Wiele rzeczy w życiu myli! Na zdjęciu jestem szczęśliwa, serio. Było ciepło i miło, napoiłam i wygłaskałam pieska, zjadłam coś pysznego.
Często też krzyżuję ręce i nogi, ale nie jestem wtedy „zamknięta” albo „znudzona”, tylko wyrównuję sobie ciśnienie, bo mam niższe a tak czuję się lepiej 😉
I tak samo cudowne insta życie też jest mylące🤭. Ludzie pokazujący swoje sukcesy nie pokazują upadków i nieudanych działań (nie dziwię się, „propaganda sukcesu” bardzo dobrze sprzedaje!). Insta laski trudniące się prostytucją nie pokazują co muszą robić za te torebki,  buty i podróże.
Szczęśliwe mamy „wszystko jest kwestią organizacji” nie pokazują swojej frustracji gdy dziecko zwymiotuje na ostatnie czyste śpioszki.
Ja sama bardzo dbam o to co pokazuję, a czego nie. Nie chodzi o to, że nie jestem prawdziwa (bo jestem), po prostu moje życie to nie Big brother ;)
Wybieram się do Azji solo, więc nie będę wrzucać stories w czasie rzeczywistym. Nie chcę też siedzieć z nosem w telefonie, wolę sobie na godzinkę usiąść w hotelu i dorobić napisy do relacji. Trochę szukam zatem nowej formuły!
Dajcie znać czyje stories najbardziej lubicie, szukam świeżych inspiracji.
Moje aktualne top 3 to:
1. @szafasztywniary - nie potrzebuje 10 kafelków by powiedzieć „sto lat!”, merytorycznie, ze spokojem
2. @kasia_coztymseksem - Kasie śledzę jeszcze od czasów gdy nie opowiadała na insta o seksie i wiem, że bardzo potrzeba kogoś takiego w Polsce!
3. @evrdtrp - uwielbiam merytoryczne i fajne storiski z podróży❤️
Tych osób jest oczywiście dużo więcej, ale takie aktualne top3 stories w które klikam to właśnie te!
Dajcie znać kogo warto oglądać! Od razu mówię - nie lubię dram, ludzi o agresywnym tonie, filtrów „upiększających” ludzi i widoczki, i „smacznej kawusi”😁 Lubię ludzi konkretnych!
Kto wzbogaca Twoje chwile na insta?

#wakacje #podrozemaleiduze #lato #urlop #blogipodroznicze #blogpodrozniczy #travelpassion #relaks #motywacja #travelstagram #wspomnienia #grecja #korfu #kerkira #greece #girlswhotravel #polishtraveller #girlswhoexplore #collectmoments #mytravels #wearetravelgirls #traveljournal #girlslovetravel

Wiele rzeczy w życiu myli!...

Pytacie, czy nie boję się do Azji sama. Jasne, że się boję! Może nie w tym sensie, że jestem przerażona, ale czuję dreszcz niepokoju. Na bank się któregoś dni rozpłaczę, bo coś mi nie wyjdzie😉 na bank a chwilę później będę się z tego śmiała!
Już na starcie robię to źle, bo zamiast spakować się w plecak (potrafię!) jadę z walizką, bo chcę odwiedzić kilka osób i przywieźć im z Polski rzeczy, za którymi tęsknią i których im brak.
Ja w ogóle mam 2 stany (oba w 100% prawdziwe!). W jednym z nich z łatwością poznaję ludzi, jestem otwarta i znajduję nowe przygody, w drugim moje spojrzenie mówi „Idź stąd”. Czasami zadziwia mnie jak szybko potrafię się pomiędzy nimi przełączać! 
Myślę, że będzie fajnie, bardzo potrzebuję takiego czasu dla mnie! Już jaram się na myśl o tym, że będzie mi się w tym wilgotnym powietrzu doskonale oddychać. Na myśl o pysznym jedzonku i porządnych masażach!
Zrezygnowałam na ten moment z Myanmaru i prawdopobnie będzie to Pekin(na chwilę!)- Bangkok-Koh Chang- Bali i na koniec dwa tygodnie w Wietnamie. Zacznę z dołu, ruszę w górę. Znając mnie - zmienię pewnie plan z 10x ;) I spoko, na tym polega zabawa, nie biorę życia już tak bardzo serio, staram się bardziej z niego korzystać, mniej się spinać. Dlatego teraz wskakuję do wanny pełnej piany, zapalam świeczki i pora na totalny relaks🥰

Wyobraź sobie, że problemu w stylu brak urlopu/kasy/towarzystwa/z kim zostawić psa/ nie znam języka nie istnieją. Jest czarodziej, robi plum i ich nie ma🧙🏻‍♂️. Gdzie w tej sytuacji chcesz pojechać? Co robisz, gdy nic cię nie ogranicza?☺️ Daj znać!
#podróże #podróżemałeiduże #wakacje #lato #azja #travelphotography #travelgirl #girlswhotravel #solotravel #langkawi #malaysia #malezja

Pytacie, czy nie boję się...

