Wczoraj miałam cudowną rozmowę z @magdalena_komsta, jedną z najmądrzejszych kobiet jakie znam. Rozmawiałyśmy np. o tym, ile to razy zastanawiamy się, czy strój nie przyćmi kompetencji. Bo prowadzisz prelekcję do której się długo przygotowywałaś i jednak chcesz potem usłyszeć, że była dobra, a nie, że twój tyłek świetnie wygląda w tej sukience.  Mężczyźni mają mniej seksualizowane ciała (aczkolwiek uważam, że Vladimir Putin nosi mistrzowsko skrojone garnitury🔥) i nie muszą się aż tak nad tym zastanawiać. I spoko, założysz mniej ładną sukienkę żeby „się dopasować” i „nie było gadania” ale przypadkiem utrwalisz dychotomię - ładna/sexy ALBO mądra i kompetentna.
Trudne wybory!

Miałam w życiu dwa takie przekorne momenty, gdy jednocześnie podkreślałam i talię i cycki i tyłek i nogi i jeszcze zakładałam szpilki. Wiele razy byłam oceniona powierzchownie jako niezbyt lotna laska, ale cholernie tych momentów potrzebowałam. Dzięki nim dzisiaj:
👉🏻 nikt nie jest w stanie mnie zawstydzić 👉🏻 mogę unieść brew pogardy, gdy na panelu inny panelista z niekrytym uznaniem pomieszanym ze zdziwieniem powie „ale ty jesteś mądra” po mojej wypowiedzi 👉🏻 kompletnie nie uzależniam swojego poczucia własnej wartości od tego, co mam na tyłku, bo tylko przeczołgawszy się przez etap skrajnie obcisłych sukienek mogę mieć pewność, że moje czucie się dobrze z samą sobą płynie z wewnątrz.

Bardzo często widząc kobiety oceniamy je przez pryzmat własnych wartości i poglądów. Że ubrała się tak by kogoś kusić, że na pewno jest jej niewygodnie na szpilkach i się poświęca, że to, że tamto.
Plx mniej oceniania ok? Może ta dziewczyna właśnie wyrwała się z toksycznego związku, w którym partner jej „nie pozwalał” wychodzić nigdzie w sukienkach i musi to sobie odbić? Może odeszła z jakiegoś ugrupowania oazowego albo ŚJ i ma potrzebę doświadczenia świata inaczej,by móc znaleźć swoją ulubioną wersję siebie? Nigdy nie wiesz!

Skłamię mówiąc, że nie mam z automatu założeń odnośnie nowo poznanych ludzi, bo jak każdy - mam, ale  unikam tych amatorskich psychoanaliz i was też do tego namawiam. Jeśli coś nikogo nie krzywdzi - who cares!
#aniamaluje #szczerze_pisząc

Wczoraj miałam cudowną rozmowę z...

Jak możesz być zadbana, będąc niezbadana?! Rzuciłam dzisiaj w żywej dyskusji z @kasia_coztymseksem. Kasia oczywiście jest mądra i się bada ale powiedziała, że mam to zapisać🙃
Rozmawiałyśmy o wielu rzeczach, np. o tym, że żyjemy w dziwnym kraju, w którym seks można uprawiać (nie lubię tego słowa, to nie pole) od 15-tego roku życia, a do ginekologa można iść od 18-ego. I tak sobie rozmawiamy o tym, co ja uważam, że Kasia fajnego robi dla kobiet ucząc je o tym, że seks może być fajny i przyjemny (a nie dla każdego niestety jest😥), i co Kasia uważa, że ja robię fajnego ucząc kobiety, że powinny mieć własne pieniądze a w relacje z innymi wchodzić bo chcą, a nie z ekonomicznej konieczności🙅🏻‍♀️💸
Gdzieś tam zawędrowałyśmy w odmęty relatywnie drogiego, szczególnie dla młodych ludzi dostępu do specjalistów.
I z jednej strony tak, totalnie się zgadzam. 15 minut wizyty bez żadnych badań to 150 zł (ja tyle płacę) a jak robisz przy okazji badania to kwota się zwiększa. To rzeczywiście może to boleć. Sama byłam w miejscu, w którym oglądałam każdą złotówkę 5x
✅ALE! Priorytety, dziewczyno, priorytety! Nigdy nie miałam problemu by określić, że są rzeczy ważne i ważniejsze.
Nie wiem i nie rozumiem, jak można co 3 tygodnie chodzić na rzęsy i hybrydy, a  3 lata nie być u ginekologa. Na tej samej zasadzie nie rozumiałam Gruzinów z nowymi telefonami, ale bez zębów🤯
Na studiach miałam stary model telefonu a mój pierwszy tablet, dzięki któremu mniej kserowałam i moglam czytać książki na legimi, nagrzewał się tak mocno, że musiałam go wkładać do lodówki by odpoczął. 
Ale zawsze mam zrobione badania i nie unikam lekarzy, bo to ważne❗️
Nie mówię zresztą tylko o finansach. Łatwiej jest „zadbać o siebie” idąc na te hybrydy niż pobiegać, prawda?
Don’t get me wrong, sama lubię mieć pomalowane paznokcie, lubię, a nawet uwielbiam Julię z @mayeye_warsaw , do której chodzę na rzęsy i chciałabym, aby jej biznes się rozkręcał.
Ale! First things first. Nie możesz być zadbana i niezbadana jednocześnie. Badaj się dziewczyno, ok? Gdy następnym razem gdy powiesz sobie „ale psycholog/ginekolog/terapeuta/fizjoterapeuta” jest drogi, zastanów się czy dobrze ustalasz priorytety. Nr 1 to Ty!

Jak możesz być zadbana, będąc...

Mój detoks od social mediów nadal trwa i dzielnie trzymam się narzuconej sobie maksymalnie godziny dziennie. Streszczając się powiem tylko, że wykorzystuję moment siedzenia na tyłku w Warszawie na spotkania z tymi wszystkimi cudownymi ludźmi, których przez ciągle bycie w rozjazdach nieco zaniedbałam. Podoba mi się to, chociaż dzisiaj naszło mnie na szybkie sklecenie „tygodnika”, więc macie coś do poczytania na blogu.
Zdjęcie w Tunezji zrobiła @ewaszabatin nie mam pojęcia kiedy, ale dobrze pokazuje mój mały problem z telefonem, który stał się przedłużeniem ręki. Kolory podkręciłam presetem Madryt, od @krzysztof_adamek i @instafiltry.pl, tylko zostawiłam po swojemu niebieski.

Pytanie za sto punktów: zerknij w zakładkę „twoja aktywność” na instagramie i napisz ile czasu dziennie spędzasz w tej aplikacji. Jestem ciekawa!
#aniamaluje #szczerze_pisząc #podróże #podróżemałeiduże #wakacje ##tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays #lato #afryka #tunisia

Mój detoks od social mediów...

