Dzisiaj świętujemy 30 lat od podpisania Konwencji o Prawach Dziecka. UNICEF zaprosił mnie, żebym o tym opowiedziała. To się może wydawać dzisiaj takie oczywiste, że dzieci mają prawa, ale nad ich ustaleniem przywódcy państw debatowali całą dekadę! To dzięki temu dzisiaj żadne dziecko nie może być skazane na dożywocie (bez możliwości zwolnienia wcześniej) ani na karę śmierci. Wcześniej mogło.
Jestem pedagożką, terapeutką, tą od „dzieci z trudnościami”. Jednak najbardziej trudni są w tym wszyscy dorośli. 
Zapominający, że dzieci nie są ich własnością, tylko ludźmi.
Dlatego założyłam kanał, na którym opowiadam uczniom o ich prawach. Jestem przerażona jak  często są łamane i z jaką lekkością dorosłym to przychodzi. Chciałabym żyć w świecie, w którym prawa dzieci są oczywistością i nie mam o czym nagrywać, bo nikt z tym nie dyskutuje.
Zostawiam Wam Korczaka pod rozwagę 👍🏻 „Bo dorosłemu nikt nie powie: ‘Wynoś się’, a dziecku często się tak mówi. Zawsze jak dorosły się krząta, to dziecko się plącze, dorosły żartuje, a dziecko błaznuje, dorosły płacze, a dziecko się maże i beczy, dorosły jest ruchliwy, dziecko wiercipięta, dorosły smutny, a dziecko skrzywione, dorosły roztargniony, dziecko gawron, fujara. Dorosły się zamyślił, dziecko zagapiło. Dorosły robi coś powoli,
a dziecko się guzdrze. Niby żartobliwy język, a przecież niedelikatny. Pędrak, brzdąc, malec, rak – nawet kiedy się nie gniewają, kiedy chcą być dobrzy. Trudno, przyzwyczailiśmy się, ale czasem przykro i gniewa takie lekceważenie.” Trudne pytanie - masz poczucie, że twoje prawa w dzieciństwie były szanowane? Mi dobierano notorycznie prawo do odpoczynku - od „dzwonek jest dla nauczyciela” po zadania na ferie.  #world'schildren'sday #dlakażdegodziecka #dzieńprawdziecka #unicefpolska

Dzisiaj świętujemy 30 lat od...

Dziewczyno, kiedy ostatni raz sobie odpuściłaś? Sama sobie.

Zastanawiałam się czemu podróż do Odessy była najfajniejszą tego roku. Odpaliłam macbooka raz, by nas odprawić. Nie zrobiłam zdjęć z myślą o blogu, nawet nie miałam jakiegoś tam poczucia, że coś muszę zobaczyć. Jednego dnia wykupiliśmy sobie takie wielkie łóżko z baldachimem i dogorywaliśmy na kacu na plaży, bez  poczucia, że szkoda jednego z ledwie czterech dni. Nie szkoda!

Nie jestem wielką fanką alkoholu, ale rzadko mam poczucie, że mogę. Ostatni raz jak byłam na shotach w pijalni wódki z rok temu, to podeszła do mnie czytelniczka, powiedzieć że lubi mojego bloga. Cały następny dzień zastanawiałam się o czym ja wcześniej pijana rozmawiałam. Nie jestem jakąś rozpoznawalną osobą, ale miałam kilka takich sytuacji i nie do końca potrafię przez nie wyluzować🙈
Odessa była cudowna, bo wyluzowałam. bo nie było spiny w związku z niczym. Mieliśmy korzystać z ekscytującego życia nocnego, ale chyba zaszkodziły nam rapany? Spoko, pijąc gorący rumianek śpiewaliśmy utwory Cher huśtając się na hamaku i huśtawce  w mieszkaniu.
Zero spiny!

Teraz zrobiłam wielki krok, bo ograniczyłam instagrama i pozbyłam się poczucia, że muszę odpowiadać na komentarze i wiadomości. Ogromnie dziękuję Wam za zaufanie jakim mnie obdarzacie, ale z problemami osobistymi i rodzinnymi i życiowymi zapraszam na grupę na fejsie albo (to lepiej!) na terapię. Ja po pierwsze nie jestem właściwą osobą, po drugie - nie czuję się spoko będąc obciążana waszymi przykrymi historiami. 
Wcześniej miałam poczucie winy, że powinnam być bardziej empatyczna, ale kurczę - jestem! Chcę zostawić tę część siebie dla przyjaciół i bliskich, bo każda taka wiadomość wysysa energię ze mnie.
Poczułam ulgę, odpuściłam sobie samej, bo jeszcze nikt na moje „nie” się nie obraził. Szanujecie moje granice, jesteście super ♥️
Jestem niemal pewna, że też robisz coś, czego wcale nie musisz i świat się nie zawali jak przestaniesz i sama sobie odpuścisz. Tak, sama sobie!
Padłaś? Poleż, nie poprawiaj korony i nie zasuwaj dalej.
#szczerze_pisząc #aniamaluje #wakacje #odessa #podróże #podróżemałeiduże #throwback

Dziewczyno, kiedy ostatni raz sobie...

