Niezdara, fajtłapa, ciamajda, łamaga - łatwiej tak powiedzieć niż zastanowić się, dlaczego ktoś taki jest i jak mu pomóc, prawda?
👉🏻 duszą mnie golfy, wysokie stójki, szaliki - jest mi w nich fizycznie niedobrze
👉🏻 zdjęcie stanika to największa ulga na świecie - dopiero od roku przestałam się zmuszać do noszenia
👉🏻 nieustannie obijam się o futryny, drzwi, stoły i szafy
👉🏻 zdarza mi się spaść z krzesła. Tak po prostu
👉🏻 na samą myśl o karuzeli mam ochotę zwymiotować 👉🏻 nienawidzę gdy ktoś mnie dotyka bez pozwolenia
👉🏻 chodzę bez skarpet, bo nie rozumiem sensu skarpet. Skarpety są dla mnie jak obcierający but dla innych 👉🏻 to samo z biżuterią - nie noszę pętli na szyi, więc nie noszę pierścionków
👉🏻 mogę jeść pyszne ciasto albo wyśmienitego kotleta, ale jak natrafię na jakąś grudkę albo „żyłę” - mam fizycznie odruch wymiotny. Nie jestem księżniczką, moje ciało to odrzuca 👉🏻 mogę nie polubić człowieka tylko dlatego, że odbieram uścisk jego ręki jako nieprzyjemny. Istnieją dla mnie ludzie, których nazywam w swojej głowie „obślizgłymi”

Jeśli masz tak jak ja i czujesz się z tego powodu dziwnie - nie obniżaj poczucia swojej własnej wartości z tego powodu. Może tak jak ja - masz po prostu zaburzenia integracji sensorycznej. Twój mózg trochę inaczej odbiera bodźce. Ja mam nadwrażliwość dotykową, są osoby wybitnie nadwrażliwe na światło albo hałas. 
Za to lubią mnie wszystkie pieski i kotki, bo nigdy nie próbuję egoistycznie głaskać ich dla swojej przyjemności na siłę. 
Nie jest też prawdą, że nie lubię dotyku. Lubię. Po prostu nie każdy i nie od każdego.

Obejrzyjcie stories, a ja solidaryzuję się z każdym, któremu rodzice kupili w ramach niespodzianki bilet do wesołego miasteczka (skończyło wie wymiotowaniem), wciskali w golfy, skarpetki, zabraniali chodzić boso albo robili dramę, że ubierasz się dziwnie albo koszulka jest dawno do wyrzucenia.
Dla kogoś z nadwrażliwością dotykową to jak wycie przez megafon wprost do ucha kogoś, komu chce się spać.

Przypinam relacje o zaburzeniach integracji sensorycznej (SI) i polecam poczytać po angielsku pod hasłem „sensory procesing disorder” (SPD). #aniamaluje #szczerze_pisząc #spd #si #dziecko #kot #kotek

Niezdara, fajtłapa, ciamajda, łamaga -...

Na blogu 5 seriali które polecam. Okrutnie żałuję, że odpaliłam trzeci sezon #lacasadepapel 😭 Drugi sezon kończył kompletną historię a trzeci zostawił mnie z zaciekawieniem, co stanie się dalej. Efekt Zeigarnik, powód, dla którego zawsze czekam aż wyjdą wszystkie tomy książki by nie zaprzątać umysłu niedomkniętą sprawą... do dziś nie wybaczyłam Murakamiemu zakończenia roku 1Q84 i scenarzystom LOST nierozwiązanych zagadek :( ciekawi jakie seriale polecam? Sru na bloga 💥 #aniamaluje #seriale #nogi #sushi #pycha #netflix #serial #domzpapieru

Na blogu 5 seriali które...

