Moje najlulubieńsze zdjęcie zrobione, gdy myślałam, że już po zdjęciach i się odwróciłam. Jak zawsze!

Miałam ostatnio potężny kryzys życiowy zupełnie bez powodu. Okoliczności nadal są takie same, nic się nie zmieniło, ale kryzys minął. I myślę, że to całkiem normalne, mamy różne etapy w życiu i czasem człowiek ma ochotę zwinąć się w kulkę i płakać, a czasem tańczyć. Wyjątkowo zmieniłam podejście i zamiast za wszelką cenę próbować wyjść z tego dołka, zaczęłam obserwować swoje potrzeby i za nimi podążać. Godzina leżenia i myślenia o niczym, zamiast wstania rano? Okej! Comfort food w środku nocy? Proszę bardzo. Trzy godziny w wannie i czytanie bardzo głupiej książki? Oczywiście.
Zamiast za wszelką cenę próbować poprawić swój humor, płakałam gdy miałam ochotę i wkurzałam się, gdy miałam taką potrzebę. I ojeny, czasami dobrze jest jednak poddać się fali i po prostu się na niej unieść.

Zdjęcie; @patabloguje 
#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis  #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #sukienka

Moje najlulubieńsze zdjęcie zrobione, gdy...

Te kropki przy mojej twarzy to komary.
Komary są najbardziej śmiercionośnymi zwierzętami na świecie. Zabijają więcej ludzi niż rekiny, tygrysy, czy jadowite węże. Roznoszą malarię, dengę i wirusa Zika. Drugim największym mordercą jest człowiek. Pomijając już fakt, że mordujemy w imię „Boga” „granic” „honoru” siebie nawzajem urządzając krwawe wojny, to jeszcze jesteśmy pasożytem eksploatującym ziemię ponad miarę.

Ludziom, którzy z oszczędności i dla widoków kupili domy na wsi, śmierdzi nagle rzepak i domagają się, aby rolnicy zaprzestali uprawy. Usuwamy budki lęgowe dla Jerzyków, chociaż krzywdy nikomu nie robią. A jakieś dzbany na Mokotowie wytruły staw, bo żaby im skrzeczały i „rechot był nie do zniesienia”. O tym, że sami osiedlili się koło stawu i to był ich wybór już nie pomyśleli.

Chciałabym, żeby takie piękne widoki wciąż istniały za 20, 50 i 100 lat. Ten mały pies trzęsie się z radości jak może wytarzać się w trawie. My też tacy byliśmy, ze spodniami wiecznie zielonymi od wtartej w nie przy upadku trawy🌱
Co się nam stało?

#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #sukienka #koszyk

Te kropki przy mojej twarzy...

Kiedyś miałam straszny ból tyłka o ludzi wychodzących na papierosa. Siedzenie długo w pomieszczeniu to dla mnie koszmar. Jak wychodzę z kina na powietrze, to czuję się jak ktoś, kto wyszedł z jaskini😅
O ile w gimnazjum i w liceum wychodziłam zawsze z palącymi znajomymi (sama nie palę) i praktycznie co przerwę byłam na powietrzu, o tyle później było z tym jakoś dziwniej.
W szkole to jedynie niektórzy nauczyciele brali mnie za palacza i patrzyli z pogardą.Ale jak uzasadnić wychodzenie gdy nie palisz?
Śmak, po prostu wychodziłam :D. A gdy ktoś mówił „ty palisz?” albo: „ale ty przecież nie palisz!” odpowiadałam „ale muszę się przewietrzyć”. I tyle! Nikt nie urwał mi głowy, nie krzyczał na mnie z powodu tych 5 minut co dwie godziny.

Zamiast pielęgnowania w sobie wkurzenia na innych, skupiłam się na sobie.
Wkurzało mnie za to poczucie, że pracując z ludźmi ktoś zawsze notuje skrzętnie w głowie jak często wychodzisz do toalety i unosi brew gdy odbierasz prywatny telefon. Nie czuję się dobrze w takiej atmosferze, jestem przerażona tym jak traktuje się pracowników w Polsce. Dlatego pracuję sobie jako freelancer na swoim.
Nigdy nie wyszło mi nic dobrego z tego pielęgnowania w głowie ukłucia „bo inni”.
I w ogóle to polecam książkę Helmuta Schoecka „Zawiść: źródło agresji, destrukcji i biedy”. Jest w niej masa socjologicznych ciekawostek i zrobiłam z niej całą masę notatek czytając za pierwszym razem. Bardzo otworzyła mi głowę!
#szczerze_pisząc #blogerka #czesc #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #kropki #sukienka #polkadots

Kiedyś miałam straszny ból tyłka...