Uwielbiam to zdjęcie. Książki i wzorzyste rajstopy to najpopularniejsze prezenty jakie dostaję. Prezentem jaki sama chciałabym sobie podarować jest czas⏳ Właśnie zamknęłam ogromny projekt🥳. Powinnam uczcić to kieliszkiem szampana i relaksem, tymczasem  pierwsza myśl brzmiała „o cudownie! wreszcie będę miała czas na pisanie własnego ebooka i tekstów na bloga”. A potem uświadomiłam sobie, że ja zawsze mam nad sobą coś, co POWINNAM napisać. Nie pamietam kiedy miałam od tego wolną głowę. I tak jak cenię sobie szalenie dywersyfikację przychodów i wolność twórczą jaką mi daje, tak potrzebuję też wolności OD tworzenia. Nie da się tego streścić wpisem na IG, ale Fromm swoją genialną „Ucieczką od wolności” poukładał mi kiedyś w głowie. Potrzebuję powiedzieć sobie, że mogę bez konsekwencji dla swojej psychiki być wolna od bloga i instagrama i nie czynić z nich ważnych filarów mojej tożsamości. Ustawiam sobie jeszcze ostrzejszy limit czasowy na instagrama (godzinę dziennie!). Mam ochotę pisać i wrzucać tutaj coś tylko wtedy, gdy będzie mnie na to cisnąć jak na sikanie po siedmiogodzinnej jeździe z Tbilisi do Batumi.Może będę milczeć całymi dniami, może naparzać treściami jak szalona, dowiem się tylko postanawiając, że nie muszę! Pssst! Ograniczyłam na profilu komentowanie tylko dla osób; które mnie obserwują. Kompletnie wyzwoliłam się myśli o tym, że konto powinno rosnąć. Dałam sobie do końca roku czas na wolność także od zarabiania. Jestem ciekawa co będę CHCIAŁA robić czując, że mam ten cudowny komfort, że nie muszę.

#przerwa #aniamaluje #szczerze_pisząc #rajstopy #nogi #książka #kropki

Uwielbiam to zdjęcie. Książki i...

Wrzuciłam wczoraj na stories najbardziej memiczne momenty mojego życia (są w przypiętych!) i bezkonkurencyjnie wygrał gołąb, który leciał na mój tyłek😅. Naszła mnie przy tej okazji pewna myśl, której nie mogę wyrzucić z głowy. Zostanę pewnie zjechana i już słyszę te komentarze pod tytułem „zdefiniuj kobiecość!!!1”, ale nie czuję, abym miała jakiś obowiązek coś tu definiować, tak samo jak nie umiem zdefiniować czym jest chemia między dwójką ludzi i czemu czasami nie ma jej z kimś, kto teoretycznie łapie się we wszystkie nasze kryteria a „to coś” ma ktoś, kto do nich nie pasuje😉
Więc myśl, która mnie dręczy to ta, że poza aktorkami czy piosenkarkami mało widzę kobiet odnoszących sukcesy czy dzierżących władzę, które nie ukrywałyby swojej - no właśnie - kobiecości.
I nie zrozumcie mnie źle, jestem na tym etapie, że czuję się świetnie gdy mam na sobie bluzę ze sponge bobem, ale  co takiego sprawia, że kobiety w polityce ubierają się bardziej jak Angela Merkel czy Beata Szydło niż jak nie wiem, Angelina Jolie?
Może to, że gdy Magdalena Ogórek (nie głosowałam na nią!) kandydowała w wyborach prezydenckich, to nikt nie pytał jej o poglądy,  a media opisywały wyłącznie jej sukienki i sposób układania włosów?
Co takiego sprawia, że mądra kobieta nie może podkreślić strojem swoich pośladków?
Nie, nie uważam jakoby tyłek i cycki były jedynym co mam do zaoferowania (w ogóle co za debilne określenie) więc nie czuję abym musiała to skrywać i „najlepsze zostawić na koniec”, ale drapie mnie to, gryzie i męczy. 
Jakieś spostrzeżenia?

Wrzuciłam wczoraj na stories najbardziej...

Jestem dziewczyną leniwą. Chociaż nie, nie migam się od pracy i obowiązków. Jestem po prostu wygodna! Nie dla mnie 10 kroków koreańskiej pielęgnacji, ale niestety przy wrażliwej cerze nie mogę sobie pozwolić na całkowite olanie tematu. Wrażliwa, skora do podrażnień cera szybko się na mnie zemści, jeśli nie poświęcę jej chwili uwagi wieczorem. Jeśli jesteś wrażliwcem jak ja - możesz śmiało zerknąć w drogerii na półkę z linią physio mikrobiom marki tołpa.
Moja cera nie ma ze mną lekko, bo ciągle podróżuję (zmieniam twardość wody i powietrze) a do tego nie śpię tyle ile powinnam. A z tymi kosmetykami się polubiłam, bo działają po prostu tak, jak trzeba! Na stories możecie zobaczyć jak wygląda. 
#tołpa #pielęgnacjatwarzy #physio #oczyszczanie #kosmetyki #uroda #makijaż  #pielęgnacja #blogerka #zakupy #krem #blogkosmetyczny #twarz #polskiekosmetyki #kosmetyczka #blogurodowy #piękno #kosmetyk #dzieńdobry #nawilżenie #aniamaluje 
Post we współpracy z marką @tolpa_mniej_wiecej

Jestem dziewczyną leniwą. Chociaż nie,...

Czy jeśli w Gruzji podoba mi się nie tylko to, że jest pięknie, miło i pysznie, ale też tanio, to znaczy, że akceptuję wyjątkowo niefortunne geopolityczne położenie kraju?🤔🤯
Pierwszy raz ta myśl zastrzeliła mnie gdy odnotowałam w swojej głowie, że z roku na roku mój ukochany Lwów staje się wyraźnie droższy. 
A potem dałam sobie mentalnego plaska w twarz, bo w sumie fajnie, że ludzie się bogacą. Nie chciałabym, aby Polska słynęła wyłącznie z tego, że jest tanio i można się za grosze naj*bać. 
W 2000 roku minimalne wynagrodzenie w Polsce wynosiło 700 zł. Pamiętam jak rodzice wielkim wysiłkiem kupili mi za jednym zamachem dwa pierwsze tomy Pottera. To było super, zawsze na prezenty chciałam tylko książki, ale dopiero z perspektywy gruzińskich cen zaczynam to doceniać.

Gruzja jest niesamowita nie tylko dlatego, że jest tania. Jest niesamowita tak po prostu. Różnorodna, pyszna. Z przebogatą mitologią, kulturą, alfabetem i dumą, która nie pozwala się ugiąć przed wielkim, groźnym sąsiadem. Jasne, Gruzja jest najbliższym nam kulturowo krajem będącym w top15 pod kątem niskiego Consumer Price Index (w uproszczeniu: stosunek zarobków do kosztów życia) i rozumiem, że dla wielu ludzi to będzie kraj taniej najebki, ale dla mnie to była jedna z najciekawszych podróży w życiu. 
Przy okazji; 
Czy znacie jakąś dobrze wydaną wersję gruzińskich mitów? Może być po angielsku :). #georgia #georgia🇬🇪 #georgiatravel #gruzja #podróże #podróżemałeiduże #wakacje #aniapodróżuje

Czy jeśli w Gruzji podoba...

„Nie jestem w stanie znieść myśli, że ugnę się pod naporem ich spojrzeń i pozwolę się zawstydzić. Bo nie robię nic złego. Posiadanie ciała nie jest niczym złym. To kultura, która mówi kobiecie, że jest grzeszna jest do wymiany. Nie ważne, czy ktoś stwierdzi, że grzeszne są odsłonięte włosy czy sterczące sutki, to nie kobieta jest odpowiedzialna za odczucia, które budzi w mężczyznach. Każdy sam musi nauczyć się panować nad swoimi emocjami.” Na blogu o jeszcze jednym, ale super ważnym powodzie, dla którego chodzę bez stanika. Uświadomiłam sobie ten powód dopiero wczoraj, ale jest turbo, naprawdę turbo ważny.
Chodźcie na bloga, bo warto!
#blogerka #aniamaluje #szczerze_pisząc #bodyshaming #ciałopozytywne #bodypositivity #bezstanika ##tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia #tunis #wakacje #podróże #podróżemałeiduże #blogerka

„Nie jestem w stanie znieść...

