Wiele rzeczy w życiu myli! Na zdjęciu jestem szczęśliwa, serio. Było ciepło i miło, napoiłam i wygłaskałam pieska, zjadłam coś pysznego.
Często też krzyżuję ręce i nogi, ale nie jestem wtedy „zamknięta” albo „znudzona”, tylko wyrównuję sobie ciśnienie, bo mam niższe a tak czuję się lepiej 😉
I tak samo cudowne insta życie też jest mylące🤭. Ludzie pokazujący swoje sukcesy nie pokazują upadków i nieudanych działań (nie dziwię się, „propaganda sukcesu” bardzo dobrze sprzedaje!). Insta laski trudniące się prostytucją nie pokazują co muszą robić za te torebki,  buty i podróże.
Szczęśliwe mamy „wszystko jest kwestią organizacji” nie pokazują swojej frustracji gdy dziecko zwymiotuje na ostatnie czyste śpioszki.
Ja sama bardzo dbam o to co pokazuję, a czego nie. Nie chodzi o to, że nie jestem prawdziwa (bo jestem), po prostu moje życie to nie Big brother ;)
Wybieram się do Azji solo, więc nie będę wrzucać stories w czasie rzeczywistym. Nie chcę też siedzieć z nosem w telefonie, wolę sobie na godzinkę usiąść w hotelu i dorobić napisy do relacji. Trochę szukam zatem nowej formuły!
Dajcie znać czyje stories najbardziej lubicie, szukam świeżych inspiracji.
Moje aktualne top 3 to:
1. @szafasztywniary - nie potrzebuje 10 kafelków by powiedzieć „sto lat!”, merytorycznie, ze spokojem
2. @kasia_coztymseksem - Kasie śledzę jeszcze od czasów gdy nie opowiadała na insta o seksie i wiem, że bardzo potrzeba kogoś takiego w Polsce!
3. @evrdtrp - uwielbiam merytoryczne i fajne storiski z podróży❤️
Tych osób jest oczywiście dużo więcej, ale takie aktualne top3 stories w które klikam to właśnie te!
Dajcie znać kogo warto oglądać! Od razu mówię - nie lubię dram, ludzi o agresywnym tonie, filtrów „upiększających” ludzi i widoczki, i „smacznej kawusi”😁 Lubię ludzi konkretnych!
Kto wzbogaca Twoje chwile na insta?

#wakacje #podrozemaleiduze #lato #urlop #blogipodroznicze #blogpodrozniczy #travelpassion #relaks #motywacja #travelstagram #wspomnienia #grecja #korfu #kerkira #greece #girlswhotravel #polishtraveller #girlswhoexplore #collectmoments #mytravels #wearetravelgirls #traveljournal #girlslovetravel

Wiele rzeczy w życiu myli!...

Pytacie, czy nie boję się do Azji sama. Jasne, że się boję! Może nie w tym sensie, że jestem przerażona, ale czuję dreszcz niepokoju. Na bank się któregoś dni rozpłaczę, bo coś mi nie wyjdzie😉 na bank a chwilę później będę się z tego śmiała!
Już na starcie robię to źle, bo zamiast spakować się w plecak (potrafię!) jadę z walizką, bo chcę odwiedzić kilka osób i przywieźć im z Polski rzeczy, za którymi tęsknią i których im brak.
Ja w ogóle mam 2 stany (oba w 100% prawdziwe!). W jednym z nich z łatwością poznaję ludzi, jestem otwarta i znajduję nowe przygody, w drugim moje spojrzenie mówi „Idź stąd”. Czasami zadziwia mnie jak szybko potrafię się pomiędzy nimi przełączać! 
Myślę, że będzie fajnie, bardzo potrzebuję takiego czasu dla mnie! Już jaram się na myśl o tym, że będzie mi się w tym wilgotnym powietrzu doskonale oddychać. Na myśl o pysznym jedzonku i porządnych masażach!
Zrezygnowałam na ten moment z Myanmaru i prawdopobnie będzie to Pekin(na chwilę!)- Bangkok-Koh Chang- Bali i na koniec dwa tygodnie w Wietnamie. Zacznę z dołu, ruszę w górę. Znając mnie - zmienię pewnie plan z 10x ;) I spoko, na tym polega zabawa, nie biorę życia już tak bardzo serio, staram się bardziej z niego korzystać, mniej się spinać. Dlatego teraz wskakuję do wanny pełnej piany, zapalam świeczki i pora na totalny relaks🥰

Wyobraź sobie, że problemu w stylu brak urlopu/kasy/towarzystwa/z kim zostawić psa/ nie znam języka nie istnieją. Jest czarodziej, robi plum i ich nie ma🧙🏻‍♂️. Gdzie w tej sytuacji chcesz pojechać? Co robisz, gdy nic cię nie ogranicza?☺️ Daj znać!
#podróże #podróżemałeiduże #wakacje #lato #azja #travelphotography #travelgirl #girlswhotravel #solotravel #langkawi #malaysia #malezja

Pytacie, czy nie boję się...

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na szpilkach czy chłopak odpisze- wyłącz te cholerne powiadomienia! Za każdym razem jak słyszysz charakterystyczny dźwięk🔔, uwalnia się kortyzol a ty masz reakcję stresową. A potem i tak jesteś rozczarowana, że to 20% rabatu na sandały, a nie książę z tindera💁🏻‍♀️ PLUM-stres-PLUM-stres-PLUM-stres - zwariować można!
Plus może warto przemyśleć, czy to właściwa relacja? Nie fajniej dostawać niespodziewane wiadomości od których się rumienisz, niż czekać aż ktoś odpisze?
Oczywiście dotyczy to relacji nazwijmy to... romantycznych, nie takich bez zobowiązań!😉 Piszę o tym przy okazji zadania numer 16 w ramach wyzwania. Dopóki nie oddałam tej działki mojemu przyjacielowi i menadżerowi @troyann (takie 2w1 bywa wygodne!), cały czas byłam w trybie stand-by czekając na umowę, ustalenia, akcept, dalsze negocjacje. Piątkowy wieczór, daleka podróż - wieczny podryg na dźwięk powiadomienia, bo może to akurat to, na które czekam... Zawsze na jakieś czekałam!😏
Maciek przekonał mnie w Gruzji, bym się ich pozbyła. Na bieżąco migają mi tylko podczas korzystania z instagrama, co jest wygodne, szczególnie gdy odpowiadam na pytania do wyzwania. Ale uwolniłam się od maila! Lubię kontakt z Wami, ale z umiarem!
Prawie w ogóle nie odpowiadam już na messengerze, jeśli mam do kogoś coś pilnego - dzwonię lub piszę SMS. Wiem, że jeśli ktoś będzie miał coś pilnego do mnie - też wybierze taką formę!
I jasne, pierwszą rzeczą, którą kupię w Bangkoku będzie karta SIM i internet (ostatnio też tak było🙈), ale zrobię to by ogarnąć transport i nocleg, a nie by sprawdzić czy przez moją nieobecność w sieci świat czasem nie spłonął ;) Jeśli nie jesteś gotowa na krok o którym mówię, pomyśl o tych wszystkich razach, gdy czekałaś na kuriera z paczką i specjalnie nie wychodziłaś z domu, a on cię olał i zostawił paczkę w punkcie, albo napisał, że przyjedzie jutro🙄
Dziewczyno! Życie Ci przelatuje przez palce na tym czekaniu!
Napisałam to pod wpływem wiadomości z uczestniczką wyzwania, której smartfon przyrósł do ręki bo wiecznie czeka! ;) zdjęcie zrobiłam 3 lata temu po Azji, kojarzy mi się z wolnością!
#szczerze_pisząc #motywacja #wyzwanie #aniamaluje #powiadomienia #stres