O tym, że wymyśliłam sobie zabrać @pranamat_polska do Gruzji i zrobić tam piękne zdjęcia w górach - wiecie. Że mimo przygotowania się do wyboru terminu trafiły nam się dwa dni srogiej kaukaskiej zimy i ze zdjęć nici - też wiecie. Czasami tak bywa! Zero stresu. 
Gdy muszę, to potrafię spakować się w podręczny, ale w zasadzie to opcja tych zdjęć sprawiła, że @pranamat_polska zasponsorowało mi bagaż rejestrowany😉. Mata przydała się po przemierzaniu kraju bardzo ciasnymi busikami, po których moje plecy były jeszcze bardziej spięte niż zawsze (tak, to możliwe🤪). Na fizjoterapii jestem co 2-3 tygodnie, na macie mogę leżeć codziennie i staram się to robić. Albo podkładać sobie poduszkę do akupresury pod kark. Wiecie, bo i tak często widać je gdzieś w tle moich stories, po prostu kocham to kolczaste cudo całym sercem i tak - to boli (jakby zaśpiewał Freddie - pain is so close to pleasure), ale ulga potem... nowe plecy. Staram się pamiętać o ruchu i gimnastyce ale jak mam wenę, to potrafię siedzieć przed komputerem od rana do 15-tej i dopiero po zerknięciu na zegarek zorientować się, że wypiłam tylko jedną herbatę, nic nie zjadłam, nie byłam nawet siku, co tu mówić o rozciąganiu😏🙈 Jeśli tak jak ja, nie jesteście idealni i dużo siedzicie - na hasło aniamaluje jest 30% na zestaw mata+poduszka albo 20% na pojedynczy element.
Jutro dowiem się do kiedy! Szczegółowy opis wrażeń ze stosowania tej maty jest na blogu - ja nie umiem już bez niej żyć! Serio, miłość! (Kiedyś nie dodałabym zdjęcia dokumentującego ciążę spożywczą z jaką chodziłam po Gruzji, ale to jedzenie było tego warte!) #zpoleceniaaniamaluje #pranamatpolska #pranamateco #pranamat #mójpranamat #mata #relaks #batumi #gruzja #współpraca #podróże #podróżemałeiduże

O tym, że wymyśliłam sobie...

Wczoraj miałam cudowną rozmowę z @magdalena_komsta, jedną z najmądrzejszych kobiet jakie znam. Rozmawiałyśmy np. o tym, ile to razy zastanawiamy się, czy strój nie przyćmi kompetencji. Bo prowadzisz prelekcję do której się długo przygotowywałaś i jednak chcesz potem usłyszeć, że była dobra, a nie, że twój tyłek świetnie wygląda w tej sukience.  Mężczyźni mają mniej seksualizowane ciała (aczkolwiek uważam, że Vladimir Putin nosi mistrzowsko skrojone garnitury🔥) i nie muszą się aż tak nad tym zastanawiać. I spoko, założysz mniej ładną sukienkę żeby „się dopasować” i „nie było gadania” ale przypadkiem utrwalisz dychotomię - ładna/sexy ALBO mądra i kompetentna.
Trudne wybory!

Miałam w życiu dwa takie przekorne momenty, gdy jednocześnie podkreślałam i talię i cycki i tyłek i nogi i jeszcze zakładałam szpilki. Wiele razy byłam oceniona powierzchownie jako niezbyt lotna laska, ale cholernie tych momentów potrzebowałam. Dzięki nim dzisiaj:
👉🏻 nikt nie jest w stanie mnie zawstydzić 👉🏻 mogę unieść brew pogardy, gdy na panelu inny panelista z niekrytym uznaniem pomieszanym ze zdziwieniem powie „ale ty jesteś mądra” po mojej wypowiedzi 👉🏻 kompletnie nie uzależniam swojego poczucia własnej wartości od tego, co mam na tyłku, bo tylko przeczołgawszy się przez etap skrajnie obcisłych sukienek mogę mieć pewność, że moje czucie się dobrze z samą sobą płynie z wewnątrz.

