Archive Pages Design$type=blogging$count=7

Najgłupsza rzecz jaką kiedykolwiek zrobiłam

Popełniłam w życiu wiele błędów i wiele głupot, ale skala jednej z nich przeraziła mnie samą. Oglądałam kiedyś nałogowo taki program "Żarty śmierci". O ludziach, którzy zginęli w idiotyczny sposób. Np. popisując się przed dziewczyną i robiąc o jedno salto do tyłu za dużo. To ostatnie już przez otwarte okno.
Mój automatyczny komentator w głowie zazwyczaj odpowiadał coś w stylu "selekcja naturalna". Plus głupi, złośliwy uśmieszek. Taki wiecie, niezbyt miły.

Lecąc do kraju trzeciego świata musisz przestawić się na myślenie kryteriami kraju trzeciego świata. Najpierw łapiesz się na jedzeniu w miejscu, które w Polsce sanepid zamknąłby w trzy sekundy. Potem masz gdzieś to, że na twoim jedzeniu siedziały robaki a na końcu zjadasz starego pająka (tutaj więcej o tym co jadłam w Tajlandii). 

Kogo w dzieciństwie wkurzało "ale ty nie jesteś wszyscy!", wypowiadane przez matkę? A słynne "a jak X powie "skocz w ogień" to też skoczysz?". Mam wrażenie, że istnieje jakiś stały i niezmienny repertuar rodzicielskich tekstów😉

Cóż. Sprawa jest o tyle dziwniejsza, że ja znam teorię. I psychologia tłumu nie jest mi obca. Słyszałam o tej nieszczęsnej pielęgniarce, która zaaplikowała pacjentowi krople do uszu w odbyt, bo lekarz napisał R EAR a ona zamiast R(right) EAR odczytała to jako "rear". I o eksperymencie więziennym. I wiem nawet, że jeśli kiedyś się wywrócę, nie będę w stanie wstać bo coś sobie połamię, to mam w tłumie krzyczeć - ej ty w żółtej bluzie, dzwoń na pogotowie!, bo wiem czym jest rozproszenie odpowiedzialności i że trzeba konkretnie i jasno prosić o pomoc, bo w tłumie o nią najtrudniej.

Łatwo jest gdybać o jakiejś sytuacji z zewnątrz. Postaram się przestać to robić.
Gdy przeczytałam o tym jak runęło Azure Window, miałam dwie istotne refleksje. Jedną opisałam na blogu, drugą podzielę się dzisiaj.
Wiem jak działają media, znam teorie wywierania wpływu i manipulacji. Wyobraziłam sobie, że to skalne okno zawaliło się i doprowadziło do śmierci jakiegoś człowieka.
Oczyma wyobraźni widziałam nagłówki  o turystach ginących w pogoni za idealnym selfie ze skały. I komentarze. "hahaha dobrze im tak", "ludzie są dzisiaj coraz głupsi", "próżność  i narcyzm prowadzą właśnie do tego". Może jakieś nieliczne głosy obrony i współczucia.
Też tam byłam.

Ba! Uśmiechałam się na widok galerii butów w jakich turyści chodzą w góry. Moim hitem jest numer 57. {btw. zawsze patrzę na buty u innych ludzi, wiele o nich mówią}.

Ale kiedy jesteś w środku innej kultury, jest zupełnie inaczej.

Każdego dnia widzisz ludzi podróżujących na skuterach bez kasków, w klapkach i w dziwnych konfiguracjach. Dwoje dorosłych plus dwójka dzieci na jednym skuterze? A co to za problem! Dzieciak siedzi z tyłu i trzyma ojca za koszulkę. Puści się to spadnie, ale jakoś nikt się nie puszcza. 12 osób + maszyny i sprzęty na pace samochodu? A co w tym dziwnego? WSZYSCY tak robią. Po jakimś czasie przechodzisz nad tym do porządku dziennego. Przestaje cię to dziwić. No, może gdy widzisz trzy dorosłe osoby na jednym skuterze. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że prowadziła środkowa. Jakim cudem - do tej pory nie wiem😉. Dla nakreślenia sytuacji wrzucam trzy obrazki pokazujące azjatycki styl jazdy - dwoje dorosłych z pakunkami, sześć osób na skuterze , pięciu policjantów. Nie zauważyłam wypadków ani agresji na drogach i to dodatkowo potrafi uśpić czujność. Bo jakoś człowiek zapomina, że całość może skończyć się poważnym wypadkiem [tych zdjęć nie otwierajcie - tego się nie odzobaczy].

Nie jestem odważnym człowiekiem.  Byłam dumna z siebie że wlazłam do wody pełnej "baby sharks" (oczywiście wciąż z wielkim strachem) a potem zobaczyłam te nagrania i kilka bardziej ekstremalnych zdjęć bym nagle poczuła się bardzo mała. Po posmakowaniu włochatego pająka musiałam wypić drinka. Gdy byłam młodsza zdarzało mi się uciec z przychodni tuż przed pobraniem krwi. Ba! Uciekłam ze spaceru w przedszkolu, bo na obiad miała być wątróbka.

Rzucona w inną kulturę zaczęłam korzystać z tych części swojej osobowości, które zazwyczaj są mocno zakurzone. To było niesamowite doświadczenie. Wiele się można o sobie dowiedzieć ;-).
Jednak człowiek podejmuje dziwne decyzje gdy nie wie co może go tam spotkać. Na hamaku z tytułowego zdjęcia leżało mi się też cudownie. Dopóki nie zobaczyłam potem węża.