Dziewczyno, jeśli czekasz jak na...

Nie wiem jak szybki musiałby być aparat, aby uchwycić ten uśmiech na mojej twarzy😅 niestety mam domyślny bitch face, co nie znaczy, że odpowiada on temu co dzieje się u mnie w środku ;). Faktem jest jednak, że ludzie zawsze zauważają „ty się uśmiechasz” gdy się uśmiecham, bo jak ten uśmiech długo jest na mojej twarzy, to znaczy, że jest mi dobrze i błogo.
Ale dzisiaj to się śmieję cały dzień🤣 Nie dość, że wszystko mi fajnie wyszło, to jeszcze rozbawiły mnie do łez wasze wiadomości o tym, co dziwnego zrobiłyście podczas PMS🤪. Chodźcie na stories, jest fajnie! (Serio ten uśmiech jest rzadki, nie umiem się tak uśmiechnąć sztucznie, musi być totalnie autentyczny!)
#aniamaluje #szczerze_pisząc #zamioculcas #plantlady #crazyplantlady #pms #blogerka #uśmiech #radocha #frajda

Nie wiem jak szybki musiałby...

Ależ ja miałam od kilku dni podły humor! Niczym kiepski detektyw chwytałam się banalnych tropów, jak osłabienie i rozdrażnienie po chorobie, ciśnienie, pełnia księżyca, zły stan powietrza... Ten stan narastał od kilku dni, a ja miałam takie „wtf, o co ci chodzi dziewczyno?” Wszystko w życiu idzie jak trzeba, niektóre rzeczy nawet lepiej, skąd ten nastrój?
Zrzuciłam wszystko co mi leżało na wątrobie i co mnie gniotło w różnych sytuacjach, ale nie pomogło.
W życiu bym nie wpadła na to, że z opóźnieniem trzepnęła mnie książka i czytanie o szalenie skomplikowanej sytuacji w Myanmarze (Birmie).
Tak już czasami mam, że reaguję z opóźnieniem. 
Czasami zadziwia mnie z jaką lekkością jednego dnia przeżywam frustrację, bo w żaden sposób nie mogę spuścić napięcia, a drugiego mam wyborny humor, uśmiecham się szeroko i zaśmiewam z prymitywnych memów.
Tylko czemu zawsze to uwolnienie przychodzi wtedy, gdy pozwolę sobie na te brzydkie emocje i przestanę z nimi walczyć?
Pewnie z tego samego powodu, dla którego ludziom wychodzi podryw gdy odpuszczą, a nie desperacko próbują bardziej.
Ale mi teraz dobrze po pozbyciu się tego dziwnego ładunku! Uczucie jak zdjęcie niewygodnych butów po całym dniu! Albo jak dobiegnięcie do domu i zrobienie siusiu po godzinie wstrzymywania resztką woli🙃

Super ważna lekcja dla mnie: bardziej poddawać się falom, nie walczyć z nimi, bo się utopię!

#tajlandia #thailand #podróże #podróżemałeiduże #aniamaluje #szczerze_pisząc

Ależ ja miałam od kilku...

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1 czy 2? I tak się zawsze kończy z nogami na ścianie🤣, ale taka mała refleksja, którą chcę się podzielić - jestem z siebie dumna! Kiedy bardziej chorowałam, wymyśliłam sobie, że muszę mieć w życiu coś, co da mi niezależność i pozwoli zarabiać nawet wtedy, gdy ja nie będę w stanie pracować. Aż do wczoraj nawalało mnie gardło, więc napakowałam czas spotkaniami towarzyskimi i nawet wciągnęłam serial, bo z pracką mimo chęci to jakoś nie szło. I super czuję się z tym, że:
- MOGŁAM.
Nie żyję bez poduszki finansowej, mogę powiedzieć sobie - Ania, teraz nie pracujesz, zluzuj
- nic nie robiąc* i tak zarabiałam. Moja wydana w 2013 książka, której w ogóle nie promuję bo mi się już nie podoba(!) jak co roku złapała się w styczniowe flow i dała mi hajs. 
I to jest super rzecz, za którą jestem bardzo wdzięczna, bo i tak pozwalam sobie na miesiąc w Azji (podczas którego nikt nie zwolni mnie z płacenia za mieszkanie itp), a tutaj niemiłe niespodzianki nie niszczą mojego komfortu.
Ogromnie mnie to cieszy, bo wiem, że wiele osób „nie może sobie pozwolić na L4” z grypą, bo niższa pensja oznacza kłopoty finansowe a normalnie jest na styk😪O ile w ogóle są ubezpieczonymi szczęśliwcami na etacie!
Cieszę się, że udało mi się od tego uchronić! *przesadziłam z tym „nic nie robiąc” bo believe me or not - pytania do wyzwania i wyzwanie sprawiają, że siedzę na IG 5h dziennie😰 ale robię to za darmo i od siebie, nigdy nie prosiłam o patronite itp, więc still - nie robię w styczniu nic zarobkowo.

Cholernie mnie to cieszy, że mam komfort życia bez strachu i chociaż nie zarabiam bardzo dużo, to mogę sobie pozwolić na luksus chorowania.
I przeraża mnie, że w 2020 chorowanie stało się luksusem. 
Strasznie! 
#aniamaluje #szczerze_pisząc #książka #czytam 
#parisvibes #neutralstyle #styledujour #lookdujour #parisstyle #classicstyle #womenwithstyle #theparisguru #frenchvibes #parismood #modeaparis  #aestheticlypleasing #aestheticoutfit #postitfortheaesthetics #ootdsubmit #darlingdaily

Którą Anią dzisiaj jesteś? 1...