Bardzo często widząc kobiety oceniamy je przez pryzmat własnych wartości i poglądów. Że ubrała się tak by kogoś kusić, że na pewno jest jej niewygodnie na szpilkach i się poświęca, że to, że tamto.
Plx mniej oceniania ok? Może ta dziewczyna właśnie wyrwała się z toksycznego związku, w którym partner jej „nie pozwalał” wychodzić nigdzie w sukienkach i musi to sobie odbić? Może odeszła z jakiegoś ugrupowania oazowego albo ŚJ i ma potrzebę doświadczenia świata inaczej,by móc znaleźć swoją ulubioną wersję siebie? Nigdy nie wiesz!

Skłamię mówiąc, że nie mam z automatu założeń odnośnie nowo poznanych ludzi, bo jak każdy - mam, ale  unikam tych amatorskich psychoanaliz i was też do tego namawiam. Jeśli coś nikogo nie krzywdzi - who cares!
#aniamaluje #szczerze_pisząc

Wczoraj miałam cudowną rozmowę z...

Jak możesz być zadbana, będąc niezbadana?! Rzuciłam dzisiaj w żywej dyskusji z @kasia_coztymseksem. Kasia oczywiście jest mądra i się bada ale powiedziała, że mam to zapisać🙃
Rozmawiałyśmy o wielu rzeczach, np. o tym, że żyjemy w dziwnym kraju, w którym seks można uprawiać (nie lubię tego słowa, to nie pole) od 15-tego roku życia, a do ginekologa można iść od 18-ego. I tak sobie rozmawiamy o tym, co ja uważam, że Kasia fajnego robi dla kobiet ucząc je o tym, że seks może być fajny i przyjemny (a nie dla każdego niestety jest😥), i co Kasia uważa, że ja robię fajnego ucząc kobiety, że powinny mieć własne pieniądze a w relacje z innymi wchodzić bo chcą, a nie z ekonomicznej konieczności🙅🏻‍♀️💸
Gdzieś tam zawędrowałyśmy w odmęty relatywnie drogiego, szczególnie dla młodych ludzi dostępu do specjalistów.
I z jednej strony tak, totalnie się zgadzam. 15 minut wizyty bez żadnych badań to 150 zł (ja tyle płacę) a jak robisz przy okazji badania to kwota się zwiększa. To rzeczywiście może to boleć. Sama byłam w miejscu, w którym oglądałam każdą złotówkę 5x
✅ALE! Priorytety, dziewczyno, priorytety! Nigdy nie miałam problemu by określić, że są rzeczy ważne i ważniejsze.
Nie wiem i nie rozumiem, jak można co 3 tygodnie chodzić na rzęsy i hybrydy, a  3 lata nie być u ginekologa. Na tej samej zasadzie nie rozumiałam Gruzinów z nowymi telefonami, ale bez zębów🤯
Na studiach miałam stary model telefonu a mój pierwszy tablet, dzięki któremu mniej kserowałam i moglam czytać książki na legimi, nagrzewał się tak mocno, że musiałam go wkładać do lodówki by odpoczął. 
Ale zawsze mam zrobione badania i nie unikam lekarzy, bo to ważne❗️
Nie mówię zresztą tylko o finansach. Łatwiej jest „zadbać o siebie” idąc na te hybrydy niż pobiegać, prawda?
Don’t get me wrong, sama lubię mieć pomalowane paznokcie, lubię, a nawet uwielbiam Julię z @mayeye_warsaw , do której chodzę na rzęsy i chciałabym, aby jej biznes się rozkręcał.
Ale! First things first. Nie możesz być zadbana i niezbadana jednocześnie. Badaj się dziewczyno, ok? Gdy następnym razem gdy powiesz sobie „ale psycholog/ginekolog/terapeuta/fizjoterapeuta” jest drogi, zastanów się czy dobrze ustalasz priorytety. Nr 1 to Ty!

Jak możesz być zadbana, będąc...

Mój detoks od social mediów nadal trwa i dzielnie trzymam się narzuconej sobie maksymalnie godziny dziennie. Streszczając się powiem tylko, że wykorzystuję moment siedzenia na tyłku w Warszawie na spotkania z tymi wszystkimi cudownymi ludźmi, których przez ciągle bycie w rozjazdach nieco zaniedbałam. Podoba mi się to, chociaż dzisiaj naszło mnie na szybkie sklecenie „tygodnika”, więc macie coś do poczytania na blogu.
Zdjęcie w Tunezji zrobiła @ewaszabatin nie mam pojęcia kiedy, ale dobrze pokazuje mój mały problem z telefonem, który stał się przedłużeniem ręki. Kolory podkręciłam presetem Madryt, od @krzysztof_adamek i @instafiltry.pl, tylko zostawiłam po swojemu niebieski.