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na szpilkach czy chłopak odpisze- wyłącz te cholerne powiadomienia! Za każdym razem jak słyszysz charakterystyczny dźwięk🔔, uwalnia się kortyzol a ty masz reakcję stresową. A potem i tak jesteś rozczarowana, że to 20% rabatu na sandały, a nie książę z tindera💁🏻‍♀️ PLUM-stres-PLUM-stres-PLUM-stres - zwariować można!
Plus może warto przemyśleć, czy to właściwa relacja? Nie fajniej dostawać niespodziewane wiadomości od których się rumienisz, niż czekać aż ktoś odpisze?
Oczywiście dotyczy to relacji nazwijmy to... romantycznych, nie takich bez zobowiązań!😉 Piszę o tym przy okazji zadania numer 16 w ramach wyzwania. Dopóki nie oddałam tej działki mojemu przyjacielowi i menadżerowi @troyann (takie 2w1 bywa wygodne!), cały czas byłam w trybie stand-by czekając na umowę, ustalenia, akcept, dalsze negocjacje. Piątkowy wieczór, daleka podróż - wieczny podryg na dźwięk powiadomienia, bo może to akurat to, na które czekam... Zawsze na jakieś czekałam!😏
Maciek przekonał mnie w Gruzji, bym się ich pozbyła. Na bieżąco migają mi tylko podczas korzystania z instagrama, co jest wygodne, szczególnie gdy odpowiadam na pytania do wyzwania. Ale uwolniłam się od maila! Lubię kontakt z Wami, ale z umiarem!
Prawie w ogóle nie odpowiadam już na messengerze, jeśli mam do kogoś coś pilnego - dzwonię lub piszę SMS. Wiem, że jeśli ktoś będzie miał coś pilnego do mnie - też wybierze taką formę!
I jasne, pierwszą rzeczą, którą kupię w Bangkoku będzie karta SIM i internet (ostatnio też tak było🙈), ale zrobię to by ogarnąć transport i nocleg, a nie by sprawdzić czy przez moją nieobecność w sieci świat czasem nie spłonął ;) Jeśli nie jesteś gotowa na krok o którym mówię, pomyśl o tych wszystkich razach, gdy czekałaś na kuriera z paczką i specjalnie nie wychodziłaś z domu, a on cię olał i zostawił paczkę w punkcie, albo napisał, że przyjedzie jutro🙄
Dziewczyno! Życie Ci przelatuje przez palce na tym czekaniu!
Napisałam to pod wpływem wiadomości z uczestniczką wyzwania, której smartfon przyrósł do ręki bo wiecznie czeka! ;) zdjęcie zrobiłam 3 lata temu po Azji, kojarzy mi się z wolnością!
#szczerze_pisząc #motywacja #wyzwanie #aniamaluje #powiadomienia #stres

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na...

Nie wiem jak szybki musiałby być aparat, aby uchwycić ten uśmiech na mojej twarzy😅 niestety mam domyślny bitch face, co nie znaczy, że odpowiada on temu co dzieje się u mnie w środku ;). Faktem jest jednak, że ludzie zawsze zauważają „ty się uśmiechasz” gdy się uśmiecham, bo jak ten uśmiech długo jest na mojej twarzy, to znaczy, że jest mi dobrze i błogo.
Ale dzisiaj to się śmieję cały dzień🤣 Nie dość, że wszystko mi fajnie wyszło, to jeszcze rozbawiły mnie do łez wasze wiadomości o tym, co dziwnego zrobiłyście podczas PMS🤪. Chodźcie na stories, jest fajnie! (Serio ten uśmiech jest rzadki, nie umiem się tak uśmiechnąć sztucznie, musi być totalnie autentyczny!)
#aniamaluje #szczerze_pisząc #zamioculcas #plantlady #crazyplantlady #pms #blogerka #uśmiech #radocha #frajda

Nie wiem jak szybki musiałby...

Ależ ja miałam od kilku dni podły humor! Niczym kiepski detektyw chwytałam się banalnych tropów, jak osłabienie i rozdrażnienie po chorobie, ciśnienie, pełnia księżyca, zły stan powietrza... Ten stan narastał od kilku dni, a ja miałam takie „wtf, o co ci chodzi dziewczyno?” Wszystko w życiu idzie jak trzeba, niektóre rzeczy nawet lepiej, skąd ten nastrój?
Zrzuciłam wszystko co mi leżało na wątrobie i co mnie gniotło w różnych sytuacjach, ale nie pomogło.
W życiu bym nie wpadła na to, że z opóźnieniem trzepnęła mnie książka i czytanie o szalenie skomplikowanej sytuacji w Myanmarze (Birmie).
Tak już czasami mam, że reaguję z opóźnieniem. 
Czasami zadziwia mnie z jaką lekkością jednego dnia przeżywam frustrację, bo w żaden sposób nie mogę spuścić napięcia, a drugiego mam wyborny humor, uśmiecham się szeroko i zaśmiewam z prymitywnych memów.
Tylko czemu zawsze to uwolnienie przychodzi wtedy, gdy pozwolę sobie na te brzydkie emocje i przestanę z nimi walczyć?
Pewnie z tego samego powodu, dla którego ludziom wychodzi podryw gdy odpuszczą, a nie desperacko próbują bardziej.
Ale mi teraz dobrze po pozbyciu się tego dziwnego ładunku! Uczucie jak zdjęcie niewygodnych butów po całym dniu! Albo jak dobiegnięcie do domu i zrobienie siusiu po godzinie wstrzymywania resztką woli🙃

Super ważna lekcja dla mnie: bardziej poddawać się falom, nie walczyć z nimi, bo się utopię!