Czy nie możemy próbować być TROSZKĘ lepsi bez tej całej napinki?
Bez zawstydzania nastolatek na utrzymaniu rodziców, że nie mają każdej jednej rzeczy eko i zero waste i w ogóle instagramowa policja approved?
Bez wytykania komuś lotu na chrzciny kuzynki, bo ślad węglowy i straszne zło?
Komuś, kto zaczął przygodę z byciem wege, że robi za mało?
 Nie podoba mi się napinka wyzwalająca poczucie, że jeśli stać cię tylko na malutki kroczek, to jesteś ZŁY I NIEDOBRY. Nie jesteś!
Wrzucając  jakieś linki do swoich starych tekstów (powiedzmy do 2016) często zaznaczam: dzisiaj napisałabym to inaczej. Dlaczego? Bo jestem bardziej empatyczna i rozumiejąca, złagodniałam. Nie lubię rewolucji, wolę łagodną ewolucję i dojrzewanie do zmian. Dlatego chociaż sercem jestem np. za bardziej eko, tańszymi i zdrowszymi (może za rok ukażą się badania, że jednak nie!) kubeczkami menstruacyjnymi, to nie wyobrażam sobie zawstydzania kobiet, dla których ten krok to za dużo. Bo mogę edukować i wyjaśniać, ale jestem za wyborem. I rozumiem gdy jest inny niż mój!
Tak samo jak rozumiem, że ktoś kupi bikini za 50 zł, na aliexpress zamiast takiego samego za 150 w sieciówce, bo ma ogólnie po opłaceniu wszystkiego 400 zł w budżecie i o takim szytym w Polsce w duchu eko to może pomarzyć. 
Chciałabym abyśmy bardziej próbowali się rozumieć, a mniej oceniać i osądzać. Pokaz innym jak żyjesz, zainspiruj do czegoś fajnego, ale nie wywołuj poczucia, że jest gorszym człowiekiem. Po co?
Nie zawsze da się wybrać idealnie, warto pomyśleć, że inni dokonują najlepszych wyborów jakich potrafią.
#noshame #aniamaluje #szczerze_pisząc #piesek #dogsofinstagram #wakacje #lato #toniemojpies #niestety

Czy nie możemy próbować być...

Jakiś czas temu wróciłam do robienia sobie autoportretów. Kiedyś dawało mi to frajdę, potem uznałam za dziecinne i głupie. Dzisiaj uważam, że dziecinne to jest nazywanie rzeczy przynoszących frajdę dziecinnymi🙃

Gdyby nie samowyzwalacz i kilka serii, to pośród kilku całkiem niezamierzonych sexy póz, nie znalazłabym tej! Perełka🤣
Mama całe dzieciństwo mi mówiła: usiądź jak człowiek! 
Dzisiaj to samo mówi mi fizjoterapeuta. A moje nogi plączą się na przedziwne sposoby i na krześle i na tym legowisku, które zrobiłam sobie do czytania😅
Co jest ironiczne, bo mam szeroki parapet o którym zawsze marzyłam, że czytanie z kubkiem gorącej czekolady w oknie... kupiłam nawet piankę tapicerską na ten parapet by było miękko w tyłek i co? W ogóle na nim nie siadam! 
Fun fact: kiedyś potrafiłam założyć sobie nogi za głowę, ale raz nie mogłam się z tego potem rozplątać😅
Czy są tu jakieś osoby dzielące mój problem z nogami? Odezwijcie się, może moja mama zrozumie, że to nie jest moja złośliwość, że przy obiedzie zdarzyło mi się siedzieć po turecku🤦🏻‍♀️ #aniamaluje  #szczerze_pisząc #czytanie #książka #nogi #autoportret #interiordesign #zamioculcas #plants

Jakiś czas temu wróciłam do...

No i jak, miała być realizacja postanowień „od nowego roku” a jakoś kacyk i zmęczenie nie sprzyjają treningowi a ze zdrowym odżywianiem też ciężko?
Startuję z czymś banalnym, bo cóż może być bardziej oklepanego niż wyzwanie styczniowe?🤪Ale na zachętę powiem, że miało wystartować rok temu, ale uznałam, że jest niedopracowane. Dałam je dziesięciu osobom, które przesłały mi swoje uwagi, podzieliły się trudnościami i je ulepszyłam.
UWAGA! To nie jest jedno z tych pięknych wyzwań, gdzie zapisujesz swoje wyniki w ślicznym notesie brokatowymi cienkopisami. Tu trzeba trochę pozasuwać w realu, nie w marzeniach!
Nie chciałam, by było jak te wszystkie rzeczy z pinteresta albo filmiki z pięciominutowymi DIY, które oglądasz, mówisz pod nosem, że fajne (a może nawet zapisujesz w zakładkach!) ale nigdy nie realizujesz🤫
Ono jest po prostu skuteczne.
30 zadań, na które jest 45 dni.
Lżejsze i trudniejsze.
Codziennie na stories! 
Aha, oczywiście wystartowałam z wyzwaniem, ale nie wymyśliłam nazwy, więc przygarnę propozycje 
#wyzwanie #nowyrok #motywacja #aniamaluje #szczerze_pisząc #nogi #nylons #rajstopy #kropki #kropeczki #polkadot #zamioculcas

No i jak, miała być...

Nadchodzi fala podsumowań  od tych, którym wszystko się udało (i fajnie!👏🏻) a przyznam, że nie zrealizowałam żadnego kluczowego celu na 2019🤪
I nie jestem zła! Ani trochę!😲
Miałam jakieś założenia odnośnie tego, co bym chciała osiągnąć.
A potem poczułam, że sama kasa jest dla mnie za małą motywacja i mogę to zrobić, ale nie czuję z tego radochy. 
W 2019 dałam sobie plaska w twarz i zastanowiłam się , czego NAPRAWDĘ CHCĘ. Nie zawsze to były fajne myśli! ✅przestałam uciszać ten głos, który mówił czego pragnę, a który uciszałam, bo nie pasował mi do moich wyobrażeń o mnie samej.
Ale kiedy ich posłuchałam, to o jeju! Zaczęło mi być fajniej w życiu. ✅ Np. niedziele tylko dla mnie (dzisiaj to święto ruchome). Nie zdawałam sobie sprawy jak ja bardzo potrzebuję przestrzeni TYLKO dla siebie! ✅ Jestem asertywna bez poczucia winy i strachu przed tym, że ktoś uzna mnie za niemiłą (nie muszę być miła!)✅ Piszę bloga znowu dla przyjemności, bo choć Wasze propozycje tematów są super, to ja muszę czuć moment i dać myślom dojrzeć, nie jestem wyrobnikiem tworzącym na zawołanie. Nie chcę być!
✅ Przestałam patrzeć  na liczby i zastanowiłam się, czy w ogóle chcę być instagramerką i blogerką. Nie chcę. Chcę być Anią, która ma bloga i instagrama.