Z pieskami w Gruzji jest jak z tym chłopakiem, który wpatruje się w ciebie cały wieczór i chociaż w ogóle ci się nie podoba, z grzeczności odwzajemnisz uśmiech. Albo wymienisz 5 grzecznościowych zdań, nic co wychodziłoby poza small talk, ale będziesz tego żałować przez najbliższe miesiące. Chłopak bowiem znajdzie cię na wszystkich możliwych kanałach social media (chociaż zna tylko twoje imię!) i będzie cię tam nękał aż znajdzie sobie inny cel.
No właśnie. Pieski. Jest ich dużo, brykają sobie wolno, są najedzone i zakolczykowane, ale Gruzja nie ma pieniędzy na schroniska a walka z niekontrolowanym rozrodem jest walką z wiatrakami - pieski mnożą się przecież na „terenach kontrolowanych przez Rosję”. Milutkie, łaszące się, kochane. Ale jak dasz o dwa głaski za dużo albo podzielisz się obiadem, będą za tobą łazić wszędzie i przyprowadzą kolegów.

Oczywiście noszę antybakteryjny żel do rąk i to byłby idealny moment na wplecienie w narrację reklamy, ale niestety nikt mi nie zapłacił. A szkoda!🤪
Anyway - i Gruzja i pieski spoko. Ciężko przestawić się tylko na myślenie, że one nie są bezdomne, a wolne, jak wiewiórki u nas, ale warto brać pod uwagę uwarunkowania kulturowe i ekonomiczne zanim wyda się osąd ;) #Gruzja #Georgia #georgiatravel #georgiatrip #aniamaluje #aniapodróżuje #pies #pieski #twierdza #fortyfikacje #podróże #podróżemałeiduże #dogsofinstagram #wakacje 
Fot: @troyann

Z pieskami w Gruzji jest...

Dawno się tak nie objadłam! Kocham podróże na wschód. Albo inaczej - ja kocham dzikość. Tu jest dziko, tu jest fajnie, tu jest smacznie. Jest mi dobrze. 
Właśnie zjadłam przepyszne jedzenie w knajpie w której taka potężna pani każe ci tonem nieznoszącym sprzeciwu zamówić. Liczy utarg na liczydle. Jedzenie jest obłędne. Zrobiłam sobie dzisiaj wolne od relacji na stories, ale jutro kierunek ➡️ #kazbegi. Już kupiłam rękawiczki, w poniedziałek chodziłam w letniej kiecce, jutro założę zimową kurtkę🙈
Cudowna ta #gruzja ♥️
#georiga #georgiatravel #georgiatrip #tbilisi #kaukaz #termy #łaźnie #podróżemałeiduże #podróże #aniamaluje #aniapodróżuje 
Zdj; @troyann

Dawno się tak nie objadłam!...

Dlaczego gwałcę język

Czasami padają tutaj lub zarzuty odnośnie jednej kwestii. Robię coś, co niektórzy lubią, a inni tego nie rozumieją i nienawidzą – gwałcę (świadomie) język wpychając mu na siłę obce słowa. Dlaczego?Nie masz polskich słów w tym swoim kurwim łepku? (…) – fragment maila oburzonej brakiem puryzmu językowego na tym blogu.

Jak wiecie (lub nie), z wykształcenia jestem pedagogiem-terapeutą. Bardzo dbam o to, aby wypowiadać się poprawnie w mowie i piśmie wtedy, kiedy pracuję z dziećmi.

Ale prywatnie… cóż, nasz język jest piękny i warto o niego dbać, ale… jest mi smutno kiedy patrzę na tych wszystkich zdolnych uczniów którzy czują się głupi i nic nie warci, bo dostają jedynki z ortografii a ich wartościowe wypracowania są pokreślone na czerwono, bo wstawili nie to “U”. Widzę jak te dzieci przychodzą do poradni bo mają opinię o dysortografii i prowadzi się z nimi terapię. Niejednokrotnie prowadziłam takie zajęcia i wierzcie mi – bardzo szkoda mi tych dzieciaków. Często są to bardzo bystre, spostrzegawcze i inteligentne osoby, które w skutek NIEPOTRZEBNYCH moim prywatny zdaniem pierdół, po czasie rezygnują z udzielania się na lekcjach, czują się głupie, mało wartościowe i niezdolne. Na zajęciach terapeutycznych pracuje się z nimi nie tylko nad ortografią, ale też nad samooceną i poczuciem wartości. Indywidualnie pracowałam z dziewczynką która była bardzo inteligentna a miała problemy w szkole, bo oddawała puste kartkówki. Nauczycielka z matematyki obniżała jej oceny za błędy ortograficzne, przez co mała (klasa czwarta), doszła do wniosku, że nie warto się starać, bo i tak dostanie słaby stopień. Niezmiernie smucą mnie takie sytuacje. 

W przypadku tekstów pisanych, z reguły bardziej cenię sobie treść niż formę. Kiedyś sama ulegałam myśleniu schematycznemu – robi błędy ortograficzne, to jest głupi. Dziś się tego wstydzę, ale come on – byłam w podstawówce, w środowisku które bardzo piętnowało takie błędy. Z tego co widzę, niewiele się zmieniło.

Czasem czytam interesujący artykuł na jakimś blogu, albo zaciekawi mnie komentarz – pod spodem pojawiają się – kup sobie słownik, do szkoły matole, nie wiesz jak się pisze?

Wolę ludzi, którzy potrafią dyskutować merytorycznie.

Dalej – literówki. Strzelam je często, stawiam gęsto. Moje palce nie nadążają za myślami i literówki się zdarzają. Nie poprawiam ich, bo czytając drugi raz tekst który wrzucam na bloga, zaczynam go modyfikować – coś usunę, coś zmienię i bach – pierwotny sens gdzieś ulatuje, tekst traci energię. Jest mi z tym dobrze. Nawet jeśli myślisz, że jestem suką, bo nie dbam o ustawienie pięknych literek we właściwej kolejności.

Wrzucam też mnóstwo wtrąceń w języku angielskim. Lubię to. Nasz język jest piękny, ma wiele cudownych słów, ale momentami jest zbyt ułomny aby nadążyć za dynamiką zmieniającego się świata. Czasami nasze polskie odpowiedniki nie oddają w pełni sensu danego pojęcia. Przykład? Manager. No dalej, jasne, możesz go nazwać zarządcą czy administratorem, ale to chyba nie to. A spolszczenie przez “dż” jest dla mnie bardziej zabawne niż poważne. Lubię angielskie wtrącenia, bardzo dużo czytam po angielsku, czasami w tym języku nawet myślę. Ma to szereg zalet? Truizm? I don’t think so!  Dla wielbicieli nauki wrzucam link do badań opublikowanych w Psychological Science, na temat tego, że myśląc w języku obcym podejmujemy bardziej racjonalne decyzje (link). Dla mnie odkryciem było czytanie po angielsku Pisma Świętego, ale też uwielbiam czytać anglojęzyczną poezję w oryginale. Sylwia Plath jest zupełnie inna w odbiorze.