Nie zrozumcie mnie źle. Tajowie są przemili, ale bardzo beztroscy. Cieszą się chwilą i dniem. Nie są bogaci, ale mają chyba wszystko czego potrzebują. Posprzedają naleśniki dwie godziny i zwijają stragan. Wszystko jest "no problem, no problem" a i problem z uśmiechem na ustach.  Wszystkie pojęcia i zasady z którymi nauczyliśmy się nie dyskutować, nagle można rozbić o kant stołu. Choćbyś miał kask, dokumenty i międzynarodowe prawo jazdy na motocykl (w Tajlandii wymagane na skuter) i tak możesz zapłacić mandat. W zasadzie twarzowe za bycie białym bankomatem. Gdy sprzedawca zastanawia się nad ceną produktu (którym handluje od kilku lat :D), to najpewniej kalkuje na wielkiego frajera wyglądasz. I chociaż tzw. "klasyczna" edukacja u nich leży, to mają mocno rozwinięte inne rodzaje inteligencji.

W momencie gdy widzisz Tajów beztrosko skaczących ze skały obok wodospadu (dodam, że tuż obok była kolejna skała), nic cię już nie dziwi.

Plaża plażą, było pięknie, rajsko i cudownie. Ale warto by zobaczyć trochę więcej, prawda? Zdecydowaliśmy się z Olą ( http://aleksandranajda.com/) i Łukaszem - Oli narzeczonym na odwiedzenie Khao Sok. To Park Narodowy w którym można doświadczyć dzikiej przyrody na własnej skórze.
Na wstępie zaznaczę - nie żałuję ani trochę, że to przeżyłam! Zapamiętam już na zawsze ;). Widoki były zapierające dech w piersiach. Po prostu odkładasz telefon na bok i patrzysz jak pięknie wyglądają skały w oddali. Zachwycasz się gekonem i jego uroczymi przyssawkami. Pozwalasz się polizać po twarzy obcemu psu z obcymi zarazkami. Na pewno nie doświadczasz jednak ciszy. Odgłosy wydawane przez dżunglę są specyficzne i nie do opisania.
Taki widok mieliśmy z balkonu. Okej, na zdjęciu nie robi wrażenia. Więc uprzedzam lojalnie i szczerze - zdjęcia pokazują jakieś 10, może 20% rzeczywistego piękna.
Do Khao Sok dotarliśmy autobusem a potem z przystanku na pace samochodu. Zakwaterowanie w domku na wysokich palach. Dwa materace, mikro-stolik i wentylator stanowiły cały domek. No, jeszcze dziurawy hamak na wejściu :D Dwa kontakty, w tym jeden przy suficie. I łazienka - Słuchawka prysznicowa (brodzik to zbędny luksus :D), muszla klozetowa na którą leciała woda z prysznica oraz umywalka. Kanalizacja połowiczna. Woda doprowadzana rurami, ale do dżungli wraca dziurą. Nature back to nature! 

Ach, wtedy jeszcze nie wiedziałam co tam może się czaić i śmiałam się z jaszczurek które z nami nocowały. Nie chciałabym rano stać przed dylematem czy skorzystać z ubikacji czy uciekać przed wielkim pająkiem. Mówiąc "wielki pająk" nie mam na myśli tego, co myślę o wielkich pająkach w Polsce. Mam na myśli to, co wypluwa wyszukiwarka po wstukaniu "Khao Sok spiders" :).



Zasięgu za bardzo nie było a jak już udało się złapać, to puszczałam nagrane wcześniej snapy. Zjedliśmy niesmaczny obiad i poszliśmy na spacer. Góry w tle zapierały dech w piersiach. Było niewyobrażalnie pięknie. Gryzły komary, ale jedyne polecane repellenty z DEET powyżej 90% już wyszły. Cóż. Swoją drogą to fajna alternatywa - albo narażasz się na toksyczny dla układu nerwowego DEET albo na choroby przenoszone przez małych krwiopijców :D
Złapał nas deszcz więc poszliśmy na kawę. Łukaszowi trafił się brudny kubek, ale po czasie takie rzeczy nikogo już nie ruszają i wszystko ma swój urok. W trakcie deszczu graliśmy w państwa-miasta z internetu korzystając bardzo incydentalnie. Raz, że szkoda na to czasu, dwa - że koszmarnie wolny. Służył do sprawdzania czy taka roślina na pewno istnieje albo czy coś tam jest miastem czy może jednak rzeką. A potem niesmaczna kolacja i spać. Ach, ja jeszcze poszukiwałam kleju by naprawić espadryle. Mina sprzedawcy gdy odgadł że pytam o klej - bezcenna. 
Swoją drogą - u nas klej przebija się końcówką zakrętki. W Tajlandii dostajesz klej, szpilkę i słonika na szczęście. Nie pomógł - i tak skleiłam sobie palce.
Ale pisze do was dziewczyna, która usiadła tyłkiem na pendrive i go złamała :D.
Wykupiliśmy wycieczkę mającą w programie spacer po Parku Narodowym, nocleg na jeziorze (domki na bojach), wyżywienie, rejs łódką oraz brak zasięgu (jakiegokolwiek). Prąd działał tylko w określonych godzinach. 