To był naprawdę dobry rok, chociaż nie postawię spektakularnych ptaszków na kartce z celami! Jak ja mogłam w ogóle mieć cele, nie wiedząc czego chcę?🙈
To był mój taki gap year, w którym przypadkiem zarobiłam najwiecej w życiu (i większość przehulałam!) ale niczego nie żałuję!

#aniamaluje #szczerze_pisząc #barcelona #parkguell #sukienka #podróże #podróżemałeiduże #catalunya #cele #podsumowanieroku #podsumowanie2019 #motywacja

Nadchodzi fala podsumowań od tych,...

Moja filozofia cruelty-free

Nie piszę tego, żeby się “wymądrzać”, ani żeby kogokolwiek osądzać. Poczułam się wywołana do tablicy, bo kilka osób dopytuje się, kiedy napiszę o moim podejściu do tego całego cruelty-free… Tak więc piszę 🙂

Kiedyś podchodziłam do tego bardziej “fanatycznie”. I byłam w ciągłym konflikcie z samą sobą.
No bo nie chciałam jeść zwierzątek, a wyniki badań siadały mi jeszcze bardziej. Albo musiałam brać leki w żelatynowej otoczce. I nie było żadnego odpowiednika bez niej… Wszystko, nawet sztuczne futra były dla mnie be.

Trochę z tego podejścia mi zostało. Po pierwsze : mam ogromny szacunek do zwierząt. Pod postem o śmierci mojego kota ktoś napisał, że bardziej przeżywam śmierć zwierzęcia od śmierci człowieka. True. Zwierzęta są mi bardzo bliskie i wbrew obiegowym opiniom – to ludzie mogliby się wiele od nich nauczyć!
Słyszeliście o przykładach pedofilii wśród zwierząt? Ja też nie!

 Dlatego boli mnie, kiedy słyszę, że zwierzęta wykorzystuje się do testów kosmetyków (nie wyskakujcie z lekami ratującymi życie, to osobna bajka). Unia wprowadziła w końcu ten cały zakaz handlu i produkcji kosmetyków testowanych na zwierzętach, ale to można banalnie obejść testując nie kosmetyki a składniki. I to się niestety robi na ogromną skalę. Jak dla mnie – żaden krem nie jest tego wart.

Nie zamierzam nikogo osądzać, ani moralizować. Dobrze wiem, że zdarzają się produkty bez których ktoś nie może się obejść. Po prostu. I ja to rozumiem. 
Moim zdaniem większy pożytek przyniesie światu 10 osób które zaczną kupować świadomie w 50% niż jeden fanatyk. (Chociaż im więcej tych drugich, tym lepiej).
Nie chcę tworzyć teraz list firm które testują a które nie… niestety, nie ma nic stałego, dziś firma jest ok, jutro wkracza na rynek chiński i hulaj dusza, piekła nie ma (tam wszystko musi być testowane na zwierzakach :(( ). 
Dla mnie osobiście najbardziej kompletna wydaje się lista z Wizażu (nowa wersja).

Ale nie zawsze trzeba wchodzić na listy, zazwyczaj sprawdza się zasada, że małe firmy są ok. Tak samo jak firmy polskie (np. Inglot). Wątpliwości można mieć przy większych koncernach, dla mnie np. L’oreal może nie istnieć (należące do nich Vichy również…). Dla mnie to niepojęte, że wielkie koncerny (większa kasa!) skąpią na humanitarne badania.
O samym testowaniu pisałam tutaj, ale wkradło się kilka nieścisłości, więc warto zerknąć na komentarze 🙂

FUTRA, SKÓRY :
Niektórzy sądzą, że tylko skórzane buty są solidne. Inni, że jest odwrotnie. Znowu – nie czuję się nikim, kto ma prawo osądzać. Sprawa jest bardziej złożona, może to jest tak, że jedna skórzana para służy lata, przez które kupowałoby się 5 par z tworzyw sztucznych których produkcja mocno zanieczyszcza powietrze a rozkład liczy się w setkach lat? Nie wiem. Naprawdę, chciałabym znać odpowiedzi na takie pytania. Osobiście nie mam nic skórzanego, ale zdaję sobie sprawę z tego, że póki istnieją mięsożercy, cielaczki i tak będą ginąć. Więc może wykorzystanie tych skór jest bardziej fair niż ich zmarnowanie? Pozostawiam pytanie otwartym.
Futra : cóż, ja nie chciałabym nosić martwego zwierzaka. Mam za to futro sztuczne, uwielbiam je, chociaż długo miałam opory w jego noszeniu. Uwierało mnie, że w pewnym stopniu noszenie sztucznych futer promuje futra naturalne. Wyzwoliłam się z tego myślenia i czuję się o 10 kilo poczucia winy lżejsza. Sztuczne futra wyglądają zupełnie inaczej, myślę, że jestem ok.
WEGE :

Kolejna kwestia, którą każdy powinien rozstrzygnąć we własnym sumieniu… Ja miałam wiele podejść. Wiem, że w większości przypadków okazuje się, że odrzucenie mięsa poprawia wyniki badań i stan zdrowia. Cóż, przy moich problemach z układem oddychania stało się inaczej. Nie umiem wytłumaczyć powodów dla których źle przyswajam żelazo inne niż pochodzenia zwierzęcego, wiem za to, że jedną z lepszych rzeczy którą mogę sobie dać z pożywienia jest acetylcysteina która uwalnia się przy… gotowaniu mięsa kurczaka. Krótko mówiąc – rosół… 
Więc jak to ze mną jest?
Nie mam problemów z zabiciem komara. Nie płaczę, kiedy niechcący zabiję pająka. Długo myślałam “o co mi chodzi?!” i mnie olśniło! W moim umyśle są dwa worki – ssaki i wszystko poza ssakami. Nie jestem w stanie zjeść żadnego ssaka. Ryby, drób – ok. Ssaki – no way! Koniki, krówki, świnki, zajączki, króliczki nie są do jedzenia. Nie dla mnie.
LEKI I INNE KONTROWERSYJNE SPRAWY