Na blogu piszę tak, jak mówię – szybko i swobodnie. Jeśli myślę jakieś słowo po angielsku, piszę je po angielsku.

Co nie znaczy, że nie kocham polskiego! To piękny język, uwielbia jak słowem bawi się Tuwim (poniżej w interpretacji świetnego tekściarza L.U.C-a ):

Lubię też zabawę słowem w wykonaniu Stachury (Fabula rasa, cudowna wręcz!). Nie wiem skąd to czepianie się zapożyczeń, kiedy Mickiewicze czy inne Słowackie doklejały wszędzie słowa po francusku czy łacinie,to było pięknie. Cóż, mnie bliższy jest Gombrowicz, Witkacy i każdy, kto słowo traktuje jak plastelinę z której można lepić, urywać i do której można przylepiać inne kawałki.

Przykład wyobraźni w zabawie słowem?

Kolejna kwestia – przecinki. Mamy zasady, dbam o nie w pracy z dziećmi, ale osobiście? Często moje myśli zwalniają tam, gdzie przecinka się nie stawia i przyspieszają tam, gdzie powinnam go według zasad wkleić. Nie wkleję. Tekst jest dla mnie zapisem myśli, nie żołnierzem wykonującym rozkazy.

Dla mojego tyłka jest obojętne to, czy przedmiot na którym siedzi nazywa się pufa czy puf. Na zajęciach z kultury języka na dziennikarstwie zmarnowałam czas na takie bzdety. Osobiście wolę zjeść banana niż banan, ale w smaku różnicy nie ma.

Jeśli przeszkadza Ci, że dorzucam słowa i zwroty po angielsku – I don’t care.

Jakie jest Twoje zdanie? Interesują mnie argumenty każdej ze stron, poza tekstami typu “kup słownik” i “bo tak”.

Będzie mi miło, jeśli zaobserwujesz mnie na :

 

Follow on Bloglovin

lub polubisz na fejsie 😉

Uściski, Ania

115
Dodaj komentarz

avatar
48 Comment threads
67 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
AniamalujeAnonimowypinkmoodlineNinazielonazuza Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Remedy
Gość

Mi nie przeszkadzają ani angielskie wtrącenia, ani literówko, brak przecinków itp. No chyba, że ktoś przegina to wtedy jest to trochę irytujące, bo np bez znaków interpunkcyjnych czasem ciężko załapać o co dokładnie chodzi autorowi. Ale jak jest ich tylko trochę? Bez przesady! Chyba ważniejsze jest to co ktoś chce nam przekazać, a nie przypatrywanie się czy każde zdanie jest napisane piękną polszczyzną i bez najmniejszych błędów.

Remedy
Gość

Haha no i sama strzeliłam literówkę na początku 😀 *literówki 😉

Nadine Natalie
Gość

Rany, ja to nie wierzę, że wszyscy znowu tacy wykształceni, żeby łapać się literówek i przecinków. Sama mam z tym problem i nie umiałam tego sensownie wyjaśnić. Właśnie mi pomogłaś: kiedy piszę, moje myśli robią przecinki w tych,a nie innych miejscach i czasem ma się to nijak do zasad języka polskiego.

I wiesz co? I don't care. 🙂

Nina
Gość

Przybijam piątkę 😉

Booklover
Gość

Studiuję anglistykę, więc angielski mnie jakoś nie razi. A wręcz jest tak jak stwierdziłaś czasami po polsku nie da się tego tak dobrze odzwierciedlić, angielski w Twoich postach nadaje taki fajny dynamizm, więc rób to dalej 🙂
A co do przecinków i literówek to chyba każdemu się zdarzają 🙂

Wiktoria Ardilla
Gość

Pismo święte po angielsku jest pisane bardzo prostym językiem, polecam uczącym się 😀
Zauważam błędy ortograficzne, ale generalnie nie lubię zwracać komuś uwagi, 'ej, weź to popraw', bo nie wszyscy to lubią. Bardziej mnie irytuje, kiedy ktoś używa niewłaściwego słowa, np 'bynajmniej' zamiast 'przynajmniej'. Ale też się generalnie nie czepiam, bo po co?

Ania Kądziela
Gość

W moim odczuciu wtrącenia w innym języku nadają tekstowi dynamiki i "barwy" i like it! 😀

Dianess
Gość

Uwielbiam Cię za ten tekst!
Zarówno w podstawówce, jak i w gimnazjum zdarzyło mi się dostać 3 za wypracowanie tylko dlatego, że robię błędy ortograficzne. Pamiętam do dziś jak pani w 6 klasie powiedziała mi, że jeżeli chodzi o treść, praca jest na 6, ale błędy są, punkty trzeba odjąć.
Staram się pisać poprawnie, wychodzi różnie, ale bynajmniej nie uważam, że jest to kwestia inteligencji 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

U mnie w gimnazjum rozdanie poprawionych dwugodzinnych wypracowań zawsze poprzedzane było komplementem od nauczycielki z polskiego, że napisałam najlepiej, jednak gdy dostawałam kartkę do ręki, a na połowie strony widniała czerwona "pała" – za błędy, to nie wiedziałam co myśleć i czuć w takiej chwili. Było to bardzo nie fer wobec mnie, gdyż jako jedynej udawało mi się zapisać 2 kartki a4 z każdej strony tekstem, w porównaniu do reszty kolegów i koleżanek z klasy, którzy pisali góra na pół strony – logiczne jest, że miałam więcej możliwości do zrobienia błędów, zniechęcało to bardzo w rozwijaniu swoich wypowiedzi. Sens naszego… Czytaj więcej »

Basia
Gość
Basia

A ja uwielbiam to, jak piszesz! Właśnie chyba dlatego, że Twój język jest taki lekki, swobodny – czuję się jakbyś stała obok i mi to wszystko opowiadała 🙂 co do angielskich słówek to też czasem lubię je wtrącać. Bywa, że brzmią bardziej odpowiednio. Ja akurat studiuję finanse a w tej branży jest cała masa dziwacznych spolszczeń, które niekiedy brzmią poprostu głupio ("strategia długiego dusiciela" ;P).A literówki? To nie Twoj problem, tylko ludzi, którzy marnują energię na wytykanie innym minimalnych błędów zamiast zająć się swoim życiem 😉 blog to Twój prywatny kawałek cyberprzestrzeni, kto chce ten czyta, kto nie, ten nie… Czytaj więcej »

M.
Gość

Gdybym miała się przejmować ortografią, przecinkami itd. to pewnie publicznie bym nic nie pisała.
Ale nie rozumiem, jak w komentarzach można to ludziom wypominać, albo jeszcze fatygować się i pisać maila!
Trzeba mieć mega nudne życie, żeby znaleźć na coś takiego czas, albo duży ładunek frustracji.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Wtrącenia obcojęzyczne bardzo często niosą niedostępną (albo dziwnie brzmiącą) treść- i używajmy ich (zwłaszcza, że to też sposób na podszkolenie się z języków obcych).Ale jak czytam, że ktoś był na workshopach (zamiast swojskich warsztatów) z rysunku, to czuję pewien niesmak. Tak samo jak ktoś na co dzień nosi outfity zamiast hmm stylizacji (które są streetowe, ale przełamane casualem)- to dla mnie osobiście (ale to moje prywatne zdanie) brzmi śmiesznie.Ortografia w dobie Internetu: samo się podkreśla ;pCo do uczniów: nie jest najważniejsze wstawianie w odpowiednim słowie o z kreską, tylko praca ("zajrzę do słownika", "spytam" czy "poczytam książkę", cokolwiek)- bo liczą… Czytaj więcej »