Rano wpakowaliśmy się w tym celu do busa, na miejscu organizator godzinę nas liczył i doliczyć się nie mógł :D. To wróżyło źle, ale gdy już wpakował nas na łódkę to oświadczył że nie popłyniemy dopóki wszyscy nie założą kamizelek. Uspokoił tym moją łaknącą pozorów bezpieczeństwa duszę.
Z tego samego powodu pytałam Tajów o napotkanego węża. By usłyszeć to "no danger, no danger" którego tak łaknęłam ;).


 Na miejscu było cudnie, chociaż tak mnie wytrzęsło że czułam się fatalnie. Można patrzeć w dal i niczego więcej do szczęścia nie potrzeba. No, może skoczyć do głębokiej wody jeśli jest się odważnym. Ja nie jestem :D

Obiad... po całym dniu podróży nigdy tak bardzo nie smakował mi ryż! My mieliśmy dość skromne posiłki z porcją  wydzielaną przez strażnika ryżu, a stoły Azjatów uginały się od jedzenia ;). U nas nazwano by to rasizmem, u nich to norma. Z jednej strony wszyscy są bardzo mili, z drugiej jesteś białym bankomatem i piwo Chang kosztuje dla ciebie 6 zł. 

Przed kolacją nasz przewodnik zorganizował mały rejs po jeziorze. Cicho, bajecznie z bardzo czystą wodą. I teraz kurczę nie wiem o co chodzi. Uraczył nas łzawą historią o tym, jak to wodospad zalał te tereny i ludzie płakali musząc się wynieść w inne miejsca, bo mieli tu swoje domki, zwierzęta, uprawiali jakieś rośliny. I że wielka tragedia. W internecie zaś piszą że to sztuczne jezioro powstałe by wytwarzać tam prąd. Co jest ultra ciekawe, bo w domkach prądu prawie nie ma. 
Ja ze swoją wrodzoną ciekawością staram się zawsze dopytywać o różne rzeczy, a Ola z Łukaszem się z tego śmiali bo nauczeni pobytem wiedzieli że nie dowiem się niczego ciekawego. Groźnie się zrobiło gdy na środku jeziora zepsuł się się silnik. Nagle do nas dotarło że mamy dwa kapoki, jedno wiosło i chyba ze 12 osób na pokładzie.
Super!







Akcja naprawiania silnika trwała chyba z godzinę. Zdążyliśmy stracić nadzieję a męska część ekipy na zmianę wiosłowała z nadzieją że podpłyniemy gdzieś, gdzie chociaż latarki z telefonów dadzą znać o naszym położeniu :D. Nie muszę dodawać że nasz przewodnik nie miał zupełnie nic, czym można wezwać pomoc? Gwizdka, flary, racy, latarki, walkie-talkie - nic. 


Zatopiona dżungla to coś nie do opisania. Tukany, gibony, spokojna woda i bezkresny las. Pięknie.

Jakimś cudem silnik załapał i wróciliśmy na kolację. Dostaliśmy coś wyjątkowego, czyli rybę. A potem siedzieliśmy i rozmawialiśmy sobie o życiu, pierdołach i polityce😅. I wtedy stało się coś dziwnego. Imprezujący kawałek dalej przy grillu Tajowie zaczęli przynosić nam dary. Nadjedzoną rybę, niezjedzone krewetki. "This special for you". Cóż zrobić z takim prezentem - cholera wie. Na pewno Tajlandia jest fajną lekcją dla każdego snoba zamawiającego owoce morze - tutaj kalmary i inne tentakle (wybaczcie, tak bardzo chciałam użyć tego określenia mackostworów! :D) są najtańszym jedzeniem.

Najpierw siedzieliśmy w większym składzie, ale niemiecka ekipa się wykruszyła i została nasza trójka, Francuz i dziewczyna z Holandii wraz z bratem. Było miło, było wesoło aż Holendra wzięła ciekawość co tam podpici Tajowie robią. W dwie minuty miał przyjaciół.

Po czym poznać, że ktoś jest prawnikiem lub weganinem? Sam ci to powie, głosi miejska legenda. Z pewnością jest przesadzona i krzywdząca. Będąc kiedyś w golfie usłyszałam, że obnoszę się ze swoim ciałem. Nie wiem co miałabym zrobić, amputować sobie cycki? Ludzie w swoich ocenach często nieświadomie eksponują własne kompleksy. Nie wiem, może ktoś czuje się źle/nieprzyszłościowo wykształcony albo w głębi duszy wie, że niewłaściwie się odżywia?

Ale wracając do luźnej konwencji wpisu - po czym poznać LadyBoya? Sam Ci to powie. Na pewno nie każdy, ale ten jeden (ta jedna?) ponoć tak. Ja pojawiłam się tam minutę za późno by to usłyszeć, ale wciąż w porę by z bycia białym bankomatem stać się przyjacielem i mieć podtykane pod nos darmowe piwo ;-). Nie mam pojęcia o czym rozmawialiśmy, ale było miło. Wciąż wierzę w to, że inne kultury mogą ze sobą współistnieć, ale musimy przestać wartościować co jest lepsze a co jest gorsze w odniesieniu do ludzi. Jak ma nam to się udać, jak część osób o wykształceniu technicznym gardzi "humanistami" a część "humanistów" osobami po zawodówce i tak dalej? Zacznijmy od małych rzeczy ;-). 