Pytanie za sto punktów: zerknij w zakładkę „twoja aktywność” na instagramie i napisz ile czasu dziennie spędzasz w tej aplikacji. Jestem ciekawa!
#aniamaluje #szczerze_pisząc #podróże #podróżemałeiduże #wakacje ##tunezja #zakochaniwtunezji #discovertunisia @discover_tunisia @sunfunholidays #lato #afryka #tunisia

Mój detoks od social mediów...

Uwielbiam to zdjęcie. Książki i wzorzyste rajstopy to najpopularniejsze prezenty jakie dostaję. Prezentem jaki sama chciałabym sobie podarować jest czas⏳ Właśnie zamknęłam ogromny projekt🥳. Powinnam uczcić to kieliszkiem szampana i relaksem, tymczasem  pierwsza myśl brzmiała „o cudownie! wreszcie będę miała czas na pisanie własnego ebooka i tekstów na bloga”. A potem uświadomiłam sobie, że ja zawsze mam nad sobą coś, co POWINNAM napisać. Nie pamietam kiedy miałam od tego wolną głowę. I tak jak cenię sobie szalenie dywersyfikację przychodów i wolność twórczą jaką mi daje, tak potrzebuję też wolności OD tworzenia. Nie da się tego streścić wpisem na IG, ale Fromm swoją genialną „Ucieczką od wolności” poukładał mi kiedyś w głowie. Potrzebuję powiedzieć sobie, że mogę bez konsekwencji dla swojej psychiki być wolna od bloga i instagrama i nie czynić z nich ważnych filarów mojej tożsamości. Ustawiam sobie jeszcze ostrzejszy limit czasowy na instagrama (godzinę dziennie!). Mam ochotę pisać i wrzucać tutaj coś tylko wtedy, gdy będzie mnie na to cisnąć jak na sikanie po siedmiogodzinnej jeździe z Tbilisi do Batumi.Może będę milczeć całymi dniami, może naparzać treściami jak szalona, dowiem się tylko postanawiając, że nie muszę! Pssst! Ograniczyłam na profilu komentowanie tylko dla osób; które mnie obserwują. Kompletnie wyzwoliłam się myśli o tym, że konto powinno rosnąć. Dałam sobie do końca roku czas na wolność także od zarabiania. Jestem ciekawa co będę CHCIAŁA robić czując, że mam ten cudowny komfort, że nie muszę.

#przerwa #aniamaluje #szczerze_pisząc #rajstopy #nogi #książka #kropki

Uwielbiam to zdjęcie. Książki i...

Wrzuciłam wczoraj na stories najbardziej memiczne momenty mojego życia (są w przypiętych!) i bezkonkurencyjnie wygrał gołąb, który leciał na mój tyłek😅. Naszła mnie przy tej okazji pewna myśl, której nie mogę wyrzucić z głowy. Zostanę pewnie zjechana i już słyszę te komentarze pod tytułem „zdefiniuj kobiecość!!!1”, ale nie czuję, abym miała jakiś obowiązek coś tu definiować, tak samo jak nie umiem zdefiniować czym jest chemia między dwójką ludzi i czemu czasami nie ma jej z kimś, kto teoretycznie łapie się we wszystkie nasze kryteria a „to coś” ma ktoś, kto do nich nie pasuje😉
Więc myśl, która mnie dręczy to ta, że poza aktorkami czy piosenkarkami mało widzę kobiet odnoszących sukcesy czy dzierżących władzę, które nie ukrywałyby swojej - no właśnie - kobiecości.
I nie zrozumcie mnie źle, jestem na tym etapie, że czuję się świetnie gdy mam na sobie bluzę ze sponge bobem, ale  co takiego sprawia, że kobiety w polityce ubierają się bardziej jak Angela Merkel czy Beata Szydło niż jak nie wiem, Angelina Jolie?
Może to, że gdy Magdalena Ogórek (nie głosowałam na nią!) kandydowała w wyborach prezydenckich, to nikt nie pytał jej o poglądy,  a media opisywały wyłącznie jej sukienki i sposób układania włosów?
Co takiego sprawia, że mądra kobieta nie może podkreślić strojem swoich pośladków?
Nie, nie uważam jakoby tyłek i cycki były jedynym co mam do zaoferowania (w ogóle co za debilne określenie) więc nie czuję abym musiała to skrywać i „najlepsze zostawić na koniec”, ale drapie mnie to, gryzie i męczy. 
Jakieś spostrzeżenia?

Wrzuciłam wczoraj na stories najbardziej...