Uczę się opierdalanka bez moralniaka. #Hamaczek to najlepsza rzecz ♥️
Pięknie, słonecznie, nie za gorąco. Czasami fajnie uciec na chwilę z Warszawy.
Przymierzam się do montażu hamaka w mieszkaniu. Ktoś ma? Jakieś wskazówki? Marzy mi się na jesienne wieczory. Albo czasami do spania.
Jak byłam dzieciaczkiem, to dziadek bujał mnie w hamaku całymi dniami. Uwielbiałam tak zasypiać, miedzy dwiema średnio okazałymi wiśniami. 
#szczerze_pisząc #piątek #piąteczek #weekend #relaks #hammock #hamak #lato #summervibes #sukienka #sierpień

Uczę się opierdalanka bez moralniaka....

Jak sobie pomyślę w jakim nastroju byłam ze 3 miesiące temu, to aż nie mogę uwierzyć. Dużo zmian!
💥Np.uczę się odpoczywać bez poczucia winy. Co prawda nie mam pojęcia jak ludzie połykają sezon serialu w jeden dzień, ale hello, ja jestem dziewczyną, która unikała seriali w ogóle,bo konsumują za dużo czasu. To jest dla mnie ogromny postęp! Obejrzenie 3 odcinków jednego dnia to dla mnie wciąż wydarzenie :)
💥Szanuję bardziej swój czas i przestrzeń. Wciąż w mojej naturze leży troszczenie się o innych, ale nie mam wyrzutów sumienia gdy komuś odmawiam przysługi. A jeśli ktoś próbuje we mnie je wywołać, to tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że nie muszę.
💥Przestałam nadmiernie przepraszać za bałagan, staram się trochę ogarnąć z wierzchu, ale jak ktoś do mnie wbija to raczej mnie zna i wie czego się spodziewać. Herbatę dostanie w czystym kubku, ale na podłodze zastanie plamę ze smoothie które blendowałam 5 dni temu. Bardziej lubię nie sprzątać niż mieć posprzątane. Kobieta na którą nigdy nie powiem „babcia” prasowała nawet majtki i skarpetki, więc  ten cały dom ułożony w kosteczkę kojarzy mi się okrutnie źle.
💥Wydaję pieniądze na swoje przyjemności. Np. roślinki. Wiem, że begonia nie jest mi niezbędna ani potrzebna, nie jest to książka ani nic ważnego, ale sprawia mi frajdę
💥częściej piekę ciasta, połowa nie wychodzi😅 ale lubię to robić 💥wyciszam ludzi piszących upierdliwe wiadomości w stylu „czym zastąpić pomidory w pomidorowej”, bo szkoda mi czasu.
💥prawie w ogóle nie jem sklepowych słodyczy i mięsa, ale jak mi się zachce to wsuwam bez wyrzutów sumienia. Ostatnio robiłam schabowe. Rzadko kiedy robię, bo nie lubię hałasować (mój eks sąsiad z rodzinnych stron to wielbiciel nieustannych remontów, #najgorzej) a ja nie chcę nawalać tłuczkiem, ale że za ścianą remont, to bez różnicy że postukam mocno. 💥 Nie wyrzucam sobie, że moje dwa ebooki wciąż w toku i więcej o nich myślę niż je piszę
Myślę, że więcej osób z późnego kapitalizmu i wychowanych w duchu „nudzisz się? Zaraz znajdę ci zajęcie” zmaga się z tym poczuciem, że trzeba być produktywnym aby być wartościowym. 
Nie trzeba
#szczerze_pisząc #aniamaluje #crazyplantlady #urbanjungle #zamioculcas #redlips

Jak sobie pomyślę w jakim...

W byciu dorosłą najfajniejsze jest robienie tych wszystkich rzeczy, których nie było wolno za dzieciaka. Kruszenie w łóżku, spanko w niedzielę do oporu (bez Ania wstawaj, bo jedziemy na zakupy/do kościoła/do babci). Chodzenie boso po domu. Jedzenie nachosów z dipem serowym w wannie, chociaż „w łazience się nie je”. W ogóle długie leżenie w wannie. Jedzenie czasami obiadu na śniadanie, a czasami niejedzenie obiadu wcale, bo się np. nie ma ochoty.

#Niedziela #śniadanie #breakfast #breakfastinbed 
#lavieparisienne #frenchfashion #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

W byciu dorosłą najfajniejsze jest...