Każdy czasami potrzebuje zmian, ja potrzebowałam takiej. Czuję się lekko i świeżo!
#aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily  #blogerka #włosy #zmiana #fryzura #polkadots #sukienka #kropki #haircut

Każdy czasami potrzebuje zmian, ja...

Zmęczona. Tak się ostatnio czuję. Nawet nie fizycznie, to inny rodzaj zmęczenia. Zmęczenie mnogością decyzji do podjęcia i wyborów do dokonania. Zmęczenie ilością rzeczy, walczących każdego dnia o moją uwagę. 
Kiedyś nie rozumiałam ludzi latających na all inclusive, mówiących fryzjerowi „rób co chcesz” albo wybierających buty w pierwszym sklepie, bez porównania oferty w 10 innych. Dzisiaj rozumiem. 
Każdy czasami potrzebuje odpoczynku umysłowego.

#lavieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #darlingdaily #szczerze_pisząc #discoverunder50k

Zmęczona. Tak się ostatnio czuję....

Szybciej, mocniej, więcej, bardziej. Postaraj się więcej, wstawaj wcześniej, kładź się później.
Nie wiem jak wy, ale ja nie kupuję tego bullshitu. Mam pracę, którą uwielbiam - copywriterka daje mi mnóstwo satysfakcji, lubię poprawiać wyniki i czuć, że moja praca pomaga komuś zwiększyć sprzedaż albo zredukować czas spędzany na odpowiadaniu na pytania klientów, bo zgrabnie naskrobałam wyczerpujący opis. Ale też potrzebuję przerwy. Nie powinniśmy żyć w świecie, w którym pracujących ludzi często nie stać na samodzielne wynajęcia  mieszkania,  albo jedna wizyta u dentysty wpędza ich w długi. Jeden pełny etat powinien zapewniać pieniądze na godne życie.

Pamiętam jak kiedyś chciałam podkręcić kartę graficzną, by pograć w grę.
Pograłam. Chwilę.
Karta się spaliła.

Uczę się pracować mniej. Poleżeć brzuchem do góry. Zabrać książkę do parku. Odpoczywać. 
____
#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Szybciej, mocniej, więcej, bardziej. Postaraj...

Kiedyś nie lubiłam swoich nóg , bo są krzywe. najkrótsze sukienki jakie nosiłam były za kolano. No i głównie wybierałam spodnie.
To było głupie, wyrosłam z tego.
Ale wiele moich koleżanek wciąż jest na tym etapie. Nie założą latem szortów bo mają nogi: za blade, za chude, za grube, z cellulitem na który na pewno wszyscy będą patrzeć, z siniakami, pajączkami albo wuj wie co jeszcze. 
Kobietom zdarza się też odmówić spontanicznego wyjścia na basen czy nad jezioro, bo się nie wydepilowały.

Hmm, chodziłam ostatnio w krótkich sukienkach, chociaż nóg nie goliłam dwa tygodnie. Zazwyczaj co niedzielę sięgam po depilator, ale jakoś jedna mi wyleciała, a w kolejną jak miałam czas na ogarnianie siebie, to zrobiła się trzecia w nocy. Nie chciałam budzić sąsiadów bo depilator chodzi jak kosiarka.
Rok temu zrobiło mi się słabo i zaliczyłam glebę. Najpierw chodziłam z dwoma dorodnymi strupami na kolanach, potem z białymi śladami po nich. I też chodziłam w krótkich sukienkach, walić to. Może ze dwa razy jakiś Janusz skomentował, że chyba był awans w pracy, ale kto rządzi moim życiem, ja, czy strach przed spojrzeniami Januszy?😉 Nieważne jak wyglądają Twoje nogi, masz prawo chodzić w czym tylko chcesz. Czy masz 45 kg czy 145, czy nogi blade czy opalone, gładkie czy owłosione, paznokcie pomalowane czy nie. Nieważne, czy masz siniaki, pajączki, strupa, mnóstwo bąbli od komarów czy cellulit. To Twoje ciało.
Rób z nim co zechcesz! 🤗

#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #wbutachbrilu

Kiedyś nie lubiłam swoich nóg...

