Jak wejdziecie w lokalizację, to zobaczycie jak to POWINNO wyglądać. Cóż, być w jednym z najbardziej zapierających dech w piersiach miejscu i go nie zobaczyć, bo chmury - zdarza się! :D Potem zaczął padać deszcz, więc ja zaczęłam mieć z tego radochę😅
Pytacie, dlaczego tak mało się stresuję! Słuchajcie, ja kiedyś byłam tą osobą, którą ze stresu zawsze bolał brzuch. Przed egzaminem, zawodami, konkursem... dzisiaj stresik czuję tylko przed podróżą (czyli chyba długo nie poczuję🙈) a częściej towarzyszy mi EKSCYTACJA. Większy problem mam z napięciem, ono się silnie odbija na moim ciele. Zazwyczaj szłam je wybiegać, ale ponieważ wróciłam przed obowiązkową kwarantanną, narzuciłam sobie własną i... chodzę po ścianach, bo moje najlepsze sposoby na rozładowanie napięcia są niedostępne🙈Nie cierpię biegać. Ale lubię zgrzana wrócić do mieszkania i mieć ten uśmiech na twarzy, że już wszystko za mną😅

A nie stresuje się, bo nie pozwalam, by rzeczy, które są poza moją kontrolą władały moim umysłem. Poza moją kontrolą jest to, ile potrwa pandemia, ile osób umiera każdego dnia, jak wygląda stan opieki zdrowotnej w Polsce, czy będzie szczepionka albo kiedy będzie i ile potrwają obostrzenia.
Ale mam kontrolę nad najważniejszymi rzeczami: mogę ograniczyć do minimum wyjścia (spacerek do sklepu po jedną rzecz nigdy tak nie kusił, co?😉), poprawnie myć ręce, unikać dotykania buzi, dbać o odporność, być aktywna fizycznie, słuchać komunikatów GiS i dostosować swoją sytuację finansową do zmieniających się warunków (przyciąć wydatki? przebranżowić się? podnieść ceny usług czy obniżyć i iść na ilość?).
Skupiam się nad tym, nad czym mam kontrolę. Zawsze!
Nie wiem czy na egzaminie dostanę trudne pytania, nad tym nie mam kontroli. Ale mam kontrolę nad tym, jak przyswoję materiał.
A u Was jak? Stres? Czarne myśli? Czy spokój na myśl o tym, że cokolwiek przyniesie życie, będzie trzeba się do tego dostosować?
#stres #szczerze_pisząc #emocje #stacalm #stayhome #vietnam #goldenhandsbridge

Jak wejdziecie w lokalizację, to...

Ale mam dzisiaj kiepski dzień! Chyba będę ładną sumkę w plecy. Auć! Bolesna lekcja, by nie robić czegoś „jednym okiem”. Pomyślałam, że podzielę się kilkoma swoimi wpadkami i poproszę Cię o to samo 👉🏻 zatytułowałam oficjalny przelew „pieniądze za las”. Byłam rozkojarzona!
👉🏻 kilka razy wysłałam polecony do samej siebie, jakoś odruchowo wpisuje mi się mój własny adres 🤷🏻‍♀️
👉🏻 wybrałam się na basen i nie spakowałam stroju, zorientowałam się już w szatni
👉🏻 bez portfela to też wyszłam wiele razy
👉🏻 wysłałam klientowi plik o tytule „wersjaostatecznailetychpoprawekjapierdole.pdf”
👉🏻 wyszłam z knajpy i zapomniałam zapłacić. Biegłam przeprosić i uregulować należność ze zwieszonym jęzorem a oni się nawet nie zorientowali! Przeprosiłam chyba z 5x🙈

Teraz Ty, będzie mi raźniej!
Zdjęcie z Bali! Było pięknie, mam nadzieję, że Balijczycy dadzą sobie radę z kryzysem, żyli w dużej mierze z turystyki :( #wpadka #aniamaluje #szczerze_pisząc #wodospad #waterfall #podrozemaleiduze #podróże

Ale mam dzisiaj kiepski dzień!...

Mam taką ulubioną grę, gdzie zadaję ludziom pytania w stylu „wolisz do końca życia jeść tylko sernik, czy tylko burgery?”. Nawet mam jej karcianą wersję (nazwa się „Dylematy” i pytania są w niej czasami na maksa odjechane!) ale i tak wolę zadawać własne😈. Zasady są proste! 👉🏻 odpowiadasz na dowolne pytanie z tego wątku (moje, cudze)
👉🏻 kupujesz sobie w ten sposób prawo, by zadać własne pytanie 
Można uzasadniać, wychodzą z tego super dyskusje!!! Uwielbiam w to grać! I na żywo i przez smsy jak na żywo nie można pogadać.
Więc ja zacznę, a Wy mam nadzieję, będziecie w komentarzach aktywni. Pytanie które wrzucam, pochodzi z gry „Dylematy”:
2 osoby zaproponowały ci namiętny pocałunek. Jedna z nich to 10 w Twojej osobistej skali, ale jest w związku. Druga to singiel, ale w twojej skali „5”. Kogo wybierasz? Napisz, a potem stwórz własny „dylemat”😉 Zawsze trzeba coś wybrać, nawet jak obie opcje są złe 🙃
Odpowiedz i zadaj swoje pytanie.

Możecie odpowiadać sobie nawzajem, będzie zabawnie! To jak, 5 czy 10? 
#gra #zostajewdomu #rozrywka #buivien #buivienstreet #vietnam #saigon #hochiminh #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje

Mam taką ulubioną grę, gdzie...

Idziesz do pracy, bo musisz? Źle, bo masz siedzieć na pupie. Bierzesz bezpłatny urlop, żeby siedzieć na pupie - źle, bo będzie kryzys, a w ogóle to ktoś musi w sklepach sprzedawać.
Wrzucasz związane w wirusem treści - źle, bo wszyscy już mają dość. Wrzucasz treści rozrywkowe - źle, bo jesteś ignorantem. Kupujesz papier dla siebie i rodziny - źle, bo panikujesz i „odbierasz innym”. Kupujesz tyle ile potrzebujesz - źle, bo nie myślisz o przyszłości.

Nie dajmy się zwariować. Jesteśmy różni! Przeżywamy sytuacje na swój sposób. Ktoś, kto lubi siedzieć w domu nie zrozumie kogoś, kto serio chodzi od tego po ścianach. za dzieciaka byłam często chora i 2 tygodnie na dupsku to dla mnie żadna nowość. Przyznam, że czasami wręcz chciałam mieć anginę, żeby oglądać na satelicie bajki na jakimś Rai due czy niemieckim RTL2, oglądać reklamy produktów, których w Polsce nie ma, układać puzzle, czytać książki, wpuszczać psa do łóżka (chora, to mama przymknie oko) i układać domki z kart. Przeszłabym się chętnie, marzę o zakupach w lidlu, żałuję, że nie mam balkonu, ale jakieś wielkie wyrzeczenie to nie jest. Dla kogoś innego może być niemal traumatyczne i nie mam prawa tego oceniać! Jeden będzie tańczył i śpiewał, drugi zwinie się w kulkę i będzie mu smutno.
Dlatego proszę, nie oceniajmy się! Jeśli tylko słuchasz się do zaleceń i oficjalnych komunikatów - nie czuj wyrzutów sumienia, że masz ochotę spać albo leżeć zamiast pisać ebooki i tworzyć genialne biznesy. Albo na odwrót, że w tej sytuacji przyszedł Ci do głowy genialny produkt  i wchodzisz w to jak opętany!
Nie miej wyrzutów sumienia, że czujesz radochę na myśl o gotowaniu, porządkach w szafie i wszystkich rzeczach, na które brakowało ci czasu. Albo na odwrót - że zamawiasz na wynos i marzysz o pracy w której odwiedza cię pan kanapka. Ale nie oceniaj. 
Polecam z  stories @evrdtrp która pokazuje, jak odmienne mamy perspektywy i sytuacje życiowe. To nie są rzeczy czarne albo białe, raczej tak niedookreślone jak moja skora na tym zdjęciu. Opalona, spalona, czy blada? Wszystko po trochu!
Wspieranie, nie ocenianie. Proszę🤗
#staystrong #siedzęwdomu ... bo mam ten przywilej, nie każdy może.
Doceniam! #szczerze_pisząc #aniamaluje

Idziesz do pracy, bo musisz?...