#tajlandia #thailand #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #szczerze_pisząc

Ależ ja miałam od kilku...

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1 czy 2? I tak się zawsze kończy z nogami na ścianie🤣, ale taka mała refleksja, którą chcę się podzielić - jestem z siebie dumna! Kiedy bardziej chorowałam, wymyśliłam sobie, że muszę mieć w życiu coś, co da mi niezależność i pozwoli zarabiać nawet wtedy, gdy ja nie będę w stanie pracować. Aż do wczoraj nawalało mnie gardło, więc napakowałam czas spotkaniami towarzyskimi i nawet wciągnęłam serial, bo z pracką mimo chęci to jakoś nie szło. I super czuję się z tym, że:
- MOGŁAM.
Nie żyję bez poduszki finansowej, mogę powiedzieć sobie - Ania, teraz nie pracujesz, zluzuj
- nic nie robiąc* i tak zarabiałam. Moja wydana w 2013 książka, której w ogóle nie promuję bo mi się już nie podoba(!) jak co roku złapała się w styczniowe flow i dała mi hajs. 
I to jest super rzecz, za którą jestem bardzo wdzięczna, bo i tak pozwalam sobie na miesiąc w Azji (podczas którego nikt nie zwolni mnie z płacenia za mieszkanie itp), a tutaj niemiłe niespodzianki nie niszczą mojego komfortu.
Ogromnie mnie to cieszy, bo wiem, że wiele osób „nie może sobie pozwolić na L4” z grypą, bo niższa pensja oznacza kłopoty finansowe a normalnie jest na styk😪O ile w ogóle są ubezpieczonymi szczęśliwcami na etacie!
Cieszę się, że udało mi się od tego uchronić! *przesadziłam z tym „nic nie robiąc” bo believe me or not - pytania do wyzwania i wyzwanie sprawiają, że siedzę na IG 5h dziennie😰 ale robię to za darmo i od siebie, nigdy nie prosiłam o patronite itp, więc still - nie robię w styczniu nic zarobkowo.

Cholernie mnie to cieszy, że mam komfort życia bez strachu i chociaż nie zarabiam bardzo dużo, to mogę sobie pozwolić na luksus chorowania.
I przeraża mnie, że w 2020 chorowanie stało się luksusem. 
Strasznie! 
#aniamaluje #szczerze_pisząc #książka #czytam 
#parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1...

Czy nie możemy próbować być TROSZKĘ lepsi bez tej całej napinki?
Bez zawstydzania nastolatek na utrzymaniu rodziców, że nie mają każdej jednej rzeczy eko i zero waste i w ogóle instagramowa policja approved?
Bez wytykania komuś lotu na chrzciny kuzynki, bo ślad węglowy i straszne zło?
Komuś, kto zaczął przygodę z byciem wege, że robi za mało?
 Nie podoba mi się napinka wyzwalająca poczucie, że jeśli stać cię tylko na malutki kroczek, to jesteś ZŁY I NIEDOBRY. Nie jesteś!
Wrzucając  jakieś linki do swoich starych tekstów (powiedzmy do 2016) często zaznaczam: dzisiaj napisałabym to inaczej. Dlaczego? Bo jestem bardziej empatyczna i rozumiejąca, złagodniałam. Nie lubię rewolucji, wolę łagodną ewolucję i dojrzewanie do zmian. Dlatego chociaż sercem jestem np. za bardziej eko, tańszymi i zdrowszymi (może za rok ukażą się badania, że jednak nie!) kubeczkami menstruacyjnymi, to nie wyobrażam sobie zawstydzania kobiet, dla których ten krok to za dużo. Bo mogę edukować i wyjaśniać, ale jestem za wyborem. I rozumiem gdy jest inny niż mój!
Tak samo jak rozumiem, że ktoś kupi bikini za 50 zł, na aliexpress zamiast takiego samego za 150 w sieciówce, bo ma ogólnie po opłaceniu wszystkiego 400 zł w budżecie i o takim szytym w Polsce w duchu eko to może pomarzyć. 
Chciałabym abyśmy bardziej próbowali się rozumieć, a mniej oceniać i osądzać. Pokaz innym jak żyjesz, zainspiruj do czegoś fajnego, ale nie wywołuj poczucia, że jest gorszym człowiekiem. Po co?
Nie zawsze da się wybrać idealnie, warto pomyśleć, że inni dokonują najlepszych wyborów jakich potrafią.
#noshame #aniamaluje #szczerze_pisząc #piesek #dogsofinstagram #wakacje #lato #toniemojpies #niestety

Czy nie możemy próbować być...

