Jak wejdziecie w lokalizację, to zobaczycie jak to POWINNO wyglądać. Cóż, być w jednym z najbardziej zapierających dech w piersiach miejscu i go nie zobaczyć, bo chmury - zdarza się! :D Potem zaczął padać deszcz, więc ja zaczęłam mieć z tego radochę😅
Pytacie, dlaczego tak mało się stresuję! Słuchajcie, ja kiedyś byłam tą osobą, którą ze stresu zawsze bolał brzuch. Przed egzaminem, zawodami, konkursem... dzisiaj stresik czuję tylko przed podróżą (czyli chyba długo nie poczuję🙈) a częściej towarzyszy mi EKSCYTACJA. Większy problem mam z napięciem, ono się silnie odbija na moim ciele. Zazwyczaj szłam je wybiegać, ale ponieważ wróciłam przed obowiązkową kwarantanną, narzuciłam sobie własną i... chodzę po ścianach, bo moje najlepsze sposoby na rozładowanie napięcia są niedostępne🙈Nie cierpię biegać. Ale lubię zgrzana wrócić do mieszkania i mieć ten uśmiech na twarzy, że już wszystko za mną😅

A nie stresuje się, bo nie pozwalam, by rzeczy, które są poza moją kontrolą władały moim umysłem. Poza moją kontrolą jest to, ile potrwa pandemia, ile osób umiera każdego dnia, jak wygląda stan opieki zdrowotnej w Polsce, czy będzie szczepionka albo kiedy będzie i ile potrwają obostrzenia.
Ale mam kontrolę nad najważniejszymi rzeczami: mogę ograniczyć do minimum wyjścia (spacerek do sklepu po jedną rzecz nigdy tak nie kusił, co?😉), poprawnie myć ręce, unikać dotykania buzi, dbać o odporność, być aktywna fizycznie, słuchać komunikatów GiS i dostosować swoją sytuację finansową do zmieniających się warunków (przyciąć wydatki? przebranżowić się? podnieść ceny usług czy obniżyć i iść na ilość?).
Skupiam się nad tym, nad czym mam kontrolę. Zawsze!
Nie wiem czy na egzaminie dostanę trudne pytania, nad tym nie mam kontroli. Ale mam kontrolę nad tym, jak przyswoję materiał.
A u Was jak? Stres? Czarne myśli? Czy spokój na myśl o tym, że cokolwiek przyniesie życie, będzie trzeba się do tego dostosować?
#stres #szczerze_pisząc #emocje #stacalm #stayhome #vietnam #goldenhandsbridge

Jak wejdziecie w lokalizację, to...

Ale mam dzisiaj kiepski dzień! Chyba będę ładną sumkę w plecy. Auć! Bolesna lekcja, by nie robić czegoś „jednym okiem”. Pomyślałam, że podzielę się kilkoma swoimi wpadkami i poproszę Cię o to samo 👉🏻 zatytułowałam oficjalny przelew „pieniądze za las”. Byłam rozkojarzona!
👉🏻 kilka razy wysłałam polecony do samej siebie, jakoś odruchowo wpisuje mi się mój własny adres 🤷🏻‍♀️
👉🏻 wybrałam się na basen i nie spakowałam stroju, zorientowałam się już w szatni
👉🏻 bez portfela to też wyszłam wiele razy
👉🏻 wysłałam klientowi plik o tytule „wersjaostatecznailetychpoprawekjapierdole.pdf”
👉🏻 wyszłam z knajpy i zapomniałam zapłacić. Biegłam przeprosić i uregulować należność ze zwieszonym jęzorem a oni się nawet nie zorientowali! Przeprosiłam chyba z 5x🙈

Teraz Ty, będzie mi raźniej!
Zdjęcie z Bali! Było pięknie, mam nadzieję, że Balijczycy dadzą sobie radę z kryzysem, żyli w dużej mierze z turystyki :( #wpadka #aniamaluje #szczerze_pisząc #wodospad #waterfall #podrozemaleiduze #podróże

Ale mam dzisiaj kiepski dzień!...

