więc będąc w klasie z ośmiolatkami zmagała się z całkiem innymi problemami. Nie przypominam sobie, aby szkoła robiła coś, aby temu zapobiec (a znałam tę klasę bardzo dobrze).  Jest to tez problem uczniów z wodogłowiem…
To, co urzekło mnie w historii Pauliny to fakt, że jest bardzo, bardzo silną osobą. Pokonała barierę językową, postawiła na swoje, realizuje swoje ambitne cele. 
Zainteresowanych śledzeniem jej poczynań odsyłam na blog bohaterki tej historii. Znacie ją z tekstu o wyzwaniu z pracą nad pośladkami 🙂
_________
A dla tych, których tego typu teksty nie motywują, krótka informacja – wczoraj wieczorem ukazał się tekst “Nie musisz być mistrzem świata“. Ponieważ obecny artykuł dodaje się automatycznie,  nie widziałam jeszcze Waszych komentarzy. Proszę o chwilę cierpliwości. :))

Będzie mi miło, jeśli zaobserwujesz mnie na :

 

Follow on Bloglovin

lub polubisz na fejsie 😉

Uściski, Ania

32
Dodaj komentarz

avatar
17 Comment threads
15 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
Iwona PardaaniamalujePeggy brown AniamalujeMagda Dom Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anonimowy
Gość
Anonimowy

niby zwykła, ale bardzo szczególna historia, takie właśnie motywują mnie najbardziej 🙂

Szara Wiewiórka
Gość

Historia nieco podobna do mojej, pod pewnymi względami, choć ja wciąż jeszcze nie mogę nazwać mojej motywacyjną, jeszcze się gubię, jeszcze szukam siebie, swojej drogi, więc tym bardziej podziwiam Paulinę. Podziwiam, że wyjechała sama do obcego kraju nie znając języka. Ja miałam dużo łatwiej, a ona radzi sobie dużo lepiej. Podziwiam, że poradziła sobie z prześladowaniem. Oby tak dalej, w kierunku marzeń 🙂

bloo.
Gość

Bloga Pauliny odfkryłam kilka miesięcy temu, właśnie w związku z jej cudownymi pośladkami 🙂 bardzo podziwiam za tę metamorfozę i siłę do działania 🙂

Ann J.
Gość

Hurija jest przemiłą osobą. Jak widać też i waleczną. Cieszę się, że coraz więcej kobiet walczy z kompleksami, z samymi sobą. Coraz więcej ludzi ćwiczy, zdrowo się odżywa. Oby tylko to się rozprzestrzeniło coraz dalej. My kobiety nie musimy być słabą płcią! 🙂

BlingAlley
Gość

Podziwiam wolę walki Pauliny. Nie wiem czy ja bym tak potrafiła.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Jako małe dziecko byłam molestowana. Rozumiem, że skoro nie daję sobie rady z tym co przeszłam w dzieciństwie i do dziś czuję się gorsza od innych to wyrosłam na zakompleksioną marionetką? Proszę Cię, uważaj na swoje słowa. Czyta Cię sporo osób z bardzo różnymi problemami.

Kasia Gdańsk
Gość

Anonimowy, byłaś u psychologa?

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Nie przesadzasz trochę? Jak ktos wyzej napisal, w Twojej sytuacji potrzebna jest terapia, przykro mi z powodu Twojej sytuacji ale przeginasz z tym komentarzem, gdybym za kazdym razem miala myskec, czy idac nie depcze mrowki, czy kupujac ostatni chleb n apolce nie wykupuje.go starej babulince to zwariowalabym i wymaganie tego od.ani jest nierealne. Artykul dot. czegos innego…. nie zycze Ci źle, ale pomysl o terapii

Agnieszka Rumińska
Gość

Proszę o więcej delikatności… Najpewniej Dziewczyna odebrała wypowiedź Ani w taki sposób, że Ania uważa, że jak ktoś już był w dzieciństwie prześladowany, to ma spore szanse na pozostanie "zakompleksioną marionetką"… Po prostu odebrała to za bardzo "do siebie" i tyle…

Kasia Gdańsk
Gość

ja też miałam problem z dzieciństwem i strasznie się z tym męczyłam, dopiero terapia daje skutki ( bynajmniej u mnie). Trzymam kciuki za Ciebie Anonimowy :)):**

mitek
Gość

więcej takich historii, proszę.