*Natalia*
Gość

Aniu, ortografia to nie do końca wymysł grupki ludzi, którym się nudziło i stwierdzili, że w wyrazie bułka mamy "u", a w wyrazie górka, będzie "ó".To wszystko jest uwarunkowane historycznie i całkowite usunięcie ortografii zmieniło w ogóle język, jego system. Błędy zdarzają się każdemu, nawet najlepszym dlatego nie widzę sensu czepiania się :-). Choć owszem jest druga strona medalu – piszesz dla innych? Dbaj o czystość językową. Na Twoim blogu nie widziałam rażących błędów, a przewrażliwionymi purystami się nie przejmuj. Masz swój styl pisarski, który jest charakterystyczny dla Ciebie. Sama widzisz ile ludzi Cię czyta – to się "sprzedaje" ;-).… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Abstrahując od ortografii- teraz dysleksja i dysortografia są niemodne, ADHD też. Treaz dziecku załatwia się papiery na AUTYZM.
Tak, zaburzenie, przez które wiele osób cierpi i które na stałe wpisane jest do papierologii, jest sposobem na wytłumaczenie nieuctwa.
Ciekawi mnie, co będzie dalej, łamanie kręgosłupów, żeby nie musieć wychodzić z domu?

pinkmoodline
Gość

Aż mnie zmroziło po przeczytaniu komentarza na temat "modnego autyzmu". Napisałam do niego swój komentarz, ale znów coś poszło nie tak przy logowaniu. Nie mam teraz sił i chęci jeszcze raz go pisać, ale z cała pewnością na moim blogu pojawi się wpis na temat mojego autystycznego dziecka. Aniu pozwolę sobie zacytować ten komentarz z odsyłaczem do Twojego bloga. Pozdrawiam. Vika

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Nie przeszkadza mi jak ktoś pisze na swoim blogu, to jego blog i może na nim pisać co mu się podoba. Co do błędów ortograficznych i interpunkcyjnych – nobody's perfect 🙂

Czarownicująca
Gość

Ty akurat piszesz komunikatywnie, więc mój mózg nadąża za Twoim tokiem myślowym 🙂 To jest blog a nie dzieło literackie.Ja akurat uważam, że ortografia to część, hm… dziedzictwa kulturowego? Gdyby nie pisownia, nie domyśliłabym się, że wyraz kilkaset lat temu brzmiał inaczej, przybył zza morza (ale nie moża) itp. (pomyśl o angielskim night, pamiątce jeszcze po RUNACH! to nie tylko ortografia!). Btw bardzo chciałabym się dowiedzieć, jak kiedyś odróżniało się fonetycznie U i Ó. Mój nauczyciel potrafił inaczej wymawiać CH i H i uważam, że to coś wyjątkowego i wartego kontynuacji. PS: Widzę, że pożegnałaś się z tym nowym serwisem… Czytaj więcej »

Jelenicå Wadera
Gość

Pisanie pisaniem – każdy robi to w swój indywidualny sposób, wyraża, czasem konstruuje umyślnie pewne cechy. Tekst wyraża nas, nasze poglądy i, tak jak mówiłaś, ten tok myśli. Blog, to nie książka, wszystko nie musi być idealnie dopracowane, bo on żyje. Najważniejsza jest jasność przekazu, a w razie czego można się zatrzymać i na spokojnie zastanowić nad treścią. Aczkolwiek – w gruncie rzeczy – problem z ortografią można rozwiązać w bardzo prosty sposób, zapisując głoski odpowiadającymi im znakami (nie literami!). Np. "dz" to "ʒ". Mnie tam bardziej razi sposób, w jaki ludzie się wysławiają rozmawiając. Z niektórymi nie da się… Czytaj więcej »

Laura
Gość
Laura

Zgadzam sie w 100% z Czarownicujaca. Ortografia to nasze dziedzictwo i kryje w sobie znacznie więcej niż tylko dylemat "przez jakie u". Literówki i przecinki nie przeszkadzają mi, o ile nie zaburzają odbioru tekstu, wobec braku polskich znaków jestem tolerancyjna, bo sama czasem korzystam z klawiatury, na której nie da sie pisać po polsku. Natomiast co do wtrąceń w języku angielskim – nie przeszkadzają mi na tyle, żeby obrzydzić czytanie albo posądzać autora o brak patriotyzmu, ale szczerze mówiąc nie rozumiem ich. Czym innym są zapożyczenia takie jak manager (albo menadżer – piszesz, Aniu, że spolszczony pisownia Cię razi, ale… Czytaj więcej »

Laura
Gość
Laura

Ekhm, I don't tajniak do – miało być I don't think so oczywiście. Kocham mój słownik w telefonie. 🙂 Za inne literówki tez przepraszam i za brak polskich znaków, sporo tego narobiłam niestety. 😉

Laura
Gość
Laura

U Prusa odbierałam to jako obraz czasów, w których francuski był drugim językiem dla wielu ludzi… Może blogi też powinnam tak odbierać? Jako obraz świata osoby, która najwyraźniej często używa angielskiego… Inna sprawa, że za Prusem nie przepadam i nie pamiętam go zbyt dokładnie. Argument o Mickiewiczu pewnie też dałoby mi się łatwo wytrącić. 😉Ale to, co sprawia, że nie przepadam za (nad – w moim odczuciu) używaniem wtrąceń po angielsku, to wrażenie, że mówiący używa ich, bo nie potrafi znaleźć odpowiednika we własnym języku. Choćby to nieszczęsne I don't think so – przecież można powiedzieć nie myślę/nie uważam tak,… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Mogłabyś napisać coś więcej o swojej pracy z dziećmi? Zastanawia mnie to jak udało Ci się zdobyć tak bogate doświadczenie w tak krótkim czasie. Z tego co kojarzę jesteś po licencjacie (?). Tyle się mówi, że pedagogika to prosta droga do bezrobocia i trudno się gdziekolwiek załapać. Ja sama studiuję pedagogikę specjalną i bardzo lubię, gdy wspominasz o swoim zawodzie 🙂 Ciekawa jestem, jakie masz plany na przyszłość z tym związane. Pozdrawiam 🙂

Bebe
Gość

I don't care 🙂

Szuszi
Gość

Jako studentka filologii polskiej, zaczynam widzieć, że w naszym języku jest dużo trudniejszych rzeczy niż ortografia! 😀 Fonetykę mamy naprawdę porąbaną, ale to chyba będzie takie moje zboczenie zawodowe…
Nie znoszę, gdy ktoś robi duże błędy (nie literówki, tylko takie typu dópa). Ale jakieś drobne mi nie przeszkadzają i też nie poprawiam nigdy takich "luźnych" tekstów, z tych samych powodów co Ty 🙂