Mam taką ulubioną grę, gdzie zadaję ludziom pytania w stylu „wolisz do końca życia jeść tylko sernik, czy tylko burgery?”. Nawet mam jej karcianą wersję (nazwa się „Dylematy” i pytania są w niej czasami na maksa odjechane!) ale i tak wolę zadawać własne😈. Zasady są proste! 👉🏻 odpowiadasz na dowolne pytanie z tego wątku (moje, cudze)
👉🏻 kupujesz sobie w ten sposób prawo, by zadać własne pytanie 
Można uzasadniać, wychodzą z tego super dyskusje!!! Uwielbiam w to grać! I na żywo i przez smsy jak na żywo nie można pogadać.
Więc ja zacznę, a Wy mam nadzieję, będziecie w komentarzach aktywni. Pytanie które wrzucam, pochodzi z gry „Dylematy”:
2 osoby zaproponowały ci namiętny pocałunek. Jedna z nich to 10 w Twojej osobistej skali, ale jest w związku. Druga to singiel, ale w twojej skali „5”. Kogo wybierasz? Napisz, a potem stwórz własny „dylemat”😉 Zawsze trzeba coś wybrać, nawet jak obie opcje są złe 🙃
Odpowiedz i zadaj swoje pytanie.

Możecie odpowiadać sobie nawzajem, będzie zabawnie! To jak, 5 czy 10? 
#gra #zostajewdomu #rozrywka #buivien #buivienstreet #vietnam #saigon #hochiminh #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje

Mam taką ulubioną grę, gdzie...

Idziesz do pracy, bo musisz? Źle, bo masz siedzieć na pupie. Bierzesz bezpłatny urlop, żeby siedzieć na pupie - źle, bo będzie kryzys, a w ogóle to ktoś musi w sklepach sprzedawać.
Wrzucasz związane w wirusem treści - źle, bo wszyscy już mają dość. Wrzucasz treści rozrywkowe - źle, bo jesteś ignorantem. Kupujesz papier dla siebie i rodziny - źle, bo panikujesz i „odbierasz innym”. Kupujesz tyle ile potrzebujesz - źle, bo nie myślisz o przyszłości.

Nie dajmy się zwariować. Jesteśmy różni! Przeżywamy sytuacje na swój sposób. Ktoś, kto lubi siedzieć w domu nie zrozumie kogoś, kto serio chodzi od tego po ścianach. za dzieciaka byłam często chora i 2 tygodnie na dupsku to dla mnie żadna nowość. Przyznam, że czasami wręcz chciałam mieć anginę, żeby oglądać na satelicie bajki na jakimś Rai due czy niemieckim RTL2, oglądać reklamy produktów, których w Polsce nie ma, układać puzzle, czytać książki, wpuszczać psa do łóżka (chora, to mama przymknie oko) i układać domki z kart. Przeszłabym się chętnie, marzę o zakupach w lidlu, żałuję, że nie mam balkonu, ale jakieś wielkie wyrzeczenie to nie jest. Dla kogoś innego może być niemal traumatyczne i nie mam prawa tego oceniać! Jeden będzie tańczył i śpiewał, drugi zwinie się w kulkę i będzie mu smutno.
Dlatego proszę, nie oceniajmy się! Jeśli tylko słuchasz się do zaleceń i oficjalnych komunikatów - nie czuj wyrzutów sumienia, że masz ochotę spać albo leżeć zamiast pisać ebooki i tworzyć genialne biznesy. Albo na odwrót, że w tej sytuacji przyszedł Ci do głowy genialny produkt  i wchodzisz w to jak opętany!
Nie miej wyrzutów sumienia, że czujesz radochę na myśl o gotowaniu, porządkach w szafie i wszystkich rzeczach, na które brakowało ci czasu. Albo na odwrót - że zamawiasz na wynos i marzysz o pracy w której odwiedza cię pan kanapka. Ale nie oceniaj. 
Polecam z  stories @evrdtrp która pokazuje, jak odmienne mamy perspektywy i sytuacje życiowe. To nie są rzeczy czarne albo białe, raczej tak niedookreślone jak moja skora na tym zdjęciu. Opalona, spalona, czy blada? Wszystko po trochu!
Wspieranie, nie ocenianie. Proszę🤗
#staystrong #siedzęwdomu ... bo mam ten przywilej, nie każdy może.
Doceniam! #szczerze_pisząc #aniamaluje

Idziesz do pracy, bo musisz?...

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja niestety ciągle! Czasami szybciej działam niż myślę, a refleksja nad głupotą przychodzi po fakcie. Osobiście za jedną z najgłupszych rzeczy na świecie uważam jednak palenie papierosów. Śmierdzą, trują, niszczą zęby i zdrowie - bez wahania zdecydowałam się dorzucić swoje 3 grosze do kampanii przeciwko paleniu!
Dajcie koniecznie znać w komentarzach czy kiedyś paliliście (albo palicie) i czego wam najbardziej w związku z tym żal!
Więcej na : http://stopfejkfriends.pl/ 
Post w tamach kampanii społecznej: #stopfejkfriends i „Papierosy i e-papierosy to fałszywi przyjaciele”

#aniamaluje #szczerze_pisząc

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja...