Portreciarnia Julki
Gość

Też pochodzę ze Szczytna. I moja historia (mam 16 lat) zaczyna się tak samo jak Twoja. :))) walczę i schudłam już prawie 15 kg. Podziwiam Cię, bo wiem, co to znaczy "wyróżniać się gabarytami". Pozdrawiam.

illonky
Gość

od jakiegoś czasu obserwuję bohaterkę i jestem Nią zachwycona, korzystam głównie z jej porad odnośnie ćwiczeń 😉

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Niesamowita historia! Prawie jak z filmu. Wielki szacun dla autorki jest niesamowita.

2PlanetFromSun
Gość

Fantastyczne samozaparcie. Wielki podziw dla Pauliny. Ciekawi mnie jedna rzecz: co takiego złego było w diecie wegańskiej, że musiała z niej zrezygnować lub czego w niej brakowało? Pozdrawiam i dla Pauliny dużo sukcesów i powodzenia 🙂

Paulina Hurija
Gość

Nie tyle zła, co po prostu przy mojej wadzie genetycznej mi nie służy. Zwyczajnie nie ma co ryzykować.

Seldirima
Gość

Wszystko spoks. Ale… 63-65 przy 170cm to dużo? WTF? Chyba, że chodzi wyłącznie o stan ciała, tj. za dużo tłuszczu w stosunku do mięśni…

Paulina Hurija
Gość

Dokładnie tak. Obecnie ważę, 61kg, ale sylwetka jest teraz cudowna! 😉

little_angie
Gość

Do kogo mam się zwrócić, jeśli nie mogę odnaleźć w sobie takiej siły? Psycholog, coach, psychiatra? A może jeszcze ktoś inny?

little_angie
Gość

A to nie jest tak, że osoba bliska będzie zawsze stronnicza i subiektywna, podczas gdy profesjonalista musi i będzie (bardziej?) obiektywny?

little_angie
Gość

Ok, dziękuję 🙂

Ula P.
Gość

Cudowna historia, bardzo budująca. Paulina musi być niezwykle silną osobą, jeśli dala radę przezwyciężyć swoje demony (szkoła w Polsce, spadek wagi), za co ogromnie ją podziwiam. Mało komu to się udaje (niestety). I co do cholery, dzieje się z ludźmi w Polsce?? Myślałam, ze coś zmieni się po 10 latach (wyjechałam 10 lat temu do Francji), a widzę, ze w tym kraju dalej jest tak samo!

Magda Dom
Gość

Kurczę, jednej rzeczy nie ogarniam. Paulina ma fajne ciało dzięki ćwiczeniom. Ja mam baaardzo podobno figurę (tylko brzuch odrobinę mniej umięśniony), a nie ćwiczę praktycznie w ogóle, naprawdę, większość czasu spędzam przy kompie, jedyne, co robię dla ciała, to chodzę na wf w szkole, sporadycznie i nieregularnie jogginguję, no i dbam o to, by w miarę racjonalnie się odżywiać (gotować samemu, zamiast spożywać wysoko przetworzoną żywność, jeść owoce i warzywa, jak mam okazję), ale też nie jakoś rygorystycznie – praktycznie co najmniej raz na miesiąc zdarza mi się czy to fast food, czy np. chipsy do filmu z chłopakiem etc.,… Czytaj więcej »

Iwona Parda
Gość
Iwona Parda

szkoda, ze ta dziewczyna usunęła bloga 🙁

Peggy brown
Gość
Peggy brown

Dziewczyna poczuła się tak zmotywowana , że podawała się za doradcę laktacyjne, wielokrotnie podważając diagnozy lekarskie 🙁 dobrze, że już nie kłamie w sieci.

aniamaluje
Gość

Jestem przestraszona cała sprawa 😱

Previous
Nie musisz być mistrzem świata!
Historia motywacyjna – Paulina