Jakiś czas temu wróciłam do robienia sobie autoportretów. Kiedyś dawało mi to frajdę, potem uznałam za dziecinne i głupie. Dzisiaj uważam, że dziecinne to jest nazywanie rzeczy przynoszących frajdę dziecinnymi🙃

Gdyby nie samowyzwalacz i kilka serii, to pośród kilku całkiem niezamierzonych sexy póz, nie znalazłabym tej! Perełka🤣
Mama całe dzieciństwo mi mówiła: usiądź jak człowiek! 
Dzisiaj to samo mówi mi fizjoterapeuta. A moje nogi plączą się na przedziwne sposoby i na krześle i na tym legowisku, które zrobiłam sobie do czytania😅
Co jest ironiczne, bo mam szeroki parapet o którym zawsze marzyłam, że czytanie z kubkiem gorącej czekolady w oknie... kupiłam nawet piankę tapicerską na ten parapet by było miękko w tyłek i co? W ogóle na nim nie siadam! 
Fun fact: kiedyś potrafiłam założyć sobie nogi za głowę, ale raz nie mogłam się z tego potem rozplątać😅
Czy są tu jakieś osoby dzielące mój problem z nogami? Odezwijcie się, może moja mama zrozumie, że to nie jest moja złośliwość, że przy obiedzie zdarzyło mi się siedzieć po turecku🤦🏻‍♀️ #aniamaluje  #szczerze_pisząc #czytanie #książka #nogi #autoportret #interiordesign #zamioculcas #plants

Jakiś czas temu wróciłam do...

No i jak, miała być realizacja postanowień „od nowego roku” a jakoś kacyk i zmęczenie nie sprzyjają treningowi a ze zdrowym odżywianiem też ciężko?
Startuję z czymś banalnym, bo cóż może być bardziej oklepanego niż wyzwanie styczniowe?🤪Ale na zachętę powiem, że miało wystartować rok temu, ale uznałam, że jest niedopracowane. Dałam je dziesięciu osobom, które przesłały mi swoje uwagi, podzieliły się trudnościami i je ulepszyłam.
UWAGA! To nie jest jedno z tych pięknych wyzwań, gdzie zapisujesz swoje wyniki w ślicznym notesie brokatowymi cienkopisami. Tu trzeba trochę pozasuwać w realu, nie w marzeniach!
Nie chciałam, by było jak te wszystkie rzeczy z pinteresta albo filmiki z pięciominutowymi DIY, które oglądasz, mówisz pod nosem, że fajne (a może nawet zapisujesz w zakładkach!) ale nigdy nie realizujesz🤫
Ono jest po prostu skuteczne.
30 zadań, na które jest 45 dni.
Lżejsze i trudniejsze.
Codziennie na stories! 
Aha, oczywiście wystartowałam z wyzwaniem, ale nie wymyśliłam nazwy, więc przygarnę propozycje 
#wyzwanie #nowyrok #motywacja #aniamaluje #szczerze_pisząc #nogi #nylons #rajstopy #kropki #kropeczki #polkadot #zamioculcas

No i jak, miała być...

Nadchodzi fala podsumowań  od tych, którym wszystko się udało (i fajnie!👏🏻) a przyznam, że nie zrealizowałam żadnego kluczowego celu na 2019🤪
I nie jestem zła! Ani trochę!😲
Miałam jakieś założenia odnośnie tego, co bym chciała osiągnąć.
A potem poczułam, że sama kasa jest dla mnie za małą motywacja i mogę to zrobić, ale nie czuję z tego radochy. 
W 2019 dałam sobie plaska w twarz i zastanowiłam się , czego NAPRAWDĘ CHCĘ. Nie zawsze to były fajne myśli! ✅przestałam uciszać ten głos, który mówił czego pragnę, a który uciszałam, bo nie pasował mi do moich wyobrażeń o mnie samej.
Ale kiedy ich posłuchałam, to o jeju! Zaczęło mi być fajniej w życiu. ✅ Np. niedziele tylko dla mnie (dzisiaj to święto ruchome). Nie zdawałam sobie sprawy jak ja bardzo potrzebuję przestrzeni TYLKO dla siebie! ✅ Jestem asertywna bez poczucia winy i strachu przed tym, że ktoś uzna mnie za niemiłą (nie muszę być miła!)✅ Piszę bloga znowu dla przyjemności, bo choć Wasze propozycje tematów są super, to ja muszę czuć moment i dać myślom dojrzeć, nie jestem wyrobnikiem tworzącym na zawołanie. Nie chcę być!
✅ Przestałam patrzeć  na liczby i zastanowiłam się, czy w ogóle chcę być instagramerką i blogerką. Nie chcę. Chcę być Anią, która ma bloga i instagrama.

To był naprawdę dobry rok, chociaż nie postawię spektakularnych ptaszków na kartce z celami! Jak ja mogłam w ogóle mieć cele, nie wiedząc czego chcę?🙈
To był mój taki gap year, w którym przypadkiem zarobiłam najwiecej w życiu (i większość przehulałam!) ale niczego nie żałuję!

#aniamaluje #szczerze_pisząc #barcelona #parkguell #sukienka #podróże #podróżemałeiduże #catalunya #cele #podsumowanieroku #podsumowanie2019 #motywacja

Nadchodzi fala podsumowań od tych,...