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja niestety ciągle! Czasami szybciej działam niż myślę, a refleksja nad głupotą przychodzi po fakcie. Osobiście za jedną z najgłupszych rzeczy na świecie uważam jednak palenie papierosów. Śmierdzą, trują, niszczą zęby i zdrowie - bez wahania zdecydowałam się dorzucić swoje 3 grosze do kampanii przeciwko paleniu!
Dajcie koniecznie znać w komentarzach czy kiedyś paliliście (albo palicie) i czego wam najbardziej w związku z tym żal!
Więcej na : http://stopfejkfriends.pl/ 
Post w tamach kampanii społecznej: #stopfejkfriends i „Papierosy i e-papierosy to fałszywi przyjaciele”

#aniamaluje #szczerze_pisząc

Robicie czasami głupie rzeczy? Ja...

Na tym zdjęciu moja mina mówi „czy mogę już iść?” i nawet powiedziałam to na głos do @czula.kaminska bo obok latał jakiś szerszeń, a ja się panicznie boję🙈
Bo ja wcale nie jest odważna! 
Życie jest przewrotne. Pojechałam solo, żeby sama pobyć ze swoimi myślami - nie spędziłam sama ani jednego dnia! A teraz siedzę na tyłku jak wszyscy i mam to swoje wyciszenie, chociaż czas po wyjeździe miał być turbo intensywny🤪
🌱Fajnie jest być gdzieś z kimś. Dzielić zachwyt, czasami pokazać coś swoimi oczami, czasami rozproszyć poczucie odpowiedzialności by nie ciążyło tylko na jednej osobie, czasami by poczuć się bezpieczniej. 🌱Podróżowanie solo jest inne. Ludzie dzielą z Tobą jakieś fragmenty drogi, ale na Twoich zasadach. Zero kompromisów, dostosowywania się, szukania knajp gdzie będzie coś bez pszenicy albo gaszenia światła bo ktoś chce spać, a ty jeszcze nie. Omijania czegoś, bo komuś za gorąco albo za daleko, za blisko, za brzydko, za ładnie, zawsze coś.
🌱Łatwiej poznaje się ludzi. Ja na nowo uwierzyłam, że w ludziach jest dobro. Spotkałam się z wielką życzliwością, chęcią pomocy, wskazówkami. Ktoś mnie podwiózł, ktoś naprawił laptopa, ktoś pokazał fajne zakątki, ktoś zrobił zdjęcie, ktoś popilnował rzeczy. To było piękne!🥰
🌱Podróżowanie solo nie jest ani lepsze ani gorsze. Jest zupełnie inne. 
Polecam przeżyć chociaż raz w życiu, może jak wszystko się uspokoi? ☀️Ja lubię mieć jakąś nagrodę w perspektywie. Jeśli ogarnę to finansowo to po tej całej pandemii chciałabym wybrać się do Włoch i zjeść nieprzyzwoicie pyszną pizzę. I makaron. I potańczyć. I pośpiewać pijąc nad morzem ich domowe wino z plastikowej butelki.
Tak będzie, musi być! 
Każda burza się kiedyś kończy, w to chcę wierzyć!
Zabawmy się! Wyobraź sobie, że pandemia się skończyła, Twoje finanse i rodzina mają się dobrze.
Pierwsze co robisz „w nagrodę” aby to odreagować to?
Ja totalnie wybieram się na pizzę! #podróże #solo #solotravel #drzewo #szczerze_pisząc #aniamaluje #infinitydress #multiwaydress

Na tym zdjęciu moja mina...

To, co dzisiaj wydaje się dramatem, kiedyś może okazać się cenną lekcją. Pamiętam jak z dnia na dzień straciłam źródło dochodu nie mając planu B. Bolało, ale od tej pory pamiętałam, że „najpierw płacę sobie”. No matter what! Budowałam poduszkę finansową, chociaż było bardzo ciężko. Za drugim razem gdy straciłam głównego klienta też bolało potwornie. Wtedy wyciągnęłam kolejną lekcję i postawiłam na dywersyfikację. Teraz przy okazji wirusa moje źródełka powysychały albo stały się mniejsze, ale jedno, zupełnie pasywne działa nadal i to lepiej niż wcześniej. Książka, którą napisałam w 2013! (Dostępna na legimi).
Kryzysy są ciężkie, ja się cieszę, że dostałam mocno po dupie bardzo młodo. Że przegadałam sobie kilka tematów i np. podjęłam trudną decyzję, że nie stać mnie na pracę w szkole, (wtedy byle ósemka do wyrwania oznacza tarapaty finansowe).
Czasami te bolesne lekcje po czasie okazują się bardzo cenne! 
Mam taką zasadę, że porażkę zawsze zamieniam w „teachable moment”. Wypisuję 10 rzeczy, których nauczyła mnie ta sytuacja i wdrażam wnioski w życie.
Z takim podejściem z wielu problemów wychodzimy silniejsi!
Gdybym nie przerobiła tego problemu 10 lat temu, dzisiaj też z przerażeniem patrzyłabym na topniejący stan konta😰ale czasami żeby było lepiej, przez chwilę musi być trochę gorzej! Dzisiaj widzę, że przez ten kryzys podjęłam decyzje, które zapewniają mi całkiem wygodne życie.
Teraz wydaje się ciężko, ale jeśli wyciągniemy z tego lekcje, to będzie lepiej.
Każdy zna chyba kogoś, kto załamał się po rozpadzie związku a potem poznał partnera pod każdym kątem nieporównywalnie lepszego, prawda?
Wierzę, że tak to się skończy! 
Masz jakąś historię życiowej tragedii, która okazała się potrzebną lekcją i chcesz się nią podzielić?
#aniamaluje #szczerze_pisząc #saigon #hochiminh #kryzys #staystrong

To, co dzisiaj wydaje się...

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców. To totalnie nie jest czas na te wszystkie wrogie spojrzenia i wytykanie innym co zrobili nie tak! W Tajlandii starsze małażeństwo z Chin pozarażało innych, bo bali się linczu i bali się iść do szpitala. U nas ludzie zatajają, że byli we Włoszech właśnie przez takie komentarze! Z kolei gdy restauratorka z Bangkoku dała znać klientom na fejsie, że ma wirusa, zamyka lokal i prosi osoby, które w nim były o sprawdzenie swojego zdrowia - ludzie pisali, że dziękują za jej odpowiedzialność i poinformowanie. Takie samo podejście ma Tajwan. Pisałam kiedyś, że wiara w „sprawiedliwy świat” sprzyja kulturze wtórnej wiktymizacji ofiar. Bo gdy wszyscy myślimy „jak będę ostrożna to nikt mnie nie zgwałci”, to z automatu cześć winy idzie zawsze na zgwałconą kobietę. „Mnie jakoś takie rzeczy nie spotykają a chodzę tedy 20 lat”🙄. To od naszego podejścia zależy, czy ludzie będą zgłaszać swoje objawy, czy nie. Wirus może przytrafić się każdemu, nawet najbardziej ostrożnemu człowiekowi! To nie jest moment na „to przez tego, to przez tamtego”. To moment na słuchanie się do zaleceń i siedzenie w domu. Ja zdecydowałam się kontynuować relację z Azji z normalnym opóźnieniem (no, może ciut dłuższym, zbieram więcej info o ciemnych stronach Wietnamu😌). Czasy są ciężkie, miejcie u mnie trochę rozrywki i normalności! Pozostańmy silni, bez znaczenia, czy w Polsce czy gdzieś na świecie!♥️ Nie obwiniajmy się nawzajem, nikt nie przyniósł wirusa złośliwie! To i tak by się wydarzyło. Strach jest ok, panika nie. Panika to chaos. Potrzebujemy spokoju i opanowania😊 to nasze reakcje zadecydują o rozwoju wydarzeń.
#podróże #szczerze_pisząc #aniamaluje #wirus #zostajewdomu

Surowi rodzice wychowują najlepszych kłamców....