Na tym zdjęciu moja mina mówi „czy mogę już iść?” i nawet powiedziałam to na głos do @czula.kaminska bo obok latał jakiś szerszeń, a ja się panicznie boję🙈
Bo ja wcale nie jest odważna! 
Życie jest przewrotne. Pojechałam solo, żeby sama pobyć ze swoimi myślami - nie spędziłam sama ani jednego dnia! A teraz siedzę na tyłku jak wszyscy i mam to swoje wyciszenie, chociaż czas po wyjeździe miał być turbo intensywny🤪
🌱Fajnie jest być gdzieś z kimś. Dzielić zachwyt, czasami pokazać coś swoimi oczami, czasami rozproszyć poczucie odpowiedzialności by nie ciążyło tylko na jednej osobie, czasami by poczuć się bezpieczniej. 🌱Podróżowanie solo jest inne. Ludzie dzielą z Tobą jakieś fragmenty drogi, ale na Twoich zasadach. Zero kompromisów, dostosowywania się, szukania knajp gdzie będzie coś bez pszenicy albo gaszenia światła bo ktoś chce spać, a ty jeszcze nie. Omijania czegoś, bo komuś za gorąco albo za daleko, za blisko, za brzydko, za ładnie, zawsze coś.
🌱Łatwiej poznaje się ludzi. Ja na nowo uwierzyłam, że w ludziach jest dobro. Spotkałam się z wielką życzliwością, chęcią pomocy, wskazówkami. Ktoś mnie podwiózł, ktoś naprawił laptopa, ktoś pokazał fajne zakątki, ktoś zrobił zdjęcie, ktoś popilnował rzeczy. To było piękne!🥰
🌱Podróżowanie solo nie jest ani lepsze ani gorsze. Jest zupełnie inne. 
Polecam przeżyć chociaż raz w życiu, może jak wszystko się uspokoi? ☀️Ja lubię mieć jakąś nagrodę w perspektywie. Jeśli ogarnę to finansowo to po tej całej pandemii chciałabym wybrać się do Włoch i zjeść nieprzyzwoicie pyszną pizzę. I makaron. I potańczyć. I pośpiewać pijąc nad morzem ich domowe wino z plastikowej butelki.
Tak będzie, musi być! 
Każda burza się kiedyś kończy, w to chcę wierzyć!
Zabawmy się! Wyobraź sobie, że pandemia się skończyła, Twoje finanse i rodzina mają się dobrze.
Pierwsze co robisz „w nagrodę” aby to odreagować to?
Ja totalnie wybieram się na pizzę! #podróże #solo #solotravel #drzewo #szczerze_pisząc #aniamaluje #infinitydress #multiwaydress

Na tym zdjęciu moja mina...

To, co dzisiaj wydaje się dramatem, kiedyś może okazać się cenną lekcją. Pamiętam jak z dnia na dzień straciłam źródło dochodu nie mając planu B. Bolało, ale od tej pory pamiętałam, że „najpierw płacę sobie”. No matter what! Budowałam poduszkę finansową, chociaż było bardzo ciężko. Za drugim razem gdy straciłam głównego klienta też bolało potwornie. Wtedy wyciągnęłam kolejną lekcję i postawiłam na dywersyfikację. Teraz przy okazji wirusa moje źródełka powysychały albo stały się mniejsze, ale jedno, zupełnie pasywne działa nadal i to lepiej niż wcześniej. Książka, którą napisałam w 2013! (Dostępna na legimi).
Kryzysy są ciężkie, ja się cieszę, że dostałam mocno po dupie bardzo młodo. Że przegadałam sobie kilka tematów i np. podjęłam trudną decyzję, że nie stać mnie na pracę w szkole, (wtedy byle ósemka do wyrwania oznacza tarapaty finansowe).
Czasami te bolesne lekcje po czasie okazują się bardzo cenne! 
Mam taką zasadę, że porażkę zawsze zamieniam w „teachable moment”. Wypisuję 10 rzeczy, których nauczyła mnie ta sytuacja i wdrażam wnioski w życie.
Z takim podejściem z wielu problemów wychodzimy silniejsi!
Gdybym nie przerobiła tego problemu 10 lat temu, dzisiaj też z przerażeniem patrzyłabym na topniejący stan konta😰ale czasami żeby było lepiej, przez chwilę musi być trochę gorzej! Dzisiaj widzę, że przez ten kryzys podjęłam decyzje, które zapewniają mi całkiem wygodne życie.
Teraz wydaje się ciężko, ale jeśli wyciągniemy z tego lekcje, to będzie lepiej.
Każdy zna chyba kogoś, kto załamał się po rozpadzie związku a potem poznał partnera pod każdym kątem nieporównywalnie lepszego, prawda?
Wierzę, że tak to się skończy! 
Masz jakąś historię życiowej tragedii, która okazała się potrzebną lekcją i chcesz się nią podzielić?
#aniamaluje #szczerze_pisząc #saigon #hochiminh #kryzys #staystrong

To, co dzisiaj wydaje się...