Nie jestem nikim kto ma prawo decydować, czyje życie jest warte więcej, zwierzęcia czy człowieka (chociaż gdybym ja o tym decydowała, bez wahania wymieniłabym wielu na zwierzaki :). Wiem jednak, że życie nie jest czarno-białe. Czy ktoś ma umierać tylko dlatego, że leki ratujące życie były testowane na zwierzętach? A może Eskimosi są nic nie warci, bo jedzą zwierzęta?
Nie.
Ja traktuję to tak : jeśli skorzystałam w jakiś sposób ze zwierzęcia (np. rosół) czuję, że mam jakiś dług wobec świata. Więc staram się spożytkować swoją energię w dobry sposób. Nie mogłabym zjeść golonki i walnąć się przed telewizorem, bo w moim odczuciu co innego jeść aby żyć, co innego – bezmyślnie zabijać ogromne ilości zwierząt dla chwili przyjemności.
Nie zdziwi mnie, jeśli zawiodłam tym wpisem osoby, które o niego prosiły. Nie wniosłam noc nowego do tematu, ale proszono mnie o opisanie mojego prywatnego podejścia, więc to zrobiłam. Nie chcę pouczać, moralizować, nie uważam, że mam panaceum i monopol na prawdę czy dobro. Chętnie poznam Wasze opinie, nie chciałabym tylko, żeby komentarze przerodziły się w atakujące się nawzajem wypowiedzi. Mam nadzieję, że to uszanujecie 🙂
PS. w ramach wyzwania tak uporządkowałam pokój, że aż go przemeblowałam 🙂
Uściski, Ania

55
Dodaj komentarz

avatar
24 Comment threads
31 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
AnonimowyAniamalujeSeirax.anonimowa Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Karolka
Gość

Dla mnie to jest tak: testowanie na zwierzakach NO! i kosmetyków i inny takowych pochodnych. Futro? Skóra? Futro dla futra, nie, bo nie jestem za bezmyślnym zabijaniem, Za to skóra np, po cielakach na mięso, nie widzę sensu marnowania jej.
Wegetarianką też nie jestem i nie będę, z prostej przyczyny, nie uważam aby to było dobre dla zdrowia. Od wieku hodowaliśmy zwierzęta by potem jej jeść, dla mnie zasada jest prosta, zabić, zjeść, wykorzystać, ale NIE maltretować!!

Notka inspirująca, dająca do myślenia.
Pozdrawiam!

Barbra
Gość

Masz bardzo zdrowe podejście do życia i podziwiam, że tak szanujesz zwierzęta. Ludzie w dzisiejszym czasach nie przejmują się zwierzakami, traktują przedmiotowo, a przecież to żywa myśląca istota. Ja sama szanuję zwierzęta i nawet nie potrafię przejść obojętnie obok siedzącego na chodniku małego kotka, któremu muszę momentalnie znaleźć dom, bo aż mi serce pęka. Pozdrawiam:)

Anonimowy
Gość
Anonimowy

zaciekawiłaś mnie tym wątkiem, że u zwierząt nie występuje pedofilia – strasznie dziwne mi się to wydało;) w każdym razie użyłam google'a, który potwierdził moje przypuszczenia, że jednak występuje: http://www.focus.pl/cywilizacja/zobacz/publikacje/sprosny-jak-koala-wierny-jak-kruk/ – w wywiadzie tym pani lekarz weterynarii i psycholog zwierzęcy twierdzi, że tę dewiację spotkać można również u zwierząt… a czy zwierzęta są zawsze takie kochane i lepsze od ludzi? kilka (!) razy w życiu zostałam zaatakowana przez psa i to zupełnie bez powodu, dwa razy był to pies, który mnie już znał. ciężko mi kochać po takich doświadczeniach zwierzęta i o ile oburza mnie ich maltretowanie, znęcanie się nad… Czytaj więcej »

Vicky
Gość

Powiem tylko tyle jesli pies zaatakowal to jest to tylko I wylacznie wina wlasciciela I tego jak swojego psa ulozyl, a raczej ze tego nie zrobil.
Wyobrazam sobie jaka to musi byc trauma jesli bylo sie zaatakowanym przez zwierze domowe

anonimowa
Gość

Wielokrotnie byłam świadkiem pedofilii zwierzęcej, mój wykastrowany kocur próbuje kopulować z 5 razy mniejszą od niego, pluszową kotką. Nie zdziwiłabym się gdyby tego samego próbował z prawdziwym kocięciem. Jest wiele filmików na YT (z jakiegoś powodu najwięcej tego typu filmików znalazłam z hiszpańskim tytułem gato pedófilo). Pedofilia u zwierząt (rozumiana jako wykorzystywanie seksualne osobników nierozwiniętych płciowo) często będzie miała na celu ustalenie hierarchii, czasami również (tak jak w przypadku mojego kocura) z braku laku wyładowaniu żądzy. Zapewne wiele kocurów, które są nisko w hierarchii i nie mają szans na kotkę w rui, 'zajmie' się kilkutygodniowymi, bezbronnymi kociętami… Instynkt. U człowieka… Czytaj więcej »

Króliczek Doświadczalny
Gość

Też miałam kilka podejść do wegetarianizmu, ale jednak okazuje się, że lepiej jak jem trochę tego mięsa, z resztą mam grupę krwi zero i wg wskazań dla niej powinnam jeść GŁÓWNIE mięso. No cóż. Też jakoś łatwiej mi zjeść kurczaka niż jakiegoś ssaka, choć to chyba trochę hipokryzja.
A co do skór – jestem za wykorzystywaniem ich, jeśli już zabija się np krowę na mięso, ale zabijanie tylko dla skóry lub futra, i odrzucanie całej 'reszty' zwierzęcia, moim zdaniem jest zupełnie beznadziejne.

Melle Coccinelle
Gość

Bardzo zdrowe i takie …normalne (?) podejście 🙂 Normalne w tym sensie, że nie fanatyczne, pozwalające żyć innym. Niestety często ja spotykam się z agresją od osób vege, które hmm… czują się w pewien sposób lepsze i starają się to na każdym kroku udowodnić. Mając 14 lat próbowałam nie jeść mięsa (bo za wzór miałam kuzynkę, która do tej pory jest vege) niestety skończyło się silną anemią – bo podobnie jak Ty, nie przyswajam żelaza niehemowego (ale to nie znaczy czy wegetarianizm jest niezdrowy, nie u wszystkich się po prostu sprawdza, a ta sama moja kuzynka ma obecnie dwie zdrowe… Czytaj więcej »

maxcom
Gość

Bądźmy szczerzy w dawnych czasach nikogo nie dziwiło , a obecnie? Ciąża 13-latki czy 14-latki? Tez nikogo nie dziwi, chyba wracamy do tego co było…