Dzisiaj czuję się ładnie. Chociaż czyściłam buty na mokro i wciąż są mokre 🤣 to czuję się ładnie. I mam takie małe spostrzeżenie, że rzadko kiedy jesteśmy zadowoleni ze swoich ciał i narzekamy a to na nogi, a to na cycki, cerę, włosy, a zawsze jest ktoś, dla kogo to na co narzekamy jest w głowie w szufladce „goalz”. Ja całe życie narzekałam na nogi, koleżanka na swoje kręcone włosy. I obie się zawsze dziwiłyśmy na każde „ile ja bym dała za takie...”.
Co w sobie lubisz najbardziej?♥️
Wymień jedną rzecz, ale tym razem tylko odnośnie ciała🥰

#lavieparisienne #frenchfashion #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #party #małaczarna #littleblackdress #sukienka

Dzisiaj czuję się ładnie. Chociaż...

My latest #secondhand jewel💎
Na zdjęciu #sukienka - zdobycz z lumpeksu w Łodzi, a ja mam codzienne pytanie - nie kryję, na potrzeby filmu na youtube.
Mówienie do nauczyciela w liceum „profesorze”. Za, przeciw, anegdoty, opinie, luźne przemyślenia.
Scenariusz tego co jutro nagram już mam, ale może zapomniałam o jakimś aspekcie? Leave you thoughts!🤗
#thrifted #lumpeks 
#lavieparisienne #frenchfashion #takemetoparis #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisianlifestyle #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #springoutfits #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily #piwonie #peonies #różowaśroda

My latest #secondhand jewel💎 Na...

Pamiętam jak moja koleżanka zbierała się na odwagę by zagadać do chłopaka, który zawsze jeździł tym samym autobusem co ona. Nigdy nie było dobrego momentu, zawsze było - jutro, następnym razem.
No i pewnego dnia przestał jeździć. Tak zupełnie, bez ostrzeżenia. Myślała, że może się rozchorował, albo odwołali mu zajęcia, ale minął tydzień, potem drugi a on nadal nie wsiadał  i tyle go widziała. Nie znała nawet imienia by go jakoś odszukać.
Nie zliczę ile rzeczy ja przegapiłam, bo „zrobię to jutro”. Od zebrania się by iść na pocztę i odebrać list polecony, przed upływem terminu, aż po gorsze rzeczy. 
Za każdym razem gdy organizuję jakiś konkurs, dostaję kilka zgłoszeń po terminie. Dlaczego? Bo też odkładacie wszystko na jutro, zamiast działać TU i TERAZ! 
A jak nie teraz, to kiedy?
Podoba mi się ta filozofia życiowa i dlatego wszędzie noszę ze sobą swojego małego Canona Zoemini S, który drukuje zdjęcia od razu. Teraz, już.
I właśnie teraz możecie wygrać jeden z dwóch takich ślicznych aparatów natychmiastowych, konkurs na profilu @CanonPolska trwa do końca lipca.
If not now, when?
Lub w polskiej wersji - jutro będzie...
Podpowiedź mam na sobie 🧥😜
#LiveAndCreate #ZachowajChwile #CanonZoemini 
___________________________________________________
#konkurs #blogerka #szpilki #rozwojosobisty  #cytaty  #inspiracje #cytatdnia #quote #quoteoftheday  #lestyleàlafrançaise #frenchstyle #parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #classicstyle #womenwithstyle #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily 
Post we współpracy z marką Canon

Pamiętam jak moja koleżanka zbierała...