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców. To totalnie nie jest czas na te wszystkie wrogie spojrzenia i wytykanie innym co zrobili nie tak! W Tajlandii starsze małażeństwo z Chin pozarażało innych, bo bali się linczu i bali się iść do szpitala. U nas ludzie zatajają, że byli we Włoszech właśnie przez takie komentarze! Z kolei gdy restauratorka z Bangkoku dała znać klientom na fejsie, że ma wirusa, zamyka lokal i prosi osoby, które w nim były o sprawdzenie swojego zdrowia - ludzie pisali, że dziękują za jej odpowiedzialność i poinformowanie. Takie samo podejście ma Tajwan. Pisałam kiedyś, że wiara w „sprawiedliwy świat” sprzyja kulturze wtórnej wiktymizacji ofiar. Bo gdy wszyscy myślimy „jak będę ostrożna to nikt mnie nie zgwałci”, to z automatu cześć winy idzie zawsze na zgwałconą kobietę. „Mnie jakoś takie rzeczy nie spotykają a chodzę tedy 20 lat”🙄. To od naszego podejścia zależy, czy ludzie będą zgłaszać swoje objawy, czy nie. Wirus może przytrafić się każdemu, nawet najbardziej ostrożnemu człowiekowi! To nie jest moment na „to przez tego, to przez tamtego”. To moment na słuchanie się do zaleceń i siedzenie w domu. Ja zdecydowałam się kontynuować relację z Azji z normalnym opóźnieniem (no, może ciut dłuższym, zbieram więcej info o ciemnych stronach Wietnamu😌). Czasy są ciężkie, miejcie u mnie trochę rozrywki i normalności! Pozostańmy silni, bez znaczenia, czy w Polsce czy gdzieś na świecie!♥️ Nie obwiniajmy się nawzajem, nikt nie przyniósł wirusa złośliwie! To i tak by się wydarzyło. Strach jest ok, panika nie. Panika to chaos. Potrzebujemy spokoju i opanowania😊 to nasze reakcje zadecydują o rozwoju wydarzeń.
#podróże #szczerze_pisząc #aniamaluje #wirus #zostajewdomu

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców....

Jedna z moich największych obaw odnośnie podróży solo?
„Ale jak ja pójdę na plażę?!”🤣
Biegam szybko, ale jednak nie chciałabym wyskakiwać z morza aby dogonić  złodzieja, który połasił się na mój telefon.
Tymczasem moje  obawy okazały się zupełnie bezzasadne! Poznałam wielu spoko ludzi, którym postanowiłam zaufać i rzadko bywałam sama. Ale czasami chciałam! I co wtedy? Raz ratownik zaproponował, że wrzuci moje „belongings” do swojej łódki. Raz wrzuciłam telefon, kasę i klucz do woreczka strunowego i zakopałam pod palmą. A kilka razy wyszłam zupełnie bez niczego. Zostawiałam klucz na recepcji i odcinałam się.
Było super! 
Chcę bardziej być niż mieć. Nie wiem jak mogłam kiedyś pozwolić na to, aby strach o durne rzeczy mnie blokował.
Dzisiaj widzę, jak był irracjonalny 🙈 nie mam za wielu zdjęć z plaży, ale było fajnie! Jestem za to na wielu zdjęciach wietnamskich chłopców (na Bali też mi się zdarzyło)🤣 Widzą białą dziewczynę i pytają, czy mogą fotkę. I czy mogą mnie do tej fotki objąć. Przedmiotowe? Szczerze? Ja też robię fotki lokalsom i chociaż sami zachęcają, to w pewien sposób czuję, że pozując do zdjęć spłacam jakiś dług. Chłopcy są zawsze bardzo grzeczni i mili. Nie spotkało mnie tu nic „disrescpectful”. Po fakcie zawsze dziękują, chwilę pogawędzimy. To dla mnie ok, bez względu na to, co opowiedzą kolegom pokazując zdjęcie. W mojej opowieści też każdy pająk jest 3 razy większy, a każdy z nas ma koleżankę, do której idol na koncercie puścił oczko😉

Nigdy w życiu nie uśmiechałam się tyle, co na tym wyjeździe!!! Nie wiem jak mogła mnie blokować myśl o tym, że ktoś mnie okradnie🙈
„Pod łóżka włażą, złodzieja węszą, 
Łbem o nocniki chłodne trącając.
I znowu sprawdzą kieszonki, kwitki, 
Spodnie na tyłkach zacerowane, 
Własność wielebną, święte nabytki, 
Swoje, wyłączne, zapracowane.”
#wietnam #azja #podróże #podróżemałeiduże #vietnam #aniamaluje #szczerze_pisząc #plaża

Jedna z moich największych obaw...