Jedna z moich największych obaw odnośnie podróży solo?
„Ale jak ja pójdę na plażę?!”🤣
Biegam szybko, ale jednak nie chciałabym wyskakiwać z morza aby dogonić  złodzieja, który połasił się na mój telefon.
Tymczasem moje  obawy okazały się zupełnie bezzasadne! Poznałam wielu spoko ludzi, którym postanowiłam zaufać i rzadko bywałam sama. Ale czasami chciałam! I co wtedy? Raz ratownik zaproponował, że wrzuci moje „belongings” do swojej łódki. Raz wrzuciłam telefon, kasę i klucz do woreczka strunowego i zakopałam pod palmą. A kilka razy wyszłam zupełnie bez niczego. Zostawiałam klucz na recepcji i odcinałam się.
Było super! 
Chcę bardziej być niż mieć. Nie wiem jak mogłam kiedyś pozwolić na to, aby strach o durne rzeczy mnie blokował.
Dzisiaj widzę, jak był irracjonalny 🙈 nie mam za wielu zdjęć z plaży, ale było fajnie! Jestem za to na wielu zdjęciach wietnamskich chłopców (na Bali też mi się zdarzyło)🤣 Widzą białą dziewczynę i pytają, czy mogą fotkę. I czy mogą mnie do tej fotki objąć. Przedmiotowe? Szczerze? Ja też robię fotki lokalsom i chociaż sami zachęcają, to w pewien sposób czuję, że pozując do zdjęć spłacam jakiś dług. Chłopcy są zawsze bardzo grzeczni i mili. Nie spotkało mnie tu nic „disrescpectful”. Po fakcie zawsze dziękują, chwilę pogawędzimy. To dla mnie ok, bez względu na to, co opowiedzą kolegom pokazując zdjęcie. W mojej opowieści też każdy pająk jest 3 razy większy, a każdy z nas ma koleżankę, do której idol na koncercie puścił oczko😉

Nigdy w życiu nie uśmiechałam się tyle, co na tym wyjeździe!!! Nie wiem jak mogła mnie blokować myśl o tym, że ktoś mnie okradnie🙈
„Pod łóżka włażą, złodzieja węszą, 
Łbem o nocniki chłodne trącając.
I znowu sprawdzą kieszonki, kwitki, 
Spodnie na tyłkach zacerowane, 
Własność wielebną, święte nabytki, 
Swoje, wyłączne, zapracowane.”
#wietnam #azja #podróże #podróżemałeiduże #vietnam #aniamaluje #szczerze_pisząc #plaża

Jedna z moich największych obaw...

Typowa ja! Nie pamiętam jak na imię miał właściciel piesełka, ale piesek miał na imię Tom i spędziliśmy razem kilka miłych chwil! 
Nie każde zdjęcie z podróży musi być wymuskane! To wywołuje we mnie miłe emocje, bo Tom był kuleczką radości.
Przy okazji - bycie opiekunem (nie lubię słowa „panem”) pieska to +100 do charyzmy i zwiększa szanse podrywu. Albo ułatwia kontakt. Lubię czytać książki w parku i w zeszłym roku kilkadziesiąt (!) razy zdarzyło się, że wbiegł we mnie albo mój koc czyjś piesek, co dało opiekunowi oczywisty pretekst do zagajenia rozmowy bez jakiejś niezręczności. Z trzema z tych osób się koleguję, jednego poznałam ze swoją koleżanką i są parą ;).
Pieski są super!!!
Pytanie do ludzi, którzy mają (albo kiedyś mieli) zwierzaka - jak się wabił? Imię typowo zwierzęce, czy ludzkie?
Ja miałam: kota o imieniu Trampek, owczarka szkockiego collie o imieniu Zija, (Zia) aka Ruda, drugiego psa o imieniu „Mała” (zwana Zazdrośnicą), kota Kiko i kotkę Ninę. Teraz w mojej rodzinie jest kotka Schwarz i piesek Niunio.
Każde imię z innej bajki!
Jak u Was?
#piesek #dogsofinstagram #wakacje #wietnam #vietnam #podróże #podrozemaleiduze #zwierzaki

Typowa ja! Nie pamiętam jak...

Dlaczego gwałcę język

Czasami padają tutaj lub zarzuty odnośnie jednej kwestii. Robię coś, co niektórzy lubią, a inni tego nie rozumieją i nienawidzą – gwałcę (świadomie) język wpychając mu na siłę obce słowa. Dlaczego?Nie masz polskich słów w tym swoim kurwim łepku? (…) – fragment maila oburzonej brakiem puryzmu językowego na tym blogu.

Jak wiecie (lub nie), z wykształcenia jestem pedagogiem-terapeutą. Bardzo dbam o to, aby wypowiadać się poprawnie w mowie i piśmie wtedy, kiedy pracuję z dziećmi.

Ale prywatnie… cóż, nasz język jest piękny i warto o niego dbać, ale… jest mi smutno kiedy patrzę na tych wszystkich zdolnych uczniów którzy czują się głupi i nic nie warci, bo dostają jedynki z ortografii a ich wartościowe wypracowania są pokreślone na czerwono, bo wstawili nie to “U”. Widzę jak te dzieci przychodzą do poradni bo mają opinię o dysortografii i prowadzi się z nimi terapię. Niejednokrotnie prowadziłam takie zajęcia i wierzcie mi – bardzo szkoda mi tych dzieciaków. Często są to bardzo bystre, spostrzegawcze i inteligentne osoby, które w skutek NIEPOTRZEBNYCH moim prywatny zdaniem pierdół, po czasie rezygnują z udzielania się na lekcjach, czują się głupie, mało wartościowe i niezdolne. Na zajęciach terapeutycznych pracuje się z nimi nie tylko nad ortografią, ale też nad samooceną i poczuciem wartości. Indywidualnie pracowałam z dziewczynką która była bardzo inteligentna a miała problemy w szkole, bo oddawała puste kartkówki. Nauczycielka z matematyki obniżała jej oceny za błędy ortograficzne, przez co mała (klasa czwarta), doszła do wniosku, że nie warto się starać, bo i tak dostanie słaby stopień. Niezmiernie smucą mnie takie sytuacje. 

W przypadku tekstów pisanych, z reguły bardziej cenię sobie treść niż formę. Kiedyś sama ulegałam myśleniu schematycznemu – robi błędy ortograficzne, to jest głupi. Dziś się tego wstydzę, ale come on – byłam w podstawówce, w środowisku które bardzo piętnowało takie błędy. Z tego co widzę, niewiele się zmieniło.

Czasem czytam interesujący artykuł na jakimś blogu, albo zaciekawi mnie komentarz – pod spodem pojawiają się – kup sobie słownik, do szkoły matole, nie wiesz jak się pisze?