Uwielbiam ludzi, ale czasami potrzebuję chwili zupełnie dla siebie. Kiedyś miałam z tym straszny problem, myślałam, że zawsze potrzebuję POWODU. Wiecie, czegoś takiego, co będzie godną wymówką gdy ktoś będzie chciał do mnie wpaść albo gdzieś mnie wyciągnąć. Miałam poczucie, że odmowa z niewystarczająco godnego powodu to coś niemiłego. Na szczęście mi przeszło. Wprowadzenie zasady, że #niedziela jest dniem dla mnie i o mnie  było jedną z fajniejszych rzeczy, na jakie kiedykolwiek wpadłam.
W moim życiu jest dużo różnych ludzi i to jest super, ale też trochę potrzebuję takiego dystansu i krótkiego odpoczynku od wszystkich. Takiego uczucia jak powrót z wyjazdu, gdy wchodzisz do mieszkania i nagle uświadamiasz sobie jak dobrze jest usiąść na własnym kibelku i jak dobrze jest spać we własnym łóżku. Bez tych wyjazdów jakoś to tak nie cieszy.
#crazyplantlady #szczerze_pisząc #wakacje #gwadelupa #karaiby #podróże #podróżemałeiduże #guadeloupe #asertywność #meday #sunday #sundayz #sundayfundays #collar #kolnierzyk #sukienka #roślinki #dżungla #aniamaluje

Uwielbiam ludzi, ale czasami potrzebuję...

Moje dzisiejsze zakupy z #halamirowska - 2x #mango🥭 po złotówce - 2 zł, 4 #banany 🍌2 zł, #szpinak 🥬 (pęczek?)- 1,40 zł, 2 x #papryka z koszyka 3 zł/kg  i #ogórek 🥒- razem 2,50 z. Razem 7,90 zł. Ale byłam wybredna. Marysia z @makemyplace potrafi za 10 zł kupić mnóstwo dobroci. Zasada? Na zupę nadadzą się bardzo dojrzałe pomidory, a jeśli awokado po złotówce będzie tak dojrzałe, że nada się tylko 3/4, to wciąż jest nieprzyzwoicie tanie awokado, które by się zmarnowało. Polak marnuje statystycznie 235 kg jedzenia rocznie😢
Jak można prosto ograniczyć marnowanie jedzenia?
👉🏻 planuj posiłki, zrób sobie raz w tyg. dzień gotowania z resztek. Zupa? Zapiekanka makaronowa, a może omlet? 👉🏻 kupuj tylko tyle ile zjesz, a jak nie dasz rady - podziel się z sąsiadką albo zanieś do jadłodzielni
👉🏻 korzystanie z jadłodzielni to żaden wstyd! Jeśli czegoś potrzebujesz - weź, to jedzenie normalnie by się zmarnowało
👉🏻kupuj samotne banany, bo ludzie wolą jak jest kiść i się marnują 🍌
👉🏻 z lekko suchego chleba wychodzą super zapiekanki albo grzanki, a suche bułki można wysuszyć na bułkę tartą
👉🏻 istnieją na fejsie grupy dot. freeganizmu (sama jestem na warszawskiej) gdzie ludzie ogłaszają, gdy mają do rozdania np. jedzenie z wesela. Warto korzystać w obie strony🤗
Gdy mówiłam o wolnostojących lodówkach w ramach jadłodzielni, kilka osób pisało, że w czasach studenckich bardzo by się to przydało, ale trochę wstyd...
Otóż jadłodzielnie są często wolnostojące, samoobsługowe i 24/7 👉🏻brać to żaden wstyd, wstyd to jedzenie marnować.
Jeśli jesteś studentem albo masz mało hajsu, polecam zakupy na Hali Mirowskiej (albo targu) przed zamknięciem można zgarnąć obtłuczone jabłka czy pomidory za darmola. Albo uśmiech.
Dzisiaj widziałam skrzynkę darmowych mocno dojrzałych bananów, w sam raz na chlebek bananowy.
Owoce na smoothie nie muszą być super jędrne, pieczone warzywa albo zupa też nie wymagają najświeższych.
🥰możecie pisać  w komentarzach swoje sposoby na to, by nie marnować jedzenia ;)
#kupujeniemarnuje #kupuję #warzywa #owoce #lesswaste #zerowastepolska #zerowaste #groceries #grocery #healthyfood #freeganism #veggies #omnomnom #pycha #jedzonko

Moje dzisiejsze zakupy z #halamirowska...

Kryzys. I co teraz?