Typowa ja! Nie pamiętam jak na imię miał właściciel piesełka, ale piesek miał na imię Tom i spędziliśmy razem kilka miłych chwil! 
Nie każde zdjęcie z podróży musi być wymuskane! To wywołuje we mnie miłe emocje, bo Tom był kuleczką radości.
Przy okazji - bycie opiekunem (nie lubię słowa „panem”) pieska to +100 do charyzmy i zwiększa szanse podrywu. Albo ułatwia kontakt. Lubię czytać książki w parku i w zeszłym roku kilkadziesiąt (!) razy zdarzyło się, że wbiegł we mnie albo mój koc czyjś piesek, co dało opiekunowi oczywisty pretekst do zagajenia rozmowy bez jakiejś niezręczności. Z trzema z tych osób się koleguję, jednego poznałam ze swoją koleżanką i są parą ;).
Pieski są super!!!
Pytanie do ludzi, którzy mają (albo kiedyś mieli) zwierzaka - jak się wabił? Imię typowo zwierzęce, czy ludzkie?
Ja miałam: kota o imieniu Trampek, owczarka szkockiego collie o imieniu Zija, (Zia) aka Ruda, drugiego psa o imieniu „Mała” (zwana Zazdrośnicą), kota Kiko i kotkę Ninę. Teraz w mojej rodzinie jest kotka Schwarz i piesek Niunio.
Każde imię z innej bajki!
Jak u Was?
#piesek #dogsofinstagram #wakacje #wietnam #vietnam #podróże #podrozemaleiduze #zwierzaki

Typowa ja! Nie pamiętam jak...

Kryzys. I co teraz?


Znacie to? Jeśli macie siedem dni na opanowanie nowej umiejętności, np. budowania domków z kart, pierwszego pewnie będzie szło Wam słabo, a potem coraz lepiej…aż do dnia czwartego/piątego, kiedy nastąpi kryzys i będzie gorzej niż na początku…a potem znów będzie dobrze, o ile się ogarnięcie.

Każdy przechodzi przez takie kryzysy, dlatego z przyjemnością puszczam ostatni tekst w ramach cyklu MEGAFON jaki ukaże się na tym blogu. Dlaczego ostatni? Wyjaśnię na końcu. Tymczasem zapraszam do lektury tekstu Gosi :



Messy middle, czyli „trudne środki” w dążeniu do celu 

“Zawsze wierzyłem, że gdy człowiek uporczywie do jakiegoś celu dąży i uparcie ów plan ma na oku, musi dopiąć swego mimo wszelkich przeszkód. Stanie się wówczas wielkim wezyrem, papieżem, wstrząśnie fundamentami monarchii, byleby zabrał się do tego za młodu i byleby miał konieczny ku temu rozum i wytrwałość. (…) Chcąc osiągnąc powodzenie, trzeba budować na szczęściu i nie oglądać się na porażki (…)” 