Wolę ludzi, którzy potrafią dyskutować merytorycznie.

Dalej – literówki. Strzelam je często, stawiam gęsto. Moje palce nie nadążają za myślami i literówki się zdarzają. Nie poprawiam ich, bo czytając drugi raz tekst który wrzucam na bloga, zaczynam go modyfikować – coś usunę, coś zmienię i bach – pierwotny sens gdzieś ulatuje, tekst traci energię. Jest mi z tym dobrze. Nawet jeśli myślisz, że jestem suką, bo nie dbam o ustawienie pięknych literek we właściwej kolejności.

Wrzucam też mnóstwo wtrąceń w języku angielskim. Lubię to. Nasz język jest piękny, ma wiele cudownych słów, ale momentami jest zbyt ułomny aby nadążyć za dynamiką zmieniającego się świata. Czasami nasze polskie odpowiedniki nie oddają w pełni sensu danego pojęcia. Przykład? Manager. No dalej, jasne, możesz go nazwać zarządcą czy administratorem, ale to chyba nie to. A spolszczenie przez “dż” jest dla mnie bardziej zabawne niż poważne. Lubię angielskie wtrącenia, bardzo dużo czytam po angielsku, czasami w tym języku nawet myślę. Ma to szereg zalet? Truizm? I don’t think so!  Dla wielbicieli nauki wrzucam link do badań opublikowanych w Psychological Science, na temat tego, że myśląc w języku obcym podejmujemy bardziej racjonalne decyzje (link). Dla mnie odkryciem było czytanie po angielsku Pisma Świętego, ale też uwielbiam czytać anglojęzyczną poezję w oryginale. Sylwia Plath jest zupełnie inna w odbiorze.

Na blogu piszę tak, jak mówię – szybko i swobodnie. Jeśli myślę jakieś słowo po angielsku, piszę je po angielsku.

Co nie znaczy, że nie kocham polskiego! To piękny język, uwielbia jak słowem bawi się Tuwim (poniżej w interpretacji świetnego tekściarza L.U.C-a ):

Lubię też zabawę słowem w wykonaniu Stachury (Fabula rasa, cudowna wręcz!). Nie wiem skąd to czepianie się zapożyczeń, kiedy Mickiewicze czy inne Słowackie doklejały wszędzie słowa po francusku czy łacinie,to było pięknie. Cóż, mnie bliższy jest Gombrowicz, Witkacy i każdy, kto słowo traktuje jak plastelinę z której można lepić, urywać i do której można przylepiać inne kawałki.

Przykład wyobraźni w zabawie słowem?

Kolejna kwestia – przecinki. Mamy zasady, dbam o nie w pracy z dziećmi, ale osobiście? Często moje myśli zwalniają tam, gdzie przecinka się nie stawia i przyspieszają tam, gdzie powinnam go według zasad wkleić. Nie wkleję. Tekst jest dla mnie zapisem myśli, nie żołnierzem wykonującym rozkazy.

Dla mojego tyłka jest obojętne to, czy przedmiot na którym siedzi nazywa się pufa czy puf. Na zajęciach z kultury języka na dziennikarstwie zmarnowałam czas na takie bzdety. Osobiście wolę zjeść banana niż banan, ale w smaku różnicy nie ma.

Jeśli przeszkadza Ci, że dorzucam słowa i zwroty po angielsku – I don’t care.

Jakie jest Twoje zdanie? Interesują mnie argumenty każdej ze stron, poza tekstami typu “kup słownik” i “bo tak”.

Będzie mi miło, jeśli zaobserwujesz mnie na :

 

Follow on Bloglovin

lub polubisz na fejsie 😉

Uściski, Ania

115
Dodaj komentarz

avatar
48 Comment threads
67 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
AniamalujeAnonimowypinkmoodlineNinazielonazuza Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Remedy
Gość

Mi nie przeszkadzają ani angielskie wtrącenia, ani literówko, brak przecinków itp. No chyba, że ktoś przegina to wtedy jest to trochę irytujące, bo np bez znaków interpunkcyjnych czasem ciężko załapać o co dokładnie chodzi autorowi. Ale jak jest ich tylko trochę? Bez przesady! Chyba ważniejsze jest to co ktoś chce nam przekazać, a nie przypatrywanie się czy każde zdanie jest napisane piękną polszczyzną i bez najmniejszych błędów.

Remedy
Gość

Haha no i sama strzeliłam literówkę na początku 😀 *literówki 😉

Nadine Natalie
Gość

Rany, ja to nie wierzę, że wszyscy znowu tacy wykształceni, żeby łapać się literówek i przecinków. Sama mam z tym problem i nie umiałam tego sensownie wyjaśnić. Właśnie mi pomogłaś: kiedy piszę, moje myśli robią przecinki w tych,a nie innych miejscach i czasem ma się to nijak do zasad języka polskiego.

I wiesz co? I don't care. 🙂

Nina
Gość

Przybijam piątkę 😉

Booklover
Gość

Studiuję anglistykę, więc angielski mnie jakoś nie razi. A wręcz jest tak jak stwierdziłaś czasami po polsku nie da się tego tak dobrze odzwierciedlić, angielski w Twoich postach nadaje taki fajny dynamizm, więc rób to dalej 🙂
A co do przecinków i literówek to chyba każdemu się zdarzają 🙂

Wiktoria Ardilla
Gość

Pismo święte po angielsku jest pisane bardzo prostym językiem, polecam uczącym się 😀
Zauważam błędy ortograficzne, ale generalnie nie lubię zwracać komuś uwagi, 'ej, weź to popraw', bo nie wszyscy to lubią. Bardziej mnie irytuje, kiedy ktoś używa niewłaściwego słowa, np 'bynajmniej' zamiast 'przynajmniej'. Ale też się generalnie nie czepiam, bo po co?

Ania Kądziela
Gość

W moim odczuciu wtrącenia w innym języku nadają tekstowi dynamiki i "barwy" i like it! 😀

Dianess
Gość

Uwielbiam Cię za ten tekst!
Zarówno w podstawówce, jak i w gimnazjum zdarzyło mi się dostać 3 za wypracowanie tylko dlatego, że robię błędy ortograficzne. Pamiętam do dziś jak pani w 6 klasie powiedziała mi, że jeżeli chodzi o treść, praca jest na 6, ale błędy są, punkty trzeba odjąć.
Staram się pisać poprawnie, wychodzi różnie, ale bynajmniej nie uważam, że jest to kwestia inteligencji 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

U mnie w gimnazjum rozdanie poprawionych dwugodzinnych wypracowań zawsze poprzedzane było komplementem od nauczycielki z polskiego, że napisałam najlepiej, jednak gdy dostawałam kartkę do ręki, a na połowie strony widniała czerwona "pała" – za błędy, to nie wiedziałam co myśleć i czuć w takiej chwili. Było to bardzo nie fer wobec mnie, gdyż jako jedynej udawało mi się zapisać 2 kartki a4 z każdej strony tekstem, w porównaniu do reszty kolegów i koleżanek z klasy, którzy pisali góra na pół strony – logiczne jest, że miałam więcej możliwości do zrobienia błędów, zniechęcało to bardzo w rozwijaniu swoich wypowiedzi. Sens naszego… Czytaj więcej »