Jestem dziewczyną leniwą. Chociaż nie, nie migam się od pracy i obowiązków. Jestem po prostu wygodna! Nie dla mnie 10 kroków koreańskiej pielęgnacji, ale niestety przy wrażliwej cerze nie mogę sobie pozwolić na całkowite olanie tematu. Wrażliwa, skora do podrażnień cera szybko się na mnie zemści, jeśli nie poświęcę jej chwili uwagi wieczorem. Jeśli jesteś wrażliwcem jak ja - możesz śmiało zerknąć w drogerii na półkę z linią physio mikrobiom marki tołpa.
Moja cera nie ma ze mną lekko, bo ciągle podróżuję (zmieniam twardość wody i powietrze) a do tego nie śpię tyle ile powinnam. A z tymi kosmetykami się polubiłam, bo działają po prostu tak, jak trzeba! Na stories możecie zobaczyć jak wygląda. 
#tołpa #pielęgnacjatwarzy #physio #oczyszczanie #kosmetyki #uroda #makijaż  #pielęgnacja #blogerka #zakupy #krem #blogkosmetyczny #twarz #polskiekosmetyki #kosmetyczka #blogurodowy #piękno #kosmetyk #dzieńdobry #nawilżenie #aniamaluje 
Post we współpracy z marką @tolpa_mniej_wiecej

Jestem dziewczyną leniwą. Chociaż nie,...

Czy jeśli w Gruzji podoba mi się nie tylko to, że jest pięknie, miło i pysznie, ale też tanio, to znaczy, że akceptuję wyjątkowo niefortunne geopolityczne położenie kraju?🤔🤯
Pierwszy raz ta myśl zastrzeliła mnie gdy odnotowałam w swojej głowie, że z roku na roku mój ukochany Lwów staje się wyraźnie droższy. 
A potem dałam sobie mentalnego plaska w twarz, bo w sumie fajnie, że ludzie się bogacą. Nie chciałabym, aby Polska słynęła wyłącznie z tego, że jest tanio i można się za grosze naj*bać. 
W 2000 roku minimalne wynagrodzenie w Polsce wynosiło 700 zł. Pamiętam jak rodzice wielkim wysiłkiem kupili mi za jednym zamachem dwa pierwsze tomy Pottera. To było super, zawsze na prezenty chciałam tylko książki, ale dopiero z perspektywy gruzińskich cen zaczynam to doceniać.

Gruzja jest niesamowita nie tylko dlatego, że jest tania. Jest niesamowita tak po prostu. Różnorodna, pyszna. Z przebogatą mitologią, kulturą, alfabetem i dumą, która nie pozwala się ugiąć przed wielkim, groźnym sąsiadem. Jasne, Gruzja jest najbliższym nam kulturowo krajem będącym w top15 pod kątem niskiego Consumer Price Index (w uproszczeniu: stosunek zarobków do kosztów życia) i rozumiem, że dla wielu ludzi to będzie kraj taniej najebki, ale dla mnie to była jedna z najciekawszych podróży w życiu. 
Przy okazji; 
Czy znacie jakąś dobrze wydaną wersję gruzińskich mitów? Może być po angielsku :). #georgia #georgia🇬🇪 #georgiatravel #gruzja #podróże #podróżemałeiduże #wakacje #aniapodróżuje

Czy jeśli w Gruzji podoba...

O nowym wyglądzie bloga i “mojej chorobie”

 Zapragnęłam zmian. Co jakiś czas tak już mam , że przemeblowuję pokój, plan dnia i trochę swoje życie. Stąd też zmiany wizualne i inna szata graficzna.


Być może nowy wygląd bloga wcale nie jest lepszy (sama się jeszcze nie przyzwyczaiłam :)), ale właśnie o to mi chodzi – chcę unikać rutyny!
Zmieniłam prawie wszystko, co od dawna było niezmienne – tapetę na laptopie, układ mebli, oświetlenie pokoju i tak dalej, aż po życie osobiste. Jest inaczej. A ja tego potrzebowałam 🙂 To jest zazwyczaj tak, że bez zmian jest wygodnie – ta sama praca, bo chociaż jej nie lubimy, to zmiana jest ryzykiem. Ta sama droga do domu, ten sam chleb codziennie itp. Ja tak nie chcę! Wybierając wciąż to samo przegapiamy masę możliwości i ciekawych rzeczy.
Praca w szkole jest wspaniała, bo jest nieprzewidywalna. Niby to samo, ale każdego dnia inaczej – inne tematy, inne zachowania dzieci, nie wiadomo czego do końca się spodziewać. To jest coś, co mnie napędza do działania. Nieprzewidywalność. Czuję wtedy, że żyję. Muszę stale opuszczać swoją strefę komfortu i myśleć. 