Kocham lato. Sporo rzeczy w nim mnie wkurza - komary i nagrzany beton, bo wycinka drzew pod nowy parking. Ale więcej zachwyca.
Zieleń. Polne kwiatki. Rumianek. Że kwitnie czarny bez, a syrop z bzu to najlepszy dodatek do lemoniady na świecie. Że rosną maki. I dmuchawce aż się proszą o zdmuchnięcie. Można nosić zwiewne sukienki. Najlepszy strój świata, majtki, sukienka, klapki i jesteś gotowa. Że można poczytać książkę w cieniu pod drzewem. Objadać się lodami i mówić, że to dla ochłody. Chodzić do kina plenerowego. Siedzieć nad Wisłą. Zajadać się mizerią. Albo truskawkami. 
Lada moment stanieje fasolka, i będę ją z lubością polewać bułką tartą na maśle. Przy obecnych cenach masła to będzie droższe niż kawałek schabu, ale to dla mnie smak lata. Tak samo jak kalafior.
Za co Ty kochasz lato? Tylko dobre rzeczy!
#lavieparisienne #vieparisienne #frenchfashion #howtobeparisian #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #parisianblogger #frenchvibes #parismood #modeaparis #myparisstyle #parisianchic  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Kocham lato. Sporo rzeczy w...

Widzicie to białe pudełko na zdjęciu? Zrobiłam sobie w Tunezji małą symulację i nie spakowałam kosmetyków. Kupiłam je na lotnisku i wcale nie wydałam na to ogromnej kwoty - ja zapłaciłam taniej niż w sieciowych drogeriach. Dużo taniej za porządny zestaw - róż, maskara, pomada do brwi i rozświetlacz zapłaciłam 113 zł zamiast rynkowej ceny 310. Chodźcie na bloga zobaczyć jak to zrobiłam ;) Rozwiewam tam też  kilka mitów związanych z podróżowaniem, w które zadziwiająco często ludzie wierzą oraz mam dla Was super zniżkę - 20% na zakupy w @aelia_duty_free_polska - idealna okazja by kupić taniej swój ulubiony podkład albo perfumy.

#Tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia #podróże #rabat #zakupy #kosmetyki #podróżemałeiduże #wakacje #sukienka #lato #girlsborntotravel #travelgirl 
Post we współpracy z @aelia_duty_free_polska 
Zdjęcie; @adriandmoch

Widzicie to białe pudełko na...

Kocham lato. Nazrywałam sobie kwiatków, kupiłam kilka przepysznych rzeczy. #szparagi i #pomidory (czekoladowe, moje ulubione!) skropione oliwą i przykre boczkiem pieką się właśnie w piekarniku. Z awokado zrobię przepyszne guacamole, które zjem z gruzińskim puri (na zdjęciu w papierowej torbie, do mojego woreczka na pieczywo się nie mieści). Jestem bardzo dumna z tych zakupów, bo dało się #bezplastiku i #zerowaste, chociaż kobiałka prawie mi się rozpadła w drodze ;). Ale jestem też przerażona kierunkiem, w którym zmierzamy. Ja miałam ogromny komfort, że mogłam czasowo pozwolić sobie na zakupy na bazarku. Że miałam też taki bazarek w rozsądnej odległości. Że nie byłam po pracy obładowana własnymi siatami, służbowym laptopem, na którym zabieram pracę do domu i torebką wypchaną pudełkiem w którym noszę lunch i butelką termiczną, więc miałam wolną rękę na kobiałkę. Że mam tyle przestrzeni w głowie, by dowiedzieć się trochę więcej o środowisku i działać, a nie zaprzątam myśli kalkulowaniem z którym rachunkiem bezpieczniej się spóźnić - czy lepiej mieć zaległości za prąd czy za telefon, bo akurat musiałam wydać pilnie na dentystę a nie miałam poduszki finansowej.
Ale i tak zaraz przyjdzie tu ktoś, kto nie pozwoli mi stawiać swoich małych kroczków i palcem wytknie 3 plastry boczku na szparagach albo zakup awokado, bo do jego produkcji zużywa się dużo wody.
Myślę, że z excela jasno wychodzi, że światu bardziej przyda się 100 osób ograniczających złe nawyki o 50%, niż 3 będące w 95% eko, ale osłabiające morale innych gdy tylko wdrożą jakąś mąłą zmianę.
#zakupy #eko #próbuję #szczerze_pisząc #aniamaluje #vintage #jedzenie #czystamicha

Kocham lato. Nazrywałam sobie kwiatków,...