Przerwa na blogu

     Stało się – zignorowałam ostrzeżenia organizmu i mam za swoje. Zaczęło się od durnego wyzwania – postanowiłam spróbować przez tydzień odżywiać się jak “normalny” człowiek. Wiecie, biały chleb, słodycze, płatki z mlekiem i takie tam. To był błąd.   Lubię swój sposób odżywiania który długo wypracowywałam.  Jem głównie intuicyjnie – kiedy człowiek nie jest uzależniony od cukru, mięsa i innych “uzależniaczy”, z łatwością może wsłuchać się w głos swojego organizmu i intuicja sama wskaże mu najlepsze rozwiązania.  Zazwyczaj jem dużo warzyw, kaszy jaglanej (osusza oskrzela), cebuli (kwercetyna), czosnku, imbiru (gingerol), rosołu (acetylcysteine). Jem dużo na ostro (kapsaicyna jest jedną z najlepszych dla mojego zdrowia substancji ever). Nie stronię od dzikiego ryżu, ryb morskich, drobiu w niewielkich ilościach, kurkumy, kolendry i wielu innych ziół.

Nie odmawiam sobie białych makaronów w umiarkowanych ilościach (jak dorzucę odpowiednie przyprawy, to i tak się wszystko ładnie neutralizuje), czasami jem jakieś słodycze czy pizzę.  Piję głównie zioła, wyciskane soki i różne warzywne lub owocowe smoothie. Jest ok, nie mam poczucia, że się umartwiam.

Wyrzuciłam natomiast z diety wszystko, co sprawia, że czuję się po tym gorzej albo to, co jest śluzotwórcze. Np. mleko.

Przy moich niesfornych oskrzelach to niezmiernie ważne.

Ale ciągle słyszę argumenty, że zdrowe odżywianie jest umartwianiem się, że lepiej jest jeść dla przyjemności i tak dalej.

Jestem ciekawska i uparta. Stwierdziłam, że spróbuję.

I koszmar bo po pierwsze – absolutnie nie miałam ochoty na białe pieczywo (niewiele osób naprawdę ma, to zwykłe uzależnienie powiązane ze zjawiskiem wheat belly). Ani na nic “normalnego”, czyli na dania które jada przynajmniej 50% Polaków, bo są związane z naszą tradycyjną kuchnią.


Z drugiej strony, jeszcze nie tak dawno lubiłam jeść płatki z mlekiem, biały chleb z dżemem, masło orzechowe, naleśniki, kotlety, frytki… Może ja sobie tą całą szkodliwość tychże wkręciłam? 


To wyzwanie było najgłupszym jakiego się podjęłam. Wytrzymałam trzy dni. Nie miałam ochoty na nic niezdrowego. Pierwszego dnia na śniadanie zjadłam biały chleb z dżemem, na obiad frytki i kotleta, na kolację naleśnika z masłem orzechowym. Tej nocy spało mi się źle. Następnego dnia jadłam podobnie, z tym, że wypiłam colę (od razu zrobiło mi się niedobrze), słodkie kakao instant i pizzę. Czułam się fatalnie, wieczorem wyskoczyła mi afta, pojawiły się trzy pryszcze, kaszel się nasilił. Trzeciego dnia na śniadanie zjadłam płatki lion. Z mlekiem, na ciepło.

I od tej pory poczułam się cała “zalepiona” śluzem. Było mi okropnie słodko i niedobrze. Bolała mnie głowa, bolał mnie brzuch.


Zaczęłam słuchać smutnych piosenek i chciało mi się tylko spaaaaać.

LIPA! Przerwałam ten głupi eksperyment.


Dzisiaj mam już 33,5 stopnia (wczoraj 32, czyli moja dawna “norma”) i czuję się nieco lepiej, ale wciąż słabo.

Głupotą było podjęcie się tak idiotycznego wyzwania wtedy, kiedy akurat moje objawy się nieco nasiliły. To, z czym przy normalnym odżywaniu (dobrym paliwie) mój organizm na luzie zwalcza, czasami na nieco mniejszym, ale wciąż niemal bezboleśnie, z syfiastym jedzenie (kiepskim paliwem) jest masakrą.

Czułam się, jakbym ciągnęła te dni na “oparach”.


Ogólnie – całą tą głupotę odpokutowuję ciągłym bólem głowy i przemęczeniem. Stąd przerwa na blogu, jestem wypompowana  z energii. Łatwiej działający sprzęt konserwować niż naprawiać. 


Nigdy więcej nie będę słuchać argumentów o umartwianiu się zdrowym odżywianiem. To niezdrowe przyczynia się do szybszej śmierci i gorszego samopoczucia. Na przyszłość będę pamiętać, że z głupotą się nie dyskutuje (ani się jej nie sprawdza!).


W tygodniu pewnie wrzucę tu jakiś zaplanowany wcześniej wpis, tymczasem potrzebuję czasu na regenerację i odpoczynek, więc na blogu raczej cisza. Nie odpisuję też na maile i “zawieszam” wszystkie projekty w których miałam brać udział.

PS. nie wiem jak mogłam być tak głupia, żeby sprawdzić jeszcze raz jakie są efekty spożywania krowiego mleka. Żaden dorosły ssak mleka nie pije (poza kotami które nauczyli ludzie, ale jak wynika z badań – te które piją, żyją  2 x krócej). Cóż, mam za swoje.


Pozostaje mi prosić Was o nie niecierpliwienie się z powodu braku odpowiedzi na maile – zawieszam inbox zero i staję się bardziej offline.


Wszystko powinno wrócić do normy z jakiś tydzień, przynajmniej tyle zazwyczaj mój organizm się “zbiera” na dobrym paliwie, na stare obroty wskoczę pewnie dopiero w grudniu. Bywa.