Wyspać się nie dało, bo za każdym razem gdy w jednym domku ktoś spuszczał wodę, wszystkie miały darmowy koncert. Szczęście że nikt nie wpadł do wody bo deski na pomoście też były przytwierdzone na słowo honoru ;-).

Następnego dnia mieliśmy mały rejsik i śniadanie. Dostaliśmy polecenie by się spakować i wrzucić plecaki do jednego domku bez żadnego zamka, kłódki... ani razu nie wróciłam myślami do swojego plecaka, a są w Polsce miejsca gdzie trzymam mocniej pasek torebki. 

Podczas śniadania przewodnik oznajmia, że w nocy trochę padało i żeby nie brać japonek. Byłam przygotowana na spacerek po ścieżce, więc miałam espadryle. Dodam, że po zdjęciach z "biura podróży" i opisie wycieczki byłam pewna, że  mamy dwie atrakcje tego dnia. Jaskinie oraz Park Narodowy, o którym miałam europejskie wyobrażenie ;-). Ech, głupia ja!

Powinnam coś pomyśleć w momencie, gdy przewodnik dał mi i Oli zapasowe buty. Nie chciałam zniszczyć espadryli więc się ucieszyłam. Piękne jaśniutkie conversy dziewczyny z Niemiec nie miały tego szczęścia. Ale cóż, przewodnik chyba miał mnie dość, bo zadawałam jakieś pytania już od pierwszego dnia, kiedy się okazało że mamy jeden koc na trzy osoby. 

Ja trafiłam na buty gumowe. Też fajnie :D
 Mój brzuch gdy jeż głównie ryż i ananasy -.-. 
Dostaliśmy po butelce wody, dopłynęliśmy do tabliczki głoszącej że to już. Wpisaliśmy się na listy i... popłynęliśmy dalej! Nikt nie planował zabrać nas w "oficjalne" miejsce, nasz szalony przewodnik miał lepszy pomysł. Dzień wcześniej obiecał że wrócimy przed jaskiniami na autobus do Phuket Town. Dzisiaj stwierdził że jest też późniejszy autobus o 16.00 i on nim jeździ to wie. 
Nagle zdałam sobie sprawę, że oddałam całe swoje bezpieczeństwo i wszystko w ręce niezbyt ogarniętego, ale sympatycznego Taja. Odpowiedzialność level master 😆.
Wcisnęłam się w czarne gumowe tenisówki (?) i z plecaczkiem ruszyłam z całą grupą na ląd. Dodam, że czytałam informacje w Khao Sok. Kazali zabrać - wodę, pieniądze, coś na komary i jeśli masz - latarkę czołową. To wszystko. Dlatego większość z nas miała szorty i lekkie topy. W końcu jest upał a my idziemy na spacer.

Już po chwili trzeba było wpaść po kostki do wody. Rozglądałam się tylko w poszukiwaniu pijawek, bo z innych zagrożeń nie zdawałam sobie sprawy. A przecież gdybym wiedziała że wybieramy się do DŻUNGLI, założyłabym czarne przylegające leginsy. Czytałam kiedyś, że pijawki wchodzą do nogawek i to najrozsądniejsza opcja. Mimo wszystko, ochoczo podążałam za przewodnikiem by jak najwięcej usłyszeć. Nie powiem - ciekawe rzeczy. Słyszeliśmy małpy, widziałam wielki plaster miodu. A potem miała pecha być najbliżej przewodnika gdy zapytał "widzisz to"? Nachyliłam się by zobaczyć a to był WIEEEELKI czarny włochaty pająk. Coś jak ten którego jadłam w Kambodży.
Tylko większy.

Potem jeszcze kilka razy trzeba było wejść do wody do połowy łydki i iść sobie małą rzeczką, wdrapać się, iść dalej. Że też tego nie przewidziałam gdy dostałam gumowe buty...
Świadomość że na lianie może siedzieć pająk powstrzymywała mnie przed odruchowym chwytaniem za różne rzeczy. Dobrze, że nie wiedziałam o wężach (pytony, kobry i inne),  bardzo boleśnie gryzących skolopendrach, innym pełzającym niebezpieczeństwie. Google głosi że w Khao Sok są też Tygrysy i niedźwiedzie malajskie, ale to pewnie gdzieś jeszcze bardziej w "deep jungle".

Umówmy się - przewodnik był w krótkich spodenkach. To uśpiło moją czujność, a przecież zapomniałam że Tajowie niezbyt troszczą się o swoje życie (brak kasków, skakanie do wody z ryzykiem roztrzaskania głowy o skały...). 
Żałuję jedynie, że nie spotkałam tego cudaka

W pewnym momencie okazało się, że nasza wycieczka prowadzi przez jaskinię. Super! Marzyłam o tym. To było właśnie to, co chciałam odpuścić. Mam blokadę przed czynnościami związanymi z wstrzymywaniem oddechu. Nie lubię cała się zanurzać, nie lubię wysokiego lub niskiego ciśnienia bo to wszystko kojarzy mi się z najczarniejszym zdrowotnie okresem mojego życia. Nasz przesympatyczny przewodnik rozdał nam czołowe latarki, zabrał elektronikę do swojego woodpornego plecaka (gdybym wiedziała, wzięłabym nieprzemakalną nerkę), uprzedził że w jaskini jest ciemno, woda jest zimna i mamy się nie bać bo są tylko nietoperze i "baby cobras".