Kryzys. I co teraz?

autor Posted on 10 wizyt

Znacie to? Jeśli macie siedem dni na opanowanie nowej umiejętności, np. budowania domków z kart, pierwszego pewnie będzie szło Wam słabo, a potem coraz lepiej…aż do dnia czwartego/piątego, kiedy nastąpi kryzys i będzie gorzej niż na początku…a potem znów będzie dobrze, o ile się ogarnięcie.

Każdy przechodzi przez takie kryzysy, dlatego z przyjemnością puszczam ostatni tekst w ramach cyklu MEGAFON jaki ukaże się na tym blogu. Dlaczego ostatni? Wyjaśnię na końcu. Tymczasem zapraszam do lektury tekstu Gosi :



Messy middle, czyli „trudne środki” w dążeniu do celu 

“Zawsze wierzyłem, że gdy człowiek uporczywie do jakiegoś celu dąży i uparcie ów plan ma na oku, musi dopiąć swego mimo wszelkich przeszkód. Stanie się wówczas wielkim wezyrem, papieżem, wstrząśnie fundamentami monarchii, byleby zabrał się do tego za młodu i byleby miał konieczny ku temu rozum i wytrwałość. (…) Chcąc osiągnąc powodzenie, trzeba budować na szczęściu i nie oglądać się na porażki (…)” 

Czyżby cytat z jakiejś „motywującej” książki? Skądże. To fragment “Pamiętników” Casanovy, jednego z największych awanturników w XVIII-wiecznej Europie. Zapisał je już jako staruszek wspominając swój pobyt w weneckim więzieniu. Mógł z pewnością odnieść te słowa do siebie, ponieważ podczas ponad rocznego pobytu w zamknięciu ani raz nie brał pod uwagę tego, że mógłby tam pozostać. Dzięki swojemu uporowi i determinacji udało mu się opuścić więzienie w spektakularnej ucieczce. Tak przynajmniej twierdzi sam autor… 
Zwróciłam uwagę na ten cytat, ponieważ nasz bohater wspomina w nim o bardzo ważnej cesze, która może okazać się decydująca w skutecznym osiąganiu celu – o wytrwałości. Prawda jest taka, że podczas pobytu w więzieniu słynny Włoch miał tysiące powodów, żeby się załamać i zrezygnować z marzeń i wolności. Udało mu się jednak wytrwać i w tym chyba leży klucz do jego sukcesu. 
W jednym z filmików, który ostatnio obejrzałam (link: http://www.youtube.com/watch?v=-1jKtYuXkrQ), autor dzielił drogę do osiągnięcia celu na trzy etapy, które roboczo pozwolę sobie tutaj nazwać „entuzjastycznym początkiem”, „trudnym środkiem” i „triumfalnym końcem”. Oczywiste jest, że kiedy przystępujemy do realizacji jakiegoś nowego postanowienia, towarzyszy nam podekscytowanie. Jesteśmy pełni energii do działania i pozytywnych emocji – w końcu zdecydowaliśmy się podjąć nowe wyzwanie, dlatego, że spodziewamy się po nim czegoś dobrego. Motywacja niemal nas rozpiera. Z kolei na samym końcu, kiedy widzimy wyraźnie na horyzoncie nasz cel, również przybywa nam sił, bo wiemy, że jesteśmy już tuż, tuż. Czujemy się dumni, że udało nam się zajść tak daleko. 
Cały problem tkwi w tym, że pomiędzy „entuzjastycznym początkiem” i „triumfalnym końcem” znajduje się najbardziej mozolny etap – „trudny środek” (tytułowe “messy middle”). Jest to czas, kiedy nasza początkowa motywacja osiąga najniższy poziom, a jednocześnie świadomość tego, ile jeszcze zostało nam do końca, zaczyna nas przytłaczać. Budzimy się rano i kiedy tylko pomyślimy o tym, co musimy dzisiaj zrobić, żeby zrealizować nasze wyzwanie, myślimy: „O nie… Znowu…”. Ten moment oprócz tego, że bywa nieprzyjemny, jest również niebezpieczny, niesie bowiem ze sobą ryzyko, że rzucimy w kąt nasze ambitne postanowienia i zmarnujemy cały trud, który już w nie włożyliśmy.  
Wiem o tym dobrze, ponieważ sama obecnie znajduję się na tym etapie w realizacji mojego wyzwania, które polega na prowadzeniu bloga codziennie przez jeden rok. Zupełnie niedawno poczułam się przytłoczona zadaniem, które sobie wyznaczyłam. Miałam o czym pisać, ale wcale nie miałam na to ochoty. Nie pomagało nawet wsparcie bliskich osób i czytelników, ponieważ nie mogłam sama w sobie odnaleźć dosyć wytrwałości. 
W przebrnięciu przez „trudny środek” leży klucz do sukcesu. Powinniśmy przewidywać jego pojawienie się już od pierwszego kroku w realizacji naszego wyzwania i przygotowywać się na jego przyjęcie. Kiedy już nadejdzie, warto przypomnieć sobie, dlaczego właściwie zaczęliśmy robić to, co chcemy teraz porzucić. Kiedy zdamy sobie sprawę z przyczyn i celów naszego działania, z pewnością okaże się, że wytrwanie w postanowieniu niesie ze sobą coś, co żal nam będzie porzucić.  
Przede wszystkim – możemy zmienić też swój sposób patrzenia na „trudny środek”. Zamiast traktować go jako zło konieczne, dobrze uświadomić sobie, że bez niego realizacja naszego celu i w efekcie nasz rozwój nie byłby możliwe. Nie jest łatwo działać, kiedy nie mamy na to najmniejszej ochoty, jednak droga do celu składa się z najróżniejszych kroków – tych wspaniałych i tych ciężkich. Jeśli jednak będziemy pamiętać o tym, że każdy z nich jest kolejnym etapem naszego rozwoju, łatwiej będzie zaakceptować te, które tak trudno przetrwać.   