Czyżby cytat z jakiejś „motywującej” książki? Skądże. To fragment “Pamiętników” Casanovy, jednego z największych awanturników w XVIII-wiecznej Europie. Zapisał je już jako staruszek wspominając swój pobyt w weneckim więzieniu. Mógł z pewnością odnieść te słowa do siebie, ponieważ podczas ponad rocznego pobytu w zamknięciu ani raz nie brał pod uwagę tego, że mógłby tam pozostać. Dzięki swojemu uporowi i determinacji udało mu się opuścić więzienie w spektakularnej ucieczce. Tak przynajmniej twierdzi sam autor… 
Zwróciłam uwagę na ten cytat, ponieważ nasz bohater wspomina w nim o bardzo ważnej cesze, która może okazać się decydująca w skutecznym osiąganiu celu – o wytrwałości. Prawda jest taka, że podczas pobytu w więzieniu słynny Włoch miał tysiące powodów, żeby się załamać i zrezygnować z marzeń i wolności. Udało mu się jednak wytrwać i w tym chyba leży klucz do jego sukcesu. 
W jednym z filmików, który ostatnio obejrzałam (link: http://www.youtube.com/watch?v=-1jKtYuXkrQ), autor dzielił drogę do osiągnięcia celu na trzy etapy, które roboczo pozwolę sobie tutaj nazwać „entuzjastycznym początkiem”, „trudnym środkiem” i „triumfalnym końcem”. Oczywiste jest, że kiedy przystępujemy do realizacji jakiegoś nowego postanowienia, towarzyszy nam podekscytowanie. Jesteśmy pełni energii do działania i pozytywnych emocji – w końcu zdecydowaliśmy się podjąć nowe wyzwanie, dlatego, że spodziewamy się po nim czegoś dobrego. Motywacja niemal nas rozpiera. Z kolei na samym końcu, kiedy widzimy wyraźnie na horyzoncie nasz cel, również przybywa nam sił, bo wiemy, że jesteśmy już tuż, tuż. Czujemy się dumni, że udało nam się zajść tak daleko. 
Cały problem tkwi w tym, że pomiędzy „entuzjastycznym początkiem” i „triumfalnym końcem” znajduje się najbardziej mozolny etap – „trudny środek” (tytułowe “messy middle”). Jest to czas, kiedy nasza początkowa motywacja osiąga najniższy poziom, a jednocześnie świadomość tego, ile jeszcze zostało nam do końca, zaczyna nas przytłaczać. Budzimy się rano i kiedy tylko pomyślimy o tym, co musimy dzisiaj zrobić, żeby zrealizować nasze wyzwanie, myślimy: „O nie… Znowu…”. Ten moment oprócz tego, że bywa nieprzyjemny, jest również niebezpieczny, niesie bowiem ze sobą ryzyko, że rzucimy w kąt nasze ambitne postanowienia i zmarnujemy cały trud, który już w nie włożyliśmy.  
Wiem o tym dobrze, ponieważ sama obecnie znajduję się na tym etapie w realizacji mojego wyzwania, które polega na prowadzeniu bloga codziennie przez jeden rok. Zupełnie niedawno poczułam się przytłoczona zadaniem, które sobie wyznaczyłam. Miałam o czym pisać, ale wcale nie miałam na to ochoty. Nie pomagało nawet wsparcie bliskich osób i czytelników, ponieważ nie mogłam sama w sobie odnaleźć dosyć wytrwałości. 
W przebrnięciu przez „trudny środek” leży klucz do sukcesu. Powinniśmy przewidywać jego pojawienie się już od pierwszego kroku w realizacji naszego wyzwania i przygotowywać się na jego przyjęcie. Kiedy już nadejdzie, warto przypomnieć sobie, dlaczego właściwie zaczęliśmy robić to, co chcemy teraz porzucić. Kiedy zdamy sobie sprawę z przyczyn i celów naszego działania, z pewnością okaże się, że wytrwanie w postanowieniu niesie ze sobą coś, co żal nam będzie porzucić.  
Przede wszystkim – możemy zmienić też swój sposób patrzenia na „trudny środek”. Zamiast traktować go jako zło konieczne, dobrze uświadomić sobie, że bez niego realizacja naszego celu i w efekcie nasz rozwój nie byłby możliwe. Nie jest łatwo działać, kiedy nie mamy na to najmniejszej ochoty, jednak droga do celu składa się z najróżniejszych kroków – tych wspaniałych i tych ciężkich. Jeśli jednak będziemy pamiętać o tym, że każdy z nich jest kolejnym etapem naszego rozwoju, łatwiej będzie zaakceptować te, które tak trudno przetrwać.   

*********************

Gosia – psycholog i muzyk, lubiąca ludzi introwertyczka. Kiedy była mała chciała zostać baletnicą lub bibliotekarką. Teraz najchętniej zostałaby muzykoterapeutką, właścicielką kawiarni z własnymi wypiekami lub pisarką, a najlepiej wszystkim naraz. To ostatnie marzenie stara się realizować, tworząc bloga 365 dni pisania.
________________________
Mam nadzieję, że tekst Gosi przypadł Wam do gustu lub chociaż skłonił do refleksji. Z bólem oznajmiam jednak że był to ostatni tekst w tym cyklu. Powodów jest kilka…
Po pierwsze, mam bardzo dużo pomysłów na własne teksty, w tym wiele próśb od Was… policzyłam to wszystko i wyszło prawie 300! A przecież co chwilę dochodzą mi nowe pomysły. Nawet dodając posty tak często jak obecnie, będzie ciężko.
Po drugie…chciałabym, aby osoby wypowiadające się gościnnie grały na własną popularność i własne statystyki. Ja się już do jakiegoś grona czytelników “przebiłam”, ale istnieje przecież ryzyko, że tekst który ktoś opublikuje u mnie, mógłby ładnie wywindować bloga tej osoby na jej własnym gruncie. Nie chcę jej odbierać tej szansy.
Po trzecie… nie chciałabym rezygnować z promowania ciekawych “mniejszych” blogów i stwierdziłam, że po prostu będę wrzucać linki do wyjątkowych tekstów w ramach cyklu tygodniowe love, co poniedziałek.
 Tymczasem nie zabieram już Gosi przestrzeni, zachęcam do komentowania (ja megafonowych tekstów nie komentuję:)) i odwiedzania Jej bloga. Kiedy czytacie ten tekst, zapewne poznaję wyniki egzaminu “rosyjskiej ruletki” tzn wiecie…takiego zależącego od pogody, humoru i innych dziwnych kryteriów ;))