Basia
Gość
Basia

A ja uwielbiam to, jak piszesz! Właśnie chyba dlatego, że Twój język jest taki lekki, swobodny – czuję się jakbyś stała obok i mi to wszystko opowiadała 🙂 co do angielskich słówek to też czasem lubię je wtrącać. Bywa, że brzmią bardziej odpowiednio. Ja akurat studiuję finanse a w tej branży jest cała masa dziwacznych spolszczeń, które niekiedy brzmią poprostu głupio ("strategia długiego dusiciela" ;P).A literówki? To nie Twoj problem, tylko ludzi, którzy marnują energię na wytykanie innym minimalnych błędów zamiast zająć się swoim życiem 😉 blog to Twój prywatny kawałek cyberprzestrzeni, kto chce ten czyta, kto nie, ten nie… Czytaj więcej »

M.
Gość

Gdybym miała się przejmować ortografią, przecinkami itd. to pewnie publicznie bym nic nie pisała.
Ale nie rozumiem, jak w komentarzach można to ludziom wypominać, albo jeszcze fatygować się i pisać maila!
Trzeba mieć mega nudne życie, żeby znaleźć na coś takiego czas, albo duży ładunek frustracji.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Wtrącenia obcojęzyczne bardzo często niosą niedostępną (albo dziwnie brzmiącą) treść- i używajmy ich (zwłaszcza, że to też sposób na podszkolenie się z języków obcych).Ale jak czytam, że ktoś był na workshopach (zamiast swojskich warsztatów) z rysunku, to czuję pewien niesmak. Tak samo jak ktoś na co dzień nosi outfity zamiast hmm stylizacji (które są streetowe, ale przełamane casualem)- to dla mnie osobiście (ale to moje prywatne zdanie) brzmi śmiesznie.Ortografia w dobie Internetu: samo się podkreśla ;pCo do uczniów: nie jest najważniejsze wstawianie w odpowiednim słowie o z kreską, tylko praca ("zajrzę do słownika", "spytam" czy "poczytam książkę", cokolwiek)- bo liczą… Czytaj więcej »

*Natalia*
Gość

Aniu, ortografia to nie do końca wymysł grupki ludzi, którym się nudziło i stwierdzili, że w wyrazie bułka mamy "u", a w wyrazie górka, będzie "ó".To wszystko jest uwarunkowane historycznie i całkowite usunięcie ortografii zmieniło w ogóle język, jego system. Błędy zdarzają się każdemu, nawet najlepszym dlatego nie widzę sensu czepiania się :-). Choć owszem jest druga strona medalu – piszesz dla innych? Dbaj o czystość językową. Na Twoim blogu nie widziałam rażących błędów, a przewrażliwionymi purystami się nie przejmuj. Masz swój styl pisarski, który jest charakterystyczny dla Ciebie. Sama widzisz ile ludzi Cię czyta – to się "sprzedaje" ;-).… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Abstrahując od ortografii- teraz dysleksja i dysortografia są niemodne, ADHD też. Treaz dziecku załatwia się papiery na AUTYZM.
Tak, zaburzenie, przez które wiele osób cierpi i które na stałe wpisane jest do papierologii, jest sposobem na wytłumaczenie nieuctwa.
Ciekawi mnie, co będzie dalej, łamanie kręgosłupów, żeby nie musieć wychodzić z domu?

pinkmoodline
Gość

Aż mnie zmroziło po przeczytaniu komentarza na temat "modnego autyzmu". Napisałam do niego swój komentarz, ale znów coś poszło nie tak przy logowaniu. Nie mam teraz sił i chęci jeszcze raz go pisać, ale z cała pewnością na moim blogu pojawi się wpis na temat mojego autystycznego dziecka. Aniu pozwolę sobie zacytować ten komentarz z odsyłaczem do Twojego bloga. Pozdrawiam. Vika

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Nie przeszkadza mi jak ktoś pisze na swoim blogu, to jego blog i może na nim pisać co mu się podoba. Co do błędów ortograficznych i interpunkcyjnych – nobody's perfect 🙂

Czarownicująca
Gość

Ty akurat piszesz komunikatywnie, więc mój mózg nadąża za Twoim tokiem myślowym 🙂 To jest blog a nie dzieło literackie.Ja akurat uważam, że ortografia to część, hm… dziedzictwa kulturowego? Gdyby nie pisownia, nie domyśliłabym się, że wyraz kilkaset lat temu brzmiał inaczej, przybył zza morza (ale nie moża) itp. (pomyśl o angielskim night, pamiątce jeszcze po RUNACH! to nie tylko ortografia!). Btw bardzo chciałabym się dowiedzieć, jak kiedyś odróżniało się fonetycznie U i Ó. Mój nauczyciel potrafił inaczej wymawiać CH i H i uważam, że to coś wyjątkowego i wartego kontynuacji. PS: Widzę, że pożegnałaś się z tym nowym serwisem… Czytaj więcej »

Jelenicå Wadera
Gość

Pisanie pisaniem – każdy robi to w swój indywidualny sposób, wyraża, czasem konstruuje umyślnie pewne cechy. Tekst wyraża nas, nasze poglądy i, tak jak mówiłaś, ten tok myśli. Blog, to nie książka, wszystko nie musi być idealnie dopracowane, bo on żyje. Najważniejsza jest jasność przekazu, a w razie czego można się zatrzymać i na spokojnie zastanowić nad treścią. Aczkolwiek – w gruncie rzeczy – problem z ortografią można rozwiązać w bardzo prosty sposób, zapisując głoski odpowiadającymi im znakami (nie literami!). Np. "dz" to "ʒ". Mnie tam bardziej razi sposób, w jaki ludzie się wysławiają rozmawiając. Z niektórymi nie da się… Czytaj więcej »

Laura
Gość
Laura

Zgadzam sie w 100% z Czarownicujaca. Ortografia to nasze dziedzictwo i kryje w sobie znacznie więcej niż tylko dylemat "przez jakie u". Literówki i przecinki nie przeszkadzają mi, o ile nie zaburzają odbioru tekstu, wobec braku polskich znaków jestem tolerancyjna, bo sama czasem korzystam z klawiatury, na której nie da sie pisać po polsku. Natomiast co do wtrąceń w języku angielskim – nie przeszkadzają mi na tyle, żeby obrzydzić czytanie albo posądzać autora o brak patriotyzmu, ale szczerze mówiąc nie rozumiem ich. Czym innym są zapożyczenia takie jak manager (albo menadżer – piszesz, Aniu, że spolszczony pisownia Cię razi, ale… Czytaj więcej »

Laura
Gość
Laura

Ekhm, I don't tajniak do – miało być I don't think so oczywiście. Kocham mój słownik w telefonie. 🙂 Za inne literówki tez przepraszam i za brak polskich znaków, sporo tego narobiłam niestety. 😉

Laura
Gość
Laura

U Prusa odbierałam to jako obraz czasów, w których francuski był drugim językiem dla wielu ludzi… Może blogi też powinnam tak odbierać? Jako obraz świata osoby, która najwyraźniej często używa angielskiego… Inna sprawa, że za Prusem nie przepadam i nie pamiętam go zbyt dokładnie. Argument o Mickiewiczu pewnie też dałoby mi się łatwo wytrącić. 😉Ale to, co sprawia, że nie przepadam za (nad – w moim odczuciu) używaniem wtrąceń po angielsku, to wrażenie, że mówiący używa ich, bo nie potrafi znaleźć odpowiednika we własnym języku. Choćby to nieszczęsne I don't think so – przecież można powiedzieć nie myślę/nie uważam tak,… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Mogłabyś napisać coś więcej o swojej pracy z dziećmi? Zastanawia mnie to jak udało Ci się zdobyć tak bogate doświadczenie w tak krótkim czasie. Z tego co kojarzę jesteś po licencjacie (?). Tyle się mówi, że pedagogika to prosta droga do bezrobocia i trudno się gdziekolwiek załapać. Ja sama studiuję pedagogikę specjalną i bardzo lubię, gdy wspominasz o swoim zawodzie 🙂 Ciekawa jestem, jakie masz plany na przyszłość z tym związane. Pozdrawiam 🙂