*********************

Gosia – psycholog i muzyk, lubiąca ludzi introwertyczka. Kiedy była mała chciała zostać baletnicą lub bibliotekarką. Teraz najchętniej zostałaby muzykoterapeutką, właścicielką kawiarni z własnymi wypiekami lub pisarką, a najlepiej wszystkim naraz. To ostatnie marzenie stara się realizować, tworząc bloga 365 dni pisania.
________________________
Mam nadzieję, że tekst Gosi przypadł Wam do gustu lub chociaż skłonił do refleksji. Z bólem oznajmiam jednak że był to ostatni tekst w tym cyklu. Powodów jest kilka…
Po pierwsze, mam bardzo dużo pomysłów na własne teksty, w tym wiele próśb od Was… policzyłam to wszystko i wyszło prawie 300! A przecież co chwilę dochodzą mi nowe pomysły. Nawet dodając posty tak często jak obecnie, będzie ciężko.
Po drugie…chciałabym, aby osoby wypowiadające się gościnnie grały na własną popularność i własne statystyki. Ja się już do jakiegoś grona czytelników “przebiłam”, ale istnieje przecież ryzyko, że tekst który ktoś opublikuje u mnie, mógłby ładnie wywindować bloga tej osoby na jej własnym gruncie. Nie chcę jej odbierać tej szansy.
Po trzecie… nie chciałabym rezygnować z promowania ciekawych “mniejszych” blogów i stwierdziłam, że po prostu będę wrzucać linki do wyjątkowych tekstów w ramach cyklu tygodniowe love, co poniedziałek.
 Tymczasem nie zabieram już Gosi przestrzeni, zachęcam do komentowania (ja megafonowych tekstów nie komentuję:)) i odwiedzania Jej bloga. Kiedy czytacie ten tekst, zapewne poznaję wyniki egzaminu “rosyjskiej ruletki” tzn wiecie…takiego zależącego od pogody, humoru i innych dziwnych kryteriów ;))


Będzie mi miło, jeśli zaobserwujesz mnie na :


 

Follow on Bloglovin


lub polubisz na fejsie 😉

Uściski, Ania

33
Dodaj komentarz

avatar
23 Comment threads
10 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
gorzkakokoszkaDoktor Ł.AniamalujeKrólowa KaroSmarter_not_harder Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
ania notuje
Gość

Do Gosi zaglądałam często, ostatnio zagubiłam jej link. Dzięki za przypomnienie!