Szuszi
Gość

ej, ale to jest ciekawe, naprawdę! tylko… skomplikowane 😀

Jelenicå Wadera
Gość

Taka wiedza pomaga przy przystosowaniu wymowy do zawodu. Nie każdy po filologii zostaje nauczycielem polskiego (można iść na różne specjalizacje, np. edytorstwo czy oligofrenopedagogikę), ale aby móc zabrać się za cokolwiek, najpierw trzeba wiedzieć, jak to działa, mieć warsztat. Nawet osoby, które korygują teksty, powinny znać podstawy wymowy znaków korygowanych. Natomiast osoby pracujące z dziećmi (poloniści i cała reszta gremium), dzięki takim umiejętnościom, potrafią świetnie przekazać dane tematy, wzbudzają zainteresowanie, a także w porę mogą zauważyć niestosowności u swoich podopiecznych. Osobiście sama dostaję spazmów, kiedy ktoś – bo tak szybciej i łatwiej, podobno – nie domyka słów i z formy… Czytaj więcej »

Jelenicå Wadera
Gość

🙂

Daisy K
Gość

Nawet nie zwróciłam uwagi na jakieś literówki, słowa anglojęzyczne czy przecinki. Nie wchodzę tu po to żeby sprawdzać komuś błędy, chyba że pisze tak że go nie rozumiem nawet zatrzymując dłużej wzrok, wtedy co innego. Mądry post. 🙂

MalinowaPanna
Gość

Borze śfienty, co za menda wysyła taki bezczelne wiadomości!
Ja lubię jak piszesz, a jak dla mnie, ewentualne literówki utwierdzają mnie w przekonaniu, że po drugiej stronie siedzi żywa osoba, a nie jakiś robot!

ania notuje
Gość

Literówki mnie drażnią kiedy utrudniają mi w odbiorze tekst (albo całkiem nie zmieniają sensu). Podobnie z przecinkami. Błędów ortograficznych nie trawię, bo zatrzymują mnie podczas czytania. Wygląd słowa jest "inny" i mój mózg nie może go łączyć z daną treścią. A wtrącenia ang? Dopóki je rozumiem jest ok 😛

Izabela
Gość

Zgadzam się ze wszystkim co napisałaś, idealnie to ujęłaś!

Seira
Gość

To normalne, że ludzie używają obcojęzycznych wtrąceń. Bez tego język się nie rozwija. Denerwuje mnie to, kiedy ludzi wkurzają się że ktoś używa obcojęzycznych słów, bo przecież mamy swój język…ludzie nawet nie zdają sobie sprawy, jak nasz język ewoluował od ZAWSZE, pierwotnie przypominał czeski 😉 albo weźmy łacinę – Akwarium. Po łacinie identyczne, tylko z q. Albo francuski – mamy setki słów przekształconych z francuskiego. Przypomnijcie sobie sarmatów. Język się rozwija, dlaczego mamy dyskryminować angielski? W j. niemieckim co drugie słowo ma naleciałość z angielskiego i ludzi to nie denerwuje. No bo wyobraźcie sobie zamiast Komputer używać słowa Großrechner? I… Czytaj więcej »

LandOfLaces
Gość

Po pierwsze – miałam wrażenie że przez chwilę komentarze u Ciebie pojawiały się odwrotnie niż wszędzie i pomyślałam "o nie, będę musiała czytać od końca na odwrót, nie lubię!" Na szczęście już wszystko w normie 🙂Po drugie – skoro pytasz: Większość literówek i dziwne umieszczenie przecinków, oraz grube ortografy zwykle wyłapuję. Od niektórych błędów zęby mi cierpną 😉 (dziwne uczucie) Tak już mam. Jak nie wiem, jak coś się pisze – piszę obie wersje i widzę która mi wygląda normalnie. Rozumiem, że dys…cośtam tak nie mają i nie "widzą" w ten specyficzny sposób?Kiedyś mnie to bardzo irytowało i zwracałam uwagę.… Czytaj więcej »

LandOfLaces
Gość

Ps. Pierwszy raz w życiu przekonałam się, że komentarze mają limit znaków! 😉

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Z ciekawostek jestem dyslektykiem który wygrywał konkursy ortograficzne na poziomie wojewódzkim.
Ja uważam że te wszystkie dys są kwestią nieróbstwa osób które "chorują". Jednym przyswojenie zasad ortografii zajmie chwilę a drugim "dłuższa chwile" ale nie można tak sobie stwierdzić jestem dysortografikiem i nic nie muszę z tym robić….

Seira
Gość

A, i dodam jeszcze – ludziska myślą, że angielski jest taaaki prosty (to, co uczymy się w szkołach może i tak, ale polecam pogadać ze studentem anglistyki albo po prostu wyjechać pomieszkać do Anglii, idiomy w toku nauczania są prawie że pomijane, a Anglicy używają ich na co dzień, przez to czasem trudno ich zrozumieć), więc jeżeli ktoś używa go jako wtrąceń, to jest prostakiem. Jakby ktoś używał by np. francuskiego, uznany by został za inteligenta, a jeżeli np japońskiego, to za świra. Schematy i uprzedzenia wszędzie 😀

Coś Szykownego
Gość

sama dużo piszę i najczęściej tak jak Ty myślę szybciej niż ,,klawiatura":) podoba mi się bardzo forma twoich wypowiedzi na blogu- lubię je czytać ponieważ masz niepowtarzalny styl i podobają miśe wszelkie wstawki obcojęzyczne – nadają charakteru:)
fuck all fools!:D:D ups 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Prawdę mówiąc, ja też nie lubię wtrąceń w języku angielskim, ale toleruję to, że komuś one pasują i właśnie tak chcą formułować swoje wypowiedzi. Nie uważam, żeby język polski był ubogi, albo nie nadążał. Wiadomo, że wszystkie oklepane tekściki (te "wstawki", które też piszesz) nie brzmią po polsku tak dobrze/"fajnie", bo przyjęły się właśnie po angielsku. Nie używam tych wstawek, ale myślę, że wyłapuję, jaki efekt chce uzyskać osoba, która powie lub napisze: Seriously? zamiast: Naprawdę? już nie zabrzmi tak samo. To straciłoby sens i nie byłoby tego samego efektu, ale… wiesz o co mi chodzi? Ja po prostu nie… Czytaj więcej »

ofetowa
Gość

Literówki i przecinki nie przeszkadzają mi zupełnie, pod warunkiem że literówka nie występuje w co drugim słowie a pół strony tekstu nie jest jednym zdaniem bez żadnego przecinka. Wtrącenia angielskie – uważam że często znacznie lepiej oddają to co chcemy przekazać. Chociażby właśnie "I don't care", "come on" czy wszystkie formy i odmiany WTF. Błędy ortograficzne, te proste typu mószę, żeka czy rzaba, już mi przeszkadzają bo często muszę sobie na głos takie słowo przeczytać żeby "załapać" co autor miał na myśli.