Bebe
Gość

I don't care 🙂

Szuszi
Gość

Jako studentka filologii polskiej, zaczynam widzieć, że w naszym języku jest dużo trudniejszych rzeczy niż ortografia! 😀 Fonetykę mamy naprawdę porąbaną, ale to chyba będzie takie moje zboczenie zawodowe…
Nie znoszę, gdy ktoś robi duże błędy (nie literówki, tylko takie typu dópa). Ale jakieś drobne mi nie przeszkadzają i też nie poprawiam nigdy takich "luźnych" tekstów, z tych samych powodów co Ty 🙂

Szuszi
Gość

ej, ale to jest ciekawe, naprawdę! tylko… skomplikowane 😀

Jelenicå Wadera
Gość

Taka wiedza pomaga przy przystosowaniu wymowy do zawodu. Nie każdy po filologii zostaje nauczycielem polskiego (można iść na różne specjalizacje, np. edytorstwo czy oligofrenopedagogikę), ale aby móc zabrać się za cokolwiek, najpierw trzeba wiedzieć, jak to działa, mieć warsztat. Nawet osoby, które korygują teksty, powinny znać podstawy wymowy znaków korygowanych. Natomiast osoby pracujące z dziećmi (poloniści i cała reszta gremium), dzięki takim umiejętnościom, potrafią świetnie przekazać dane tematy, wzbudzają zainteresowanie, a także w porę mogą zauważyć niestosowności u swoich podopiecznych. Osobiście sama dostaję spazmów, kiedy ktoś – bo tak szybciej i łatwiej, podobno – nie domyka słów i z formy… Czytaj więcej »

Jelenicå Wadera
Gość

🙂

Daisy K
Gość

Nawet nie zwróciłam uwagi na jakieś literówki, słowa anglojęzyczne czy przecinki. Nie wchodzę tu po to żeby sprawdzać komuś błędy, chyba że pisze tak że go nie rozumiem nawet zatrzymując dłużej wzrok, wtedy co innego. Mądry post. 🙂

MalinowaPanna
Gość

Borze śfienty, co za menda wysyła taki bezczelne wiadomości!
Ja lubię jak piszesz, a jak dla mnie, ewentualne literówki utwierdzają mnie w przekonaniu, że po drugiej stronie siedzi żywa osoba, a nie jakiś robot!

ania notuje
Gość

Literówki mnie drażnią kiedy utrudniają mi w odbiorze tekst (albo całkiem nie zmieniają sensu). Podobnie z przecinkami. Błędów ortograficznych nie trawię, bo zatrzymują mnie podczas czytania. Wygląd słowa jest "inny" i mój mózg nie może go łączyć z daną treścią. A wtrącenia ang? Dopóki je rozumiem jest ok 😛

Izabela
Gość

Zgadzam się ze wszystkim co napisałaś, idealnie to ujęłaś!

Seira
Gość

To normalne, że ludzie używają obcojęzycznych wtrąceń. Bez tego język się nie rozwija. Denerwuje mnie to, kiedy ludzi wkurzają się że ktoś używa obcojęzycznych słów, bo przecież mamy swój język…ludzie nawet nie zdają sobie sprawy, jak nasz język ewoluował od ZAWSZE, pierwotnie przypominał czeski 😉 albo weźmy łacinę – Akwarium. Po łacinie identyczne, tylko z q. Albo francuski – mamy setki słów przekształconych z francuskiego. Przypomnijcie sobie sarmatów. Język się rozwija, dlaczego mamy dyskryminować angielski? W j. niemieckim co drugie słowo ma naleciałość z angielskiego i ludzi to nie denerwuje. No bo wyobraźcie sobie zamiast Komputer używać słowa Großrechner? I… Czytaj więcej »

LandOfLaces
Gość

Po pierwsze – miałam wrażenie że przez chwilę komentarze u Ciebie pojawiały się odwrotnie niż wszędzie i pomyślałam "o nie, będę musiała czytać od końca na odwrót, nie lubię!" Na szczęście już wszystko w normie 🙂Po drugie – skoro pytasz: Większość literówek i dziwne umieszczenie przecinków, oraz grube ortografy zwykle wyłapuję. Od niektórych błędów zęby mi cierpną 😉 (dziwne uczucie) Tak już mam. Jak nie wiem, jak coś się pisze – piszę obie wersje i widzę która mi wygląda normalnie. Rozumiem, że dys…cośtam tak nie mają i nie "widzą" w ten specyficzny sposób?Kiedyś mnie to bardzo irytowało i zwracałam uwagę.… Czytaj więcej »

LandOfLaces
Gość

Ps. Pierwszy raz w życiu przekonałam się, że komentarze mają limit znaków! 😉

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Z ciekawostek jestem dyslektykiem który wygrywał konkursy ortograficzne na poziomie wojewódzkim.
Ja uważam że te wszystkie dys są kwestią nieróbstwa osób które "chorują". Jednym przyswojenie zasad ortografii zajmie chwilę a drugim "dłuższa chwile" ale nie można tak sobie stwierdzić jestem dysortografikiem i nic nie muszę z tym robić….

Seira
Gość

A, i dodam jeszcze – ludziska myślą, że angielski jest taaaki prosty (to, co uczymy się w szkołach może i tak, ale polecam pogadać ze studentem anglistyki albo po prostu wyjechać pomieszkać do Anglii, idiomy w toku nauczania są prawie że pomijane, a Anglicy używają ich na co dzień, przez to czasem trudno ich zrozumieć), więc jeżeli ktoś używa go jako wtrąceń, to jest prostakiem. Jakby ktoś używał by np. francuskiego, uznany by został za inteligenta, a jeżeli np japońskiego, to za świra. Schematy i uprzedzenia wszędzie 😀

Coś Szykownego
Gość

sama dużo piszę i najczęściej tak jak Ty myślę szybciej niż ,,klawiatura":) podoba mi się bardzo forma twoich wypowiedzi na blogu- lubię je czytać ponieważ masz niepowtarzalny styl i podobają miśe wszelkie wstawki obcojęzyczne – nadają charakteru:)
fuck all fools!:D:D ups 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Prawdę mówiąc, ja też nie lubię wtrąceń w języku angielskim, ale toleruję to, że komuś one pasują i właśnie tak chcą formułować swoje wypowiedzi. Nie uważam, żeby język polski był ubogi, albo nie nadążał. Wiadomo, że wszystkie oklepane tekściki (te "wstawki", które też piszesz) nie brzmią po polsku tak dobrze/"fajnie", bo przyjęły się właśnie po angielsku. Nie używam tych wstawek, ale myślę, że wyłapuję, jaki efekt chce uzyskać osoba, która powie lub napisze: Seriously? zamiast: Naprawdę? już nie zabrzmi tak samo. To straciłoby sens i nie byłoby tego samego efektu, ale… wiesz o co mi chodzi? Ja po prostu nie… Czytaj więcej »

ofetowa
Gość

Literówki i przecinki nie przeszkadzają mi zupełnie, pod warunkiem że literówka nie występuje w co drugim słowie a pół strony tekstu nie jest jednym zdaniem bez żadnego przecinka. Wtrącenia angielskie – uważam że często znacznie lepiej oddają to co chcemy przekazać. Chociażby właśnie "I don't care", "come on" czy wszystkie formy i odmiany WTF. Błędy ortograficzne, te proste typu mószę, żeka czy rzaba, już mi przeszkadzają bo często muszę sobie na głos takie słowo przeczytać żeby "załapać" co autor miał na myśli.