Będzie mi miło, jeśli zaobserwujesz mnie na :


 

Follow on Bloglovin


lub polubisz na fejsie 😉

Uściski, Ania

33
Dodaj komentarz

avatar
23 Comment threads
10 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
gorzkakokoszkaDoktor Ł.AniamalujeKrólowa KaroSmarter_not_harder Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
ania notuje
Gość

Do Gosi zaglądałam często, ostatnio zagubiłam jej link. Dzięki za przypomnienie!

:)
Gość

Fajny tekst, od razu zajrzałam na bloga Gosi 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Hej,

Bardzo dziękuję za ten wpis, akurat jestem w takim trudnym, mozolnym środku. Cieszę się, że w tym momencie wszedłem na blog Ani w poszukiwaniu motywacji.
Pozdrawiam serdecznie i życzę wytrwałości!

Kacper

niepiśmienna
Gość

To chyba komentarz, z którego najbardziej się cieszę – kiedy wiem, że udało mi się jakoś pomóc, aż serce mi rośnie 🙂

Ola Pach
Gość

ja do niej zaglądam na każdy nowy post, obserwuje ją i uwielbiam jej bloga, ma już grupkę swoich fanów i cieszę się, że taki fany blog dzięki Tobie Aniu może jeszcze bardziej się rozpowszechnić 🙂 ta notka jest bardzo fajna, tak jak reszta, a nawet lepsza. mogłabym pisać i pisać, ale po co jeżeli wystarczy jedno słowo do opisania Gosi; "wyjątkowa".

Artinowy Świat
Gość

Zgadzam się w 100% I z całego serca życzę Gosi aby udało się jej pisać przez cały rok i o wiele, wiele dłużej 😉

Patis Home
Gość

ja również życzę Gosi wytrwałości! 🙂

joannac
Gość

Aniu uwielbiam Twojego bloga, bardzo sie ciesze ze na niego trafilam (wlasnie przez innego bloga, gdzie bylo takie cos jak tygodniowe love :D)

Oleandrra
Gość

Jednak w przypadku wpisów gościnnych da się zauważyć, że wszelkie lajki, komentarze i pozytywne skutki mają miejsce na blogu, na którym ukazuje się ten tekst. Może jedna na 10 osób które go przeczyta pofatyguje się, żeby zajrzeć na bloga jego autora. Dlatego jeśli już promować, to chyba najlepiej wrzucić linka, pod warunkiem że w tym samym wpisie nie będzie jeszcze 20 innych linków do 20 innych blogów. Zresztą ty to wiesz, bo nawet polecenie w rankingu u Kominka nie miało takiego znaczenia dla statystyk, jakiego można by się spodziewać.

Tak czy owak, chętnie poczytam polecane przez ciebie wpisy innych blogerów! 🙂

niepiśmienna
Gość

Po części masz rację – echa wpisu są większe u Ani; jednak część osób zajrzała też do mnie (średnio co szósta), a kilka postanowiło zostać na dłużej. To całkiem pozytywne skutki, z których bardzo się cieszę 🙂

Niemoralna
Gość

Bardzo przydatny artykuł. Chwile kryzysu znikajcie! U mnie najgorzej z tym jest w czasie sesji. Kryzys goni kryzys 😀
Tymczasem zapraszam do mnie na artykuł psychologiczny. Odkryj, jakim typem kobiety jesteś! 😉 Może Cię zainteresuje, bo czytam Twój blog od dawna i wiem, że interesują Cię takie sprawy 🙂
Pozdrawiam!

illonky
Gość

Uważam, że pomysł z tygodniowymi porcjami linków jest bardzo dobry, wystarczy krótki opis danego posta i od razu wiadomo, czy interesuje nas tematyka, czy nie. W każdym razie ja zaglądam dość często na takie polecane blogi z tygodniowych, lub gdy pojawia się gościnny post 😉