Znacie to? Jeśli macie siedem dni na opanowanie nowej umiejętności, np. budowania domków z kart, pierwszego pewnie będzie szło Wam słabo, a potem coraz lepiej…aż do dnia czwartego/piątego, kiedy nastąpi kryzys i będzie gorzej niż na początku…a potem znów będzie dobrze, o ile się ogarnięcie.

Każdy przechodzi przez takie kryzysy, dlatego z przyjemnością puszczam ostatni tekst w ramach cyklu MEGAFON jaki ukaże się na tym blogu. Dlaczego ostatni? Wyjaśnię na końcu. Tymczasem zapraszam do lektury tekstu Gosi :



Messy middle, czyli „trudne środki” w dążeniu do celu 

“Zawsze wierzyłem, że gdy człowiek uporczywie do jakiegoś celu dąży i uparcie ów plan ma na oku, musi dopiąć swego mimo wszelkich przeszkód. Stanie się wówczas wielkim wezyrem, papieżem, wstrząśnie fundamentami monarchii, byleby zabrał się do tego za młodu i byleby miał konieczny ku temu rozum i wytrwałość. (…) Chcąc osiągnąc powodzenie, trzeba budować na szczęściu i nie oglądać się na porażki (…)” 

Czyżby cytat z jakiejś „motywującej” książki? Skądże. To fragment “Pamiętników” Casanovy, jednego z największych awanturników w XVIII-wiecznej Europie. Zapisał je już jako staruszek wspominając swój pobyt w weneckim więzieniu. Mógł z pewnością odnieść te słowa do siebie, ponieważ podczas ponad rocznego pobytu w zamknięciu ani raz nie brał pod uwagę tego, że mógłby tam pozostać. Dzięki swojemu uporowi i determinacji udało mu się opuścić więzienie w spektakularnej ucieczce. Tak przynajmniej twierdzi sam autor… 
Zwróciłam uwagę na ten cytat, ponieważ nasz bohater wspomina w nim o bardzo ważnej cesze, która może okazać się decydująca w skutecznym osiąganiu celu – o wytrwałości. Prawda jest taka, że podczas pobytu w więzieniu słynny Włoch miał tysiące powodów, żeby się załamać i zrezygnować z marzeń i wolności. Udało mu się jednak wytrwać i w tym chyba leży klucz do jego sukcesu. 
W jednym z filmików, który ostatnio obejrzałam (link: http://www.youtube.com/watch?v=-1jKtYuXkrQ), autor dzielił drogę do osiągnięcia celu na trzy etapy, które roboczo pozwolę sobie tutaj nazwać „entuzjastycznym początkiem”, „trudnym środkiem” i „triumfalnym końcem”. Oczywiste jest, że kiedy przystępujemy do realizacji jakiegoś nowego postanowienia, towarzyszy nam podekscytowanie. Jesteśmy pełni energii do działania i pozytywnych emocji – w końcu zdecydowaliśmy się podjąć nowe wyzwanie, dlatego, że spodziewamy się po nim czegoś dobrego. Motywacja niemal nas rozpiera. Z kolei na samym końcu, kiedy widzimy wyraźnie na horyzoncie nasz cel, również przybywa nam sił, bo wiemy, że jesteśmy już tuż, tuż. Czujemy się dumni, że udało nam się zajść tak daleko. 
Cały problem tkwi w tym, że pomiędzy „entuzjastycznym początkiem” i „triumfalnym końcem” znajduje się najbardziej mozolny etap – „trudny środek” (tytułowe “messy middle”). Jest to czas, kiedy nasza początkowa motywacja osiąga najniższy poziom, a jednocześnie świadomość tego, ile jeszcze zostało nam do końca, zaczyna nas przytłaczać. Budzimy się rano i kiedy tylko pomyślimy o tym, co musimy dzisiaj zrobić, żeby zrealizować nasze wyzwanie, myślimy: „O nie… Znowu…”. Ten moment oprócz tego, że bywa nieprzyjemny, jest również niebezpieczny, niesie bowiem ze sobą ryzyko, że rzucimy w kąt nasze ambitne postanowienia i zmarnujemy cały trud, który już w nie włożyliśmy.  
Wiem o tym dobrze, ponieważ sama obecnie znajduję się na tym etapie w realizacji mojego wyzwania, które polega na prowadzeniu bloga codziennie przez jeden rok. Zupełnie niedawno poczułam się przytłoczona zadaniem, które sobie wyznaczyłam. Miałam o czym pisać, ale wcale nie miałam na to ochoty. Nie pomagało nawet wsparcie bliskich osób i czytelników, ponieważ nie mogłam sama w sobie odnaleźć dosyć wytrwałości. 
W przebrnięciu przez „trudny środek” leży klucz do sukcesu. Powinniśmy przewidywać jego pojawienie się już od pierwszego kroku w realizacji naszego wyzwania i przygotowywać się na jego przyjęcie. Kiedy już nadejdzie, warto przypomnieć sobie, dlaczego właściwie zaczęliśmy robić to, co chcemy teraz porzucić. Kiedy zdamy sobie sprawę z przyczyn i celów naszego działania, z pewnością okaże się, że wytrwanie w postanowieniu niesie ze sobą coś, co żal nam będzie porzucić.  
Przede wszystkim – możemy zmienić też swój sposób patrzenia na „trudny środek”. Zamiast traktować go jako zło konieczne, dobrze uświadomić sobie, że bez niego realizacja naszego celu i w efekcie nasz rozwój nie byłby możliwe. Nie jest łatwo działać, kiedy nie mamy na to najmniejszej ochoty, jednak droga do celu składa się z najróżniejszych kroków – tych wspaniałych i tych ciężkich. Jeśli jednak będziemy pamiętać o tym, że każdy z nich jest kolejnym etapem naszego rozwoju, łatwiej będzie zaakceptować te, które tak trudno przetrwać.   