Em
Gość

Zawsze, ale to zawsze staram się dbać o to, jak piszę. Szanuję słowa, marzę o perfekcyjnej znajomości interpunkcji i ortografii, denerwuje mnie literówka i brak dużej litery, tam gdzie powinna być. Denerwuje mnie nawet jednoliterowe słowo na końcu zdania, więc jeśli mogę, to w dokumentach używam twardej spacji. Ech, co ja mówię, czasem denerwuje mnie nawet dodatkowa spacja. Taka jestem, perfekcjonistka w sprawach pisemnych (i wielu innych). Jednym będzie się to podobało i poklepią mnie po plecach, inni pewnie uznają to za sztywne (chociaż uważam, że mój styl pisania jest na poły gawędziarski). ALE, jeśli chodzi o czytanie kogoś, nie… Czytaj więcej »

rocktechnika
Gość

Ja sama, choć mój angielski jest kiepski (bardzo nad tym ubolewam), łapię się na tym, że jakiś zwrot w tym języku pasje bardziej, niż po polsku. Usilne tłumaczenie ne polski często powoduje, że traci się pierwotny sens – widać to chociażby w tytułach filmów ("Die hard" = "Szklana pułapka"? – od razu przypomina mi się ten tekst: "Live hard, love hard, die hard – żyj mocno, kochaj mocno, szklana pułapka" :)). I choć staram się o poprawność w moim pisaniu i mówieniu (a wielu zasad nadal nie znam!), to dość szybko przestało mi przeszkadzać to, że ktoś pisze niepoprawnie, robi… Czytaj więcej »

Panda
Gość

jej, ludzie czepiają się takich bzdur. Jezeli nie mają już mądrych argumentów to najlepiej jest jest kogoś obrazić, wytknąć mu nic nie znaczący błąd.Z moim gwałceniem języka (bardzo spodobala mi sie ta fraza) jest tak że często coś przekręcam, i w mowie i piśmie, przecinki są dla mnie przystankiem na zaczerpnięcie oddechu, nie przestrzegam sztywnych reguł, tworzę neologizmy, których używam na potęgę i często wtrącam coś po angielsku, bo tak. Jak napisałaś sam Mickiewicz używał makaronizmów i wtedy dzieło było piękniejsze, czy coś. kiedy coś co mówię zaczyna mnie irytować (tak bylo np z "co tu pisze?") to poprawiam się.… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Co do tego, że myśląc w języku obcym podejmujemy bardziej racjonalne decyzje, ciekawy jest też fakt, że mówiąc w innym języku zyskujemy nową osobowość. Kiedy mówię po angielsku jestem przebojowa i pewna siebie, a kiedy mówię po japońsku jestem niesamowicie miła, uprzejma i pomocna. Polskojęzyczna wersja mnie nosi w sobie za dużo traum z przeszłości, z którymi jeszcze nie zdążyłam się uporać.

Olga Cecylia
Gość

Nie przyszłoby mi do głowy, żeby pomyśleć, że jesteś SUKĄ, bo robisz literówki… Wszyscy jesteśmy ludźmi, a errare humanum est. Dużą tolerancję mam dla błędów językowych popełnianych w codziennych rozmowach (sama przecież takie robię, to nieuniknione) czy "na żywo" w internecie. Jestem również tolerancyjna wobec błędów przypadkowych czy takich, które wynikają z dysfunkcji. Przykładowo, przecinki – to jest trudna rzecz, w wielu przypadkach kwestia wyczucia. Albo literówki – no kurczę, zdarza się każdemu. Albo homonimy – też łatwo pomylić, zwłaszcza jeśli człowiek pisze szybko, żeby myśl nie umknęła. Ale już dziennikarz czy pisarz nie powinien robić błędów albo mieć dobrego… Czytaj więcej »

Magda 3-styles City
Gość

Lubię jak tekst jest napisany ładnie, poprawnie i bez błędów jakichkolwiek. Na innych blogach błędy widzę, ale póki nie są rażące i nie wynikają z olewactwa i braku szacunku do czytelnika, nie zwracam na nie uwagi. Bo i po co? Liczy się tekst i przekaz, a nie jakieś literówki. Sama staram się też tak pisać na swoim blogu. No właśnie. Staram się 🙂 Robię błędy jak każdy, ale się pilnuję. Dzięki temu sporo się nauczyłam o języku polskim. Planuję też cykl wpisów o tym jakie błędy językowe popełniałam kiedyś :). A jeśli chodzi o angielskie wtręty i zabawę słowami… please…… Czytaj więcej »

maxcom
Gość

Wreszcie ludzkie podejście do bloga. Czasem wydaje mi się, że tak dążymy za doskonałością bloga, że nie dopuszczamy niczego co ludzkie – nawet błędów. Każdy się myli. Mi nie działa podkreślanie błędów, więc nie widzę literówek jedynie te co sama zobaczę.

Subiektywna Vera
Gość

Myślę, że znacznie gorszym zjawiskiem od "Twojego gwałcenia" poprzez wtrącanie angielskich słówek jest używanie polskich wulgaryzmów. Przyznaję, że sama dość często zdarza mi się je użyć i to uważam za większe "pogwałcenie" języka.

Toyad Mordovnick
Gość

"Kurwi łepek"..? Aha. Nie ma to, doprawdy, jak dźgać w porządnych ludzi oszczerczym paluchem, stojąc po kolana w rynsztoku.
Język jest czymś fascynującym. Uwielbiam żonglowanie językiem w twórczy sposób, interesujące neologizmy, niektóre zapożyczenia, a nawet siarczyste wulgaryzmy – o ile stosowane oszczędnie i w sposób uzasadniony (tzn. dla wzmożenia ekspresji). Rażące, uporczywe błędy wynikające z niedbalstwa i ignorancji mnie zawsze drażnią. Wszelkie inne, jeśli nie zakłócają ogólnego przesłania wypowiedzi, toleruję.

.biemi
Gość

Moim zdaniem języka nie kaleczysz dwa składasz tak zdania, że wszystko z łatwością się czyta. Ja przez lata swojej edukacji zaczynając na podstawówce kończąc na liceum miałam problem z pisaniem. Ba pisząc prace dyplomowe to była dla mnie niezła gratka. Dlatego też założyłam bloga ku przełamaniu swojego stereotypu, że nie potrafię pisać. Wychodzi to z różnym skutkiem – również zjadam litery, nie trzymam się interpunkcji. Rzadko sprawdzam swoje teksty. Zwykle sprawdzanie kończy się jeszcze większą paplaniną i brakiem jasności w moim tekście. Nie drażnią mnie wstawki w języku angielskim bo go znam – zapewne jak by były po niemiecku czy… Czytaj więcej »

zielonazuza
Gość

'Ba pisząc prace dyplomowe to była dla mnie niezła gratka.' WTF??!