Melle Coccinelle
Gość

Cóż, dla naszej kotki wtedy nawet mój brat był atrakcyjny pod tym względem 😉 kocurki osiągają dojrzałość płciową zazwyczaj ok. 9 miesiąca, a młody miał jakieś 5 miesięcy i nie znaczył jeszcze terenu… Ale tutaj problem tkwił raczej w tym, że to domowa kotka (w sensie nie wychodząca na zewnątrz) i jak w niej szalało to na całego:P

Kokodylek
Gość

Oh, podobnie jak Ty miałam wiele podejść do wegetarianizmu. Ciągle jednak było coś nie tak. Czytając fragment o niejedzeniu tylko ssaków, stwierdziłam "o matko, mam chyba identycznie!" I rzeczywiście. Ryby, drób (ale też nie każdy) bez problemu. A wieprzowina itd? Nigdy! Ostatnio babcia przyniosła do domu kawałek cielęciny, żebym od tak spróbowała… Myślałam, że się popłaczę. No cóż, nie zamierzam jeść ssaków i koniec, a wege nie będę ponieważ taka dieta ma u mnie różne skutki uboczne. Pozdrawiam 🙂

maxcom
Gość

uważam , że temat testowanie leków ratujących życie a testowanie kosmetyków dla naszej wygody i urody są bardzo odległe. Często jak ludzie słyszą, ze nie kupuję testowanych kosmetyków to " głupia jesteś i obłudna bo leki testowane kupisz i nie potępiasz – obłuda". A lek który ratuje życie czy poprawia jakość życia a tusz testowany, którego odpowiedniki nie testowane leżą setkami w sklepach jest ogromną róznicą! Gdyby kosmetyki nie testowane był droższe, ciężko dostępne (np. tylko ebay, nawet na allegro nie dostępne) to bym się zastanowiła czy mam az tak duże chęci i tak dużo kasy- ale jak leżą tonami… Czytaj więcej »

Balbina Ogryzek
Gość

Fajny wpis, cieszę się, ze nie fanatyczny. TZn, super gdyby było wielu fanatyków, ale wtedy po Twoim fanatycznym wpisie czułabym się jak morderca. Moje podejście do tego tematu jest wypośrodkowane. Futra? W życiu! Hodowanie małych zwierzątek w hurtowych ilościach po to, żeby obedrzeć je z futerka… brr. Testowane kosmetyki? Coś strasznego. Dlatego staram się świadomie wybierać. Skórzane buty? Jestem w ich posiadaniu. Ktoś tego cielaka i tak zje. Z mięs jem tak jak ty tylko ryby i rzadko drób. Mieszkam na wsi, inaczej podchodzę do kwestii jedzenia kurczaków niż ludzie z miasta. Wychowałam się z nimi, bawiłam się z nimi,… Czytaj więcej »

paranoJa
Gość

kiedyś napisałam na swoim blogu: "O ile w dawnej szczeniackiej (bardzo szczeniackiej) przeszłości przychodziła mi czasem do głowy idealistyczna myśl, żeby mięso jeść przestać, no bo biedne zwierzaczki i tak dalej, o tyle w wieku podeszłym, jaki mnie teraz dopadł, trochę zweryfikowałam ideały i wiem, że bez mięsa żyć bym nie mogła." I taka jest prawda, jem mięso, bo – nie, o dziwo, jak większość osób w komentarzach powyżej nie wytłumaczę się zdrowiem – lubię. Podobnie jak Ty głównie drób i ryby, ew. czerwone mięsiwo w spaghetti, poza tym średnio przepadam za innym. skóry nie noszę, bo zwyczajnie szkoda mi… Czytaj więcej »

Ania
Gość

masz rację, że kwestia jest złożona. Co do tygodnia przemeblowania – sama tak średnio 3-4 razy w roku wszystkie sprawy ogarniam, w efekcie kilka dni temu zauważyłam, że 1/3 moich mebli wypełniają książki, których w większości nawet nie przeczytałam 😉

Sorbet
Gość

Znajoma powiedziała mi ostatnio, że wśród kaczek zdarzają się zbiorowe gwałty: kilka kaczorów atakuje jedną kaczkę a potem ją topią. Jej argument jest taki, że zwierzęta wcale nie są takie wspaniałomyślne, nie mają mózgów i nie powinniśmy się nad nimi zbytnio litować (ona kocha zwierzęta, ale lubi ze mną – wegetarianką, dyskutować). No, ale dała przykład gwałtów wśród kaczek. Te gwałty nie zdarzają się innym gatunkom: słoniom, myszom czy misiom koala.
Najgorszym i najniebezpieczniejszym gatunkiem, który zamieszkuje każdą szerokość geograficzną jest człowiek.

Psychodelia
Gość

Hmmm jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało, do spożywania mięsa od zawsze czułam się "przymuszana" przez swój organizm, który to najwidoczniej odnajduje zwierzątkach coś niezbędnego do normalnego funkcjonowania. I tak- będąc w przeszłości katoliczką, nie byłam w stanie wytrwać jednego postnego dnia. Aż mnie od środka skręcało! Z pewnością znajdą się ludzie, którym wyda się to gorszące, ale na dzień dzisiejszy nie potrafię sobie wyobrazić choćby jednego bezmięsnego posiłku, mimo, że wszelką faunę darzę ogromnym szacunkiem. Do czego zmierzam? Absolutnie nie mam wyrzutów sumienia związanych z jedzeniem zwierząt- traktuję to jako naturalną kolej rzeczy, opartą na łańcuchu pokarmowym. Rodzi się… Czytaj więcej »

Urocza
Gość

a czemu nie masz miec? może Cię nie zrozumiałam ale co do pierwszej części komentarza myślę bardzo podobno! tzn ja jestem sobie w stanie odmówic miesa ale jest to jeden szczególik 🙂

Rosa Blume
Gość

Wystarczy stosowac kosmetyki naturalne i wtedy mam czyste sumienie iz na naszym kremie nie ucierpiało zwierzę. Na moim blogu http://pieknieinaturalnie.blogspot.co.uk/ poruszam również temat alternatywnych sposobów pielegnacji ciała, czyli jak można zastępować drogeryjne kremy, szampony itp tymi w 100% nauturalnymi. Pozdrawiam.

Słonecznik
Gość

Bardzo ciekawy post i jeszcze ciekawsze komentarze.
Mieszkam na wsi, więc od małego otaczały mnie zwierzęta hodowlane, będące głównym źródłem pokarmu (mleko, jajka, mięso). Tak zostałam wychowana i nie płaczę nad każdym kotletem. Jem mięso, bo lubię.
Futra mi się nie podobają, nie mam żadnego. Skóra – tak, jeśli zwierzaki zabijane są na mięso.
Co do kosmetyków i lekarstw to nie mam zdania, bo za mało o tym czytałam, żeby się wypowiadać.