:)
Gość

Fajny tekst, od razu zajrzałam na bloga Gosi 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Hej,

Bardzo dziękuję za ten wpis, akurat jestem w takim trudnym, mozolnym środku. Cieszę się, że w tym momencie wszedłem na blog Ani w poszukiwaniu motywacji.
Pozdrawiam serdecznie i życzę wytrwałości!

Kacper

niepiśmienna
Gość

To chyba komentarz, z którego najbardziej się cieszę – kiedy wiem, że udało mi się jakoś pomóc, aż serce mi rośnie 🙂

Ola Pach
Gość

ja do niej zaglądam na każdy nowy post, obserwuje ją i uwielbiam jej bloga, ma już grupkę swoich fanów i cieszę się, że taki fany blog dzięki Tobie Aniu może jeszcze bardziej się rozpowszechnić 🙂 ta notka jest bardzo fajna, tak jak reszta, a nawet lepsza. mogłabym pisać i pisać, ale po co jeżeli wystarczy jedno słowo do opisania Gosi; "wyjątkowa".

Artinowy Świat
Gość

Zgadzam się w 100% I z całego serca życzę Gosi aby udało się jej pisać przez cały rok i o wiele, wiele dłużej 😉

Patis Home
Gość

ja również życzę Gosi wytrwałości! 🙂

joannac
Gość

Aniu uwielbiam Twojego bloga, bardzo sie ciesze ze na niego trafilam (wlasnie przez innego bloga, gdzie bylo takie cos jak tygodniowe love :D)

Oleandrra
Gość

Jednak w przypadku wpisów gościnnych da się zauważyć, że wszelkie lajki, komentarze i pozytywne skutki mają miejsce na blogu, na którym ukazuje się ten tekst. Może jedna na 10 osób które go przeczyta pofatyguje się, żeby zajrzeć na bloga jego autora. Dlatego jeśli już promować, to chyba najlepiej wrzucić linka, pod warunkiem że w tym samym wpisie nie będzie jeszcze 20 innych linków do 20 innych blogów. Zresztą ty to wiesz, bo nawet polecenie w rankingu u Kominka nie miało takiego znaczenia dla statystyk, jakiego można by się spodziewać.

Tak czy owak, chętnie poczytam polecane przez ciebie wpisy innych blogerów! 🙂

niepiśmienna
Gość

Po części masz rację – echa wpisu są większe u Ani; jednak część osób zajrzała też do mnie (średnio co szósta), a kilka postanowiło zostać na dłużej. To całkiem pozytywne skutki, z których bardzo się cieszę 🙂

Niemoralna
Gość

Bardzo przydatny artykuł. Chwile kryzysu znikajcie! U mnie najgorzej z tym jest w czasie sesji. Kryzys goni kryzys 😀
Tymczasem zapraszam do mnie na artykuł psychologiczny. Odkryj, jakim typem kobiety jesteś! 😉 Może Cię zainteresuje, bo czytam Twój blog od dawna i wiem, że interesują Cię takie sprawy 🙂
Pozdrawiam!

illonky
Gość

Uważam, że pomysł z tygodniowymi porcjami linków jest bardzo dobry, wystarczy krótki opis danego posta i od razu wiadomo, czy interesuje nas tematyka, czy nie. W każdym razie ja zaglądam dość często na takie polecane blogi z tygodniowych, lub gdy pojawia się gościnny post 😉

Szara Wiewiórka
Gość

Szkoda megafonu, ale rozumiem Twoją decyzję. Każdy jakoś zaczynał, a jak blog jest ciekawy, to w końcu trafi do niego odpowiednia publiczność.