Kiedyś lubiłam pewność i stałość. W przedszkolu zrobiłam awanturę o to, że kanapki nie są smarowane masmixem, tylko jakąś inną margaryną, a  kiedy zamiast wieczorynki był mecz, wpadałam w szał.


 Dzisiaj zmiany są czymś, czego potrzebuję raz na jakiś czas dla jakiejś higieny umysłowej. Nie rozpatruję ich jako zmiany na lepsze/gorsze. Musi być inaczej. Po prostu.
Nieprzewidywalność od kilku lat jest wpisana w moje życie – diagnozowano mnie na każdą możliwą chorobę układu oddechowego i nadal lekarze nie wiedzą co mi jest. Wiąże się to z masą problemów, bo nawet głupiej recepty z literką P dla chorób przewlekłych nie raz nie chcą mi wypisać… brak diagnozy=brak leków. Przyzwyczaiłam się już, że mogę się czuć świetnie po czym ni z tego ni z owego zemdleję. Albo zacznę się dusić. 
Moje objawy są następujące :
Stały repertuar (mam codziennie):
moje serce bije dużo wolniej (bradykardia), 
mam za mało żelaza (anemia), zanik miesiączki
moja temperatura jest niższa niż powinna (33-35,5, ale zdarza się 32…)
ból głowy
nadprodukcja śluzu w oskrzelach
odkrztuszanie powyższego w ogromnych ilościach
problemy z oddychaniem


3-4 razy w tygodniu i rzadziej :
– omdlenia
– robię się blada jak ściana
– senność
– refluks przełykowy
– duszenie się w nocy (nie, że się “duszę”, tylko się DUSZĘ tak, że oczy wychodzą mi z orbit.




Najgorsze są te zakreślone. Zaakcpetowałabym to wszystko, gdyby moje oskrzela się uspokoiły i przestały pracować 5x mocniej niż powinny. Dużo śluzu= dużo problemów. To wymarzone siedlisko dla wszystkich bakterii. W szpitalu zamiast mi pomóc zarazili mnie gronkowcem. W ilości 100 000 jednostek tworzących kolonie na mililitr. Nawet nie umiem sobie tego wyobrazić! Właśnie dlatego olałam skierowanie i nie stawiłam się w innym szpitalu. Nie widzę sensu, popieprzą znowu że to poważne, tego nie można tak zostawić  i sratatata po czym stwierdzą, że nie wiedzą co to. 
Po co to piszę?
Bo a) – jest masa nieporozumień z tego powodu
b) nie chcę, żeby ktoś obniżał swoje oczekiwania względem mnie tylko dlatego, że nie jestem zdrowa
c ) raz na jakiś czas muszę sobie ponarzekać żeby się oczyścić 😛
 Da się z  tym żyć – w liceum brałam przeciwzapalne sterydy (żeby mi się nic w tym śluzie nie wyhodowało) . Problem w tym, że z tygodnia na tydzień dawka była coraz większa a skutków ubocznych więcej niż to warte. Wiem, że nie mogę dłużej zwlekać i trochę trzęsę tyłkiem przed wizytą w innych szpitalu. Muszę się zarejestrować, bo kończą mi się leki… po ostatnich pomysłach lekarzy aż się boję co znowu wymyślą. Chyba stąd ten durny wpis 😛
Uściski, Ania

43
Dodaj komentarz

avatar
23 Comment threads
20 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
AniamalujeAnonimowyPola ZasLenaNadine Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Marie
Gość

Co do potrzeby zmian to chyba wlasnie jestem na takim etapie w zyciu jak Ty… 🙂Przemalowałam swoj studencki pokoj na totalnie kontrastowy kolor do panujacej tutaj przedtem nudnej zolci. Potem chwycilam na czarna farbe i pomalowałam meble w pokoju. Jutro mam zamiar poprzesadzac i porozsadzac kwiatki, kupic ciekawsze doniczki.Przy calym malowaniu nie obylo sie bez przemeblowania.Rozniwz wprowadzam zmiany w zyciu w roznych dziedzinach. Pozmieniali sie tez znajomi…dobrze mi z tym wszystkim. Co do Twojej choroby to lekarzem nie jestem i nie bede nic diagnozowac. Wiem ze bardzo mi ciebie zal ze Cie takie cos dopadło. Ze zrazaj sie jednak do… Czytaj więcej »

pora-wstac
Gość

Ja też lubię zmiany, tylko muszę poczuć do nich prawdziwą 'wenę', inaczej, wbrew sobie ani rusz! Czuję, że taki moment powoli nadchodzi, bo dawno nic nowego do swojego otoczenia nie wprowadzałam 🙂

