Kiedyś stresowałam się, że to co polecam nie spodoba się komuś, kto skorzystał z mojej rekomendacji. Dzisiaj mam z tym luz. 
Nie podobał mi się Paryż, podobał Lwów. Wiecie dlaczego, wiecie co lubię - to jest ok, że czasem mamy różny gust, upodobania, zachwycają nas różne rzeczy.
Ktoś zwiedzając ruiny będące symbolem walki kultur i cywilizacji wzruszy ramionami i powie „kamienie jak kamienie”, albo zrobi sobie popielniczkę z zabytkowej kolumny.
Kogoś zachwyci przyroda, ktoś inny powie, że drzewa jak drzewa.
Jeden cieszy się na deszcz, bo rosną mu warzywa, drugi płacze, bo chciał się opalać.
Od kiedy myślę o tym w ten sposób, to zrzuciłam z siebie całą presję odpowiedzialności. Całkiem fajnie!
Jestem ciekawa, czy jest jakieś miejsce, które cię totalnie zachwyca, a inni tego zachwytu nie podzielają ;) #podróże #podróżemałeiduże #blogerka #aniamaluje #szczerze_pisząc #wakacje #lato #tunsia #tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays #pranie #sukienka #100dnibezspodni #afryka #tunis

Kiedyś stresowałam się, że to...

Long time no selfie!

Jaki jest sens wstawiać nieaktualne selfie, bo zmieniło się kolor włosów? Chyba żaden, ale mam taki problem, że rzadko umiem cieszyć się obecną chwilą. Moje myśli albo dotyczą czegoś, co było, albo (to częściej!) tego, co nadchodzi. Jakiś deadline, projekt, kolejna podróż. Nieustannie jestem głową w miejscach innych, niż jestem ciałem. Kiedyś bardzo pomagało mi na to bieganie - miałam swój ustalony czas na gonitwę myśli. Chyba pora do tego wrócić! #tuiteraz #szczerze_pisząc #aniamaluje #podróże 
#tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays #blogerka #blogerkapodróżnicza #travelblogger #podróżemałeiduże #kropki #sukienka #selfiaczek #tunisia

Long time no selfie! Jaki...

Rzadkie zdjęcie mnie cieszącej się chwilą i nie reagującej na obiektyw jak na lufę karabinu. Monastyr 2019, koloryzowane.
##tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays #Tunisia #wakacje #monastir #monastyr #lato #kropki #sukienka #100dnibezspodni #aniamaluje #podróże #podróżemałeiduże #blogerka #travelblogger

Rzadkie zdjęcie mnie cieszącej się...

Lecąc do Tunezji miałam jeden plan - uporządkować swoje myśli i całkowicie odpocząć. Bardzo lubię oddzielić się od grupy i pozachwycać się albo pomyśleć. Na tym wyjeździe to bez sensu. Ekipa jest tak fajna, że bardzo przyjemnie jest po prostu ludzi słuchać. Każdy ma do opowiedzenia coś, co w jakiś sposób mnie wzbogaca. Uwielbiam poszerzać swoją bańkę filtrującą i podróże są do tego idealną okazją, ale z tego wyjazdu wracam też z dużą listą książek do przeczytania. #Tunisia #wakcje #podróże #podróżemałeiduże #blogerka #blogerkapodróżnicza #lato #afryka 
#tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays

Lecąc do Tunezji miałam jeden...

Wrzucam dwa, bo nie wiem które lepsze. Oczywiście kolory domalowałam sobie sama (realne znajdziecie u @ewaszabatin ) ale chyba najbardziej w podróży lubię właśnie przystanąć, wystawić mordkę do słońca, zachwycić się widokiem. Fajnie!
#osiolek #osioł #donkey #tunezja #wakacje #podróże #podróżemałeiduże #blogerka #travelblogger #tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays

Wrzucam dwa, bo nie wiem...

Bardzo podoba mi się ta fotka! Idealnie oddaje klimat Hammametu. Niebieskie drzwi, białe ściany i dużo koteczków. 
#hammamet #podróże #podróżemałeiduże #kotki #koty #catstagram #tunisian_girl #wakacje #tunisia #blogerka #blogerkapodróżnicza #kotełki 
#Tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays 
Fot: @super_kristyne

Bardzo podoba mi się ta...