Szara Wiewiórka
Gość

Szkoda megafonu, ale rozumiem Twoją decyzję. Każdy jakoś zaczynał, a jak blog jest ciekawy, to w końcu trafi do niego odpowiednia publiczność.

paranoJa
Gość

też uważam, że pomysł z wrzucaniem linków w podsumowania tygodnia jest lepszy. ja szczerze mówiąc megafonowe teksty (były chyba dwa, co?) przelatuję wzrokiem, bo przychodzę do Ciebie czytać Ciebie, to raz, a dwa, że i tak mam wrażenie, że posty do megafonu są pisane hm… "pod coś" – ktoś, kto pisze tekst na Twojego bloga wie, że masz wyrobioną, wymagającą i całkiem krytyczną publikę, więc "napina się" nieco bardziej, niż gdyby pisał luźnego posta u siebie. a z konkursem zaspałam – dodałam sobie do zakładek posta, żeby broń boże nie zapomnieć i zrobić to za pięć minut i oczywiście zapomniałam.… Czytaj więcej »

paranoJa
Gość

o, to idę się porozglądać, obczaić do kiedy i w końcu WZIĄĆ udział. 😉

niepiśmienna
Gość

Nie uważam, żeby teksty gościnne muszą być pisane "pod coś" – pisząc swój, byłam w 100% sobą. Prawda, że tworząc tekst, który ma być w pewnym sensie moją reklamą, staram się przyłożyć do niego jak najlepiej, ale to dla mnie tylko powód do radości, bo miałam okazję, żeby bardziej się zmobilizować. W efekcie powstało coś, z czego jestem bardzo zadowolona – podobało mi się, że mogę przedstawić problem, który wypływał z mojego doświadczenia i który jednocześnie jest bliski wielu osobom 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Aniu, kiedy bedzie o oczyszczaniu z metali?
Bo chce juz zaczac, a wiem ze na to potrzeba wiele czasu.
Pozdrawiam

lasoa
Gość

Nie znałam bloga Gosi,. Podziwiam za ilość pomysłów na notki 😉

supergirl
Gość

coś jak ja, technik dentystyczny któremu sie zamaniło zostanie dietetykiem 😛

Niemoralna
Gość

Pewnie stało się tak przez to, że zawsze staram się być do porzygu perfekcjonistką i skutek jest taki, że przedobrzyłam 😀 zamiast wziąć się za bardziej przystępny język.
Anno, znając Cię tylko z wirtualnej strony, uważam, że jesteś mocno mieszaniną typu intelektualnego z przewagą trzeźwego, bo nie dajesz sobie wciskać bzdur i walczysz o swoje! :*
Pozdrawiam, K.

Ola O.
Gość

Bardzo interesujący tekst.. te środki są chyba zawsze najtrudniejsze do brzebrnięcia. Jakby cos nas sprawdzało, dasz radę iść dalej czy się poddasz?

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Cześć Ania, chciałam Ci tylko napisać, że bardzo Ci dziękuję za książkę.
To pierwszy poradnik, który mnie zainspirował, nakierował myśli, nic nie nakazywał, a jedynie naprowadzał.
Jesteś wspaniała.

niepiśmienna
Gość

Dziękuję bardzo za wszystkie słowa wsparcia! Dalej walczę z "messy middle", więc na pewno bardzo się przydadzą 🙂

Gosia

Doktor Ł.
Gość

Cześć.
"Trudny środek" mam obecnie ale nie mam zamiaru się poddawać. Choćby krew miała tryskać strumieniami. Mądrze pani Gosia napisała.

PS.
Właśnie przeglądałem stare komentarze u mnie i widzę… Ciebie. Rok temu w tekście na temat pewnego rodzaju statyczności i poddawaniu się "trudnemu środkowi". Powróciłem jednak do świata żywych (blogujących) i jestem.

Pozdrawiam
Kiedyś Łukasz
Dziś Doktor Ł.

Doktor Ł.
Gość

Był niegdyś taki blog: "Invest in love".

Smarter_not_harder
Gość

Hej, chciałam cię jedynie powiadomić, że zostałaś nominowana do nagrody Awar. Jeśli cię to interesuje to szczegóły u mnie na blogu. Pozdrowienia 🙂 nowahistoriacullenow.blogspot.com
PS; Wspaniały post 😀

Królowa Karo
Gość

Właśnie sobie uświadomiłam, dlaczego większość moich przedsięwzięć utknęło w martwym punkcie. Teraz będę do tego podchodziła inaczej.

gorzkakokoszka
Gość

Świetny tekst, przydał mi się w kontekście mojej obecnej pracy handlowca, dzięki.

Previous
Tygodniowe Love #4
Kryzys. I co teraz?