Em
Gość

Zawsze, ale to zawsze staram się dbać o to, jak piszę. Szanuję słowa, marzę o perfekcyjnej znajomości interpunkcji i ortografii, denerwuje mnie literówka i brak dużej litery, tam gdzie powinna być. Denerwuje mnie nawet jednoliterowe słowo na końcu zdania, więc jeśli mogę, to w dokumentach używam twardej spacji. Ech, co ja mówię, czasem denerwuje mnie nawet dodatkowa spacja. Taka jestem, perfekcjonistka w sprawach pisemnych (i wielu innych). Jednym będzie się to podobało i poklepią mnie po plecach, inni pewnie uznają to za sztywne (chociaż uważam, że mój styl pisania jest na poły gawędziarski). ALE, jeśli chodzi o czytanie kogoś, nie… Czytaj więcej »

rocktechnika
Gość

Ja sama, choć mój angielski jest kiepski (bardzo nad tym ubolewam), łapię się na tym, że jakiś zwrot w tym języku pasje bardziej, niż po polsku. Usilne tłumaczenie ne polski często powoduje, że traci się pierwotny sens – widać to chociażby w tytułach filmów ("Die hard" = "Szklana pułapka"? – od razu przypomina mi się ten tekst: "Live hard, love hard, die hard – żyj mocno, kochaj mocno, szklana pułapka" :)). I choć staram się o poprawność w moim pisaniu i mówieniu (a wielu zasad nadal nie znam!), to dość szybko przestało mi przeszkadzać to, że ktoś pisze niepoprawnie, robi… Czytaj więcej »

Panda
Gość

jej, ludzie czepiają się takich bzdur. Jezeli nie mają już mądrych argumentów to najlepiej jest jest kogoś obrazić, wytknąć mu nic nie znaczący błąd.Z moim gwałceniem języka (bardzo spodobala mi sie ta fraza) jest tak że często coś przekręcam, i w mowie i piśmie, przecinki są dla mnie przystankiem na zaczerpnięcie oddechu, nie przestrzegam sztywnych reguł, tworzę neologizmy, których używam na potęgę i często wtrącam coś po angielsku, bo tak. Jak napisałaś sam Mickiewicz używał makaronizmów i wtedy dzieło było piękniejsze, czy coś. kiedy coś co mówię zaczyna mnie irytować (tak bylo np z "co tu pisze?") to poprawiam się.… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Co do tego, że myśląc w języku obcym podejmujemy bardziej racjonalne decyzje, ciekawy jest też fakt, że mówiąc w innym języku zyskujemy nową osobowość. Kiedy mówię po angielsku jestem przebojowa i pewna siebie, a kiedy mówię po japońsku jestem niesamowicie miła, uprzejma i pomocna. Polskojęzyczna wersja mnie nosi w sobie za dużo traum z przeszłości, z którymi jeszcze nie zdążyłam się uporać.

Olga Cecylia
Gość

Nie przyszłoby mi do głowy, żeby pomyśleć, że jesteś SUKĄ, bo robisz literówki… Wszyscy jesteśmy ludźmi, a errare humanum est. Dużą tolerancję mam dla błędów językowych popełnianych w codziennych rozmowach (sama przecież takie robię, to nieuniknione) czy "na żywo" w internecie. Jestem również tolerancyjna wobec błędów przypadkowych czy takich, które wynikają z dysfunkcji. Przykładowo, przecinki – to jest trudna rzecz, w wielu przypadkach kwestia wyczucia. Albo literówki – no kurczę, zdarza się każdemu. Albo homonimy – też łatwo pomylić, zwłaszcza jeśli człowiek pisze szybko, żeby myśl nie umknęła. Ale już dziennikarz czy pisarz nie powinien robić błędów albo mieć dobrego… Czytaj więcej »

Magda 3-styles City
Gość

Lubię jak tekst jest napisany ładnie, poprawnie i bez błędów jakichkolwiek. Na innych blogach błędy widzę, ale póki nie są rażące i nie wynikają z olewactwa i braku szacunku do czytelnika, nie zwracam na nie uwagi. Bo i po co? Liczy się tekst i przekaz, a nie jakieś literówki. Sama staram się też tak pisać na swoim blogu. No właśnie. Staram się 🙂 Robię błędy jak każdy, ale się pilnuję. Dzięki temu sporo się nauczyłam o języku polskim. Planuję też cykl wpisów o tym jakie błędy językowe popełniałam kiedyś :). A jeśli chodzi o angielskie wtręty i zabawę słowami… please…… Czytaj więcej »

maxcom
Gość

Wreszcie ludzkie podejście do bloga. Czasem wydaje mi się, że tak dążymy za doskonałością bloga, że nie dopuszczamy niczego co ludzkie – nawet błędów. Każdy się myli. Mi nie działa podkreślanie błędów, więc nie widzę literówek jedynie te co sama zobaczę.

Subiektywna Vera
Gość

Myślę, że znacznie gorszym zjawiskiem od "Twojego gwałcenia" poprzez wtrącanie angielskich słówek jest używanie polskich wulgaryzmów. Przyznaję, że sama dość często zdarza mi się je użyć i to uważam za większe "pogwałcenie" języka.

Toyad Mordovnick
Gość

"Kurwi łepek"..? Aha. Nie ma to, doprawdy, jak dźgać w porządnych ludzi oszczerczym paluchem, stojąc po kolana w rynsztoku.
Język jest czymś fascynującym. Uwielbiam żonglowanie językiem w twórczy sposób, interesujące neologizmy, niektóre zapożyczenia, a nawet siarczyste wulgaryzmy – o ile stosowane oszczędnie i w sposób uzasadniony (tzn. dla wzmożenia ekspresji). Rażące, uporczywe błędy wynikające z niedbalstwa i ignorancji mnie zawsze drażnią. Wszelkie inne, jeśli nie zakłócają ogólnego przesłania wypowiedzi, toleruję.

.biemi
Gość

Moim zdaniem języka nie kaleczysz dwa składasz tak zdania, że wszystko z łatwością się czyta. Ja przez lata swojej edukacji zaczynając na podstawówce kończąc na liceum miałam problem z pisaniem. Ba pisząc prace dyplomowe to była dla mnie niezła gratka. Dlatego też założyłam bloga ku przełamaniu swojego stereotypu, że nie potrafię pisać. Wychodzi to z różnym skutkiem – również zjadam litery, nie trzymam się interpunkcji. Rzadko sprawdzam swoje teksty. Zwykle sprawdzanie kończy się jeszcze większą paplaniną i brakiem jasności w moim tekście. Nie drażnią mnie wstawki w języku angielskim bo go znam – zapewne jak by były po niemiecku czy… Czytaj więcej »

zielonazuza
Gość

'Ba pisząc prace dyplomowe to była dla mnie niezła gratka.' WTF??!

Hararo
Gość

Chyba muszę spróbować czytać Sylwię Plath po angielsku, bo naprawdę uwielbiam jej wiersze, a skoro mówisz, że po angielsku są jeszcze lepsze to warto sprawdzić 🙂
Co do tematu to mi osobiście żadna z rzeczy, o których piszesz nie przeszkadza o ile dana osoba tego nie nadużywa. Mi samej zdarza się zapomnieć gdzieś przecinka czy popełnić jakiś błąd ortograficzny, więc tego nie piętnuje, ale wtrącenia w języku angielskim bardzo mnie irytują.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Ja miałam od zawsze problem z poprawnym pisaniem, jednakże pani nauczycielka była zadowolona z treści zawartej w eseju czy innym tekście pisanym. Lubię, kiedy są wstawki słowne w innym języku, bo COŚ się dzieje, nie jest nudno i jest to dobry sposób na pobudzenie myślenia u czytelnika 🙂

Safona
Gość
Safona

Piszesz ciekawie,zabawnie i nie przeszkadzają mi wtrącenia w j.angielskim.Literówki, drobne błędy(nie zauważyłam) też nie:)Sama nie lubię zasad interpunkcji.A jednak uważam, że cała ta gramatyka itd. jest potrzebna.Bez tego j.polski nie będzie już tym samym pięknym językiem.W dodatku jeśli spłycimy język spłycimy też własne przemyślenia.Świetnie to jest opisane w "mechanicznej pomarańczy".