Pamiętacie jak śmiałam się z instagramerki, która na każdym zdjęciu dokleja te same chmurki? Karma wrocila 😅
W Odessie wyświetliło mi się pod hashtagiem „Odessa” zdjęcie z neonem „too late to die young”. Pomyślałam, że zajebiste z okazji nadchodzących urodzin, bo nie zdążyłam do klubu 27 i w sumie jest mi bliżej do pani pod trzydziestkę niż dwudziestolatki 😱 jakież było moje rozczarowanie, gdy po długim spacerze zastaliśmy pożegnalną popijawę pracowników, bo koniec sezonu i neonu włączyć się nie da😅 Nie mieli już prądu! Próbowałam neon włączyć sama w programie graficznym, ale nie umiem🙈 przesuń w bok by zobaczyć zdjęcie przed a potem zostaw mi urodzinowe serduszko ♥️🙈 Jedyne o czym w tym momencie marzę to zdrzemnąć się w samolocie. Kierunek #Tunezja!
28 lat, Thorze, kiedy to się stało😱😱😱
#urodziny #28lat #wakacje #aniamaluje #szczerze_pisząc #podróże #podróżemałeiduże #blogerka #discoverunder50k

Pamiętacie jak śmiałam się z...

#podróże to jedna z największych radości mojego życia, ale jednoczenie też powód przez który NIE OGARNIAM.
Wschód słońca nad morzem w Odessie to piękny widok, ale spacer po jesiennym Żoliborzu również zapiera dech w piersiach. No chyba, że to był smog😉
W każdym razie - zrobiłam sobie wczoraj dłuższy spacer, bo nie chciało mi się czekać na tramwaj, a potem to już nie chciało mi się wracać, bo było tak kolorowo i pięknie. Gdyby nie ta decyzja, nie doświadczyłabym piękna jesieni w tym roku. Ledwo rozpakowałam walizkę po Budapeszcie, a tonę w praniu bo zaraz Tunezja. Tu praca, tam trzeba podskoczyć na pocztę, wizyta u lekarza i czas ucieka. Podejrzewam, że po powrocie złotych liści już nie będzie.
Chwile. Piękne chwile, to one się liczą najbardziej. Staram się je doceniać i chwytać.
Nawet dosłownie, bo podnoszę liście i kasztany🙃
Wiem, że nie każdy lubi jesień (ja tylko złotą i słoneczną część) ale wymień w komentarzu ulubioną rzecz związaną z jesienią.
Jesieniaro, do boju :)💪🏻
#jesień #jesieniara #hamak #hammock #odessa #odesa #morning #poranek #herbata #relaks #blogerka #blogerkapodróżnicza #travelblogger #blogger #robe #ukraine #ukraina #aniamaluje #jesień #październik #helloautumn

#podróże to jedna z największych...

Planowałam wylegiwać się w termach i objadać, tymczasem termy okazały się najsłabszym punktem wyjazdu a #Budapeszt jest idealnym miastem na niespieszne jesienne spacery przerywane zachwycaniem się widoczkami. I zbieraniem kasztanów ;). A widoczki są przeróżne i przepiękne! Od panoramy miasta z licznych wzniesień, przez modry Dunaj (cokolwiek ten kolor oznacza😅) po zapierającą dech w piersiach architekturę.
Kuchnia nie do końca moja, znalezienie „placka po węgiersku” to jak szukanie spaghetti bolognese w Bolonii albo dobrych pierogów w Warszawie :D ale za to cała reszta jest absolutnie magiczna.
O właśnie. Magiczny. Taki jest Budapeszt.
Wpadłam na krótko, ale pewnie wrócę!

Fot: @agnieszkazysk 
#podróże #podróżemałeiduże #blogerka #budgettraveler #budgettravel #travelblogger #girlswhotravel #maxidress #aniapodróżuje #budapest #hungary #budapestgram #węgry #zamek #castle #100dnibezspodni #sukienka

Planowałam wylegiwać się w termach...

Jaką książkę poleciłabyś młodszej sobie? Dla ułatwienia - wyobraź sobie, że masz dorastającą córkę. Co powinna przeczytać? Moje pokolenie miało bravo, do którego czytelnicy pisali listy, a potem ekspert odpowiadał - "nie Tomku, to normalne, że ciekawiło cię jak smakuje twoja sperma, nie zwariowałeś i nie pochorujesz się od tego". Pamiętam jak moja wychowawczyni próbowała przekonać na zebraniu rodziców, by nie pozwalali nam czytać takich  gazet. A czy były złe? Przynamniej wypowiadali się tam eksperci po psychologii albo specjalności z ginekologii czy seksuologii. Dzisiaj teoretycznie dostęp do wiedzy jest większy, ale kto tworzy te informacje? Na ile są wiarygodne? Nie muszę wam tego tłumaczyć, jestem copywriterką, napisałam sporo tekstów o maszynach rolniczych, na których znam się jak na historii Mongolii w XIX wieku.
Chociaż te teksty mają jakąś korektę merytoryczną!