Umówmy się - nie mam pięciu lat i wiem że dzieci nie biorą się z kapusty. Jeśli są młode, to pewnie jest gdzieś ich matka.

Pytam co jeśli nie chcę wchodzić do jaskini.
Słyszę, że moja decyzja i mój problem 😅. Inna kultura, inne zasady. Pamiątkowe zdjęcie i do jaskini...
Zdjęcie z Gopro Łukasza. Potem nie było za bardzo jak nagrywać bo ciemno i jednak co chwilę trzeba się było czegoś trzymać, a Łukasz bohatersko przejął plecak więc już zupełnie nie miał jak.

Już nie byłam tak głupia by iść przodem. Obserwowałam jak głęboko mają niżsi ode mnie. Było różnie. Przede wszystkim - dużo pająków. Tym razem dziewczyna nie zobaczyła więc przewodnik rzucił w stronę pająka kamieniem. Super, mądrze panie przewodniku! Jak to jest możliwe, że znalazłam się bez kamizelki i dobrych umiejętności pływackich w jaskini z zimną wodą, pająkami, może nawet i kobrami i powierzyłam swoje życie młodemu Tajowi? Jak? 
No małymi kroczkami.Trochę przesuniesz swoje granice tu, trochę tam. A potem zdajesz sobie sprawę że jesteś w jaskini i nie masz powrotu.

Za pierwszym razem gdy woda była po pas, zdecydowałam się nie łapać niczego bo przecież ble, pająki fuuu i w ogóle strach. Jak miałam po szyję to przestałam księżniczkować. Jak nie miałam gruntu to myślałam że zwariuję ze strachu. Woda miała być po pas, ale przecież w nocy padało no i nie była.
W pewnym momencie trzeba się było opuścić w dół po linie i dać mega duży krok. Puściłam tą linę za wcześnie i z jednego kamienia nie byłam w stanie dać kroku na drugi. Nie jestem odważną osobą. Bałam się przeokrutnie. Potem widziałam żabę wielkości rolki papieru toaletowego i jakoś skończyła się ta jaskinia. Widok nieba był cudowny i wyczekany. 
Każdy z nas wygląda na profesjonalnego grotołaza :D

Okej, powrót przez dżunglę to była betka. W łódce odkryłam że straciłam paznokieć na dużym palcu, ale poza lekkimi zadrapaniami nic się nie stało. Byłam pewna że te kobry to był żart i takie jaja.

Wróciliśmy do domków, wzięliśmy plecaki. Ryż smakował jeszcze lepiej niż dnia poprzedniego. Potem łódka i wracamy na ląd. Magicznie okazało się, że w busie jest mniej miejsc niż ludzi :D Jakoś udało się ścisnąć i dotarliśmy na przystanek. Autobus miał być wcześniej, w końcu nasz przewodnik ciągle nim jeździ... Taa, jasne.

Przypomniał mi się żart jakim uraczył nas jeden z takich cwaniaczków.
Zazwyczaj jak ktoś cię pyta skąd jesteś, to dialog wygląda tak
- Where are you from?
- Poland
- Aa HOLAND?

ewentualnie -
Are you Russians?

Jeden raz ktoś postanowił nas zaskoczyć i słysząc POLAND odpiwiedział - ooo I was there years ago!
- really? Where where You in Poland?

- Oh, I was there in my dreams 😅. A to śmieszek.

Nam też zostało śmiać się z tej sytuacji, gdy masz 2 czy 3 godziny do autobusu. Graliśmy w karty. Padał deszcz, przystanek był w centrum niczego.

Ciekawostka - przystanek był po naszej stronie ulicy, autobus podjechał na drugą. I biegnij przez czteropasmówkę, co tam ;D

W autobusie mając internet dowiedziałam się, że baby cobras to nie był żart. I że są tam zwykłe kobry i też king kobra. Przeglądając instagram zauważyłam że w kilka godzin wcześniej ktoś w tym samym miejscu zrobił zdjęcie pytona. Że te skolopendry bardzo boleśnie gryzą. Że pijawki to najmniejszy problem. Że o tej porze roku nie wolno chodzić po jaskiniach bo jest to niebezpieczne. I że kilka lat temu w tych jaskiniach zginęli turyści wraz z przewodnikami.  Bo padał deszcz i woda się podniosła. 
W ramach bezpieczeństwa jest tam teraz lina. 

Wiecie co jest najdziwniejsze?
Gdybym siedząc przed telewizorem usłyszała o grupie turystów którzy poszli w krótkich spodenkach do jaskiń. Poszli bez jedzenia, flar i łączności. Poszli do dżungli i chodzą po jaskiniach tam zginęli, pomyślałabym

- Co za debil idzie do dżungli nieprzygotowany?! SELEKCJA NATURALNA.

Cóż, ten debil to ja.

___________
Dobra, jestem dla siebie ciut surowa. Nic się nie stało, dla wielu osób to pewnie była fajna przygoda. Cóż, nie chcę wiedzieć jak wygląda "deep jungle survival", ale błogosławię ten brak internetu. Gdybym wiedziała co spotkam w tej dżungli... Mogło być niewesoło. Ignorancja, wiara w to, że przewodnik mówi prawdę, ufność i "wszyscy idą" zgubiły mnie tym razem. 

A jaka jest najgłupsza decyzja w Twoim życiu?