paranoJa
Gość

też uważam, że pomysł z wrzucaniem linków w podsumowania tygodnia jest lepszy. ja szczerze mówiąc megafonowe teksty (były chyba dwa, co?) przelatuję wzrokiem, bo przychodzę do Ciebie czytać Ciebie, to raz, a dwa, że i tak mam wrażenie, że posty do megafonu są pisane hm… "pod coś" – ktoś, kto pisze tekst na Twojego bloga wie, że masz wyrobioną, wymagającą i całkiem krytyczną publikę, więc "napina się" nieco bardziej, niż gdyby pisał luźnego posta u siebie. a z konkursem zaspałam – dodałam sobie do zakładek posta, żeby broń boże nie zapomnieć i zrobić to za pięć minut i oczywiście zapomniałam.… Czytaj więcej »

paranoJa
Gość

o, to idę się porozglądać, obczaić do kiedy i w końcu WZIĄĆ udział. 😉

niepiśmienna
Gość

Nie uważam, żeby teksty gościnne muszą być pisane "pod coś" – pisząc swój, byłam w 100% sobą. Prawda, że tworząc tekst, który ma być w pewnym sensie moją reklamą, staram się przyłożyć do niego jak najlepiej, ale to dla mnie tylko powód do radości, bo miałam okazję, żeby bardziej się zmobilizować. W efekcie powstało coś, z czego jestem bardzo zadowolona – podobało mi się, że mogę przedstawić problem, który wypływał z mojego doświadczenia i który jednocześnie jest bliski wielu osobom 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Aniu, kiedy bedzie o oczyszczaniu z metali?
Bo chce juz zaczac, a wiem ze na to potrzeba wiele czasu.
Pozdrawiam

lasoa
Gość

Nie znałam bloga Gosi,. Podziwiam za ilość pomysłów na notki 😉

supergirl
Gość

coś jak ja, technik dentystyczny któremu sie zamaniło zostanie dietetykiem 😛

Niemoralna
Gość

Pewnie stało się tak przez to, że zawsze staram się być do porzygu perfekcjonistką i skutek jest taki, że przedobrzyłam 😀 zamiast wziąć się za bardziej przystępny język.
Anno, znając Cię tylko z wirtualnej strony, uważam, że jesteś mocno mieszaniną typu intelektualnego z przewagą trzeźwego, bo nie dajesz sobie wciskać bzdur i walczysz o swoje! :*
Pozdrawiam, K.

Ola O.
Gość

Bardzo interesujący tekst.. te środki są chyba zawsze najtrudniejsze do brzebrnięcia. Jakby cos nas sprawdzało, dasz radę iść dalej czy się poddasz?

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Cześć Ania, chciałam Ci tylko napisać, że bardzo Ci dziękuję za książkę.
To pierwszy poradnik, który mnie zainspirował, nakierował myśli, nic nie nakazywał, a jedynie naprowadzał.
Jesteś wspaniała.

niepiśmienna
Gość

Dziękuję bardzo za wszystkie słowa wsparcia! Dalej walczę z "messy middle", więc na pewno bardzo się przydadzą 🙂

Gosia

Doktor Ł.
Gość

Cześć.
"Trudny środek" mam obecnie ale nie mam zamiaru się poddawać. Choćby krew miała tryskać strumieniami. Mądrze pani Gosia napisała.

PS.
Właśnie przeglądałem stare komentarze u mnie i widzę… Ciebie. Rok temu w tekście na temat pewnego rodzaju statyczności i poddawaniu się "trudnemu środkowi". Powróciłem jednak do świata żywych (blogujących) i jestem.

Pozdrawiam
Kiedyś Łukasz
Dziś Doktor Ł.

Doktor Ł.
Gość

Był niegdyś taki blog: "Invest in love".

Smarter_not_harder
Gość

Hej, chciałam cię jedynie powiadomić, że zostałaś nominowana do nagrody Awar. Jeśli cię to interesuje to szczegóły u mnie na blogu. Pozdrowienia 🙂 nowahistoriacullenow.blogspot.com
PS; Wspaniały post 😀

Królowa Karo
Gość

Właśnie sobie uświadomiłam, dlaczego większość moich przedsięwzięć utknęło w martwym punkcie. Teraz będę do tego podchodziła inaczej.

gorzkakokoszka
Gość

Świetny tekst, przydał mi się w kontekście mojej obecnej pracy handlowca, dzięki.

Previous
Tygodniowe Love #4
Kryzys. I co teraz?