Będzie mi miło, jeśli zaobserwujesz mnie na :

 

Follow on Bloglovin

lub polubisz na fejsie 😉

Uściski, Ania

50
Dodaj komentarz

avatar
27 Comment threads
23 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
AnonimowyPotworekonaAniamalujeCzarownicująca Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Daisy K
Gość

Jeju, kto Ci takich głupot nagadał! Niech sam sobie je to swoje ,,normalne żarcie". Koty mleka też nie piją, chyba że malutkie. Ja osobiście mleka od dziecka nie cierpiałam, zwracałam je za każdym razem kiedy mi wmuszali i teraz nawet z kawą nie moge wypić bez skrętów kiszek. Taka temperatura jest bardzo niezdrowa dla organizmu. Dużo zdrówka, dbaj o siebie. 🙂

Izabela
Gość

Wpis ten przypomniał mi jak kiedyś uwielbiałaś masło orzechowe tak bardzo że poświęciłaś mu odzielny post na blogu. Ale to było dawno 🙂
A co eksperymentu to nie był on za mądry, jednak człowiek uczy się na błędach. Zdrowia Aniu! :*

Czarownicująca
Gość

Aniu a jakbyś sobie sama zrobiła masło orzechowe?
Robię czasem z orzechów włoskich – namaczam i miksuję na możliwie gładko. Pycha! Nie potrzebuje dodatków, ale można i na słono i na słodko 🙂 Pasta z sezamu też jest super 😀

madzia
Gość

Skoro nie miałaś ochoty na nic niezdrowego to trzeba było nie jeść, przecież właśnie jednym z argumentów, dla których rozpoczęłaś eksperyment, było – jedzenie dla przyjemności…

Bebe
Gość

Czasem zupełnie Ciebie nie rozumiem, ale pewnie nie muszę 🙂 Pomimo wszystko zdrówka życzę gdziekolwiek regenerujesz swoje siły 😉

katiuszek
Gość

Ja równiez zycze zdrówka i regeneracji 🙂
zapraszam do mnie 🙂

ania notuje
Gość

Trzymaj się 🙂 I wracaj szybko do zdrowia 🙂

IVONA
Gość

Powiem Ci szczerze Aniu, że nie za bardzo mogę zrozumieć co kierowało Tobą aby taki eksperyment rozpocząć; Jeśli wiesz, że niektóre pokarmy Ci szkodzą to po co zaśmiecać swój organizm?
życzę szybkiego powrotu do formy:)pozdrawiam:)

Czarownicująca
Gość

A ja rozumiem – ciekawość!

IVONA
Gość

Jak dla mnie to niewystarczający argument:) tu przecież chodzi nie tylko o dobre samopoczucie ale i zdrowie Ani:)

Czarownicująca
Gość

Ania chyba wie o co mi chodzi, też jestem na diecie zdrowotnej od wielu miesięcy. Fakt, że mój stan na "normalnym" jedzeniu nie jest tak poważny jak Ani…
Po kilku miesiącach na swojej diecie zapominasz już, jak było wcześniej, zaczynasz się zastanawiać, czy sobie aby nie wmówiłaś, że coś Ci szkodzi albo z drugiej strony masz nadzieję, że chore narządy się zregenerowały i teraz nie będą tak źle reagować, no i "ludzie tak jedzą i nic im nie jest" (albo sto innych argumentów, np masz dość kłopotliwych sytuacji będąc z wizytą)… i próbujesz.
A Anka pojechała, mogła zaspokoić ciekawość wprowadzając "grzeszki" stopniowo

Czarownicująca
Gość

OK 🙂

Czarownicująca
Gość

Ania – z innej beczki: interesowałaś się dietą wg grupy krwi? Moja ciocia święcie w nią wierzy, od kilku miesięcy robi kurację bardzo trzymając się tej diety (u niej wygląda to trochę jak menu z paleo) i poprzechodziły jej różne dolegliwości, m.in. uspokaja się wredne RZS.
Sama nie wiem, co o tym sądzić, ale w liście przeciwwskazań przy mojej grupie są dania, które wiem, że mi szkodzą…i te od których jestem uzależniona ;]
Nie sugeruję, żeby się przestawiać, ale może jeszcze jakieś wskazania i przeciwwskazania Ci się narzucą, jeśli Twoja wypracowana dieta ma luki.

Czarownicująca
Gość

Nie ma co zapominać, że sugestie są bardzo uogólnione, trzeba je dopasować do siebie. Ty jesteś wyjątkowym przypadkiem.
Ciocia ma książkę amerykańskiego lekarza, ale teoria lektynowa jest mniej więcej ta sama.
A skorzystam z podanych przez Ciebie informacji o pokarmach przeciw śluzowi w oskrzelach 🙂 Spróbuję przeżyć tę jesień bez antyhistaminowych, po raz pierwszy od 10 lat ;]
Wracaj do zdrowia szybko!

Słonecznik
Gość

Pierwsze słyszę, że zdrowie odżywianie to umartwianie się :/

Wracaj szybko do zdrowia :*

M.
Gość

Faktycznie, uparciuch z Ciebie! Ja strasznie źle czuje się po wypiciu mleka, chociaż do niedawna je uwielbiałam. Teraz nawet kakao nie wypiję, bo czuje się, jakby mnie tramwaj rąbnął!