Słonecznik
Gość

Zapomniałam dopisać, że oczywiście jestem absolutnie przeciwna maltretowaniu wszystkich żywych stworzeń!

Urocza
Gość

dokładnie! zostałam wychowana w mieście aczkolwiek cała moja rodzina pochodzi ze wsi i jestem zaznajomiona ze zwierzątkami i ich losem i denerwują mnie nieco osoby, które nie jedzą mięsa bo ten kurczaczek miał życie! i może jeszcze rodzinę i plany na przyszłośc? 😀

Słonecznik
Gość

Sądzę, że jedynym planem tego kurczaka było znalezienie czegoś do jedzenia :/

Sorbet
Gość

Wegetarianie nie jedzą mięsa dlatego, że sprzeciwiają się np trzymaniu kurczaków w klatkach o powierzchni męskiej dłoni, wyrywaniu żywym krowom tchawicy żeby się wykrwawiły i obecnemu przemysłowi mięsnemu, który zamiast wołowiny wciska konsumentom koninę. A nie dlatego, że babcia w niedzielę robi rosołek wnusiowi… Bez przesady laski.

Urocza
Gość

poniżej pisałam że znam dwóch wege (wiem, mało…) z czego jedna dziewczyna twierdzi że nie je mięska bo zwierzę MUSIAŁO straic życie żeby ona mogła zjeśc pyszny obiadek 😉 a wege nie sprzeciwiają się tylko nieludzkim warunkom ale też innym rzeczom

Weronika
Gość

szanuję Twoje podejście, zwłaszcza że nie jest fanatyczne tak jak sama mówisz. Ja jestem z gatunku tych osób co jednak jedzą mięso (choć najchętniej to nie od ssaków jak mówisz 😀 ) ale jednak testowanie uważam za dobre bo nie chcę zrobić kiedyś własnemu dziecku krzywdy niesprawdzonym kosmetykiem. Jestem za wyznaczaniem metod, które jak najmniej będą krzywdzić zwierzęta

Urocza
Gość

z jednej strony nie dałabym czegoś dziecku co nie było przetestowane ale obecnie mozna wszystko testowac humanistarnia (swoja drogą zajrzałam na wizaż na listę firm, które testują na zwierzętach i jest tam osławiona dla dzieci firma Johnson&Johnson….) no ale dac dzieck co jest aż tak MEGA chemiczne że aż musieli to testowac na zwierzętach bo "ew moze zaszkodzic", i tak źle i tak niedobrze ;(

Jezula
Gość

na I roku pisałam o futrach naturalnych. Z ciekawości przeczytałam swą pracę raz jeszcze i stwierdzam, że moje podejście niewiele się zmieniło.Nie jestem wege (choć w wieku nastu lat próbowałam 😉 sądzę, że to było bardziej pozerskie, niż świadoma decyzja), aczkolwiek testowanie kosmetyków na zwierzętach, jak i zabijanie ich dla futer jest dla mnie niewybaczalne. Dlaczego źle nie czuję się z tym, że jem świnki, kurczaczki i krówki? Otóż na farmach zwierzęta są traktowane (na dobrych farmach oczywiście) z szacunkiem. Na fermach zaś… Cóż, może przytoczę to, co napisałam w swej pracy."Na początku zwierzę jest ogłuszane po to, by otępiałe… Czytaj więcej »

Urocza
Gość

jestem bardzo przywiązana do zwierząt, nie wyobrażam sobie tak nagle że np mój kotek/piesek (swoją drogą cudowny oczwarek <3) mogliby zniknąc bo ktoś by je wziął na badania i tekst czegośtam -,- o ile nie popieram tego typu "wykorzystania" zwierząt to nie mam oporów zeby zjeśc obiadek gdzie na 1/2 talerza leży kotlecik 🙂muszę powiedziec że kiedyś widziałam filmik o miejscu gdzie hoduje się zwierzęta futerkowe i przez chwilę normalnie nie mogłam się pozbierac…. pokazywane obrazy, dosłownie sekundowe migawki wzbudziły tyle negatywnych emocji, aż płakac mi się chciało 🙁 muszę powiedziec, że nie używam wielu kosmetyków ale juz sprawdzam, które… Czytaj więcej »

Urocza
Gość

oczywiście miało byc OWCZAREK 🙂
po prostu spieszyłam się pisząc nerwowo i oczywiście źle wyszło

Słonecznik
Gość

Ja nawet nie wchodzę w takie informacje, bo po prostu nie czuję potrzeby psuć sobie nastroju, czy trzymać takich okrutnych obrazów w pamięci. Wystarczy mi, jak czasami na fb znajomi bombardują na około zdjęciami maltretowanych zwierząt – szczerze wątpię, że klikanie "Lubię to" pomaga.

Urocza
Gość

klikanie lubie to czy udostępnianie g*wno pomaga (za przeproszeniem oczywiscie 🙂 ) bo jak? lepszą pomocą jeśli nawet pójście do schroniska po zwierzątko czy zaoferowanie tam pomocy, takie miejsca zawsze mają za mało pieniędzy/karmy i rak do pracy więc warto 🙂

Robinsonowa
Gość

Ja mam tak, że ryby i drób mogę jeść bez problemu, nawet bardzo lubię, ale jak przychodzi mi zjeść schabowego albo cokolwiek z mięsa wieprzowego (czy jakiegokolwiek innego) to chce mi sie wymiotować. Nie wiem czemu tak mam, to nie to, że nie moge przełknąć tego smaku, ale mam świadomość, że to świnka, a gdy w głowie pojawiają się obrazy małych świnek (z którymi sie bawiłam u babci :)) to po prostu nie moge. Ja powinnam jeść mięso ze względu na poważny problem z krążeniem i krwią, nie będę pisać dokładnie o co chodzi, bo to nie jest ważne, ale… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

na studiach miałam przedmiot "dobrostan zwierząt". Na tym przedmiocie wykładowca mówił,że zaatakowanie człowieka przez zwierzę nie zawsze jest winą złej tresury,np. pies może być bardzo dobrze wyszkolony,ale np. tego dnia coś zakłóci jego poczucie bezpieczeństwa (np. zapach,nasłonecznienie oślepiające go, może akurat w ten dzień wpłynąć na dyskomfort psa) i wtedy może zaatakować człowieka.Co do testowania produktów na zwierzętach to mówiono nam na na studiach,że jak wiadomo teraz produkty to głównie chemia,a nie środki naturalne.Lepiej jest coś testować na zwierzętach a nie na ludziach,choć np. w produkcji leków są etapy i ostatni etap to są badania kliniczne już na ludziach ochotnikach,ten… Czytaj więcej »

Panda Q
Gość

Wiele osób w komentarzach powołuje się na argument,że zwierzęta czasem atakują ludzi,ale co to ma do rzeczy? Ludzie atakują się zdecydowanie częściej. Czy to oznacza,że powinniśmy testować na więźniach? Bez przesady. 😛
Chcesz czegoś użyć, to przetestuj na sobie. Kto dał prawo ludziom do łapania zwierząt i testowania kosmetyków na nich? Lub zabijania ich i jedzenia? W głowie mi się to nie mieści. To powinno być kategorycznie zabronione.
"zwierzęta laboartoryjne", "zwykłe zwierzęta" -ludzie, czy wy nie macie sumienia? Czemu zwierzę ma cierpieć za was?