megirosa
Gość

Obcojęzyczne wstawki zupełnie mi nie przeszkadzają, czasem tylko uważam, że dają nieco komiczny efekt 🙂 Natomiast błędna ortografia, interpunkcja (na dużą skalę oczywiście) czy błędy w stylu wymienionego gdzieś wcześniej "bynajmniej" owszem. Zupełnie też nie rozumiem oburzania się niektórych osób na zwracanie im uwagi. Ja wszystkie uwagi, które kiedyś usłyszałam na temat mojego sposobu wypowiedzi traktowałam jako dobre rady. Wolę, żeby ktoś mi zwrócił uwagę niż żebym miała nigdy nie wiedzieć, że np. takie "w każdym bądź razie" jest błędem. Oczywiście mówię tu o kulturalnym zwracaniu uwagi, jak również nie stawianiu formy nad treścią. Często w Internecie spotykam się z… Czytaj więcej »

Ola O.
Gość

Bardzo fajne podejście 🙂 Mam wrażenie że w tej chwili takie wtrącenia.. szczególnie angielskie stały się codziennością często teraz słyszy się T-shirt zamiast bluzka itp… to po prostu część naszego świata.

Kasia
Gość

To ja powiem tak: kiedy czytam bloga o tematyce poważnej, strasznie razi mnie niechlujstwo językowe. Blogi tematyczne, gdzie treść ma największe znaczenie, blogi z których można czerpać jakąś przydatną wiedzę itd. Skoro porywasz się na pisanie poważnego bloga i spodziewasz się poważnych czytelników – szanuj ich i pisz poprawnie. Zwłaszcza, że istnieje możliwość automatycznego sprawdzania tekstu. Chociażby w WORD-zie. Kiedy czytam bloga, na którym dominują fotografie, a tekstu jest raptem jedno-dwa zdania, oczekuję poprawnej pisowni. Kiedy ktoś pisze kilkanaście wyrazów, chyba nie jest problemem, żeby sprawdził, jak ten tekst wygląda? Kiedy czytam bloga luźnego, na którym jest trochę tego, trochę… Czytaj więcej »

Joanna
Gość

A ja lubię język polski i wszystkie jego dziwnostki takie jak ortografia. Wiadomo, że język dąży do uproszczenia, ale mam nadzieje, że nie dożyję dnia kiedy pozbędziemy się np. ortografii i odmiany rzeczowników. Wiadomo, że na co dzień nie jestem mistrzem mowy polskiej, ale kiedy siadam do pisania to staram się jak mogę, żeby było idealnie. To samo zresztą z angielskimi wtrąceniami – kiedy mówię używam ich bardzo często (za często, ale ciężko jest się tego pozbyć) ale jednak kiedy piszę uciekam się do nich tylko wtedy kiedy są absolutnie niezbędne. Irytują mnie blogowe teksty w których co drugie słowo… Czytaj więcej »

Bilib World
Gość

Bardzo mądrze to ujęłaś. Sama nie jestem jakimś mistrzem ortografii, interpunkcji czy stylistyki. Wręcz przeciwnie, wiem, że mam z tym problem. Zanim zamieszczę tekst na blogu staram się go sprawdzić właśnie pod względem błędów ortograficznych czy interpunkcyjnych. Lubię konstruktywną krytykę, która motywuje mnie do zmian na lepsze. Jednak uwagi typu "kup słownik, matole" same świadczą o poziome intelektualnym komentującego. Nie sztuka komuś wytknąć błąd, ale sztuką jest wytłumaczyć dlaczego powinno być tak a nie inaczej, a tego krytykantom już się nie chce. Natomiast bardzo podoba mi się zabawa słownictwem i słowotwórstwo. Komponowanie takich zwrotów, które może i nie istnieją w… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Nie toleruję angielskich wtrąceń. Tych wszystkich "sales" w sklepach, czy – i tu mnie trafia – haseł po angielsku w reklamach. Zawsze wtedy zastanawiam się jak bardzo ograniczony jest ten, kto taką reklamę zaakceptował. Zmałpowane bez odrobiny myślenia.
mmena

illonky
Gość

Tak siedzę sobie i się zastanawiam, o co tym wszystkim ludziom chodzi? Ja często widzę na blogach literówki, czy wręcz byki, ale jeśli już mam zwrócić komuś uwagę (kto poświęcił ileś swojego czasu na opracowanie jakiegoś tekstu) to raczej w sposób kulturalny. Jak, nie jestem w stanie tego pojąc, ani ogranąć, jak można napisać do kogoś "w kurwim łepku". No słów mi brakuje, poważnie, zdarza mi się to czasem, ale rzadko. Nie wiem co taka osoba ma w głowie – trociny? Pajęczynę? A tak przy okazji, to coś mi się zdaje, że powinno być łebku od łba? Ale co ja… Czytaj więcej »

M.Ortycja
Gość

przyznam się, że nieraz mnie irytuje wtrącanie angielskich słów, denerwuje mnie np. że słowo "cielisty" zastąpiło "nude", że sportowcy nie robią sobie "dnia odpoczynku", tylko "dzień restu", nie ma już nadruku czy wzoru, tylko "print". irytuje mnie to z tego względu, że mamy na te słowa polskie odpowiedniki, znaczące to samo i wcale nie gorsze… za to właśnie angielskie zwroty lubię i czasem też wtrącam do swoich notek… nie znajduję na przykład soczystego polskiego odpowiednika angielskiego "what the fuck?" czy np. zwrotu "come on!"… trochę hipokryzja z mojej strony, ale cóż.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Co do wcześniejszych komentarzy na temat osób z dysfunkcjami – bardzo mnie boli system szkolnictwa i zachowanie dorosłych ludzi. Tak, DOROSŁYCH. Mam młodszego brata który ma stwierdzoną dysgrafię i jest w tracie stwierdzania u niego dysleksji. Ma również stwierdzone ADHD w stopniu lekkim. Chłopak od przedszkola już dawał sygnały że odstaje pod tym względem od innych. Tak stwierdziła przedszkolanka i zaleciła obserwację oraz wizytę u specjalisty. U specjalisty był, zostało stwierdzone ADHD i dostał leki na uspokojenie (czego kompletnie nie rozumiem, bo dziecko na co dzień żywe, rozgadane, a po lekach zachowywał się jakby go nie było). W szkole podstawowej… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Bo z dzieckiem trzeba usiasc i pociwczyc. Zasady nie sa latwe, jest ich duzo ale mozna sie tego nauczyc. I nie mowicie mi, ze sie nie da. Wiekszosc dzieciakow ma papierki, bo mamusia zalatwila. I mowcie co chcecie ale nie sadze, by w czasie 20 lat sie tyle na swiecie zmienilo. za moich czasow- 80-90 lata malo kto mial naprawde problemy z pisownia. Byly takie osoby ale byly w duzej mniejszosci a teraz? Moj dzieciak ma to, moj ma tamto. A figa. Zamiast seriali to siadaj na tylku z dzieckiem i cwicz. Co do ocen. ja pisalam poprawnie, gramatycznie, dobry… Czytaj więcej »

Previous
Czy można mieć ZBYT zuchwałe marzenia?
Dlaczego gwałcę język