Sto razy bardziej wolałabym, aby moja nieistniejąca córka przeczytała merytoryczną książkę o swoim ciele, niż trafiła na stronę, na której szukając informacji o włosach na ciele sprzeda jej krem do wybielania odbytu albo inną niebezpieczną rzecz.

Merytoryczna, zabawna, konkretna - taka jest książka "Obrzydliwa anatomia" Mary Altman. 
Opinia powstała przy współpracy z wydawnictwem kobiecym, ale swojej nieistniejącej córce polecam naprawdę!
Jaka jest najgłupsza rzecz związana z ciałem, w jaką wierzyłaś dorastając?

#obrzydliwaanatomia #maraaltman #cialopozytyw #wystarczajacodobra #aniamaluje #czytam #szczerze_pisząc #bookstagrampl #bookstagram #ksiazki #terazczytam #współpraca #blogerka

Jaką książkę poleciłabyś młodszej sobie?...

Kryzys. I co teraz?


Znacie to? Jeśli macie siedem dni na opanowanie nowej umiejętności, np. budowania domków z kart, pierwszego pewnie będzie szło Wam słabo, a potem coraz lepiej…aż do dnia czwartego/piątego, kiedy nastąpi kryzys i będzie gorzej niż na początku…a potem znów będzie dobrze, o ile się ogarnięcie.

Każdy przechodzi przez takie kryzysy, dlatego z przyjemnością puszczam ostatni tekst w ramach cyklu MEGAFON jaki ukaże się na tym blogu. Dlaczego ostatni? Wyjaśnię na końcu. Tymczasem zapraszam do lektury tekstu Gosi :



Messy middle, czyli „trudne środki” w dążeniu do celu 

“Zawsze wierzyłem, że gdy człowiek uporczywie do jakiegoś celu dąży i uparcie ów plan ma na oku, musi dopiąć swego mimo wszelkich przeszkód. Stanie się wówczas wielkim wezyrem, papieżem, wstrząśnie fundamentami monarchii, byleby zabrał się do tego za młodu i byleby miał konieczny ku temu rozum i wytrwałość. (…) Chcąc osiągnąc powodzenie, trzeba budować na szczęściu i nie oglądać się na porażki (…)” 