Bądź na bieżąco! 
  INSTAGRAM ❤ FACEBOOK 
❤ FACEBOOK MONIKI 
Niektóre teksty widzą tylko subskrybenci (nie lądują na "głównej") -
 jeśli chcesz być na bieżąco, zostań obserwatorem w google lub na bloglovin :) A jeśli dany tekst Ci pomógł, sprawisz mi przyjemność, jeśli klikniesz +1 w g+ pod tekstem :)
Follow on Bloglovin
Komentując oświadczasz, że znasz regulamin

KOMENTARZE

BLOGGER
Nazwa

-40% drogeria natura -49% rossman -50% na kosmetyki #Koniecznie przeczytaj 100 dni bez spodni 15 hair project 2015 2016 2017 2018 2019 218 4-godzinny tydzień pracy 5+ 50 list afro akceptacja akcesoria aktualizacja włosów aktywne słuchanie aliexpress Amalfi Andrea anemia Angkor wat Ania poleca anime ankieta aplikacja aplikacje apple asertywność astor ateizm Avon Azja babcia bakterie bataty bądź duży bez pieczenia bezglutenowe biała czekolada biały laptop biblia bicie bieganie biel bingo spa biust biustonosz BLOG blogi blogowanie blond błędy bob body-shaming bohaterki botki boże narodzenie ból ucha - naturalne metody bridal hairstyles brwi buty cele cele życiowe celia ceny w Tajlandii cera Chiny ciało ciastka ciasto bez pieczenia ciasto francuskie ciasto kinder country ciasto snicker ciekawe blogi cienie cieniowane Claudia Shiffer co co było co jest za damo co kupić babci co kupić dziadkowi co kupić na dzień matki co kupić na promocji w rossmanie co kupić na wieczór panieński co na prezent co powiedzą inni co przywieźć z Ukrainy co przywieźć ze Lwowa co robić jesienią co robić w grudniu co robić w kwietniu co robić w lipcu co robić w listopadzie co robić w lutym co robić w maju co robić w marcu co robić w październiku co robić w sierpniu co robić w styczniu co robić we wrześniu co warto kupić na promocji rossman co warto kupić na promocji w drogerii natura co warto przeczytać co warto zrobić na studiach co zjeść w tajlandii co zobaczyć w londynie co zrobić by rude włosy nie płowiały co zrobić żeby włosy szybciej rosły creaclip cruelty-free curls Cypr cytaty czarna rzepa czas czasopisma czcionki czekolada czekolada z żelkami czekoladki czereśnie czerwiec czerwona królowa czkawka czy książki są drogie czy można narzucać wiarę czy można zmuszać do chodzenia na religię czy można zmuszać dziecko do chodzenia do kościoła czy warto lecieć na Cypr czy warto obchodzić halloween czy zapłacę cło czytanie czytnik za złotówkę ćwiczenia daktyle darmowe e-booki darmowy planer death note decubal delia demakijaż depilacja depilacja laserowa depilacja pach depresja deser desery design detoks dieta dieta śródziemnomorska diy dla dojrzałych kobiet dlaczego nie piję mleka dlaczego warto wyparzać i wymieniać szczoteczkę do zębów do 100 zł Dobre Bakterie dobre nawyki dobro dochód domodi domowe sposoby domowy sernik dowody naukowe drinki duplo dusza dzieci dzień babci dzień matki easy hairstyle edukacja egzamin egzaminy eksperci eksperymenty eld elfen lied emocje energia essence etykiety eyeliner fanatyzm FAQ farbowanie feminizm figa figi figura film filmy filozofia finanse first7jobs fit Fitocell freddie fryzura fryzura na ślub fryzury fryzury ślubne fryzury z grzywką gadżety gdańsk gdzie kupić biustonsz 65e gdzie pojechać w maju gdzie tanio kupować meble gliceryna golden blonde golden rose gotowanie Grecja gronkowiec złocisty gry grzywka gule podskórne gwiazda dnia hair trends hairstyles halloween a wszystkich świętych haloween hejt hemofobia henna historyjka motywacyjna Horchata Hot hotel hula-hoop humor hybrydy ile idzie przesyłka z Aliexpress imbir impreza inne inne. inni inspiracje inspiracje tygodnia instagram iOS iphone iphone7 isadora italia jak aplikować wcierki jak być lepszym chrześcijaninem jak być sobą jak być szczęśliwym jak dorobić jak efektywnie czytać Jak efektywniej korzystać z sieci jak jeść figi jak kupić idealną ramoneskę jak kupować na aliexpress Jak łatwiej się skupić i wyeliminować rozpraszacze? jak mieć więcej przyjaciół jak napisać pracę licencjacką jak napisać pracę magisterską jak naturalnie wyleczyć anemię jak nauczyć się angielskiego jak nie chorować jak nie marnować czasu w sieci jak nie przejmować się zdaniem innych jak oszczędzać jak oszczędzać. jak ozdobić zeszyt jak pobrać the sims 2 za darmo jak pokonać strach przed tym jak pomóc dziecku molestowanemu seksualnie? jak poprawić koncentrację jak poradzić sobie ze złym dniem jak poszerzyć horyzonty jak powiększyć biust jak prawidłowo