Publiczna Pralnia
Gość

głupiaś Ania, głupiaś. ja na szczęście rzadko spotykam się z marudzeniem odnosnie jedzenia, staram się ograniczać ilość takich znajomych, dla których to problem, dla własnej wygody (jestem weganką +100 do maruderstwa dla innych). ja codziennie się zastanawiam jak ludzie żyją jedząć takie gówno, mijam ich jak idą do mcdonalda, kfc, burgerkinga, zamiast wstąpić do warzywniaka czy normalnej knajpy obok na coś porządniejszego. wypisałabyś w wolnym czasie jakie jedzenie jest śluzotwórcze? mam pamiątkę z dzieciństwa za czasów astmy i problemów z oskrzelami, że co pójdę biegać to oskrzela swoje. mleka oczywiście nie piję, ale jest może coś jeszcze o czym nie… Czytaj więcej »

umyjpache
Gość

Zdrowiej!Według mnie, każda osoba, która krytykuje sposób życia drugiej osoby jest strasznym ksenofobem. Mamy XXI w. i takie problemy z ludźmi, że dla mnie to nie pojęte. Zamykanie się na świat w swojej jaskini nie jest niczym dobrym czego dowodzi historia. Fajnie by było gdyby ludzie nie krytykowali i nie negowali innych na każdym kroku, bo to smutne, że niektórzy myślą, że jeśli on coś robi w pewien sposób to inni też będą tak to robić. Wszyscy jesteśmy indywidualistami i to jest piękne. Gdyby cały świat robił wszystko w ten sam sposób, był taki sam to nie byłoby by sensu… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Yyyy, moim zdaniem po prostu nie umiesz znaleźć złotego środka. Kto powiedział, że 'normalne' jedzenie to to, którym napakowałaś się przez ostatnie dni? Twój organizm przyzwyczaił się do innej diety, do tego dochodzi nastawienie psychiczne, jak to określiłaś 'sama sobie wkręciłaś szkodliwość danych produktów' i dlatego tak zareagowałaś. Normalna psychiczna reakcja obronna organizmu. "Jem głównie intuicyjnie – kiedy człowiek nie jest uzależniony od cukru, mięsa i innych "uzależniaczy", z łatwością może wsłuchać się w głos swojego organizmu i intuicja sama wskaże mu najlepsze rozwiązania." najgorsza bzdura jaką słyszałam… Nie ma czegoś takiego jak intuicyjne odżywianie się. Organizm POTRZEBUJE mięsa, nabiału,… Czytaj więcej »

Olga Cecylia
Gość

Z tego co wiem, to cały nabiał jest śluzotwórczy. Nietolerancja laktozy wiąże się natomiast z odstawieniem MLEKA (oraz białego sera, niestety), a nie, jak napisałaś, wszystkich przetworów mlecznych. Kefiry, jogurty, masło, ser żółty – spokojnie można jeść z nietolerancją laktozy. Wiem co mówię, bo sama niestety ostatnio padłam ofiarą niedoboru laktazy, a od lat mieszkam z narzeczonym, który ma to wrodzone.

Zgodzę się tylko z jednym: że nietolerancja laktozy jest trochę demonizowana, bo w Europie nie zdarza się wcale tak często jak by się mogło wydawać – cierpi na nią co trzeci Polak, ale jedynie co 50 Szwed… 🙂

Czarownicująca
Gość

Olga – laktoza występuje nie tylko w samym mleku, mleko ma ok 4-5% ale śmietana i twaróg 3-4%, kefiry i jogurty też 3-4%!!!!!!!!!!!!!!!!, dopiero serek homo ma 2%, feta 1% a żółty ser 0,1%. Czyli de facto odstawienie samego mleka i serka to za mało ;]
Z drugiej strony nietolerancja laktozy jest bagatelizowana, bo sama w sobie niegroźna a jest preludium do wielu poważnych chorób.

Wiktoria Ardilla
Gość

Dziwi mnie, że całkiem wyeliminowałaś 'Twoje' jedzenie, na korzyść tego, co Ci nie służy. Taka zmiana u najzdrowszego człowieka wywołałaby co najmniej rewolucję żołądkową 🙂 To tak jak z malutkimi dziećmi, najpierw podaje się im nieprzetworzone pokarmy, a takie 'normalniejsze' wprowadza się stopniowo. Myślę, że jeśli chciałabyś wprowadzić do swojej diety pokarmy, które teraz Ci szkodzą, powinnaś najpierw wprowadzić jeden, niepewny składnik i przez kilka dni obserwować swój organizm. Całkowita wymiana jedzenia naraz nie mogła być obojętna dla Twojego organizmu, nieważne jak pozytywne było Twoje nastawienie. A skoro na niezdrowe jedzenie w ogóle nie masz ochoty, to nic na siłę,… Czytaj więcej »

wonka080
Gość

Aż dziwię się, że taką notkę czytam na Twoim blogu 🙂 Nie rozumiem tego "eksperymentu". Dochodź do siebie w takim razie 🙂

Szalone
Gość

Życzę szybkiego powrotu do normalność 😀
Co do mleka- ja piję go prawie dziennie od małego i nigdy nic mi nie jest, więc moim zdaniem to zależy od żołądka 🙂
zakupoholicyznadulicy.blogspot.com/

coraz-mniej
Gość

Czekamy dojdź do siebie nie nie martw, na pewno wrócisz do normy 🙂 trzymam kciuki, chociaż wiem że nie muszę bo na pewno sobie poradzisz :*

Czarownicująca
Gość

No, Anka, dałaś z grubej rury!