Czyżby cytat z jakiejś „motywującej” książki? Skądże. To fragment “Pamiętników” Casanovy, jednego z największych awanturników w XVIII-wiecznej Europie. Zapisał je już jako staruszek wspominając swój pobyt w weneckim więzieniu. Mógł z pewnością odnieść te słowa do siebie, ponieważ podczas ponad rocznego pobytu w zamknięciu ani raz nie brał pod uwagę tego, że mógłby tam pozostać. Dzięki swojemu uporowi i determinacji udało mu się opuścić więzienie w spektakularnej ucieczce. Tak przynajmniej twierdzi sam autor… 
Zwróciłam uwagę na ten cytat, ponieważ nasz bohater wspomina w nim o bardzo ważnej cesze, która może okazać się decydująca w skutecznym osiąganiu celu – o wytrwałości. Prawda jest taka, że podczas pobytu w więzieniu słynny Włoch miał tysiące powodów, żeby się załamać i zrezygnować z marzeń i wolności. Udało mu się jednak wytrwać i w tym chyba leży klucz do jego sukcesu. 
W jednym z filmików, który ostatnio obejrzałam (link: http://www.youtube.com/watch?v=-1jKtYuXkrQ), autor dzielił drogę do osiągnięcia celu na trzy etapy, które roboczo pozwolę sobie tutaj nazwać „entuzjastycznym początkiem”, „trudnym środkiem” i „triumfalnym końcem”. Oczywiste jest, że kiedy przystępujemy do realizacji jakiegoś nowego postanowienia, towarzyszy nam podekscytowanie. Jesteśmy pełni energii do działania i pozytywnych emocji – w końcu zdecydowaliśmy się podjąć nowe wyzwanie, dlatego, że spodziewamy się po nim czegoś dobrego. Motywacja niemal nas rozpiera. Z kolei na samym końcu, kiedy widzimy wyraźnie na horyzoncie nasz cel, również przybywa nam sił, bo wiemy, że jesteśmy już tuż, tuż. Czujemy się dumni, że udało nam się zajść tak daleko. 
Cały problem tkwi w tym, że pomiędzy „entuzjastycznym początkiem” i „triumfalnym końcem” znajduje się najbardziej mozolny etap – „trudny środek” (tytułowe “messy middle”). Jest to czas, kiedy nasza początkowa motywacja osiąga najniższy poziom, a jednocześnie świadomość tego, ile jeszcze zostało nam do końca, zaczyna nas przytłaczać. Budzimy się rano i kiedy tylko pomyślimy o tym, co musimy dzisiaj zrobić, żeby zrealizować nasze wyzwanie, myślimy: „O nie… Znowu…”. Ten moment oprócz tego, że bywa nieprzyjemny, jest również niebezpieczny, niesie bowiem ze sobą ryzyko, że rzucimy w kąt nasze ambitne postanowienia i zmarnujemy cały trud, który już w nie włożyliśmy.  
Wiem o tym dobrze, ponieważ sama obecnie znajduję się na tym etapie w realizacji mojego wyzwania, które polega na prowadzeniu bloga codziennie przez jeden rok. Zupełnie niedawno poczułam się przytłoczona zadaniem, które sobie wyznaczyłam. Miałam o czym pisać, ale wcale nie miałam na to ochoty. Nie pomagało nawet wsparcie bliskich osób i czytelników, ponieważ nie mogłam sama w sobie odnaleźć dosyć wytrwałości. 
W przebrnięciu przez „trudny środek” leży klucz do sukcesu. Powinniśmy przewidywać jego pojawienie się już od pierwszego kroku w realizacji naszego wyzwania i przygotowywać się na jego przyjęcie. Kiedy już nadejdzie, warto przypomnieć sobie, dlaczego właściwie zaczęliśmy robić to, co chcemy teraz porzucić. Kiedy zdamy sobie sprawę z przyczyn i celów naszego działania, z pewnością okaże się, że wytrwanie w postanowieniu niesie ze sobą coś, co żal nam będzie porzucić.  
Przede wszystkim – możemy zmienić też swój sposób patrzenia na „trudny środek”. Zamiast traktować go jako zło konieczne, dobrze uświadomić sobie, że bez niego realizacja naszego celu i w efekcie nasz rozwój nie byłby możliwe. Nie jest łatwo działać, kiedy nie mamy na to najmniejszej ochoty, jednak droga do celu składa się z najróżniejszych kroków – tych wspaniałych i tych ciężkich. Jeśli jednak będziemy pamiętać o tym, że każdy z nich jest kolejnym etapem naszego rozwoju, łatwiej będzie zaakceptować te, które tak trudno przetrwać.   

*********************

Gosia – psycholog i muzyk, lubiąca ludzi introwertyczka. Kiedy była mała chciała zostać baletnicą lub bibliotekarką. Teraz najchętniej zostałaby muzykoterapeutką, właścicielką kawiarni z własnymi wypiekami lub pisarką, a najlepiej wszystkim naraz. To ostatnie marzenie stara się realizować, tworząc bloga 365 dni pisania.
________________________
Mam nadzieję, że tekst Gosi przypadł Wam do gustu lub chociaż skłonił do refleksji. Z bólem oznajmiam jednak że był to ostatni tekst w tym cyklu. Powodów jest kilka…
Po pierwsze, mam bardzo dużo pomysłów na własne teksty, w tym wiele próśb od Was… policzyłam to wszystko i wyszło prawie 300! A przecież co chwilę dochodzą mi nowe pomysły. Nawet dodając posty tak często jak obecnie, będzie ciężko.
Po drugie…chciałabym, aby osoby wypowiadające się gościnnie grały na własną popularność i własne statystyki. Ja się już do jakiegoś grona czytelników “przebiłam”, ale istnieje przecież ryzyko, że tekst który ktoś opublikuje u mnie, mógłby ładnie wywindować bloga tej osoby na jej własnym gruncie. Nie chcę jej odbierać tej szansy.
Po trzecie… nie chciałabym rezygnować z promowania ciekawych “mniejszych” blogów i stwierdziłam, że po prostu będę wrzucać linki do wyjątkowych tekstów w ramach cyklu tygodniowe love, co poniedziałek.
 Tymczasem nie zabieram już Gosi przestrzeni, zachęcam do komentowania (ja megafonowych tekstów nie komentuję:)) i odwiedzania Jej bloga. Kiedy czytacie ten tekst, zapewne poznaję wyniki egzaminu “rosyjskiej ruletki” tzn wiecie…takiego zależącego od pogody, humoru i innych dziwnych kryteriów ;))