czyścić uszy jak przyspieszyć porost włosów jak radzić sobie z gniewem jak radzić sobie z krytyką jak radzić sobie ze stresem jak realizować cele jak rozładować napięcie jak się skupić jak się uczyć jak skutecznie notować jak sprawić by inni nas lubili jak stać się bardziej lubianym jak stać się lubianym jak stać się optymistą jak stosować olej kokosowy jak stosować wcierki do włosów jak szybko podejmować decyzje jak szybko zapuścić włosy jak tanio czytać książki jak tanio podróżować jak tanio zorganizować wakacje Jak tanio zorganizować wycieczkę do Londynu Jak tanio zorganizować wyjazd do Lwowa jak uczyć się na własnych błędach jak usprawnić mózg jak utrzymać rudy kolor jak uzyskać loki jak wybrać tablet Jak wykorzystać instagram w rozwoju jak wzmocnić odporność jak zacząć zmieniać swoje życie jak zarobić jak zarobić na monetach jak zbudować dom z butelek jak zdać maturę jak zdobyć przyjaciół jak zmotywować się do nauki jak zmotywować się do pisania pracy jak zmotywować się do sprzątania jak znaleźć znajomych jak znaleźć życiową pasję jak zorganizować wypad na Maltę jak zrobić frytki z batatów jak zrobić loki jak zrobić rosół jak zrobić smoothie jak zrobić tortillę jak zrobić własną czekoladę jak zwalczyć ból ucha jak zwalczyć stres jak zwiększyć poczucie własnej wartości Jaka jest najlepsza dieta? Najzdrowsza dieta jaką książkę przeczytać jaką lokówkę wybrać jaki blender wybrać jaki film obejrzeć Jakie buty kupić na wiosnę? Przegląd wiosna/lato 2015 jakie właściwości ma figa jantar january to do list jednodniówka londyn jedzenie jesień języki joanna kalendarz kalendarz adwentowy kalendarze Kambodża kampania kampanie kanapki kasa kasza kasza jaglana kaszel kasztany katar Khao Sok kino klasyczny sernik kłos kobiecość kobiety kochamżycie komedia kompleksy koncentracja konkurs konkursy kontrowersje korektor kosmetyki koszule kot kotlety kotlety z kaszy jaglanej kozi ser kozieradka kreatywność kredki kremy krok po kroku krótka piłka krótkie fryzury krótkie włosy krytyka krzywe nogi książka książka do przeżycia książki ksometyki kuchnia kultura kwiecień kwiecień 2016 kwiecień 2017 lakier laminowane laptop laptop do 2000 zł Larnaka lato leczenie led legimi lekcje lemoniada lęk przed ludźmi lęk przed pobraniem krwi licencjat linki linki tygodnia lista lista życzeń listopad lob loczki lody loki loki bez lokówki loki bez użycia ciepła lokówka z biedronki Londyn ludzie luksus lumpeksy lunchbox luźne Lwów Magia sprzątania maj majówka makijaż makijaż oczu maliny Malta mały biust mam problem Mani manicure Marie Kondo marzec masaż mascarpone maska maść ichtiolowa maść z witaminą A matura meble meddiet medycyna medytacja MEGAFON metale ciężkie meteoryty męskie miasta miesiąc migrena miód mleko mleko kokosowe mleko owsiane młodzież moda modne modne buty 2015 modne fryzury modne fryzury 2015 modne fryzury 2016 modne fryzury 2017 modne fryzury 2018 moja historia moje cechy moje ulubione produkty spożywcze moment.pl monety kolekcjonerskie morze motywaca motywacja mrożona kawa muffinki muzyka my secret myśli myśli rozwój na wesele na studniówkę nails najlepsza dieta najlepsza zupa NAJNOWSZE najzdrowsza dieta najzdrowszy olej świata naked 3 naked 3 podróbka naprawa zniszczonych włosów naturalna pielęgnacja naturalny makijaż nauka nauka języków obcych nawyki nie lubię sprzątać nieśmiałość nocleg notowanie nowe nuda nuggetsy o mnie obcasy obuwie oczy oczyszczanie odchudzanie odkładanie marzeń na później odrobaczanie odżywianie odżywienia oferty okazje okulary olej kokosowy olej rycynowy olejek olejek z drzewa herbacianego olejowanie opakowania opinia opinie optymalizm organizacja orszada oszczędzanie owoce pakowanie paletka pamiętniki z wakacji pancakes panini party Paryż pasje paznokcie pedagogika perfumy pewność siebie pędzle pielęgnacja pieniądze pierogi piersi pies pilomax pisanie pizza placenta planer planer pdf planowanie pobierz organizer pobranie krwi poczucie własnej wartości podkład podpłomyk podróże podsumowanie podsumownaie Pogoda pokój polecane książki południowe włochy pomidorowa pomoc Pompeje pomysły poniedziałkowy motywator poradnik porost włosów post sponsorowany post we współpracy z marką postanowienia postanowienia noworoczne pot potliwość Poznań PR praca praca zdalna prawa człowieka presja prezenty profile które warto śledzić na instagramie prom promocja promocja rossman