*********************

Gosia – psycholog i muzyk, lubiąca ludzi introwertyczka. Kiedy była mała chciała zostać baletnicą lub bibliotekarką. Teraz najchętniej zostałaby muzykoterapeutką, właścicielką kawiarni z własnymi wypiekami lub pisarką, a najlepiej wszystkim naraz. To ostatnie marzenie stara się realizować, tworząc bloga 365 dni pisania.
________________________
Mam nadzieję, że tekst Gosi przypadł Wam do gustu lub chociaż skłonił do refleksji. Z bólem oznajmiam jednak że był to ostatni tekst w tym cyklu. Powodów jest kilka…
Po pierwsze, mam bardzo dużo pomysłów na własne teksty, w tym wiele próśb od Was… policzyłam to wszystko i wyszło prawie 300! A przecież co chwilę dochodzą mi nowe pomysły. Nawet dodając posty tak często jak obecnie, będzie ciężko.
Po drugie…chciałabym, aby osoby wypowiadające się gościnnie grały na własną popularność i własne statystyki. Ja się już do jakiegoś grona czytelników “przebiłam”, ale istnieje przecież ryzyko, że tekst który ktoś opublikuje u mnie, mógłby ładnie wywindować bloga tej osoby na jej własnym gruncie. Nie chcę jej odbierać tej szansy.
Po trzecie… nie chciałabym rezygnować z promowania ciekawych “mniejszych” blogów i stwierdziłam, że po prostu będę wrzucać linki do wyjątkowych tekstów w ramach cyklu tygodniowe love, co poniedziałek.
 Tymczasem nie zabieram już Gosi przestrzeni, zachęcam do komentowania (ja megafonowych tekstów nie komentuję:)) i odwiedzania Jej bloga. Kiedy czytacie ten tekst, zapewne poznaję wyniki egzaminu “rosyjskiej ruletki” tzn wiecie…takiego zależącego od pogody, humoru i innych dziwnych kryteriów ;))


Będzie mi miło, jeśli zaobserwujesz mnie na :


 

Follow on Bloglovin


lub polubisz na fejsie 😉

Uściski, Ania

33
Dodaj komentarz

avatar
23 Comment threads
10 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
gorzkakokoszkaDoktor Ł.AniamalujeKrólowa KaroSmarter_not_harder Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
ania notuje
Gość

Do Gosi zaglądałam często, ostatnio zagubiłam jej link. Dzięki za przypomnienie!