Będzie mi miło, jeśli zaobserwujesz mnie na :


 

Follow on Bloglovin


lub polubisz na fejsie 😉

Uściski, Ania

33
Dodaj komentarz

avatar
23 Comment threads
10 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
gorzkakokoszkaDoktor Ł.AniamalujeKrólowa KaroSmarter_not_harder Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
ania notuje
Gość

Do Gosi zaglądałam często, ostatnio zagubiłam jej link. Dzięki za przypomnienie!

:)
Gość

Fajny tekst, od razu zajrzałam na bloga Gosi 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Hej,

Bardzo dziękuję za ten wpis, akurat jestem w takim trudnym, mozolnym środku. Cieszę się, że w tym momencie wszedłem na blog Ani w poszukiwaniu motywacji.
Pozdrawiam serdecznie i życzę wytrwałości!

Kacper

niepiśmienna
Gość

To chyba komentarz, z którego najbardziej się cieszę – kiedy wiem, że udało mi się jakoś pomóc, aż serce mi rośnie 🙂

Ola Pach
Gość

ja do niej zaglądam na każdy nowy post, obserwuje ją i uwielbiam jej bloga, ma już grupkę swoich fanów i cieszę się, że taki fany blog dzięki Tobie Aniu może jeszcze bardziej się rozpowszechnić 🙂 ta notka jest bardzo fajna, tak jak reszta, a nawet lepsza. mogłabym pisać i pisać, ale po co jeżeli wystarczy jedno słowo do opisania Gosi; "wyjątkowa".

Artinowy Świat
Gość

Zgadzam się w 100% I z całego serca życzę Gosi aby udało się jej pisać przez cały rok i o wiele, wiele dłużej 😉

Patis Home
Gość

ja również życzę Gosi wytrwałości! 🙂

joannac
Gość

Aniu uwielbiam Twojego bloga, bardzo sie ciesze ze na niego trafilam (wlasnie przez innego bloga, gdzie bylo takie cos jak tygodniowe love :D)

Oleandrra
Gość

Jednak w przypadku wpisów gościnnych da się zauważyć, że wszelkie lajki, komentarze i pozytywne skutki mają miejsce na blogu, na którym ukazuje się ten tekst. Może jedna na 10 osób które go przeczyta pofatyguje się, żeby zajrzeć na bloga jego autora. Dlatego jeśli już promować, to chyba najlepiej wrzucić linka, pod warunkiem że w tym samym wpisie nie będzie jeszcze 20 innych linków do 20 innych blogów. Zresztą ty to wiesz, bo nawet polecenie w rankingu u Kominka nie miało takiego znaczenia dla statystyk, jakiego można by się spodziewać.

Tak czy owak, chętnie poczytam polecane przez ciebie wpisy innych blogerów! 🙂

niepiśmienna
Gość

Po części masz rację – echa wpisu są większe u Ani; jednak część osób zajrzała też do mnie (średnio co szósta), a kilka postanowiło zostać na dłużej. To całkiem pozytywne skutki, z których bardzo się cieszę 🙂

Niemoralna
Gość

Bardzo przydatny artykuł. Chwile kryzysu znikajcie! U mnie najgorzej z tym jest w czasie sesji. Kryzys goni kryzys 😀
Tymczasem zapraszam do mnie na artykuł psychologiczny. Odkryj, jakim typem kobiety jesteś! 😉 Może Cię zainteresuje, bo czytam Twój blog od dawna i wiem, że interesują Cię takie sprawy 🙂
Pozdrawiam!

illonky
Gość

Uważam, że pomysł z tygodniowymi porcjami linków jest bardzo dobry, wystarczy krótki opis danego posta i od razu wiadomo, czy interesuje nas tematyka, czy nie. W każdym razie ja zaglądam dość często na takie polecane blogi z tygodniowych, lub gdy pojawia się gościnny post 😉

Szara Wiewiórka
Gość

Szkoda megafonu, ale rozumiem Twoją decyzję. Każdy jakoś zaczynał, a jak blog jest ciekawy, to w końcu trafi do niego odpowiednia publiczność.