promocja super pharm promocje prostownica prywata przedłużane rzęsy przedłużanie rzęs przekąski przekąski do wódki przekąski na urodziny przemoc przemoc psychiczna przemoc symboliczna przepis przepis na pomidorówkę przepis na sernik przepis na tartę przepis na tartę z białą czekoladą i mascarpone przepis na zupę pomidorową przepisy przepisy na smoothie przepisy z figami przyrost przysmaki na imprezę psychologia pudelek pull through braid PUPA pycha pytania Qatar Airways queen quiz rabaty rady recenzja regeneracja regulamin reklamy relacje relaks religia remington resentyment retusz rimmel rok szkolny rosół rossmann rozdanie rozjaśnianie rozkiminki rozkminki rozrywka rozwoj rozwojowe czwartki rozwojownik rozwój równowaga rtęć ruch rude rude włosy rzesy jedwabne rzęsy Rzęsy 1:! rzęsy 2d rzęsy metoda objętościowa Bydgoszcz rzęsy przed i po Safari Salerno samodoskonalenie samoleczenie sandwich sandwicz Seboradin self-love sen Sensique sephora seriale sernik sesja shake Siem Reap się działo silikonowy lunchbox siwe włosy skorupki skupienie słoik z uchem i słomką słowiański blond smartfon smoothie snap snapchat softsticks soraya Soumda społeczne sport sposoby na odporność sposoby na wypadające włosy sposób na pryszcze sposób na tabliczkę mnożenia spotkanie sprzątanie sprzęt ssanie oleju stopy strach strach przed oceną strach przed pobraniem krwi stres studia studiowanie studniówka styl suche włosy sukces sukienka sukienki suknie ślubne szacunek szampon szczęście szkoła szminka szpilki szpotawe kolana sztuczki sztutowo ślimaczki ślub śmiech śniadanie średnie włosy święta tablet tablet do 500 zł tablet na studia tag Tajlandia tangle teezer tania lokówka tanie tanie buty tanie czytanie tanie dodatki do mieszkania tanie loty tanie zwiedzanie tarta tarta snickers tartinki tech Tekst powstał w ramach współpracy z Wydawnictwem Otwartym. tekst sponsorowany tekst we współpracy z marką GOSH telefon telewizja Tesori d'oriente test the sims todo torebka torebki tortilla toruń trendy triki trolling trwałe loki tusz twarz tydzień tygodnik tygodniowe love ubrania ubranie uczucia udawany warkocz Ukraina ulubieńcy updo upięcia upięcie urban decay urlop uroda urodzinowe menu urodziny usta venita vipera w co się ubrać w szystkie w11 wady wakacje walentynki Warszawa warsztaty wazelina ważne wcierka wdzięczność wegańskie wegetariańskie weltschemerz wiara wibo wieczór panieński wigilia wilno wiosna wishlist Włochy włosy wnętrza wob woda woda brzozowa wolontariat worth following instagram profiles for better life wpływ wrapy wrażenia Wrocław współpraca wszystkich świętych wszystkie wtyczki wybór wybrzeże amalfitańskie wychowanie wycieczka wydawnictwo wygodne wałki wymiary wyniki wypadanie włosów wyszukiwania wyzwania wyzwanie wyzwanie - bycie miłym xiaomi youtube za darmo zabawy zaczrwienienia zakupy zakupy na Ali zapach zapalenie oskrzeli zarobki zawijaski zawiść zdejmowanie hybryd zdrowa dieta zdrowie zdupy zerowaste zeszyt zima zioła złoty blond zły humor znajomi zupa zupa dyniowa zupy zwierzęta zyski żółta sukienka życzenia życzenia noworoczne
false
ltr
item
Aniamaluje - blog o życiu po swojemu: Najgłupsza rzecz jaką kiedykolwiek zrobiłam
Najgłupsza rzecz jaką kiedykolwiek zrobiłam
https://4.bp.blogspot.com/-YcYYnuO2m9c/WOZQfFpCRlI/AAAAAAAAtJc/UN3TRxj8BEU69E-AcoLPVWmVxyKRBGqUQCLcB/s1600/P3130669.JPG
https://4.bp.blogspot.com/-YcYYnuO2m9c/WOZQfFpCRlI/AAAAAAAAtJc/UN3TRxj8BEU69E-AcoLPVWmVxyKRBGqUQCLcB/s72-c/P3130669.JPG
Aniamaluje - blog o życiu po swojemu
http://www.aniamaluje.com/2017/04/najgupsza-rzecz-jaka-kiedykolwiek.html
http://www.aniamaluje.com/
http://www.aniamaluje.com/
http://www.aniamaluje.com/2017/04/najgupsza-rzecz-jaka-kiedykolwiek.html
true
3538531450758840466
UTF-8
Nic nie ma :( ZOBACZ WSZYSTKO Czytaj dalej Odpowiedz Anuluj Usuń By Główna STRONY POSTY ZOBACZ WSZYSTKO POLECANE TAGI ARCHIWUM SEARCH WSZYSTKIE Nic nie ma :( Back Home NIEDZIELA PONIEDZIAŁEK WTOREK ŚRODA CZWARTEK PIĄTEK SOBOTA NIEDZIELA PON WT ŚR CZW PT SO STYCZEŃ LUTY MARZEC KWIECIEŃ MAJ CZERWIEC LIPIEC SIERPIEŃ WRZESIEŃ PAŹDZIERNIK LISTOPAD GRUDZIEŃ Jan Feb Mar Apr MAJ Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec teraz minutę temu $$1$$ minutes ago godzinę temu $$1$$ hours ago Wczoraj $$1$$ days ago $$1$$ weeks ago więcej niż 5 tygodni temu Followers Follow Artykuł premium Kliknij Share aby odblokować dostęp