Hararo
Gość

Chyba muszę spróbować czytać Sylwię Plath po angielsku, bo naprawdę uwielbiam jej wiersze, a skoro mówisz, że po angielsku są jeszcze lepsze to warto sprawdzić 🙂
Co do tematu to mi osobiście żadna z rzeczy, o których piszesz nie przeszkadza o ile dana osoba tego nie nadużywa. Mi samej zdarza się zapomnieć gdzieś przecinka czy popełnić jakiś błąd ortograficzny, więc tego nie piętnuje, ale wtrącenia w języku angielskim bardzo mnie irytują.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ja miałam od zawsze problem z poprawnym pisaniem, jednakże pani nauczycielka była zadowolona z treści zawartej w eseju czy innym tekście pisanym. Lubię, kiedy są wstawki słowne w innym języku, bo COŚ się dzieje, nie jest nudno i jest to dobry sposób na pobudzenie myślenia u czytelnika 🙂

Safona
Gość
Safona

Piszesz ciekawie,zabawnie i nie przeszkadzają mi wtrącenia w j.angielskim.Literówki, drobne błędy(nie zauważyłam) też nie:)Sama nie lubię zasad interpunkcji.A jednak uważam, że cała ta gramatyka itd. jest potrzebna.Bez tego j.polski nie będzie już tym samym pięknym językiem.W dodatku jeśli spłycimy język spłycimy też własne przemyślenia.Świetnie to jest opisane w "mechanicznej pomarańczy".

megirosa
Gość

Obcojęzyczne wstawki zupełnie mi nie przeszkadzają, czasem tylko uważam, że dają nieco komiczny efekt 🙂 Natomiast błędna ortografia, interpunkcja (na dużą skalę oczywiście) czy błędy w stylu wymienionego gdzieś wcześniej "bynajmniej" owszem. Zupełnie też nie rozumiem oburzania się niektórych osób na zwracanie im uwagi. Ja wszystkie uwagi, które kiedyś usłyszałam na temat mojego sposobu wypowiedzi traktowałam jako dobre rady. Wolę, żeby ktoś mi zwrócił uwagę niż żebym miała nigdy nie wiedzieć, że np. takie "w każdym bądź razie" jest błędem. Oczywiście mówię tu o kulturalnym zwracaniu uwagi, jak również nie stawianiu formy nad treścią. Często w Internecie spotykam się z… Czytaj więcej »

Ola O.
Gość

Bardzo fajne podejście 🙂 Mam wrażenie że w tej chwili takie wtrącenia.. szczególnie angielskie stały się codziennością często teraz słyszy się T-shirt zamiast bluzka itp… to po prostu część naszego świata.

Kasia
Gość

To ja powiem tak: kiedy czytam bloga o tematyce poważnej, strasznie razi mnie niechlujstwo językowe. Blogi tematyczne, gdzie treść ma największe znaczenie, blogi z których można czerpać jakąś przydatną wiedzę itd. Skoro porywasz się na pisanie poważnego bloga i spodziewasz się poważnych czytelników – szanuj ich i pisz poprawnie. Zwłaszcza, że istnieje możliwość automatycznego sprawdzania tekstu. Chociażby w WORD-zie. Kiedy czytam bloga, na którym dominują fotografie, a tekstu jest raptem jedno-dwa zdania, oczekuję poprawnej pisowni. Kiedy ktoś pisze kilkanaście wyrazów, chyba nie jest problemem, żeby sprawdził, jak ten tekst wygląda? Kiedy czytam bloga luźnego, na którym jest trochę tego, trochę… Czytaj więcej »

Joanna
Gość

A ja lubię język polski i wszystkie jego dziwnostki takie jak ortografia. Wiadomo, że język dąży do uproszczenia, ale mam nadzieje, że nie dożyję dnia kiedy pozbędziemy się np. ortografii i odmiany rzeczowników. Wiadomo, że na co dzień nie jestem mistrzem mowy polskiej, ale kiedy siadam do pisania to staram się jak mogę, żeby było idealnie. To samo zresztą z angielskimi wtrąceniami – kiedy mówię używam ich bardzo często (za często, ale ciężko jest się tego pozbyć) ale jednak kiedy piszę uciekam się do nich tylko wtedy kiedy są absolutnie niezbędne. Irytują mnie blogowe teksty w których co drugie słowo… Czytaj więcej »

Bilib World
Gość

Bardzo mądrze to ujęłaś. Sama nie jestem jakimś mistrzem ortografii, interpunkcji czy stylistyki. Wręcz przeciwnie, wiem, że mam z tym problem. Zanim zamieszczę tekst na blogu staram się go sprawdzić właśnie pod względem błędów ortograficznych czy interpunkcyjnych. Lubię konstruktywną krytykę, która motywuje mnie do zmian na lepsze. Jednak uwagi typu "kup słownik, matole" same świadczą o poziome intelektualnym komentującego. Nie sztuka komuś wytknąć błąd, ale sztuką jest wytłumaczyć dlaczego powinno być tak a nie inaczej, a tego krytykantom już się nie chce. Natomiast bardzo podoba mi się zabawa słownictwem i słowotwórstwo. Komponowanie takich zwrotów, które może i nie istnieją w… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Nie toleruję angielskich wtrąceń. Tych wszystkich "sales" w sklepach, czy – i tu mnie trafia – haseł po angielsku w reklamach. Zawsze wtedy zastanawiam się jak bardzo ograniczony jest ten, kto taką reklamę zaakceptował. Zmałpowane bez odrobiny myślenia.
mmena

illonky
Gość

Tak siedzę sobie i się zastanawiam, o co tym wszystkim ludziom chodzi? Ja często widzę na blogach literówki, czy wręcz byki, ale jeśli już mam zwrócić komuś uwagę (kto poświęcił ileś swojego czasu na opracowanie jakiegoś tekstu) to raczej w sposób kulturalny. Jak, nie jestem w stanie tego pojąc, ani ogranąć, jak można napisać do kogoś "w kurwim łepku". No słów mi brakuje, poważnie, zdarza mi się to czasem, ale rzadko. Nie wiem co taka osoba ma w głowie – trociny? Pajęczynę? A tak przy okazji, to coś mi się zdaje, że powinno być łebku od łba? Ale co ja… Czytaj więcej »

M.Ortycja
Gość

przyznam się, że nieraz mnie irytuje wtrącanie angielskich słów, denerwuje mnie np. że słowo "cielisty" zastąpiło "nude", że sportowcy nie robią sobie "dnia odpoczynku", tylko "dzień restu", nie ma już nadruku czy wzoru, tylko "print". irytuje mnie to z tego względu, że mamy na te słowa polskie odpowiedniki, znaczące to samo i wcale nie gorsze… za to właśnie angielskie zwroty lubię i czasem też wtrącam do swoich notek… nie znajduję na przykład soczystego polskiego odpowiednika angielskiego "what the fuck?" czy np. zwrotu "come on!"… trochę hipokryzja z mojej strony, ale cóż.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Co do wcześniejszych komentarzy na temat osób z dysfunkcjami – bardzo mnie boli system szkolnictwa i zachowanie dorosłych ludzi. Tak, DOROSŁYCH. Mam młodszego brata który ma stwierdzoną dysgrafię i jest w tracie stwierdzania u niego dysleksji. Ma również stwierdzone ADHD w stopniu lekkim. Chłopak od przedszkola już dawał sygnały że odstaje pod tym względem od innych. Tak stwierdziła przedszkolanka i zaleciła obserwację oraz wizytę u specjalisty. U specjalisty był, zostało stwierdzone ADHD i dostał leki na uspokojenie (czego kompletnie nie rozumiem, bo dziecko na co dzień żywe, rozgadane, a po lekach zachowywał się jakby go nie było). W szkole podstawowej… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Bo z dzieckiem trzeba usiasc i pociwczyc. Zasady nie sa latwe, jest ich duzo ale mozna sie tego nauczyc. I nie mowicie mi, ze sie nie da. Wiekszosc dzieciakow ma papierki, bo mamusia zalatwila. I mowcie co chcecie ale nie sadze, by w czasie 20 lat sie tyle na swiecie zmienilo. za moich czasow- 80-90 lata malo kto mial naprawde problemy z pisownia. Byly takie osoby ale byly w duzej mniejszosci a teraz? Moj dzieciak ma to, moj ma tamto. A figa. Zamiast seriali to siadaj na tylku z dzieckiem i cwicz. Co do ocen. ja pisalam poprawnie, gramatycznie, dobry… Czytaj więcej »

Previous
Czy można mieć ZBYT zuchwałe marzenia?
Dlaczego gwałcę język