paranoJa
Gość

też uważam, że pomysł z wrzucaniem linków w podsumowania tygodnia jest lepszy. ja szczerze mówiąc megafonowe teksty (były chyba dwa, co?) przelatuję wzrokiem, bo przychodzę do Ciebie czytać Ciebie, to raz, a dwa, że i tak mam wrażenie, że posty do megafonu są pisane hm… "pod coś" – ktoś, kto pisze tekst na Twojego bloga wie, że masz wyrobioną, wymagającą i całkiem krytyczną publikę, więc "napina się" nieco bardziej, niż gdyby pisał luźnego posta u siebie. a z konkursem zaspałam – dodałam sobie do zakładek posta, żeby broń boże nie zapomnieć i zrobić to za pięć minut i oczywiście zapomniałam.… Czytaj więcej »

paranoJa
Gość

o, to idę się porozglądać, obczaić do kiedy i w końcu WZIĄĆ udział. 😉

niepiśmienna
Gość

Nie uważam, żeby teksty gościnne muszą być pisane "pod coś" – pisząc swój, byłam w 100% sobą. Prawda, że tworząc tekst, który ma być w pewnym sensie moją reklamą, staram się przyłożyć do niego jak najlepiej, ale to dla mnie tylko powód do radości, bo miałam okazję, żeby bardziej się zmobilizować. W efekcie powstało coś, z czego jestem bardzo zadowolona – podobało mi się, że mogę przedstawić problem, który wypływał z mojego doświadczenia i który jednocześnie jest bliski wielu osobom 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Aniu, kiedy bedzie o oczyszczaniu z metali?
Bo chce juz zaczac, a wiem ze na to potrzeba wiele czasu.
Pozdrawiam

lasoa
Gość

Nie znałam bloga Gosi,. Podziwiam za ilość pomysłów na notki 😉

supergirl
Gość

coś jak ja, technik dentystyczny któremu sie zamaniło zostanie dietetykiem 😛

Niemoralna
Gość

Pewnie stało się tak przez to, że zawsze staram się być do porzygu perfekcjonistką i skutek jest taki, że przedobrzyłam 😀 zamiast wziąć się za bardziej przystępny język.
Anno, znając Cię tylko z wirtualnej strony, uważam, że jesteś mocno mieszaniną typu intelektualnego z przewagą trzeźwego, bo nie dajesz sobie wciskać bzdur i walczysz o swoje! :*
Pozdrawiam, K.

Ola O.
Gość

Bardzo interesujący tekst.. te środki są chyba zawsze najtrudniejsze do brzebrnięcia. Jakby cos nas sprawdzało, dasz radę iść dalej czy się poddasz?

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Cześć Ania, chciałam Ci tylko napisać, że bardzo Ci dziękuję za książkę.
To pierwszy poradnik, który mnie zainspirował, nakierował myśli, nic nie nakazywał, a jedynie naprowadzał.
Jesteś wspaniała.

niepiśmienna
Gość

Dziękuję bardzo za wszystkie słowa wsparcia! Dalej walczę z "messy middle", więc na pewno bardzo się przydadzą 🙂

Gosia

Doktor Ł.
Gość

Cześć.
"Trudny środek" mam obecnie ale nie mam zamiaru się poddawać. Choćby krew miała tryskać strumieniami. Mądrze pani Gosia napisała.

PS.
Właśnie przeglądałem stare komentarze u mnie i widzę… Ciebie. Rok temu w tekście na temat pewnego rodzaju statyczności i poddawaniu się "trudnemu środkowi". Powróciłem jednak do świata żywych (blogujących) i jestem.

Pozdrawiam
Kiedyś Łukasz
Dziś Doktor Ł.

Doktor Ł.
Gość

Był niegdyś taki blog: "Invest in love".

Smarter_not_harder
Gość

Hej, chciałam cię jedynie powiadomić, że zostałaś nominowana do nagrody Awar. Jeśli cię to interesuje to szczegóły u mnie na blogu. Pozdrowienia 🙂 nowahistoriacullenow.blogspot.com
PS; Wspaniały post 😀

Królowa Karo
Gość

Właśnie sobie uświadomiłam, dlaczego większość moich przedsięwzięć utknęło w martwym punkcie. Teraz będę do tego podchodziła inaczej.

gorzkakokoszka
Gość

Świetny tekst, przydał mi się w kontekście mojej obecnej pracy handlowca, dzięki.

Previous
Tygodniowe Love #4
Kryzys. I co teraz?