I czytałam już wspomnienia o chorobie, przykro mi bardzo że się tak męczysz, to na pewno nic przyjemnego i ułatwiającego życie. Trzymam kciuki, żeby konkretna diagnoza i prawdziwy, dobry lekarz szybko się znalazły! Mimo wszystko – dużo zdrówka i pogody ducha życzę! 🙂

kosmetyczny-przekladaniec
Gość

Oj Aniu widzę, że masz podejście do służby zdrowia podobne, jak ja… Mnie lekarka leczyła na alergię, a okazało się (znaczy sama się zdiagnozowałam), że to niedoczynność tarczycy. Ostatnio miałam jakiegoś rodzaju zapalenie skóry, angielska tym razem pani doktor uznała, że to liszaj? liszajec? i przywaliła dawkę antybiotyku jak dla konia. Objawy ustąpiły, ale po odstawieniu antybiotyku wróciły. Zdesperowana kupiłam zwykłe wapno, które pomagało mi na małe reakcje alergiczne i co? Przeszło kompletnie… Mam nadzieję, że i Tobie uda się dość do miejsca w którym zostaniesz zdiagnozowana, bądź po prostu leczona we właściwy sposób. Nie wiem jakie są Twoje przekonania,… Czytaj więcej »

kosmetyczny-przekladaniec
Gość

Ah, rozumiem. Kurde taka technologia, ludzi w kosmos wysyłamy, a jak takie coś przyjdzie to co? Wszyscy klękają… Chyba pozostaje Ci się spróbować przełamać i pójść do tego drugiego szpitala, choć doskonale rozumiem, co czujesz. Może byś napisała kiedyś coś więcej o tych kroplach z pestek grejpfruta? Bo olejek herbaciany, to rozumiem normalny olejek i inhilacja kominkiem? Muszę czegoś spróbować, bo od kiedy jestem w UK, to sytuacja się pogarsza znacznie, może akurat…

kosmetyczny-przekladaniec
Gość

Dzięki kochana za odpowiedź! I trzymam kciuki za Twoje zdrówko 🙂

Nikola
Gość

Też swego czasu się nachodziłam po lekarzach. Na szczęście okazała się to zwykła bakteria- cały czas się zastanawiam, czemu postawienie diagnozy trwało tyle czasu?! Ale da się trafić na kompetentnych lekarzy, którzy potrafią pomóc. 🙂

Anonimowy
Gość
Anonimowy

bardzo podoba mi się zmiana na blogu 🙂 a choroby bardzo współczuję, nie potrafię sobie tego nawet wyobrazić. podziwiam Cię za chęci do działania, za życie pełne uśmiechu i radości. 🙂 zaskoczyłaś mnie tą temperaturą ciała.. moja często (czasami i przez kilka tygodni) wynosi około 37 stopni. przy chorobach i przeziębieniach skacze do niepełnych 38 i to ani gorączka, ani stan podgorączkowy, a trzyma i puścić nie chce.

trzymaj się i oby choroba nie męczyła Cię za bardzo. 😉

Anonimowy
Gość
Anonimowy

To nie jest mukowiscydoza?

Alex
Gość

trzymam kciuki, aby wreszcie Ci wredni lekarze stwierdzili co Ci jest!
ja natomiast lubie to co jest, jakoś nie śpieszy mi się tego zmieniać … oprócz tapety w telefonie 😉 i planów na przyszłość 😀

Remedy
Gość

Ja akurat zmian nie lubię jeśli chodzi o poważne sprawy, bo czasem potem ciężko mi się odnaleźć w nowej sytuacji. Na szczęście w drobnostkach lubię czasem coś zmienić 😀 Pokój przemeblowuje nie raz nie dwa, kolor włosów zmieniam co chwilę i jestem od tego wręcz uzależniona 😀 Mogłabym tak wiele wymieniać 😀 Chociaż co raz częściej mam ochotę na jakąś większą zmianę, bo w chwili obecnej utknęłam w miejscu: poszukując pracy, mam praktycznie zerowy kontakt z przyjaciółkami, siedzę praktycznie non stop w domu sprzątając i siedząc przy kompie. Na początku była to miła odmiana, ale teraz po 3 miesiącach to… Czytaj więcej »

*Natalia*
Gość

Życzę Ci byś jak najprędzej otrzymała diagnozę choroby i aby to wspomogło leczenie :*

malawredota
Gość

Chyba też coś zmienię u siebie 🙂 a Tobie życzę żebyś szybciutko dowiedziała się co Ci jest i to leczyła! :*

kudels
Gość

ja też potrzebuję zmian i dziś jest dzień przemeblowania pokoju! Ja też jestem chora, niedawno jeszcze bardzo blisko było mi w złą stronę. Nie ma co się łamać 🙂 !