Panda Q
Gość

Przepraszam za literówki i styl wypowiedzi,ale piszę w nocy i jestem już trochę senna.

Sorbet
Gość

Chodzi pewnie o to, że zwierzę w laboratorium to nie jakiś szczurek z kanałów, ale zdrowy, czasem może nawet jakiś genetycznie wychodowany stworek. Coby badania były ,wiarygodne'.

W dokumencie Henry Spira One man's way był motyw, że Henry robił protesty pod uniwerkiem w Nowym Yorku, gdzie w laboratorium były takie testy na kotach robione: kotom grzebało się w mózgach (uszkadzało się je) i potem obserwowało co dany kot pokryje – kotkę, maskotkę czy coś tam innego jeszcze. Te badania były prowadzone przez 20 lat. Po co? Nikt nie wie. Wg mnie dużo badań robi się bez celu.

x.
Gość

Mieszacie trochę. Badania leków na zwierzętach muszą być – bo jak inaczej sprawdzać ich bezpieczeństwo? Historia zna przypadki leków niedostatecznie przetestowanych, zbyt szybko wprowadzonych, co wywołało katastrofalne skutki. Przykład – Talidomid. ( http://pl.wikipedia.org/wiki/Talidomid#Embriopatia_talidomidowa )Czym innym jest badanie leków poprawiających jakość życia i krojenie zwierząt na stole operacyjnym, aby znaleźć terapię która pomoże nam zmniejszyć cierpienie, a czym innym jest testowanie kosmetyków. Nie mamy jeszcze technologii która pozwoliłaby zbadać działanie substancji na cały organizm in vitro. W podobnych celach przeprowadza się też badania neurobiologiczne i neuropsychologiczne – być może dzięki nim kiedyś będzie można przywrócić sprawność osobom sparaliżowanym czy skutecznie wyłączać… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Wiesz, tez jestem studentem wety i widze ze widoki w prosektorium czyszcza cie z uczuc. Pytanie poszlas na te studia by zarabiac kase czy pomagac swoim pacjentom???

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Przemeblowania uwielbiam. Zwierzęta kocham, choć za kotami, nie przepadam tak jak pisałam wcześniej ;p wolę psiaki 😉 cierpienie każdej istoty nie powinno być dla nikogo czymś obojętnym… ;/ a tyle czytamy o torturowaniu zwierzaków, walkach psów, dręczeniu czworonożnych przyjaciół, że aż skóra jeży się na głowie 🙁 kupując kosmetki sprawdzam czy nie są testowane na zwierzętach. Często wybieram naturalne rozwiązania jak np. miód na spierzchnięte usta (przykładowo) itp. ale jeśli chodzi o "nie jedzenie mięsa" to poddaje się. Tu zawalam na całej linii. Próbowałam przez kilka lat, ale jestem totalnym mięsożercą i nie mam aż tyle samozaparcia, żeby z niego… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

co do testowania kosmetyków na zwierzętach to firmy niektóre oszukują,zatajają prawdę.Mówią,że nie testują kosmetyków na zwierzętach i klient jest zadowolony,ale nie mówią już tego,że testują substancje czynne z tych kosmetyków na zwierzętach,a nie cały wyprodukowany produkt przez to oszukują konsumentów.Nie mówię,że każda firma tak robi,ale niektóre tak oszukują ludzi.

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Są takie firmy jak np. Ziaja, którym jakoś udaje się sprzedawać dobre (w dodatku tanie) kosmetyki nie testowane na zwierzętach (składniki również). jak widać nie trzeba dręczyć zwierząt, żeby powstał bezpieczny produkt. dużo ciekawych informacji na ten temat i aktualna lista firm nietestujących jest tutaj: http://notest.pl/ Sama dopiero zaczynam wchodzić w temat i przestaję kupować kosmetyki firm, które testują. Nie jest to nawet jakoś bardzo trudne ani też nie są to koniecznie kosmetyki droższe, więc uważam, że nic nie usprawiedliwia kupowania testowanych.Co do jedzenia mięsa – jestem wegetarianką, ale nie z tych wojujących. Nie lubię wchodzić w dyskusję z wszystkożercami,… Czytaj więcej »

Anonimowy
Gość
Anonimowy

na pewno są różne przypadki itd…może jeszcze kiedyś spróbujesz przejść na zieloną stronę mocy i organizm inaczej to przyjmie, kto wie? no bo ciężko wyczaić, ile tej witaminy C przyjąć, żeby się lepiej żelazo przyswajało, ile strączkowych, ile orzechów…niełatwa ta dieta, jak ciało nie chce! ja też się do weganizmu zbieram baaardzo powoli, wszystkie takie decyzje są dość poważne, tak jak Twoje nie kupowanie skórzanych produktów – w końcu od zawsze się mówiło, że "tylko skórzane porządne!!!!" 😀 a ryby kochałam, kochałammmmmm – i nadal czasem nachodzi mnie lekka tęsknota. lista chyba stosunkowo nowa, uwielbiam ludzi, którym się chce zbierać… Czytaj więcej »

Seira
Gość

Mnie ostatnio też olśniło, że nie mam nic przeciwko jedzeniu drobiu i ryb (uwielbiam je) ale jedzenie ssaków – nie! Jestem matką i nie mogłabym zjeść innej potencjalnej matki, jak dziwnie by to nie brzmiało. Wegetarianizm i weganizm jest spoko, np zamiast mleka piję mleko sojowe albo ryżowe, ale już np uważam że lepiej wspierać kupowanie jajek o oznaczeniu 0 albo kury z wolnego wybiegu niż przechodzić na weganizm (dlatego że nie mogłabym, ale szanuję i podziwiam tych którzy mogą).

Previous
ROZWOJOWY CZWARTEK : MUSZĘ POPRACOWAĆ NAD…
Moja filozofia cruelty-free