:)
Gość

Fajny tekst, od razu zajrzałam na bloga Gosi 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Hej,

Bardzo dziękuję za ten wpis, akurat jestem w takim trudnym, mozolnym środku. Cieszę się, że w tym momencie wszedłem na blog Ani w poszukiwaniu motywacji.
Pozdrawiam serdecznie i życzę wytrwałości!

Kacper

niepiśmienna
Gość

To chyba komentarz, z którego najbardziej się cieszę – kiedy wiem, że udało mi się jakoś pomóc, aż serce mi rośnie 🙂

Ola Pach
Gość

ja do niej zaglądam na każdy nowy post, obserwuje ją i uwielbiam jej bloga, ma już grupkę swoich fanów i cieszę się, że taki fany blog dzięki Tobie Aniu może jeszcze bardziej się rozpowszechnić 🙂 ta notka jest bardzo fajna, tak jak reszta, a nawet lepsza. mogłabym pisać i pisać, ale po co jeżeli wystarczy jedno słowo do opisania Gosi; "wyjątkowa".

Artinowy Świat
Gość

Zgadzam się w 100% I z całego serca życzę Gosi aby udało się jej pisać przez cały rok i o wiele, wiele dłużej 😉

Patis Home
Gość

ja również życzę Gosi wytrwałości! 🙂

joannac
Gość

Aniu uwielbiam Twojego bloga, bardzo sie ciesze ze na niego trafilam (wlasnie przez innego bloga, gdzie bylo takie cos jak tygodniowe love :D)

Oleandrra
Gość

Jednak w przypadku wpisów gościnnych da się zauważyć, że wszelkie lajki, komentarze i pozytywne skutki mają miejsce na blogu, na którym ukazuje się ten tekst. Może jedna na 10 osób które go przeczyta pofatyguje się, żeby zajrzeć na bloga jego autora. Dlatego jeśli już promować, to chyba najlepiej wrzucić linka, pod warunkiem że w tym samym wpisie nie będzie jeszcze 20 innych linków do 20 innych blogów. Zresztą ty to wiesz, bo nawet polecenie w rankingu u Kominka nie miało takiego znaczenia dla statystyk, jakiego można by się spodziewać.

Tak czy owak, chętnie poczytam polecane przez ciebie wpisy innych blogerów! 🙂

niepiśmienna
Gość

Po części masz rację – echa wpisu są większe u Ani; jednak część osób zajrzała też do mnie (średnio co szósta), a kilka postanowiło zostać na dłużej. To całkiem pozytywne skutki, z których bardzo się cieszę 🙂

Niemoralna
Gość

Bardzo przydatny artykuł. Chwile kryzysu znikajcie! U mnie najgorzej z tym jest w czasie sesji. Kryzys goni kryzys 😀
Tymczasem zapraszam do mnie na artykuł psychologiczny. Odkryj, jakim typem kobiety jesteś! 😉 Może Cię zainteresuje, bo czytam Twój blog od dawna i wiem, że interesują Cię takie sprawy 🙂
Pozdrawiam!

illonky
Gość

Uważam, że pomysł z tygodniowymi porcjami linków jest bardzo dobry, wystarczy krótki opis danego posta i od razu wiadomo, czy interesuje nas tematyka, czy nie. W każdym razie ja zaglądam dość często na takie polecane blogi z tygodniowych, lub gdy pojawia się gościnny post 😉

Szara Wiewiórka
Gość

Szkoda megafonu, ale rozumiem Twoją decyzję. Każdy jakoś zaczynał, a jak blog jest ciekawy, to w końcu trafi do niego odpowiednia publiczność.