Wracaj do zdrowia!
Grzeszyłaś tylko 3 dni, więc życzę Ci gorąco, żebyś wróciła na pełne obroty szybciej :>

Rozumiem dokładnie Twój eksperyment, też mi się zdarzy czasem. Śmieję się, że to po to, żeby sobie przypomnieć, dlaczego z tego zrezygnowałam 🙂
Niskoglutenowa jest może upierdliwa w stosowaniu poza domem, ale nie biorę pod uwagę nawet, by zaniechać diety na kilkudniowy wyjazd – zamiast cieszyć się wyjazdem spędziłabym za dużo czasu w WC lub szukając WC ;]

Bilib World
Gość

Dbaj o siebie!

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ojej! To życzę Ci syzbkiego powrotu do zdrowia i nigdy więcej takich wyzwań sobie nie rób. Pozdrawiam Ciepło

Ola O.
Gość

Biedna jesteś :c Podziwiam Cię że podjęłaś się tego wyzwania… kuruj się i nie słuchaj głupot ! 😛

bognyprogram
Gość

Czytam, czytam i mam wrażenie, że jesteś z innej planety, no, w dobrym tego frazeologizmu znaczeniu:P Po 3 dniach już takie dolegliwości? Bardzo współczuję i życzę 4 stropni celsjusza więcej:)

TheColourfulSummer
Gość

Wracaj do zdrowia! 🙂

ona
Gość

Biały chleb do normalnego jedzenia nie należy, już dawno go nie jem, wolę te z ziarnami, mój ulubiony to słonecznikowy ten świeżo pieczony z Lidla lub Biedronki.
Biały chleb to najtańszy zapychacz, tak samo bułki, wiecie pewnie jak łatwo ulepić w dłoniach kulkę z białego chleba czy bułki, to wyobraźcie sobie tą kulkę w waszym żołądku i jelitach. Moja obecna filozofia jedzenia to lepiej mniej, a zdrowo. A tobie Aniu życzę szybkiego powrotu do zdrowia.

Olga Cecylia
Gość

Jesteś pewna, że słonecznikowy odmrażany jest "ciemny"? W składzie nie ma mąki pełnoziarnistej.

ona
Gość

Ale ma mnóstwo słonecznika, często jadam też graham lub orkiszowy.

Agata Ucińska
Gość

Odpocznij i zregeneruj się. Ze zdrowym jedzeniem jest jeszcze tak, że jak nagle się wraca do śmieci to organizm b ostro reaguje, bo ma zmniejszoną tolerancję. Spirytus, który nie zabije alkoholika, przeciętną osobę ma szansę powalić. Ja ostatnio wywaliłam do końca mleko i gluten – aż sama jestem zaskoczona, czuję się rewelacyjnie!!! Wczoraj wzięłam kilka gryzów pizzy (domowej!) i poskręcało mi wnętrzności. Nie, dziękuję 😀 Z tej perspektywy umartwianie się to raczej zamulanie się zwykłym jedzeniem = brak energii, ospałość, alergie, choroby. Fuj! Kocham życie i po to mi zdrowy tryb życia, żeby korzystać z niego jak najpełniej.

Berciuch
Gość

Co nie zmienia faktu, że jednak podjęłaś wyzwanie, które – choć nie zakończyło się pozytywnie – nauczyło Cię czegoś nowego (lub raczej o czymś dobitnie przypomniało) 🙂 Przyznanie się przed samym sobą do błędu to też sukces 🙂 Zdrowiej, Aniu! 🙂

Potworek
Gość

Cholera a ja lubie mleko. Nie ze uzaleznienie, ale wlasnie w ramach owsianki czy kakao. Mleko sojowe i ryzowe mi nie smakuje, przejdzie tylko w nalesnikach. Migdalowe totalnie za drogie. Aczkolwiek biale pieczywo w ogole mi nie smakuje. Lubie graham i zytnie pelnoziarniste. Mam nadzieje ze szybko wrocisz do dobrego funkcjonowania. Czym siem

Anonimowy
Gość
Anonimowy

O tych produktach sluztworczych tez chetnie przeczytam.

A po drugie tak czytam i czytam i nie rozumiem jak mozna swiadomie sobie szkodzic chocby dla eksperymentu, eh
Bo skoro wiesz ze cos ci szkodzi to tego nie jesz poprostu, ja nie moge jesc bananow, po jablku mam zgage, patrzac na ryz juz mi sie zyc odechciewa.

Osobiscie uwielbiam mleko moglabym pic zamiast sokow 😀

jakis czas temu napisalam posta ale nie moglam dodac nawet jako anonimowy….

Martyna

Previous
Cudze chwalicie, swego nie znacie – o fajnym miejscu na ładowanie baterii
Przerwa na blogu