Klaudia
Gość

ja też jestem chora, od roku biorę codziennie lekmi alergiczne. tyle, że jestem uczulona… na nic. po prostu cały czas mam katar, swojego czasu chodziłam po lekarzach, którzy nie wiedząc co mi jest stwierdzili, że to pewnie alergia i kazali mi brać leki. na badaniach nic nie wyszło, a ja mam katar non-stop i nie wiem jak mam dalej z tym żyć 🙁

Czarownicująca
Gość

Trzymam kciuki za Ciebie i medycynę!
Sprawdzałaś, czy to nie alergia albo nietolerancja? Nietolerancja potrafi dawać kosmiczne objawy, niby nie na temat, z czymś podobnym do astmy włącznie

Luthienn
Gość

Ja to wygląd bloga zmieniam non stop, Twój wygląda teraz super!
A co do choroby, to mogę Ci tylko współczuć ;/ Musi być nieciekawie być chorym i nie wiedzieć co to za choroba….ale, że przez tyle lat żaden lekarz Cię dobrze nie zdiagnozował….paranoja ;/

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Też lubię zmiany 🙂 pokój raz w miesiącu jest przemeblowany, szafa, życie i blog ;p a Tobie życzę duuużo zdrowia ;*

natalia
Gość

Stabilizacja jest dobra jeśli chodzi o otoczenie, natomiast przy codziennych czynnościach wpada się w rutynę. Jestem fanką stabilizacji daje mi ona małą pewność życiową, lecz zmiany też lubię ale typu nie np zróbmy rewolucję w całym mieszkaniu tylko np przy zakupie czegoś nowego stanie to dokładnie w miejscu swojego starego poprzednika, lubię próbować nowych rzeczy w kuchni czy jeśli chodzi o kosmetyki ale jeśli chodzi o otoczenie lubię jak pozostaje bez zmian. Co do zdrowia. Jest ono bardzo ważne w życiu. Kiedy wie co jest nie tak łatwiej z tym walczyć i zdarzyło się tak, że nie wiadomo co jest… Czytaj więcej »

Gaffi
Gość

A ja mam wrażenie że silna osoba z Ciebie i nie dasz się tej chorobie, czymkolwiek ona jest. Więc trzymam kciuki za wygraną walkę;-)

Tez lubię zmiany, czy dobre czy złe, muszą być żebyśmy mogli się rozwijać i tyle:))
Buziki

Nadine
Gość

Jesień zachęca do zmian. 🙂 Ja też już pozmieniałam wiele w swoim życiu. teraz tylko jadę na studia i robię… przemeblowanie. 😛

Annathea
Gość

Czegoś chyba nie doczytałam, bo miałam wrażenie, że już wiedzą co Ci jest. Chyba optymistycznie założyłam, że tak jest :). No to trzymam kciuki dalej, żeby lekarze się ogarnęli i wymyślili jak to wyleczyć.
Stabilizacja jest dobra, ale czasem tzreba coś zmienić, bo inaczej zamiast stabilzacji jest rutyna. A jesień to dobra pora na to.

Nadine
Gość

Jesteś totalnie inspirująca, więc to nic dziwnego. 😀

Lena
Gość

Heh, nie martw się <3 moja kuzynka była ostatnio w podobnej sytuacji: jednego dnia było dobrze, następnego mdlała po kilka razy dziennie. Tułała się od lekarza do lekarza przez ponad rok. Dopiero jej brat, buszując w internecie, wpadł na to, co jej może być. Okazało się, że jest to jakaś nietypowa odmiana cukrzycy, a jej do tej pory robili tylko podstawowe padania na cukier, które tego nie wykazywały – nasz NFZtowski minimalizm :/ wystarczyło zmienić dietę i już normalnie funkcjonuje 🙂 Tobie też życzę, żeby wszystko się ładnie ułożyło 🙂

Lena
Gość

"Pierdół" <3

Pola Zas
Gość

cudowna szata graficzna!! sama ją stworzyłaś czy skorzystałaś z jakiegoś szablonu? :)))

Anonimowy
Gość
Anonimowy

Mój półroczny braciszek miał na początku zapalenie oskrzeli później płuc a teraz lekarze sami niewiedzą do końca. Zatyka go i nie może tego wykrztusić i tak mu charczy. Dostała znowu sterydy ale lekarze nie postawili diagnozy. Czy u Cb też podczas oddychania było coś słychać?

Previous
Rozwojowy czwartek… w piątek ;)
O nowym wyglądzie bloga i “mojej chorobie”