paranoJa
Gość

też uważam, że pomysł z wrzucaniem linków w podsumowania tygodnia jest lepszy. ja szczerze mówiąc megafonowe teksty (były chyba dwa, co?) przelatuję wzrokiem, bo przychodzę do Ciebie czytać Ciebie, to raz, a dwa, że i tak mam wrażenie, że posty do megafonu są pisane hm… "pod coś" – ktoś, kto pisze tekst na Twojego bloga wie, że masz wyrobioną, wymagającą i całkiem krytyczną publikę, więc "napina się" nieco bardziej, niż gdyby pisał luźnego posta u siebie. a z konkursem zaspałam – dodałam sobie do zakładek posta, żeby broń boże nie zapomnieć i zrobić to za pięć minut i oczywiście zapomniałam.… Czytaj więcej »

paranoJa
Gość

o, to idę się porozglądać, obczaić do kiedy i w końcu WZIĄĆ udział. 😉

niepiśmienna
Gość

Nie uważam, żeby teksty gościnne muszą być pisane "pod coś" – pisząc swój, byłam w 100% sobą. Prawda, że tworząc tekst, który ma być w pewnym sensie moją reklamą, staram się przyłożyć do niego jak najlepiej, ale to dla mnie tylko powód do radości, bo miałam okazję, żeby bardziej się zmobilizować. W efekcie powstało coś, z czego jestem bardzo zadowolona – podobało mi się, że mogę przedstawić problem, który wypływał z mojego doświadczenia i który jednocześnie jest bliski wielu osobom 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Aniu, kiedy bedzie o oczyszczaniu z metali?
Bo chce juz zaczac, a wiem ze na to potrzeba wiele czasu.
Pozdrawiam

lasoa
Gość

Nie znałam bloga Gosi,. Podziwiam za ilość pomysłów na notki 😉

supergirl
Gość

coś jak ja, technik dentystyczny któremu sie zamaniło zostanie dietetykiem 😛

Niemoralna
Gość

Pewnie stało się tak przez to, że zawsze staram się być do porzygu perfekcjonistką i skutek jest taki, że przedobrzyłam 😀 zamiast wziąć się za bardziej przystępny język.
Anno, znając Cię tylko z wirtualnej strony, uważam, że jesteś mocno mieszaniną typu intelektualnego z przewagą trzeźwego, bo nie dajesz sobie wciskać bzdur i walczysz o swoje! :*
Pozdrawiam, K.

Ola O.
Gość

Bardzo interesujący tekst.. te środki są chyba zawsze najtrudniejsze do brzebrnięcia. Jakby cos nas sprawdzało, dasz radę iść dalej czy się poddasz?

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Cześć Ania, chciałam Ci tylko napisać, że bardzo Ci dziękuję za książkę.
To pierwszy poradnik, który mnie zainspirował, nakierował myśli, nic nie nakazywał, a jedynie naprowadzał.
Jesteś wspaniała.

niepiśmienna
Gość

Dziękuję bardzo za wszystkie słowa wsparcia! Dalej walczę z "messy middle", więc na pewno bardzo się przydadzą 🙂

Gosia

Doktor Ł.
Gość

Cześć.
"Trudny środek" mam obecnie ale nie mam zamiaru się poddawać. Choćby krew miała tryskać strumieniami. Mądrze pani Gosia napisała.

PS.
Właśnie przeglądałem stare komentarze u mnie i widzę… Ciebie. Rok temu w tekście na temat pewnego rodzaju statyczności i poddawaniu się "trudnemu środkowi". Powróciłem jednak do świata żywych (blogujących) i jestem.

Pozdrawiam
Kiedyś Łukasz
Dziś Doktor Ł.

Doktor Ł.
Gość

Był niegdyś taki blog: "Invest in love".

Smarter_not_harder
Gość

Hej, chciałam cię jedynie powiadomić, że zostałaś nominowana do nagrody Awar. Jeśli cię to interesuje to szczegóły u mnie na blogu. Pozdrowienia 🙂 nowahistoriacullenow.blogspot.com
PS; Wspaniały post 😀

Królowa Karo
Gość

Właśnie sobie uświadomiłam, dlaczego większość moich przedsięwzięć utknęło w martwym punkcie. Teraz będę do tego podchodziła inaczej.

gorzkakokoszka
Gość

Świetny tekst, przydał mi się w kontekście mojej obecnej pracy handlowca, dzięki.

Previous
Tygodniowe Love #4
Kryzys. I co teraz?